Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 10/01/2021 in all areas

  1. Wróciliśmy dzisiaj nad ranem z doliny Zillertal, fajny wyjazd wspólnie z @Mikoski i @Marcos73. Organizatorem był @JurekByd, solidnie jak zawsze. Kwaterę mieliśmy w Uderns i codziennie rano dojazd do różnych ośrodków. Ekipa się sprężała i jazda od rana. Lampa w zasadzie codziennie z wyjątkiem pierwszego dnia, gdy było trochę chmur i mgły, która potem się rozeszła. Temperatura na dole to nawet 15 stopni, natomiast na górnych stacjach był odczuwalny mróz poza miejscami bezpośredniej ekspozycji na słońce. Ogólnie trzeba było się raczej lżej ubierać, a i tam momentami było gorąco, zwłaszcza przy dojeżdżaniu do niższych stacji. Śnieg na północnych stokach trzymał się twardy do końca, natomiast na południowych bardzo szybko miękł i na bardziej uczęszczanych trasach, zwłaszcza niżej robiło się kartoflisko. Tu trzech muszkieterów 😋 Pierwszy dzień to Hochzillertal, rano sporo niskich chmur/mgły, nieco zepsuło odbiór pierwszych przejazdów, było mocno twardo, a do tego mnóstwo twardych nierówności po ratraku, dołów, górek i kolein. Przy słabej widoczności jechało się niepewnie. Najlepiej odebraliśmy część zachodnią (położona dalej od drogi), czyli Marchkopf i Hochfugen, co wynikało z wysokości, ale też orientacji stoków. Na koniec hardkorowy zjazd na sam dół w Kaltenbach, gdzie grzęzło się w półmetrowych odsypach, ale daliśmy radę, chociaż niektórzy się odgrażali, że wrócą gondolą 😁 Drugi dzień do Zillertal Arena. Chyba najbardziej przypadł nam do gustu, wędrowanie przez ten rozległy ośrodek to przyjemność sama w sobie, wielka różnorodność terenu i sporo tras dobrze się trzymających do końca. Każdy miał swoje ulubione, choć trudno wszystko spamiętać poza kilkoma trasami, które jechaliśmy po kilka razy. Trzeba się sprężać, żeby dojechać do końca i wrócić. W drodze powrotnej nawet dało się zabłądzić do wolnego, dwuosobowego krzesła, ale trasa do niego była zacna. Damian chciał na końcu zjeżdżać na sam dół, niestety trasa była zamknięta. Zjechaliśmy tylko do pośredniej. Przy takiej pogodzie trzeba unikać zjeżdżania do samego dołu, choć przy przemieszczaniu się jest to niezbędne przynajmniej kilka razy. Bywała walka z dużymi i miękkimi odsypami, męcząca zwłaszcza przy wąskiej trasie. Mieliśmy nadzieję pojechać tam jeszcze raz w ostatnim dniu, ale decyzja kolektywu i szefostwa była niestety inna. Zatem kolejne 2 dni to Penken-Mayrhofen. Wjeżdżaliśmy Horbergbahn. Schemat podobny, najpierw rozgrzewka w kotle, potem wjazd na prawo na Horberg, tam kilka razy na fajnych, długich trasach, bardzo fajny śnieg rano. Zjazd w dół raz po czarnej, która już od rana mocno miękka, a w drugim dniu łączona 10 i 11, przy takim miękkim śniegu to lepszy wybór. Następnie wjazd "żelazkiem" na Rastkogel i tam ogólnie spędzaliśmy najwięcej czasu w oba dni. Trasy do wczesnego popołudnia były bardzo przyzwoite, zwłaszcza w drugim dniu (wtorek) ludzi znacznie mniej i można było się mocno pobujać na "pełnej pycie". Stamtąd mieliśmy też fajny widok na Hintertux. Jurek pojechał tam skibusem po zjeździe z Eggalm, nam się nie chciało tracić czasu na takie przemieszczanie się. Jeszcze na Tux nie byłem, będzie jeszcze okazja. Jurek wspomniał, że włączyli tam armatki, co jest ponoć rzadkością o tej porze roku, tak mało w tym roku śniegu. Południowych zboczy Penken praktycznie nie odwiedziliśmy. W pierwszym dniu wypad na Eggalm i tam do przyzwoitej jazdy nadawała się tylko trasa 77. Sam powrót był mało przyjemny, długie i wąskie kartoflisko do powrotnej gondoli na Rastkogel nas zniechęciło do ponownego odwiedzenia tej części. W poniedziałek i wtorek ostatnia część dnia to jazda po północnych stokach kotła, równoległych do osławionej Harakiri. Cała ściana mimo wysokiej temperatury fajnie twarda, z wieloma miejscami miększych łat, ogólnie spora frajda ze zjeżdżania różnymi technikami. Harakiri musiałem zaliczyć, bo głupio być i nie pojechać. Do pewnego czasu była zamknięta, tzn. póki była w cieniu, chyba z racji sporych oblodzeń, których by nie było widać. Dopiero gdy oświetliło ją słońce, otwierali trasę. Samo Harakiri to w zasadzie krótka ścianka, którą przy braku oblodzeń robi się na spokojnie. Natomiast płaty żywego lodu mocno wybijały z rytmu i dawały spory uślizg, ale problemu wielkiego nie było. Miałem okazję pojeździć kilka godzin na GS Stockli 180 cm Damiana, przesiadka była z Stockli SX 184 cm, więc w sumie przeskok nie był gigantyczny. GS nieco sztywniejszy i pewniejszy, chociaż obie narty zapewniały świetną stabilność. Natomiast wbrew oczekiwaniom wejście na krawędź nieco szybsze w GS i wcale nie wymagała dużej prędkości do wycinania łuków. Całkiem dobrze też można było zagęszczać skręty cięte, a do szuranka wręcz kapitalna. Powiedziałbym, że przyjazna narta również do nauki. Ogólnie udane zakończenie sezonu, dzięki chłopaki za super towarzystwo.
    16 points
  2. Tomek, najfajniej byłoby pogadać przez telefon na bieżąco reagując na argumenty, bo na forum zajmuje to w cholerę czasu i trudno płynnie się wymieniać argumentami. 60% dotyczy ryzyka przenoszenia i jest owszem mało satysfakcjonujące, jeżeli 3-8-krotne ograniczenie ryzyka hospitalizacji i zgonu (które nie wiem czemu pomijasz) jest mało dla Ciebie, to nie znajdziemy tu wspólnego pola. Jak wchodziły na rynek to mieliśmy informacje z krótkotrwałych badań. Były prawdziwe na tamtą chwilę. Przewidzieć się nie dało jak będzie dalej, wszelkie próby przewidywania były fałszem, bo tego się zrobić nie da. Natomiast żebyśmy znali skalę. Przy skuteczności w zapobieganiu zgonom na te chwilę moglibyśmy uniknąć śmierci kilkudziesięciu tysięcy osób w samej Polsce. Z drugiej strony szczepi się na meningokoki, na które choruje 350 osób rocznie, inwazyjna choroba pneumokokowa to 4000 rocznie, umiera znacznie mniej szczepionka na rotawirusy zapobiega hospitalizacji, HPV to prawdopodobnie kilka tysięcy przypadków raka szyjki macicy rocznie. Patrząc na efekt to w tej chwili żadna szczepionka nie ratuje takiej liczby osób, jakoś to kontrowersji nie budzi. A skala chyba nie budzi wątpliwości. Dawek przypominających wymagają szczepionki na grypę, krztusiec, kleszczowe zapalenie mózgu, więc to żaden ewenement, czemu tu nie ma awantur? Niedawno wprowadzono drugą dawkę przeciw ospie wietrznej, bo pierwsza nie wystarczała. Czas weryfikuje wyniki i adaptujemy się do nich. Całkiem to normalne. Co do 15000 za dyżur, to jakiś nieszczęsny fake, jakie to ośrodki tyle płacą i komu? Może i szwindel gdzieś był. Ale sprawa jest regularnie gdzieś podnoszona i nikt nigdy nie podał dziwnym trafem konkretnych szpitali. https://fakehunter.pap.pl/raport/d36f2043-1792-4d32-a792-cc0f61e3b31d Badania z randomizacją na temat transmisji wirusa nie ma i nie będzie, w tej chwili nawet z przyczyn etycznych. Nie będzie zgody na podanie placebo, mamy takie dane jak mamy. EBM polega na posługiwaniu się najlepszymi danymi jakieś teraz mamy. A skoro dla jakiegoś Wojtka mam być propagandystą to jakoś będę musiał z tym z ciężkim sercem żyć. Kuna stał się pośmiewiskiem dla całego świata lekarskiego, niestety również z powodu wyciągania z kontekstu jego wypowiedzi, między innymi z tamtego wywiadu. Facet ma niemiłosierne parcie na szkło, na konferencjach na dwóch kolejnych wykładach potrafi powiedzieć przeciwstawne rzeczy, zależnie kto zapłaci (słyszałem osobiście), wiarygodność słabiutka. Ponadto do respiratora nie podłącza się dla przyjemności (sam podłączałem nie raz), a tylko w skrajnych sytuacjach, jeżeli ktoś inaczej nie przeżyje. Więc co ma to w temacie wnieść? Jaka jest alternatywa? Zaproponuj specjalisto od cytatów internetowych? Tysiące specjalistów robi swoje na całym świecie, a jeden Kuna uważa inaczej i to on jest tym jedynym. Kurcze, znowu pół godziny zmarnowane na odpowiadanie. I po co? Dla kolejnej porcji na które znowu odpowiadać?
