Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.08.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Co prawda już sierpień ale czerwcowy wyjazd jeszcze w pamięci... Tym razem na hausbotach (co drugi rok, za rok będa zagle, pewnie zalew szczecinski...) . Okolica gdzie nie byłem jakieś 50 lat - jeziora augustowskie i kanał. Początek czerwca - jeszcze pusto. Przez tydzień minęliśmy kilka kajaków i łódek rybackich. Kanał pięknie odrestaurowany, tak bez przesady. Zrobione to co technicznie ważne (sluzy) i nieco brzegi kanału, ale na tyle by ingerencja nie była widoczna. Jest wiele miejsc z abisynką do wody, stolem i tojtojkiem. I starczy, knajpy z dyskoteka nam nie potrzeba. Dzień pierwszy - Rospuda.. końcowy odcinek to duża rzeka z minimalnym prądem... trochę podobna do mazurskiej Wegorapy. No i Goła Zośka, ciekawy akcent... 😉 Reszta tygodnia już po kanale. Studzieniczna. Potężne sluzy o konstrukcji sprzed 200 lat. i urokliwy kanał i puste jeziora... Acha... a na zakonczenie był obiad u Beaty z Albatrosa... 😉 Szczerze polecam te okolice. Również Wigry, Sejny, Supraśl i Tykocin - były odwiedzane w lipcu.
    5 punktów
  2. A to trzeba było od razu mówić, że do Ślemienia chcesz sie wybrać 😁. Kąpielisko uruchomiłem w weekend. Grzybów juz nie ma, ale cisza i spokój zawsze. 3 jeziora w okolicy i puste szlaki. My jedziemy w piątek na tydzień, później wygrzać dupe w cieplym morzu i po urlopie. Pozdrowienia 😉
    3 punkty
  3. Smołdziński Las. Mała wioska przy Słowińskim Parku Narodowym. Jeździmy tu od lat. Ludzi mało bo park narodowy i kilka km trzeba podjechać, najlepiej rowerem. A ostatni kilometr nie da sie przejechac samochodem. Nie ma tu hoteli a ludzie bardzo zroweryzowani, włącznie z małymi dziećmi. Zdjęcia są z ok. 14.
    3 punkty
  4. Totalnie nie rozumie o co kaman . Przejechanie 200+200+200 czy przepłynięcie Bałtyku nic nie wnosi kiedy amator pisze o swojej przyjemności z dnia codziennego. To tak jak wmawiać ludziom że tylko wykształcenie i zapierdalanie od rana do nocy plus kolejne muliny na koncie to cel nadrzędny sam w sobie a brak jakiegokolwiek szczęścia z życia codziennego to patologia . Można być biednym a spełnionym a z drugiej bogatym ale nieszczęśliwym . Nie wiem do czego bijesz @Mitek toż kolega pisze że mu gra w życiu codziennym do tego czego oczekuje i zaplanował więc cóż zmieniają twoje ( bez obrazy ) pytania ! Można zapytać czy uprawiasz każdego miesiąca takie extremalnie pedałowanie w praktyce ?l Czytając forum można w ciemno stwierdzić że nie ale coś gdzieś kiedyś pojechałeś i stawiasz za minimum jako plan codzienny . Bez sensu 😉
    2 punkty
  5. Mitek Nie obrażaj się, bo nie ma o co. Wcale nie miałem zamiaru Cię obrazić. Kiedyś dzwoniłeś z zapytaniem przed chyba Wisłą 1200 o podjazd w Krakowie pod Kopiec i jak on wygląda. Przecież to popierdółka - jeszcze od strony Tyńca to light, może 150m przewyższenia. Ale ... inaczej się to podjeżdża po 20 niż po 200km w nogach. Wiemy że potrafisz przejechać spory dystans, ale z reguły to są trasy raczej pagórkowate, nie górzyste. Co do przykładu pływania, to ostatnio przecież przepłynął Bałtyk Gość, ledwo żywy wyszedł i moim zdaniem wielu także niezłym