Skocz do zawartości

Ceny paliwa w PL i EU


Marcos73

Rekomendowane odpowiedzi

6 godzin temu, zając napisał:

Z pewnością, pytanie czy ktoś wie jaka to faktycznie skala. Ale próba regulacji tego problemu to prawie jak zamach na 800+ czyli powszechne oburzenie zainteresowanego grona.
A z lekarzami, to owszem są również nadużycia, ale znowu rozwiązanie problemu jest z du** strony. Koleżanka musiała zrezygnować z bycia ordynatorem oddziału w szpitalu miejskim, bo może mieć tylko 2 etaty (chodzi o etaty w niepełnym wymiarze godzin, które nie nakładały się na siebie), szpital nie potrafi znaleźć nikogo na jej miejsce, prawdopodobnie będzie więc musiał zamknąć oddział. Czy to jest z korzyścią dla społeczeństwa?

Przecież te reformy są celowo robione tak żeby ich nie zrobić. Wprowadzenie elektronicznej ewidencji czasu pracy jak w każdym korpo to nie jest żaden techniczny problem. Ograniczenie astronomicznych stawek przez NFZ, który jest w dużym stopniu monopolistą też jest możliwe. Gdzie niby przejdą Ci wszyscy lekarze co się nie zgodzą na warunki państwowe? Prywatnie już wyciągają maks. tego co mogą. No i trzeba masowo szkolić nowych, żeby była większa konkurencja, to chyba największe wyzwanie. 

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, zając napisał:

Tutaj trzeba wprowadzić rozgraniczenie na osoby faktycznie zasługujące na benefity dla grupy zawodowej (narażające życie, mające pracę w szczególnie trudnych warunkach itd.) oraz te, które pracując w danej instytucji w biurach, związkach zawodowych itp. wykorzystują przynależność do danej grupy zawodowej (w pewnym wieku przy szczególnie trudnej pracy można stwarzać zagrożenie dla siebie i innych).

Nie potrzebne są żadne rozgraniczania bo to tylko pole do kombinacji. System emerytalny powinien być jak najprostszy.

Na przykład.

1. Każdy pracujący płaci identyczną składkę (jakiś % wynagrodzenia minimalnego), niezależnie czy jest na uop, zleceniu, jdg, jest rolnikiem, policjantem, sędzią itd.

2. Każdy przechodzi na emeryturę w tym samym wieku (np.70lat). Niezdolni do żadnej pracy dostają rentę. Brak jakichkolwiek grup z wcześniejszymi emeryturami. Nieważne czy jesteś górnikiem czy sędziną, kobietą czy mężczyzną wszyscy tak samo.

3. Każdy pobiera taką samą emeryturę lub rentę (kwota wystarczająca na przeżycie), jak chce więcej na starość to oszczędza samodzielnie wcześniej. 

4. Przy tak uproszczonym systemie można zlikwidować większość administracji w zus. 

 

Oczywiście nigdy nie doczekamy takiej reformy. Będziemy spokojnie czekać aż wszystko się zawali. 

 

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Spiochu napisał:

Nie potrzebne są żadne rozgraniczania bo to tylko pole do kombinacji. System emerytalny powinien być jak najprostszy.

Na przykład.

1. Każdy pracujący płaci identyczną składkę (jakiś % wynagrodzenia minimalnego), niezależnie czy jest na uop, zleceniu, jdg, jest rolnikiem, policjantem, sędzią itd.

2. Każdy przechodzi na emeryturę w tym samym wieku (np.70lat). Niezdolni do żadnej pracy dostają rentę. Brak jakichkolwiek grup z wcześniejszymi emeryturami. Nieważne czy jesteś górnikiem czy sędziną, kobietą czy mężczyzną wszyscy tak samo.

3. Każdy pobiera taką samą emeryturę lub rentę (kwota wystarczająca na przeżycie), jak chce więcej na starość to oszczędza samodzielnie wcześniej. 

