Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 26.07.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
W ostatni weekend ponownie udało się wyskoczyć na krótką dwudniówkę rowerową - tym razem cel to Jeseniki. Z Piaseczna startujemy bladym świtem(no może nie takim do końca:-) około 5:30. Kwaterę mamy zaklepaną w Dolnych Moravicach na którą docieramy przed południem. Szybkie przebieranie się, odbiór kluczy i ruszamy od razu na pierwszy z dwóch dużych podjazdów - Pradziad. Praktycznie podjazd zaczyna się od samej kwatery na szczyt - 18km i około 900m przewyższenia. Sam podjazd wchodzi całkiem gładko, jedynie dźwięk trzaskającego suportu trochę mnie irytuje - dopiero w domu okaże się, że to tylko niedokręcona prawa miska/łożysko. Na górze troche odpoczywamy i ruszamy na drugi podjazd tego dnia czyli górny zbiornik Dlouhe Strany, ale najpierw zjazd do drogi nr 44. Tu widać, że zdecydowana większość ruchu odbywa się od przystanku autobusowego na szczyt Pradziada i z powrotem. My odbijamy na drogę po lewej gdzie ruch jest już znacznie mniejszy. Do Svycarny jeszcze trochę ludzi, później już sporadycznie. Tuz za Svycarna zaczyna się też najgorszy kawałek drogi czyli kamienny chodnik. Kawałek ma niecały 1km długości, więc nie ma tragedii. Później jest całkiem fajna szutrówka, a ostatnie kilka kilometrów zjazdu do drogi nr 44 to równiutki asfalt. Po prawej widoczny nasz drugi cel czyli górny zbiornik Dlouhe Strany Zjazd szybko mija i docieramy do dolnego zbiornika Dlouhe Strany. Czas rozpocząć podjazd - około 14 km długości i przewyższenia 750 metrów. I już na górze po drugiej stronie:-) Początkowo zjazd nie jest zły, ale gdy nachylenie rośnie zaczyna się bardzo mocna rąbanka ze sporym luźnym szutrem i kamulcami. Całość paskudnego zjazdu to około 4km. Ale w końcu trafia się asfalt i od razu wiatka, więc dajemy rękom i ramionom chwilę wytchnienia. Na koniec dnia zjeżdżamy do Rymarova i tam po chwili poszukiwania znajdujemy całkiem fajną pizzerię. Ostatnie 7km na kwaterę to jazda w blasku lampek, co wcześniej praktycznie nam się nie zdarzało. I statsy 1 dnia Drugi dzień czas zacząć, głównym celem są położone na południowy wschód dwa zbiorniki retencyjne na rzece Moravica: Slezska Harta i Kruzberk. Dzisiaj długich podjazdów nie będzie, ale będzie sporo górek po 1-2km długości. Jazda interwałowa, która jak się okaże na końcu będzie bardzo wymagająca:-) Zdarzają się ładne terenowe odcinki takie jak ten za za Dolni Vaclavov. Piękna pusta, leśna droga do Valasov. Zbiornik Slezska Harta W okolicy Razovej zjeżdżamy na świetna ścieżkę rowerową wzdłuż zbiornika. I za chwilę znajdujemy znakomite miejsce na popas. Elektrownia wodna przy zaporze Zapora tworząca drugi zbiornik Kruzberk. Tu też spędzamy dłuższa chwilę, bo zmęczenie jakieś weszło w nogi...i głowę. Od zbiornika Kruzberk robimy właściwie nawrotkę i wracamy na kwaterę. Droga przez 20 km będzie się stopniowo wznosić, a my razem z nią:-) Przed Lomnicami osiągamy najwyższą dzisiaj wysokość - 720 m. n.p.m. Końcówka trasy to jazda bardzo ładną ścieżką rowerową wzdłuż Moravice statsy 2 dnia Około 17:00 ruszamy