Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 01.10.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. A u nas nuda od 4 dni, lampa, śniegu opór, zacne towarzystwo, gorzej być w 3 Dolinach nie mogło. Pozdrawiamy razem z @Mikoskii @Marcos73. Idę pić wino.
    19 punktów
  2. Kaganek forum we Włoszech i ze mną. Sympatyczne spotkanie z Bartkiem @tyrpoos_ski i niejakim Gerim Tumbaszem (polecam filmiki człowieka, bomba, umie człowiek jeździć). Pojeździli, pogadali, wypili kawę, pokibicowali Marynie na I przejeździe. Świat jak zawsze mały.
    18 punktów
  3. Przesyłam włoskie słoneczko z 3 Zinnen:
    18 punktów
  4. Pozazdrościliście mi chyba włoskiego słońca, bo dziś na Kronplatzu rano śnieg, niskie chmury i ogólnie brak widoczności. Potem trochę lepiej: Ale popołudnie już klasycznie: Pozdrówki!
    17 punktów
  5. Cześć Krótka relacja z naszej wyprawy do Alta Badia Ilość osób: 3 (tata plus dwie córki) Ze względów rodzinnych musieliśmy wyjechać w Poniedziałek zamiast w Sobotę. Wyjazd z domu 5.20, standardowa droga TG -> Gliwice -> Ostrawa -> Brno -> Mikulov -> Wiedeń -> Graz -> Lienz -> Brunneck -> Badia Abtei. Jechał się bardzo płynnie, korek jedynie w Brnie na remontowanym odcinku około 15 minut. Reszta spokojnie, w miarę pusto na drogach. Tankowanie również standardowo: Mikulov, Lienz. Dojeżdżamy okoł 17:30 do naszego miejsca zakwaterowania w Badia Abtei. Po rozpakowaniu krótki spacer pod najbliższy wyciąg po karnet dla najmłodszej córki. Aby dziewczyny nie marudziły policzyłem kroki na wyciąg aby w jak najmniejszym stopniu jeździć samochodem. Plan na 4 dni jazdy następujący: Wtorek - Marmolada (ze względu na pogodę) Środa, Czwartek (objeżdżanie ośrodka) Piątek - Armentalora, Lagazuoi W wtorek wyruszamy samochodem do Corvary na parking pod wyciąg Boe, aby trochę przyspieszyć (nie wiedziałem jak młodsza córka będzie sobie radzić i aby nie tracić czasu). Pogoda piękna, z rana około -11 stopni. Około godziny 11 docieramy na szczyt Marmolady. Ludzi sporo, trasa rozjeżdżona, odsypy wszędzie. Dostaje litanie od młodszej córki 🙂 spodziewała się czegoś innego. W drodze powrotnej przystanek na obiad w Rifugio Bec de Roces i powrót pod Boe, jeszcze trochę pojeździliśmy na trasach koło Corvary Drugi dzień z opadem śniegu ale widoczność nie była zła. Zaczynamy w Badia Abtei (od tego momentu bez samochodu 600 kroków do i z wyciągu z sprzętem) wjazdem na la Crusc, ładna nowa gondola, potem Praduc i podjazd pod godolę w La Villa. W głównej mierze jeździmy na trasach pomiędzy San Cassiano i Corvarą. Młodsza zwiedza wszystkie snow parki delektując się jazdą. Dzień trzeci, podobny do drugiego, niestety pogoda trochę się zepsuła i rano dość mglisto, słaba widoczność, po południu przejaśniło się i jeszcze trochę jazdy było. Młodsza widząc innych młodych narciarzy uskuteczniała jazdę na krechę, jeździliśmy głównie w rejonie Colfosco. Ostatni dzień jazdy, po lekkim ociepleniu w Czwartek, przywitał nas mroźny poranek, stoki zrobiły się twarde. Standardowo zaczynamy na La Crusc, po czym przemieszczamy się w kierunku Armenaroli aby przejechać skibusem pod Lagazuoi. Niestety i tutaj nas czeka niespodzianka, okazuję się, że Lagazuoi zamknięte z niewiadomych przyczyn, Tofana też zamknięta od 26.01 ze względu na igrzyska. Młoda zawiedziona :(, ale obiecaliśmy jej za rok. Zostało nam pojeździć lokalnie. Dziewczyno o 13 poprosiły czy mogą wcześniej skończyć bo trochę czują już nogi. Po małej naradzie wracamy do Badia Abtei pod La Crusc. Zjeżdżają ze mną dwa razy i idą an kwatery. Ja zostaje do 16:45 aby jeszcze pojeźdić. Wieczorem pakowanie, rano o 7:20 wyjazd. W drodze powrotniej ruch praktycznie do Lienz, potem mały korek Brno i oczywiście Mikulov. O 19:00 meldujemy się w domu cali i zdrowi, co najbardziej cieszy małżonkę. Średnio dziennie na nartach (wjazdy i zjazdy) około 80 km. Koszty ? Noclegi - 800 EUR Karnety - 772 EUR Paliwo - 200 EUR Jedzenie - 350 EUR Dodatkowo oczywiście winiety, ubezpiecznie. Plusy: - dużo tras - super pogoda - zadowolenie córek Minusy: - Marmolada przereklamowana - Pod koniec dnia, stoki zdegradowane, a że musieliśmy wracać przez cały ośrodek, to był męczący - W Piątek zrobiło się tłoczniej na tokach, Włosi zjechali na weekend Dodatkowo mogę dodać, że omijać stoki z Sellarondy, Marmolady. Raz zrobić, zobaczyć a potem jeździć z dala. Na koniec kilka fotek
    17 punktów
  6. PANOWIE! - zawsze niezawodnej długości, szerokości i sztywności, oraz twardości! 😍 .... - nart i pod nartami życzę z okazji Waszego święta 💋🌹 😉
    16 punktów
  7. Witam wszystkich Chciałbym się podzielić moimi przygodami narciarskimi z Alp.!!! Na wstępie dodam ze zrealizowałem moje życiowe marzenie i był to mój pierwszy wyjazd narciarski w Alpy 🙂 a wiecie że jeżdzę słabo tym bardziej dlamnie to była przygoda prawie ekstremalna :_) Wyjazd zorganizował kumpel i byliśmy w siedem osób w rejonie Zillertal, ja byłem z moim synem i jego kolegą mój kumpel był z trzema synami (jeden pełnoletni). Mieszkaliśmy w domu całym do naszej dyspozycji w naprawdę rewelacyjnym standardzie, ba nawet mieliśmy do dyspozycji 2 garaże (choc jeden był zablokowany przez stół) ja sobie mojego passata parkowałem ledwo się mieścił ale dało radę ";-). pogoda była rewelacyjna cały tydzień było słońce ani jednej chmurki i zero wiatru w dzień praktycznie plusowa temperatura ale w w nocy minus więc trasy były idealnie przygotowane. Głównie jeździliśmy w ośrodku Kaltenbach parking i infrastuktura była spoko dodatkowo przez dodatnie temperatury drogi były czarne i miasto wyglądało jakby była wiosna. Ja narciarsko start miałem fatalny zaliczyłem trzy gleby i trochę spanikowałem i odpiąłem narty, więc pierwszy dzień tak średnio a niebieskie trasy wydawały mi się jako straszne. Ja w zeszłym sezonie nigdzie nie jeździłem ... ale później było już tylko lepiej drugi dzień przeznaczyłem na takie ośle łączki i jakieś proste zjazdy aby trochę się podszkolić :-). No i przełamałem się głównie jak pojechaliśmy z rana na sztruks nawet byłem zmuszony zjechać kawałek czerwoną trasą i jakoś dałem radę i trak w kombinowany sposób zacząłem jeździć po niebieskich trasach głównie jednej:-) nr 6 i łączniku zet. Nawet się nie wywalałem 🙂 fakt że styl mojej jazdy to jakaś kombinacja frytek i czasami pizzy ale momentami nawet jechałem bardzo szybko. (przynajmniej mi się tak wydawało 🙂 Moje nowe stare używane Atomici X7 sprawowały się rewelacyjnie wydaje mi się że mogą być ciut trudniejsze od tych piankowych:-) ale szły po śniegu jak przyklejone w ogóle nie wibrowały no i nie były za krótkie 🙂. Dzieciaki jeździły po wszystkim co było mój syn na rx-ach (z pianki) skakał dwumetrowe hopy w snowparku, nawet walną mocną glebę, jego kolega na snowboardzie też walną podejrzewaliśmy że może mieć wstrząs mózgu ale wiecie to jest młodzież ale na szczęscie ta ekipa jest mocno wysportowana. Mój kumpel (drugi tata) jeździł na snowboardzie ale on jeździ ze 20 lat choć musiał się oszczędzać bo miał rok temu kontuzje kolan (też snowboard). Jedn dzień byliśmy na Hochfugen gdzie dojechaliśmy samochodami jest tam fajny punkt widokowy ale trasy dla mnie trochę trudne właściwie to zjazd kolejki trochę stromy..ale był orczyk więc dla mnie git 🙂 No wracając miałem m bardzo ekstremalną przygodę samochodową bo na zjeździe zagotowały mi się hamulce i było bardziej niż strasznie ale jakoś dojechałem tymi wąskimi serpentynami. Ogólnie wyjazd się udał rewelacyjnie trochę jedliśmy w domu trochę w knajpach czy na stokach gdzie żarcie jest drogie i fatalne..trochę się czilowaliśmy i nie żałuje wydanej kasy choć pewnie w Polsce wyszło by podobnie :-). passat dojechał a spalanie to jakieś 5,5 litra na sto ( czasami zamieniłem się z tym starszym synem kyumpla a on cisnął 🙂 HEJ !!!!!
