Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation since 02/18/2025 in all areas
-
A u nas nuda od 4 dni, lampa, śniegu opór, zacne towarzystwo, gorzej być w 3 Dolinach nie mogło. Pozdrawiamy razem z @Mikoskii @Marcos73. Idę pić wino.19 points
-
Kaganek forum we Włoszech i ze mną. Sympatyczne spotkanie z Bartkiem @tyrpoos_ski i niejakim Gerim Tumbaszem (polecam filmiki człowieka, bomba, umie człowiek jeździć). Pojeździli, pogadali, wypili kawę, pokibicowali Marynie na I przejeździe. Świat jak zawsze mały.18 points
-
18 points
-
Pozazdrościliście mi chyba włoskiego słońca, bo dziś na Kronplatzu rano śnieg, niskie chmury i ogólnie brak widoczności. Potem trochę lepiej: Ale popołudnie już klasycznie: Pozdrówki!17 points
-
Cześć Krótka relacja z naszej wyprawy do Alta Badia Ilość osób: 3 (tata plus dwie córki) Ze względów rodzinnych musieliśmy wyjechać w Poniedziałek zamiast w Sobotę. Wyjazd z domu 5.20, standardowa droga TG -> Gliwice -> Ostrawa -> Brno -> Mikulov -> Wiedeń -> Graz -> Lienz -> Brunneck -> Badia Abtei. Jechał się bardzo płynnie, korek jedynie w Brnie na remontowanym odcinku około 15 minut. Reszta spokojnie, w miarę pusto na drogach. Tankowanie również standardowo: Mikulov, Lienz. Dojeżdżamy okoł 17:30 do naszego miejsca zakwaterowania w Badia Abtei. Po rozpakowaniu krótki spacer pod najbliższy wyciąg po karnet dla najmłodszej córki. Aby dziewczyny nie marudziły policzyłem kroki na wyciąg aby w jak najmniejszym stopniu jeździć samochodem. Plan na 4 dni jazdy następujący: Wtorek - Marmolada (ze względu na pogodę) Środa, Czwartek (objeżdżanie ośrodka) Piątek - Armentalora, Lagazuoi W wtorek wyruszamy samochodem do Corvary na parking pod wyciąg Boe, aby trochę przyspieszyć (nie wiedziałem jak młodsza córka będzie sobie radzić i aby nie tracić czasu). Pogoda piękna, z rana około -11 stopni. Około godziny 11 docieramy na szczyt Marmolady. Ludzi sporo, trasa rozjeżdżona, odsypy wszędzie. Dostaje litanie od młodszej córki 🙂 spodziewała się czegoś innego. W drodze powrotnej przystanek na obiad w Rifugio Bec de Roces i powrót pod Boe, jeszcze trochę pojeździliśmy na trasach koło Corvary Drugi dzień z opadem śniegu ale widoczność nie była zła. Zaczynamy w Badia Abtei (od tego momentu bez samochodu 600 kroków do i z wyciągu z sprzętem) wjazdem na la Crusc, ładna nowa gondola, potem Praduc i podjazd pod godolę w La Villa. W głównej mierze jeździmy na trasach pomiędzy San Cassiano i Corvarą. Młodsza zwiedza wszystkie snow parki delektując się jazdą. Dzień trzeci, podobny do drugiego, niestety pogoda trochę się zepsuła i rano dość mglisto, słaba widoczność, po południu przejaśniło się i jeszcze trochę jazdy było. Młodsza widząc innych młodych narciarzy uskuteczniała jazdę na krechę, jeździliśmy głównie w rejonie Colfosco. Ostatni dzień jazdy, po lekkim ociepleniu w Czwartek, przywitał nas mroźny poranek, stoki zrobiły się twarde. Standardowo zaczynamy na La Crusc, po czym przemieszczamy się w kierunku Armenaroli aby przejechać skibusem pod Lagazuoi. Niestety i tutaj nas czeka niespodzianka, okazuję się, że Lagazuoi zamknięte z niewiadomych przyczyn, Tofana też zamknięta od 26.01 ze względu na igrzyska. Młoda zawiedziona :(, ale obiecaliśmy jej za rok. Zostało nam pojeździć lokalnie. Dziewczyno o 13 poprosiły czy mogą wcześniej skończyć bo trochę czują już nogi. Po małej naradzie wracamy do Badia Abtei pod La Crusc. Zjeżdżają ze mną dwa razy i idą an kwatery. Ja zostaje do 16:45 aby jeszcze pojeźdić. Wieczorem pakowanie, rano o 7:20 wyjazd. W drodze powrotniej ruch praktycznie do Lienz, potem mały korek Brno i oczywiście Mikulov. O 19:00 meldujemy się w domu cali i zdrowi, co najbardziej cieszy małżonkę. Średnio dziennie na nartach (wjazdy i zjazdy) około 80 km. Koszty ? Noclegi - 800 EUR Karnety - 772 EUR Paliwo - 200 EUR Jedzenie - 350 EUR Dodatkowo oczywiście winiety, ubezpiecznie. Plusy: - dużo tras - super pogoda - zadowolenie córek Minusy: - Marmolada przereklamowana - Pod koniec dnia, stoki zdegradowane, a że musieliśmy wracać przez cały ośrodek, to był męczący - W Piątek zrobiło się tłoczniej na tokach, Włosi zjechali na weekend Dodatkowo mogę dodać, że omijać stoki z Sellarondy, Marmolady. Raz zrobić, zobaczyć a potem jeździć z dala. Na koniec kilka fotek17 points
-