w drogę powrotną, zatrzymując się w Bruntalu na małe co nieco. Około 23:30 melduję się w domku. Podsumowując Dwudniówka jak zwykle bardzo udana, pierwszy dzień kapitalny, z pięknymi widokami i długimi podjazdami/zjazdami. Mimo iż występowały (na szczęście krótkie) odcinki dróg wybitnie niegravelowych, jazda dała mnóstwo frajdy. Drugi dzień widokowo było również bardzo ładnie no i ruch samochodowy na trasie właściwie symboliczny. O dziwo jednak okazał się znacznie bardziej męczący niż wydawało się podczas planowania trasy. Mocno interwałowa jazda + 108km i ponad 1600 m przewyższeń dały w kość, no ale nie pojechaliśmy tam dla przyjemności:-)9 punktów
-
Ta rozkosz wkładania butów -bezcenna 🥳 Dzień dobry z lodowca temp -4 na dole u góry pokazuje 0 sami swoi 🇵🇱 dziciaki tłuką tyki standardowo nuda 🥱 🥳6 punktów
-
Cze Dawno żem nie pisał, bo nie mam czasu. Więcej przebywam w Beskidach niż w Krakowie. Trochę o rowerze elektrycznym typu SL - mały silnik i mała bateria. Więc nieco kumam czaczę bardziej o co w tym wszystkim biega, kiedy działa a kiedy ma mnie w dupie. Mimo małej baterii, można sporo na nim przejechać, ale trzeba mocno elektronów pilnować. I tak, pojeździłem trochę z kumplem, co ma opanowane trasy i generalnie traktując rower jak rower, zużycie jest niskie, ale trzeba się namęczyć i to sporo. Przykładowa trasa z 1000m przewyższenia (40km), ale podjazdy dość "łagodne" to zużycie na poziomie 40% w trybie eco+ i tour+ - mieszany z naciskiem na Eco+. Jadąc z kumplem to musiałem szybciej pedałować i na większych zębatkach, aby dotrzymać tempa jazdy. Natomiast zużycie po trasie identyczne, w obu rowerach, z tym że on miał baterie 800 a ja 500 - procentowe baterii. W trybie eco+ to odnosiłem wrażenie, że wspomagania nie ma, albo z rzadka, jak mu się zachce. Natomiast wyczaiłem, że wbudowane czujniki mocy i kadencji za to odpowiadają, a raczej limity tam ustawione. Ja mam fabrycznie 80 kadencja i 170 moc. I tak jak za niska kadencja to pomaga popedałować do 80 pod warunkiem, że czuje na pedałach opór (moc). Jak jej nie czuje, to nie pomaga, a tylko wyświetla komunikat zmień bieg. Jak tego nie zrobisz to ma wszystko w dupie i się nie włącza. W tour+ plus jest podobnie ale limity są niższe i jakby szybciej i nieco mocniej to działa. Inne tryby nie wiem - nie próbowałem. Elektroniczne przerzutki. Działają bardzo dobrze, ale.. trzeba uważać przy zmianie na najtwardsze biegi, bo mniej więcej od połowy pilnuje mocy na korbie. Jak nie odpuścisz z pedałów, to nie zmieni, można przeklinać kilka za dużo. Początkowo myślałem że to lag jakiś, ale nie. Tak to jest chyba z silnikiem skomunikowane. Zrzucanie działa bez problemu. Na plus, to regulacja na szybko, z poziomu manetki/aplikacji. To jest fajne, bo jeśli gdzieś są problemy ze zmianą, można to łatwo i szybko poprawić. Niestety nie każdy bieg z osobna, ale wszystkie - czyli położenie wózka względem zębatek. Każdy klik to 0,2 mm. Zakres klików chyba z 10. Wystarczy chwilkę pojeździć i poklikać i znaleść najlepsze położenie. Wczoraj kółko z Małżowiną po naszych kopcach itp. w sumie 40km i 500m przewyższenia, 23% baterii