    12 points
  3. Wielu już skończyło sezon narciarski. Skończyłem i ja.... we wtorek, 19.04.2022 🙂 ... gdzie? Wiadomo - wymarzony Kasprowy. Miało niby być mgliście, miał być śnieg, miało nie być słońca... A co było? A no było dużo śniegu, który spadł nocy. Więc był praktycznie powder day ... Póki rano był puszysty, to w miarę, potem cięższy, więc miałem trudniej. Ja źle reaguję jak mi nogami trząsa. Cudne słońce, małe chmurki, czasem lekki śnieg. Potem sypało troszkę bardziej. Mróz nieodczuwalny. Szkoda, że byłem podziębiony. Organizm nieswój zupełnie, katar.. ale trudno. Ludzi...yyy garstka. Wrażenie dla chcących pojechać ... (w razie gdyby jakiś jak ja - lamer czytał)... Miejscówka robi wrażenie, onieśmiela. Naturalny śnieg dawał oparcie nartom. Dwie trasy. Gąsienicowa komfortowo bo blisko, ale trzeba było lekko z buta dać z kolejki by zacząć zjeżdżać. Nachylenie początkowej ścianki Trasy Gąsienicowej zacne. Dodatkowo zrobili tylko dwa wąskie paski ratrakiem więc utrudniało. Ale bez większych strachów. Tej stromizny nie ma zbyt wiele, jakieś 300m. Potem się wypłaszcza. Trasa piękna, ale nie jest mocno urozmaicona. Krzesło wygodne, nie narzekałem. Goryczkowa. Dojazd do niej średnio fajny, bo najpierw jedna rynna, potem druga. Dodatkowo na goryczkowej już miałem płaskie światło a ja wtedy nie umiem jeździć (jeszcze bardziej niż normalnie 😄) więc widząc chociaż zarys człowieka w rynnie ja włączałem pług, żeby go rozpędem nie zabić :D. Sama trasa arcy fantastyczna. Rozległa, szeroka, nachylenie relatywnie niewielkie. Zero strachu. Fantastycznie urozmaicona trasa, zwiedzanie, zakręty, spadki...no cudo. Opinie o krześle słyszałem straszne. A tu całkiem przyzwoicie. I jakie tam drewniane?! Super siedzenia, oparcia. Wady - no ciut wolne i nogi trzeba wysoko trzymać jak człowiek jest wysoki. Niewygodne to to.... ale daj Panie tylko takich problemów 😄 Ponieważ nie w formie byłem, to co chwila postój... Syn na mnie zły, mówi "ojciec, jedź! nie wiesz gdzie dół? " 😄 Ja przy okazji zwiedzałem... Po zjechaniu z Goryczkowej, z tej szerokiej części, na dole, na zakręcie postój, rzut okiem w górę na szczyt ... i ... no właśnie, ja to emocjonalny jestem, więc się chwile musiałem zachwycać i pozbierać.... PIĘKNO zjawiskowe! :') Po kilki zjazdach pora do domu.... ale jak? No wiadomo - nartostrada. Fajna jazda, ale już zmęczenie. Ostatnie 300m z buta, zero śniegu. Kto wymyślił by narciarze w ich butach musieli iść w dół po kocich łbach ? !!!! 😮 Tyle opisu wrażeń. Krótki filmik. Oczywiście można się znęcać.
    11 points
  4. radości zapomniałeś Jak jadę na narty to jadę na urlop a nie na front
    11 points
  5. 19 lutego wróciłem po tygodniu pobytu we Flachau, gdzie mieszkałem. Miejsce super na jazdę na miejscu, jak też w innych ośrodkach. Jeszcze tak zwariowanej pogody w tym okresie nie miałem. W większości na szczęście ładna, ale był 1 dzień ze śnieżycą i 1 dzień z wiatrem, przez który zamykano wyciągi w ciągu dnia. Temperatura w ciągu tygodnia od -15 do +13. Miłym akcentem były dwie tęcze. Flachau jest fajnie położone względem innych ośrodków. Na nartach można się przemieszczać z Flachau, przez Flachauwinkl do Zauchensse i w drugą stronę przez Wagrain do Alpendorf. Bardzo fajna nowa uruchomiona kolejka o długości 3500 m z Flachau do Flachau Winkl - piękne widoki. Schladming to nic dodać nic ująć, niestety zamykano wyciągi w dniu kiedy tam byłem, najpierw na górze a potem już wszystkie, także trochę pechowo. Hochkonig, w którym byłem pierwszy raz zrobił na mnie bardzo miłe wrażenie. Trasa od Muhlbach do Maria Alm i droga powrotna zajęła cały dzień. Piękne widoki po drodze. Zauchensee było na koniec. W sumie najmniejszy ze wszystkich ośrodków, ale bardzo przyjemny żeby się najeździć, ile kto może. We wszystkich ośrodkach można znaleźć trasy dla siebie. Jak ktoś lubi, to ma gdzie się zmęczyć, a jak lubi podziwiać widoki to też się nie zawiedzie. Oczywiście wszędzie jest gdzie odpocząć, coś dobrego zjeść i się napić. Osobiście preferuję Apfelstrudel z sosem waniliowym. W każdej knajpie smakuje inaczej. Pewnie za rok tam wrócę. VID-20220216-WA0007.mp4 VID-20220218-WA0003.mp4
    10 points
  6. Przyszła pora na podsumowanie mojego dotychczasowego nartowania. Zacytowana konkluzja jest niestety lub stety niewątpliwie trafna ....ale od początku. Pierwszy raz w życiu stanąłem na nartach 27 stycznia 2018 roku w Krajnie, zatem w wieku 48 lat. Do grudnia 2021 miałem 30 dni na nartach (w tym te dni godzinowo były różne od 4 godz. do powiedzmy całych dni jak podczas pobytu w Krynicy w 2019). Teraz istotny aspekt czyli "instruktor". Pierwszy raz w Krajnie była młoda dziewczyna i lekcja 1 godzinna dla dwojga, ale gdy zobaczyła, że szarpię się równolegle, nie przewracam...zajęła się małżonką. Druga lekcja, to na wariata zorganizowana lekcja w duecie z obcym facetem na Słotwinach (1 godzinna), podczas wieczornej jazdy (tak, taki byłem grzeczny i głupi, że nie skorzystałem z namiaru danego mi przez Mitka na szefa tamtejszej szkółki). Efekt - zapamiętałem ćwiczenie "spider man", że mam niby za luźno zapięte buty i ćwiczenie polegające na jeździe w poprzek stoku, wychylając się w przód i w tył. Niestety także mojemu partnerowi lekcyjnemu poświęcono główną uwagę, bo się przewracał. I tyle. Nigdy w żadnym z tych przypadków nie zapamiętałem jakichkolwiek wskazań czy tłumaczeń o postawie i biomechanice. Bazowałem zatem na swoich teoretycznych zdobyczach forumowych, wydrukowanym na kartce poradniku Mitka na temat prawidłowej postawy, filmikach HH (dzięki Plus) oraz Morgana, tłumaczonych przez Andrzeja (potem doszedł kurs Morgana). Potem przyszedł czas na spotkanie oko w oko z forumowym Duchem, ale znów lekcje głównie dla żony, syna i córki, a ja "złapałem" jedną 50 minutówkę. Znów mało, ale dopiero tu była rozmowa o samokontroli i jakiegoś rodzaju zależnościach w łańcuchu ruchowym. Wówczas najbardziej utkwił w głowie sposób samokontroli rozpoczynania skrętu poprzez rotację tułowia i szczerze bingo. Podczas wyjazdu do Aprici (styczeń 2020), na filmikach wyraźnie widać, że metoda skuteczna, bo skrętu nie zaczynałem od ruchu korpusem, ale jednocześnie moja "obowiązkowość" na takim poziomie, że bardzo statyczna i sztywna jazda. Oswojenie z nartami na nogach wzrastało, jakaś pewność w równowadze itp. ale zadowolenia z postawy lub bardziej postawy i ruchu wciąż jak na lekarstwo, raczej frustracja, że jestem słaby i "nie taki" na stoku. Analiza i padła "noga wewn." , brak układu dośrodkowego i sztywność. Mam pewną wadę charakteru polegającą na zbytnim poczuciu narzucania się i przez to niezawracanie komuś tyłka chyba tracę. Zatem nie chcąc być natrętnym dla Adama, podrzuciłem filmik jeszcze 2 zupełnie obcym osobom, zakładając "najwyżej pomyślą jakiś wariat i nie odpiszą". Na szczęście mimo negatywnej samooceny, pojawiło się coś optymistycznego bo odpisali i ich analiza była zbieżna z Adama...+ jedna z tych osób zwróciła uwagę na budowę moich nóg. "I like the way you are skiing with a strong forward flow and speed. You are carving your turns and you have good rhythm. After the 4th turn or so when you start carving it looks very good. Your arms out front and a fairly centred stance. On the flat part of the video half way through and onward your skiing looks really good."..."The first thing that I would like for you to work on would be leaning outwards in the turn, “angulation”, to help with “outside ski pressure”. This you can learn the easiest by wedging." "Nice turn shapes and flow in this video as well but as I said above, your wide stance causes you to stand on your inside foot and you loose grip on your outside ski." Zatem było światło w tunelu, skoro 3 bardzo dobrze jeżdżących zwraca uwagę na to samo, "masz szansę lepiej jeździć" pomyślałem. Niestety wybuchło wariactwo Covid i nie dało się pojechać na lekcje do Adama w sezonie 20/21, ale opaczność pomogła i w marcu 2021 całkiem nieoczekiwany kurs grupowy. Fakt grupa zbyt duża (z 19 osób) ale metodycznie tłukliśmy podchodzenia, łuki płużne i skręyt z pługu. Z pozoru banał ale w praktyce już zdecydowanie nie, a że warunki tzw. kartoflisko to lekcje bardzo cenne. Kilku znajomych widząc zdjęcia stoku powiedziało "stary tu się odpina narty i schodzi do knajpy, a nie jeździ". I dotarliśmy do teraz - piękny grudzień z wyjazdem do Drei Zinnen i...znów wróciły moje demony frustracji. No niby wiem co, ale chyba nie wiem jak. Wieczorny alkohol, wiadomość do wiadomo kogo i prośba o pomoc (tylko jak baran nie pomyślałem, jak ma Ci człowiek pomóc 1200 kilometrów od Ciebie), no ale bardziej chodziło chyba o pomoc mentalną i nadeszła, w formie starego druha, co to rozumie co Cię męczy. Pomogło, dalszy wyjazd pogodzony z sytuacją, spędziłem na nabijaniu kilometrów. I teraz kilka dni wolnego i wbrew aurze wreszcie lekcje z Adamem, 3 godziny jednym ciurkiem i wreszcie wskazanie 3 aspektów, które połączone w całość robią różnicę i w stylu i w odczuciach. Warunki były chyba dość trudne na stoku (nie czuję się kompetentnym aby jednoznacznie to stwierdzić). Jak mawiają jednak "co Cię nie zabije, to wzmocni". Filmik polekcyjny pokazał, wszystkie błędy i potwierdził, ale też nie liczyłem, że nagle stanę się lepszym. Jednak już drugiego dnia i trzeciego były chwile gdy udawało się wykonać i dodać do jazdy wskazania z lekcji. Teraz pozostała cierpliwość, mnóstwo pracy i jak najwięcej okazji na stoku. Nie chcę wyjść na reklamodawcę ale jeśli zaczynasz, uczysz się, warto poszukać kogoś kto niesztampowo do Ciebie podejdzie. Oszczędzisz pieniądze, nerwy i czas. Teraz jeszcze chwilka na temat butów....z bootfiterem ustaliłem (miał informację że jadę na lekcję do znajomego instruktora), że nie zakupię butów przed odbyciem lekcji, aby optymalnie być świadomym braków w jeździe, do czego dążę, bo to mocno rzutuje czego potrzebujemy szukać. Podsumowując - dziękuję całemu forum (nie będę wymieniać po Nickach, aby nie pominąć), trzeba przesiać jak zawsze to co czytamy, ale od wielu osób coś "otrzymałem" i "wyciągnąłem", a co istotne w obecnych czasach, chyba nikt mi nigdy nie odmówił pomocy jeśli mógł pomóc, to budujące. W każdym razie wierzę w siebie zdecydowanie bardziej, niż jeszcze 4 dni temu, no i całemu forum ulży, gdyż powinienem już mniej się żalić 😜
    10 points
  7. Sarajewo ma swój klimat , jest tam sporo do robienia/zwiedzania oprócz szusowania. Jeżeli chodzi o narty to jest duży, doinwestowany ośrodek Jahorina i mniejsze - Bjelasnica i Igman , , gdzie jest najwyższy szczyt i największe przewyższenie w tej części Europy - mi osobiście bardziej pasuje ta druga opcja - jest to chyba najtańsza opcja porządnego wyjeżdżenia się za 15 e dziennie , amatorzy "knajpingu" również będą zadowoleni, jest tu typowy bałkański klimat - mi to pasuje i jestem tu już trzeci i na pewno nie ostatni raz zimą. Kopaonik jest większy , ale poza nartami nie ma za bardzo co tam robić - totalnie inny klimat. Na granicach ogólnie luz , na bośniackiej niby coś wołali , ale to tylko pro-forma , nie ma żadnego problemu z czymkolwiek , jedno słowo załatwia wszystko ;-)...