Witam wszystkich Chciałbym się podzielić moimi przygodami narciarskimi z Alp.!!! Na wstępie dodam ze zrealizowałem moje życiowe marzenie i był to mój pierwszy wyjazd narciarski w Alpy 🙂 a wiecie że jeżdzę słabo tym bardziej dlamnie to była przygoda prawie ekstremalna :_) Wyjazd zorganizował kumpel i byliśmy w siedem osób w rejonie Zillertal, ja byłem z moim synem i jego kolegą mój kumpel był z trzema synami (jeden pełnoletni). Mieszkaliśmy w domu całym do naszej dyspozycji w naprawdę rewelacyjnym standardzie, ba nawet mieliśmy do dyspozycji 2 garaże (choc jeden był zablokowany przez stół) ja sobie mojego passata parkowałem ledwo się mieścił ale dało radę ";-). pogoda była rewelacyjna cały tydzień było słońce ani jednej chmurki i zero wiatru w dzień praktycznie plusowa temperatura ale w w nocy minus więc trasy były idealnie przygotowane. Głównie jeździliśmy w ośrodku Kaltenbach parking i infrastuktura była spoko dodatkowo przez dodatnie temperatury drogi były czarne i miasto wyglądało jakby była wiosna. Ja narciarsko start miałem fatalny zaliczyłem trzy gleby i trochę spanikowałem i odpiąłem narty, więc pierwszy dzień tak średnio a niebieskie trasy wydawały mi się jako straszne. Ja w zeszłym sezonie nigdzie nie jeździłem ... ale później było już tylko lepiej drugi dzień przeznaczyłem na takie ośle łączki i jakieś proste zjazdy aby trochę się podszkolić :-). No i przełamałem się głównie jak pojechaliśmy z rana na sztruks nawet byłem zmuszony zjechać kawałek czerwoną trasą i jakoś dałem radę i trak w kombinowany sposób zacząłem jeździć po niebieskich trasach głównie jednej:-) nr 6 i łączniku zet. Nawet się nie wywalałem 🙂 fakt że styl mojej jazdy to jakaś kombinacja frytek i czasami pizzy ale momentami nawet jechałem bardzo szybko. (przynajmniej mi się tak wydawało 🙂 Moje nowe stare używane Atomici X7 sprawowały się rewelacyjnie wydaje mi się że mogą być ciut trudniejsze od tych piankowych:-) ale szły po śniegu jak przyklejone w ogóle nie wibrowały no i nie były za krótkie 🙂. Dzieciaki jeździły po wszystkim co było mój syn na rx-ach (z pianki) skakał dwumetrowe hopy w snowparku, nawet walną mocną glebę, jego kolega na snowboardzie też walną podejrzewaliśmy że może mieć wstrząs mózgu ale wiecie to jest młodzież ale na szczęscie ta ekipa jest mocno wysportowana. Mój kumpel (drugi tata) jeździł na snowboardzie ale on jeździ ze 20 lat choć musiał się oszczędzać bo miał rok temu kontuzje kolan (też snowboard). Jedn dzień byliśmy na Hochfugen gdzie dojechaliśmy samochodami jest tam fajny punkt widokowy ale trasy dla mnie trochę trudne właściwie to zjazd kolejki trochę stromy..ale był orczyk więc dla mnie git 🙂 No wracając miałem m bardzo ekstremalną przygodę samochodową bo na zjeździe zagotowały mi się hamulce i było bardziej niż strasznie ale jakoś dojechałem tymi wąskimi serpentynami. Ogólnie wyjazd się udał rewelacyjnie trochę jedliśmy w domu trochę w knajpach czy na stokach gdzie żarcie jest drogie i fatalne..trochę się czilowaliśmy i nie żałuje wydanej kasy choć pewnie w Polsce wyszło by podobnie :-). passat dojechał a spalanie to jakieś 5,5 litra na sto ( czasami zamieniłem się z tym starszym synem kyumpla a on cisnął 🙂 HEJ !!!!!16 points
-
Moi mili za nami kolejny zlot SF a szósty zorganizowany w Zwardoniu. Nie wiem czy Waszym ale moim zdaniem ten zlot różnił się zasadniczo od pozostałych i bynajmniej nie chodzi mi o frekwencję ale chodzi mi o to że zlot staje się wydarzeniem rodzinnym. Nie będę ukrywał, iż brak niektórych mi bardzo doskwiera ale cóż życie jest jakie jest. I w tym momencie czuję się uprawniony do serdecznych pozdrowień dla tych którzy zazwyczaj byli a z różnych powodów być nie mogli. Kochani jak wam się zajady zrobiły to to był ten moment kiedy z czułością na apres ski Was obsmarowywaliśmy i to równo. Nie był bym sobą gdybym w imieniu Nas wszystkich nie złożył podziękowań reżyserowi zmagań - @.Beata. jak zwykle odwaliłaś kawał dobrej roboty i za to serdeczne dzięki. Muszę także wspomnieć o @Victor - no stary 2400 km aby się spotkać - szacunek. @bubol.T - Tomek super dzięki za Nikodema, super chłopak. @Harpia, @Marcos73 - jazda z Wami to wybitne doznania. Jeszcze raz bardzo Wam Wszystkim dziękuję:16 points
-
Cze Dzisiaj zajefajny dzień. Wstałem po 7-mej godzinie, nie wiedząc co z sobą zrobić. Żona na babskim wypadzie w Zakopcu, młody odmówił współpracy. Zerknąłem na pogodę, do 14 ma być słonko. Się spakowałem i 7.30 wyjście z domu. Tankowanie samochodu, bo Żona nie wie, że od czasu do czasu się samochód tankuje. Kierunek …. Białka😀. Dojazd jest petarda. 8.50 na stoku. Zakup karnetu on-line na 4-h. 140 zeta. Można jęczeć że dużo, ale śniegu mają opór. Jakaś impreza na Jankulowskim, oldskulowo wszyscy poprzebierani. Jakiś GS postawiony. Więc na czerwoną 6/6a. Warun petarda, nikogo na trasie. Zjechałem 8x. 4x wariant 6 i 4x wariant 6a. Przejazd na FIS-y. No zamknięte. Rozczarowany byłem. Poprzednio też były zamknięte, bo egzaminy na Instruktorów tam się odbywały. Ale głupi - czyli ja - to zawsze ma szczęście. Na kanapę dokoptowali mi 3 małych zawodników. Na górze pogadałem z trenerem (bardzo dziękuję KS Live p. Ilewicza) i w zamian za przysługę pozwolił mi zjeżdżać polową trasy FIS 2😀. No qrwa w Białce miałem pół trasy tylko dla siebie. Cała lewa strona wzdłuż krzesła tylko moja, po prawej dzieciaki jeździły GS. Na FIS 1 było za mało miejsca. Raz jeździłem starą kanapą a raz talerzykiem z zawodnikami o 13.00 skończyli trening, przy okazji mnie się karnet skończył i trzeba było kombinować, aby jakoś na parking się dostać. Omijałem bramki i rżnąłem głupa, w moim przypadku to jest dość proste😀. W międzyczasie kiełba i piwko 0% naturlich. Po treningu to jeż motłoch się rzucił na trasę. Na koniec ciekawostka - Białczański Stonehenge. Mają rozmach s…….😀 Tatery jak zwykle pikne. pozdro16 points