poszło. Ale na prostych bez prądu jedzie się identycznie jak na analogowym fulu enduro. W mojej ocenie to nie ma różnicy. Jechałem blisko 3 dych przez ok 6 km na powrocie po płaskim, na klocku (Żonę zgubiłem po drodze), nie ma takiej opcji, przynajmniej dla mnie. Masa i opony robią swoje. Zawieszenie chodzi perfect i bardzo dobrze sobie radzi nawet w trudnym terenie, oczywiście gorzej na zjazdach niż typowe enduro, ale jako tako do jazdy terenowej jest idealnie poskładany. Fani analogów mogą być mile zaskoczeni, tak samo się zmęczą, bo sam nie pojedzie, ale zasięg większy. Może komuś się ta opinia przyda - wahającym, czy też niezdecydowanym. Na analogu skoczyć na obiad na Mały Rachowiec - no pewnie bym dojechał, ale chyba siły bym już nie miał jeść. A tak byłem i golonko na kapuście wpier..łem 🙂 . pozdro ps. Póki nie mam garażu na działce jeżdżą oba do Krakowa, troszkę za drogie zabawki, aby samopas je zostawić. BTW to jeszcze z 10 mth i będę mistrzem koparki. Trochę pogoda krzyżuje plany, a busa już na działce utopiłem, ale koparka pomogła i go wyciągnęła - jakoś.5 punktów
-
5 punktów
-
4 punkty
-
Czas na elektrolity Wasze zdrowie 🍻 Za idealnie wyratrakowane ale pokryte lekkim puchem stoki ,adrenalinę ,kondycji w kolanach i wyborny nadchodzący sezon 🎿4 punkty
-
3 punkty
-
W lawinie na Broad Peaku zginęło wielu wspinaczy, w tym sherpowie. Bardzo smutna wiadomość. A tutejsi eksperci górscy znają już przyczyny? @starnie zanotowałeś jeszcze tragedii? Czekam na twoje wnioski.2 punkty
-
Cześć Dla mnie jest to oczywiste, że adaptacja jest pod turystów i lepszych zdjęć na insta. PS. 3:0 ze Słowenią, myślałem, że będzie bardziej na styku. pozdro2 punkty
-
Lokalne smak. No cóż, z lokalnych smaków jadłem gotowany ryż z przyprawami (nawet dobre żarcie), jakaś duża smażona rybę (też ok) i szaszłyka z lokalnego wolu (zjadliwe). Nie eksperymentuję z kulinariami z racji lokalnej flory bakteryjnej i ryzyka złapania choroby układu pokarmowego. Jedna z Polek w hotelu od 2 dni jest na mocnych pigułach, z tego właśnie powodu. Ja generalnie jestem mało wrażliwy na takie tematy, ale wolę dmuchać na zimne. Na główną wyspę nie wybieram się. Wczoraj byli tam Polacy z hotelu. Na głównych drogach stoi wojsko z kałaszami, bo jakiś czas temu mieli przewrót wojskowy. Poza tym lokalne drogi to dramat, nieutwardzone. Prędkość średnia jazdy to 8km/godz (drogi w porze deszczowej nieprzejezdne). Żeby zaliczyć sławną Aleję Baobaow, to trzeba w aucie terenowym spędzić 2 dni. Trzeba napisać o biedzie na Madagaskarze. Średnie miesięczne zarobki to ok 200 zł. W branży turystycznej zarabiają lepiej, jakieś 600zl. Jest duży poziom anafalbetyzmu, szkoły są prywatne i tylko płatne. Duzo małych dzieci ( jak pytałem to od 6 roku życia) pracuje w turystyce, sprzedając pamiątkilub wprost żebrząc.Kobiety też są zaangażowane w ten biznes, gdzie panowie są niewidoczni: ich rola to spłodzenie licznych dzieci, które zarabiają na ojca swego.2 punkty
-
A jakie są ichniejsze smaki? zapachy przypraw? Jadłeś coś tamtejszego? Planujesz jakąś wycieczkę na główną wyspę? sory za pytania 😉2 punkty
-
