Marcos73 Napisano 1 godzinę temu Autor Udostępnij Napisano 1 godzinę temu 17 godzin temu, Spiochu napisał: 1. W Japonii bym wynajmował, to wygodniejsze niż zakup. Można szybko zmienić miejsce. U nas system niejako zmusza do zakupu. 2. W dobrych lokalizacjach tylko na papierze. Mieszkanie generujące dochód z wynajmu nie może mieć zerowej wartości. A zapaść demograficzne też nas czeka. Zobaczymy domy za grosze w Parzęczewie mniejszym. We Włoszech już są takie. Punkt jest niespojny. Skoro dom jest nic nie warty to dlaczego go nie możesz kupić za cenę ziemi? Na to kredyt dostaniesz (na 2-3% a nie 6%) Pilnowanie by nie było pustostanów to bardzo mądra strategia zarządzania miejską przestrzenią. 3. To też model postsowiecki, w Niemczech czy Szwajcarii więcej ludzi wynajmuje niż w Japonii, w demoludach bardzo niski %. Ty myślisz co zostawisz następnym pokoleniom, ale okupując się w mieszkania to właśnie tym młodym zaszkodzisz. Na mnie osobiście to w żaden sposób nie wpłynie. Już Ci kiedyś tłumaczyłem, że mieszkania w popularnych lokalizacjach, podobnie jak wodociągi, elektrownie, parki narodowe czy plaże nie powinny być dobrem inwestycyjnym. Możesz inwestować w kruszce, akcje firm, biurowce, albo postawić pałac na zadupiu. Inaczej tworzy się system niewolniczy, gdzie jest kasta posiadaczy nieruchomości i reszta plebsu. Ciągle galopujące ceny mieszkań powodują akumulację kapitału wśród coraz mniejszego % społeczeństwa. Metropolie potrzebują zwykłych pracowników, kierowców, sprzedawców, sprzątaczki a Ci nie mają gdzie mieszkać, bo nie stać ich ani na zakup ani na najem. Dojeżdżają wiele km tworząc korki i zużywając infrastrukturę. W tym czasie "lekarz" ma 10 pustostanów w centrum, bo nawet mu się nie chce ich wynająć skoro i tak zarobi na wzroście cen. Piotrek Wartość mieszkania i oczekiwania oferenta, to jedno, a wartość księgowa wg. prawa - to drugie. Starego mieszkania w Japonii bank ci nie skredytuje w całości, tylko w kwocie jaką ma wartość wg. tamtejszego prawa. Tam nie ma wyceny jak u nas. Tam się tak nie wycenia mieszkań, z punktu widzenia prawa. A banki działają w oparciu o tamtejsze prawo. Jeżeli mieszkanie ma 40 lat - to jego wartość wg banku jest szczątkowa księgowo, niezależnie od stanu technicznego całości. Dlatego też, trudno się sprzedaje stare mieszkania, bo trzeba dysponować sporą gotówką, albo brać kredyt konsumpcyjny, który jest dużo droższy od hipotecznego. Ze względu na położenie geograficzne i charakterystykę ukształtowania Japonii, w ich przypadku musi być taki system, żeby zwalniać i burzyć stare obiekty i zastępować ich nowymi, lepszymi, większymi. Japonia ma 3x więcej mieszkańców niż my, jest tylko 20% większa, ale to kraj górzysty, gdzie 70% jest zalesiona. Mają dostępne 20% swojego obszaru na budownictwo wszelakie. Budują najbardziej zaawansowane technologicznie wieżowce. Zobacz sobie na zdjęcia nieczynnej kopalni węgla na wyspie Hashima. Są mistrzami zagospodarowania terenu. Tylko musza to robić z głową, stąd takie, a nie inne prawo. Ich mental jest zupełnie inny niż nasz. Ceny mieszkań w PL. Oczywiście są abstrakcyjne, ale nasi miłościwie panujący nie mają pojęcia co z tym zrobić. Z jednej strony budowlanka, to