Jump to content

Pasje


Veteran
 Share

Recommended Posts

Witam


Narty są prawdziwą pasją, dla wielu uczestników tego forum. Piszę o tych, co ciągle chcą się doskonalić, iść do „przodu” niezależnie od wieku. Tylko prawdziwa pasja może skłonić człowieka, do nieraz dużych wyrzeczeń.

Opiszę swoje pasje(może ktoś się podzieli swoimi?). Miałem takie pasje, w kolejności: fotografia, pływanie, narty i wspinaczka jednocześnie i tenis.

Fotografia zaczęła się od aparatu skrzynkowego Ljubitiel błona 6x6 cm. Wywoływałem film w domowej „ciemni”. Zrobiłem sobie powiększalnik do robienia zdjęć na papierze. Ale jednocześnie zacząłem studiować, co tylko zdobyłem na temat fotografii. Chodziłem na wystawy w Krakowie, gdzie artyści fotograficy umieszczali swoje prace. W Towarzystwie Fotograficznym jeden z takich panów oceniał, co pewien czas prace, takich jak ja amatorów. Przyniosłem ze trzy zdjęcia. Tylko jedno zwróciło uwagę. Coś tam mówił o „świetle”. Nie zostałem fotografikiem. Co mi zostało z tej pasji. To że zwracam uwagę na jakieś zdjęcie. Podoba mi się, albo nie. Nieważne, co jest na nim. Ale coś mówi, opowiada pewną historię. Szczególnie, gdy dziś mamy „selfi” z czterema uśmiechniętymi buźkami. Tło jest prawie niewidoczne.

Pływanie. W Krakowie były dwa baseny kryte. Obłożone maksymalnie. Więc zacząłem swoje lekcje od Bagrów(stawy). W ręce książka. A w niej ilustracje i opis. Kraul, żabka. Z dzieciństwa pamiętam, że pływaliśmy pieskiem, głowa nad wodą w małej rzeczce na wsi. Tu trzeba się nauczyć wydychać powietrze do wody. Można to ćwiczyć w miednicy. No więc jakoś opanowałem te style, przy pomocy dalszej literatury. Mam w końcu kartę pływacką. Nawet miałem ochotę wystartować o „żółty czepek”. Te półtora kilometra żabką bym zwalczył. Co mi zostało z pływania-syn płetwonurek, ponieważ go uczyłem, woziłem na baseny i zabierałem do Jugosławi - maskę, rurkę i płetwy.

Wspinaczka zaczęła się wreszcie fachowo. Najpierw kurs jaskiniowy, prowadzony przez instruktorów taternictwa jaskiniowego(grotołazów). Zajęcia praktyczne, to zjazd do jaskini dzwonowej, gdzie „sufit” był oblepiony szczelnie prze nietoperz. Powrót po stalowe drabince z asekuracją z góry. Druga wyprawa był znacznie bardziej ekstremalna. Instruktor mówi- chodźcie za mną. I wchodzi do jakiegoś wąskiego otworu, z boku jaskini. My za nim. Posuwać się można tylko przodu czołganiem. Na pytanie, co dalej? Padła odpowiedź- spokojnie zawrócimy. Po pięćdziesięciu metrach okazało się to miejsce. No, jakoś da się obrócić o sto osiemdziesiąt stopni. Nie bardzo mi się podobał ten rodzaj sportu. W ciemnościach i błocie. Więc jak był kurs taternictwa to się zapisałem. Teoria w Krakowie, praktyka w skałkah(Jura) niedaleko Krakowa. Tu powiało wielkim światem. Przy źródełku, na materacach, leżało się obok idoli. Padały słowa Alpy, Chamonix….Noszak w Hindukuszu. Potem był kurs w Tatrach, Mieszkaliśmy na Hali Gąsienicowej. Jeden z instruktorów miał sztywną nogę. Wspinał się dobrze, ale był kłopot z dojściem i powrotem. Wtedy też dotarła do mnie pewna rzeczywistość. Łatwo się ginie w górach, gdy się jest młodym zapaleńcem. Ale się opłaciło. Wyjazdy w Elbrus(Iran), Hindukusz(w Afganistanie). Trekking w Himalajach Zachodnich(rejon przełęczy Baralacha). Jestem marnym sportowcem w tej dziedzinie. By być wybitniejszym, trzeba przeżyć na początku, choćby pierwsze lata swojej pasji.

