-
Liczba zawartości
6 212 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
231
Ostatnia wygrana Marcos73 w dniu 28 Lipca
Użytkownicy przyznają Marcos73 punkty reputacji!
Ostatnie wizyty
24 250 wyświetleń profilu
Marcos73's Achievements
-
Bormio jest super z St. Caterina, Moltek na tydzień? Raczej nie. Dobry na krótki wypad. pozdro
-
Na nartach jest identycznie, każdy zjedzie ze stromizny, niekoniecznie na nartach i w 1 kawałku. pozdro
-
Cze W Madonnie jest (a przynajmniej było w poprzednich latach) wystarczająco dużo śniegu aby pojeździć. Oczywiście nie wszystko jest otwarte (raz trafiłem w grudniu na otwarty praktycznie cały ośrodek), szczególnie czarne nasłonecznione (np. Amazonia) są nieczynne i czerwone mniej atrakcyjne oraz głęboko w dolinie (Pinzolo). Ale jest wystarczająco dużo aby się wyjeździć. Na pucharowych zawsze jest dobrze. pozdro
-
No coś tam widać. Ja miałem okazję doświadczyć pełnego zaćmienia chyba to było w 99 w Niemczech na Bawarii. W samo południe, Total zaćmienie. No tego nic nie przebije. Z półgodziny przed się rozpogodziło, nastały egipskie ciemności, zrobiło się chłodniej i nastała martwa cisza. Jakby wszystko zamarło. pozdro
-
Cze Wczoraj bez obciachu, na analogu. Po pracy. W sumie 480 up po lokalnych górkach. Do pewnego momentu fajnie się jechało, jakaś taka werwa była, ale na powrocie pojechałem przez Lasek Wolski od strony Tyńca, i było spoko, ale już pod kopiec drugi podjazd mnie przytrzymało, jest dość stromy, choć krótki. Jakoś to wyjechałem, bo mnie przy życiu trzymała wizja piwka w knajpce po zjeździe z kopca. Co tam jadę, to gość ma inne piwo, tylko czeskie i tylko w kegach, które nie jest butelkowane masowo. No czasami to perełki. Ale qurwa było zamknięte. Więc zużycie baterii 0%, wyelksploatownie organizmu 90%, nie udało się podładować, więc ledwo dojechałem do domu. Satysfakcja że analogowo? Żadna. Chyba brak piwa mnie tak wqurwił, bo zamknąłem się w sobie na wieczór. pozdro
-
Cze Moim zdaniem biała najlepsza (albo jasna). Albo małe logo na Piersi i napis na plecach, lub na odwrót. Plastrony też mogą być, ale koszulki lepsze, wówczas ja proszę 2, dużą i małą, na kurtkę i na co dzień. Czyli pewnie M i XL. Na ciemnych trzebią biały poddruk zrobić - co jest nieestetyczne. Najlepiej duuuża głowa na plecach, a napis na piersi. Albo to i to razem. pozdro
-
Pozdrów Zbyszka, niech wraca, jak nie ma na bilet, to stawiam 😉
-
Cze No nie miałem czasu aby coś odpisać, dopiero teraz mogę coś sensownego sklecić. Nigdzie nie napisałem, że jesteś leszczem i cieniasem, ale od pewnego czasu (a jesteś zdecydowanym praktykiem) zacząłeś ni z gruchy ni z pietruchy teoretyzować. No przecież czytamy co piszemy i nie przypominam sobie, abyś w ostatniej dość długiej perspektywie czasowej jeździł gdzieś w górach na rowerze. Jeździsz to, co masz dostępne i tyle. Nikt tego nie umniejsza, ani nie bagatelizuje. Zadałeś pytania, odpowiedziałem konkretnie, zadałem ja - to strzeliłeś focha. Żeby jeździć po górach, to trzeba mieć czas i robić to systematycznie. Ja ani jednego ani drugiego nie mam póki co za bardzo za dużo. Budowanie formy zajmie mi lata. Nie będę się porywał z motyką na słońce. Dobrze wiesz, że w górach, dystans jest mało istotny, ważne przewyższenia i stan trasy jak i nastromienie. Mam określony czas i muszę się w nim zmieścić. Bo jak zajdzie słońce to stopień trudności jest x4. Nie ma wówczas zjazdów, tylko bezpieczna utrata wysokości. Wypych to normalna rzecz, ale przede wszystkim strata czasu, a na to