Cze
Szwagier naszego przedstawiciela jest strażakiem i był na miejscu tuż po zdarzeniu. Podobno miazga. Z informacji, chłopak jechał z narzeczoną i parą znajomych, samochód odebrał miesiąc temu z salonu. Nie opanował samochodu, zbyt duża moc i zbyt małe umiejętności. Tak domniemuję. Tam nie ma się gdzie rozpędzić, przed zakrętem jest skrzyżowanie i raptem 50m drogi prostej i jest łuk. Droga taka sobie, jak widać. To akurat wylot z Nadwiślańskiej, a to ulica, gdzie lansują się osoby w sportowych furach - nie wiem o co kaman, ale syn swego czasu chodził tam na carspotting, sam osobiście tam zrobiłem zdjęcie Alfie 4c - której nigdy wcześniej i później na żywo nie widziałem. Szkoda zabitych rodziców (dziecko chyba walczy o życie), ale też i tego kierowcy, jeszcze nie zaczął życia, a już je sobie spierdolił. Nie wiem co było przyczyną, więc nie oceniam, z relacji szwagra tłumaczył się, że się schylił, bo coś mu upadło. Nie są to potwierdzone informacje, raczej przekaz świadka ze straży.
pozdro