ważna gałąź naszej gospodarki, z drugiej strony jest patologia kupowania mieszkań jako lokaty kapitału. Ale jestem przeciwnikiem jakichkolwiek zmian siłowych. Załóżmy - masz drogę lokalną mocno obciążoną ruchem. Aby ludzi skłonić do jej opuszczenia, trzeba wybudować S-kę nieopodal, albo autostradę, a nie napierdolić znaków, hopek, fotoradarów i policjantów w krzakach. Dać ludziom wybór. Jedynym logicznym rozwiązaniem, jest budowa przez miasta przy pomocy państwa tanich mieszkań na krótkoterminowy wynajem, bez możliwości przedłużenia. Za tym muszą iść kredyty hipoteczne niskooprocentowane oferowane przez banki, oczywiście bez żadnego wsparcia przez państwo, bo to tworzy patologię. Już o tym pisałem. Ale to długofalowy program i trzeba to robić z głową, przede wszystkim w pierwszej kolejności musi mieć za zadanie wyhamowanie wzrostu wartości mieszkań. Dopiero długoterminowo można się pokusić o ich przeceniania do jakiejś przyswajalnej wartości. No i przede wszystkim zmiana mentalna, że wynajmowanie długoterminowe, to też jest jakaś opcja. Ale ceny wynajmu musza być przystępne. pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Mitek Napisano 13 minut temu Udostępnij Napisano 13 minut temu Godzinę temu, Marcos73 napisał: Piotrek .... Ich mental jest zupełnie inny niż nasz..... pozdro Cześć Pozwoliłem sobie wyrwać nieco z kontekstu to kluczowe zdanie. Myślę, że wyklucza ono wszelkie porównania czy odniesienia do naszego kraju i społeczeństwa. Pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Marcos73 Napisano 12 minut temu Autor Udostępnij Napisano 12 minut temu W dniu 24.09.2026 o 09:45, grimson napisał: Zastanawiam się, czy rząd specjalnie nie podniósł cen paliw, żeby znaleźć gorący temat zastępczy dla społeczeństwa. Gdzie bokiem idą tematy o wiele grubsze. Karol - proszę cię, nie pierdol, jak się na tym nie znasz. Żebyś trochę liznął wiedzy, a nie wietrzył teorii spiskowych, może ja, jako z wykształcenia wiertnik .... naftowy rozjaśnię Ci nieco w tej pustej pale. Otóż ARA to Amsterdam Rotterdam i Antwerpia, Holendersko/Belgijski mix przetwórczy i łącznik europy ze światem. Holendrzy + Belgowie to kraje zajmujące się głównie przetwórstwem i w przypadku paliw płynnych jest nie inaczej. To oni ustalają ceny paliwa na europejskiej giełdzie, btw. Holandia jako jeden z nielicznych krajów który jest w stanie zaspokoić swoje potrzeby w paliwa bez importu z zewnątrz, oprócz tego Niemcy oraz Hiszpania. Nigdzie tego nie wożą, bo wszystko jest usytuowane w pobliżu portów. Amsterdam może obsługiwać supertankowce wszystkie - nawet te największe na świecie. Jako ze jesteśmy w unii i tak czy siak musimy importować gotowe paliwo, to cena w całej unii nie może zbytnio odbiegać od siebie. I tez tak jest, to zapobiega spekulacjom paliwem w unii. Ceny w PL na stacjach są bardzo podobne, są kosmetyczne różnice, ale nikt nie będzie woził paliwa z Krakowa do Warszawy bo jest 5 groszy tańsze. Jest taki wskaźnik Nielsena określający nowoczesność instalacji rafinerii i możliwości przetwórcze. Instalacja w Amsterdamie, to ogromna rafineria o ogromnych mocach przerobowych ale o niskim wskaźniku Nielsena (chyba 6,5), czyli wsadowo musi mieć dość dobra ropę