cyniczny
Members-
Liczba zawartości
319 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
10
Zawartość dodana przez cyniczny
-
W niedziele pojeżdżone w koło komina - jak widać komin się rozrasta, bo zahacza o wyżynę Miechowską i dolinę Prądnika:-) Poranny dojazd samochodem do miejscowości Książ Wielki - dzięki S7 dojazd trwa około 2h. Cała trasa wyszła bardzo ładna - ruch samochodowy nie licząc odcinak Skała-Ojców bardzo symboliczny. Jakość asfaltów znakomita no i całą drogę coś się działo, bo teren całkiem ładnie pofalowany.
-
Miałem na myśli Kampinoski Park Narodowy:-)
-
a jeśli to nie będzie oznaczony szlak pieszy to już może próbować wjechać bez konsekwencji? A jeśli to będzie oznaczony jednocześnie szlak pieszy i rowerowy? Tak jak bodajże wujot napisał, oznaczenie szlaku nijak się ma do tego kto jakim pojazdem może poruszać się po danej drodze. To określają najczęściej znaki drogowe lub zarządca terenu/drogi poprzez stosowne zapisy regulaminu danego terenu np. w BPN masz jasno określone: "Na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego turystyka rowerowa dozwolona jest po drogach publicznych oraz (po wykupieniu opłaty wstępu na szlak) po oznakowanych trasach rowerowych. Z uwagi na bezpieczeństwo osób odwiedzających park i negatywne oddziaływanie rowerów górskich na zasoby przyrodnicze, poruszanie się rowerem po pieszych szlakach turystycznych nie jest dozwolone [Regulamin]." Za to w KPN masz zapis: "Rowerem można poruszać się po szlakach pieszych, jednak należy pamiętać o tym, że piesi mają pierwszeństwo."
-
Tych zupełnie nie kojarzę - dzięki. Natomiast przy okazji przypomniałeś mi jeszcze o "Krótka historia czasu" Stephana Hawkinga-:)
-
Moja lista - Isaac Asimov, właściwie wszystko, począwszy od całości Fundacji, po cykl Imperium Galaktyczne oraz Roboty skończywszy na wielu krótkich opowiadaniach - trylogia "Stulecie" - Ken Follett - Filary Ziemi - Ken Follett - Igła - Ken Follett - Trójka - Ken Follett - Mag - Jeffery Deaver - trylogia Millenium - Stieg Larsson - Kane i Abel - Jeffrey Archer - 5 lat kacetu - Stanisław Grzesiuk - Dzień szakala - Frederick Forsyth - Zawodowcy - Jack Oakley - System - Tom Rob Smith - trylogia Bractwo - David Morell - Norton 22 - Michael Crichton - Linia czasu - Michael Crichton - Pan raczy żartować panie Feynman - Richard P. Feynman - Ostatni wiking - Stephen R. Bown - Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście - Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski - Pamięć absolutna, autobiografia Arnolda Schwarzeneggera - My, dzieci z dworca Zoo - Christiane Felscherinow - Boże Igrzysko - Norman Davies
-
Bardzo często korzystam z tej strony i tak jak piszesz jest naprawę bardzo pomocna i wiele recenzji ma wysoki poziom. Dodatkowo po zalogowaniu (m.in. działa przez konto googla) można tworzyć własną biblioteczkę i dodawać książki w trzech kategoriach: przeczytane, teraz czytam i chcę przeczytać. Naprawdę świetne rozwiązanie dzięki któremu nie zapominam o jakichś książkach, które ktoś kiedyś mi polecił i mam ochotę przeczytać:-)
-