4. Przy tak uproszczonym systemie można zlikwidować większość administracji w zus. 

 

Oczywiście nigdy nie doczekamy takiej reformy. Będziemy spokojnie czekać aż wszystko się zawali. 

 

Nie wszyscy są w stanie pracować na swoim stanowisku do 65 roku życia i tutaj pojawia się temat przebranżowienia. Wcześniejsza emerytura jest zachętą do pracy w pewnych zawodach, i moim zdaniem tak powinno być, oczywiście dla osób, które rzeczywiście wykonują daną pracę. Strażak musi być sprawny.

  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, brachol napisał:

Nie wszyscy są w stanie pracować na swoim stanowisku do 65 roku życia i tutaj pojawia się temat przebranżowienia. Wcześniejsza emerytura jest zachętą do pracy w pewnych zawodach, i moim zdaniem tak powinno być, oczywiście dla osób, które rzeczywiście wykonują daną pracę. Strażak musi być sprawny.

Ci wcześniejsi emeryci w większości pracują, więc zmiana branży to w praktyce nie taki problem. Na przykładzie @kordiankw widać też, że po 60-ce można być sprawniejszym niż większość strażaków.  Służby państwowe które potrzebują sprawności, powinny tej sprawności wymagać, niezależnie od wieku. Codzienny trening to element tej pracy Jakoś księgowy i informatyk musi sprawnie liczyć a chirurg czy malarz mieć sprawne ręce. W innych zawodach nie ma taryfy ulgowej. 

Edytowane przez Spiochu
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Spiochu napisał:

Ci wcześniejsi emeryci w większości pracują, więc zmiana branży to w praktyce nie taki problem. Na przykładzie @kordiankw widać też, że po 60-ce można być sprawniejszym niż większość strażaków.  Służby państwowe które potrzebują sprawności, powinny tej sprawności wymagać, niezależnie od wieku. Codzienny trening to element tej pracy Jakoś księgowy i informatyk musi sprawnie liczyć a chirurg czy malarz mieć sprawne ręce. W innych zawodach nie ma taryfy ulgowej. 

To już wiem co MarioJ umi. Ciekawe czy na innych czy na siebie;-)

Edytowane przez star
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, Spiochu napisał:

Mitku to ta sama ekipa, a ty jesteś dla nich pożytecznym idiotą, zamiast patrzeć na problemy państwa walczysz z wymyślonym przeciwnikiem. 

Cześć

Idioci i to nawet nie pożyteczni to Ci, którzy dokonują wyborów za pieniądze albo kierując się rachunkiem doraźnych zysków - to część populacji, która nie dorosła, albo... się cofnęła w rozwoju w sensie cywilizacyjnym. Na razie mamy czasy, w których ta część ciągnie jak może w dół resztę.

Różnice są zasadnicze, tylko Ty właśnie nie chcesz ich zauważyć albo są dla Ciebie nieważne a skoro tak to jesteś współwinny bo nie ogarniasz na czym polega obecna demokracja. Ja też jestem idealistą ale potrafię funkcjonować w systemie bo nie ma innego wyjścia. Inaczej będziesz w wiecznej kontrze, całkowicie niezadowolony do końca życia. I co Ci przyjdzie z tego poczucia, że wszystko wiesz lepiej?

Ale skoro to Ci wystarcza i taki jest cel...

Pozdro

Edytowane przez Mitek
  • Like 1
  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Spiochu napisał:

Nie potrzebne są żadne rozgraniczania bo to tylko pole do kombinacji. System emerytalny powinien być jak najprostszy.

Na przykład.

1. Każdy pracujący płaci identyczną składkę (jakiś % wynagrodzenia minimalnego), niezależnie czy jest na uop, zleceniu, jdg, jest rolnikiem, policjantem, sędzią itd.

