Cze
Tak jak pisał Maras, tak jest, narta używana (moja), prosto z pudła na stok. Podobno była zrobiona, wyglądało że tak. Ale te narty takie 0/1 są. Krawędzie łapią momentalnie, pojęcie gra krawędzi nie istnieje. Na zasadzie, albo cięty, albo spierdalaj. Poszurać to se możesz w domu jak Ci Żona pozwoli. Oczywiście będą głosy na każdej narcie da się ślizgać a z drugiej strony nic nie zmienia charakteru narty jak tuning. Ile to się nasłuchałem, że można przygotować pianki z marketu tak, że mało kto se z nimi poradzi. Maras rzucił temat i już napierdalanka. Zamieniliśmy się na 1 zjazd, zaczęliśmy ostrożnie i Slalomonki w krótkim skręcie to rewelacja, inna jakość życia. Krawędzie łapią wtedy kiedy chcę, a nie delikatne pochylenie i są przyspawane do stoku. Co oczywiście ma swoje plusy. Raz mnie wypierdoliło w skręcie, bo przesadziłem, lądowanie awaryjne i co? I gówno. Poczuły śnieg i się skleiły, jakbym się wypierdolił, to pewnie by mnie w skręcie dalej wlekły do skraju trasy i dalej w krzoki. Maras, jako że wywodzi się z oldschoolowej jazdy od razu to zauważył, bo też zaczął bardzo ostrożnie. Mnie też to sprawia trudność w tych nartach, ale sporadycznie, bo ja ciętym wolę jeździć. Ostatni wjazd był o 12.59, bo sprawdzaliśmy, czy jeszcze raz się uda. Niestety, to był ostatni rzut na taśmę. Na ostatniej ściance już bardzo miękko, odsypy etc. Ja to przejechałem pełnym piecem, bo na płaskim kije pod pachy i mimo iż już ścianka zaczęła zbierać żniwa ja tych gorszych warunków nie poczułem. Narta tak trzyma i taką daje pewność w jeździe, ale musisz jechać na nich na krawędzi. Inaczej staje okoniem.
Przy następnym serwisie maszynowym, założę fabryczne kąty, miałem pare nowych desek i zwykle te kąty są dobrze dobrane, można by rzec idealnie pod amatora, który czasami jeździ, a czasami rzeźbi w gównie.
pozdro