pływakom, szczególnie basenowym wydaje się, że dali by radę. Trzeba spróbować. Kubica to też w F1 był niezłym kierowcą, a WRC nie dał rady. A niby F1 to królowa motosportu. Cyniczny wrzuca świetne relacje, jeździ sporo i różne tematy. Czasy podobne mamy i przewyższenia, ale On dłuższe kółka robi, no i ma inny rower. Ale opis zdjęcia zjazdu mocno nie gravelowego, to dla MTB full bułka z masłem. Teraz jechaliśmy na Rachowiec jeszcze inną drogą i jeden z podjazdów (a z 1-1,5km) to był kosmos. Nie dość, że stromo, to droga użytkowana przez maszyny do zrywki drzewa. cała w trawersie, lewa strona to koleina z błockiem, środek ogromny wąski garb, a prawa strona luźne kamienie wielkości od mojej pięści do pięści Kliczki. Po deszczu tego podjazdu nie widzę, a powinno być sucho, bo były upały. Po ciemku też tego nie widzę. Dla mnie na analogu to wypych, no i po piwku w knajpie na Rachowcu. Trochę na moim pojeździłem już i VS klasyczny elektryk to jest przepaść. Po powrocie z Rachowca wieczorem pojechałem do Żabki po piwko na Maksa elektryku, bo ja jeszcze oświetlenia się nie dorobiłem, a było już ciemno. Różnica we wspomaganiu i w mocach silników jest ogromna. Maks miał ustawiony tryb tour i ten rower ma takie odejście w stosunku do mojego, że mogę stwierdzić, mój to analog 😉 . Już wiem dlaczego musze go gonić, a cały czas myślałem, że to różnica wieku. Przejechałem te 50km ale w dupę dostałem mocno, szczególnie na podjazdach. Na +, to na całej drodze w lesie nie spotkaliśmy nikogo. Jedynego rowerzystę spotkaliśmy tuż przed knajpą na Rachowcu i to na asfalcie, bo praktycznie samą końcówkę żeśmy nim jechali. Tak cały czas teren. Jeśli będę tam więcej przebywał i to w celach wypoczynkowych i się objeżdża mocniej, pewnie podejmę nieśmiałe próby objechania czegoś analogowo. Na dzień dzisiejszy mija się z celem. Bo i czasu za mało, a i zwykle zmęczenie fizyczne nie pomaga. No i nie znam terenu, a czytanie mapy i planowanie tras nie jest niestety na poziomie Wujota. Ale za to są niespodzianki po drodze 🙂 pozdro
    2 punkty
  6. Beata, nad Bałtykiem jest takich miejsc sporo. W kilku nawet byłem. Np. Lubiatowo. Troche ludzi przy wejściach i prawie pusto, gdy odejdziesz kilaset metrów wzdłuż plaży. Ponoć jeszcze puściej jest w nieodległej Białogórze.
    2 punkty
  7. Kilka wrażeń po wizycie w Decathlonie. Wciąż w celu doradzenia roweru córce, która jednak zrezygnowała z MTB. Waha się między gravelem a crossem (trekkingiem). Popróbowałem oba jeżdżąc w te i wewte po sklepie. I jestem pod wrażeniem dobrej jakości tych rowerów. Dodajmy tanich. Rower ma córce służyć do różnych celów, w tym dojeździe do pracy. Moje serce i umysł skradł tani, 2500 zł, cross Actv 500hf. Naprawdę nie da się do czego przyczepić. Do tego dość lekki, poniżej 14 kg. A co do jakości rowerów z Decathlonu. Sam jeżdżę na bardzo budżetowym decathlonowym full MTB. Od kilkunastu lat. Pewnie przejechał kilka dobrych tys. km w różnych warunkach. Wymieniłem wadliwy damper, zużyte klocki w hamulcach, opony, jedną lub drugą linkę. I to by było na tyle. Może raz nieco podcentrowałem koło. Po tych wszystkich szalonych jak na starego człewieka zjazdach po kamieniach i korzeniach.