Tenis. Wciągnął mnie kolega z pracy. Fajne zajęcie. Można sobie pogonić po korcie. Wtedy to był sport, jeszcze uprawiany głównie przez kapitalistów. Została mi po tym okresie porządna drewniana rakieta z baranim naciągiem. Przerwałem po kilku latach, ale powróciłem po dziesięciu. Od studiowania z literatury uderzeń(backhand, forhend). Waliłem w ścianę, ile się dało. Borg był wzorem. Stał w głębi kortu i walił. Nie było mocnych. Mimo opanowania dość przyzwoicie tych uderzeń, nie miałem sukcesów na pierwszych turniejach amatorskich. Odpadałem na początku. Kolega z pracy, który według mnie miał gorszy ten back i for, śmiał się ze mnie, że ruszam do piłki jak słoń. Oczywiście, że słoń nie wygra meczu. Ale gra jest bardzo przydatna w czasie przygotowań do sezonu narciarskiego. I zaleca się ją długo kontynuować.


Wreszcie narty. Które mi zostały do dziś, co zresztą widać na forum. Jeden porządny kurs pod Gubałówką. Pięćdziesiąt pięć lat temu. Opanowanie skrętu równoległego. Na Gubałówce, zaraz po kursie się sprawdził. Dwa leżenia na pierwsze zjazdy to niewiele. Potem już było lepiej na tej Gubałówce. Po takim sukcesie wybrałem się na świętą górę. Pierwszy zjazd był do Kuźnic. Spore ilości świeżo spadłego śniegu łagodziły, na szczęście, moje upadki. Nie załamało to mnie. Zacząłem szukać literatury w przedmiocie. Pierwsza trafiła do mnie książka „Ski de France”(narciarstwo francuskie). Nieco już znałem ten język, a poza tym były tam zdjęcia, rysunki. Trajektorie ruchu, wektory sił…Od tej pory jestem biegły w tej materii. No i był pożytek z tego, że sięgałem często do słownika. Moja jazda na Kasprowym się poprawiała. Już rzadko leżałem. Doszło do tego, że pewien instruktor PZN zwrócił mi uwagę w Kotle Gąsienicowym, że za szybko jeżdżę. Nie wiem dlaczego. Nie mam przyziemień, na nikogo nie wpadam. Od tej pory, ąż do dziś - Kochani Instruktorzy- nie was podziwiam. Podziwiałem wtedy zakopiańskich zawodników, nawet maleńkich. Na Nosalu. Ale pojawiła się teraz jeszcze kategoria „demonstratorzy”. Podejrzewam, że to byli zawodnicy, tylko zrezygnowali z kariery, z powodu kilku głupich sekund, do najlepszego na zawodach. Można ich podziwiać!

Gromadziłem cały czas literaturę. Wpatrywałem się w filmy. Jak pojawił się Internet, to się dopiero mi otworzyło okno na świat. Mogę też mieć na ekranie najlepszych instruktorów amerykańskich, niemieckich, francuskich. Ale żaden nie przebił mojego JOUBERTA. Nieco stara, ale to jest biblia. Trzeba było by dopisać rozdział o jeździe na nowoczesnym sprzęcie. Korzystam z tych możliwości obficie. Cel mój to doskonalenie się. Wszystkie moje posty prowadzą do tego celu. I dlatego porównuję moją sylwetkę(klatki) do jakiegoś wzoru. Z porównania wychodzi pewne uchybienie. Np., tu mi się kolanka za bardzo zbliżyły. A wzór ma nawet przesadnie oddalone. Czy to nie jest ważne? Ważne, ponieważ to kolanko(wewnętrzne) opóźnia, blokuje wychylenie zewnętrznego. I tak bez przerwy mam wątpliwości. Gdyby ten wzór popracował ze mną przez jakiś czas , to może miałbym większy „ecart” między kolanami. Albo byłby taki szczery, aż do bólu-dziadziu nie zawracaj sobie głowy tymi kolanami! Jeździsz świetnie! Ale czy to świetnie byłoby do przyjęcia na forum? Sądzę, że nie! I dlatego ciągle się doskonalę. I piszę zawiłe posty.

Pozdrawiam
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Fajny wątek więc się wpisze.