    16 punktów
  8. Moi mili za nami kolejny zlot SF a szósty zorganizowany w Zwardoniu. Nie wiem czy Waszym ale moim zdaniem ten zlot różnił się zasadniczo od pozostałych i bynajmniej nie chodzi mi o frekwencję ale chodzi mi o to że zlot staje się wydarzeniem rodzinnym. Nie będę ukrywał, iż brak niektórych mi bardzo doskwiera ale cóż życie jest jakie jest. I w tym momencie czuję się uprawniony do serdecznych pozdrowień dla tych którzy zazwyczaj byli a z różnych powodów być nie mogli. Kochani jak wam się zajady zrobiły to to był ten moment kiedy z czułością na apres ski Was obsmarowywaliśmy i to równo. Nie był bym sobą gdybym w imieniu Nas wszystkich nie złożył podziękowań reżyserowi zmagań - @.Beata. jak zwykle odwaliłaś kawał dobrej roboty i za to serdeczne dzięki. Muszę także wspomnieć o @Victor - no stary 2400 km aby się spotkać - szacunek. @bubol.T - Tomek super dzięki za Nikodema, super chłopak. @Harpia, @Marcos73 - jazda z Wami to wybitne doznania. Jeszcze raz bardzo Wam Wszystkim dziękuję:
    16 punktów
  9. Cze W związku że mam i wszystkie miałem we Włoszech i na wszystkich jeździłem, pozwoliłem sobie na subiektywne porównanie tych modeli. Do dyspozycji miałem Stoeckli Laser GS 180cm, Kastle RX 12 GS 178cm i 173cm. Promienie w dłuższych podobne - ponad 18m i chyba w Kastle nieznacznie większy - oczywiście pomijalna wartość - w krótszych chyba o 1m mniejszy, ale ponad 17m. Na wszystkich jeździłem mniej więcej w podobnych warunkach. Na wszystkich z nich jeździ się podobnie, ale moim zdaniem są niuanse, które je różnią. Przede wszystkim waga. Stoeckli to ciężkie narty w porównaniu do Kastle. Kastle to waga piórkowa. Na Soeckli zacząłem sezon - więc wejście w rytm takiej swobodnej jazdy potrzebowałem nieco czasu, ale jeździłem na nich 3 pierwsze dni. Narty fajnie skonstruowane, mają relatywnie miękkie dzioby i piętki, chociaż rockerów brak w tej narcie, natomiast mimo jakiejś porządnej płyty ogólnej sztywności w tej narcie nie czuć. Generalnie to można na nich się wozić, jak i zapierdalać i tu takie moje odczucie, narty sprawiają wrażenie łatwych, czyli skręcanie jest proste i tam inicjacja i takie tam bzdury, aczkolwiek jak już sa w skręcie to trzymają jak pociąg towarowy. Pewność jazdy na high level. Początkowo to sprawiało mi trudność w zmianie kierunku jazdy, bo miałem wrażenie, że nie chcą puścić poprzedniego skrętu. Ale jakoś się zaadaptowałem i udało mi się je zmusić do posłuchu. Ciekawe też jest, że ich charakter się zmienia, jak się je dociśnie - oddają niesamowicie energię na wyjściu. Taki magiczny punkt w jeździe, po przekroczeniu którego, zmieniają swoje oblicze. Raczej narty dla dość dobrze jeżdżących amatorów. Kastle - nie ważne od długości jeździ się na nich podobnie, a że identyczne modele to charakterystyka podobna. Mimo, że dużo lżejsze od Stoeckli, i bez płyty sportowej - jakaś tam semi płyta - podkładka jest, to jazda na nich to czysta przyjemność. Narty łatwe, te krótsze to iście hybrydowe narty, bardzo skrętne, bardzo przyjazne i łatwe, ale przy szybszej jeździe bardzo stabilne i twarde podłoża nie są im straszne. Trzymanie bardzo dobre, nie mają słabości oprócz szumu z dziobów na śniegu z kryształków lodu. W obu przypadkach, brak tendencji do myszkowania niezależnie od długości, w prędkościach amatorskiej jazdy - tak powiedzmy do max 100km/h. Jazda na wprost oczywiście. Ski Tracks wskazał max nie przekraczający 85km/h - ale myślę, że jazda normalna w skrętach wynosiła w granicach 60km/h. Na + to niższa waga i jazda w trudniejszym terenie - muldy, gdzie jednak braki techniczne rekompensujemy siłowo - tutaj przerzucanie nart lżejszych jest mniej wysiłkowe. Jednak Stoeckli to ciężkie narty. Ja osobiście na muldy (nie odsypy) wybrałbym Kastle i tak naprawdę długość jest obojętna. Jednak moja propozycja dla osób chcących wie spróbować z dłuższymi nartami to Kastle GS 173cm. Narty niesłychanie przyjazne, jednak dające dużo pewności w jeździe. Oddają energię bardziej liniowo i tak naprawdę nie zaskakują narciarza, jakimś ekstra strzałem. Moim zdaniem - to narty do całodziennej jazdy trasowej na wszelkiego rodzaju warunki i stoki, od płaskich jakich w PL jest multum po Alpejskie. Wczoraj je miałem w Białczańskich okolicznościach przyrody i dawały radę i ta prędkość do jazdy wcale nie musi być aż tak wysoka, aby móc na nich jeździć nawet na stoku typu Rusiński jest wystarczająca. Maks zabrał wczoraj PX 66 177cm i był bardzo zadowolony, jednak na Litwince zmienił na SL, bo tak samo stwierdził jak ja, że na wylodzeniach, te narty mają bardzo słabe