Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 30.01.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Cześć No to ja na nartach mam zupełnie inaczej. Pierwszym elementem, który jest realizowany często jeszcze w ogóle przed domem i w pełnym narciarskim rynsztunku jest dobrze schłodzone, aromatyczne i pieniące się piwo. Reszta nie ma już większego znaczenia, jakoś się robi sama... albo nie robi. 😉 Pozdro7 punktów
-
6 punktów
-
Cześć Tak , kluby to biznesy i to wydaje się normalne. Moje dzieci Rybelek (żona) od dziecka wkręcił w karate. To nie był drogi sport ale kluby były solidnymi biznesami ze stającą na wysokim poziomie umiejętnością pozyskiwania środków, sponsorów itd. Klub działały w sposób bardzo sensowny tzn. wszyscy brali udział w finansowaniu klubu ale reprezentanci osiągający wyniki liczące się w kraju mieli pewne profity ( a raczej ulgi i finansowanie pewnych działań normalnie należące do członków/rodziców). Na poziomie międzynarodowym wchodził już związek, stypendia itd. od poziomu juniora czyli od 15 roku życia. Ale... trzeba było też solidnie inwestować w indywidualne treningi, seminaria mistrzowskie itd. Oprócz tego dzieci pływały ale to w ramach klasy sportowej w szkole i jakichś zawodów czasami - karate było"na poważnie" przez 10 lat aż Kacper został potraktowany tak jak nasza narciarka przed IO i podziękował za nominację reprezentacyjną "drugiej rangi" jako pierwszy człowiek w historii tego sportu w Polsce. To był raczej całościowo tani sport a zyski pozostaną na zawsze przynajmniej na dwóch płaszczyznach - inni ludzie z nich wyrośli, śpimy spokojnie gdy idą w nocy pobalować na mieście. 🙂 Pozdro5 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
4 punkty
-
4 punkty
-
Ja kupiłem po zachęcie @moruniek. Dopiero później niosłem dalej kaganek oświaty. Oddajmy cesarzowi, co cesarskie. 😉 (Wciąż mam i to dwie pary - nie jeździłem na lepszej komórce).4 punkty
-
Wynik może być na bardzo różnych poziomach. Mistrz świata jest zawsze tylko jeden. A umiejętność trenowania i orientacja na podnoszenie umiejętności to bardzo uniwersalna kompetencja w życiu. Fakt - w nartach to drogo wychodzi. Narty są jednak wyjątkowe pod wieloma względami - jest to sport, który w równym stopniu można uprawiać dla wyniku jak i bez, zawsze w pięknych okolicznościach przyrody (z takim na przykład pływaniem jest deczko inaczej) i zostaje na całe życie (ciężko mi wyobrazić sobie, że ktoś idzie porzucać młotem, albo pchać kulą dla przyjemności po zakończeniu kariery zawodniczej)4 punkty
-
Cześć "Podstawa to regularny trening i technika, jak opanujesz technikę prawidłowo to możesz inwestować w sprzęt" - i w nartach jest podobnie tzn. nie ma sensu zmienianie sprzętu i żonglowanie nim jak nie umiesz jeździć bo to nic nie da. Natomiast ja osobiście często powtarzam: Kup sobie najlepsze narty na jakie Cię stać i ucz się jeździć. Te dwa stwierdzenia wcale nie są ze sobą sprzeczne. Tak jest w nartach. A co do tenisa stołowego to dla mnie rotacja w tej grze jest zupełnie nieczytelna. W tenisie ziemnym rotacja dla mnie jest/była całkowicie czytelna i wiem a jaki sposób piłka się odbije i jak na to reagować. Tutaj zupełnie tego nie widać - dla takiego laika jak ja. Zawsze mnie to w pewien sposób dołowało. Na nartach potrafię praktycznie zawsze określić poziom jeżdżącego po tym jak stoi czy chodzi w butach narciarskich, nawet nie musi jeździć. Narty, czy dobre czy takie sobie - to od razu widać, po sposobie wykończenia czy pewnych technicznych niuansach - pewnie masz tak z rakietkami - i to jest realna widza wynikająca z doświadczenia. Liczby i literki są dla laików choć w znakomitej większości nie maja pojęcia jak to przełożyć na odczucia. Wiesz ja mam taki prywatny sprawdzający się praktycznie w 100% system diagnostyczny - im ktoś cytuje więcej literek i modeli - tym gorzej jeździ. Sprawdza się. Pozdro3 punkty