    10 points
  8. Cześć Myślę, że to nie jest frazes tylko jedyna droga. Nie chcę/chcemy negować wartości przygotowania fizycznego ale poprawna/dobra technika to klucz do bez wysiłkowej jazdy i innego raczej nie ma. Chodzi tutaj o co najmniej parę kwestii: - używanie siły tylko w momencie gdy jest to niezbędne - rozluźnianie mięśni w momentach gdy ich napięcie jest zbędne - pewność ruchów, która pozwala używać siły, krócej i efektywniej - pewność poczucia równowagi na nartach - bardzo dużo siły jest marnowane na kontrolę nad równowagą - wykorzystywanie terenu i występujących bardzo często na nartach "sił zewnętrznych" - energii skumulowanej w narcie, grawitacji itd. I pewnie jeszcze parę punktów by się znalazło. Pozdrowienia
    10 points
  9. Po trzech latach oczekiwań na finisz Covidu udało się sezon zakończyć na Kaunertal. Zaliczka u gospodarza czekała, szkolenie w NTN dla dzieciaków wykupione więc można było spokojnie szusować po praktycznie pustych trasach. Kauner się zmienił. Nie ma już centralnie położonych dwóch bardzo długich orczyków - zastąpiono je kolejką wagonową "żelazkiem na linie" która zabiera jednorazowo 100 osób i kursuje co 9 min. Dodatkowo zrobili całkiem nową gondolówkę na górę. którą zdobyć do tej pory można było tylko na skiturach. Trasy z niej są fantastyczne. Poza tym bez zmian - bardzo dużo śniegu, pogoda dopisała, ludzi bardzo mało, trasy super utrzymane, na freeride jest nadal wiele możliwości. Na czas mojej wizyty maski wróciły ale tylko w knajpie, sklepie i wagonie "żelazku". Szkoda było wracać i kończyć sezon. Może pojechać jeszcze na majówkę?
    9 points
  10. Dzisiejszej nocy w okolicach Schladming spadło tyle śniegu co średnio w Polsce przez całą zimę. 🙂 Taki miałem dziś rano widok z okna oraz samochód. Na skrajach stoków puch na głębokość prawie do kolana i to już po nocnym ratrakowaniu. Cały dzień dosypywało, czasami tylko na chwilę wychodziło słońce. Kilka zdjęć w załączeniu, dla mnie genialna zima, której dawno nie widziałem w Polsce. Z głodu też umrzeć trudno --> obiad w Tauernalm w Rohrmoos z porcją dla prawdziwego Austriaka. 😁
    9 points
  11. Udałem się dziś do Val Gardeny, by wziąć udział w Gardenissimie, najdłuższym na świecie gigancie. Niestety wszystko tak zasypało, że zawody przenieśli o dzień, a do apartamentu nie dało się dojechać. Te ślady to nie po kołach, ale po kółkach torby, którą musiałem wciągnąć na górę...
    9 points
  12. Słowem wstępu...niczym się nie chwalę, gdyż uważam zwyczajnie nie ma jeszcze czym. Natomiast z uwagi na prowadzenie tego wątku chciałbym przedstawić jak wygląda 52 letni facet, po 4 "sezonach" na stoku w sytuacji presji, stając na drugim w życiu przejeździe ustawionego amatorskiego/treningowego GS. Takie swego rodzaju podsumowanie tego okresu styczeń 2018-marzec 2022 - 1 dniowe wypady (Kamieńsk, Kazimierz Dolny, Wisła, Kamieńsk) - 2 dniowe wypady (Zwardoń, Zwardoń/Wisła, Krynica, Zieleniec, Zieleniec, Jurgów/Białka) - 3 dniowe wypady (Białka/Jurgów, Zwardoń/Wisła) - 4 dniowe wypady (Harenda/Białka) - 6 dniowe (|Krynica, Aprica, Tre Cime) I tak to wyglądało na dzień wczorajszy (wiem jakie główne elementy do poprawy, ale potrzebuję nieco czasu aby zaufać, że można wąsko prowadzić narty).
    9 points
  13. Bardzo dziękuję @Adam ..DUCH za propozycję wzięcia udziału w kursie, z której skorzystałem. Dla mnie mega przydatne doświadczenie i korzyść. @labas dziękuję za polecenie tyczek. Na kursie miałem możliwość i pierwszy raz jechałem GSa, niesamowita zabawa. Adrenalina, frajda i bardzo dodatni wpływ na uczynienie kolejnego dużego kroku w przód, w moim nartowaniu. Cudów nie było i nie wygrałem, ale nie byłem ostatni 😀. @KrzysiekK chcesz skończyć frustrację przynajmniej w dużej części? Atakuj ON Zwardoń i naszego forumowego kolegę!!! Egzaminował nas Wojciech Podgórny, rzeczowy i kompetentny narciarz. Obalił kilka forumowych legend o nartach czy technice jazdy, ale co dla mnie najważniejsze, słowa Wojtka są zbierzne z przekazem @Adam ..DUCH czyli człowieka, któremu narciarsko zaufałem. Poprawiam się, tak więc na kolejny sezon mam mega motywację, oby tylko okoliczności pozwoliły. Adam, niech Ci los człowieku sprzyja, jesteś mega gość i jeszcze raz Wielkie Dziękuję!!!
    9 points
  14. Cześć Musimy się spotkać na stoku - to jedno wiem. Ja po prostu nie do końca wiem o co Ci chodzi. Z pewnością mylisz miękkość jazdy z elementem technicznym takim jak obniżanie pozycji w fazie sterowania. Miękka jazda to nie element techniczny ale właściwość, którą trzeba nabyć aby mówić o porządnej jeździe. Chodzi o automatyczną i adekwatną do terenu i sposobu jazdy pracę mięśni oraz stawów. Najczęstszym błędem w jeździ na nartach jest usztywnienie i chodzi o to aby je wyeliminować. Składają się na to usztywnienie dwie główne przenikające się przyczyny: psychika i brak doświadczenia. Moim zdaniem to jest klucz do dobrej jazdy bo wszelkie techniki są do nauczenia czy wyćwiczenia a większości wypadków po prostu wchodzą w ciało wraz z reumatyzmem. Stawiając sobie sztywne cele, myśląc cały czas o tym jak jeździć, na czym jeździć itd. bardzo sobie utrudniasz kwestię rozluźnienia. Sam wywierasz na sobie presję jak zawodnik przed startem. Presję, która jest zbędna. Nie wiem po co. Staraj się brać przykład z dzieci. One mają w dupie to jak jadą - w sensie techniki czy stylu - ważne żeby było fajnie i skutecznie. Ten drugi element jest oczywiście podświadomy ale jest bardzo ważny. Podejmują wyzwania typu wjazd do lasu, skoki, celowa jazda po nierównym, zabawy itd. Dorośli postępują dokładnie odwrotnie i to ich błąd - dlatego tak długo mozolnie i często z miernymi efektami się uczą a na dodatek nie sprawia im to przyjemności bo są zadufani w sobie i mają wobec siebie wielkie oczekiwania. Dzieci postępują naturalnie bo nie mają bagażu psychicznych ograniczeń wynikającego z doświadczenia życiowego oczywiście ale też nie stwarzają sobie sztucznych barier tylko żyją chwilą. Spróbuj. Pozdro
    9 points
  15. Wczoraj środek stawki, dziś w Ustrzykach na Lidze Podkarpackiej było lepiej. Przyzwyczajam się do sztucznej nogi, musi tak wygląda, bo dziś młody ścigant spytał o protezę... Nagrodę dedykuję kolegom z forum, rozważającym wyższość flexu 100 nad flexem 90,i kąta 86 nad 87 stopni,jako źródło sukcesu, niech mają asumpt do zastanowienia...
    9 points
  16. Podrzucam relacje z ostatniej soboty na Romanie. Udało się oddać 2 zjazdy z Romanki w kierunku Sopotni w naprawdę fajnych warunkach.
