I to jest właśnie gadka, gdzie nikt nie chce się dogadać, ale przede wszystkim zawetować wszystko i nie ma znaczenia, czy to dobre, potrzebne ale niedoskonałe i wymaga kompromisu. Była propozycja ze strony senatu, aby pojawił się ktoś z obozu prezydenckiego na debacie, zgłosił poprawki i senat by rozważył, poprawił i odesłał do sejmu, bo tą formę byłby w stanie zaakceptować Prezydent a co za tym idzie opozycja. Będzie ktoś z otoczenia Prezydenta przy analizie przez senat, zanim to trafi do podpisu? No pewnie nie. Ja oczywiście się zgadzam, że ocena treści w tak niejasnych i szerokopojętych ramach nie powinna stricte należeć do urzędnika. Można wydzielić katalog treści które będą pod pojęciem dezinformacja, ale muszą być one bardzo precyzyjnie sformułowane. Musi się to przede wszystkim wiązać tylko i wyłącznie z bezpieczeństwem narodowym. Z drugiej strony, wolność słowa jest dzisiaj tak mocno nadużywana bez jakichkolwiek konsekwencji. W sumie wszystko można powiedzieć i mieć to w dupie. Tutaj prawo działa w ogromnej przestrzeni czasowej, a kary są śmieszne. Można każdego o wszystko oskarżyć, kłamać w żywe oczy, manipulować bez jakichkolwiek konsekwencji. W sporze sądowym po kilku latach wymiar sprawiedliwości co najwyżej zasądzi oświadczenie o nieprawdzie, którą się wypowiedziało publicznie ale po takim czasie i tak jest to nie istotne. Nikt się nie zastanawia co mówi, bo mówić można wszystko. Co innego jest wolność wypowiedzi, czym inny jest oszczerstwa bez pokrycia, czy wręcz kłamstwa dla własnych potrzeb.
pozdro