Jump to content

Monika

Members
  • Posts

    15
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Monika's Achievements

Apprentice

Apprentice (3/14)

  • Collaborator
  • Conversation Starter
  • Dedicated
  • One Year In
  • First Post

Recent Badges

18

Reputation

  1. Byłam ze zorganizowana ekipa busami (niezawodny team Jarek). Nie ja decydowałam o ośrodkach ale Kappl swoją pustka i tak mnie zauroczył 🙂 może next time Galur odwiedzę
  2. Aby nie być tylko podglądaczem forumowym zdecydowałam się opisać moje wrażenia z 5dniowego pobytu w Ischgl i Kappl. Na nartach byliśmy w okresie 24-28 lutego, więc pierwszy dzień na stoku był po bardzo intensywnym opadzie śniegu (spadło wtedy w nocy ponad pół metra białego puchu). Warunki śniegowe były wiec na wypasie, zero przecierek czy kamieni na stokach. Pierwsze cztery dni śmigaliśmy w Ischgl. Sam ośrodek to 240 km tras, położonych wysoko (zdecydowana większość mocno powyżej 2tys mnpm) i z rewelacyjna infrastrukturą. Zwiedziłam trochę różnych ośrodków, ale tak wypasionej infrastruktury nie widziałam nigdzie. Super nowoczesne krzesła, z dolin gondolki. Orczyki chyba 3 na oczy widziałam, ale z nich nie korzystałam. Całość tak przepustowa, że pomimo dużej ilości ludzi kolejki praktycznie nie istniały. Minusem połączenia ilości narciarzy i infrastruktury był występujący dość często tłok na trasach. Ale przy takiej ilości tras zawsze można było sobie znaleźć dolinkę, która w danej chwili była luźniejsza. Minusem była szybka degeneracja stoku - codziennie w nocy popadywał śnieg, więc rano szybko robiły się muldy, które w ciągu dnia dość szybko rosły. Wielki plus za oznaczenia wyciągów - system literka + cyfra, gdzie literka była zależna od dolinki w której wyciąg startował, bardzo ułatwiała orientacje w terenie. W pierwszych 2 dniach zdarzały nam sie momenty, kiedy nie byliśmy pewni do której części ośrodka zjechaliśmy (nie patrzyliśmy ciągle na mapki). Wiele wyciągów jest super długich, trasy pod nimi mają po 2-3 km - jest gdzie poszaleć. Najdłuższy zjazd to ponad 11km - ale żeby podjechać tą trasę trzeba już się poruszać 'z przesiadkami'. Popołudniowy zjazd do doliny przypominał poruszanie się po warszawskich ulicach - tłok, nikt nie przestrzega przepisów i ciągle komuś drogę zajeżdża. A jako że trasa wąska, to zabawa średnia. Po pierwszym dniu zorientowaliśmy się, że lepiej zjechać trasami 37 i końcówkę 1, niż całość 1 a potem 1a. Pomimo tego, że jeden i drugi wariant jest czerwony, to trasa 37 jest płaska, podobnie jak kończąca ją 1, zaś wariant 1a ma uczciwie strome ścianki, które pod koniec dnia wyglądają jak kartoflisko na sterydach. Nie wiem czy poleciłabym ten ośrodek osobom początkującym - właściciele mieli dość luźne podejście do oznaczania tras. Ja osobiście, poza trasą przy wyciągu B5, często nie widziałam różnic między trasami niebieskimi a czerwonymi, a raz jadąc niebieską trafiłam na fragment, który wydawał mi się czarny... Widziałam więc sporo osób na początku swojej przygody narciarskiej, które walczyły z przerażeniem z próbą przejechania niebieskim stokiem. Uczciwie szkoda mi ich było. Niektórych udawało nam się po 3 razy minąć na tej samej trasie (my w miedzy czasie podjeżdżaliśmy wyciągiem). Widokowo miejscówka bajeczna - jak już wyszło słońce. Niestety każdego