-
Tutaj to mógłbym elaborat napisać ;). Postaram się to skrócić do pewnych ogólnych stwierdzeń. Po pierwsze większość ludzi kompletnie nie rozumie tenisa stołowego w sensie rotacji. Przeciętny zawodnik ligowy potrafi nadawać takie rotacje szczególnie przy serwie, że taki przeciętny świetlicowy gracz kompletnie nie będzie wiedział co z tym zrobić. W takich przypadkach mógłbym napisać, że sprzęt jest kompletnie nieistotny, bo i tak nie wykorzystasz go nawet w minimalnym stopniu. Ja zawsze amatorom doradzam jak najwolniejszy sprzęt, zasada jest prosta im wolniejszy sprzęt tym lepsza kontrola i mniejsza wrażliwość na przychodzącą rotację. Cena nie gra roli, w zasadzie rakietka za 300zł spokojnie daje radę, nawet jeśli się uprzesz i wydasz 3tys to i tak nie odczujesz różnicy. Zabawa dopiero się zaczyna gdy zaczniesz dużo grać, złapiesz czucie sprzętu i trochę techniki. Wtedy jeśli weźmiesz inny sprzęt do ręki to od razu po kilku piłkach odczujesz różnicę, co oczywiście nie oznacza, że musisz wydawać majątek na sprzęt. Amatorskie granie, czyli powiedzmy tak nawet 4 i 5 liga w tenisie stołowym nie oznacza, że musisz dużo inwestować w sprzęt, bo to po prostu nie wiele pomoże. Podstawa to regularny trening i technika, jak opanujesz technikę prawidłowo to możesz inwestować w sprzęt, zaczniesz odczuwać, ze brakuje Ci mocy w uderzeniach, ale z drugiej strony jeśli weźmiesz bardziej ofensywny zestaw to stracisz trochę na kontroli (blok, podcięcie) i rakietka będzie bardziej wrażliwa na przychodzącą rotację. To będzie oznaczało, że rozumiesz o co chodzi i możesz próbować różnych zestawów. Droższy sprzęt, szczególnie okładziny będą miały na pewno więcej rotacji, z kolei deska będzie lepiej wyważona, ale to oczywiście indywidualne podejście. Zawodowcy to już zupełnie inna bajka, tam najdroższe są okładziny, które oni zmieniają co miesiąc, jedna kosztuje prawie 400zł. Deska to przynajmniej 1000zł, ale w zasadzie masz ją na stałe. To tak po krótce, w każdym razie chodzi o to, że w amatorskim graniu cena sprzętu jest praktycznie nieistotna pod warunkiem, że będzie dobrze dobrany. Zajmuję się też winami, 20 lat spotkałem hydraulika w Paryżu w hotelu i zagadnąłem w temacie win, że u nich w sklepach można kupić wino za 5 euro i jest naprawdę niezłe. On mi na to odpowiedział "nie kupuj tych win, bo one niczym się nie różnią od tych za 2 euro... chyba że się znasz". To było absolutnie genialne stwierdzenie, widzisz w winach podobnie jak w pinglu, jakość rośnie do pewnego poziomu, a potem to naprawdę trzeba w tym siedzieć, żeby dostrzec pewne niuanse. Myślałem, że w nartach jest podobnie, ale jak widać się myliłem 🙂3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Ojtam ojtam... my proste chłopy som.. lubimy się bawić w doktora... (pacz ..nie wiedziała.. 😉 )3 punkty
-
Nie robi się do końca żeby kamień który robi wzorek nie uszkodził krawędzi. Sama struktura dla amatora jest całkowicie obojętna ta w literę V to podobno race 😜 jedynie kiedy zauważyłem różnicę w strukturze lub gładkiej narcie to w marcowej ciapie kiedy narty przysysają się do mokrego śniegu, wtedy lepiej mieć strukturę.3 punkty
-
Czyli cukrowa kasza po kostki na lodzie (tak bywa w halach koło południa) zapytaj @Victora albo @Jana... "Całe szczęście" że jednak ta "sztuczność" została okraszona całkiem sporą dawką naturalnego kamienia miejscowego - folklor.. k- wa .. wczoraj deski z serwisu wziąłem.. bez skazy były.. :(... to jak pierwsza rysa na nowym aucie..3 punkty