-
Korzystając z pięknej pogody, postanowiłem z kolegą zrobić szybki wypad z Przemyśla na Kasprowy. Pobudka o 3:00, śniadanko i lecimy A4 na Zakopane, mieliśmy już wcześniej wykupione Skipassy na pierwszy wyjazd na 8:00. Pogoda perfect, pełne słońce, warun perfect, ludzi mało. Jeszcze nigdy nie trafiłem takiej pogody aby tatry oglądać jeszcze przed wjazdem na Zakopiankę, tym razem powietrze było krystaliczne! Na górze Był rozstawiony slalom gigant- wykręciłem chyba najlepszy czas 😄 Rano przygotowanie trasy na świetnym poziomie, niestety na dole już dużo kamieni i krzaków wychodzi, skatowalismy trochę krawędzie 😞 Jeśli ktoś planuje wypad to raczej tylko w tym tygodniu, bez opadów nie będzie po czym jeździć przy takiej temperaturze. Poniżej kilka fot.16 points
-
Piękne dwa i pół dnia. Uwielbiam małe stacje narciarskie. W Soszowie ( wstyd się przyznać) ale chyba czuję się jeszcze lepiej niż w Myślenicach. Atmosfera takich miejsc jest unikalna. Spałem i autem dojechałem powyżej górnej stacji wyciągu 🙂 Przy okazji gorąco polecam "Chatę pod Jaworem" Właścicielka Iga jest cudowną osoba i taką atmosferę wokół wytwarza. Sportowymi sprawami górki zawiadują Tomek i Ola Cichy. Kolejne osobościowe , pozytywne unikaty. O przyjaciołach lotnikach chyba nie musze wspominać. Ilość przecinających się nitek relacji jest nie do opisania. Jak zwykle, nawet na nartach gada się o..........lataniu 🙂 Same zawody? Świetnie przez wspomnianych instruktorów zorganizowane. Atmosfera zabawy i rywalizacji ( z przewagą zabawy) znakomita. Wyniki. Dwie grupy wiekowe: do i powyżej 50. Nazywało się to ci co jeszcze mogę i ci co by jeszcze chcieli 😄 Ja w...........drugich ;( No cóż, wygrałem SL i GS oraz klasyfikację generalną tych co by jeszcze chcieli. ( SL+GS , suma czasów czterech przejazdów) Towarzystwo z LOT ( ja reprezentuję aeroklub Bielsko Biała) zapowiedziało mi, że w przyszłym roku dostanę fałszywą datę i miejsce zawodów 😄 Licząc open w SL byłem trzeci a w GS czwarty. Najszybszym zawodnikiem imprezy była Julia ( stewardessa) p.s. Obecny był mój Tato który w lotnictwie spędził całe życie. Dziś ma 96 lat a jeszcze 5 lat wcześniej latał wyczynowymi szybowcami. POTĘGA. Dla tych chwil się żyje .16 points
-
15 points
-
Powiem szczerze że mimo niedzielnej frekwencji pojeździliśmy znakomicie, ośrodek bardzo fajny, ale jutro będzie coś innego 🙂 Kilka fotek z dzisiaj:14 points
-
Zdarzało mi się już wyskoczyć na jeden dzień na Hochkar (570km) od Raciborza no ale dziś przeszedłem sam siebie 🙂 Zięć od córki dostał w prezencie wyjazd jednodniowy na deski więc moja mądra głowa szybko przeanalizowała prognozy i jest Obertauern 🙂 Było super ,pogoda dopisała jedynie ludu masa a śniegu bida przynajmniej poza trasami . Żona chwilę po powrocie spytała czy było warto hehehe zawsze jest jak się ma nie równo pod sufitem 🙂14 points
-
Dzisiaj Kasina razem z Kraków Sport zorganizowała testy nart. Nie mogłem się oprzeć. 😎 Na miejscu o 8:00, warunki dla koneserów Kalibracja stoku za pomocą Salomon QST 98 i ruszamy: Na początek oczywiście mój ulubiony Dynastar. Wreszcie dorwałem M-Cross 88 Bardzo śmieszna narta. Kręci jak slalomka, super trzyma na fragmentach twardszych. Jedynie minimalnie gorsze (w porównaniu do QST) tłumienie drgań. Śnieg był trudny. Cukier, 2 cm świeżego, gdzieniegdzie twardszy podkład, z czasem muldy i odsypy zaczeły dominować. Po M-Crossach, przyszedł czas na Mastery (w wersji konnect). To moje drugie spotkanie z tymi nartami (ostatnio chyba z 6 lat temu) i wciąż mam to samo odczucie - czegoś mi brakuje. Niby jedzie jak master, niby trzyma, jest stabilność w długim... Ale momentami ciut mniej stabilnie. Na co dzień jeżdżę na 180 cm o promieniu 21 m i płycie R 21. Żeby się utwierdzić, wziąłem 179 na płycie R22: Utwierdziłem się. To jest master jakiego znamy. Narta wybitna. Wystarczył jeden przejazd. Przy okazji stwierdzam, że jest przyjaźniejszy w obyciu niż mój - niby 2 m promienia mniej, lekkie zmiany konstrukcyjne, a czuć. Uznałem, że jedyna okazja, żeby wyczerpać temat masterów, i wziąłem następne: 173 cm na płycie R22. Wiele osób uważa, że to optymalna długość dla mastera. Ja nie rozumiem tej narty. W długim jest mniej stabilna od 179 cm. W krótkim nie ma startu do komórki SL. Być może, na przygotowanym stoku, jej średni promień stanowi dla wielu idealny kompromis. Ja wiem, że tej narty nie potrzebuję. I na koniec przygody z Dynastarem/Rossignolem (pozdrawiam ekipę, która znosiła mnie z ogromną cierpliwością ) Master SL 165 cm na płycie R 22. Pogoda się trochę poprawiła, ale tylko wizualnie. Śnieg był już mocno zdegradowany. Wąska, krótka i sztywna narta nie wydawała się być najlepszym pomysłem. A tu niespodzianka. Bardzo fajna narta. Porządnie zrobiona. Sztywność jak trza. Trzeba jechać aktywnie, ale odwdzięcza się super trzymaniem, fajnym prowadzeniem - prawie SL Fis. Minimalnie mniej reaktywna w porównaniu do moich komórek. Naprawdę minimalnie. Dałem odetchnąć chłopakom z Dynastara i ruszyłem na obchód pozostałych stoisk. Trochę bieda była, bo wszyscy nastawili się na inne warunki i nie było żadnych szerokich nart. (K2 miało 85 najszerszą, w jakiejś nikczemnej długości do tego). Ale Kraków Sport (chyba są dealerem) się spisał i wystawił parę nart firmy Blossom, w tym taką zawodniczkę: Ależ super elegancka komóreczka. A jak ta pani jeździ...