Jump to content

Dany de Vino

Members
  • Posts

    1,022
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Dany de Vino last won the day on October 19

Dany de Vino had the most liked content!

Recent Profile Visitors

222 profile views

Dany de Vino's Achievements

Mentor

Mentor (12/14)

  • Dedicated Rare
  • Reacting Well Rare
  • First Post
  • Collaborator
  • Posting Machine

Recent Badges

29

Reputation

  1. ...nie przesadzajcie z tym starzeniem związanym z upływem lat i wiekiem. Ja na ten przykład, też jestem w swoim wieku i to się już nigdy nie zmieni!!! 🙂
  2. Joanno, jak się tak dobrze, ...naprawdę dobrze zastanowić, to 70-tka to nie jest w zasadzie żaden poważny wiek. No, może rzeczywiście, dla starych ludzi, ....to może rzeczywiście, tak. Może być. Ale taki młody siedemdziesięciolatek? Toż to taki lata w Alpach jak jaskółka! 🙂 Problem jest jedynie z takimi, co się już starzy urodzili. Im jest rzeczywiście trudniej...
  3. No, chyba jednak bzdurka ci się wypsnęła... No, i to już ma sens! Uważam podobnie, ale całkowita rezygnacja z rozwijania technik "ześlizgowych" (szuranych) to też olbrzymia strata wielkiej przyjemności i poważna dziura w technice narciarskiej. Uwielbiam używać każdej z tych technik, zależnie od warunków, okoliczności przyrody, nastroju i ochoty 🙂 .
  4. Zastanawiam się ciągle nad tą kwestią. Przecież mam już wszystko ponad faktyczną potrzebę. Trzy pary nart, dwie kurtki topowych firm, trzy pary portek, cztery pary rękawic, jakąś sporą ilość bielizny, skarpetek, koszulek itp... A jednak jak widzę coś fajnego i w dobrej cenie, to kusi! To pewnie rodzaj napięcia przedsezonowego, które rośnie z każdym tygodniem w obliczu zbliżającego się sezonu! Jak sobie z nim poradzić? No, to przynajmniej na razie kupię sobie nowe narty, albo kurtkę, portki albo jeszcze jedne gogle.... Całe szczęście wyrosłem już ze śledzenia nowo wypuszczanych przez producentów kolekcji nart i czytania z wypiekami na twarzy opisów wyjaśniających mi: co te narty też dla mnie lub wręcz za mnie zrobią! Oczywista to bzdura. Ale znowu, kusi! Tej jesieni udało mi się (jeszcze) nic nie dokupić a do najbliższego wyjazdu już tylko siedem tygodni. Może się uda? Zobaczymy.... Też tak macie? 🙂
  5. Janie, w Ch wszystko mi pasuje. Jedyny szkopuł w tym, że oni w grudniu nie bardzo lubią pracować. W naśnieżanie nie bardzo wierzą, a nawet jak jest fura śniegu to otwierają kilka orczyków. Stąd wypróbujemy Dolomity. Jeśli byś się jednak zdecydował, to masz otwarte zaproszenie w czasie każdego z naszych tam pobytów. Jak pisałem, spanko też się znajdzie. Pozdrawiam serdecznie.
  6. Mam (b. prymitywną) kuchenkę gazową, bez wiatraczków, płomień tylko z dołu. Rusztowanie ustawiam nisko (na przedostatnim "schodku"), temp. nastawiam na 80% "mocy" (u mnie to jest 6. Tak jak pisał Mitek: ~ 70 minut i gotowe.
  7. Zapomniałem dopisać: przygotowane ciasto postaw do wyrośnięcia we w miarę ciepłym miejscu (np. w zimie na kaloryferze, lub jeśli masz piekarnik elektryczny to możesz w piekarniku nastawionym na 40 stopni C). Czas wyrośnięcia zależy od siły zakwasu. Jeśli masz zakwas "stary/silny" to wyrośnie już po 4 godzinach. Jeśli świeży to około 7/8.
  8. Obiecany przepis na chlebek: Podaję ci wypracowany przeze mnie przepis typu: „jak zrobić aby się naprawdę udało” i jeśli będziesz się trzymał tej procedury to się uda. Przepis jest na 1 bochenek chleba. Ja robię to z 400 deka mąki żytniej razowej ( ilość wg podziałki na miarce). Typ mąki 2000 ale nie musi być dokładnie taki, możesz użyć 750 i nie musi być razowa, to już sprawa indywidualna, może być zwykła żytnia) Robię to tak: do miski wsypuję (odmierzoną taką plastikową/szklaną kuchenną miarką) mąkę żytnią 0.4 kg i około pół łyżki stołowej soli, ale to do smaku (ja staram się ogólnie używać mało soli). Mieszam to „na sucho”, bo się łatwiej wymiesza. Następnie dodaję (nie naraz ale na kilka razy po trochu) szklankę ciepłej wody i miącham aż się zrobi gliniasta masa. Wtedy dodaję zakwas ~ 4 łyżki