    2 punkty
  8. Dziś przyjemne pojeździłem u sąsiada zza między 🇳🇱
    2 punkty
  9. Nie ma to jak polskie morze i te boskie ścieżki w pobliżu.
    2 punkty
  10. Same korzystne uczynki poczyniłeś, dla innych i dla swojego zdrowia 😉
    1 punkt
  11. Wiesz…Ty to ale czytasz w moich myślach… No ideolo! Rowerów nie trzeba szukać 😅 w gaciach można łazić, jakby się nudziło- to plac zabaw jest, a grzybowy to mamy rytualny wyjazd w październiku, więc mi nie zależy… nawet piwo będzie, bo je zostawisz, bo ja Ci kwiatki podleje 😉 Genialnie! 🤣
    1 punkt
  12. No i wczoraj wróciliśmy do domu. Po drodze były dwa kwasy: 1. lotnisko Nosy Be International Airport. A raczej duża buda z blachy falistej, z jednym pasem startowym, jedną rampą odbioru bagaży. na lotnisko dotarliśmy jako ostatnia grupa z Itaki, stanęliśmy grzecznie na końcu kolejki do nadania bagaży oraz odbioru biletów. jak już dotarliśmy do miłego pana z obsługi, ten nas poinformował, że owszem, miejsca i są w samolocie. ale dostępne tylko pojedyńcze fotele, porozrzucane po całym samolocie. my mówimy, że mamy ze sobą córkę 13 lat i nie możemy się rozdzielić. poprosiłem miłego pana, żeby pokazał mapę samolotu z fotelami.no i faktycznie, lipa. tylko że z przodu samolotu, w klasie economy premium, są wolne fotele koło siebie. no to daj nam Pan te fotele, miły Panie. na takie dictum miły Pan nas poinformował, że i owszem, są wolne. ale koszt to 100 Euro za osobę. żona, wyperswadowała, że damy, i owszem, 50 Euro za całą naszą trójkę. miły Pan się zgodził, wziął do kieszeni 50 Euro i wydał nam bilety. ucieszeni idziemy dalej. za nami stały w kolejce po bilety 2 dziewczyny. one były jeszcze bardziej ucieszone, bo dostały miejsca w premium economy za darmo. w międzyczasie inny miły Pan po polsku spytał się mnie, czy dam mu trochę euro... p.s. średnie zarobki na Nosy Be to 200zł/miesiąc. 2. zostawiliśmy auto na parkingu P6 w Poznaniu, przy lotnisku. zapamiętałem, że auto stoi przy alejce, równoległej do latarni lotniskowych. wbijam na parking, na tę wydawało mi się alejkę, a tu auta ni ma. 3x przeszedłem okolicznej alejki - ni chu chu, auta ni ma; zrobiło się nieciekawie. jeszcze raz przeorałem cały obszar, plus kolejne alejki. dalej auta ni ma. no to dzwonię na nr tel komórkowy obsługi parkingu - włączył się automat. no to idę do bramki wyjazdowej, gdzie obok szlabanu był guzik do kontaktu głosowego z obsługa parkingu. miły Pan poinformował mnie, że moje auto nie opuściło parkingu od momentu wjazdu tydzień temu, ani nie zostało zabrane na lawecie. no to zgłupiałem. ale zaraz, patrzę z daleka, a tu są dwa rzędy latarni, oddalone od siebie o 300m. wbijam na speedzie z powrotem na parking, i eureka. furmanka stoi. no cóż, zrobiłem dreptając po parkingu 6 tys kroków w ciągu 25 minut. starość nie radość.