brent, a wyjściowo nie potrafi przerobić i ma straty na paliwa wysokomarżowe, więcej zostaje mniej opłacalnych odpadów, stąd wyższe ceny gotowego paliwa na notowaniach giełdowych. Ale to królowie przerobu półproduktów na wyroby gotowe. Giełda jest notowana w dolarach, bo w takiej walucie jest kupowany półprodukt, czyli ropa brent. Na czym polega fenomen Orlenu i jego gigantyczne zyski które są nieomal takie same chociaż mamy mniejsze instalacje od Holendrów? Otóż mamy jedne z najnowocześniejszych instalacji w Europie. Średni wskaźnik w grupie Orlen jest na poziomie 10, a rafineria nad morzem ma 11,5. Amerykańska średnia to 9,5. Najnowocześniejsza instalacja jest w indiach i ma kosmiczny wskaźnik blisko 22. Obrazowo, Holandia kupuje dość dobrej jakości ropę i przerabia to na paliwa, my kupujemy od ropy jaką kupują holendrzy po fryturę i robimy z tego paliwa z mniejszym niż Holendrzy niskobudżetowym odpadem, a hindusi przerabiają wszystkie gówna z kanałów i Gangesu robiąc z tego paliwo lotnicze. Poniał? Ja się cieszę, że Orlen urasta do roli lidera, ciesze się że dysponuje ogromnymi środkami na rozwój (co tez robi), cieszę się że mamy w tym udziały i gro środków z zysku spółki trafia do budżetu państwa. Niemcy wszystkie swoje rafinerie oddali kapitałowi zagranicznemu, który powoli się zwija, odcinają tylko kupony z należnych opłat i tyle. Ale oczywiście przezornie wprowadzili już dawno podatek od nadmiarowych zysków w wysokości 33%. W PL ON na stacjach jest poniżej cennika hurtowego Orlenu, natomiast Pb jest stosunkowo droga. Ale Orlen nie może obniżyć ceny PB, bo utopi importerów gotowych paliw, którzy straty na ON odrabiają na PB. A bez nich będziemy w dupie. Problemem jest oparcie gospodarki na ON w europie, zużywamy 3x więcej ON niż PB. I choćbyśmy się zesrali wszyscy do kupy w całej Unii, to nie jesteśmy w stanie zaspokoić swoich potrzeb w ON, a wynika to z proporcji po rafinacji. Cierpimy na pernamentny niedobór ON, a możemy się utopić w PB. W wyniku rafinacji 1 l ropy wychodzi 0,5l PB, 0,25 l ON + opałówki (dlatego w zimie jest gorzej), 0,15 paliwa lotniczego, reszta to oleje ciężkie, smary etc. Bez holendrów bylibyśmy w dupie, bo cała nadwyżkę PB wysyłają w świat (głównie USA), a i do nich przypływa gotowy ON. pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Marcos73 Napisano 10 minut temu Autor Udostępnij Napisano 10 minut temu Teraz, Mitek napisał: Cześć Pozwoliłem sobie wyrwać nieco z kontekstu to kluczowe zdanie. Myślę, że wyklucza ono wszelkie porównania czy odniesienia do naszego kraju i społeczeństwa. Pozdro Też tak myślę, sytem u nich działa, ale tworzy takie robotyczne społeczeństwo bez jakichkolwiek więzi. Tylko jeść, pić, robić i spać. pozdro 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Mitek Napisano 1 minutę temu Udostępnij Napisano 1 minutę temu 8 minut temu, Marcos73 napisał: Też tak myślę, sytem u nich działa, ale tworzy takie robotyczne społeczeństwo bez jakichkolwiek więzi. Tylko jeść, pić, robić i spać. pozdro Cześć Marek, jakie tworzy?? - Oni to mają w genach kształtowane przez wieki. To obecne czasy mogą coś zmienić ale to długotrwały proces. Pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.