stołowe. Znowu miącham. Jak chwilę pomiącham dodaję pomieszane różne ziarna i miącham. Ziaren ogólnie daję sporo, bo około 3/4 szklanki. Ziarna różne. Żona to miesza w sporym słoju, tak że mam przygotowane na kilka pieczeń. Ziarna różne, co tam lubisz (np. słonecznik, suszone owoce goi, czarnuszka itp, nie żałować kminku! Niektórzy dodają płatki owsiane, ja nie bo jem owsiankę na śniadanie, więc nie mam sensu). Znowu miącham. Jeśli ciasto jest zbyt twarde, stopniowo dodaję letniej wody (dolewam tak po 1/8 szklanki) i miącham. Co dodam wody to ciasto na chwilę robi się luźniejsze, a po chwili miąchania znowu staje się za twarde, więc znowu wody, znowu miącham itp... Docelowo, ogólnie wody ma wejść: trochę więcej jak 1 szklanka (na tą ilość z jakiej ja robię. Z wodą lepiej trzymać proporcje, bo inaczej nie mam jak ci określić gęstości/twardości ciasta, ma być "luźnie"). Cała procedura trwa około 20/30 minut. (pierwszy raz pewnie zejdzie ci dłużej). Następnie „wrazić” ciasto do wyłożonej papierem do pieczenia formemki. Ugłaskać łyżką, tak żeby chleb był w miarę równy (maczaj przy tej czynności łyżkę w zimnej wodzie – będzie łatwiej) i posmarować wierzch ciasta oliwką. To już właściwie po robocie. Zostawiam to na około 5/6 godzin (można na noc. To czas na wyrośnięcie ciasta, a potem piekę około 70 minut.
  9. Oczywiście, dostaniesz przepis (taki żeby wyszło). I nic się nie lękaj. Wyjdzie. Daj mi tylko kilka godzin, bo akurat mam młyn.
  10. Jak w tytule. To już chyba ostatni dzwonek na przygotowanie organizmu do sezony narciarskiego. Później już będzie raczej za późno, tak że bieżta się ludziska do ćwiczeń rozmaitych. Naprawdę warto wyeliminować "syndrom 3 dnia" i zakwasy. Nawet jeśli ktoś normalnie, cały rok, na co dzień uprawia jakieś sporty, to warto dołożyć do dziennej rutyny 20 - 40 przysiadów dziennie. Pomaga. Kilka lat temu pojechałem przed sezonem na halę narciarską do Druskiennik (Litwa), ot tak, żeby się rozruszać przed wyjazdem w Alpy i nie tracić tam czasu na rozruch. Planowałem trzy dni. Ponieważ gram w tenisa i jeżdżę na rowerku praktycznie cały rok, to nie przygotowywałem się do tego wyjazdu jakoś specjalnie. Po dwóch dniach nartowania ból mięśni (typu zakwasy) był tak duży, że musiałem zrezygnować z trzeciego dnia. Dlatego polecam 🙂...
  11. Spróbuj ciemnego razowego, tylko i wyłącznie na zakwasie (bez dodatku mąki pszennej i jakichkolwiek drożdży). Ja taki piekę od prawie 10 lat i jak gdzieś wyjeżdżam to zabieram (zachowuje świeżość do ponad tygodnia), a jak mi zabraknie, to krzywda jeść jakikolwiek inny. 🙂
  12. Dzięki Janie! Niestety nie wyrwę się przed zaplanowanym grudniowym terminem. Mieszkam około 1300km od Dolomitów 🙂 , kolega z którym wspólnie jeździmy też nie bliżej, więc krótki wypad nie wchodzi w grę. Wiesz przecież jak my to kombinujemy. Jeździmy trzy razy w roku na "klasyczne czterodniówki", tylko łączymy "trzy w jedno", czyli każdy poszczególny wyjazd to 12 dni na śniegu. W ten sposób tniemy np. koszty przejazdu o 2/3 🙂 ! Kupujemy też skipas sezonowy więc przy np. 36 dniach na śniegu wychodzi to b. rozsądnie. W tym roku mamy już rezerwacje na trzy wyjazdy: grudzień, luty i marzec. Jeślibyś chciał nas odwiedzić podczas któregoś z wyjazdów to zapraszamy, nocleg też się znajdzie. Pozdrawiamy serdecznie. 🙂
  13. Kurcze, mnie się sport nigdy nie kojarzył z alkoholem. Ani trochę. Nigdy na nartach nie zażyłem nawet łyka piwa. Jakoś mi to nie pasuje psychicznie. To samo podczas gry w tenisa, nawet w najgorętszy dzień. Po, to i owszem. Nawet często, ale w trakcie...? Nigdy. Nie dla zasady. Po prostu czuję się tam w górach tak wspaniale, że nie chcę i nie mam żadnej potrzeby tego zmieniać. Dlatego zawsze dziwił mnie handel alko na stokach, choć rozumiem że inni mogą lubić przepić małe piwko po prostu jako napój. Zresztą zgodnie z prawem drogowym we Włoszech dopuszczalne jest posiadanie we krwi kierowcy 0.5 promila. A więc kieliszek wina lub piwo można spożyć bez krępacji 🙂 . I na zdrowie.
×
×
  • Create New...