trzymanie. Były po serwisie - więc ostre, a na Rusinie z rana było twardo (-9 stopni C) i nic nie narzekał, wręcz twierdził, że są świetne. Na Litwince zmienił PX-y na moje SL Kastle i stwierdził, że jest kolosalna różnica. Na Rusinie także jeździłem na PX-ach i zachowywały się wyśmienicie. Super skrętne narty mimo długości. Krótki filmik z jazdy z Włoch, treningowa czerwona - zazwyczaj pusta, bo przy orczyku, no syna miałem pod ręką - bo był oblegany przez dzieciaki, a było ich trochę. Na ostatnim Maks jedzie na GS Head junior 21m, da się skręcać. Na Stoeckli nie jeździł, bo przestawianie wiązań to już zabawa, jednak jeszcze ma o numer mniejszą stopę niż ja, chociaż jest ciut wyższy. pozdro
    16 punktów
  10. Cze Dzisiaj zajefajny dzień. Wstałem po 7-mej godzinie, nie wiedząc co z sobą zrobić. Żona na babskim wypadzie w Zakopcu, młody odmówił współpracy. Zerknąłem na pogodę, do 14 ma być słonko. Się spakowałem i 7.30 wyjście z domu. Tankowanie samochodu, bo Żona nie wie, że od czasu do czasu się samochód tankuje. Kierunek …. Białka😀. Dojazd jest petarda. 8.50 na stoku. Zakup karnetu on-line na 4-h. 140 zeta. Można jęczeć że dużo, ale śniegu mają opór. Jakaś impreza na Jankulowskim, oldskulowo wszyscy poprzebierani. Jakiś GS postawiony. Więc na czerwoną 6/6a. Warun petarda, nikogo na trasie. Zjechałem 8x. 4x wariant 6 i 4x wariant 6a. Przejazd na FIS-y. No zamknięte. Rozczarowany byłem. Poprzednio też były zamknięte, bo egzaminy na Instruktorów tam się odbywały. Ale głupi - czyli ja - to zawsze ma szczęście. Na kanapę dokoptowali mi 3 małych zawodników. Na górze pogadałem z trenerem (bardzo dziękuję KS Live p. Ilewicza) i w zamian za przysługę pozwolił mi zjeżdżać polową trasy FIS 2😀. No qrwa w Białce miałem pół trasy tylko dla siebie. Cała lewa strona wzdłuż krzesła tylko moja, po prawej dzieciaki jeździły GS. Na FIS 1 było za mało miejsca. Raz jeździłem starą kanapą a raz talerzykiem z zawodnikami o 13.00 skończyli trening, przy okazji mnie się karnet skończył i trzeba było kombinować, aby jakoś na parking się dostać. Omijałem bramki i rżnąłem głupa, w moim przypadku to jest dość proste😀. W międzyczasie kiełba i piwko 0% naturlich. Po treningu to jeż motłoch się rzucił na trasę. Na koniec ciekawostka - Białczański Stonehenge. Mają rozmach s…….😀 Tatery jak zwykle pikne. pozdro
    16 punktów
  11. Korzystając z pięknej pogody, postanowiłem z kolegą zrobić szybki wypad z Przemyśla na Kasprowy. Pobudka o 3:00, śniadanko i lecimy A4 na Zakopane, mieliśmy już wcześniej wykupione Skipassy na pierwszy wyjazd na 8:00. Pogoda perfect, pełne słońce, warun perfect, ludzi mało. Jeszcze nigdy nie trafiłem takiej pogody aby tatry oglądać jeszcze przed wjazdem na Zakopiankę, tym razem powietrze było krystaliczne! Na górze Był rozstawiony slalom gigant- wykręciłem chyba najlepszy czas 😄 Rano przygotowanie trasy na świetnym poziomie, niestety na dole już dużo kamieni i krzaków wychodzi, skatowalismy trochę krawędzie 😞 Jeśli ktoś planuje wypad to raczej tylko w tym tygodniu, bez opadów nie będzie po czym jeździć przy takiej temperaturze. Poniżej kilka fot.
    16 punktów
  12. Piękne dwa i pół dnia. Uwielbiam małe stacje narciarskie. W Soszowie ( wstyd się przyznać) ale chyba czuję się jeszcze lepiej niż w Myślenicach. Atmosfera takich miejsc jest unikalna. Spałem i autem dojechałem powyżej górnej stacji wyciągu 🙂 Przy okazji gorąco polecam "Chatę pod Jaworem" Właścicielka Iga jest cudowną osoba i taką atmosferę wokół wytwarza. Sportowymi sprawami górki zawiadują Tomek i Ola Cichy. Kolejne osobościowe , pozytywne unikaty. O przyjaciołach lotnikach chyba nie musze wspominać. Ilość przecinających się nitek relacji jest nie do opisania. Jak zwykle, nawet na nartach gada się o..........lataniu 🙂 Same zawody? Świetnie przez wspomnianych instruktorów zorganizowane. Atmosfera zabawy i rywalizacji ( z przewagą zabawy) znakomita. Wyniki. Dwie grupy wiekowe: do i powyżej 50. Nazywało się to ci co jeszcze mogę i ci co by jeszcze chcieli 😄 Ja w...........drugich ;( No cóż, wygrałem SL i GS oraz klasyfikację generalną tych co by jeszcze chcieli. ( SL+GS , suma czasów czterech przejazdów) Towarzystwo z LOT ( ja reprezentuję aeroklub Bielsko Biała) zapowiedziało mi, że w przyszłym roku dostanę fałszywą datę i miejsce zawodów 😄 Licząc open w SL byłem trzeci a w GS czwarty. Najszybszym zawodnikiem imprezy była Julia ( stewardessa) p.s. Obecny był mój Tato który w lotnictwie spędził całe życie. Dziś ma 96 lat a jeszcze 5 lat wcześniej latał wyczynowymi szybowcami. POTĘGA. Dla tych chwil się żyje .