😍 Wprawdzie po intensywnym zjeździe, myślałem, że wypluję płuca - ale gęba mi śmiała. Super flex - sztywna poprzecznie, idealnie elastyczna wzdłużnie. Krawędzie mega, reaktywność 10/10 - nie mam pytań. Na koniec, ostatkiem sił wziąłem toto: I jak za każdym razem, mam po Stoecklach tę samą refleksję. Mega poprawna narta. Super zrobiona. Świetnie się prowadzi, nieomal sama inicjuje skręt a potem sugeruje jego podkręcenie. Stabilna na nierównościach. Ale absolutnie nic mnie w niej nie urzeka. Dla kogoś, kto chce być wożony przez cały dzień po alpejskich trasach - narta idealna. I tak to się skończyło. Zasuwałem bez chwili przerwy, ale trochę nart udało się objeździć.14 points
-
14 points
-
Osobiście sezon narciarski dzielę sobie na 4 etapy. Etap I - to sam początek sezonu, który zwykle zaczynam w grudniu ( początek lub jego połowa) w zależności, kiedy wystartuje Czarna Góra. Uwielbiam ten czas, bo trwa naśnieżanie, ludzi jest mało, lekcje wpadają sporadycznie, przez co mogę pojeździć dla samego siebie i sprawdzać nowo pozyskany sprzęt. Etap 2 - Okres czasowy od Świąt, przez Sylwestra, aż do końca ferii. W tym czasie dużo pracuję instruktorsko i o jeździe wolnej, z małymi wyjątkami, mogę sobie tylko pomarzyć. Etap 3 - Wisienka na torcie, zaczyna się dla mnie dwa tygodnie po zakończeniu ferii ( połowa marca ) i trwa do ostatecznego zamknięcia Czarnej Góry w sezonie. Uwielbiam ten etap, czekam na niego od samego początku sezonu i kiedy już nadejdzie, ogarnia mnie wielka radość, ale i jest mi trochę smutno, bo wiem, że sezon powoli zbliża się ku końcowi. Codziennie zabieram ze sobą kilka par nart i w zależności, na co przyjdzie ochota, zakładam i jeżdżę, im dalej w dzień, tym szerzej pod butem. Po narciarskim dniu razem ze znajomymi, o ile pogoda pozwala, rozpalamy ognisko i siedząc przy nim, zajadamy pyszności, rozmawiamy sobie często aż do zamknięcia wyciągów, robi się wtedy cicho, słychać ptaków zawodzenie, trzaski ogniska, zapada zmierzch, noc, ale i nadchodzi kolejny dzień. Często z samego rana rozkładamy tyczki i ćwiczę sobie wymuszony skręt, w celu poprawy bezpieczeństwa swojej jazdy, lepszego panowania nad nartami, bo zawodnik ze mnie żaden. Uwielbiam ten czas. Etap 4 - Kiedy wyciągi się zatrzymają. Skitury i zupełnie inny wymiar narciarstwa. To kwietniowy czas na pustych, zmęczonych sezonem trasach, gdzie mocno czuć już wiosnę, a nartostrady odsłaniają wcześniej ukryte skarby, w postaci pojedynczych nart, kijków, drobnych monet, karnetów, telefonów, pralek czy laptopów. 😜 Na początku swojej narciarskiej drogi, lubiłem tylko sztruksik, teraz przyjemność z jazdy czerpię na prawie każdym dostępnym warunie, wyjątkiem są mocno oblodzone stoki, wolę jednak jak jest bardziej miękko niż lodowo. Podobnie mam z nartami, kiedyś tylko SL, GS, obecnie najszersze dechy, na których szusuję, mają 114 pod butem i też dają mi wiele radości. Jako lokalny narciarz, na dalsze wyjazdy wyruszam sporadycznie, dobrze mi tu gdzie jestem. Serdecznie pozdrawiam.14 points
-
No i po kolejnych kilku dniach na Chopoku. Dochodzę do siebie, bo zmęczonko już spore. Pikne 4 dni, słonko itp...! W ostatnim dniu wręcz ciut za ciepło. Śniegu zgromadzili naprawdę sporo. Żadnych przetarć ani minerałów. Ludzi niewiele, tak w sam akurat 🙂. Bardzo możliwe, że to już ostatni wyjazd w tym roku, ale przejeżdżone 38 dni i ponad 1000km zjazdu, więc żadnej krzywdy nie odczuwam. Spotkałem tam Tadeusza z Łodzi i Harnasia, zawsze to miło! Pierwszy raz w tym sezonie poczułem się "przeprany nartami". Odpocznę trochę i przesiadam się już na rowerek. Pozdr4all 🙂 !14 points
-
9-14 marca, kwatera w Cavalese. Z Mazowsza łącznie z dojazdami na stoki, 2770 km, auto Ford Transit Custom, 6 osób, 8 par nart i bagaże. Średnie spalanie 9 litrów/100. 14 godzin i blisko 15 powrót. Trasa: Ostrava-Wiedeń- Salzburg-Brenner-Bolzano- Cavalese. Paliwo: Czechy 38.5/litr, Austria 1.50-1.55, Włochy 1.78. Pogoda: cztery pory roku, słońce, deszcz, szaruga i śnieg. Miejscówka, podoba się dla mnie, bardzo różnorodne trasy, dużo lasu jak lubię. Warunki od sztruksu, po mokry i ciężki śnieg, po drodze odsypy, muldy i świeży opad. Turystycznie (Piwko 6, Spritz 6-9, Bombardino 5.5, pizza od 9, kawa 1.8...) elegancko i przyjemnie... ...ale narciarsko jak zawsze u mnie, od ostrożnego optymizmu, po zbitą pupę. Jednym słowem ciulowo, ale stabilnie ku mocno odległemu top 😀 Stockli Laser GS 175 2016, tak samo mnie urzekające jak te 2019, po dwóch skrętach wiedziałem, że to moje, stare, wierne narty od "20" lat. Blossom 176 cudownie, wrednie rozwijające, tutaj adaptacja dla gościa z moim poziomem wyraźnie dłuższa, w pewnym sensie permanentna, "must have" ambitnych narciarzy. "Młodzieńcza" i infantylna fascynacja nartowaniem w każdym razie minęła i ten wyjazd to ostatecznie potwierdził. Czy znajdę sens i czas, aby spróbować w przyszłym roku zawalczyć o wyeliminowanie swoich głównych bolączek? Życie pokaże. Znajomi zaakceptowali kierunek Francja (coś z top), ale teraz piłeczka po mojej stronie, bo jakoś odwrotnie niż zazwyczaj, nie krzyknąłem taaak! Spakowałem sprzęt... Finalnie Val Di Fiemme w mojej ocenie bardzo ok.14 points