2. Każdy przechodzi na emeryturę w tym samym wieku (np.70lat). Niezdolni do żadnej pracy dostają rentę. Brak jakichkolwiek grup z wcześniejszymi emeryturami. Nieważne czy jesteś górnikiem czy sędziną, kobietą czy mężczyzną wszyscy tak samo.

3. Każdy pobiera taką samą emeryturę lub rentę (kwota wystarczająca na przeżycie), jak chce więcej na starość to oszczędza samodzielnie wcześniej. 

4. Przy tak uproszczonym systemie można zlikwidować większość administracji w zus. 

 

Oczywiście nigdy nie doczekamy takiej reformy. Będziemy spokojnie czekać aż wszystko się zawali. 

 

To nie zadziała bo zawsze osoby o niższych dochodach będą chciały żeby te o wyższych ich utrzymywały w imię solidarności. Bo tak... Bo mają z czego i tyle...

A głosy na wyborach ważą tyle samo... Wszyscy równi ale traktujmy ich różnie...

Edytowane przez Kubis
  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, Spiochu napisał:

Ci wcześniejsi emeryci w większości pracują, więc zmiana branży to w praktyce nie taki problem. Na przykładzie @kordiankw widać też, że po 60-ce można być sprawniejszym niż większość strażaków.  Służby państwowe które potrzebują sprawności, powinny tej sprawności wymagać, niezależnie od wieku. Codzienny trening to element tej pracy Jakoś księgowy i informatyk musi sprawnie liczyć a chirurg czy malarz mieć sprawne ręce. W innych zawodach nie ma taryfy ulgowej. 

Jak wyczuwam wazelinę, to włącza mi się lampka ostrzegawcza 😂. Coś musi się za tym kryć, jest jakiś deal do zrobienia 😀? A na poważnie, to jestem sprawny jak na swój wiek i w porównaniu z rówieśnikami, ale do sprawności którą miałem 30 czy nawet 20 lat temu to przepaść.

  • Thanks 1
  • Haha 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

29 minut temu, kordiankw napisał:

Jak wyczuwam wazelinę, to włącza mi się lampka ostrzegawcza 😂. Coś musi się za tym kryć, jest jakiś deal do zrobienia 😀? A na poważnie, to jestem sprawny jak na swój wiek i w porównaniu z rówieśnikami, ale do sprawności którą miałem 30 czy nawet 20 lat temu to przepaść.

Oczywiscie, rekordy swiata z wiekiem spadaja ale strazak czy policjant nie musi wygrywac zawodow. Taka sprawnosc jaka masz jest dalej wystarczajaca. Chodzi o to by Ci strazacy czy policjanci dalej trzymali poziom a nie chodowali brzuchy chlejac wódę i siedząc przed telewizorem. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

13 godzin temu, Spiochu napisał:

Przecież te reformy są celowo robione tak żeby ich nie zrobić. Wprowadzenie elektronicznej ewidencji czasu pracy jak w każdym korpo to nie jest żaden techniczny problem. Ograniczenie astronomicznych stawek przez NFZ, który jest w dużym stopniu monopolistą też jest możliwe. Gdzie niby przejdą Ci wszyscy lekarze co się nie zgodzą na warunki państwowe? Prywatnie już wyciągają maks. tego co mogą. No i trzeba masowo szkolić nowych, żeby była większa konkurencja, to chyba największe wyzwanie. 

Lekarze (zwłaszcza Ci dobrzy) nie mają najmniejszego problemu ze znalezieniem pracy w sektorze czy to państwowym czy prywatnym, ofert jest za dużo w stosunku do liczby dostępnych specjalistów. Jeśli nawet byłaby opcja wykształcenia większej ilości młodych lekarzy, to jeszcze trzeba ich zatrzymać w kraju, a nie jak teraz - że skończą studia (darmowe), robią specjalizację (pracując) i wyjeżdżają w świat. Musieliby mieć obowiązek odpracowania tych lat, w czasie których zdobywali wiedzę i doświadczenie na koszt nas wszystkich.