Tenis stołowy. Klub. Został serwis. No i technika. Dynamika poszła w las. Rakietka wyleciała dosłownie przez okno. Raz też samokaleczylem się uderzając się w czoło przy topspinie. Oblepiajaca przepocona bawełniana koszulka. Został odruch podnoszenia jej gdy spocony aby nie ograniczała ruchów. W ogólniaku kontynuowalem amatorsko, był gościu z klubu i kilku zapaleńców, zwykle 2h na dzień. Dobry trening na wzmocnienie nóg i dynamikę wyjścia w górę.

Szachy w klubie seniora jako dzieciak, część była z kuźni talentów, czyli ze skierniewickiej piątki, dzieciaków, nie seniorów. Gra na czas, blitz stresujące, liczenie w długich żmudne i nudne, czacha dymi. Bez sukcesów.

Koszykówka. Rozgrywający. Reprezentacja szkoły średniej. Dziennie też 2h. Wentyl dla zamordystycznego reżimu elo.

Wspinaczka. Samouk. Choć był kurs przewodników beskidzkich. Niesubordynacja, odpadlem. W skałach i górach bezwypadkowo. Poleciałem na sztucznej z przewieszenia, lekkiego. Zły węzeł lub końcówka liny. Dwie nogi złamane, brak symetrii.

Wino. Ostro. Portal do dziś. Wiele znajomości. Bienczyk. Coś tam zgadnalem w ciemno. W Paryżu DRC z Villaine i Bettane. No ale jak Givenchy mawiał na dnie butelki Lamborghini nie znajdziesz. Więc Lidl.

Edit: moto. Były 3 auta w domu. Została makulatura. Ciągle jeżdżę. 45k rocznie.
https://powrotrobert...9-relacja-live/

Yoga. Przed i na początku sezonu narciarskiego. Wyginam śmiało ciało. Instruktorka też, inspirująco. Ideo free. Dobre rozciąganie. Zamykam oczy, marzę o nartach.

Narty. Trzy intensywne sezony. W poprzednim speed, trochę tyczek. W tym przytrasowe free, ale skitury stały się prawdziwa pasja. Żeby nie było wcześniej kilkanaście sezonów z wypożyczalni. Wcześniej przerwa. Jako dzieciak ujezdzalem czerwone polsporty, wiązania ze sprężyna i na paski. Na wsi zjezdzalem. W góry też jeździliśmy.

Załączone miniatury

  • DSC_5512.JPG
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Mieszkaniec stolicy i czegoś tam w USA dramatycznie obniżył poziom wpisu 1, 2 i 3 ;).

Nie. Kolega po prostu napisał, że lubi się dobrze bawić. Nikogo nie obraził ani nie uraził i jak każdy wolny człowiek na świecie ma prawo robić co chce. To Ty swoją nadętą i przeintelektualizowaną interpretacją sprowadziłeś go do poziomu jakiegoś gnoja.

 

Ja również bardzo lubię spędzać czas z ekipą na browarach a na karty spotykaliśmy się kiedyś regularnie - obecnie rzadziej.

Czy to można nazwać pasją... nie wiem, ale czasu w ten sposób spędzonego nie uważam za stracony.

Podobnie moja pasją są przeprawówki kajakowe i kajaki w ogóle. Wyprawy rowerowe, często również o charakterze przeprawowym, z unikaniem przygotowanych i wytyczonych szlaków oraz ścieżek.

Narciarstwo - tylko z ekipą fajnych ludzi, ta jak wszystkie działalności.

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

Mieszkaniec stolicy i czegoś tam w USA dramatycznie obniżył poziom wpisu 1, 2 i 3 ;).

Nie należy jego wpisu brać na serio. Taki rodzaj wyluzowania tematu. To forum, jak każde inne, w którym nie wszyscy i nie zawsze piszą na serio. I bardzo dobrze. :) I jakoś nie wierzę w te jego "kobiety, wino, śpiew". Co najwyżej w wino. :)

 

Osobiście mam kilka pasji, a dwie główne sportowe to rower (nr 1) i narty (nr 2). I wiele innych. A w moim długim długim życiu, jak u większości z nas, sporo się działo. Pływałem wpław, chodziłem po górach, nad morzem, żeglowałem, jeździłem po świecie. Kiedyś namiętnie czytałem książki, dziś mniej, ale w przeciwieństwie do większości rodaków, wciąż to robię. Grałem też namiętnie w karty(*), konkretnie w brydża, choć wyżyn nie osiągnąłem. Gdybym jednak miał napisać o największej mojej pasji, to byłaby nią rodzina.