-
3 Zinnem, pogoda bajka, chyba najlepszy dzien w sezonie i najwięcej km zrobionych, teraz już też wracam busem do rzeczywistości.14 points
-
14 points
-
Oj tam oj tam skończyłaś 🤦♂️ oj ta oj tam marnie 🤦♂️ progres widoczny gołym okiem 👌, lęk pokonany 👏 reszta sama nadejdzie a sezon trwa w najlepsze i tu zapraszam serdecznie na narciarstwo halowe bo faktycznie zajęcia ułożyły się tak, że nie mieliśmy kiedy wspólnie szusować 😉 oczywiście to nie klimat górski ale zamrażalnik ustawiony na -4 i fototapety boczne ze szwajcarskich klimatów alpejskich robią robotę takze namiastka klimatu narciarskiego jest i da się ćwiczyć to co zawodzi najbardziej . Po można uskutecznić zwiedzanie rowerowe a wieczorowo grilowanie ale tu wyzwaniem będzie bombardino 1:1 😜. Głowa do góry jest zajebiście i wszystko idzie w dobrym kierunku. Dojechałyście całe i zdrowe a to najważniejsze . Pozdrowionka dla Was od nas wszystkich 👋 A!…jak już tu jestem to podsumuje tez troszkę siebie 😎 Bezdyskusyjnie narta tego sezonu Dynastar SL FIS 165 🧨 jak koń z włoskiej stajni w cenie dla ludu 🫣 Pierwsze synchro z Maesto @Tadeo i Anią których serdecznie pozdrawiam 👋 Odkrycie sezonu narta GS choć krzywa 😂 ale da się szurać ⛷️ Cała masa roboty na nadchodzące sezony alpejskie -lewa ręka/nadgarstek odpowiednie i w czasie wbicie kija z przycinką plus mocne trzymanie tu uwaga od @Adam ..DUCHdzięki , zejście ramienia w długim( tu wszytko do nauki szczególnie w znacznej prędkości ) , większa praca stopami-pięta Achillesa w lewym skręcie itd oj można tak w nieskończoność ale to tylko cieszy bo inaczej było by to narciarstwo zbyt 🥱 . pozdro Beato 😉 A teraz czas na rower bo zacna pogoda na nizinie14 points
-
W piątek skończyłam swój obfity sezon, najdłuższy ever - 19 dni! Pierwsze poważne wyjazdy w poważne góry, Pitztal i Sappada z Tadziem, jak zwykle epicki zlot w Zwardoniu i szuranko w Ustroniu Śląskim. Zmaterializowali się „starzy” forumowicze @brachol oraz @Victor w Sappadzie. Wnioski? Towarzysko - poznałam mnóstwo świetnych ludzi i narciarzy. Edukacyjnie? - marnie… ale coś tam coś tam jak mawia Tadeusz, bezcenne wskazówki od @Adam ..DUCH @Victor i @Mitek, ale przede wszystkim pokonałam lęk przed stromą ścianką i to jest mój sukces tego sezonu, może nie były to wybitne zjazdy na najbardziej stromej trasie w Sappadzie, ale rozpaczliwej walki o życie też nie było, na takiej samej stromiźnie poległam na Pitztalu…Sporo ćwiczeń, nowych wyzwań i doświadczeń terenowo - śniegowo - pogodowych. Jedynie czego zabrakło to wolnej jazdy za lub z kimś zaawansowanym (i tu żałuję że nie udało się pojeździć z @Victor ). Dziękuję Wam wszystkim za wspólnie spędzony sezon tu na forum i w realu. Do zobaczenia na stokach w przyszłym sezonie i tym wszystkim którzy jeszcze nartują życzę jak najlepszych warunków i pogody! 🙂14 points
-
Dawanie filmików ze swojej jazdy mało tu popularne, bo nikt nie lubi ocen na swój temat, ale w sumie mam wywalone. Młody nakręcił to i wklejam. Trochę expectations vs reality się rozmywa. Bo poczucie było, że jadę jednak nieco niżej, a jednak jeszcze sporo zostało. Jazda wąska, ale to u mnie normalne. Szuranko na komórkach całkiem wykonalne, ścianka czarna, więc i tak jak na mnie to spokojna jazda, chociaż ten pierwszy zamiot mógłby być bardziej stopniowy, co potem się udaje niżej. Później wypłaszczenie i spokojny carving, na końcu nieco zagęszczony. Wtedy największa frajda. Widzę do poprawy sylwetkę, zgięcie tułowia (angulacja) i nieco większe zakrawędziowanie doda dynamiki. Powoli ale do celu. Jeszcze starałem się szerzej trzymać łapska, na co zawsze zwracali uwagę Filip i ostatnio Marek, ale wyszło jak wyszło. Inne odczucia niż postrzeganie po raz drugi. Dlatego warto się kręcić. VID-20250221-WA0002.mp414 points
-
W Myślenicach dosypało. 15 cm mokrego, ciężkiego na podkładzie z tego co sie najpierw roztopiło, potem dostało wiatrem, deszczem i mrozem. Mgła tylko chwilami i miejscami. 😂 Kłapacze na taki warun idealne.13 points
-
Na Łomnicy dzisiaj wiosna z wszystkimi plusami i minusami tejże. Myślałem że na górze będzie chłodniej ale od dołu do góry identyczna lampa więc stok się degradował błyskawicznie.... miałem jeszcze nadzieje że ludzi to wystraszy ale gdzie tam - zapłacone - musi być wyjechane bo przecie w TMR nie ma na godziny. Więc tak od 12 na górze trup się ścielił gęsto - tyle że miękko strasznie wiec w miarę bezpieczniej. ..zawsze szerokie mam w aucie ale dzisiaj nie zabrałem specjalnie bo wiem że zaraz bym na nie wskoczył a miała być siła razy gwałt......i był ogień..13 points