dnia do 11-12 chmury całkowicie pokrywały niebo. Z mojego punktu widzenia był to dramat - mega płaskie światło, które powodowało brak możliwości rozróżnienia czy jadę w dół czy pod górę. Do tego na trasie masa puchu, który już po 15 minutach przez tłumy ludzi został zmieniony w muldy... po muldach jeździć mogę, ale jak je widzę... w tych warunkach głowa się zblokowała, mięśnie umierały. Ale.. jak słonko wychodziło, to życie znów piękne było Ischgl leży na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trzeba wiec wyłączyć automatyczne znajdywanie sieci w telefonie, żeby nie zbankrutować. Dla miłośników perfum i trunków warto zjechać do szwajcarskiego Samnaun - jest strefą wolnocłową. Jako że stali bywalcy mówili, że trasy w dół są płaskie i trzeba mocno się kijkami na nich odpychać (a z jednej do gondoli dojechać), to ja do Samnaun się nie wybrałam Ischgl słynie też z aperski - w barach tłok, impreza trwa od 12. Ale czy jest dobra, to się nie wypowiem, bo od otwarcia do zamknięcia wciągów śmigaliśmy na nartach, a nie imprezowaliśmy. Ostatni dzień wyjazdu spędziliśmy w Kappl - 10 minut od Ischgl, w stosunku do dużego brata mały, kameralny ośrodek (45 km tras). Infrastruktura nie tak wypasiona, ale za to pusto... puściutko. Na trasach często byliśmy sami, sztruksik przez cały dzień. No rewelka - ja się zakochałam 🙂 Z samego szczytu (około 2800) na dół (1100) prowadzi 8km autostrada (tak oznaczają tą trasę). Końcówka może nudna i płaska, ale wrażenie ze zjazdu przyjemne. I doświadczenia z tych dwóch ośrodków potwierdzają moją wcześniejszą tezę, że pojeździć na nartach lepiej można w tych mniej znanych miejscówkach, bo na trasach luźno i warunki lepsze. Co prawda kosztem ograniczonego wyboru, ale ja się świetnie bawiłam powtarzając trasę co jakiś czas. Tego dnia mieliśmy przyjemność pojeździć nad częścią chmur (a w drugiej połowie dnia nad wszystkimi chmurami, bo te znad nas zniknęły, a te w dolinie pozostały) Generalnie wyjazd bardzo udany. A za dwa tygodnie kierunek Zillertal (odrabiam wyjazdy odwołane przez grudniową kontuzję stopy)
  3. Tak - narty robię w serwisie (a właściwie fachowiec je w serwisie robi)... młody też masą nie nadrobi. W sumie z mojej perspektywy prawie każdy stok w PL, gdzie zawody robią jest daleko - a czy to dojazd 4 czy 6h to już dużej różnicy nie robi. Litwinka kusiła tym treningiem dzień wcześniej... ale pomyślę jak to inaczej ogarnąć. Wstyd się przyznać - w PL tylko w Zieleńcu i Białce byłam. Reszty stoków ani ich charakterystyki nie znam. Jak już na weekendowy wypad ruszamy, to chętniej w kierunku Czech.
  4. Ok... to już lekko tajna wiedza jest zdradzana. Pewnie w tych warunkach i tak trzeba będzie odpuścić. Żyłam w świecie iluzji, że te przeliczniki instruktorów mają zapewnić porównywalność wymogów miedzy ośrodkami/klubami, ale właśnie sprowadzacie mnie na ziemię. W takiej sytuacji gdzie na test sprawnościowy młodego warto zabrać (pewnie w następnym sezonie)?
