Piotrek, z większością z Tobą się zgadzam, ale są pewne niedomówienia. Trzeba obciąć przede wszystkim zbędne wydatki, a nie dopierdalać nowe podatki. Reforma emerytalna to kolos i na to trzeba mieć bardzo duży zapas w budżecie. Nie da się tego odciąć grubą kreską. A system obecny, niewydolny i zły, jest bardzo trudny i kosztowny do zmiany. Raczej trzeba reformować to co się da dość małym kosztem, a taki ogromny system zostawić na deser, jak już większość innych mniejszych się ogarnie. Co do szkół publicznych, to także się zgadzam, nie ma sensu produkować osób, których wykształcenie (kierunek i specjalizacja) jest zupełnie zbędne. Co do podatków od majątku, to zupełnie się nie zgadzam. Jeśli majątek zdobyłeś w sposób uczciwy, jesteś w stanie to udowodnić, to nie rozumiem dlaczego ma być powtórnie opodatkowany? Bo? Pracuję więcej i mam więcej? To trzeba następny podatek od pracy dojebać? Jestem za tym, i to co Cie najbardziej mierzi, mieszkalnictwo, powinien być nałożony podatek od dochodu, ale tak jak w każdej firmie. Czyli kupujesz mieszkanie na cele inwestycyjne, masz go te 5 lat i go sprzedajesz. Płacisz podatek od dochodu. Różnica w cenie zakupu i sprzedaży - to dochód. Powiem więcej. Możesz ten dochód zaniżyć w oparciu o koszty np przygotowania mieszkania do użytkowania. Będą 2 +, opodatkuje się sam zysk z dochodu oraz w dużej mierze zlikwiduje się szarą strefę w budowlance. Bo każdy będzie chciał mieć papier na każda robotę, bo jak go nie będzie miał, to zapłaci w chuj więcej podatku przy sprzedaży. Oczywiście można ten należny podatek przerzucić tylko i wyłącznie, jeśli się zaspokaja swoje potrzeby mieszkaniowe, czyli. np sprzedajesz mniejsze, a kupujesz większe, sprzedajesz i budujesz dom etc. Korporacje - pewnie, transferują zyski do własnych krajów, ale my tak samo robimy w innych krajach. Ciekawostka, to rozliczanie podatku dochodowego z takich firm, a wpływy do budżetu miasta z tego tytułu. To dość ciekawa konstrukcja, bo taki lidl, liczy globalny zysk i odprowadza do poszczególnych gmin/miast podatek dochodowy nie w oparciu o obrót w danym sklepie, a liczbę pracowników. I pewnie w miastach, gdzie obrót jest większy niż na wsiach, tak de facto to mogą do ich budżetów wpłacać tyle samo. Tak dziwnie to działa.
pozdro