nie można sobie pozwolić. W okolicach Milówki, to przy mojej umiejętności planowania tras byłoby na porządku dziennym. Zostanie VeloSoła, co jest podobne do ścieżek Krakowskich. Więc mając możliwość jazdy w świetnym, aczkolwiek trudnym i bardzo wymagającym terenie zamknę się w popierdółce dla rodzinnych przejażdżek. TDF to jazda na szosie, a więc inna bajka i inny rodzaj jazdy i sprzętu. W Polsce są przecież organizowane maratony MTB, na mazowszu i pomorzu także. Ale niedaleko mnie jest Maraton w Stryszawie (m. in. biegnie przez Rysiankę) o dystansie 240km i łącznym przewyższeniu ok. 8000m. Jest to 4 dniówka. Propsy jadą dystans ok 60km 3,5h a leszcze w chuj lepsi ode mnie 6h. Więc ja 50km pojadę w bardzo dobrych warunkach 6h o ile nie trafię na jakąś "ścianę płaczu" na podjeździe, czy też zjazd "życia" ponad moje umiejętności. Tutaj niestety tak jest, fajny szuter i nagle kosmos. Wczoraj byłem u Tarasa na piwku, chociaż byłem zjebany, a w 2 strony mam ok 80km. Z Milówki wróciłem o 1-szej w nocy, a na powrocie był OS, no googha wyjebałem o 36min. Ale było puściutko. Strasznie mi się nie chciało jechać, ale słowo ważniejsze od piniędzy, umówiłem się i pojechałem ... na elektryku. Jak mi odetnie prąd to jakoś wrócę. No i mój nowy nabytek, Bruner jeżdżąc swoje ulubione tematy, czyli grawitacyjna jazda wyjebałby go w krzaki po pierwszym dniu. Na 100%. Bo albo zachowuje się jak analog, albo bateria topnieje w oczach. Ładowarka oryginalna jest słaba i mimo iż bateria ma tylko 400 to ładuje się w chuj długo. A jeszcze musi być w cieniu, bo postał chwilę na słońcu i się obraził. Wyświetlił się komunikat, że ładowanie niemożliwe z powodu wysokiej temperatury baterii. Tak więc jakieś ładowanie w schronisku nie wchodzi w grę. Ale do Marasa jest płasko. Generalnie założyłem 4h jazdy, bo nie wiedziałem co będzie. W sumie to 1:40 w jedną stronę a na powrocie jeszcze szybciej. Chłodniej i mniej ludzi, no i delikatnie w dół, bo jednak Wisła płynie w stronę Krakowa.. Czy się mniej zmęczyłem? Niekoniecznie, śmiem twierdzić że chyba jeszcze bardziej niż na analogu. No jazda w trybie ECO, to jak jazda z kimś mocniejszym w parze. Myślałem, ze ma jakieś limity ustawione na kadencji i mocy, ale to nieprawda. Wylicza co jedziesz z jakiegoś dystansu i cały czas Cię zmusza abyś tak jechał cały czas. To Cie kopnie w dupę, to sekundę pomoże, ale cały czas pilnuje, aby jechał równym tempem. Na analogu już dawno zrzuciłbym bieg na niższy, ale ten rower na to nie pozwala. Więc przeciąga agonię do kresu możliwości, po czym jak już za dużo pomaga, każe zrzucić bieg i z powrotem jest to samo. Nie mówi, usiądź, napij się, odpocznij, tylko: chuj, jedziemy wolniej ale jedziemy dalej. Generalnie na tym odcinku zużyłem 9% baterii co daje jakiś popierdolony zasięg. Ale praktycznie cały dystans to jazda stricte analogowa. Dzisiaj rano myślałem, że nie wstanę do pracy, taki byłem zjebany. To już w górach jest bardziej skory do współpracy. Na + to można na nim jeździć bez baterii. Jest praktycznie nieodczuwalna różnica w oporach toczenia i wadze. Myślę, że w górach jadąc szczytami bez zjazdu do dolin, nawet jak braknie baterii można jechać praktycznie normalnie jak na zwykłym full-u. Jak już coś powstanie - to Was zapraszam już teraz, to skoczymy na Rachowiec na piwo ( w końcu znalazłem drogę, którą jechałem z kumplem, ale tylko na Rachowiec, na powrocie kolejny raz coś popierdoliłem, chyba czwarty), albo na Boraczą, skrótem przez Prusów. Życzę zdrówka i uściski dla Ewci.