    1 punkt
  13. Wpadła mi taka rolka 🥳 coś dla @Bruner79 bo on zjeżdża w dół więc w sumie łańcuch zbędny 😜
    1 punkt
  14. W Lubiatowie parking przy plaży, w Białogórze już nie.
    1 punkt
  15. Znajdzie się. Przeważnie właściciele agroturystyk mają swoją pulę rowerów do wypożyczenia (dość marnych, ale na podjazd na plażę wystarczy).
    1 punkt
  16. Kilka lat temu byliśmy na urlopie w Swarzewie, bezpośrednio nad zatoką. Do plaży jeździliśmy rowerami do Chałup, Kuźnicy i plaże były puste, mimo szczytu sezonu. Można zjechac rowerem Cały półwysep. Wszystko skupiało się na Władysławowie, tam w ogole nie zaglądaliśmy. W drugą stronę też świetne drogi rowerowe do Pucka i dalej. Na dodatek wiele możliwości sportów wodnych nad zatoką.
    1 punkt
  17. Mitek Postój z 10h w pełnym słońcu, a potem jedź gdzieś, a lajtowo tu się nie da. Wolę wypić piwo np. na hali Oraczej z pięknym widokiem jadąc ze wspomaganiem, niż w klimatyzowanej budzie przed telewizorem. Ostatnia 50km trasa na Mały Rachowiec z synem na elektrykach to 2,40h jazdy (łącznie 3,5 z postojami i jedzeniem w knajpie). Na starcie 34 stopnie ciepła o 17:30. O 19:30 dotarliśmy na Rachowiec. Na analogu + 50% czasu na podjazd jak nic i na drugi dzień bym już nie wstał. Czynne do 20:00. Powrót szybki - bo z góry. Musisz po prostu na następny jakiś wiosenny zlot zabrać rower i pokazać to zacięcie i nie odpuścić. Trzeba spróbować. To jak klepanie dystansów na basenie, a potem próba na otwartym morzu. No można się ździwić. pozdro
    1 punkt
  18. Na spokojnie, przyjaciel 11 lat, córka 13. pare fotek z wieczora:
    1 punkt
  19. Parę fotek, jutro niestety do domu:
    1 punkt
  20. Parę nowych fotek:
    1 punkt
  21. Król Julian i inne takie:
    1 punkt
  22. W ostatni weekend ponownie udało się wyskoczyć na krótką dwudniówkę rowerową - tym razem cel to Jeseniki. Z Piaseczna startujemy bladym świtem(no może nie takim do końca:-) około 5:30. Kwaterę mamy zaklepaną w Dolnych Moravicach na którą docieramy przed południem. Szybkie przebieranie się, odbiór kluczy i ruszamy od razu na pierwszy z dwóch dużych podjazdów - Pradziad. Praktycznie podjazd zaczyna się od samej kwatery na szczyt - 18km i około 900m przewyższenia. Sam podjazd wchodzi całkiem gładko, jedynie dźwięk trzaskającego suportu trochę mnie irytuje - dopiero w domu okaże się, że to tylko niedokręcona prawa miska/łożysko. Na górze troche odpoczywamy i ruszamy na drugi podjazd tego dnia czyli górny zbiornik Dlouhe Strany, ale najpierw zjazd do drogi nr 44. Tu widać, że zdecydowana większość ruchu odbywa się od przystanku autobusowego na szczyt Pradziada i z powrotem. My odbijamy na drogę po lewej gdzie ruch jest już znacznie mniejszy. Do Svycarny jeszcze trochę ludzi, później już sporadycznie. Tuz za Svycarna zaczyna się też najgorszy kawałek drogi czyli kamienny chodnik. Kawałek ma niecały 1km długości, więc nie ma tragedii. Później jest całkiem fajna szutrówka, a ostatnie kilka kilometrów zjazdu do drogi nr 44 to równiutki asfalt. Po prawej widoczny nasz drugi cel czyli górny zbiornik Dlouhe Strany Zjazd szybko