 

(*) To były czasy studiów. Fizyka, antresola budynku na Reymonta w Krakowie. Zajęta przez brydżystów. Grało się w każdej przerwie. A najwięcej po studium wojskowym (było coś takiego, trwało 8 godzin w każdy wtorek)  w nieodległym mieszkaniu kolegi. Na samym studium nie było możliwości. Tam grało się w kółko i krzyżyk. :)

Link to comment
Share on other sites

Nr 1 - książki. Czytam i zbieram. Aktualnie coś pod 3000 tytułów. Tu można wyróżnić pod-pasje: historia (prawa, religii, sztuki, polityczna), sc-fi/fantasy, komiksy, dobre kryminały, sensacje (ciężko o takie), dobra beletrystyka z całego świata.

 

Dalej już w kolejności przypadkowej, te ważniejsze:

 

Filatelistyka - aktualnie w wąskim zakresie - Polska z przyległościami. Kilka fajnych egzemplarzy przeszło mi przez ręce (rzadsze odmiany PMW, biały tukan, Jankowski - pierwszy Polak w kosmosie  ;)  (https://facet.onet.p...wskiego/bvh6s6k), odwrotkę bokserów tylko widziałem ;). Fajna pasja, teraz raczej niszowa.

 

Brydż - połowa liceum to gra codziennie po kilka godzin, turnieje 3-4 razy w tygodniu. Spocone ręce w rozgrywkach przeciwko Wilkoszowi czy swego czasu najlepszej parze świata (Balicki-Żmudziński). Sukcesów brak, kilka razy miejsce w czołówkach lokalnych turniejów. Wciąż uwielbiam, ale czasu mało, sensownych partnerów brak, pykam dla relaksu przez internet.

 

Koszykówka - amatorsko od liceum, kibicowsko - Jordan, NBA, Hutnik Kraków (Roman Rutkowski - król strzelców I ligi). Skończyłem kiedy przy dwutakcie złamałem nogę w kostce. Uznałem, że organizm dał sygnał. :) Śledzę na bieżąco NBA, ale to już nie ta podnieta.

 

Podróże - uwielbiam jeździć, poznawać nowe miejsca, wczuwać się w rytm odwiedzanego miasta. Najlepszy sposób na wydawanie pieniędzy (oprócz kupowania książek oczywiście).

 

Narty - miłość z przerwami, od kilkunastu lat pochłania mnie coraz bardziej.

 

Rolki - jedna z ostatnich zajawek, ciągle raczkuję, ale jest radocha z każdego, choćby niewielkiego postępu.

 

Fotografia - na szczęście amatorska, dość szybko zwalczyłem u siebie konieczność posiadania stajni eLek. Od dłuższego czasu, wierny Nikonowi, chyba zbliża się czas przesiadki na smartfona (P30 Pro  :o ). Zdjęcia obrabiam w Ps-ie, wywołuję i opisane pakuję do albumów.

 

Bieganie - był plan zrobienia maratonu przed 40-tką, poniżej 4 godzin. Pakiet startowy na Maraton Warszawski miałem wykupiony. W ramach planu treningowego wybiegane w niecały rok ponad 1600 km. Na ostatnim rozbieganiu (35 km) kolano odmówiło współpracy i plan padł.  :P Może wrócę do pomysłu przed 50-tką. Teraz więcej treningu siłowego.

 

i wiele, wiele innych. 

 

Generalnie mam problem, gdyż mam naturę kolekcjonera, każda pasja powoduje u mnie chęć kompleksowej eksploracji i dążenia do osiągnięcia kompletnego zbioru zamkniętego.

Dlatego muszę ostrożnie dobierać zainteresowania, kasyno czy zbieranie zegarków załatwiłoby mnie finansowo raz-dwa.  :D

Link to comment
Share on other sites

Nr 1 - książki. Czytam i zbieram. Aktualnie coś pod 3000 tytułów. Tu można wyróżnić pod-pasje: historia (prawa, religii, sztuki, polityczna), sc-fi/fantasy, komiksy, dobre kryminały, sensacje (ciężko o takie), dobra beletrystyka z całego świata.

 

Dalej już w kolejności przypadkowej, te ważniejsze:

 

Filatelistyka - aktualnie w wąskim zakresie - Polska z przyległościami. Kilka fajnych egzemplarzy przeszło mi przez ręce (rzadsze odmiany PMW, biały tukan, Jankowski - pierwszy Polak w kosmosie  ;)  (https://facet.onet.p...wskiego/bvh6s6k), odwrotkę bokserów tylko widziałem ;). Fajna pasja, teraz raczej niszowa.