  • Like 3
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

14 godzin temu, Spiochu napisał:

1. I to jest sedno. Tak właśnie powinno być. Mieszkanie jako lokata kapitału to główna przyczyna problemów ekonomicznych w europejskich miastach.

2. Tylko na papierze. Nikt Ci nie sprzeda mieszkania za zero. Przy "zerowej" wartości koszt podatkowy jest tez niższy. A na głębokiej prowincji to wartość domów również w PL będzie dążyć do zera. Po prostu ten etap "rozwoju" kraju jeszcze przed nami. 

3. To tak samo jak w PL gdzie młody człowiek "wynajmuje" od banku w 30 letnim kredycie gdzie suma rat wyniesie 2-3 krotność ceny zakupu mieszkania. 

Wracając do sedna. Młody człowiek może w JPN taniej wynająć mieszkanie niż w PL, ma też różne opcje zakupu. Drogie i nowe w centrum, tanie i starsze w mieście, dom za bezcen na zadupiu. W PL ma drogi wynajem i brak opcji zakupu tanich, starszych nieruchomości. Nawet te 50 letnie do remontu dalej trzymają cenę. 

A warunki pracy w Azji są ogólnie kijowe - tutaj lepiej jest w EU.  Choć standard gdzie doświadczony pracownik szkoli nowego a zarobi mniej niż ten nowy też dobrze nie wygląda.

1). Skoro tak twierdzisz, to nie mam pojęcia po kiego grzyba kupowałeś mieszkanie? Trzeba było wynająć, jak to jest w Japonii.

2). Nie na papierze, tylko w rzeczywistości, w JPN na dzień dzisiejszy jest ok 10 mln. opuszczonych domów/mieszkań. Nikt tego nie chce. A jeśli nawet, to zakup gotówkowy, bo dom jest bezwartościowy. Zięć z córką są zafascynowani Japonią, byli już tam 3x. Mieli nawet pomysł na przeprowadzkę podjarani niskimi cenami domów. Ze względu na niż demograficzny (w Japonii od kilkunastu lat 3x więcej umiera ludzi niż się ich rodzi, bo się społeczeństwo zestarzało i wynosi się do metropolii), dużo bardziej przychylnie rząd japoński patrzy na rezydentów. I tak, zakup starego domu na przedmieściach. Japończycy, podobnie jak my, kredytują swoje domy, biorą kredyty praktycznie dożywotnie (niskooprocentowane). Dom w dobrym stanie pod miastem. Sprzedający krzyczy 30 mln jenów, bo dom jest w dobrym stanie wizualnym. Prawo Japońskie vs banki. Bierzesz papiery i idziesz do banku. Bank sprawdza średnią cenę gruntu w prefekturze, wiek domu i mówi Ci że dostaniesz 12 mln kredytu. Banku nie interesuje stan domu, tylko wiek. Ty jako kupujący - negocjacja ceny, jeśli chcesz kupić. Dokument stwierdzający rok budowy, dokument o ostatniej ochronie antykornikowej (bo większość domów jest drewniana), dokument o klasie sejsmicznej oraz książkę remontowa domu, do której musi być wszystko wpisane, nawet malowanie, nie mówiąc już o innych grubszych remontach. Potem ekspert - który bada całość pod względem przydatności i poprawności wykonania wg książki remontowej. Możesz tam zrobić remont kapitalny, z punktu prawa japońskiego jest on nie istotny, jak i zasad bankowych, ważny jest dokument stwierdzający pierwotny rok budowy. To wynajem długoterminowy opłacany z góry. Finalnie, nie ważne ile zainwestowałeś, jakąś wartość przedstawia tylko grunt i to jest wadium na poczet wynajmu, które w zależności od położenia może nieznacznie wzrosnąć. Natomiast sam budynek nie stanowi żadnej wartości i dostajesz go niejako w gratisie. Budynki ze starymi normami sejsmicznymi - sprzed 81 roku są tylko do wyburzenia. A i nawet jeśli chcesz postawić nowy, to musisz to zrobić w tym samym roku kalendarzowym co wyburzenie starego, bo Ci dojebią pełny podatek za niezagospodarowanie terenu (a tak płacisz 1/6). Tam nie ma, że coś stoi, tylko musisz mieć do tego dokument urzędowy poświadczający ukończenie budowy. Podobnie z wyburzeniem. To co Tobie wydaje się kolorowe, w rzeczywistości takie nie jest. Dlatego młodzi nie przejmują nieruchomosci po rodzicach, bo im się najnormalniej nie opłaca tego robić, bo generują tylko koszty, a sprzedać się tego nie da. 