  5. Białka 1-3 marca planowana. 3 marca są zawody regionalne, które młody chce zaatakować. Tylko niech śniegu dopada albo przynajmniej mróz się pojawi, bo na obecną ciapę to mi i zdrowia i sprzętu szkoda. Młody (i córka też) robią ciąg kursów instruktorskich nie koniecznie dlatego żeby być instruktorami. Po prostu lepszych kursów uczących jeździć nie namierzyliśmy. Tam kadra dobra i program mocno stawiający na nartach jest. Na szkoleniach nie kadrowych poziom już dużo niższy był - luźno grupy prowadzone i po kilku dniach specjalnego postępu nie było widać u dzieciaków. Co innego po kadrowych - tam moje laickie oko widziało różnice. Ja na takiego Demonstratora dla dorosłych, to bym poszła 🙂
  6. U mnie w domu dzieci nie ryby i głos mają 🙂 A już to jak czas wolny od szkoły spędzają zależy od ich decyzji (no i dostępności domowego budżetu). Zarówno chęć robienia KK, jak i chęć pojechania na wyspę to niezależne decyzje mojej młodzieży. Mój zamordyzm ogranicza się do pilnowania żeby do szkoły chodzili i się uczyli. A pasje mają rozwijać swoje a nie moje Jeśli się nie mylę, to kurs kwalifikacyjny ograniczał się do techniki jazdy. Taki Demonstrator + w opinii mojego syna. To o czym piszesz - widzenie z punktu instruktora - to dopiero na Pomocniku Instruktora jest. No i tego już lokalnie nie robią. Sądzę, że na moim poziomie dobry instruktor po max 2 zjazdach zobaczy w czym problem - nie jest on zbyt mocno ukryty 🙂 Zapewne na wyższym poziomie jest to bardziej znuansowane. Ale nie macie nikogo sprawdzonego w tamtych okolicach? Nie musi być Białka - do 20 minut dojazdu na luzie ogarnę. Miałam ambitny plan Adama spróbować odwiedzić, ale noga się zbuntowała, a w dodatku w Zwardoniu test sprawnościowy planowany na grudzień odwołali...
  7. Technikę na Szczęśliwicach można poćwiczyć (wszystkie kluby stołeczne regularnie to robią), a nam się sezon makabrycznie rozjechał przez moją kontuzję i wymysł syna żeby ferie spędzić na Teneryfie. Miał robić kurs w Dolomitach, a finalnie tylko córka pojechała na Demonstratora... Ale na igielicie tylko Demonstratora i KK oferują, PI już tylko w górach. Ufam że Piotr Tekiel wie co robi, a to on grupę prowadził.
  8. Młody 17 lat w tym roku skończy. A fanką Białki nie jestem, ale zapewne na weekend 1-3 marca skoczę w te okolice, bo młodzież ma test sprawnościowy pojechać (chce PI za rok robić). Akurat 3 marca jest na Grapa Ski test, a 2 trening na tyczkach, więc wyjątkowo tamte okolice rozważam. I jakby ktoś sensowny mógł szkolić na jakimś okolicznym stoku, to bym te trzy dni chętnie popracowała po 2-3 godziny pod fachowym okiem. A wyjazd bez rodziny to dla mnie nie problem. W tym roku z Jarem tak pojechałam w listopadzie na 4 dni i rodzina i ja przeżyliśmy 🙂 Może majówka z RASC? Pomyślę... M
  9. RASC znam - mój syn Kurs Kwalifikacyjny z zawodniczkami z RASCa robił na Szczęśliwicach na początku tego sezonu. Ale jeśli chodzi o wyjazdy zorganizowane z instruktorami to mam smutne doświadczenia. Przez wiele lat ze Sporteum jeździłam - podobnie do RASCa działają (sport na naszym zielonym lodowcu + wyjazdy sportowe i rodzinne) i sama cały czas w grupie szkoleniowej dorosłych jeździłam. Na ostatnim wyjeździe z nimi trafił się w grupie dorosłych instruktor, dzięki któremu po 6 dniach w Dolomitach wszyscy gorzej jeździli i chcieli narty rzucić (antytalent dydaktyczny miał wybitny). I muszę przyznać, że to mnie mocno zniechęca do takiej grupowej formy wyjazdu, bo niestety większość szkół narciarskich w okresie feryjnym chce jak najwięcej zarobić, wiec zaczyna instruktorów z łapanki brać. Grupy sportowe mają swoich trenerów, dzieciaki sprawdzonych