    16 punktów
  13. Wróciliśmy dzisiaj nad ranem z doliny Zillertal, fajny wyjazd wspólnie z @Mikoski i @Marcos73. Organizatorem był @JurekByd, solidnie jak zawsze. Kwaterę mieliśmy w Uderns i codziennie rano dojazd do różnych ośrodków. Ekipa się sprężała i jazda od rana. Lampa w zasadzie codziennie z wyjątkiem pierwszego dnia, gdy było trochę chmur i mgły, która potem się rozeszła. Temperatura na dole to nawet 15 stopni, natomiast na górnych stacjach był odczuwalny mróz poza miejscami bezpośredniej ekspozycji na słońce. Ogólnie trzeba było się raczej lżej ubierać, a i tam momentami było gorąco, zwłaszcza przy dojeżdżaniu do niższych stacji. Śnieg na północnych stokach trzymał się twardy do końca, natomiast na południowych bardzo szybko miękł i na bardziej uczęszczanych trasach, zwłaszcza niżej robiło się kartoflisko. Tu trzech muszkieterów 😋 Pierwszy dzień to Hochzillertal, rano sporo niskich chmur/mgły, nieco zepsuło odbiór pierwszych przejazdów, było mocno twardo, a do tego mnóstwo twardych nierówności po ratraku, dołów, górek i kolein. Przy słabej widoczności jechało się niepewnie. Najlepiej odebraliśmy część zachodnią (położona dalej od drogi), czyli Marchkopf i Hochfugen, co wynikało z wysokości, ale też orientacji stoków. Na koniec hardkorowy zjazd na sam dół w Kaltenbach, gdzie grzęzło się w półmetrowych odsypach, ale daliśmy radę, chociaż niektórzy się odgrażali, że wrócą gondolą 😁 Drugi dzień do Zillertal Arena. Chyba najbardziej przypadł nam do gustu, wędrowanie przez ten rozległy ośrodek to przyjemność sama w sobie, wielka różnorodność terenu i sporo tras dobrze się trzymających do końca. Każdy miał swoje ulubione, choć trudno wszystko spamiętać poza kilkoma trasami, które jechaliśmy po kilka razy. Trzeba się sprężać, żeby dojechać do końca i wrócić. W drodze powrotnej nawet dało się zabłądzić do wolnego, dwuosobowego krzesła, ale trasa do niego była zacna. Damian chciał na końcu zjeżdżać na sam dół, niestety trasa była zamknięta. Zjechaliśmy tylko do pośredniej. Przy takiej pogodzie trzeba unikać zjeżdżania do samego dołu, choć przy przemieszczaniu się jest to niezbędne przynajmniej kilka razy. Bywała walka z dużymi i miękkimi odsypami, męcząca zwłaszcza przy wąskiej trasie. Mieliśmy nadzieję pojechać tam jeszcze raz w ostatnim dniu, ale decyzja kolektywu i szefostwa była niestety inna. Zatem kolejne 2 dni to Penken-Mayrhofen. Wjeżdżaliśmy Horbergbahn. Schemat podobny, najpierw rozgrzewka w kotle, potem wjazd na prawo na Horberg, tam kilka razy na fajnych, długich trasach, bardzo fajny śnieg rano. Zjazd w dół raz po czarnej, która już od rana mocno miękka, a w drugim dniu łączona 10 i 11, przy takim miękkim śniegu to lepszy wybór. Następnie wjazd "żelazkiem" na Rastkogel i tam ogólnie spędzaliśmy najwięcej czasu w oba dni. Trasy do wczesnego popołudnia były bardzo przyzwoite, zwłaszcza w drugim dniu (wtorek) ludzi znacznie mniej i można było się mocno pobujać na "pełnej pycie". Stamtąd mieliśmy też fajny widok na Hintertux. Jurek pojechał tam skibusem po zjeździe z Eggalm, nam się nie chciało tracić czasu na takie przemieszczanie się. Jeszcze na Tux nie byłem, będzie jeszcze okazja. Jurek wspomniał, że włączyli tam armatki, co jest ponoć rzadkością o tej porze roku, tak mało w tym roku śniegu. Południowych zboczy Penken praktycznie nie odwiedziliśmy. W pierwszym dniu wypad na Eggalm i tam do przyzwoitej jazdy nadawała się tylko trasa 77. Sam powrót był mało przyjemny, długie i wąskie kartoflisko do powrotnej gondoli na Rastkogel nas zniechęciło do ponownego odwiedzenia tej części. W poniedziałek i wtorek ostatnia część dnia to jazda po północnych stokach kotła, równoległych do osławionej Harakiri. Cała ściana mimo wysokiej temperatury fajnie twarda, z wieloma miejscami miększych łat, ogólnie spora frajda ze zjeżdżania różnymi technikami. Harakiri musiałem zaliczyć, bo głupio być i nie pojechać. Do pewnego czasu była zamknięta, tzn. póki była w cieniu, chyba z racji sporych oblodzeń, których by nie było widać. Dopiero gdy oświetliło ją słońce, otwierali trasę. Samo Harakiri to w zasadzie krótka ścianka, którą przy braku oblodzeń robi się na spokojnie. Natomiast płaty żywego lodu mocno wybijały z rytmu i dawały spory uślizg, ale problemu wielkiego nie było. Miałem okazję pojeździć kilka godzin na GS Stockli 180 cm Damiana, przesiadka była z Stockli SX 184 cm, więc w sumie przeskok nie był gigantyczny. GS nieco sztywniejszy i pewniejszy, chociaż obie narty zapewniały świetną stabilność. Natomiast wbrew oczekiwaniom wejście na krawędź nieco szybsze w GS i wcale nie wymagała dużej prędkości do wycinania łuków. Całkiem dobrze też można było zagęszczać skręty cięte, a do szuranka wręcz kapitalna. Powiedziałbym, że przyjazna narta również do nauki. Ogólnie udane zakończenie sezonu, dzięki chłopaki za super towarzystwo.
    16 punktów
  14. Lepiej bym tego nie ujęła, więc bezwstydnie dołączam się do życzeń 😉🍻⛷️
    15 punktów
  15. Dobre rano z Chopoka 🙂
    15 punktów
  16. Wiosny ciąg dalszy 🤗 to ten czas, który misie lubią najbardziej 😎
    15 punktów
  17. Zdecydowanie wiosna 😭 w Wengen po 16tej było +16 🥴 Dzionek solo jakie lubię ale dziwny dzionek bo z jednej fascynacja ze w końcu narty po miesiącu posuchy a z drugiej od pierwszego zjazdu ból - nogi odmawiały współpracy aczkolwiek nie poddałem się i chyba to ten dzień gdzie zrobiłem pierdylion skrętów . Ogółem 102km 60km samego zjazdu coś +70kmh na SL wskazało Suunto 🤨 . U góry twardo bardzo twardo ale od połowy wiosna i roztopy. SL dynki kolejny raz jestem pod wrażeniem tej narty a może też i ciut lepszych własnych umiejętności ale narta prze chu…aczkolwiek trzeba silnych i zwinnych nóg na cały dzień w takim miejscu . W końcu odwiedziłem First z czego jestem zadowolony, widoki fenomenalne trasy choć krótkie ale wystarczające do zabawy . A reszta ON 🤷‍♂️ no cóż kto nie był warto odwiedzić . Wiśnia na torcie 💪 ⛷️ja lubię tu wracać . Fis zaliczony 😂
    15 punktów
  18. Nikt nie pyta więc napiszę 🙂 Oczywiście startowałem. Podziałów na grupy jak na amatorskie zawody było mało i musiałem „ścigać” się z 28 lat młodszymi młodzieńcami. Oczywiście grupa obsadzona najliczniej. Jedynie chłopców juniorów było tyle samo. Ponieważ to był GS a ja ( jak wiadomo jestem zadeklarowanym slalomistą) jechałem na nartach na których stałem pierwszy raz 🙂 To znaczy miałem ze sobą SL i GS. Pierwszy zjazd rano na GS i totalna porażka. Kompletnie mi nie leżą. Przesiadka na SL i jest lepiej ale nie doskonale. Po prostu jest koszmarnie twardo. Wjeżdżam się w SL i z czasem jest całkiem OK. Zanim zaczęły się starty temperatura powietrza miała już ok 14 stopni więc spróbowałem zjazdu na GS i to było to czego oczekiwałem ale dalej to raptem dwa kilometry przejechane na tych nartach. Czuję, że są szybsze od SL i szybciej się rozpędzają. Stwierdziłem, że jadę na nich. Na samej trasie dalej bardzo twardo i oglądając poprzednich zawodników ( mój numer startowy 172) widziałem sporo „obślizgnięć” i nawet wywrotek. Polecam film wyżej po przejechaniu wszystkich zawodników. W końcu mój start. Trzecia bramka w lewo i solidy „obślizg” Dalej już całkiem dobrze ale kilka bramek przed metą solidne spóźnienie skrętu i aby się ratować walka na granicznych kątach zakrawędziowania i ostre zacieśnienie. W efekcie zostałem na tyłach i mocno mnie posadziło. Byłem przekonany, że po zawodach ale jakoś się wybroniłem i szerokim łukiem objechałem następną bramkę. Straciłem tylko tam co najmniej sekundę ( tak gdzieś na oko 🙂 ) Nie wiem jak , ale czwarte miejsce 🙂 W tej sytuacji uznaję je za sukces 🙂