Jest całkiem spory wybór. Generalnie sam Madagaskar jest 2x większy od PL, całkiem sporo wysepek przy głównej wyspie. U nas dużo możliwości snorkelingu na rafach, są wyspy z lemurami żółwiami, wężami, gekonami itp, plus plantacje kakao czy wanilii. Generalnie na miejscu duża bieda, porównywalna z Egiptem. Ale ludzie serdeczni, dużo mówi po polsku, plus sporo porozumiewa się po angielsku/wlosku. Z drugiej strony całkiem duży poziom analfabetyzmu. Całość rekompensują widoki i przyroda.2 punkty
-
W końcu jeden, który napisał to z autopsji o czym wujek (czyli ja) prawił tu od miesięcy. Na ebike idziesz nawet zmęczony i robisz swoje. Na analu - nie. Ja jestem po kilku dniach codziennie w terenie na rowerze, dzisiaj też miałem iść - ale odpuściłem. Regeneracja. Głowa chce - ciało inaczej czuje.2 punkty
-
Cze Fauza w opiniach są mocno awaryjne, a ponadto firma zakończyła działalność. Jeszcze realizują reklamacje, ale jak długo - tego nie wie nikt. Ja osobiście bym nie ryzykował. Lepiej postawić na sprawdzone marki. Bosch, Yamaha, Shimano. Chodzi o ewentualne wsparcie pogwarancyjne jaki software-owe. Wszystko jest już skomputeryzowane i bez apki ani rusz. Elektryk w takim wydaniu daje analogowcom nowe możliwości bez odbierania radości z jazdy mocno wysiłkowej co daje tradycyjny rower. Różnice są na zasadzie, tam gdzie byś pchał, jeszcze jedziesz, a tam gdzie byś już musiał wracać jedziesz dalej, bo jesteś nieco szybciej i masz więcej czasu. Co do wspomagania, to jak pisałem, w trybie najsłabszym i to z + jest duża zależność kadencji i mocy na pedałach. Zauważyłem, nawet jak zbyt wolno kręcisz, ale masz niską moc na pedałach, to i tak nie wspomaga, jedynie wyświetla komunikat o zmianie biegu. Natomiast przykładając odpowiednią moc na pedały (np. na podjazdach) zaczyna pomagać, ale przestaje jak osiągniesz odpowiednią kadencję. Trudno to mi teraz dokładnie sprecyzować, ponieważ wyświetlacz ma ograniczone możliwości i pokazuje albo moc, albo kadencję, a zanim to przeklikasz, to mija sporo czasu. Dlatego też na stromych podjazdach posiłkowałem się trybem tour+, bo nie wiedziałem czy eco+ mnie w konia nie zrobi, bo w tym trybie odczucia są mocno analogowe. Prawdopodobnie te zakresy można modyfikować w aplikacji, ale jeszcze do tego nie doszedłem. Mnie to daje dużą motywację i sporo frajdy, bo wstając rano i napier....jąc cały dzień na budowie mam ochotę na rundkę wieczorną i nie mam z tym problemu. Niestety na analogu często bym odpuścił, bo tam wszędzie jest pod górę na dzień dobry. A tu jedziesz jakbyś się dobrze wyspał i wstał pełni sił. Moim zdaniem liczy się sam ruch, bo i tak siłę trzeba w jazdę włożyć. Sam nie pojedzie. Dość inteligentnie pomaga, natomiast mnie jeszcze nieco brakuje do niego troszkę zaufania że mnie nie zrobi na podjeździe w wuja. Dzisiaj jadę do Milwaukee (Milówka w żargonie lokalsów) 😉 na Rancho. pozdro2 punkty
-
2 punkty
-