-
3 punkty
-
Ja z winami totalnie na bakier. Lubię jak mi smakują i tyle. Białe latem a czerwone zimą 🙂 Tenis stołowy to co innego. Kiedyś grywałem dużo. Lata "70 mieszkałem w Gliwicach i w tamtejszym AZS grał, kolega Stefan Dryszel. Czesława Noworyta była wśród Pań w Polsce absolutnie najlepsza. Każdy weekend spędzony na widowni ligowego meczu. Grała w klubie z nimi moja koleżanka ze szkoły Ania Dziubla. Udawała, że daje radę ze mną od bidy trenować po swoich klubowych treningach ale jak "przycisnęła" to mogłem zdobyć punkty jedynie z jej błędów albo jakiegoś szaleńczego ataku🙂2 punkty
-
Bardzo fajna relacja. Tym bardziej, że w młodości grałem w tenisa stołowego w klubie, choć serwować uczyłem się podpatrując w telewizji z ławą dostawioną do ściany, plus tysiące powtórzeń. Rotacja odwrotna wracała. Więc jedynie serwis miał jakiś sens. Z winem też trafiłeś. Miałem fazę gdy w PL znało się na nim około 20 osób, wtedy startowałem znaczy chwilę później niż większość skupiona wokół forum wino na gazecie wyborczej. Potem przyszedł czas własnego portalu, dużo zaangażowania, w końcu mi przeszło. Jak to rzekł Filip z Wilczej, francuz handlujący winem, na dnie butelki Lamborghini nie znajdziesz i to dobrze podsumowuje poszukiwania świętego graaala. Bywało, że korzystając z wyjazdów do Francji załapywałem się na degustację Romanee Conti z Michelem Bettanem głównym krytykiem fr oraz producentem Aubertem de Villaine. Degustacje z roku na rok coraz droższe, chętnych przybywało. Ilości mikro. A problem z winami z Burgundii jest taki, że jak to na wsi, najlepiej byłoby wypić całą ubutelkę, bo wina to zazwyczaj lekkie, przyjemne do picia, nie degustacji. W PL zdarzało się pić z Bieńczykiem, degustować z Bońkowskim, natenczas oni nadawali ton. Pisali przewodnik. Tak czy owak. Miło było wirtualnie poznać kogoś o podobnych pasjach, jak alter ego. PS. Co do nart to nie ma co aż tak się przejmować sprzętem. Ja pierwsze sezony po powrocie spędziłem na przykrótkich paździerzach w za dużych butach ale ambicją i siłą nóg (co nawet Fredo docenił) nadrabiałem braki techniczne i ganiałem za co lepszym narciarzem, czasem doklejając się na kanapie i miło gaworząc. Siła nóg z tenisa, ale też z koszykówki, która jedynie amatorsko w liceum, ale w dużych dawkach. Potem wspinaczka. Dodam, że te pierwsze sezony po powrocie (bo za dziecka narty miałem) to były 60 dni/sezon. I dopiero za namową forumowiczów kupiłem po takich dwóch sezonach master gs rossignola, który użytkuje po dziś dzień. Przykrótkie, na wzrost, damskie. Potem dodałem 5cm do męskości;-) prawdziwa wykuwała się na skiturach.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Ja to rozumiem, dlatego tak dobrze było w Les Menuires usiąść przed ostatnim krzesłem z browcem na ławce, a kolejny (albo pierwszy) czekał w lodówce w pokoju.2 punkty
-
Przez to że na nadajesz to samo tu i tam (SF/SO) mam rozdwojenie jaźni i nigdy nie wiem gdzie odpisałam albo zalajkowałam 🙃 czy ktoś inny też tak ma?2 punkty
-
Najgorzej to przyjechać z nart i paść na ryjki. U mnie w domu/na wyjeździe po nartach jeszcze na rozpędzie najpierw ogarniamy narciarskie z podziałem na role. Ja susze krawędzie po wypakowaniu boksa, Rafał i Natka wywalają buty, kaski, bufy i ostawiają do suszenia. Odzieżą każdy zajmuje się sam. Idzie do suszenia, prania etc .. Rano ma być na "wziąć i ubrać". Potem wszyscy do garów i jak się grzeje to pierwszy relaks. Potem jedzenie i padnięcie na ryj .. wieczorem zależy jak się ułoży ... Skarpetki i ewentualnie bielizna prane są w prysznicach podczas kąpieli i na kaloryfery. Nikt się nie męczy, robota zrobiona. Na razie działa perfekcyjnie.... 🙂2 punkty