    15 punktów
  19. Miłego dnia! Alta Badia:
    15 punktów
  20. Aby nie być tylko podglądaczem forumowym zdecydowałam się opisać moje wrażenia z 5dniowego pobytu w Ischgl i Kappl. Na nartach byliśmy w okresie 24-28 lutego, więc pierwszy dzień na stoku był po bardzo intensywnym opadzie śniegu (spadło wtedy w nocy ponad pół metra białego puchu). Warunki śniegowe były wiec na wypasie, zero przecierek czy kamieni na stokach. Pierwsze cztery dni śmigaliśmy w Ischgl. Sam ośrodek to 240 km tras, położonych wysoko (zdecydowana większość mocno powyżej 2tys mnpm) i z rewelacyjna infrastrukturą. Zwiedziłam trochę różnych ośrodków, ale tak wypasionej infrastruktury nie widziałam nigdzie. Super nowoczesne krzesła, z dolin gondolki. Orczyki chyba 3 na oczy widziałam, ale z nich nie korzystałam. Całość tak przepustowa, że pomimo dużej ilości ludzi kolejki praktycznie nie istniały. Minusem połączenia ilości narciarzy i infrastruktury był występujący dość często tłok na trasach. Ale przy takiej ilości tras zawsze można było sobie znaleźć dolinkę, która w danej chwili była luźniejsza. Minusem była szybka degeneracja stoku - codziennie w nocy popadywał śnieg, więc rano szybko robiły się muldy, które w ciągu dnia dość szybko rosły. Wielki plus za oznaczenia wyciągów - system literka + cyfra, gdzie literka była zależna od dolinki w której wyciąg startował, bardzo ułatwiała orientacje w terenie. W pierwszych 2 dniach zdarzały nam sie momenty, kiedy nie byliśmy pewni do której części ośrodka zjechaliśmy (nie patrzyliśmy ciągle na mapki). Wiele wyciągów jest super długich, trasy pod nimi mają po 2-3 km - jest gdzie poszaleć. Najdłuższy zjazd to ponad 11km - ale żeby podjechać tą trasę trzeba już się poruszać 'z przesiadkami'. Popołudniowy zjazd do doliny przypominał poruszanie się po warszawskich ulicach - tłok, nikt nie przestrzega przepisów i ciągle komuś drogę zajeżdża. A jako że trasa wąska, to zabawa średnia. Po pierwszym dniu zorientowaliśmy się, że lepiej zjechać trasami 37 i końcówkę 1, niż całość 1 a potem 1a. Pomimo tego, że jeden i drugi wariant jest czerwony, to trasa 37 jest płaska, podobnie jak kończąca ją 1, zaś wariant 1a ma uczciwie strome ścianki, które pod koniec dnia wyglądają jak kartoflisko na sterydach. Nie wiem czy poleciłabym ten ośrodek osobom początkującym - właściciele mieli dość luźne podejście do oznaczania tras. Ja osobiście, poza trasą przy wyciągu B5, często nie widziałam różnic między trasami niebieskimi a czerwonymi, a raz jadąc niebieską trafiłam na fragment, który wydawał mi się czarny... Widziałam więc sporo osób na początku swojej przygody narciarskiej, które walczyły z przerażeniem z próbą przejechania niebieskim stokiem. Uczciwie szkoda mi ich było. Niektórych udawało nam się po 3 razy minąć na tej samej trasie (my w miedzy czasie podjeżdżaliśmy wyciągiem). Widokowo miejscówka bajeczna - jak już wyszło słońce. Niestety każdego dnia do 11-12 chmury całkowicie pokrywały niebo. Z mojego punktu widzenia był to dramat - mega płaskie światło, które powodowało brak możliwości rozróżnienia czy jadę w dół czy pod górę. Do tego na trasie masa puchu, który już po 15 minutach przez tłumy ludzi został zmieniony w muldy... po muldach jeździć mogę, ale jak je widzę... w tych warunkach głowa się zblokowała, mięśnie umierały. Ale.. jak słonko wychodziło, to życie znów piękne było Ischgl leży na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trzeba wiec wyłączyć automatyczne znajdywanie sieci w telefonie, żeby nie zbankrutować. Dla miłośników perfum i trunków warto zjechać do szwajcarskiego Samnaun - jest strefą wolnocłową. Jako że stali bywalcy mówili, że trasy w dół są płaskie i trzeba mocno się kijkami na nich odpychać (a z jednej do gondoli dojechać), to ja do Samnaun się nie wybrałam Ischgl słynie też z aperski - w barach tłok, impreza trwa od 12. Ale czy jest dobra, to się nie wypowiem, bo od otwarcia do zamknięcia wciągów śmigaliśmy na nartach, a nie imprezowaliśmy. Ostatni dzień wyjazdu spędziliśmy w Kappl - 10 minut od Ischgl, w stosunku do dużego brata mały, kameralny ośrodek (45 km tras). Infrastruktura nie tak wypasiona, ale za to pusto... puściutko. Na trasach często byliśmy sami, sztruksik przez cały dzień. No rewelka - ja się zakochałam 🙂 Z samego szczytu (około 2800) na dół (1100) prowadzi 8km autostrada (tak oznaczają tą trasę). Końcówka może nudna i płaska, ale wrażenie ze zjazdu przyjemne. I doświadczenia z tych dwóch ośrodków potwierdzają moją wcześniejszą tezę, że pojeździć na nartach lepiej można w tych mniej znanych miejscówkach, bo na trasach luźno i warunki lepsze. Co prawda kosztem ograniczonego wyboru, ale ja się świetnie bawiłam powtarzając trasę co jakiś czas. Tego dnia mieliśmy przyjemność pojeździć nad częścią chmur (a w drugiej połowie dnia nad wszystkimi chmurami, bo te znad nas zniknęły, a te w dolinie pozostały) Generalnie wyjazd bardzo udany. A za dwa tygodnie kierunek Zillertal (odrabiam wyjazdy odwołane przez grudniową kontuzję stopy)
    15 punktów
  21. Cze Młody odebrany, przejechane za kółkiem 1450km na luzie. Wyszło szybszy dojazd do Bormio dokładając 200km niż jechać przez tunel przez Livigno. 15h mi to zajęło, samochód wypchany po sufit. W Grebentzen odebrałem syna, pogoda i śnieg perfecto, chociaż wokoło zielono. No i się pochwalę, złoił wszystkim dupsko i zaliczył kursy PI celująco, został tylko egzamin regionalny. Na zawody nawet nie chciało mu się przebierać😀. Spodnie od tyczek pokiereszowane. W Bormio delikatnie sypie śnieg, jutro atak szczytowy😀. pozdro
    15 punktów
  22. 2) Poniedziałek, Nauders. Ludzi więcej niż się spodziewałem, ale ok. Na dole najwyższe wskazanie temp 24 stopnie. Na górze 6. Niektóre trasy faktycznie istne lotniska. Ośrodek podoba się dla mnie.
    14 punktów
  23. W Austrii cały czas fenomenalne warunki. W ciągu dnia robi się już cieplej, natomiast noce z przymrozkami. Jeździłem w Solden oraz obu Gurglach --> freeride najlepszy w Obergurgl, w Solden najlepszy śnieg.
    14 punktów
  24. Jeszcze 360 km do zakończenia sezonu. Króciutki, ale był, bo miało go nie być. „No coś tam jadę” - z taką oceną go kończę 😉 Dzięki za wspólne forumowe nartowanie Do zobaczenia w następnym 🙂
    14 punktów
  25. Gdy-byś-cie to wi-dzie-li…. no żenuła jakaś 😉 Ale bardzo dziękuję za słowa wsparcia, to pewnie wszystko przez tą pogodę, no słońce i słońce, te betony i odsypy, cukry i proszki czy coś tam 😉 Pozdrawiamy Was! 🙂
    14 punktów
  26. Zbyt dużo akceptacji i dlatego wjechałem kumplowi w dupę? No co Ty, to była przecież czysta rozkosz, marzyłem o tym przez całe 6 dni 😱. Chciałem się przytulić, tylko nie wiedziałem jak to wyrazić. Wjechanie w dupę było najprostsze. No ręce mi od tej sugestii tak zmiękły, że w klawisze już nie trafiam.