 

Brydż - połowa liceum to gra codziennie po kilka godzin, turnieje 3-4 razy w tygodniu. Spocone ręce w rozgrywkach przeciwko Wilkoszowi czy swego czasu najlepszej parze świata (Balicki-Żmudziński). Sukcesów brak, kilka razy miejsce w czołówkach lokalnych turniejów. Wciąż uwielbiam, ale czasu mało, sensownych partnerów brak, pykam dla relaksu przez internet.

 

Koszykówka - amatorsko od liceum, kibicowsko - Jordan, NBA, Hutnik Kraków (Roman Rutkowski - król strzelców I ligi). Skończyłem kiedy przy dwutakcie złamałem nogę w kostce. Uznałem, że organizm dał sygnał. :) Śledzę na bieżąco NBA, ale to już nie ta podnieta.

 

Podróże - uwielbiam jeździć, poznawać nowe miejsca, wczuwać się w rytm odwiedzanego miasta. Najlepszy sposób na wydawanie pieniędzy (oprócz kupowania książek oczywiście).

 

Narty - miłość z przerwami, od kilkunastu lat pochłania mnie coraz bardziej.

 

Rolki - jedna z ostatnich zajawek, ciągle raczkuję, ale jest radocha z każdego, choćby niewielkiego postępu.

 

Fotografia - na szczęście amatorska, dość szybko zwalczyłem u siebie konieczność posiadania stajni eLek. Od dłuższego czasu, wierny Nikonowi, chyba zbliża się czas przesiadki na smartfona (P30 Pro  :o ). Zdjęcia obrabiam w Ps-ie, wywołuję i opisane pakuję do albumów.

 

Bieganie - był plan zrobienia maratonu przed 40-tką, poniżej 4 godzin. Pakiet startowy na Maraton Warszawski miałem wykupiony. W ramach planu treningowego wybiegane w niecały rok ponad 1600 km. Na ostatnim rozbieganiu (35 km) kolano odmówiło współpracy i plan padł.  :P Może wrócę do pomysłu przed 50-tką. Teraz więcej treningu siłowego.

 

i wiele, wiele innych. 

 

Generalnie mam problem, gdyż mam naturę kolekcjonera, każda pasja powoduje u mnie chęć kompleksowej eksploracji i dążenia do osiągnięcia kompletnego zbioru zamkniętego.

Dlatego muszę ostrożnie dobierać zainteresowania, kasyno czy zbieranie zegarków załatwiłoby mnie finansowo raz-dwa.  :D

Cześć

Czyli mam pasje z których tak do końca nie zdawałem sobie sprawy:

Książki - czytanie i kupowanie książek jest dla mnie rzeczą tak naturalną, że nie postrzegam tego jako pasję czy hobby. Po prostu tak jak z jedzeniem czy spaniem. Głównie literatura popularnonaukowa, historia nauki, biografie ludzi nauki, literatura górska, Lem i... Pan Samochodzik (kolekcjonuje nadal bo wychodzi cały czas - już jest 150 tomików), kiedyś oczywiście BMW teraz Labirynt i różne inne. Swego czasu nawet chcąc być nijako bliżej interesujących mnie tytułów miałem firmę, która pełniła usługi przedstawicielskie dla wydawnictw - zaczęło się od dystrybucji Wiedzy i Życia i Świata Nauki - jak pojawiał się na polskim rynku - mam pierwsze dziesięć czy dwanaście roczników kompletnych.

Mam podobno dość bogaty zbiór znaczków - to Ty byś mógł pewnie ocenić - radzieckich.

Brydż - BiŻ podziwiałem jedynie na łamach brydża. Granie przeciwko nim czy Wilkoszowi - czad! Obecnie gramy turnieje koleżeńskie jak się zbierze 9.

Zbieram od kilkunastu lat kapsle ale teraz już z mniejszym zaangażowaniem.

Kiedyś, w czasach studenckich głównie grałem w piłkę, posiadam nawet medale MP w tym złoto.

Bardzo dużo czasu w ostatnich 15 latach zabrał mi sport wyczynowo trenowany przez dzieci.

Obecnie powoli wkręcam się w rower i z zainteresowaniem patrzę na rowerowe rajdy na orientację i rajdy długodystansowe.

 

Myślę, że numer 1 to jednak kajaki.