    9 points
  17. Witam. Chciałbym opisać przypadek mojej kontuzji i fizjoterapii jaka została zastosowana, być może komuś to sie przyda (oby nie było takiej potrzeby)? Kontuzja była wynikiem wypadku komunikacyjnego we wrześniu tego roku w wyniku którego doznałem mnogiego złamania podudzia wraz z zerwaniem więzozrostu piszczelowo-strzałkowego oraz innych więzadeł w stopie. Efekt, operacja zespolenia stawu skokowego oraz unieruchomienie w ortezie. To tyle gwoli wyjaśnienia jak wyglądał początek. Od razu przestrzegam każdy organizm jest inny, ma inną odporność na ból, inne możliwości adaptacji i regeneracji w w związku z tym proszę podchodzić do opisu mojego przypadku jako jednostkowego postępowania a nie jak do poradnika "nowoczesnej rehabilitacji". Pierwsza sprawa to psychika, w moim przypadku przejechanie się kilkadziesiąt metrów pod motocyklem po asfalcie w jednym momencie spowodowało ze mój świat się "zawalił' , wszystkie plany poszły w odstawkę, a perspektywa unieruchomienia na pół roku wydawała sie przerażająca. Dlatego bardzo ważne jest wsparcie (modny wyraz) bliskich i przyjaciół, możliwość przekazania części obowiązków (w moim przypadku to byli pacjenci których prowadziłem w prywatnej praktyce) oraz zadbanie o sprawy firmowe co udało się zrobić dzięki pomocy mojej wspólniczki. Gdy juz głowa była spokojniejsza musiałem zastanowić się jak zacząć przywracać sprawność. Nie mogłem obciążać nogi więc jedyne co mi pozostało to intensywne ćwiczenia mięśni tułowia w tym mięśni brzucha, grzbietu i obręczy biodrowej oraz co bardzo ważne przy poruszaniu sie o kulach mięśni obręczy barkowej. Dodatkowo należało zadbać o kręgosłup który na wskutek leżenia mógł zacząć doskwierać. Pierwszy tydzień po operacji; nastawiony zegarek i co 2 godziny systematycznie powtarzane ćwiczenia na kręgosłup oraz dwa razy dziennie po pół godziny ćwiczenia na mięśnie tułowia i obręczy barkowej. Dodatkowo zabiegi drenażu limfatycznego i kinezjotapingu celem zmniejszenia obrzęku i odprowadzenia krwiaków oraz okłady z lodu. Drugi i trzeci tydzień; zacząłem częściej sie poruszać po domu o kulach więc zmniejszyłem intensywność ćwiczeń na kręgosłup na 4-5 razy dziennie za to dołożyłem ćwiczenia na obręcz biodrową i kończyny dolne realizowane oczywiście w ortezie (but airwalker). Od czwartego tygodnia; pomału dokładałem ćwiczenia w leżeniu tyłem bez ortezy, bez obciążania nogi i pomału starałem sie angażować mięśnie uda i pośrednio poprzez irradiację mięśnie podudzia. Na siedząco w ortezie pomału zacząłem obciążać nogę do granicy około 30 % ciężaru ciała oraz wychodziłem na spacery o dwóch kulach obciążając nogę przy przetaczaniu w podobnym zakresie. Oczywiście przez cały ten okres stosowałem dietę oparta na spożywaniu naturalnego kolagenu w postaci galaretek. Po pięciu tygodniach orteze zakładałem tylko w przypadku chodzenia na zewnątrz, po domu poruszałem sie o dwóch kulach ale bez ortezy. W tym czasie dołożyłem więcej ćwiczeń z obciążaniem kończyny dolnej (głownie odbudowa siły mięsniowej mięśni uda) za pomocą gum. Taki program realizowałem do dziesiątego tygodnia do momentu operacji usunięcia zaopatrzenie ortopedycznego z nogi. Ortezę sztywną zamieniłem na ortezę miękką po wcześniejszym wykonaniu zdjęcia RTG które uwidoczniło początek zrostu. Przez cały ten okres starałem sie rozciągać mięśnie obręczy biodrowej oraz mięsnie czworogłowe i proste uda które miały tendencje do tzw. przykurczy. Po sześciu tygodniach mając ortezę na nodze i but sznurowany powyżej kostki zacząłem prowadzić samochód, po wcześniejszej próbie na placu manewrowym. Po dziesięciu tygodniach, pod koniec listopada została usunięta śruba stabilizujaca staw skokowy. Po tygodniu poruszałem się juz bez kul lekko utykając. Pierwsze dwa tygodnie po zabiegu to była reedukacja chodu celem powrotu do naturalnych wzorców ruchowych. Teraz po sześciu tygodniach od drugiej operacji jestem w stanie przejść szybkim marszem dystans kilku kilometrów, jeżdżę na stacjonarnym cykloergometrze, trenuję już prawie normalnie do powrotu na stok. Obciążam kończynę po operacji wykonując stanie na jednej nodze, skacząc i stosując ćwiczenia równoważne na niestabilnych powierzchniach. Pomału zaczynam truchtać. Ostatnio robiłem test wydolności tlenowej i okazało sie ze ten parametr tez pomału wraca do normy. "Wykręciłem" wynik 47,5 %. Wnioski; 1. Nie załamywać się i nie obwiniać całego światu za zdarzenie. Nie analizować dlaczego i po co tak sie stało tylko wziąć sie w garść i zaplanować swoje dochodzenie do sprawności. 2. Nie czekać do momentu aż nam zdejmą gips, orteze itd... tylko brać sie do roboty i ćwiczyć adekwatnie do stanu funkcjonalnego w danym okresie rekonwalescencji. 3.Zastosować odpowiednią dietę 4. Starać sie jak najszybciej (w granicach zdrowego rozsądku) usamodzielnić 5. Znaleźć dobrego fizjoterapeutę który pomoże w dochodzeniu do sprawności. 6. Słuchać personelu medycznego w kwestii zaleceń i porad. To wszystko po to żeby skrócić czas na dojście do formy. Zamiast średnio 20 tygodni po 12 tygodniach poruszać sie bez kul. Poniżej dwie fajne fotki jak to wyglądało :)
    9 points
  18. Witam Wszystkich w Nowym Roku. Składam Wan najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności.....i to by było na tyle🤣 Materiał który przedstawię pochodzi z płyty CD dołączonej do programu nauczania PZN i nie ma on na celu krytykowanie instruktorów realizujących ewolucję a jedynie wskazane że daną figurę można wykonać bardzo dobrze lub doskonale. Serdecznie zapraszam do oglądania a własną czysto subiektywną ocena pozwolę sobie zamieścić po filmie: Opis ewolucji jest jasny prosty i zwięzły....wystarczający.......ale wykonanie diametralnie różne. Instruktor ewolucje wykonuje poprawnie..wręcz bardzo dobrze ale pasywnie, natomiast instruktorka doskonale, aktywnie, agresywnie i rozwojowo. Na pierwszy rzut oka wszystko jest takie same ale gdy zerkniemy troszkę z boku wyraźnie widać zdecydowanie większe ugięcie kolan demonstratorki. Tu zaznaczam ten sam stok te same warunki. Przekraczanie linii spadku stoku - pozycja wysoka, minimalne zgięte kolana, brak angulacji, środek ciężkości nadmiernie przesunięty do wnętrza skrętu - jazda "na emeryta" - kładziemy się na stok - poprawna ale w tej fazie bardzo pasywna, na trasach o małym nachyleniu lub bardzo reaktywnej pokrywie dopuszczalna - nic się nie dzieje,, muchy w nosie - spokojnie da się jeszcze to zmienić. W tej samej fazie instruktorka w sylwetce nieco obniżonej, wyraźnie kształtująca się angulacja i tendencja do obniżenia środka ciężkości. Już w tym momencie demonstratorka jest zw stanie zrobić z skrętem co chce podczas gdy instruktor powyżej już niejako będzie w "plecy" Środkowa faza sterowania - sylwetka frontalna, niewielkie zgięcie kolana nogi prowadzącej skrę uniemożliwiające wprowadzenie nart w skręt cięty. Na trasach o większym nachyleniu lub oblodzonych/twardych raczej nie wyjdzie - narta zewnętrzna "odjedzie" i demonstrator będzie ratował się wymuszonym przeciw skrętem Ta sama sekwencja skrętu.... Pozycja prawie niska - można sobie zadać pytanie czy to jeszcze skręt w technice klasycznej czy też już cięty. Instruktorka obniżyła swoją pozycję przez co dała pole manewru swoim stopom i kolanom. Ma pełną możliwość regulacji skrętu - może utrzymać dotychczasową formę lub też "dociąć" skręt poprzez zwiększenie zakrawędziowania stóp. Dwie ewolucje podstawowe a jakże inne wykonanie - bardzo dobre i doskonałe...wychodzi więc na to iż diabeł tkwi w szczegółach. Kochani pracujcie w stawach kolanowych.....nie myślcie o separacjach, angulacjach, szybkości przekrawędziowania i tym podobnych pierdołach, Niech jazda na nartach dla Was stanie się naturalna, intuicyjna, miękka i elastyczna i tego Wam na ten Nowy Rok serdecznie życzę. PS W dniu dzisiejszym 26 letnia dziewczyna ćwicząca Krav Magę ogarnęła łuki płużne w 10 minut....wystarczyło cofnąć wykroczną, obniżyć i wyrównać gardę......