    14 punktów
  27. Doberek, jeszcze trochę chmurek w Dolomitach z rana:
    14 punktów
  28. Zrobiliśmy sellarondę pomarańczową + dojazd i powrót przez Alta Badia, gdzie stacjonujemy. Generalnie fajna zabawa ale nie obraziłabym się gdyby ludzi było o połowę mniej 😁na ogół nie było źle, ale kilka problematycznych punktów (wyciągi) było ze sporym kolejkami. Pogoda dziś klasycznie włoska:
    14 punktów
  29. Powiem szczerze że mimo niedzielnej frekwencji pojeździliśmy znakomicie, ośrodek bardzo fajny, ale jutro będzie coś innego 🙂 Kilka fotek z dzisiaj:
    14 punktów
  30. Zdarzało mi się już wyskoczyć na jeden dzień na Hochkar (570km) od Raciborza no ale dziś przeszedłem sam siebie 🙂 Zięć od córki dostał w prezencie wyjazd jednodniowy na deski więc moja mądra głowa szybko przeanalizowała prognozy i jest Obertauern 🙂 Było super ,pogoda dopisała jedynie ludu masa a śniegu bida przynajmniej poza trasami . Żona chwilę po powrocie spytała czy było warto hehehe zawsze jest jak się ma nie równo pod sufitem 🙂
    14 punktów
  31. Dzisiaj Kasina razem z Kraków Sport zorganizowała testy nart. Nie mogłem się oprzeć. 😎 Na miejscu o 8:00, warunki dla koneserów Kalibracja stoku za pomocą Salomon QST 98 i ruszamy: Na początek oczywiście mój ulubiony Dynastar. Wreszcie dorwałem M-Cross 88 Bardzo śmieszna narta. Kręci jak slalomka, super trzyma na fragmentach twardszych. Jedynie minimalnie gorsze (w porównaniu do QST) tłumienie drgań. Śnieg był trudny. Cukier, 2 cm świeżego, gdzieniegdzie twardszy podkład, z czasem muldy i odsypy zaczeły dominować. Po M-Crossach, przyszedł czas na Mastery (w wersji konnect). To moje drugie spotkanie z tymi nartami (ostatnio chyba z 6 lat temu) i wciąż mam to samo odczucie - czegoś mi brakuje. Niby jedzie jak master, niby trzyma, jest stabilność w długim... Ale momentami ciut mniej stabilnie. Na co dzień jeżdżę na 180 cm o promieniu 21 m i płycie R 21. Żeby się utwierdzić, wziąłem 179 na płycie R22: Utwierdziłem się. To jest master jakiego znamy. Narta wybitna. Wystarczył jeden przejazd. Przy okazji stwierdzam, że jest przyjaźniejszy w obyciu niż mój - niby 2 m promienia mniej, lekkie zmiany konstrukcyjne, a czuć. Uznałem, że jedyna okazja, żeby wyczerpać temat masterów, i wziąłem następne: 173 cm na płycie R22. Wiele osób uważa, że to optymalna długość dla mastera. Ja nie rozumiem tej narty. W długim jest mniej stabilna od 179 cm. W krótkim nie ma startu do komórki SL. Być może, na przygotowanym stoku, jej średni promień stanowi dla wielu idealny kompromis. Ja wiem, że tej narty nie potrzebuję. I na koniec przygody z Dynastarem/Rossignolem (pozdrawiam ekipę, która znosiła mnie z ogromną cierpliwością ) Master SL 165 cm na płycie R 22. Pogoda się trochę poprawiła, ale tylko wizualnie. Śnieg był już mocno zdegradowany. Wąska, krótka i sztywna narta nie wydawała się być najlepszym pomysłem. A tu niespodzianka. Bardzo fajna narta. Porządnie zrobiona. Sztywność jak trza. Trzeba jechać aktywnie, ale odwdzięcza się super trzymaniem, fajnym prowadzeniem - prawie SL Fis. Minimalnie mniej reaktywna w porównaniu do moich komórek. Naprawdę minimalnie. Dałem odetchnąć chłopakom z Dynastara i ruszyłem na obchód pozostałych stoisk. Trochę bieda była, bo wszyscy nastawili się na inne warunki i nie było żadnych szerokich nart. (K2 miało 85 najszerszą, w jakiejś nikczemnej długości do tego). Ale Kraków Sport (chyba są dealerem) się spisał i wystawił parę nart firmy Blossom, w tym taką zawodniczkę: Ależ super elegancka komóreczka. A jak ta pani jeździ...😍 Wprawdzie po intensywnym zjeździe, myślałem, że wypluję płuca - ale gęba mi śmiała. Super flex - sztywna poprzecznie, idealnie elastyczna wzdłużnie. Krawędzie mega, reaktywność 10/10 - nie mam pytań. Na koniec, ostatkiem sił wziąłem toto: I jak za każdym razem, mam po Stoecklach tę samą refleksję. Mega poprawna narta. Super zrobiona. Świetnie się prowadzi, nieomal sama inicjuje skręt a potem sugeruje jego podkręcenie. Stabilna na nierównościach. Ale absolutnie nic mnie w niej nie urzeka. Dla kogoś, kto chce być wożony przez cały dzień po alpejskich trasach - narta idealna. I tak to się skończyło. Zasuwałem bez chwili przerwy, ale trochę nart udało się objeździć.
    14 punktów
  32. Pozdrowienia z Madonny
    14 punktów
  33. Osobiście sezon narciarski dzielę sobie na 4 etapy. Etap I - to sam początek sezonu, który zwykle zaczynam w grudniu ( początek lub jego połowa) w zależności, kiedy wystartuje Czarna Góra. Uwielbiam ten czas, bo trwa naśnieżanie, ludzi jest mało, lekcje wpadają sporadycznie, przez co mogę pojeździć dla samego siebie i sprawdzać nowo pozyskany sprzęt. Etap 2 - Okres czasowy od Świąt, przez Sylwestra, aż do końca ferii. W tym czasie dużo pracuję instruktorsko i o jeździe wolnej, z małymi wyjątkami, mogę sobie tylko pomarzyć. Etap 3 - Wisienka na torcie, zaczyna się dla mnie dwa tygodnie po zakończeniu ferii ( połowa marca ) i trwa do ostatecznego zamknięcia Czarnej Góry w sezonie. Uwielbiam ten etap, czekam na niego od samego początku sezonu i kiedy już nadejdzie, ogarnia mnie wielka radość, ale i jest mi trochę smutno, bo wiem, że sezon powoli zbliża się ku końcowi. Codziennie zabieram ze sobą kilka par nart i w zależności, na co przyjdzie ochota, zakładam i jeżdżę, im dalej w dzień, tym szerzej pod butem. Po narciarskim dniu razem ze znajomymi, o ile pogoda pozwala, rozpalamy ognisko i siedząc przy nim, zajadamy pyszności, rozmawiamy sobie często aż do zamknięcia wyciągów, robi się wtedy cicho, słychać ptaków zawodzenie, trzaski ogniska, zapada zmierzch, noc, ale i nadchodzi kolejny dzień. Często z samego rana rozkładamy tyczki i ćwiczę sobie wymuszony skręt, w celu poprawy bezpieczeństwa swojej jazdy, lepszego panowania nad nartami, bo zawodnik ze mnie żaden. Uwielbiam ten czas. Etap 4 - Kiedy wyciągi się zatrzymają. Skitury i zupełnie inny wymiar narciarstwa. To kwietniowy czas na pustych, zmęczonych sezonem trasach, gdzie mocno czuć już wiosnę, a nartostrady odsłaniają wcześniej ukryte skarby, w postaci pojedynczych nart, kijków, drobnych monet, karnetów, telefonów, pralek czy laptopów. 😜 Na początku swojej narciarskiej drogi, lubiłem tylko sztruksik, teraz przyjemność z jazdy czerpię na prawie każdym dostępnym warunie, wyjątkiem są mocno oblodzone stoki, wolę jednak jak jest bardziej miękko niż lodowo. Podobnie mam z nartami, kiedyś tylko SL, GS, obecnie najszersze dechy, na których szusuję, mają 114 pod butem i też dają mi wiele radości. Jako lokalny narciarz, na dalsze wyjazdy wyruszam sporadycznie, dobrze mi tu gdzie jestem. Serdecznie pozdrawiam.