Cześć Wiem wiem, że to jeszcze pół roku, ale nie uwierzę, że nikt nie ma planów na narty. Zatem między kosiarką a koparką, analogiem a tym na prąd, opalaniem a zwiedzaniem, odezwijcie się i zagłosujcie. Uruchomiłam ankietę (mam nadzieję że wszystko się opublikuje, bo nie mam w tym wprawy), acz wydaje mi się, że początek stycznia to chyba dobry czas. Miejsce chyba bez zmian, no chyba, że są jakieś inne propozycje. Ankieta zamknie się 31 sierpnia, a biorąc pod uwagę zeszłoroczne problemy z wyrkami, lepiej uzgodnić i klepnąć i mieć święty spokój. Tymczasem pozdrawiam 🙂1 punkt
-
Oddałem glos na 08.-10.01 Mniej ludzi, po Sylwestrze, Trzech Królach, a przed feriami, pusty stok,brak problemów z parkingiem i noclegiem itd. Poza tym każdy termin oprócz drugiego tygodnia ferii Śląskich nam pasuje. Cieszę sie na spotkanie z wami. Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
To nie adaptacja, ponoć to błąd genetyczny. Zanim te kameleony zostały uwięzione przez wzrost poziomu wód (koniec ery lodowcowej) wszystkie były takie same, a te z błędami genetycznymi ginęły w ilości. Gdy jednak ostały się na malutkiej wysepce i pojawił się jeden odmieniec, został uznany przez panie za przystojniaka i dawaj huzia na Józia. Okazuje się, że takie przypadki -wada/zaleta występują na całym malgaskim terytorium, populacje kameleonów które są od siebie odcięte i żyją w małych społecznościach, przez takiego popsutego Józia wytworzyły swoją oryginalną niepowtarzalną barwę narodową, bo tenże Józio swoim błędem wygrywał w rywalizacji o teren i panie na niego leciały… ot cała historia1 punkt
-
Tu nie ma nic nadzwyczajnego bo jesteś na wakacjach z holdingu turystycznego który kroi cię równo choć co najbardziej przerażające jest to lokalsi gówno z tego mają. Kiedyś ogladalem reportaż ponad dwie godziny - niestety nigdzie nie mogę go odnaleźć bo powinien to każdy zobaczyć . Tematem były zmiany w turystyce na przestrzeni ostatnich 70 lat czyli od momentu pierwszych lotów pasażerskich. Do lat plus minus 90 jeszcze lokalsi dobrze sobie radzili później już weszły holdingi i niestety wszechobecna biada lokalsow tylko się pogłębiała. Leci nazwijmy to bogaty do hotelu w którym ma wszystko zapewnione dostaje mapkę gdzie jest bezpiecznie i wmawiają mu że wszędzie indziej to już kataklizm . Kupuje w sklepach pamiątki które są ta sama siecią holdingu turystycznego a 100m dalej ten „bogaty” nie kupi powiedzmy „lokalnych wyrobów ” za psie pieniądze bo przecież będzie chory albo go co najgorsza ktoś okradnie itd . Smutne ale prawdziwe co zresztą sam potwierdzasz z tej relacji aczkolwiek baw się dobrze bo jednak to inny świat od tego który znasz z dnia codziennego .1 punkt
-
Browary tylko w butelkach 0.65l. Za sztukę cena 4.1-4.5 zł. Poniżej od lewej tańsze piwo za 4.1 oraz droższe za 4.5. Te po lewej wygrało niedawno jakiś konkurs w Belgii, jest nieźle. Tego po prawej jeszcze nie ruszałem. Z innych napitków. Lokalny rum, na foto, 0.7l 50% za 51zl. Sklep typu supermarket, jeden z niewielu na naszej wyspie, gdzie nie było strachu wchodzić do środka, no i można płacić kartą.1 punkt
-
Cześć A to bardzo fajne są pytania...!! A różnic raczej nie będzie chyba, że coś wymyślili. 😉 Pozdro1 punkt
-