    9 points
  19. Hola, hola... co prawda z pewnymi problemami, ale jeszcze żyję.... 😁😁😁
    9 points
  20. Hej, dzisiaj nad ranem wróciliśmy do Polski po 4 dniach na śniegu, z ekipą od Jurka (kiedyś JurekByd, teraz Narciarz Nizinny na FB), drugi raz i ponownie fajna organizacja, nowa ekipa (aczkolwiek z 2 poznanymi w ubiegłym roku). Ludzie jaką jeździć, imprezować też, ale w drugiej kolejności i umiarkowanie, rano pobudka i nie było zmiłuj. Aczkolwiek nie trzeba było nikogo zachęcać. Generalnie 3 dni lampy i 1 ze słońcem za chmurami, wypas, śnieg nawet w ostatnim dniu mimo dodatnich temperatur fajnie trzymał do końca. Najfajniejsze trasy to te najbardziej wysunięte w kierunku Pinzolo, chociaż wszystkie schodzące do Madonny są bardzo fajne, o zróżnicowanym nachyleniu, podobnie zjazd z Monte Spinale do gondoli, kilka tras w Pinzolo, zjazd do Folgaridy, Marilleva, ogólnie jest gdzie pojeździć dla każdego. Mniej fajne to samo Groste, tam tylko dla widoków, narciarsko nuda. Pojechaliśmy też do Tonale, zjazd ze szczytu kilka razy, mieszane uczucia, tzn. widokowo super, górny fragment to ścianka do zabawy klasycznym skrętem lub podkręcania carvingu pod górę (cięty skręt w dół na tym dla mnie to zabójstwo), dużo fajniejsza jest dolna część oznakowana jako czarna, choć jest po prostu przyzwoitą czerwoną, długa o zmiennym nachyleniu. Bardzo fajne trasy w Ponte di Legno, niestety nie wszystkie, czarne były pozamykane na dół, zbyt mało jeszcze śniegu. W samym Tonale po drugiej stronie też nie wszystko otwarte, ponadto było ciepło i śnieg miękki, sporo ludzi. Stamtąd uciekliśmy. Mam parę przemyśleń co do sprzętu i jazdy, sam miałem SL Blizzard SRC 165 cm i crossy Stockli SX 184 cm, była też okazja pojeździć na GS Fischer WC RC 180 cm. Przesiadka na różne dlugości nart to szybka adaptacja. Długość narty nie stanowi problemu, natomiast od razu wszelkie techniki klasyczne zdecydowanie sensowniej wychodzą na długiej narcie, trzymanie wzorowe, wchodzenie w skręt bez wysiłku, więc tu absolutnie zgadzam się z wnioskami wielokrotnie pojawiającymi się na forum. Wielkiej różnicy między Stockli i Fischerem nie było w mechanice jazdy, trzymaniu. Stockli bardziej skrętna i zabawowa, mimo długości. Obie przy dużych prędkościach zachowują się świetnie. Więc GS "nie zabija", całkiem przyjazna narta. Największego banana miałem w ostatnim dniu, bo udało mi się pokonać 2 dotychczasowe trudności. Cały dzień na SL, mordęga, to fakt, w dupę dało mocno, ale było warto. Naprawdę mocne kardio, co widać na tętnie. Kilometrów natrzaskałem sporo, ale właśnie przez owego banana, bo coś zaczęło wychodzić. Po pierwsze pojawiło się mocno zabawowe uczucie przy ciętym skręcie na GS i SL, o dziwo bardzie mnie zmęczył GS przy trzymaniu pozycji przy większej prędkości, na SL na początku dnia bujanie wtedy jeszcze delikatniej, ale z przyjemnością, z tym że obie jazdy nie na mocno stromych stokach. Ogólnie miałem wcześniej chyba problem z odpowiednim zakrawędziowaniem, a tym razem chyba zaczęło wchodzić lepiej. Przy czym zasługa tu uwag kolegów typu przekrawędziowanie długo przed linią spadku (ostatnie dyskusje z Adamem i Maćkiem), pogłębianie w trakcie z dobiciem w łuku, przez co narta potem wyrzuca nieco do nowego skrętu (obserwacja Bartka tyrpoos), dobre użycie wewnętrznej nogi (tu sporo dyskusji ponownie z Maćkiem), uczucie zamiatania nogami, tzn. chodzi o sposób dociążania stóp jak na filmie w scenie z ręcznikiem. Zaczęło to mieć sens. Niestety przy większych prędkościach zaczyna się częściowo ześlizg, nie umiem kontrolować dobrze prędkości podkręcając skręt na SL, do pewnej szybkości daję radę, a potem się gubię. Tu muszę z kimś kumatym pojeździć co wyczai o co chodzi i co korygować. Kolejny banan wynikał z jazdy po twardym, stromszym stoku. Dotychczas kończyło się to uślizgami, w miarę kontrolowanymi, ale wytrącającymi z rytmu. I chyba ciut rozkminiłem. Mam nagrany film swój i kumpla na tym samym stoku (Tonale, stromo, musi mi przesłać to udostępnię) i widać u niego było lepszy wyrzut nóg w bok (powiedzmy, że tak to rozumiem), a ja robiłem takie krótsze zamiecenie (prostszy NW) i w momencie dociążania był uślizg (mam nadzieję, że udało mi się nauczyć lepiej jechać w fazie sterowania, co kiedyś Adam i Mitek mi kazali robić). Więc zacząłem próbować agresywniej puszczać nogi w bok, co wiąże się z mocniejszym krawędziowaniem i narta zaczęła się wreszcie wbijać w śnieg i zataczać łuk, a potem w drugą stronę to samo. Łapy musiały być wreszcie szeroko (bo przecież u mnie zawsze wąsko), mocna praca kijami i kurde zaczęło iść. Od tej chwili każda stromsza ścianka to wybieranie twardego śniegu i ta sama zabawa, jeszcze nie zawsze wychodziło, ale coraz lepiej. Na dole ścianki łapanie oddechu i cięty średni i tak w kółko, a przy krzesełkach dyszałem jak pies. Niestety nie mam nagrań z tego dnia. Obym nie zapomniał mięśniowo, trzeba utrwalać gdzieś w Polsce do stycznia, gdy będzie kolejny wyjazd. Musiałem się podzielić, bo kto zrozumie tak jak koledzy z forum 😀
    9 points
  21. Czytam, czyt....cz....i nie wierzę....nie ogarniam, nie jestem w stanie zrozumieć i tym bardziej zaakceptować wypowiedzi niektórych użytkowników forum. Będzie rzewna (wg. Spiocha) wypowiedź: Miałem ten zaszczyt że w okresie 01-23.04.2022 wizytowali mnie goście z Ukrainy - zaszczyt bo mimo dzielących nas różnic - podziałów historycznych zaufali mi/nam (żonie) i zdecydowali się na schronienie u nas. Kiedy wojna na Ukrainie wybuchła (ta w 2022) Julka była w Polsce - pracowała w szwalni w Wrocławiu, kiedy bomby zaczęły spadać na Kijów natychmiast pojechała po swojego syna do Kijowa gdzie był po dopieka babci. Do Polski z Kijowa jechała z Matviejem 6 dni. Sumarycznie po 13 dniach tułaczki trafiła do mnie...przespała 20 h jednym ciągiem. Matvii - cudowny 6 latek ale kiedy widzi się małe dziecko które na każdy głośny dźwięk chowa się w szafie to serce ściska. Julka i Matvi mieszkali na stałe gdzieś pomiędzy Lwowem a Kamieńcem i razem z jej partnerem Żenią budowali malutki domek na przedmieściach Kijowa. Żenia - rosjanin z Ługańska - potomek przymusowej rusyfikacji Ukrainy - w sercu Ukraina. Dwa domy dalej Tania - baba i to fest baba (taka fest dziołcha) z charakterem z Kamieńca Podolskiego - super dziewczyna taka mocna, jej mąż Igor - Ukrainiec rosyjskiego pochodzenia, ich dzieciaki David 12 lat - intelektualista mądry dzieciak, Igor 10 lat - kozak i to widać ogień w oczach - geny robią swoje. I teraz wyobraźcie sobie imprezę słownikowo - tłumaczeniową - przy jednym stole wódkę pijemy: góral z gór, hanys, Ukrainki dwie, dwóch ukraińców rosyjskiego pochodzenia.....pijemy wódkę, jemy ukraińskie jedzenie i tłumaczymy każde słowo z ukraińskiego na polskie - śląskie - góralskie...mało tego na moście tureckim w Kamieniu Podolskim zawieszamy Litewską, Białoruską, Polską i Ukraińską flagę...... To były jedne z najpiękniejszych dni mojego życia...... PS Barszcz Ukraiński to najlepsza zupa na świecie..........
    8 points
  22. Prawie,jak dawniej.Prawie,bo tuż przed na górze spadło 80 cm śniegu,problemy były nawet na ulicach,nie mówiąc o trasie. Ale po całonocnej walce udało się trasę zawodów przygotować extra,w przeciwieństwie do pozostałych.Prawie,bo nie przyjechał team z Japonii,który co roku spotykaliśmy,bo miałby problemy z powrotem do Japonii,tam jeszcze covidu nie zalegalizowano.Nie przyjechał team z Ukrainy,który też co roku był.Zasugerowałem organizatorom na zakończeniu,by wspomnieli o przyczynach nieprzyjazdu tego drugiego,byli mocno zdziwieni,wyglada,jakby nie słyszeli o operacji specjalnej Putina na Ukrainie,ale w końcu poszli za moją sugestią. A poza tym wszystko już było-helikopter tylko przemalowano z czerwonego na żółty,kolega Innerhofer /z lewej/ ,3 raz zwyciężca w generalce,chciał sobie zrobić zdjęcie z kolegą Smetaną,który był szósty raz na podium w naszej kategorii...
    8 points
  23. Dobry wieczór...właśnie wróciłem z kończących sezon testów narciarskich. Teren - stoki ON w Białce Tatrzańskiej. Warunki - w sobotę lodowy betonik pokryty cienką warstwą świeżego opadu i od 13 totalna mgła jak mleko i mało ludzi. Niedziela - ten sam podkład z grubszą warstwą świeżego i lepiej przymarzniętego, początkowo pochmurno ale potem z lekkim słońcem, ludzi więcej ale wszystko na bieżąco do kanap. Super spotkanie Z @Marcos73 i @Plywak - oficjalnie wielkie DZIĘKUJĘ!!! Nie moja liga 😃, ale fajnie popatrzeć jak ktoś fajnie jeździ i mieć szansę za nim gonić. Teraz Stockli Laser GS...no niestety narty (czego się bardzo obawiałem i pchnęło mnie to aż do tego wyjazdu aby nie żyć w strachu i niepewności przez kolejne 9 miesięcy) nie chciały mnie zabić 😜! Teraz jakie są? No są ładne, jak wiecie czerwone, więc bardzo szybkie i ogólnie są petarda ! A na poważnie, są inne nieco niż te na których dotychczas jeździłem. Ciąg mimo 175 wcale nie mniejszy niż X9 181, sztywniejsze od RX wzdłużnie, ale nie tak aby to przeszkadzało jak np. w Blizzard RS70 (te mi wyraźnie trudniej sterować). Kolega od Blizzardów (ten z wątku jakie narty mu dobrać) poprosił abym mu dał na jeden zjazd...piał z zachwytu jak dzieciak, że te to same jadą i że sprzedaje Blizki i chce takie 🙉. Teraz pozostało jeździć, jeździć, jeździć i się poprawiać i popracować nad fizycznością. Dziś o 13 miałem naprawdę dosyć nartowania, drugi raz w życiu (pierwszy raz był w grudniu po Tre Cime). Za mało wiem o nartach, ale w odczuciach to taka narta niby przyjazna ale jednocześnie trzeba się "starać". Choć w typowym ślizgowym przyjemniutka (jak widać po zachwycie mojego kolegi) ❤️. Podsumowując: Laser GS, to narta, z którą spokojnie mogę się uczyć dłuuuugo, bo opierając się na różnych opiniach , mam ogromny zapas braków aby sprostać jej 100% możliwościom, a już pozwala mi sobą zarządzać. Także zakończyłem sezon 21/22 zmęczony, ale w bardzo dobrym nastroju 😃 .