-
Cze 1). NIE 2). Tym bardziej NIE 3). Jw. ale teren to pojęcie względne i szerokie. 4). Jw. piach to pojęcie względne. Miałem fragment, że nie dało sią nawet roweru pchać, a tym bardziej jechać. Jeździłem w terenie piaszczystym, ale czasami było spoko i praktycznie normalnie, a czasami jakbyś na flaku jechał i było ciężko. Dystans trudny do określenia - bo tego nie liczę tak szczegółowo. 5). Nie wiem, nie miałem okazji. Mam tubless i zestaw naprawczy. Dla mnie przy rekreacyjnej jeździe nie jest to jakiś problem, najwyżej go gdzieś dowlekę, albo porzucę i jakoś go później odzyskam. To są rzeczy materialne, które na dzień dzisiejszy mają dla mnie mniejsze znaczenie. 6). Nie wiem, bo nachyleń nie mierzę, nawet nie mogę sobie wyobrazić ile to jest. Dla mnie jest płasko, stromo, albo w chuj stromo. Na ostatnim pcham. 7). To zależy od nastromienia i wielkości głazów etc. Na trudnych sekcjach dla mnie oczywiście że hamuję, na łatwiejszych nie, tutaj rower full bardzo pomaga, nawet rzekł bym rower jako całość konfiguracji. Przy zjazdach wszystkie są analogowe. Mitek, ja już nic nie muszę nikomu nic udowadniać, a tym bardziej sobie. Dwóch ostatnio próbowało i leżą w piachu (ów wyścig). W okolicy Milówki po okolicznych trasach od 3000 do nawet 4000m w pionie na 100km to standard. Więc pytanie brzmi Ile 200-tek przejechałeś ze wzniosem 4000m, ile 100-ek ze wzniosem 2000m i czy chociaż jedna 50-ka była ze skromnym wzniosem 1km. Z Milówki na Rysiankę przez Prusów i Boraczą to 16 km i 1100m w pionie. I to nie trochę w górę i w dół, tylko non stop w górę. Więc Sudovia, która przejechałeś jest nieporównywalna, owszem dystans jest duży, ale to raptem 1km wzniosu na 100km. Tu masz na 15, a żeby być uczciwym - na 30. 3 x więcej. pozdro
-
Mitek Nie obrażaj się, bo nie ma o co. Wcale nie miałem zamiaru Cię obrazić. Kiedyś dzwoniłeś z zapytaniem przed chyba Wisłą 1200 o podjazd w Krakowie pod Kopiec i jak on wygląda. Przecież to popierdółka - jeszcze od strony Tyńca to light, może 150m przewyższenia. Ale ... inaczej się to podjeżdża po 20 niż po 200km w nogach. Wiemy że potrafisz przejechać spory dystans, ale z reguły to są trasy raczej pagórkowate, nie górzyste. Co do przykładu pływania, to ostatnio przecież przepłynął Bałtyk Gość, ledwo żywy wyszedł i moim zdaniem wielu także niezłym pływakom, szczególnie basenowym wydaje się, że dali by radę. Trzeba spróbować. Kubica to też w F1 był niezłym kierowcą, a WRC nie dał rady. A niby F1 to królowa motosportu. Cyniczny wrzuca świetne relacje, jeździ sporo i różne tematy. Czasy podobne mamy i przewyższenia, ale On dłuższe kółka robi, no i ma inny rower. Ale opis zdjęcia zjazdu mocno nie gravelowego, to dla MTB full bułka z masłem. Teraz jechaliśmy na Rachowiec jeszcze inną drogą i jeden z podjazdów (a z 1-1,5km) to był kosmos. Nie dość, że stromo, to droga użytkowana przez maszyny do zrywki drzewa. cała w trawersie, lewa strona to koleina z błockiem, środek ogromny wąski garb, a prawa strona luźne kamienie wielkości od mojej pięści do pięści Kliczki. Po deszczu tego podjazdu nie widzę, a powinno być sucho, bo były upały. Po ciemku też tego nie widzę. Dla mnie na analogu