-
Od 1,5 roku podjąłem się nowego szalonego wyzwania a mianowicie prowadzę modelarnię lotniczą w Stacji Kultura. Staram się dzieciaki zarazić tą " chorobą " co się zwie miłość do wszystkiego co lata 🙂13 points
-
Hochzeiger wreszcie zobaczyłem trochę nieba i słońca po wczorajszym dniu. Radość jednak szybko się skończyła, warunki na trasach bardzo szybko przypomniały polskie warunki w feryjny weekend. Po 10 już bylo sporo odsypow, później tylko gorzej. Odpalone lance i armatki nie pomagały, bo momentalnie wszystko zamarzło na goglach. W nocy musiało padać i ratraki już nic z tym nie zrobiły, potem doszedł jeszcze śnieg i u góry mgła.13 points
-
Mam identyczne wrażenia odnośnie Kappl, zresztą trafiłem do niego w bardzo podobny sposób - po kilku dniach jeżdżenia w Ischgl, nocując w Kappl, co dzień mijaliśmy ten ośrodek, ale dopiero ostatniego dnia (przed powrotem do kraju) stwierdziliśmy, że pojeździmy tam kilka godzin, nim wyruszymy w drogę. I tak okazało się, że ta niepozorna wioska skrywa najlepszy jak dotąd ośrodek, w jakim jeździłem. Po kilku dniach jeżdżenia w Ischgl, gdy tylko zrobiliśmy naszą ekipą pierwsze kilka skrętów, to od razu dało się odczuć różnicę w jakości śniegu. W Ischgl, gdy tylko się wysiada z gondoli na Idalp, daje się odczuć, że każdy metr kwadratowy stoku był już przejechany przez tysiące narciarzy. W Kappl stoki są nie dość, że puste, to jeszcze o nachyleniu południowo-wschodnim, dzięki czemu śnieg jest bardzo przyjemny, miękki, ale jednocześnie równy (mało ludzi) i jest go dużo (spora wysokość n.p.m.). Trasy bardzo długie - jak takie wijące sie "wstążki" wśród dziewiczego śniegu (a nie typowe "stoki przywyciągowe"), w równie wysokogórskiej scenerii jak w Ischgl, o jednym z najwyższych przewyższeń w całej Austrii (1450m), z którym może się równać tylko słynny zjazd do Bad Hofgastein i nieco "na raty" nartostrada w Solden. Infrastruktura? Nie powiedziałbym, że stara - są dwie wyprzęgane, kryte "czwórki" i tylko jedna "dwójka", niestety o parametrach Goryczkowej (dłuuuuga), ale i tak względnie szybka (2,8m/s, z taśmą rozbiegową - ciut więcej niż standardowe niewyprzęgane krzesła). Jak kiedyś wyobrażałem sobie taki swój wymarzony ośrodek, to naprawdę Kappl w pełni odpowiadał temu wyobrażeniu. Dlatego już nie muszę szukać dalej i chętnie tam wracam, nawet na kilkudniowe wczasy. Te 40km tras to może nie dużo, ale każda ma coś w sobie. W ośrodku z 200-300km tras, po kilku dniach i tak wszystkie wydają się podobne. Ponadto w takim Ischgl, krajobraz jest taki nieco "księżycowy" - jedna góra przesłania drugą, a w Kappl jest z góry ładny widok na dolinę. Może właśnie bliskość Ischgl to największa zaleta Kappl, bo prawie każdy myśli, że skoro przejechał taki kawał, to właśnie dla prestiżowego Ischgl - i stąd w Kappl zawsze będzie pusto. Parę dawnych zdjęć z końca marca 2009:13 points
-
Wielka szkoda Pani Doroty. Małgorzata i Dorota Tlałki to były obok Stenmarka i braci Mahre moje idolki tamtych czasów. Polska telewizja pokazywała wtedy zawody PŚ i pamiętam jak szeroko były oglądane. Nie mówiąc już o knajpie pod szczytem Chopoka. Tam ruch załkowicie zamierał i oglądało się z malutkich telewizorów. Kto się do środka nie wcisnął, nerwowo dopytywał, kto wygrał po drugim przejeździe. Nawet wtedy nie pomarzyłem, że kiedyś będę się mógł z jedną z nich "pościgać" Nie lubię zrzędzenia typu "kiedyś to było" ale to było narciarstwo bardziej pasjonatów niż modnego spędzania czasu. Mimo wszystko i tak myślę, że średnia umięjętności dziś nie jest niższa. Małgorzata bardzo wiele lat temu wróciła do Zakopanego i robi cudowne rzeczy. Pracuje z niepełnosprawnymi intelektualnie dziećmi i młodzieżą jeżdząc z nimi na nartach i nie tylko. Jej lekkoatleci zdobywają tytuły Mistrzów Polski a jeden z narciarzy z jej fundacji, siódmy raz zdobył tytuł Mistrza Świata VIRTUS 2025 w supergigancie w kategorii II2- Zespół Downa. Ona sama czasami startuje w MPA (jak były) oraz w prawdopodobnie najstarszych zawodach sportowych w Polsce czyli Pucharze PKL na Kasprowym. Czasami miałem okazję się z nią "skonfrontować" 😉 Nieskromnie dodam, że nie wypadało to bardzo źle. Najlepszy mój wynik to, dostałem od Małgorzaty 0,5 sekundy batów w Finałach MPA w SL. Zwarzywszy na moją amatorską praktykę, bardziej zaawansowany wiek a jej starty w PŚ oraz całe życie na nartach poczytuję sobie taki wynik jako sukces, jednak większą przyjemnością był kontakt z jej osobą. Jakkolwiek na to patrzeć, siostry Tlałki to najjaśniejszy czas polskiego narciarstwa alpejskiego.13 points
-
Wstawiam zdjęcia taty. Lata 50-te ubiegłego wieku. Wiązania kandahary, narty pewnie 210 lub dłuższe, kije bambusowe potem stalowe. Okolice Murowańca.13 points
-