    8 points
  24. Cześć, Pozdrawiam wszystkich po długiej przerwie. Wygląda mi na to że temat 'własne filmy' nie został odzyskany z kopii zapasowych po awarii (przynajmniej nie mogę znaleźć) więc wrzucam nowy/stary wątek. Wreszcie pierwsze zjazdy w dobrym śniegu i to już w grudniu. Nocne wyjście na Pilsko, nocleg w schronisku i szybka akcja z rana: https://www.youtube.com/watch?v=FKSKtESPxA4 P.S. aby utrzymać obiektywny poziom relacji tam muza musiała się tam znaleźć także z góry przepraszam wytrawnych melomanów 🙂
    8 points
  25. Pobudka i start. Warunki trudne. Nierówno. No i ten lód. Nie można z tym czegoś zrobić?
    8 points
  26. Wygląda że nie ma zimy ale głębiej w Beskidzie Żywieckim trzyma się cały czas dość dobrze. Podrzucam relacje z eksploracji jaką odbyliśmy w ostatnią niedzie. pzdr.!
    8 points
  27. 😱 oczywiście GS - to były zawody ligi małopolskiej - tym razem na Grapaski. A co do jazdy z zawodnikami - kilka razy byłem jesienią na Möltallerze - same kluby i reprezentacje narodowe. Na pewno byłem tam najgorszym narciarzem i na pewno nie bałem się, że ktoś na mnie wpadnie. A stok wyglądał tak:
    8 points
  28. Podobnie jak TVP, ale to ja mam w ręku pilota i to ja decyduję co chcę oglądać. Ja pamiętam czasy gdy był tylko jeden program w telewizji. Nie tęsknię za tamtymi czasami.
    8 points
  29. Czyż nie jest to pytanie z którym wielu narciarzy się boryka? Bioderko czy narta? Czy włożyć biodro czy balansować na zewnętrznej narcie, zwiększajac zakrawedziowanie. Im większy kat zakrawedziowania tym biodro niżej. Wstawiam kilka zdjęć na których w zależności od kata krawędzi moje biodro jest bliżej sńiegu. Pozdrowienia
    8 points
  30. Widzisz może trudno jest zrozumieć Mitka, gdy pisze o "zepsutych" nartach. ADucha, gdy pisze o wąskich pod butem jako tych lepszych....warto na chwilę się zastanowić. Ja jestem melepeta (3 lata stażu) i nie wiem czy 30 lat temu było tylu ludzi na stokach co teraz, ale myślę, że nie. Ogólnie świat poszedł w stronę komercjalizacji wszystkiego. Wyobraź sobie teraz, że Pan Piotr, z Panią Ulą chcą pojeździć na nartach. Idą do wypo i z miejsca dostają odpowiednio 140 i 155 cm deski, głównie Rosi Pursuit 100 lub RTM 7.4. Bo ma być "łatwo", mają mieć wrażenie, że jeżdżą, ogarniają ten sport od początku, od pierwszych minut. Po X wypadach przestają czuć strach przed stromizną i czerwone/niebieskie, nie ma problemu. I się cieszą górami, jedzeniem w knajpce na stoku, swoją aktywnością...jednym słowem szczęśliwi ludzie, po cholerę zawracać sobie dupę dłuższą nartą, jej geometrią, butami narciarskimi czy też techniką jazdy? Toż to strata czasu, głupota i zwyczajnie psucie sobie urlopu. Państwo Piotr i Ula po jakimś czasie używają sformułowania "sztruksik" I opowiadają jak kochają na tym jeździć, na trasę około południa, z północną ekspozycją mówią "oj odsypy, muldy, krytyczne warunki" Zatem producenci nart kombinują z szerokościami, sztywnością wzdłużną i poprzeczną aby narta w tych "krytycznych" warunkach, jak najmniej psuła wrażenia Piotrka i Uli, tym bardziej, że pogoda na urlop też nie zawsze jest perfekt. Finalnie jako zapaleni narciarze nawet często kupują nowe narty np. pierwszy sklepowy GS w długości 165cm lub też zmieniają swoje stare 150cm na 140 bo się lepiej jeździ. I rynek wypełnia wszelkie luki...mercedes także kiedyś nie produkował A klasy. I wyprzedzając ewentualne ataki, ja nie krytykuję Piotrów i Ul, przedstawiam rzeczywistość. Jednocześnie prosząc o zrozumienie dla tych co chcą trochę więcej od "nart" aniżeli zaliczenie urlopu w górskiej scenerii, bo także mają do tego prawo. Podsumowując - każdy ma taki paździerz jaki mu potrzebny, dopóki jest świadomy swoich celów.
    8 points
  31. 12 grudnia 2021. Po 9 miesiącach przerwy, 32 dzień na nartach (patrząc kalendarzowo), patrząc godzinowo (jak podczas zakładania wątku przed awarią forum) byłoby tych dni oczywiście mniej, ale to nie jest najistotniejsze, choć byłoby uczciwsze. Super pogoda, super warunki, fajny ośrodek Drei Zinnen i jak się za chwilę okaże - super okoliczności do "zatrzymania się" nad swoimi poczynaniami na stoku...Tak się złożyło, iż wyjazd w 7 osób, ale 4 znajomych nowo poznani i prócz tego, że jeżdżą od lat, nie wiedziałem o ich narciarstwie nic... Sceneria odpowiednia, więc jak mawiają, pozostało cieszyć się swoim narciarstwem Zatem podekscytowany jak zawsze, zacząłem. Pierwsze chwile wiadomo, extra widoki, pogoda itd. pełna fascynacja otaczającą rzeczywistością Ludzi niewiele i git, zatem zajmuję się bardziej córką (pierwszy jej wypad 6 dniowy, a ogólnie zaliczyła wcześniej dwie dwudniówki). Jedziemy, oznaczenia tras jeszcze niezbyt doskonałe, jak i ich znajomość I musieliśmy przez gapiostwo zaliczyć zjazd czerwoną, przechodzącą w czarną. Córka musiała sporo walczyć, ale finalnie sukces mentalny i strach pokonany (swoją drogą, jak obiektyw wszystko ładnie spłaszcza). W każdym razie na Monte Elmo spędziliśmy większość pierwszego dnia (część jeszcze z żoną na zielonej łączce). Ogólnie pierwszy dzień miło i na rozruch.
    8 points
  32. Drei Zinnen ośrodek wchodzący w skład Dolomiti Super Ski. Trasa Ostrava, Brno, Wiedeń, potem s6, 78, Villach, Lienz i meta w Sesto (Sexten). Około 1150 km i 13 godzin jazdy, bez przygód i łamania przepisów drogowych. Pogoda dopisała, jeden dzień tylko z zachmurzeniem, temperatura w zakresie +3 do -9. Ośrodek w mojej ocenie raczej już dla lepiej jeżdżących. Choć oczywiście jest to subiektywna ocena mojej osoby, bo przekrój narciarzy pod względem umiejętności był szeroki, od tych stawiających pierwsze kroki, po jeżdżących świetnie. Chodzi mi jedynie o to, że sporo tras jest tak stromych, że nie nadają się do wykonywania niektórych ćwiczeń przez początkujących adeptów i widać po sposobie ześlizgiwania, że są problemowe. Główna góra Monte Elmo, to trasy czerwone, niebieskie i czarne o zróżnicowanej budowie czyli o pochyłościach w różnych kierunkach. 16 niebieska, szeroka i do ćwiczeń ok ale ta część ośrodka najbardziej ludna. Croda Rosa, tutaj fajna trasa czerwona 10, niebieska 10b, czerwone 5-tki i niebieska 3 (najdłuższa blisko 5 km) i oczywiście czarna Holzrise (mało uczęszczana, najstromsza, ratrakowana w Italii). Naprzeciwko Signaue, z czerwoną 41 z kilkoma stromymi ściankami. Tutaj niektórzy mocno walczyli aby ustać, podobnie jak na czerwonej 11 z Monte Elmo (zjazdowa do nowej gondoli w Sesto). Haunold (6km od Sesto, miejscowość San Candido/Inichen), ta góra najbardziej odpowiednia dla mnie i mojej córki. Północna ekspozycja i część tras zamknięta z uwagi na szykowanie tras na Audi FIS Ski Cross World Cup. (W najbliższą niedzielę). Jednak niebieska 20 i czerwona 19 super trasy. Tutaj najwięcej jeździliśmy i było bardzo mało osób. Kreuzberg czyli trasa Marka Girardelli (7km od Sesto), czerwona, szeroka, wprost pod drzwi 4 gwiazdkowego hotelu. Zjechałem nią 2 krotnie aby "zaliczyć". Ogólnie w ośrodku można się wyjeździć na maksa i każdy znajdzie coś dla siebie, ale jak pisałem niebieskich, łagodnych tras jest mało. Dużo Czechów, Polaków, Chorwatów, Słoweńców. Sklepy bardzo dobrze zaopatrzone są na miejscu. Knajpki na stokach bardzo fajne i z dobrym jedzeniem. Wystrojowo bardzo wysoki poziom. Dojazd do Drei Zinnen bardzo dobry, bez górskich serpentyn. Covidowo-sprawdzane green pass w knajpkach, prócz tej na Monte Elmo. Aktywowanie skipassów przez apkę DolomitiSuperSki bezproblemowe. Maseczki, tam gdzie tłoczniej starają się upominać o ich zakładanie.