Wiem właśnie że to takie królestwo, z tym że Karol jest na wyspie Nosy Be wchodzącej w skład jednego a archipelagów Madagaskaru, a nie na głównej wyspie, stąd moje pytanie, czy jest tam coś, co tylko tam jest, znaczy na wyspie Nosy Be a nie ma na głównej wyspie. Ze screenu wynika, że odwiedził park narodowy Nosy Tanikely, no i interesuje mnie to, co pod powierzchnią wody....1 punkt
-
1 punkt
-
Znaczy wycieczki po wysepkach. Coś szczególnego na nich lub wokół jest? Np rafa? Albo endemiczne gatunki? Schodziliście na ląd? Pytam, bo jakoś nie brałam tego kierunku pod uwagę i w sumie nie wiem dlaczego.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Krótka relacja z naszej wyprawy do Alta Badia Ilość osób: 3 (tata plus dwie córki) Ze względów rodzinnych musieliśmy wyjechać w Poniedziałek zamiast w Sobotę. Wyjazd z domu 5.20, standardowa droga TG -> Gliwice -> Ostrawa -> Brno -> Mikulov -> Wiedeń -> Graz -> Lienz -> Brunneck -> Badia Abtei. Jechał się bardzo płynnie, korek jedynie w Brnie na remontowanym odcinku około 15 minut. Reszta spokojnie, w miarę pusto na drogach. Tankowanie również standardowo: Mikulov, Lienz. Dojeżdżamy okoł 17:30 do naszego miejsca zakwaterowania w Badia Abtei. Po rozpakowaniu krótki spacer pod najbliższy wyciąg po karnet dla najmłodszej córki. Aby dziewczyny nie marudziły policzyłem kroki na wyciąg aby w jak najmniejszym stopniu jeździć samochodem. Plan na 4 dni jazdy następujący: Wtorek - Marmolada (ze względu na pogodę) Środa, Czwartek (objeżdżanie ośrodka) Piątek - Armentalora, Lagazuoi W wtorek wyruszamy samochodem do Corvary na parking pod wyciąg Boe, aby trochę przyspieszyć (nie wiedziałem jak młodsza córka będzie sobie radzić i aby nie tracić czasu). Pogoda piękna, z rana około -11 stopni. Około godziny 11 docieramy na szczyt Marmolady. Ludzi sporo, trasa rozjeżdżona, odsypy wszędzie. Dostaje litanie od młodszej córki 🙂 spodziewała się czegoś innego. W drodze powrotnej przystanek na obiad w Rifugio Bec de Roces i powrót pod Boe, jeszcze trochę pojeździliśmy na trasach koło Corvary Drugi dzień z opadem śniegu ale widoczność nie była zła. Zaczynamy w Badia Abtei (od tego momentu bez samochodu 600 kroków do i z wyciągu z sprzętem) wjazdem na la Crusc, ładna nowa gondola, potem Praduc i podjazd pod godolę w La Villa. W głównej mierze jeździmy na trasach pomiędzy San Cassiano i Corvarą. Młodsza zwiedza wszystkie snow parki delektując się jazdą. Dzień trzeci, podobny do drugiego, niestety pogoda trochę się zepsuła i rano dość mglisto, słaba widoczność, po południu przejaśniło się i jeszcze trochę jazdy było. Młodsza widząc innych młodych narciarzy uskuteczniała jazdę na krechę, jeździliśmy głównie w rejonie Colfosco. Ostatni dzień jazdy, po lekkim ociepleniu w Czwartek, przywitał nas mroźny poranek, stoki zrobiły się twarde. Standardowo zaczynamy na La Crusc, po czym przemieszczamy się w kierunku Armenaroli aby przejechać skibusem pod Lagazuoi. Niestety i tutaj nas czeka niespodzianka, okazuję się, że Lagazuoi zamknięte z niewiadomych przyczyn, Tofana też zamknięta od 26.01 ze względu na igrzyska. Młoda zawiedziona :(, ale obiecaliśmy jej za rok. Zostało nam pojeździć lokalnie. Dziewczyno o 13 poprosiły czy mogą wcześniej skończyć bo trochę czują już