Pozdrawiamy z busa dryfującego z prędkością przelotową Boeinga w kierunku pępka świata (Mikołów dla niewtajemniczonych). Dzisiaj nagroda za 2,5 dnia mgły i uprawiania prawdziwego narciarstwa, z włączonym czuciem głębokim. Lampa pełna i podziwianie ogromu Ischgl. Przez 3 dni na pewno wszystkiego nie przejechaliśmy, ale udało się zrobić większość. Fantastyczny ośrodek, z ogromną różnorodnością tras i przede wszystkim praktycznie bez przełączek i trawersów. Wieczory genialne, nie wiem jak wątroby wytrzymały. Tańce, śpiewy, towarzycho zacne. Wczoraj Kappl całe nasłuchało się polskiej muzy przez otwarte okno. Jakimś cudem gospodyni nas nie wypieprzyła z chałupy.13 points
-
13 points
-
300 m vertical, 2,5 km - średnie nachylenie 12%. Dla mnie bardzo niebieska. Na górze pod wyciągiem było dość przyjemnie. Blisko Wrocławia. Popatrzyłem, że ostatni raz jechałem nią w 2021. Kurczę nawet niezły warun był! Wielka Sowa - magiczna. Ciekawe czy kiedyś jeszcze zaliczę taki dzionek w Górach Sowich...13 points
-
Ostatni dzień San Pellegrino, obłędnie ciepły, lampa non stop, trzeba się było rozbierać. Do 10 twardo, potem zaczęło mięknąć, w niektórych miejscach wręcz kartofliska. Kilka nowych umiejętności bardzo pomogły w tych kartofliskach i to znowu na SL FIS, można i ciąć odsypy, ale i można po wierzchu. Bardzo polecam tiramisu na szczycie Col Margherita, świetna kompozycja. Z ciekawostek, jeździli goście w samych bokserkach. Co prawda nie mam ich zdjęć, tylko Brytole bez koszulek.13 points
-
Dzionek na Ruchaczach spędzony co prawda pośród tłumów ale w wybornej kompaniji tzn. @KrzysiekK wraz z młodzieżą. Tłok straszny.. w sumie pusty tylko Padak i na bierząco stara kanapa z Padaka i górny orczyk.. na szybkiej kanapie ludzi opór. Padak Red devil12 points
-
Uparłem się i pojechałem w tym roku rodzinnie do VT w 3 doliny. Plusów ogromna ilość a minusów narciarskich praktycznie nie ma:) 🙂 Plusy: - narciarsko fantastyczne miejsce. Każdy ośrodek jest trochę inny i w każdym znalazłem ulubioną swoją trasę. Ponieważ byłem już drugi raz więc dobiłem jeżdżąc po 50 km dziennie że tak 60-70% tras mam już przynajmniej raz przejechane, - dużo śniegu, fantastyczna pogoda, widoki, Mont Blanc na horyzoncie, - duża przepustowość tras i wyciągów ale... - stoki bardzo dobrze przygotowane, bezpiecznie jak tylko coś spadnie słychać jak odpalają lawiny prewencyjnie, dużo tras freeridowych takich blisko stoków ale też takich na wycieczkę z przewodnikiem, - fantastyczni uśmiechnięci ludzie szczególnie w VT, ciężko jechać gondolą żeby sobie z kimś nie pogadać, wszyscy po prostu cieszą michę bo przyjechali w świetne miejsce do pojeżdżenia, - zjazd do ośrodka na nartach, nic nie musisz nosić jesteś od razu pod hotelem, - kupę rozrywek dodatkowych i nocnych ale człowiek jest tak zmęczony po całym dniu że nie chce się z nich korzystać, - bez problemowa logistyka, zakwaterowanie, serwis, - nie ruszasz auta przez czas pobytu, - czysto bo o to dbają ale... - nie ma bezkijkowców Minusy: - daleko 🙂 jechałem ze spaniem w Bazylei, z powrotem na raz, - drogo na stoku i knajpach, sklepy praktycznie jak u nas. Ogólnie drożej niż we Włoszech czy Austrii, - zostawiłem auto na parkingu i niestety dopiero w drodze powrotnej zorientowałem się że ktoś mnie zarysował. Parking nie pomógł znaleźć sprawcy, - trochę za bardzo imprezowo w nocy 🙂 - dużo ludzi w lutym a nie było jeszcze ferii francuskich więc robią się wąskie gardła i zmuldzone stoki na koniec dnia w miejscach tranzytowych, lepiej jechać w styczniu - czysto bo sprzątają ale czasem syf jest duży (dużo ludzi), w skiroomie smród był straszny tam gdzie mieszkałem, - apartamenty to z reguły małe klitki ale w końcu przyjeżdża się na narty. Zajebiste miejsce. Kilka fot i filmików poniżej nawet jak starszy człowiek jeździ. Można pokrytykować:D IMG_0356.MOV12 points
-
O Zieleńcu nieco subiektywnie. Po pierwsze co mnie zaskoczyło to mocno nie zgadzał mi się obraz Zieleńca wykreowany przez działania marketingowo PR-owskie z tym co zastałem na miejscu. Cały czas słyszałem o mikroklimacie, naturalnym śniegu, tymczasem na miejscu zastałem raczej małą ilość sztucznego, zmrożonego i przewianego śniegu. Miejscami grudy lodowe (złe ratrakowanie) oraz wystającą trawę. Jak na ośrodek aspirujący do top 3 w kraju to raczej słabo to wyglądało. Najbardziej jednak przeszkadzał mi chaos. Ośrodek wygląda jak zlepek kilku mniejszych ośrodków, połączonych na siłę w jeden, niby duży. Mnóstwo ludzi jeździ w poprzek tras, przemieszczając się od wyciągu do wyciągu. Tak dużej liczby osób, które jeżdżą chaotycznie dawno nie widziałem. Zamiast przyjemnego dnia na nartach, raczej pełna koncentracja. Jazda zachowawcza niż przyjemność. Do tego wywiany, sztuczny śnieg i jazda po skorupie lodowej. Stoki rano też raczej słabo wyratrakowane. Ludzi miejscami sporo, mało radzących sobie z warunkami. Zapowiadało się nieźle. Tu też fajnie. Rano tak. Gdzie ten mikroklimat ? Gdzie ten śnieg. Do pomarańczowej. Tu też trochę ludzi. Tu przepychanki do talerzyka. Tak trudno ustawić się gęsiego ? Słońce ratowało dzień. Klimatyczne miejsce. Ciacho też ok. Kościółek przy niedzieli. Tu nie dało się wejść do środka.12 points
-
12 points
-