    8 points
  33. Bardzo się cieszę, że taki raport jest, oby był najbardziej kompletny. Standardowo trudno jest w wielu ciężkich sytuacjach ustalić związek przyczynowo-skutkowy NOP (łatwo we wstrząsie anafilaktycznym, czy też miejscowych odczynach, trudno np. w udarze po kilkunastu dniach). Możemy teraz zestawić z liczbą zgonów osób szczepionych i nieszczepionych (zakładając, że te pierwsze nie miały fałszywych certyfikatów) https://basiw.mz.gov.pl/index.html#/visualization?id=3761. Tu trochę zebranych informacji https://konkret24.tvn24.pl/polska,108/zgony-z-covid-19-wsrod-osob-zaszczepionych-pierwsze-pelne-dane-dotyczace-polski,1087734.html. Stosunek korzyści do ryzyka całkiem całkiem (analiza ma też zakładać coraz większy odsetek zaszczepionych, bo wtedy ich liczba bezwględna będzie rosnąć). Ale jeszcze nie odpowiedziałeś na pytanie po ilu latach i ilu milionach zgonów uznasz szczepionkę za przebadaną? Czy tak na oko, gdy epidemia się w takiej postaci skończy i szczepionki przestaną być konieczne dla ratowania życia ludzkiego? Bo że wygaśnie w tak ciężkiej postaci to dość prawdopodobne. A i pojawił się rzeczywiście skuteczny lek paskudnej Big Pharma, cholerny Pfizer znowu coś wymyślił, no ale jest eksperymentalny, więc co tam, czekajmy kilkanaście lat, aż poznamy skutki odległe. Nieważne, że potrzebny jest teraz. O, mamy terapię genową na rdzeniowy zanik mięśni, obserwacje maksymalnie 6-letnie, psiakrócka, a jak za 15 lat pojawi się jakiś nowotwór? Co tam, niech sobie umrze co roku te 50 małych Polaków, łącznie te 750 bo my tu musimy poczekać na długofalowe obserwacje. Eh... Ło, a jak nowotwór będzie za 20 lat? Będziesz zadowolony? Całe szczęście, że tu też cud nie będzie potrzebny, a dopuszczaniem nowych leków czy szczepionek zajmą się ludzie coś tam wiedzący na tematy medycyny, farmakologii, wirusologii i badań klinicznych, a nie internetowi krzykacze i eksperci.
    8 points
  34. Miotasz się trochę. Jesteś tutaj praktycznie jedyną osobą, z którą dyskutuję, a piszę na prośbę wielu kolegów z forum. Bo przecież w następnym poście wynajdziesz nowe manipulacje niepodparte konkretami. Jaką ma lekarz podawać wiedzę? Tę, która będzie? Sorry, ale to absurd. Jeżeli się wiedza zmieni, to będziemy zmieniać podawane informacje, co w tym dziwnego. Odpowiedz mi na proste pytanie, po ilu latach i ilu setkach tysięcy zgonów, czy w skali globu dziesiątkach milionów zgonów uznasz, że szczepionka jest dobrze przebadana? Tak wprost, liczbowo i dlaczego tylko tyle lub aż tyle. Dobrze uzasadnij znając skalę zgonów osób zaszczepionych i niezaszczepionych oraz zgonów wskutek szczepień (udokumentowanych, bo piszesz nieprawdę, że nie pomaga, a wielu zabija od razu, to jest klasyczne kłamstwo, bilans korzyści i zagrożeń jest świetnie znany, a nawet znane ryzyko zakrzepicy po szczepionkach wektorowych jest 3xmniejsze niż po przebyciu COVID, nie mówiąc już o zawałach serca, udarach czy zapaleniu mięśnia sercowego, są na to bardzo solidne cyfry, których u ciebie nie widzę). Argumentów, że wiarygodnych danych nie ma nie przyjmuję, mają być takie jakie mamy. Pewność to w każdej działce daje bardzo mało testów, każdy ma swoje parametry (czułość, swoistość, PPV, NPV, LR etc), trzeba z nich umieć korzystać i rozumieć od czego zależą, przerabiam to z każdym pacjentem, który dostaje wynik, z KAŻDYM, bo przychodzi ze swoim poglądem dalekim od rzeczywistości i muszę ich prostować, nawet głupią morfologię, a co dopiero rozumieć wynik PCR. Ja znowu swoje, a do ciebie nie dociera, że posługujemy się prawdopodobieństwem i jego zmianą po otrzymaniu wyniku. Sprawa świetnie znana, ale niezrozumiała dla laików, którzy widzą tylko białe i czarne. Jeżeli w jakimś kraju jest zaszczepione 100% osób, a część z nich umrze, to jaki odsetek tych co umrze będzie zaszczepionych? Czy to takie trudne do zrozumienia? A jeżeli jest 95% zaszczepionych, to przy danym prawdopodobieństwie zgonu zaszczepionych liczymy proste proporcje, pewnie pamiętasz ze szkoły? Liczba zgonów na COVID na milion w krajach porządnie zaszczepionych jest kilkakrotnie mniejsza niż w Polsce czy w takiej Bułgarii. Izrael, którym tak epatujesz ma ich 3xmniej niż w Polsce. A w krajach zachodnich (np. Włochy czy Wielka Brytania) za duże liczby odpowiada przede wszystkim pierwsza fala. Nie trzeba bardzo szukać, wystarczy prosty worldometer. A pacyfikacje czy restrykcje to działalność polityczna i wynika z innych rzeczy niż sama wiedza naukowa, w to już nie chcę wnikać, bo systemy polityczne i wartości są odmienne w różnych społeczeństwach. Co znaczy, że J&J do utylizacji? Poza tym znowu zgadujesz, robisz to regularnie, a jest coś takiego jak wiedza. Nie masz wiedzy na temat tego co zalecałem, to zgadujesz, i to błędnie. Informacje o mniejszej skuteczności co do zachorowań po J&J były od samego początku przy dużej skuteczności wobec poważnych przebiegów, żadna tu tajemnica. Jak pytali co wolę, to odpowiadałem, że wolę pozostałe 3, zgodnie z prawdą. Jednak często ludzie nie mieli wyboru i przyjmowali co było, czyli J&J. Co tu zgadywać? Wszystko dobrze przebadane. A co powiem tym, co brali J&J? Brać dawkę przypominającą tego co można, bo jest przebadane. Piszesz, że ludzie zostali oszukani, i pewnie też ci myślący samodzielnie? To jak się dziwię, że samodzielne myślenie nie pozwoliło im wymyśleć, że obietnice były składane na wyrost, bez podparcia wiedzą. Wtedy nie myśleli samodzielnie? Jakoś reszta potrafi zrozumieć, że możesz wyciągać wnioski na podstawie tego co wiesz, a nie tego, co się komuś wydaje, że będzie w przyszłości. A z kolei ci "samodzielnie myślący" wierzą w obietnice np. o amantadynie, tak jak wierzyli o hydroksychlorochinie, łapią się bezwartościowych doniesień jak ostatnio o amantadynie z marginalnego pisma, które podbili różni pożyteczni. To jest niesamowite jak wybiórczo działa ich "samodzielne myślenie". Jeżeli za kilka czy kilkanaście lat okaże się, że per saldo szczepionki przyniosły więcej szkód niż korzyści to naturalnie odszczekam wszystko. Na tę chwilę zbrodnią jest postępować przeciwnie, zbrodnią w samej Polsce kosztującą 500 istnień ludzkich codziennie, świadomym morderstwem przez zaniechanie, lekceważenie i brak odwagi w podejmowaniu decyzji. Więc jeszcze raz, konkretnie PO ILU LATACH i ILUDZIESIĄT MILIONACH ZGONÓW szczepionkę można uznać za dobrze przebadaną.
    8 points
  35. Nie chcę robić gównoburzy, zatem postarajmy się emocje odstawić na bok. Sprawa pierwsza - zaszczepieni także zakażają, ryzyko sięga 38%. Sprawa druga - zaszczepieni także umierają. Znam kilkanaście przypadków z mojego wąskiego otoczenia, ostatni sprzed 4 dni. Potrójnie zaszczepiony, informatyk z pracy mojej żony. Zatem dziś ograniczają wolność pod pretekstem szczepień, wczoraj pretekstem była Alkaida....jutro może będzie fakt, że nie chcesz wystawić dupy homoseksualiście.
    8 points
  36. Cześć Znasz się Adam na gumach jak ja na szydełkowaniu. To jest znakomity pomysł a guma w użytkowaniu ma same zalety i jest oczywiście znacznie większy komfort użytkowania niż innego narciarskiego odzienia. Po cóż by innego zawodnicy w nich jeździli jak nie dla komfortu??? Wspaniale i łatwo się zakłada i zdejmuje. Jest cieplutka a jednocześnie oddychająca - zwłaszcza wersje startowe - w sposób pożądany i idealny podkreśla doskonałość naszej sylwetki, przyciąga uwagę przez co możemy liczniejszej widowni zaprezentować nasz kunszt techniczny i stajemy się z założenia (założenia gumy) bohaterem każdego stoku. Pomińmy drobiazg w postaci konieczności zakupu wielu innych akcesoriów ubioru i sprzętu, żeby miało to jakikolwiek sens bo wtedy wychodzi to ekonomicznie słabo ale czyż efekt końcowy nie jest wart nawet zaprzedania duszy diabłu...? Pozdrowienia
    8 points
  37. Cześć Wszystkim 🙂 Wrzucam mój filmik z zeszłego sezonu zJungfrau Region , mam nadzieje że się spodoba 🙂 Pozdrawiam, Bartek
    8 points
  38. Odpowiedź na Twoje pytanie nie jest oczywista i wymaga pewnego wstepu/wyjaśnienia. Przygodę z "rolkami" zacząłem w 88r za namową dwóch moich starszych kolegów Maurycego i Drozda - skończyłem gdzieś w połowie lat 90tych. Skąd oni wzięli sprzęt nie wiem. Naszym stokiem bazowym była Czantoria a same zjazdy bardziej przypominały Paryż Dakar niż obecną formę F1 grassski. Zabawa jest mega kontuzjogenna - stosunkowo duże prędkości zestawione z dosyć twardym podłożem oraz awaryjnością (wysoką) sprzętu powodowały iż za każdym razem do domu wracaliśmy niemiłosiernie poobijani. Tylko Drozdu ograniczał ochraniacze do minimum - ja miałem gorset, kask, naramienniki hokejowe. Koszulki z uwagi na ostrężyny szły w drzazgi - bardzo dobrze sprawdzały się koszulki chirurgiczne te zielone. Technika jazdy bardzo zbliżona do narciarskiej za wyjątkiem łuków płużnych - da się ale na bardzo wolnych obrotach. W skrętach wykorzystuje się "zakrawędziowanie" gąsienicy połączone z rotacją stopy. Zabawa bardzo wysiłkowa - przełożenie nierówności terenowych na nogi w formacie 0-1. Do tego ciągła kompensacja. Porównując - w tamtych czasach "zrobić" Czantorię 20-25 razy to nie był dla mnie żaden problem - ograniczeniem był jedynie czas pracy kolei, na rolkach góra 7-8 razy i "zgon" - uda spalone do cna. Poniżej sprzęt który posiadam - a został on zrobiony ręcznie przez Drozda (zdolny inżynier). Teraz nie pamiętam czy są one krótsze od fabrycznych czy też dłuższe - wydaje mi się że nieco krótsze. Z pewnością są znacznie krótsze od obecnych. A jak wyglądała jazda: Na filmie Drozdu i Maurycy. Obaj nie byli dobrymi narciarzami. Drozdu sylwetka mocno odchylona i gaz, gaz, gaz, Maurycy znacznie lepszy ale bez iskry Bożej - każda ewolucja najpierw w głowie została opisana wzorem matematyczno fizycznym. Odnośnie Rajczy - to nie moja inicjatywa ale się chyba podepnę - stok jest fajny wystarczy go przewalcować i będzie OK. Sprzęt - nie wiem czy w PL jest dostępny, kiedyś chyba także za pośrednictwem SF nawiązałem kontakt z gościem z Brennej (tam była sekcja sportowa grasski) - twierdził iż ma cały garaż sprzętu z którym nie wie co zrobić. Sumarycznie temat zarzuciłem bo wszystkich srok za ogon się nie da ciągnąc.