    14 punktów
  34. No i po kolejnych kilku dniach na Chopoku. Dochodzę do siebie, bo zmęczonko już spore. Pikne 4 dni, słonko itp...! W ostatnim dniu wręcz ciut za ciepło. Śniegu zgromadzili naprawdę sporo. Żadnych przetarć ani minerałów. Ludzi niewiele, tak w sam akurat 🙂. Bardzo możliwe, że to już ostatni wyjazd w tym roku, ale przejeżdżone 38 dni i ponad 1000km zjazdu, więc żadnej krzywdy nie odczuwam. Spotkałem tam Tadeusza z Łodzi i Harnasia, zawsze to miło! Pierwszy raz w tym sezonie poczułem się "przeprany nartami". Odpocznę trochę i przesiadam się już na rowerek. Pozdr4all 🙂 !
    14 punktów
  35. 9-14 marca, kwatera w Cavalese. Z Mazowsza łącznie z dojazdami na stoki, 2770 km, auto Ford Transit Custom, 6 osób, 8 par nart i bagaże. Średnie spalanie 9 litrów/100. 14 godzin i blisko 15 powrót. Trasa: Ostrava-Wiedeń- Salzburg-Brenner-Bolzano- Cavalese. Paliwo: Czechy 38.5/litr, Austria 1.50-1.55, Włochy 1.78. Pogoda: cztery pory roku, słońce, deszcz, szaruga i śnieg. Miejscówka, podoba się dla mnie, bardzo różnorodne trasy, dużo lasu jak lubię. Warunki od sztruksu, po mokry i ciężki śnieg, po drodze odsypy, muldy i świeży opad. Turystycznie (Piwko 6, Spritz 6-9, Bombardino 5.5, pizza od 9, kawa 1.8...) elegancko i przyjemnie... ...ale narciarsko jak zawsze u mnie, od ostrożnego optymizmu, po zbitą pupę. Jednym słowem ciulowo, ale stabilnie ku mocno odległemu top 😀 Stockli Laser GS 175 2016, tak samo mnie urzekające jak te 2019, po dwóch skrętach wiedziałem, że to moje, stare, wierne narty od "20" lat. Blossom 176 cudownie, wrednie rozwijające, tutaj adaptacja dla gościa z moim poziomem wyraźnie dłuższa, w pewnym sensie permanentna, "must have" ambitnych narciarzy. "Młodzieńcza" i infantylna fascynacja nartowaniem w każdym razie minęła i ten wyjazd to ostatecznie potwierdził. Czy znajdę sens i czas, aby spróbować w przyszłym roku zawalczyć o wyeliminowanie swoich głównych bolączek? Życie pokaże. Znajomi zaakceptowali kierunek Francja (coś z top), ale teraz piłeczka po mojej stronie, bo jakoś odwrotnie niż zazwyczaj, nie krzyknąłem taaak! Spakowałem sprzęt... Finalnie Val Di Fiemme w mojej ocenie bardzo ok.
    14 punktów
  36. 3 Zinnem, pogoda bajka, chyba najlepszy dzien w sezonie i najwięcej km zrobionych, teraz już też wracam busem do rzeczywistości.
    14 punktów
  37. Kappl, geriatria rzondzi 😀
    14 punktów
  38. Oj tam oj tam skończyłaś 🤦‍♂️ oj ta oj tam marnie 🤦‍♂️ progres widoczny gołym okiem 👌, lęk pokonany 👏 reszta sama nadejdzie a sezon trwa w najlepsze i tu zapraszam serdecznie na narciarstwo halowe bo faktycznie zajęcia ułożyły się tak, że nie mieliśmy kiedy wspólnie szusować 😉 oczywiście to nie klimat górski ale zamrażalnik ustawiony na -4 i fototapety boczne ze szwajcarskich klimatów alpejskich robią robotę takze namiastka klimatu narciarskiego jest i da się ćwiczyć to co zawodzi najbardziej . Po można uskutecznić zwiedzanie rowerowe a wieczorowo grilowanie ale tu wyzwaniem będzie bombardino 1:1 😜. Głowa do góry jest zajebiście i wszystko idzie w dobrym kierunku. Dojechałyście całe i zdrowe a to najważniejsze . Pozdrowionka dla Was od nas wszystkich 👋 A!…jak już tu jestem to podsumuje tez troszkę siebie 😎 Bezdyskusyjnie narta tego sezonu Dynastar SL FIS 165 🧨 jak koń z włoskiej stajni w cenie dla ludu 🫣 Pierwsze synchro z Maesto @Tadeo i Anią których serdecznie pozdrawiam 👋 Odkrycie sezonu narta GS choć krzywa 😂 ale da się szurać ⛷️ Cała masa roboty na nadchodzące sezony alpejskie -lewa ręka/nadgarstek odpowiednie i w czasie wbicie kija z przycinką plus mocne trzymanie tu uwaga od @Adam ..DUCHdzięki , zejście ramienia w długim( tu wszytko do nauki szczególnie w znacznej prędkości ) , większa praca stopami-pięta Achillesa w lewym skręcie itd oj można tak w nieskończoność ale to tylko cieszy bo inaczej było by to narciarstwo zbyt 🥱 . pozdro Beato 😉 A teraz czas na rower bo zacna pogoda na nizinie
    14 punktów
  39. W piątek skończyłam swój obfity sezon, najdłuższy ever - 19 dni! Pierwsze poważne wyjazdy w poważne góry, Pitztal i Sappada z Tadziem, jak zwykle epicki zlot w Zwardoniu i szuranko w Ustroniu Śląskim. Zmaterializowali się „starzy” forumowicze @brachol oraz @Victor w Sappadzie. Wnioski? Towarzysko - poznałam mnóstwo świetnych ludzi i narciarzy. Edukacyjnie? - marnie… ale coś tam coś tam jak mawia Tadeusz, bezcenne wskazówki od @Adam ..DUCH @Victor i @Mitek, ale przede wszystkim pokonałam lęk przed stromą ścianką i to jest mój sukces tego sezonu, może nie były to wybitne zjazdy na najbardziej stromej trasie w Sappadzie, ale rozpaczliwej walki o życie też nie było, na takiej samej stromiźnie poległam na Pitztalu…Sporo ćwiczeń, nowych wyzwań i doświadczeń terenowo - śniegowo - pogodowych. Jedynie czego zabrakło to wolnej jazdy za lub z kimś zaawansowanym (i tu żałuję że nie udało się pojeździć z @Victor ). Dziękuję Wam wszystkim za wspólnie spędzony sezon tu na forum i w realu. Do zobaczenia na stokach w przyszłym sezonie i tym wszystkim którzy jeszcze nartują życzę jak najlepszych warunków i pogody! 🙂
    14 punktów
  40. Dawanie filmików ze swojej jazdy mało tu popularne, bo nikt nie lubi ocen na swój temat, ale w sumie mam wywalone. Młody nakręcił to i wklejam. Trochę expectations vs reality się rozmywa. Bo poczucie było, że jadę jednak nieco niżej, a jednak jeszcze sporo zostało. Jazda wąska, ale to u mnie normalne. Szuranko na komórkach całkiem wykonalne, ścianka czarna, więc i tak jak na mnie to spokojna jazda, chociaż ten pierwszy zamiot mógłby być bardziej stopniowy, co potem się udaje niżej. Później wypłaszczenie i spokojny carving, na końcu nieco zagęszczony. Wtedy największa frajda. Widzę do poprawy sylwetkę, zgięcie tułowia (angulacja) i nieco większe zakrawędziowanie doda dynamiki. Powoli ale do celu. Jeszcze starałem się szerzej trzymać łapska, na co zawsze zwracali uwagę Filip i ostatnio Marek, ale wyszło jak wyszło. Inne odczucia niż postrzeganie po raz drugi. Dlatego warto się kręcić. VID-20250221-WA0002.mp4
    14 punktów
  41. Serfaus - Fiss - Ladis w sobotę:
    14 punktów
  42. Zamiast czekać na łaskę bożą,inauguracja sezonu startowego, Lithuania Cup, Druskienniki, Alpy Litewskie. Nie przyjęło się tu globalne ocieplenie i inne baśnie, cały rok minus 4 stopnie C.Zmora ekoedukatorów. Żadnych gwałtownych zjawisk atmosferycznych. Nie odwołują przejazdów, jak w Soelden, czy zawodów, jak w Zermatt. Trasa lodowa idealnie przygotowana, mając ostatni 137 numer nie widziałem śladu, że tych 136 przede mną już jechało...