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

Nie należy jego wpisu brać na serio. Taki rodzaj wyluzowania tematu. To forum, jak każde inne, w którym nie wszyscy i nie zawsze piszą na serio. I bardzo dobrze. :) I jakoś nie wierzę w te jego "kobiety, wino, śpiew". Co najwyżej w wino. :)

 

Osobiście mam kilka pasji, a dwie główne sportowe to rower (nr 1) i narty (nr 2). I wiele innych. A w moim długim długim życiu, jak u większości z nas, sporo się działo. Pływałem wpław, chodziłem po górach, nad morzem, żeglowałem, jeździłem po świecie. Kiedyś namiętnie czytałem książki, dziś mniej, ale w przeciwieństwie do większości rodaków, wciąż to robię. Grałem też namiętnie w karty(*), konkretnie w brydża, choć wyżyn nie osiągnąłem. Gdybym jednak miał napisać o największej mojej pasji, to byłaby nią rodzina.

 

(*) To były czasy studiów. Fizyka, antresola budynku na Reymonta w Krakowie. Zajęta przez brydżystów. Grało się w każdej przerwie. A najwięcej po studium wojskowym (było coś takiego, trwało 8 godzin w każdy wtorek)  w nieodległym mieszkaniu kolegi. Na samym studium nie było możliwości. Tam grało się w kółko i krzyżyk. :)

Witam

 

Reymonta 17 ?.  Jeśli Studium Wojskowe AGH to może miałeś zajęcia z  podpułkownikiem Winkiem(stary wyga wojenny). Opowiadał "interesująco" adeptom na przyszłych oficerów o walkach ulicznych w czasie II wojny światowej. Najlepszą bronią była zaostrzona z boku łopatka saperska.  Pełniła role gilotyny.

 

Ten akademik, to była twierdza w czasie wydarzeń w 1968 roku. Oblepiona robionymi ręcznie plakatami, których treść nie była mile widziana przez władze.  Codziennie rano przejeżdżała ul. Reymonta "Warszawa" a z jej  z okienka sterczała lufa kamery.  Gdzieś w przepastnych archiwach są zapewne filmy z tego radosnego okresu.

 

A brydżystów w tym akademiku było sporo, siedzących często do białego rana.

 

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Cześć

Czyli mam pasje z których tak do końca nie zdawałem sobie sprawy:

Książki - czytanie i kupowanie książek jest dla mnie rzeczą tak naturalną, że nie postrzegam tego jako pasję czy hobby. Po prostu tak jak z jedzeniem czy spaniem. Głównie literatura popularnonaukowa, historia nauki, biografie ludzi nauki, literatura górska, Lem i... Pan Samochodzik (kolekcjonuje nadal bo wychodzi cały czas - już jest 150 tomików), kiedyś oczywiście BMW teraz Labirynt i różne inne. Swego czasu nawet chcąc być nijako bliżej interesujących mnie tytułów miałem firmę, która pełniła usługi przedstawicielskie dla wydawnictw - zaczęło się od dystrybucji Wiedzy i Życia i Świata Nauki - jak pojawiał się na polskim rynku - mam pierwsze dziesięć czy dwanaście roczników kompletnych.

Mam podobno dość bogaty zbiór znaczków - to Ty byś mógł pewnie ocenić - radzieckich.

Brydż - BiŻ podziwiałem jedynie na łamach brydża. Granie przeciwko nim czy Wilkoszowi - czad! Obecnie gramy turnieje koleżeńskie jak się zbierze 9.

Zbieram od kilkunastu lat kapsle ale teraz już z mniejszym zaangażowaniem.

Kiedyś, w czasach studenckich głównie grałem w piłkę, posiadam nawet medale MP w tym złoto.

Bardzo dużo czasu w ostatnich 15 latach zabrał mi sport wyczynowo trenowany przez dzieci.

Obecnie powoli wkręcam się w rower i z zainteresowaniem patrzę na rowerowe rajdy na orientację i rajdy długodystansowe.

 

Myślę, że numer 1 to jednak kajaki.

Pozdrowienia

 

"Pan Samochodzik" - tylko "kanoniczne", z sentymentu, reszta jest dla mnie "nieczytelna".  :D

Ale "Raz w roku w Skiroławkach" i "Dagome iudex" - wciąż się bronią.

 

Rosja radziecka - 1925-38 i 49-55 - obok Chin Mao, jedne z najbardziej poszukiwanych i bardzo dobrze wycenianych znaczków. Pozostałe, niestety wartość nieomal groszowa. Rosja carska - jest trochę perełek.