    7 points
  39. Wypowiadam się wyłącznie o jezdzie na pochyleniu (orientacyjnie tak od 4% do 14% z lekkimi porywami w górę których nie polecam 😉 ). Dodam, że o ile to możliwe, podczas zjazdu w rejonach 4-9% o ile ustawienie pozwala jedzie się aktywnie czyli z odbiciem, biegiem, przekładanką itd. a nie tylko stoi i czeka, aż grawitacja zrobi resztę. Sprzęt 4x110 / 3x125 / czasami 3/110. Dość szybki ;). 1) Kiedy hamujemy : a. Planując trening szukamy miejsca, w którym "mocne" hamowanie" nie będzie potrzebne (przeciwstok, dostateczna ilość płaskiego terenu za strefą umownej "mety"). Do smutnej historii przeszedł Puchar Świata w Czechach, gdzie mając za linią mety jeszcze solidne 2km spadku proponowano "hamuj jak potrafisz", "wyjedz do ogródka", "skorzystaj z materaca doczepionego do wózka widłowego". Ostatnia opcja skończyła się dla utalentowanego polskiego zawodnika poważnymi złamaniami. b. Hamujemy w momencie konieczności powrotu na trasę (tylko na SL). Techniki są różne - na zawodach t-stop ok (średnia skuteczność), kombinacja t-stop z płużnym, próba jak najszybszego zrobienia cyrkla lub metody bardziej inwazyjne (vide solidne ochraniacze). O ile pamiętam pojawiła się na chwilę "polska szkoła" hamowania na kolanko 😉 spektakularna ale ryzykowna przy przesunięciu ochraniacza. W praktyce licząc od decyzji do zahamowania najszybciej wychodzi kontrolowana gleba lub hamowanie na tyle, by zrobić "cyrkiel". c. Sytuacyjnie (przeszkoda na trasie itd.). O ile przeszkoda pojawia się tak jak przeszkody mają w zwyczaju to ucieczka z trasy na pobocze lub gleba dają jedyną szansę (poza kontrolowanym ominięciem przeszkody). d. pozostałe techniki są fajne, gdy "górka" ma 30 metrów i 4% nachylenia a jeździec rolki agresywne 😉 .. tak, można hamować typowymi technikami rolkowymi ale jeżeli liczy się czas/droga hamowania to cudów nie będzie. e. hamulce po prostu przeszkadzają (np. na rampie startowej) a do kółek 110/125 o hamulce trudno (mniej więcej 10 latki wchodzą już na 100). Czasami na zawody podczas deszczu - wtedy często ucieka się w mniejsze kółka i np. szynę x5. Wymuszone odchylenie przy korzystaniu z hamulca mniej wtedy boli w przenośni i dosłownie. Na odcinku 360m jazdy na SL po mokrym z hamulca zbyt często używanego prawie nic nie zostało i w końcówce były ładne iskry ;). Drugi przejazd bez hamulca, wciąż po mokrym, zdecydowanie lepiej i stabilniej. 2) Ochraniacze temat rzeka. Oglądając "n" wypadków z tego część zakończonych interwencją zespołów medycznych lub podróżą w karetce takie prywatne minimum dla jazdy "z górki" to : dopasowany KASK, pełna zbroja plecy/barki/ręce, spodenki, ochraniacz na kolana, wzmocnione rękawiczki (nie patent z tzw. ochraniaczem na nadgarstek). Do takiej kombinacji używa się zazwyczaj sprzętu z okolic BMX/motocross/downhill pamiętając, by nie przesadzić z wagą (szczególnie kasku). Kolejność proponowana : KASK zawsze, rękawiczki, łokcie, kolana, spodenki, zbroja. 3) Zanim się zjedzie warto podejść/podjechać sprawdzając ew. niespodzianki na asfalcie i planując drogi ewakuacji na godzinę W. 4) Odradzam jazdę z górki (tak od 4% w górę) w sytuacji gdy nie jesteśmy pewni trasy, sytuacji, nawierzchni i tak dalej. W praktyce co pewien czas mam mikro zawał, gdy na domowym stoku pod nogi ekipy wyskakuje wiewiórka, zagapi się rowerzysta, wtargnie pieszy lub wytoczy się nieoznakowany radiowóz jadący skrótem. Czasy przejazdów śmieciarek, toi-toi, panów z wodociągów mamy obcykane a na pana gaszącego gazowe latarnie ekipa uważa 😉 ... 5) Jeżeli trzeba jechać w deszczu - odczekajcie pierwsze kilka minut opadu. Tak poważniej - w przypadku pytań o "na rolkach z górki" zapraszam. M.
    7 points
  40. Obstawiam że będziesz jeszcze dlugo kupował.... bo Ty nie chcesz kupić tylko kupować. Moja zona też tak czasem ma.
    7 points
  41. 7 points
  42. Córka zaproponowała mi ćwiczenie, które ma prowadzić do jazdy na krawędzi przez stopniowe pogłębianie skrętu - takie "rozbujanie" się - wpierw tylko z nóg i stopniowo ze zwiększaniem kąta. Zrobiłem filmik... IMG_0416 (1).mp4
    7 points
  43. Jeszcze coś o doborze narty. Dwa zdjęcia na slalomkach starego typu. Łezka się mi kręci, co to była za jazda. Z granicy włosko-szwajcarskiej(3500 m) do Cervinii(2000 m). Slalomki plus 25 cm. Ale szły w gigantowych skrętach, nawet supegig na jajo. Na pierwszym zdjęciu(w głębi) najwyższa góra(Gobba di Rolin - 3899 m) z której można zjechać na nartach w Europie, bez potrzeby helikoptera.
    7 points
  44. Ja bym to tak roboczo nazwał " chciała bym a boję się" Zauważ ja bardzo wyprostowana jest noga dolna - zewnętrzna- prowadząca - co z tego że wprowadzany jest element angulacji i separacji jak to na kołku jest robione - oczywiście że to początek jest ale instruktor musi mieć na to wzgląd aby nie zepsuć - już w tym momencie powinien wprowadzić "zmiękczenie kolana".....ale zobacz co dzieje się dalej: Dalej kolano narty dolnej niemalże proste i "ratunkowa" ucieczka na nartę górną - piętka dociśnięta. dziób w górze....a wystarczyło zmiękczyć dolne kolano ot tak zrobić niewielki przysiad na wydechu...dlatego napisałem film nie obrazuje całości zastosowanych ćwiczeń - jestem całkowicie pewien że instruktor prowadzący to wychwycił. Film jest bardzo dobry ale należy go czytać. Angulacja i separacja nie są panaceum na wszelkie zło "narciarskie" - są wynikiem pewnego cyklu szkoleniowego i wydaje mi i to na granicy pewności że elementy te są do osiągnięcia bezwiednie.....
    7 points
  45. Przyszedł czas na Molltka. Dziś wszystko do d... Piękna słoneczna pogoda, bez wiatru, fajny leki mrozik, trasy świetnie przygotowane, boski śnieg, zero ludzi na trasach, zero kolejek... No i jeszcze te widoki... Masakra! 😡 Zawsze mówiłem, że Alpy są przereklamowane ☝️ PS. czemu na nie pojechałem do sCyrku...🤔 Pozdrawiam
    7 points
  46. Chyba z karton-gipsu 🙂
    7 points
  47. Babcia nakręciła dziadka G_Mos_przełamanie.mp4
    7 points
  48. Hej, filmik z dzisiejszego wypadu na Mosorny. testowalem tez wkładki Carv. Niedługo wrzucę vloga z recenzja. Filmik niepubliczny - tylko dla Was narazie 😉 Znalazłem moja nartę nr 1. Slalomka idzie w odstawke!! pozdrawiam i wesołych świat dla wszystkich!!!
    7 points
  49. 100%. Nie przeszkadza im smog, w którym żyją i są nim zabijani ani jedzenie przemysłowej żywności. Ani to, że każdy pierdnięcie jest uregulowane normami prawnymi lub kulturowymi. Nie zauważają, że na każdym ich zejściu po schodach zarabia producent detergentów, sprzątaczka, elektrownia, dostawca prądu, żarówek, serwisant, spółdzielnia i jeszcze pewnie parę podmiotów. I tak co krok. Biegną w tym swoim kieraciku i nagle zoogniskowali swój wzrok na ryzyka poszczepienne. Wow jaka spostrzegawczość wiewiórki! Wiewiórka dalej zapierdala w niewidzialnym kieraciku, nie widzi demolki systemu prawnego państwa, nie widzi niczego innego ale owszem pokrzyczy sobie jakie to szczepionki są złe. A to, że obok niektóre kieraciki robią się puste bo covid właśnie wykończył sąsiada to nieistotne. Bo wiewiórka jest ślepa. Zupełnie jak ten nagi król.
    7 points
×
×
  • Create New...