a rodzicom różnie się trafia. Druga sprawa, że dorosłych szkoli się najczęściej niewielu i grupy maja mocno zróżnicowany poziom, co też stanowi wyzwanie dla instruktora. No i w efekcie sporo płacisz, a nie masz gwarancji, że szkolenie będzie miał ręce i nogi. Masz przekonanie że w RASC nie ma żadnego ryzyka trafić w okresie feryjnym na niesprawdzonego instruktora? W sumie to nie mam pojęcia, jako laik, jak wybrać dobrego instruktora. Czy to ze szkółki, czy na wyjeździe... mogę uprawnienia sprawdzić, czasem są osoby, które dobrą opinię w necie maja (ale mało ich) i potem pomysły się kończą. Macie koncepcję jak planując wyjazd np do Białki czy Zieleńca złapać dobrego szkoleniowca?
  10. Po pierwsze Adamie przepraszam za nowomowę - efekt życia w corpo. To co kupiłam na OLX to był zestaw, który ktoś wygrał w konkursie kilka lat temu. Tak wiec udało mi się za psie pieniądze zakupić wkładki i dożywotni dostęp do aplikacji. Zapłaciłam z 10% obecnej ceny z ich strony - tej pełnej ceny zabawka dla mnie nie jest warta. Jeśli chodzi o LIVE feedback, to opcja z którą ja jeździłam (a masa ich jest) działała tak. Telefon do kieszeni, słuchawki douszne do uszu - wybrałam ćwiczenie np ciężar na narcie zewnętrznej. Do ćwiczenia jest filmik który można na wyciągu obejrzeć, który pokazuje o co w tym chodzi i na co zwrócić uwagę. Następnie po każdym zakręcie było dźwięk mówiący że zakręt jest ok lub nie. Każde ćwiczenie jest na 20 poziomach trudności i miałam wrażenie że pierwszy poziom zalicza od ręki, a dalej jest coraz trudniej. Generalnie chyba trzeba zrobić 17/20 zakrętów w ciągu aby poziom 'zaliczył'. Wyższe poziomy ćwiczenia wymagają nie tylko jazdy na jednej narcie ale też np odpowiedniego stopnia zakrawędziowania tej narty. Poza komunikatami czysto 'buczącymi' (nie wiem jak to nazwać), są też czasem komentarze czego zabrakło (np że za mało krawędzi, albo za mało przeniesionego ciężaru). Po przejeździe na wyciągu można wejść w szczegóły tego jak się jechało i tam też bardziej dokładne komentarze się pojawiają. Aplikacja podpowiada też nad czym warto pracować (na bazie pomiarów mojej jazdy) i od razu sugeruje ćwiczenia do wykonania. Filmików z jazdy z carv nie mam - sama wtedy na nartach byłam, a do tego i tak tego co ciekawe - odgłosów z aplikacji - by nie było słychać. Mocno też w niej na stou nie grzebałam bo makabrycznie zimno w Solden było i ręce szybko kostniały. Po powrocie instruktor tylko powiedział, że widzi progres w tym nad czym pracowałam (u mnie to był ciężar na zewnętrznej, ciężąr do przodu) a potem kontuzję na basenie złapałam i ani instruktora w Warszawie ani carve na stoku 😞 No i widziałam że można u nas na stokach niektórych carve wypożyczyć - CARV - przenieś narciarstwo na wyższy poziom - Kasina Ski Jak ktoś się chce pobawić, to jest opcja aby przetestować.