Bloki w miastach. Sytuacja podobna, tylko okres amortyzacji dłuższy - 47 lat z nowymi normami sejsmicznymi. A więc kupujesz w mieście, kredytowanie analogiczne jak w przypadku domów jednorodzinnych, ale utrata wartości niższa. Ale po tym czasie dochodzi do sytuacji, gdzie o ile są chętni na wynajem lub są lokatorzy, którzy płaca czynsz, to budynek funkcjonuje, ale w pewnym momencie koszty utrzymania są tak duże, że najem nie pokrywa tych kosztów, szczególnie w starych budynkach, że sprzedaje się te bloki za cenę gruntu (a w miastach jest kosmiczna), ale ze względu na sposób i normy budowlane, udział w gruncie jest mały. Żaden inwestor nie kupuje takiego obiektu do remontu, tylko aby go zburzyć i postawić nowy i dać mu życie na kolejne 50 lat. Tu sejsmika odgrywa dużą rolę w całym tym pomyśle na budownictwo w Japonii. Bardzo mocno rosną opłaty remontowe w takich budynkach.

Następną rzeczą, to bardzo korzystne prawo własnościowe, niepłacących bardzo trudno pociągnąć do odpowiedzialności. Prawo bardzo dobrze ich chroni. Kolejnym problemem są pustostany bez włascicieli w starych blokach. Utrzymanie jest przerzucane, na tych co płacą. Więc decyzja o zakupie, jest zwykle decyzją na całe życie, a im później tym gorzej podjąć jakąś decyzję o zmianie. Jedynie co to rekompensuje nieznacznie to podatek od nieruchomości, po okresie amortyzacji płaci się podatek praktycznie tylko od gruntu, ale to małe pocieszenie.

Mnie bardziej podoba się model europejski, ale różnica w naszych poglądach jest zasadnicza. Ja jak większość z nas ma rodziny, dzieci, wnuki i myśli o tym co pozostawi po sobie. Coś co pomoże przyszłym swoim pokoleniom w życiu. Nasze wysiłki nie przechodzą bez echa. Pozostawiamy trwały ślad, choćby materialny.

pozdro

 

  • Like 1
  • Thanks 4
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, zając napisał:

Lekarze (zwłaszcza Ci dobrzy) nie mają najmniejszego problemu ze znalezieniem pracy w sektorze czy to państwowym czy prywatnym, ofert jest za dużo w stosunku do liczby dostępnych specjalistów. Jeśli nawet byłaby opcja wykształcenia większej ilości młodych lekarzy, to jeszcze trzeba ich zatrzymać w kraju, a nie jak teraz - że skończą studia (darmowe), robią specjalizację (pracując) i wyjeżdżają w świat. Musieliby mieć obowiązek odpracowania tych lat, w czasie których zdobywali wiedzę i doświadczenie na koszt nas wszystkich.

Tak, zdecydowanie.

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, MarioJ napisał:

Wyprowadź się do Indonezji, świetny klimat i piękny kraj.

Tylko dają tam 100 batów chłosty za seks pozamałżeński i parę innych wykroczeń naradzanych chłostą.