Link to comment
Share on other sites

Nr 1 - książki. Czytam i zbieram. Aktualnie coś pod 3000 tytułów. Tu można wyróżnić pod-pasje: historia (prawa, religii, sztuki, polityczna), sc-fi/fantasy, komiksy, dobre kryminały, sensacje (ciężko o takie), dobra beletrystyka z całego świata.

Dalej już w kolejności przypadkowej, te ważniejsze:

Filatelistyka - aktualnie w wąskim zakresie - Polska z przyległościami. Kilka fajnych egzemplarzy przeszło mi przez ręce (rzadsze odmiany PMW, biały tukan, Jankowski - pierwszy Polak w kosmosie ;) (https://facet.onet.p...wskiego/bvh6s6k), odwrotkę bokserów tylko widziałem ;). Fajna pasja, teraz raczej niszowa.

Brydż - połowa liceum to gra codziennie po kilka godzin, turnieje 3-4 razy w tygodniu. Spocone ręce w rozgrywkach przeciwko Wilkoszowi czy swego czasu najlepszej parze świata (Balicki-Żmudziński). Sukcesów brak, kilka razy miejsce w czołówkach lokalnych turniejów. Wciąż uwielbiam, ale czasu mało, sensownych partnerów brak, pykam dla relaksu przez internet.

Koszykówka - amatorsko od liceum, kibicowsko - Jordan, NBA, Hutnik Kraków (Roman Rutkowski - król strzelców I ligi). Skończyłem kiedy przy dwutakcie złamałem nogę w kostce. Uznałem, że organizm dał sygnał. :) Śledzę na bieżąco NBA, ale to już nie ta podnieta.

Podróże - uwielbiam jeździć, poznawać nowe miejsca, wczuwać się w rytm odwiedzanego miasta. Najlepszy sposób na wydawanie pieniędzy (oprócz kupowania książek oczywiście).

Narty - miłość z przerwami, od kilkunastu lat pochłania mnie coraz bardziej.

Rolki - jedna z ostatnich zajawek, ciągle raczkuję, ale jest radocha z każdego, choćby niewielkiego postępu.

Fotografia - na szczęście amatorska, dość szybko zwalczyłem u siebie konieczność posiadania stajni eLek. Od dłuższego czasu, wierny Nikonowi, chyba zbliża się czas przesiadki na smartfona (P30 Pro :o ). Zdjęcia obrabiam w Ps-ie, wywołuję i opisane pakuję do albumów.

Bieganie - był plan zrobienia maratonu przed 40-tką, poniżej 4 godzin. Pakiet startowy na Maraton Warszawski miałem wykupiony. W ramach planu treningowego wybiegane w niecały rok ponad 1600 km. Na ostatnim rozbieganiu (35 km) kolano odmówiło współpracy i plan padł. :P Może wrócę do pomysłu przed 50-tką. Teraz więcej treningu siłowego.

i wiele, wiele innych.

Generalnie mam problem, gdyż mam naturę kolekcjonera, każda pasja powoduje u mnie chęć kompleksowej eksploracji i dążenia do osiągnięcia kompletnego zbioru zamkniętego.
Dlatego muszę ostrożnie dobierać zainteresowania, kasyno czy zbieranie zegarków załatwiłoby mnie finansowo raz-dwa. :D

Cześć Yossarian ;)
Ostatnio dzięki twojej rekomendacji przeczytałem Paragraf 22
.
Link to comment
Share on other sites

 

Obecnie powoli wkręcam się w rower i z zainteresowaniem patrzę na rowerowe rajdy na orientację i rajdy długodystansowe.

 

 

Przecinamy się w drodze, bo do nart, w których jesteś ekspertem, dorzucasz rower.

U mnie kolejność jest odwrotna :).

 

Przy okazji, jako bardziej doświadczony kolega w materii rowerów, dam Ci niezłą radę.

Uważaj, bo od jazdy na rowerze można się nabawić przeintelektualizowanych nadęć lub wzdęć.

Sam się takiego nadęcia nabawiłem, co bardzo słusznie zauważyłeś ;).

Mianowicie, pewnego razu jechałem downhill bez kasku i wytrąbiłem głową w drzewo.

:)  :)  :)  :)  :)

 

Pozdrawiam Cię serdecznie

Link to comment
Share on other sites

"Pan Samochodzik" - tylko "kanoniczne", z sentymentu, reszta jest dla mnie "nieczytelna".  :D

Ale "Raz w roku w Skiroławkach" i "Dagome iudex" - wciąż się bronią.