nogi. Po małej naradzie wracamy do Badia Abtei pod La Crusc. Zjeżdżają ze mną dwa razy i idą an kwatery. Ja zostaje do 16:45 aby jeszcze pojeźdić. Wieczorem pakowanie, rano o 7:20 wyjazd. W drodze powrotniej ruch praktycznie do Lienz, potem mały korek Brno i oczywiście Mikulov. O 19:00 meldujemy się w domu cali i zdrowi, co najbardziej cieszy małżonkę. Średnio dziennie na nartach (wjazdy i zjazdy) około 80 km. Koszty ? Noclegi - 800 EUR Karnety - 772 EUR Paliwo - 200 EUR Jedzenie - 350 EUR Dodatkowo oczywiście winiety, ubezpiecznie. Plusy: - dużo tras - super pogoda - zadowolenie córek Minusy: - Marmolada przereklamowana - Pod koniec dnia, stoki zdegradowane, a że musieliśmy wracać przez cały ośrodek, to był męczący - W Piątek zrobiło się tłoczniej na tokach, Włosi zjechali na weekend Dodatkowo mogę dodać, że omijać stoki z Sellarondy, Marmolady. Raz zrobić, zobaczyć a potem jeździć z dala. Na koniec kilka fotek1 punkt
-
spoko, tylko wiesz, u nas decyzja wyjazdowa jest często mocno ad hoc. O tej zdecydowaliśmy w piątek rano i mieliśmy po robocie jechać, ale jednemu kumplowi coś wypadło i przełożyliśmy wyjazd na sobote rano. Generalnie szybka akcja:-D1 punkt
-
Generalnie jest nas trzech muszkieterów:-) ale czasem jednego zatrzymają obowiązki domowe, stąd niektóre wycieczki jeździmy we dwóch, a niektóre we trzech.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
To jest foto z systemu rozrywki na pokładzie samolotu linii Neos. Probowalem nagrać tracka moim Sports Tracker ale nie byłem w stanie złapać sygnału GPS wewnątrz samolotu, z winy przyciemnianych elektrycznie szyb w B789. Wyszło tylko coś takiego:1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wiesz Mareczku to jest dramat wręcz dla kibica bo jak spojrzymy w ostatnich latach na nazwiska i kluby to wstydzić się nie musieliśmy - było kilku którzy w swoich klubach grali pierwsze skrzypce niektórym nawet murale w podzięce malowali , tylko jakoś w tej reprezentacji grać im się nie chciało 🤷♂️1 punkt
-
Ja bym za wcześnie się nie cieszył, już kiedyś zero szumnie się rozstawał, o potem wrócił z podkulonym ogonem.1 punkt
-
Też tak macie jak chcecie trochę pokręcić na rowerze 😉? https://www.facebook.com/share/r/17NCdDc1hN/?mibextid=wwXIfr1 punkt
-
Nic nie przynudzasz pikne tereny 😏 Ja dziś trafiłem w takie miejsce jadąc lasami 🥴 ps . Teraz przeczytałem że to największe niemieckie cmentarzysko poza granicami Niemiec . Obszar 16h i 39 tys poległych żołnierzy. Faktycznie końca nie było widać .. Powiem tak widziałem już wiele w tym beneluxie np lodowisko w kościele ale obok krypty czy mauzoleum cmentarnego żeby lał się browar dla spragnionych rowerzystów to już lekka paranoja 🥴1 punkt
-
1 punkt
-
I kanapa na Julianach, ta akurat by się przydała, odciążyłaby kanapy z Solistka. Szkoda, bo jest tam kilka wariantów niewykorzystanych z braku naśnieżania. Przez ostatnie 10 lat dziewiątkami jeździłem chyba tylko jeden sezon wspólnie z @moruniek1 punkt
-
Tu masz rację, z przodu mniej mdli. Tył to wiadomo , że bardziej odczuwasz. Ale wtedy do tyłu wyrzucimy małżowinę, trzeba by ją uśpić jakoś na tą drogę 😂1 punkt