to wypych, no i po piwku w knajpie na Rachowcu. Trochę na moim pojeździłem już i VS klasyczny elektryk to jest przepaść. Po powrocie z Rachowca wieczorem pojechałem do Żabki po piwko na Maksa elektryku, bo ja jeszcze oświetlenia się nie dorobiłem, a było już ciemno. Różnica we wspomaganiu i w mocach silników jest ogromna. Maks miał ustawiony tryb tour i ten rower ma takie odejście w stosunku do mojego, że mogę stwierdzić, mój to analog 😉 . Już wiem dlaczego musze go gonić, a cały czas myślałem, że to różnica wieku. Przejechałem te 50km ale w dupę dostałem mocno, szczególnie na podjazdach. Na +, to na całej drodze w lesie nie spotkaliśmy nikogo. Jedynego rowerzystę spotkaliśmy tuż przed knajpą na Rachowcu i to na asfalcie, bo praktycznie samą końcówkę żeśmy nim jechali. Tak cały czas teren. Jeśli będę tam więcej przebywał i to w celach wypoczynkowych i się objeżdża mocniej, pewnie podejmę nieśmiałe próby objechania czegoś analogowo. Na dzień dzisiejszy mija się z celem. Bo i czasu za mało, a i zwykle zmęczenie fizyczne nie pomaga. No i nie znam terenu, a czytanie mapy i planowanie tras nie jest niestety na poziomie Wujota. Ale za to są niespodzianki po drodze 🙂 pozdro
-
Mitek Postój z 10h w pełnym słońcu, a potem jedź gdzieś, a lajtowo tu się nie da. Wolę wypić piwo np. na hali Oraczej z pięknym widokiem jadąc ze wspomaganiem, niż w klimatyzowanej budzie przed telewizorem. Ostatnia 50km trasa na Mały Rachowiec z synem na elektrykach to 2,40h jazdy (łącznie 3,5 z postojami i jedzeniem w knajpie). Na starcie 34 stopnie ciepła o 17:30. O 19:30 dotarliśmy na Rachowiec. Na analogu + 50% czasu na podjazd jak nic i na drugi dzień bym już nie wstał. Czynne do 20:00. Powrót szybki - bo z góry. Musisz po prostu na następny jakiś wiosenny zlot zabrać rower i pokazać to zacięcie i nie odpuścić. Trzeba spróbować. To jak klepanie dystansów na basenie, a potem próba na otwartym morzu. No można się ździwić. pozdro
-
Cze Fauza w opiniach są mocno awaryjne, a ponadto firma zakończyła działalność. Jeszcze realizują reklamacje, ale jak długo - tego nie wie nikt. Ja osobiście bym nie ryzykował. Lepiej postawić na sprawdzone marki. Bosch, Yamaha, Shimano. Chodzi o ewentualne wsparcie pogwarancyjne jaki software-owe. Wszystko jest już skomputeryzowane i bez apki ani rusz. Elektryk w takim wydaniu daje analogowcom nowe możliwości bez odbierania radości z jazdy mocno wysiłkowej co daje tradycyjny rower. Różnice są na zasadzie, tam gdzie byś pchał, jeszcze jedziesz, a tam gdzie byś już musiał wracać jedziesz dalej, bo jesteś nieco szybciej i masz więcej czasu. Co do wspomagania, to jak pisałem, w trybie najsłabszym i to z + jest duża zależność kadencji i mocy na pedałach. Zauważyłem, nawet jak zbyt wolno kręcisz, ale masz niską moc na pedałach, to i tak nie wspomaga, jedynie wyświetla komunikat o zmianie biegu. Natomiast przykładając odpowiednią moc na pedały (np. na podjazdach) zaczyna pomagać, ale przestaje jak osiągniesz odpowiednią kadencję. Trudno to mi teraz dokładnie sprecyzować, ponieważ wyświetlacz ma ograniczone możliwości i pokazuje albo moc, albo kadencję, a zanim to przeklikasz, to mija sporo czasu. Dlatego też