Skocz do zawartości

Szkolenie/nauczanie dzieci


Adam ..DUCH

Rekomendowane odpowiedzi

2 minuty temu, Mikoski napisał:

U mje nojbliżyj był orczyk w parku kole gruby w Łaziskach Średnich konsek od hołdy.

U nos żodnych wyciągów nie było .Deski pod pacha i żeś targoł na wierch. Miołech Regle drewniane z kandaharami i szczewiki narciarskie skórzane 🙂 przynajmnij sie szło i poklojzdać w nich jak na deskach nie szło jechać 🙂

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Haha 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, filok napisał:

U nos żodnych wyciągów nie było .Deski pod pacha i żeś targoł na wierch. Miołech Regle drewniane z kandaharami i szczewiki narciarskie skórzane 🙂 przynajmnij sie szło i poklojzdać w nich jak na deskach nie szło jechać 🙂

W tych Łaziskach to był nie całkiem orczyk tylko lina i trzeba było mieć patyk żeby jechać w górę, zawsze zaczynało się od udeptywania stoku 😁 nienawidziłem deptać 😫

Edytowane przez Mikoski
  • Haha 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

23 minuty temu, Mikoski napisał:

W tych Łaziskach to był nie całkiem orczyk tylko lina i trzeba było mieć patyk żeby jechać w górę, zawsze zaczynało się od udeptywania stoku 😁 nienawidziłem deptać 😫

Heh fajne czasy 🙂 Jo na Muchowiec na lotnisko targoł na kole po wtedy jeszcze Górnośląskiej a taki tam był ruch że jedno auto na godzina jak przejechało to było cosik

  • Thanks 1
  • Haha 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W dniu 26.03.2026 o 11:39, zając napisał:

To jest związane trochę z modą na wyjazdy - w tym przypadku z zimowym urlopem rodzinnym albo obozem dziecięcym/młodzieżowym w czasie ferii, podobnie modna jest nauka pływania (swoją drogą bardzo ważna umiejętność i popieram), bo bezpieczniej dziecko zostawić na basenie, nad jeziorem, nad morzem bez niepokoju że pójdzie na dno i bez konieczności stałej kontroli. Ale to są umiejętności, których nie da się nabyć bez konkretnego zainwestowania w tę naukę. Zupełnie inny model rozwoju ruchowego niż "aktywność podwórkowa", która dawała sprawność ogólną i dobrą bazę wyjściową do prawdziwych aktywności sportowych.

Troszkę się nie zgadzam. Owa "inwestycja" o której napisałaś to wg mnie wkład włożony tylko i wyłącznie przez opiekuna. Podobno umiem całkiem nieźle jeździć na nartach - to zasługa moich rodziców i starszego brata a w dalszej kolejności osób trzecich, umiem grać (w stopniu podstawowym) w kosza, siatkę, ręczną, pingla, dwa ognie, kregle, bilard, badmintona, spokojnie dam sobie radę na strzelnicy z bronią krótką i długą (gwintowaną i gładką), z wędką też dam sobie radę, coś tam nieco pożegluję. Te i inne umiejętności nie są wynikiem ani mody ani specjalnych inwestycji - to wynik prawidłowej socjalizacji gdzie nie liczył się wynik tylko zabawa, top wynik fajnych szkół do których miałem zaszczyt uczęszczać (pozdrawiam wszystkich absolwentów ZSZ BHH Baildon i tych którzy mieli WF na hali beldony). Droga moja koleżanko co mnie smuci - smuci mnie to, iż z aktywności które dla mnie były normą obecnie robi się ekskluzywne zajęcia wymagające sporych inwestycji finansowych - Karolina też była "klubowa" ale na zajęcia nie była wożona - w zimie z Soli Kiczora sama pociągiem do Żywca  jechała i pół miasta z sprzętem dymała na busa klubowego.

  • Like 5
  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

17 minut temu, Adam ..DUCH napisał:

Co potrzebuje rodzic który nie jeździ aby nauczyć swoje dziecko jazdy na nartach: górka za domem, nartki za 50 dych, piłka z piwnicy oraz określenie celu.

https://www.facebook.com/watch/?ref=saved&v=1447485713395371

200 pl/h macie w kieszeni - proszę nie dziękować

Ja uwielbiałam nartki jako dziecko - takie plastikowe krótkie zakładane na buty na których ślizgało się po wszystkim choć oczywiście najlepiej z górki. Nie lubiłam sanek, lubiłam nartki, egzemplarzy miałam niezliczoną ilość bo pękały po jakimś czasie, paski też puszczały, to się zostawiało ze starych na wymianę. Tylko że wyrosłam z nich w jakimś monecie życia i co dalej? Potrzebny byłby lepszy sprzęt i ktoś kto dalej poprowadzi, a tu niestety w rodzinie i otoczeniu nie było żadnych osób z takimi umiejętnościami - no i koniec kariery narciarskiej 😂

  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, zając napisał:

Ja uwielbiałam nartki jako dziecko - takie plastikowe krótkie zakładane na buty na których ślizgało się po wszystkim choć oczywiście najlepiej z górki. Nie lubiłam sanek, lubiłam nartki, egzemplarzy miałam niezliczoną ilość bo pękały po jakimś czasie, paski też puszczały, to się zostawiało ze starych na wymianę. Tylko że wyrosłam z nich w jakimś monecie życia i co dalej? Potrzebny byłby lepszy sprzęt i ktoś kto dalej poprowadzi, a tu niestety w rodzinie i otoczeniu nie było żadnych osób z takimi umiejętnościami - no i koniec kariery narciarskiej 😂