-
2 punkty
-
Nie jest tak prosto: https://www.mozn.pl/2025/rp/head/head_katalog_racing_25_26.pdf Freeflex demo 14 gw - rental kręcony do płyty sportowej - fajny patent jak ktoś nie jeździ zawodniczo (Look też ma takie rozwiązanie od niedawna) Jasne, że możliwość suwania wymusza inna sposób mocowania - mniej stabilny. Freeflex 11 i 14 GW - normalne kręcone do płyty ale z GW - ten sam przód co w rentalu i skistop D (pewnie przez to mniej trwałe) Potem już idą bez GW i ze skistopem A ale z niuansami w wysokości stania czy konstrukcji pięty.2 punkty
-
Czyli jakieś bzdury. Obecnie ilość schorzeń, które jeszcze niedawno były normalnym zachowaniem jest objawem choroby ale społecznej. W każdym razie nie masz co się przejmować. U nas w domu za zwracanie uwagi na kupki i ich likwidację jestem odpowiedzialny ja i jeszcze dostaję za to op... Doskonale Cię rozumiem i popieram w działaniach. Pozdro2 punkty
-
Kobiety są zdecydowanie inne aniżeli my. Nigdy tego nie zrozumiemy. Mam oczywiście na myśli swoją kupkę ciuchów. 😀2 punkty
-
1 punkt
-
To tutaj mamy drobną różnicę, bo ja jednak jestem za tym żeby nie inwestować niepotrzebnie w sprzęt, który może okazać się nie trafiony, bo albo nie mamy techniki, albo nie będzie chęci na doszkalanie się. Zawsze można kupić coś tańszego, albo używkę i chwilę pojeździć czy pograć, po złapaniu bakcyla będzie już łatwiej o korektę. Myślę, że ludzie którzy zaczynają grać/jeździć na jakimś poziomie też szukają odpowiedniego sprzętu dla siebie, w pinglu to jest trudne, bo trzeba złapać odpowiednie czucie, a to niestety nie jest mierzalne. felgi były lakierowane, bo to tańszy proces i łatwiej dobrać kolor, tylko niestety wtedy każde drobne otarcie jest widoczne, a akurat żona czasem mi bierze, więc stąd efekt. Na początku się wkurzałem, ale już mi przeszło :). Wow, aż się nie chce wierzyć, że ktoś spróbował Romanee Conti, które od 20 lat nie są dostępne nawet dla wielu dziennikarzy, nazwisko Bettane robi swoje - gratulacje. Niestety dzisiaj burgundia jest tak droga, że praktycznie dałem sobie spokój z wyższymi winami, choć coś tam jeszcze w piwniczce mam 🙂1 punkt
-
Ortodoksi szurają. Carving to nowa religia. Rewolucja. Znaczy nowa świecka tradycja. ps a odpowiadając Mirkowi zsuwał się też Bargiel i to nie była przypadkowa technika, to a propos zsuwania;-)1 punkt
-
W samo sedno sprawy. A potem wychodzi, że zamiast w komforcie jeździć cały dzień zostaje knajpa na resztę nartowania np. po 2 godz. jazdy1 punkt
-
Wiedziałam, że młode chłopaki w doktora, nie wiedziałam, że dorosłe chłopy w... psychiatrę. 😁1 punkt
-
A to wyrodna matka. Raz jechaliśmy na wakacje autem do Swarzewa. Nikodem miał 4 lata, porzygał sie na A1 tuż za Bytomiem na tym słynnym odcinku gdzie ukradli podkład i są fale Dunaju zamiast drogi. Zaraz później zasnął i żeby go nie obudzić, to jechaliśmy kolejne 600 kilometrów z tym pawiem. To był pierwszy i ostatni dalszy wyjazd samochodem. Tanie linie są niezastąpione. W ogóle moja stara meganka była cała obrzygana, przewiozła cały domek w Ślemieniu, tony desek wszystkie, sprzęty. Wywiózła stamtąd tony śmieci. Przejechałem nią 100 tysięcy kilometrów w 7 lat i sprzedałem za ta sama cenę za którą kupiłem 😅1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Maks ma E-GS Rebel i pewnie dlatego takie wiązanie ktoś założył. Prawdopodobnie to narty potestowe bo wiązania to Demo FF14. Na szczęście mamy trochę par nart i udało się przekręcić z innych, ale generalnie to problem kupić nawet używane. Dostępne tylko nowe a ceny trochę zaporowe. pozdro1 punkt