    14 punktów
  43. DZIĘKUJEMY!!!! Do zobaczenia! Becia i Ela ps. najlepszy wyjazd narciarski ever!
    14 punktów
  44. Na prośbę Mitka przypominam zebrane w "kupę" ogólnodostępne filmy Morgana Petiniot, instruktora francuskiego. Grupa video “Jak optymalnie przejechać trasę”. W domyśle - jakie techniki należy stosować w zależności od napotkanych warunków: https://youtu.be/6DM3BAt2ljE https://youtu.be/TkTpYVcb3JA https://youtu.be/Q03dBu-ssuY https://youtu.be/XAIhcY7CQ4A https://youtu.be/YPWvmBl-1UQ Czy macie odpowiednie narty by poprawić jazdę i mieć z tego frajdę: https://youtu.be/EWN8PAKsrhI Jak dobrze wykonać skręt równoległy ześlizgowy/carvingowy: https://youtu.be/CAPyII2Kos4 Zamieszanie z ugięciami: https://youtu.be/p0ARHjV37dI Częsty błąd - wykrok: https://youtu.be/0nR7bfCVV6M Jak przygotować formę na narty: https://youtu.be/keljg8oskVU 5 podstawowych błędów narciarzy: https://youtu.be/E_VwmFZ0vTI 5 podstawowych rad by szybciej poprawić swoją jazdę na nartach: https://youtu.be/FW8w14XFqg4 Dlaczego nie należy starać się skręcić, by wykonać skręt na nartach https://youtu.be/mAlJMYmxgYQ Dowód, że Morgan umie jeździć 🙂 https://youtu.be/BvRz-GagS20
    14 punktów
  45. No to już 5 wspaniałych dni za nami. 🙂 Dziś będzie połówka naszej eskapady a więc jeszcze 7 dni przed nami. Pogoda cały czas folderowa! Aż trudno uwierzyć, że potrafi być tak fajnie. Powietrze dosłownie kryształowe, słońce i śnieg. Trasy przygotowane znakomicie, ludzi na ogół nie za dużo. Żadnych kolejek do wyciągów. Zaczynamy w zasadzie zawsze jako jedni z pierwszych. Jak dotąd spory mróz. Rano tak około -15, około południa -5 ale ponieważ jest sucho i bezwietrznie, a słońce wali cały dzionek to tego mrozu specjalnie nie czuć. Mieszkamy w miejscowości Molina, takie miasteczko wieś, nic specjalnego. Mamy w zasięgu trzy ośrodki: najmniejszy z nich - Alpe Cermis - Cavalese - Val di Fiemme, średni - Moena - Alpe Lusia - Bellamonte / Trevalli i największy - Obereggen - Pampeago - Predazzo / Latemar. Jest gdzie pojeździć. Od jutra ma przyjść ocieplenie, ale ciągle lampa nieustająca, więc będzie dobrze. Dwa dni temu małe zdarzeńko. Jechałem na dość sztywnej ściance, kolega został trochę z tyłu. Oprócz nas była tam jakaś 6-cio osobowa ekipa szkoląca się (w takich samych kombinezonach, może przyszłych ratowników lub cos takiego). Jechali po lewej stronie stoku (najwyraźniej zadaniówkę) pojedynczo, potem coś omawiali. Ja prawą stroną średnim skrętem, częściowo na krawędziach, częściowo ześlizgiem bo ścianka sztywna. W pewnym momencie usłyszałem, że ktoś się zbliża. Zerknąłem w bok i jeszcze zdążyłem zobaczyć przerażone oczy jednego z tej ekipy. Z jakiś powodów odbił nagle w swoje prawo i cóż... Zderzenie było już nieuniknione. Zdążyłem zasłonić się bodiczkiem, schować/odchylić głowę i bum! Oberwałem z lewej strony i poleciałem w powietrze. On poleciał w siatki, a ja na plecach głową w dół stoku. Próbowałem się odwrócić, tak aby butami zahamować, ale że ścianka była stroma i szybkość duża, odwracało mnie znowu głową w dół. Cóż było robić? Zsuwając się sprawdziłem po kolei nogi - w porządku, barki i ręce - OK, a więc jadę (tak prawie 300 metrów). Reszta tej ekipy puściła się za mną i zatrzymali mnie w pewnym momencie, pytając co czuję. Byłem lekko "wstrząśnięty", czy też "zmieszany", ale cały. Pomogli wstać i po chwili podjechał mój napastnik. Przepraszał, przyznał że to on we mnie wjechał, że sam nie wie jak to się stało i takie tam.... Jeden z nich przywiózł moje narty, zapiłem się w zasadzie i tyle z przygody. Mam trochę obite udo ale dało radę jeździć dalej. Trochę obawiałem się następnego dnia, ale po 30 minutowej rozgrzewce, (co prawda) z lekkim bólem ale dało radę. Ogółem żadnych strat (trochę odłupanego lakieru z wierzchu jednej narty) więc w sumie bez konsekwencji. Ot, przygoda. Jutro wkleję jakieś tam fotki... Pozdr4all 🙂 !!!
    14 punktów
  46. Łomnica - 7 - warun petarda.. pare przecierek (od jutra ponoć przegląd krzesła)... mulda - kamieni masa.. Wszystko co poniżej to walka w kisielu więc sprzet odpowiedni wymagany
    13 punktów
  47. Dobre rano 😎
    13 punktów
  48. W Myślenicach dosypało. 15 cm mokrego, ciężkiego na podkładzie z tego co sie najpierw roztopiło, potem dostało wiatrem, deszczem i mrozem. Mgła tylko chwilami i miejscami. 😂 Kłapacze na taki warun idealne.
    13 punktów
  49. Pozdrawiamy Was i my 😎
    13 punktów
  50. Ostatni dzień San Pellegrino, obłędnie ciepły, lampa non stop, trzeba się było rozbierać. Do 10 twardo, potem zaczęło mięknąć, w niektórych miejscach wręcz kartofliska. Kilka nowych umiejętności bardzo pomogły w tych kartofliskach i to znowu na SL FIS, można i ciąć odsypy, ale i można po wierzchu. Bardzo polecam tiramisu na szczycie Col Margherita, świetna kompozycja. Z ciekawostek, jeździli goście w samych bokserkach. Co prawda nie mam ich zdjęć, tylko Brytole bez koszulek.
    13 punktów
×
×
  • Dodaj nową pozycję...