mija i docieramy do dolnego zbiornika Dlouhe Strany. Czas rozpocząć podjazd - około 14 km długości i przewyższenia 750 metrów. I już na górze po drugiej stronie:-) Początkowo zjazd nie jest zły, ale gdy nachylenie rośnie zaczyna się bardzo mocna rąbanka ze sporym luźnym szutrem i kamulcami. Całość paskudnego zjazdu to około 4km. Ale w końcu trafia się asfalt i od razu wiatka, więc dajemy rękom i ramionom chwilę wytchnienia. Na koniec dnia zjeżdżamy do Rymarova i tam po chwili poszukiwania znajdujemy całkiem fajną pizzerię. Ostatnie 7km na kwaterę to jazda w blasku lampek, co wcześniej praktycznie nam się nie zdarzało. I statsy 1 dnia Drugi dzień czas zacząć, głównym celem są położone na południowy wschód dwa zbiorniki retencyjne na rzece Moravica: Slezska Harta i Kruzberk. Dzisiaj długich podjazdów nie będzie, ale będzie sporo górek po 1-2km długości. Jazda interwałowa, która jak się okaże na końcu będzie bardzo wymagająca:-) Zdarzają się ładne terenowe odcinki takie jak ten za za Dolni Vaclavov. Piękna pusta, leśna droga do Valasov. Zbiornik Slezska Harta W okolicy Razovej zjeżdżamy na świetna ścieżkę rowerową wzdłuż zbiornika. I za chwilę znajdujemy znakomite miejsce na popas. Elektrownia wodna przy zaporze Zapora tworząca drugi zbiornik Kruzberk. Tu też spędzamy dłuższa chwilę, bo zmęczenie jakieś weszło w nogi...i głowę. Od zbiornika Kruzberk robimy właściwie nawrotkę i wracamy na kwaterę. Droga przez 20 km będzie się stopniowo wznosić, a my razem z nią:-) Przed Lomnicami osiągamy najwyższą dzisiaj wysokość - 720 m. n.p.m. Końcówka trasy to jazda bardzo ładną ścieżką rowerową wzdłuż Moravice statsy 2 dnia Około 17:00 ruszamy w drogę powrotną, zatrzymując się w Bruntalu na małe co nieco. Około 23:30 melduję się w domku. Podsumowując Dwudniówka jak zwykle bardzo udana, pierwszy dzień kapitalny, z pięknymi widokami i długimi podjazdami/zjazdami. Mimo iż występowały (na szczęście krótkie) odcinki dróg wybitnie niegravelowych, jazda dała mnóstwo frajdy. Drugi dzień widokowo było również bardzo ładnie no i ruch samochodowy na trasie właściwie symboliczny. O dziwo jednak okazał się znacznie bardziej męczący niż wydawało się podczas planowania trasy. Mocno interwałowa jazda + 108km i ponad 1600 m przewyższeń dały w kość, no ale nie pojechaliśmy tam dla przyjemności:-)
    1 punkt
  23. 1 punkt
  24. Łatwo nie było. B789 odleciał nie o 22.15, a o 00.52 z racji późnego przylotu do Poznania, konieczności tankowania i przygotowania kabiny. Liczyłem na przelot ok 15 minut od startu w okolicach mojego domu, ale ze względu na start w kierunku pln-zach z Poznania, samolot poszedł na Wrocław, a dopiero stamtąd w kierunku na Katowice i dalej na południe. Po paru perypetiach meldunek w hotelu o godz 14 lokalnego czasu i dzida:
    1 punkt
  25. Tak jak naprawdę jeśli zdejmiesz wszystkie napisy to jest to tylko jedna z setek wariantów nart. Jeśli Ty uważasz że dla Ciebie jest najbardziej uniwersalna, to tak jest i nic nikomu do tego. Jedyny który nie daje się zaszufladkować. Popieram.
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...