na stromych podjazdach posiłkowałem się trybem tour+, bo nie wiedziałem czy eco+ mnie w konia nie zrobi, bo w tym trybie odczucia są mocno analogowe. Prawdopodobnie te zakresy można modyfikować w aplikacji, ale jeszcze do tego nie doszedłem. Mnie to daje dużą motywację i sporo frajdy, bo wstając rano i napier....jąc cały dzień na budowie mam ochotę na rundkę wieczorną i nie mam z tym problemu. Niestety na analogu często bym odpuścił, bo tam wszędzie jest pod górę na dzień dobry. A tu jedziesz jakbyś się dobrze wyspał i wstał pełni sił. Moim zdaniem liczy się sam ruch, bo i tak siłę trzeba w jazdę włożyć. Sam nie pojedzie. Dość inteligentnie pomaga, natomiast mnie jeszcze nieco brakuje do niego troszkę zaufania że mnie nie zrobi na podjeździe w wuja. Dzisiaj jadę do Milwaukee (Milówka w żargonie lokalsów) 😉 na Rancho. pozdro
-
Cze Dawno żem nie pisał, bo nie mam czasu. Więcej przebywam w Beskidach niż w Krakowie. Trochę o rowerze elektrycznym typu SL - mały silnik i mała bateria. Więc nieco kumam czaczę bardziej o co w tym wszystkim biega, kiedy działa a kiedy ma mnie w dupie. Mimo małej baterii, można sporo na nim przejechać, ale trzeba mocno elektronów pilnować. I tak, pojeździłem trochę z kumplem, co ma opanowane trasy i generalnie traktując rower jak rower, zużycie jest niskie, ale trzeba się namęczyć i to sporo. Przykładowa trasa z 1000m przewyższenia (40km), ale podjazdy dość "łagodne" to zużycie na poziomie 40% w trybie eco+ i tour+ - mieszany z naciskiem na Eco+. Jadąc z kumplem to musiałem szybciej pedałować i na większych zębatkach, aby dotrzymać tempa jazdy. Natomiast zużycie po trasie identyczne, w obu rowerach, z tym że on miał baterie 800 a ja 500 - procentowe baterii. W trybie eco+ to odnosiłem wrażenie, że wspomagania nie ma, albo z rzadka, jak mu się zachce. Natomiast wyczaiłem, że wbudowane czujniki mocy i kadencji za to odpowiadają, a raczej limity tam ustawione. Ja mam fabrycznie 80 kadencja i 170 moc. I tak jak za niska kadencja to pomaga popedałować do 80 pod warunkiem, że czuje na pedałach opór (moc). Jak jej nie czuje, to nie pomaga, a tylko wyświetla komunikat zmień bieg. Jak tego nie zrobisz to ma wszystko w dupie i się nie włącza. W tour+ plus jest podobnie ale limity są niższe i jakby szybciej i nieco mocniej to działa. Inne tryby nie wiem - nie próbowałem. Elektroniczne przerzutki. Działają bardzo dobrze, ale.. trzeba uważać przy zmianie na najtwardsze biegi, bo mniej więcej od połowy pilnuje mocy na korbie. Jak nie odpuścisz z pedałów, to nie zmieni, można przeklinać kilka za dużo. Początkowo myślałem że to lag jakiś, ale nie. Tak to jest chyba z silnikiem skomunikowane. Zrzucanie działa bez problemu. Na plus, to regulacja na szybko, z poziomu manetki/aplikacji. To jest fajne, bo jeśli gdzieś są problemy ze zmianą, można to łatwo i szybko poprawić. Niestety nie każdy bieg z osobna, ale wszystkie - czyli położenie wózka względem zębatek. Każdy klik to 0,2 mm. Zakres klików chyba z 10. Wystarczy chwilkę pojeździć i poklikać i znaleść najlepsze położenie. Wczoraj kółko z Małżowiną po naszych kopcach itp. w sumie 40km i 500m przewyższenia, 23% baterii poszło. Ale na