Ja miałem już w narciarskim życiu takie narty chyba się nazywały "śnieżki" - drewniane z krawędziami na wkręty. Jak dziś pamiętam jak na zawodach w Jaworzynce tato mi do kieszeni włożył kilka blaszek, śrubokręt i wkręty - synek jak odpadnie to wymień:classic_biggrin:. Wypas.....narty śnieżki, okucia gama i buty daichstein:classic_biggrin: 

  • Like 1
  • Haha 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Adam ..DUCH napisał:

Droga moja koleżanko co mnie smuci - smuci mnie to, iż z aktywności które dla mnie były normą obecnie robi się ekskluzywne zajęcia wymagające sporych inwestycji finansowych - Karolina też była "klubowa" ale na zajęcia nie była wożona - w zimie z Soli Kiczora sama pociągiem do Żywca  jechała i pół miasta z sprzętem dymała na busa klubowego.

Masz rację. Dzisiaj dzieci, młodzież mają komfort bo jak rodzice mają pieniądze to mogą się profi rozwijać pod warunkiem, że im się chce. Ja zaczynałem od łyżew bo duży staw był u sąsiada i były dobre warunki aby pograć w hokeja. Zawsze z wieloma kolegami (bez nacisków kogokolwiek) zbieraliśmy się z łopatami, miotłami i wiadrami aby odpowiednio lód sobie przygotować. W czasie gry obrażenia były nieistotne ważny był fun! Jak posmakowałem nart to odpuściłem łyżwy bo jeszcze większa radość. Dojazd zabierał do 2 godz. PKP, PKS i średnio 40 minut "z buta" dojście na stację a potem na stok (Stożek w Wiśle) plecak z prowiantem, butami, pasem do wyrwirączki. Nie było wolnych sobót czekało się na niedzielę i ferie. Miło to wspominam a minęło pół wieku.

  • Like 2
  • Thanks 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, zając napisał:

Ja uwielbiałam nartki jako dziecko - takie plastikowe krótkie zakładane na buty na których ślizgało się po wszystkim choć oczywiście najlepiej z górki. Nie lubiłam sanek, lubiłam nartki, egzemplarzy miałam niezliczoną ilość bo pękały po jakimś czasie, paski też puszczały, to się zostawiało ze starych na wymianę. Tylko że wyrosłam z nich w jakimś monecie życia i co dalej? Potrzebny byłby lepszy sprzęt i ktoś kto dalej poprowadzi, a tu niestety w rodzinie i otoczeniu nie było żadnych osób z takimi umiejętnościami - no i koniec kariery narciarskiej 😂

Moja skończyła się podobnie, gdy wyrosłem z czerwonych polsportów. Wcześniej w Sk-cach zjeżdżałem w parku z górki do rzeki, a na wsi, znaczy na Woli Wysokiej za domem z górki na bagna, moczary jak tam zwał. Byłem tam prekursorem. I tak zaczęły się skitury;-) potem jak zaczynałem ponownie to też ładowałem się w różne krzaki, wykroty, ostępy... teraz już elegancko po szlakach chodzę. Co Cię nie zabije to cię wzmocni. Tym razem zadziałało. Mimo, że nie jestem fanem tej metodologii.

Edytowane przez star
  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, Adam ..DUCH napisał:

Troszkę się nie zgadzam. Owa "inwestycja" o której napisałaś to wg mnie wkład włożony tylko i wyłącznie przez opiekuna. Podobno umiem całkiem nieźle jeździć na nartach - to zasługa moich rodziców i starszego brata a w dalszej kolejności osób trzecich, umiem grać (w stopniu podstawowym) w kosza, siatkę, ręczną, pingla, dwa ognie, kregle, bilard, badmintona, spokojnie dam sobie radę na strzelnicy z bronią krótką i długą (gwintowaną i gładką), z wędką też dam sobie radę, coś tam nieco pożegluję. Te i inne umiejętności nie są wynikiem ani mody ani specjalnych inwestycji - to wynik prawidłowej socjalizacji gdzie nie liczył się wynik tylko zabawa, top wynik fajnych szkół do których miałem zaszczyt uczęszczać (pozdrawiam wszystkich absolwentów ZSZ BHH Baildon i tych którzy mieli WF na hali beldony). Droga moja koleżanko co mnie smuci - smuci mnie to, iż z aktywności które dla mnie były normą obecnie robi się ekskluzywne zajęcia wymagające sporych inwestycji finansowych - Karolina też była "klubowa" ale na zajęcia nie była wożona - w zimie z Soli Kiczora sama pociągiem do Żywca  jechała i pół miasta z sprzętem dymała na busa klubowego.

Cześć

Podkreśliłem bardzo mądre zdanie.Natomiast cała ta rozmowa, dyskusja, wspominanie jest, krótko mówiąc do dupy.

Dla Was/Nas są to rzeczy oczywiste, więc po co o tym tutaj rozprawiać? Żeby się dowartościować jaki jestem zajebisty bo NORMALNIE zadbałem o dzieci?

Mamy do czynienia z tragedią, która zaczyna się od rodziców przede wszystkim. Dzieci z klasy mojego syna i córki gdy poszły do szkoły ponadpodstawowej były reprezentantami szkoły we wszystkim od razu. A dlaczego? Bo jako jedyne miały NORMALNY WF - 4-6 h w tygodniu, gdzie prawdziwi fachowcy a nie jakieś pizdy nauczyły planowo wszystkiego - umiały poprawnie biegać, grać we wszystkie gry zespołowe, pływać itd.

A one tylko miały po prostu normalny wf.

Pozdro

  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...