 

Widziałem na youtube polskiego vlogera który tam zapoznał młodą Indonezyjkę i normalnie sobie mieszkają razem czy nocują w hotelach. On chyba nawet nie wie o takich przepisach.

A ty mario nie masz przypadkiem żony, że ci takie schadzki w głowie?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, Marcos73 napisał:

1). Skoro tak twierdzisz, to nie mam pojęcia po kiego grzyba kupowałeś mieszkanie? Trzeba było wynająć, jak to jest w Japonii.

2). Nie na papierze, tylko w rzeczywistości, w JPN na dzień dzisiejszy jest ok 10 mln. opuszczonych domów/mieszkań. Nikt tego nie chce. A jeśli nawet, to zakup gotówkowy, bo dom jest bezwartościowy. Zięć z córką są zafascynowani Japonią, byli już tam 3x. Mieli nawet pomysł na przeprowadzkę podjarani niskimi cenami domów. Ze względu na niż demograficzny (w Japonii od kilkunastu lat 3x więcej umiera ludzi niż się ich rodzi, bo się społeczeństwo zestarzało i wynosi się do metropolii), dużo bardziej przychylnie rząd japoński patrzy na rezydentów. I tak, zakup starego domu na przedmieściach. Japończycy, podobnie jak my, kredytują swoje domy, biorą kredyty praktycznie dożywotnie (niskooprocentowane). Dom w dobrym stanie pod miastem. Sprzedający krzyczy 30 mln jenów, bo dom jest w dobrym stanie wizualnym. Prawo Japońskie vs banki. Bierzesz papiery i idziesz do banku. Bank sprawdza średnią cenę gruntu w prefekturze, wiek domu i mówi Ci że dostaniesz 12 mln kredytu. Banku nie interesuje stan domu, tylko wiek. Ty jako kupujący - negocjacja ceny, jeśli chcesz kupić. Dokument stwierdzający rok budowy, dokument o ostatniej ochronie antykornikowej (bo większość domów jest drewniana), dokument o klasie sejsmicznej oraz książkę remontowa domu, do której musi być wszystko wpisane, nawet malowanie, nie mówiąc już o innych grubszych remontach. Potem ekspert - który bada całość pod względem przydatności i poprawności wykonania wg książki remontowej. Możesz tam zrobić remont kapitalny, z punktu prawa japońskiego jest on nie istotny, jak i zasad bankowych, ważny jest dokument stwierdzający pierwotny rok budowy. To wynajem długoterminowy opłacany z góry. Finalnie, nie ważne ile zainwestowałeś, jakąś wartość przedstawia tylko grunt i to jest wadium na poczet wynajmu, które w zależności od położenia może nieznacznie wzrosnąć. Natomiast sam budynek nie stanowi żadnej wartości i dostajesz go niejako w gratisie. Budynki ze starymi normami sejsmicznymi - sprzed 81 roku są tylko do wyburzenia. A i nawet jeśli chcesz postawić nowy, to musisz to zrobić w tym samym roku kalendarzowym co wyburzenie starego, bo Ci dojebią pełny podatek za niezagospodarowanie terenu (a tak płacisz 1/6). Tam nie ma, że coś stoi, tylko musisz mieć do tego dokument urzędowy poświadczający ukończenie budowy. Podobnie z wyburzeniem. To co Tobie wydaje się kolorowe, w rzeczywistości takie nie jest. Dlatego młodzi nie przejmują nieruchomosci po rodzicach, bo im się najnormalniej nie opłaca tego robić, bo generują tylko koszty, a sprzedać się tego nie da. 