 

Rosja radziecka - 1925-38 i 49-55 - obok Chin Mao, jedne z najbardziej poszukiwanych i bardzo dobrze wycenianych znaczków. Pozostałe, niestety wartość nieomal groszowa. Rosja carska - jest trochę perełek.

Cześć

Wiesz piszą to różni ludzie. Spora część jest rzeczywiście nieczytelna, najgorsze są te, które w dużej części są np. przedrukami prac doktorskich na przykład. Ale jest parę fajnych tomów, zwłaszcza te dotyczące terenów Polski, zawierają wiele interesujących informacji no bo przecież większość piszących to dziennikarze historyczni.

Co do znaczków radzieckich to mam nawet oryginalne nowe bloki. Znasz może kogoś kto to może to wycenić?

Pozdrowienia

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

Przecinamy się w drodze, bo do nart, w których jesteś ekspertem, dorzucasz rower.

U mnie kolejność jest odwrotna :).

 

Przy okazji, jako bardziej doświadczony kolega w materii rowerów, dam Ci niezłą radę.

Uważaj, bo od jazdy na rowerze można się nabawić przeintelektualizowanych nadęć lub wzdęć.

Sam się takiego nadęcia nabawiłem, co bardzo słusznie zauważyłeś ;).

Mianowicie, pewnego razu jechałem downhill bez kasku i wytrąbiłem głową w drzewo.

:)  :)  :)  :)  :)

 

Pozdrawiam Cię serdecznie

Dobry rowerzysta nie upada.

Pozdro

Link to comment
Share on other sites

Lubię roślinki i rybki w akwarium :).
Wpatrywanie się w nie działa kojąco na skołatane nerwy :).

I jeszcze jedno... Moją obecną pasją jest czytanie SkiForum.pl ;) :).


Poszukaj posty Niko 130, nieodzalowanego, lektura obowiązkowa.
Link to comment
Share on other sites

 

Co do znaczków radzieckich to mam nawet oryginalne nowe bloki. Znasz może kogoś kto to może to wycenić?

 

 

Jak masz wolny wieczór, to zacznij od porównywania: https://allegro.pl/k...4-0410&order=pd

 

Jak masz więcej czasu, tutaj jest chyba cały podstawowy katalog : http://stamprus.ru/

 

(Ceny w rublach. Oznaczenie ** - znaczek czysty, musi mieć na odwrocie nienaruszoną gumę z klejem, ʘ - znaczek kasowany)

 

A jak nie masz, albo chcesz precyzyjniejszej odpowiedzi, odwiedź dowolny sklep filatelistyczny, szacunkową wycenę zrobią za darmo.

https://gaeccy-m-w-f....business.site/

https://www.facebook.com/Znak2014/

 

Nie chciałbym Cię zniechęcać, ale w 90% przypadków klasery są warte więcej niż znaczki w środku.

Ale oczywiście życzę np. takiego: 

 

Russia-1935-Moscow-San-Francisco-Sc-C68-

 

na Mastery by było. ;)

Link to comment
Share on other sites

Chcesz coś kupić ciekawego mam w jpg (duże pliki) ciekawą kolekcję m.in podklejoną na Havidach  mojego ojca.

Perfekcyjny filatelista (niestety te zbiory do trumny by się nie zmieściły).

Ceny? Są wycenione wg katalogu ale nie wiem jak to się ma do aktualnego rynku (nigdy mnie to nie interesowało) 

Link to comment
Share on other sites

Reymonta 17 ?.  Jeśli Studium Wojskowe AGH...

Nie, ja studiowałem tę uczelnię od jedzenia (ujod czy jakoś tak :)). Nasze studium wojskowe było na Piastowskiej. A oryginałów wśród wojskowych nie brakowało. Studiowałem gdzie indziej, ale do dziś pracuje na AGH.

Link to comment
Share on other sites

Dobry rowerzysta nie upada.

Podobnie jak narciarz. :) Ale jak już upadnie to wieje grozą. Na rowerze dawno nie leżałem, ale po ostatnim upadku (nie z własnej winy, złamał się rower na pół) ślady na kciuku mam do dziś. I tak już zostanie aż do.... Na nartach leżałem w tym sezonie raz, ale solidnie. Lędźwie "czułem" przez kilka tygodni. 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...