Zwardoń. W ciągu dnia było za ciepło, więc pojechaliśmy na wieczorne. -15 minęliśmy sie z Adamem na schodach, wyglądał jakby trochę zmarznięty. Wytrzymaliśmy 4 godziny, ale co kilka zjazdów przerwa na herbatę w karczmie, a na koniec flaczki Cioci Jadzi w Swojskich. Udany wieczór.12 points
-
Witam wszystkich uczestników zlotu, Założyłem nowego nicka, aby móc Wam wszystkim podziękować za spotkanie i miłe przyjęcie do Waszego grona. Marek i Ania nawet nam narty na stok wozili - dziękujemy. Narciarsko może zbyt wiele nie zyskałem, ponieważ tylko moglem oglądać wasze plecy, jak znikaliscie w oddali. Gdy ja jeszcze nie ruszylem to np. Damian, Marek, Jurek byli już w polowie górki, Sebastiana to tylko z wyciągu mogłem oglądać. Raz próbowałem jechać za Piotrem, ale tak ciasno skręcał, że musiałbym wracać do skrętów pługiem. Adam wyraził chęć przejechania za mną dwóch zjazdów i przekazania opinii na temat moich umiejętności, ale jakoś się nie udało. Pomimo, że narciarsko nie zyskalem cieszę się mogłem porozmawiać z pasjonatami nart, którym w pewnym stopniu też jestem. Poprzednio bylem na zlocie 10 lat temu, ale teraz mam nadzieję na częstsze wyjazdy. Pozdrawiamy Was wszystkich i dziękujemy za wspólnie spadzony czas. Renata i Mirek12 points
-
12 points
-
Wstałem dziś o 7, żeby być na otwarcie stoku. Moi towarzysze podróży jak zwykle mieli to za nic. Wybraliśmy wiec stok który otwielarali o 12 😄 a i tak ledwo zdążyliśmy Wybór nie mógł być lepszy. Ograniczona ilość ludzi, kolejek brak, słońce, lekki mróz, warunki perfekcyjne, świetne miejsce na rodzinny wypad na narty. Pojeżdżone do zachodu słońca. Na koniec skandal, dojazd do swojskich nie był nasnieżony. Trzeba było sie turlać po błocie, zwłaszcza po obżarstwie.12 points
-
12 points
-
12 points
-
12 points
-
12 points
-
Czarna Gora jeszcze lepiej dzisiaj niż wczoraj Dolni Morava. Twardo, równo, słońce i bez wiatru. Idealny dzień. Ale Luxtorpeda padła o 10:40. I ludzi trochę więcej.12 points
-
Cze Dzisiaj szalony dzień, bo młody zabrał rano jedyne klucze od narciarni na wyjazd klubowy. Więc pościg na Zakopiance autobusu. Na szczęście dzisiaj pusto. Miałem początkowo plan odwiedzić @Chertan na Mosornym Groniu. Na szczęście plan spalił na panewce bo Pieter był …. w Myślenicach😀. 8.05 wyjechałem z domu, sprawdziłem googla i na Mosorny to 1,5h jazdy, a Piotrek startował o 8.00. Jeszcze nie wyjechałem, a mocno byłem spóźniony. Więc jak nie ma co to odkryta hala czyli Rusin. Pusto na drodze więc 🔥 na tłoki. Po drodze deszcz i chmury. 9-ta punkt byłem na stoku. Pewniak nie zawiódł. Słońce i -4 stopnie. Warun petarda. Dosłownie pustki. Gdyby ten stok był trochę bardziej stromy (90 km/h tam z nudów na kreskę wyciągłem, może i więcej by dało radę, niestety …. brakło stoku😉) ale lepszy wróbel w garści….. Koło 12.00 pojawił się cukier, ale z 3cm, pod spodem twardo. Pokazały się płyty lodowe, no po nich to się najlepiej jeździło. Warunki do 16.00 wyśmienite, a po 14.00 to nie było komu dzień dobry powiedzieć, zachmurało się i delikatny śnieg zaczął padać. Cukier nie przeszkadzał wcale. Do 13.00 jeździłem w kółko na Porche. Kolejek brak. Bardzo mało ludzi, jedynie jakaś grupa oldboyów zajęła fragment stoku na trening GS. Podsumowując, byłem tam w tym sezonie 7x i ani razu się nie zawiodłem. Najlepsza odkryta hala na Podhalu. Życie jest piękne - nawet w budżetowym wydaniu! Grunt, to potrafić się cieszyć drobnostkami. pozdro Zdjęcie z przerwy, 13.00, żyć nie umierać💪12 points
-
12 points
-
Tydzień w Val Gardena, głównie w Alpe di Susi. Dziś wróciliśmy. 4 starsze osoby. Po drodze nocowaliśmy w hotelu w Znojmo. Mało znane, niedoceniane, sympatyczne czeskie miasto przy granicy austriackiej. Pogoda typu lampa. Tylko jeden dzień z niewielkim zachmurzeniem. Temperatura kilka stopni + w dzień. Ideał. Śnieg niestety sztuczny. W połowie lutego! Spaliśmy w małej, uroczej wiosce Barbiano, wczepionej wysoko na zboczu góry. Do stacji ok. 30 min dojazdu. Wygodny hotel, świetne jedzenie, mili gospodarze tyrolscy. Jeździliśmy głównie po czerwonych, niezbyt trudnych trasach w Alpe di Susi, Ortisei i S. Cristina. Warunki dobre z wyjątkiem fragmentów mocno zmrożonego sztucznego śniegu. Niekiedy tworzyły się spore kolejki do wyciągów. W szwagra pierwszego dnia wjechał od tyłu rozpędzony 20 latek. Spektakularny upadek obu, ból kręgosłupa i ręki. Następnego dnia tomograf w szpitalu. Na szczęście nic nie jest złamane, ale narty trzeba sobie darować na pewien czas. Szwagier ponartował ponownie dopiero ostatniego dnia. We mnie też wjechał od tyłu i z boku pewien polski 13 latek. Na szczęście bez konsekwencji. I tego samego dnia przejechała 30 cm obok mnie pędząca samotnie deska snowboardowa. Niewiele brakowało. Ale ogólnie ludzie jeździli dość bezpiecznie. Jadąc do Włoch na stacji w Austrii wypatrzyłem... Chertana z rodzinką. Co za zbieg okoliczności. Chwilkę pogadaliśmy. 🙂 Nie wstawiam zdjęć wprost, ale daję link do katalogu, gdzie wstawiłem kilka zdjęć z opisami. https://photos.app.goo.gl/UvntFyMXQnyGjqis712 points