prostych bez prądu jedzie się identycznie jak na analogowym fulu enduro. W mojej ocenie to nie ma różnicy. Jechałem blisko 3 dych przez ok 6 km na powrocie po płaskim, na klocku (Żonę zgubiłem po drodze), nie ma takiej opcji, przynajmniej dla mnie. Masa i opony robią swoje. Zawieszenie chodzi perfect i bardzo dobrze sobie radzi nawet w trudnym terenie, oczywiście gorzej na zjazdach niż typowe enduro, ale jako tako do jazdy terenowej jest idealnie poskładany. Fani analogów mogą być mile zaskoczeni, tak samo się zmęczą, bo sam nie pojedzie, ale zasięg większy. Może komuś się ta opinia przyda - wahającym, czy też niezdecydowanym. Na analogu skoczyć na obiad na Mały Rachowiec - no pewnie bym dojechał, ale chyba siły bym już nie miał jeść. A tak byłem i golonko na kapuście wpier..łem 🙂 . pozdro ps. Póki nie mam garażu na działce jeżdżą oba do Krakowa, troszkę za drogie zabawki, aby samopas je zostawić. BTW to jeszcze z 10 mth i będę mistrzem koparki. Trochę pogoda krzyżuje plany, a busa już na działce utopiłem, ale koparka pomogła i go wyciągnęła - jakoś.
-
Może defekt 🙂 ? pozdro
-
Andrzejku Lapierre - 8 klocków, MMR elektryk light - 15 klocków. Jeśli chodzi o stosunek ceny do tego co kupiłem - moim zdaniem, nie przepłaciłem, wręcz kupiłem okazyjnie (jak koparkę 🙂 , tydzień negocjacji cenowych). La pierre - niewiem, jedno kółeczko na nim zrobiłem wokół domu. Niezły osprzęt, zawieszenie z Fox-a wymagające większej uwagi, ale Żona nie jeździ zbyt dużo, Maks też nie jest jakimś fanem rowerowania. MMR - cóż tylko raz miałem okazję zrobić traskę stricte górską. Sprawdza się a i mocno analoga przypomina. Waga niezwykle niska, a i odczucia z jazdy jak na analogu. Geometria raczej do technicznej jazdy (strasznie zwinny jest w ciasnych sekcjach), jako zjazdowy dużo gorzej, bo jednak jest czuły na nierówności (zawieszenie pracuje bardzo dobrze, ale odbija się od kamorów jak ping-pong, na drugim - tym pancernym tego nie odczuwa się w takim stopniu). Silnik, mimo iż słabszy, daje radę, ale wspomaga w niewielkim stopniu i tylko w krytycznych momentach. Tzn. wyjedziesz to - co już dawno trzeba by pchać. Niby 8 km mam do kumpla, a przyjechałem mocno zj...ny. Wcześniej jechałem na analogu i .... z 4, czy 5 x było wleczone. Tu wyjechałem wszystko, ledwo bo ledwo, ale z roweru nie zsiadłem, ale wyższy tryb i tak musiałem wrzucić, bo na eco nie dałbym rady, taka dzida pod górę była. Jedynie co to sztyca ma mały skok i na zjazdach trochę w skrajnych przypadkach mnie nieco fotel przeszkadza, ale to rower raczej trail-owy, niż na single, jednak jest zadziwiająco skoczny. Dużo bardziej niż moje wszystkie inne rowery, tzn, bardzo łatwo go poderwać. Na podjazdach jak trafisz nawet na jakąś półkę, czy korzeń - to łatwo się przednie koło podrywa, A na zjazdach super się na nim skacze takie łatwiejsze tematy terenowe. Ja jestem zadowolony, chociaż się obawiałem tego małego silnika i małej baterii. Jednak jest wystarczająca. I tak z Żoną nie przejadę więcej, a jak będę potrzebował, to zabiorę klocka z dużą baterią. Dla syna nic nie kupowałem, bo nie ma potrzeby. Mamy 4 rowery na 3 osoby, a On ma jeszcze mój stary HT Cube-a. pozdro