-
1 punkt
-
Będzie lampa i lekki mróz 😄 idealne warunki aż Ci zazdroszczę 😄 Miłego dnia i pośmigaj troszkę za mnie bo u nas buro i ponuro1 punkt
-
Cześć Nie no to będzie dekoracja. Wiesz gdy dzieci były małe my dużo jeździliśmy na nartach. Nawet w lecie stały wszędzie. Buty, skrzynka z zabawkami itd. Dzieci się tym bawiły i wkoło chodziły. PŚ leciał cały czas w zimie. Teraz też sobota i niedziela jak są zawody są wycięte bo Rybelek lubi oglądać na żywo - wtedy czaruje. Ale, jak Kacper stanął na nartach to nie potrafił zaczynać jazdy inaczej jak odepchnięciem startowym. Po prostu myślał, że tak to się robi bo tylko to widział. To było naprawdę zabawne ale ta indoktrynacja robi niezwykłą robotę przy nauce dzieci. Sorry za dygresję. POzdro1 punkt
-
Założę się że jej odparłeś że jak byście byli w Oravicah to nic by się nie stało.. ;D1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Cze Tylko gwoli uzupełnienia. Wszelkie poradniki doboru nart to tylko wskazówki dla osób początkujących, a i tak skierowane zwykle dla osób o wzroście pewnie w zakresie 160-185cm. Dla osób bardzo niskich jak i bardzo wysokich są bez sensu. Mają jakieś pokrycie przy pierwszym wyborze nart w tej grupie. Z resztą bardzo dobrze to opisał Mitek, sposób doboru długości w zależności od typu narty. Wybór sprzedawcy - oczywisty, bo jesteś klientem i dobrze by było jakbyś ponownie wócił. Propozycja bezpieczna. Facet Cię nie zna, nie zna Twoich umiejętności, więc trudno mu ocenić i tak de facto doradzić. Trenerzy - trenerami, szkolą innych w długiej perspektywie czasowej mając nadzór nad swoimi podopiecznymi. Wybierają sprzęt na którym najszybciej postępuje nauka przy ich systemie szkolenia. Kolana - nawiększy zły wpływ mają przede wszystkim narty krótkie i mocno taliowane połączone z brakiem techniki w technikach ciętych. A owe "włóż kolana" to gwóźdź do trumny. Lepiej jak skręty wychodzą ze stóp pchając kolana do środka skrętu, niż ciągnąć z kolan całość. Taki niuans. Na krótkich nartach mocno taliowanych skręty są intensywniejsze i jeśli jeździ się słabo technicznie a przy tym po pół roku siedzenia za biurkiem chce się być zawodnikiem PŚ w zimie - to kłopoty murowane. Generalnie to dobór narty zależy przede wszystkim od drogi nauki, a dla osób chcących tylko miło spędzać czas w pięknych okolicznościach przyrody wybór jest obojętny. Wybierają zwykle krótkie i mocno taliowane, bo są w stanie na nich skręcać, wszelkimi znanymi i jeszcze nie odkrytymi metodami. Mam przykład 2 osób, które zaczynały w tym samym momencie naukę jazdy (nawet wiek i parametry fizyczne prawie identyczne), ale wybrały 2 różne drogi nauki na sprzęcie skrajnie różnym. Finalnie po tym samym czasie nauki są na bardzo podobnym poziomie (ten szkolony nieco lepiej wizualnie i technicznie jeździ, ale tak musiało być). Natomiast obaj jeżdżą dobrze jeśli chodzi o technikę jazdy. pozdro1 punkt
-
Facet w sklepie wyłożył Ci średnią sprzedażową 😉 ogólnie mało jest ludzi, którzy są na poważnie zainteresowani jeżdżeniem i podnoszeniem umiejętności. To ma być miłe spędzenie czasu. Później na stoku - rozjeżdżonym czy zmuldzonum robią się problemy. Druga sprawa - polecanie krótszych nart - bo szkoda kolan. Bzdura hiper turbo wyssana z palca. To właśnie krótsza narta bardziej męczy kolana bo musisz ją cisnąć żeby trzymała - w zależności od sposobu jazdy. Długa narta to jak cadillac. Jedzie sama. Ty jej pomagasz. Sam Ci proponowałem dłuższa dechę. Nie wiem - jaką długość wziąłeś?1 punkt
-
169cm, 70-72kg, pesel chyba lepiej nie podawac byś się nie zniechęcił 😄 Trochę do 30 jeszcze mam.1 punkt