Bloki w miastach. Sytuacja podobna, tylko okres amortyzacji dłuższy - 47 lat z nowymi normami sejsmicznymi. A więc kupujesz w mieście, kredytowanie analogiczne jak w przypadku domów jednorodzinnych, ale utrata wartości niższa. Ale po tym czasie dochodzi do sytuacji, gdzie o ile są chętni na wynajem lub są lokatorzy, którzy płaca czynsz, to budynek funkcjonuje, ale w pewnym momencie koszty utrzymania są tak duże, że najem nie pokrywa tych kosztów, szczególnie w starych budynkach, że sprzedaje się te bloki za cenę gruntu (a w miastach jest kosmiczna), ale ze względu na sposób i normy budowlane, udział w gruncie jest mały. Żaden inwestor nie kupuje takiego obiektu do remontu, tylko aby go zburzyć i postawić nowy i dać mu życie na kolejne 50 lat. Tu sejsmika odgrywa dużą rolę w całym tym pomyśle na budownictwo w Japonii. Bardzo mocno rosną opłaty remontowe w takich budynkach.

Następną rzeczą, to bardzo korzystne prawo własnościowe, niepłacących bardzo trudno pociągnąć do odpowiedzialności. Prawo bardzo dobrze ich chroni. Kolejnym problemem są pustostany bez włascicieli w starych blokach. Utrzymanie jest przerzucane, na tych co płacą. Więc decyzja o zakupie, jest zwykle decyzją na całe życie, a im później tym gorzej podjąć jakąś decyzję o zmianie. Jedynie co to rekompensuje nieznacznie to podatek od nieruchomości, po okresie amortyzacji płaci się podatek praktycznie tylko od gruntu, ale to małe pocieszenie.

3. Mnie bardziej podoba się model europejski, ale różnica w naszych poglądach jest zasadnicza. Ja jak większość z nas ma rodziny, dzieci, wnuki i myśli o tym co pozostawi po sobie. Coś co pomoże przyszłym swoim pokoleniom w życiu. Nasze wysiłki nie przechodzą bez echa. Pozostawiamy trwały ślad, choćby materialny.

pozdro

 

1. W Japonii bym wynajmował, to wygodniejsze niż zakup. Można szybko zmienić miejsce. U nas system niejako zmusza do zakupu. 

2. W dobrych lokalizacjach tylko na papierze. Mieszkanie generujące dochód z wynajmu nie może mieć zerowej wartości.  A zapaść demograficzne też nas czeka. Zobaczymy domy za grosze w Parzęczewie mniejszym. We Włoszech już są takie.

Punkt jest niespojny. Skoro dom jest nic nie warty to dlaczego go nie możesz kupić za cenę ziemi? Na to kredyt dostaniesz (na 2-3% a nie 6%)

Pilnowanie by nie było pustostanów to bardzo mądra strategia zarządzania miejską przestrzenią.

3. To też model postsowiecki, w Niemczech czy Szwajcarii więcej ludzi wynajmuje niż w Japonii, w demoludach bardzo niski %.  Ty myślisz co zostawisz następnym pokoleniom, ale okupując się w mieszkania to właśnie tym młodym zaszkodzisz. Na mnie osobiście to w żaden sposób nie wpłynie. Już Ci kiedyś tłumaczyłem, że mieszkania w popularnych lokalizacjach, podobnie jak wodociągi, elektrownie, parki narodowe czy plaże nie powinny być dobrem inwestycyjnym.  Możesz inwestować w kruszce, akcje firm, biurowce, albo postawić pałac na zadupiu.  Inaczej tworzy się system niewolniczy, gdzie jest kasta posiadaczy nieruchomości i reszta plebsu. Ciągle galopujące ceny mieszkań powodują akumulację kapitału wśród coraz mniejszego % społeczeństwa. Metropolie potrzebują zwykłych pracowników, kierowców, sprzedawców, sprzątaczki a Ci nie mają gdzie mieszkać, bo nie stać ich ani na zakup ani na najem. Dojeżdżają wiele km tworząc korki i zużywając infrastrukturę. W tym czasie "lekarz" ma 10 pustostanów w centrum, bo nawet mu się nie chce ich wynająć skoro i tak zarobi na wzroście cen. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...