  11. W moim przypadku przeplatam carv z jazdą z instruktorem - na matach pod dachem koryguję technikę, dostaję ćwiczenia/wskazówki a potem w górach może carv podpowiedzieć czy jak mi się wydaje że coś poprawiłam to mam rację czy patrzę na świat przez różowe okulary. Czy ćwiczenie robię poprawnie czy tak żeby było mi łatwiej - mam odczyty z jazdy z instruktorem wiec jest to jakiś punkt odniesienia. Diagnozę problemu zostawiam człowiekowi, wspomaganie jego rozwiązania zapewnia elektronika. A potem check point z instruktorem ponowny i tak w kółko... W sumie większość z nas nie może sobie pozwolić na jazdę cały dzień pod okiem fachowca. Część rzeczy ćwiczy się samodzielnie. Tak sobie myślę, że technika może jakość samooceny takiej samodzielności poprawić. No chyba że ktoś ma super samoświadomość ciała, rozłożenia ciężaru czy stopnia zakrawędziowania. Ja nie mam... i jaka mi zmierzy czy mam narty równolegle, czy golenie są równo to też pomaga mi się nauczyć jakie jest to uczucie kiedy to równo jest zapewnione. Choć nie ukrywam - zamieniłabym carv na dobrego instruktora który ciągle (a przynajmniej bardzo często) byłby z boku 🙂
  12. Udało mi się w tym sezonie kupić carv na olx - pojeździłam z nimi tylko 4 dni, ale z mojego punktu widzenia (narciarz mocno średniozaawansowany) mają sens. Live feedback szybko uzmysławiał mi czy rzeczywiście na zewnętrznej narcie jestem, czy narty są pod tym samym kątem i czy nie przenosi mnie na tyły. Nie jest to narzędzie idealne, ale wspomaga samokontrolę. Instruktora oczywiście nie zastąpi, ale w jeździe samodzielnej może pomóc. Ja się głównie z trybem ćwiczeń bawiłam i ocena każdego zakrętu (zaliczone/niezaliczone) to jest coś, co trudno przy klasycznej pracy z instruktorem mieć.
  13. Jakbyś się do Warszawy wybierał, to sensownie cenowo i z dopasowaniem dają radę w skiparku. Nie jest to specjalistyczny bootfitting, ale buty nam dobre dobierał (i chyba sensownie bo to był ten moment kiedy cudownie rozmiar buta narciarskiego mi sie zmniejszył). W odbarczenie i bardziej skomplikowane rzeczy się nie bawią, ale sensowne dobranie skorupy do kształtu nogi + wygrzanie ogarną. No i ceny mają na poziomie internetowych (ale nie tych mega promocyjnych - takie cuda to w okresie kwiecień - wrzesień.
  14. U mnie rodzina zaMagnumowana - obecnie 4 pary tych nart mamy z różnych sezonów. Jestem niższa o 10 cm i sporo lżejsza od autora wątku i 170 cm spokojnie ogarniam. Dają poczucie stabilności, miło na krawędź wchodzą (ale ja jeżdżę mocno rekreacyjnie). Na jeden dzień zabrała mi narty moja córka - 12 lat, 160 cm wzrostu, 50 kg wagi i sie w Magnumach (170) zakochała. Po nartach juniorskich stabilność ją zachwyciła, śmigała na nich bez najmniejszego kłopotu. Wizualnie technika do przodu poszła, bo narta super ją trzymała. Na czarnej trasie masę pewnosci młodej dodała - jak inna narciarka sie zachowywała. ... i skończyło sie na kupnie Magnumek dla niej. Syn (180, 60 kg) też ma Magnumy 170 - nie narzeka na ich stabilność przy większych prędkościach, każdą technika na nich pojedzie (właśnie na Magnumkach kurs kwalifikacyjny zrobił). Narta zacna, rekreacyjna, w naszej ocenie przyjemna. Z moich obserwacji dla rosłego faceta to chyba jednak 177 wydaje się logiczniejsze. Więcej stabilności dadzą a na pewno bez problemowe będą do jazdy skoro mój skład te 170 ogarniał.
  15. Testowałam przejazd do Austrii 2 tygodnie temu. Korki były mocno zmienne w czasie i chyba zależne od dnia i godziny. W nocy ze środy na czwartek przejechaliśmy bez czekania przez granicę (wszystkim dokumenty sprawdzali), ale... w niedzielę wieczorkiem korek od strony czeskiej na granicy niemiecko-czeskiej miał kilka kilometrów. Trudno mi oszacować czas czekania, ale wyglądało to na dłuuugo.
×
×
  • Create New...