Jeśli chodzi o trasy kilkudniowe to trasy planuję głównie ja i zawsze zależy mi, żeby była ona jak najbardziej malownicza i sama jazda sprawiała dużo przyjemności, dobrej jakości nawierzchnia też ma znaczenie przy naszych rowerach. Ma być też z dala od dużego ruchu samochodowego lub ewentualne kawałki łącznikowe o niewielkiej długości. Sam kilometraż szacuję bardzo lajtowo, w górach staram się nie przekraczać 100km, a zazwyczaj planuję odcinki po 70-90km. Przewyższenia staram się planować nie przekraczając 1500m na 100km trasy. Po pierwsze to jednak góry i przewyższenia robią swoje, a bądź co bądź jedziemy z bagażami, po drugie wiem, że lubimy zatrzymać się dość często na zdjęcia, piwko, obiad czy ot tak popatrzeć na ładny widoczek - na Jested spędziliśmy ponad godzinę zupełnie nie planując tak długiego postoju, było po prostu bardzo ładnie z niewielka liczbą ludzi:-). Dodatkowo praktycznie nigdy jakoś mocno nie ciśniemy na takich wyjazdach, bo droga zazwyczaj ładna i szkoda ją, że tak powiem przelecieć z nadświetlną. Często jedziemy obok siebie gadając lub podziwiając widoki. W górach bywa z tym różnie, bo każdy ma swoje tempo podjeżdżania i zjeżdżania, ale za to często czekamy na siebie po pokonaniu jakiegoś większego podjazdu na szczycie i tak schodzi cały piękny rowerowy dzień 🙂
- 3 odpowiedzi
-
- 4
-
-
- rower
- kraj ustecki
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Poniżej relacja z 4 dniówki rowerowej po kraju libereckim i usteckim z zahaczeniem o Saksonię. Start wycieczki zaplanowany został z Bogatynii, stała brygada czyli Marcin, Sylwek i ja. Na tej wycieczce wyjątkowo poruszałem się rowerem MTB pożyczonym od Sylwka. Niestety w moim Fuji trzasła rama, a dokładnie dolna rurka tylnego widelca blisko mufy suportowej. Dzień pierwszy. Z Piaseczna ruszamy dość późno bo około 7:30. W Bogatynii meldujemy się przed 13:00 i niespełna pół godziny później ruszamy na trasę. Z Bogatyni wyjeżdżamy fajną ścieżką wzdłuż ogrodów działkowych i za chwilę przekraczamy granicę z Czechami. Chwilę później zjeżdżamy z głównej drogi i świetnym bocznym asfaltem jedziemy do Hermanic Za Hermanicami tylko na chwile wjeżdżamy na główną drogę nr 13 by po raptem 2 km zjechać ponownie na boczne drogi. W Chrastavie na rynku pierwsze czeskie piwko. Na całym wyjeździe za piwo wyjdzie nam płacić 48-55 koron, co przy kursie 0,17 za koronę wychodzi poniżej 10 pln za piwo w knajpie. Za Chrastavą pojawia się nasz główny cel dzisiejszego dnia czyli Jested. Podjazd dość długi - Garmin wskazał 11km, Wahoo Sylwka zaczęło już odliczać na 16 km przed celem. Od Liberca do skrętu w lewo (jakieś 4-5km) spory ruch samochodowy i motocyklowy. Po skręcie w lewo ostatnie 2,5km znacznie spokojniejsza droga, ale i stromsza. Z Jested kierujemy się w stronę Osceny. Początkowo główna drogą, ale po kilku kilometrach zjeżdżamy na fantastyczną boczną drogę W Mimon mamy ochotę na jakąś obiadokolację, ale w Restauracji Drevenko dostajemy informację że kuchnia tylko do 19:00. Widząc nasze smętne miny właściciel proponuje nam knedliki z borówkami na ciepło i to jest przysłowiowy strzał w 10. Knedliki są przepyszne, nadziewane jagodami, posypane cynamonem i podlane bitą śmietaną...pycha. Kwaterę na pierwszą noc zaklepaliśmy jeszcze w Polsce 4 km od Mimon. Stąd robimy tylko małe zakupy na wieczór i śniadanie i lecimy na nocleg. Podsumowanie dnia pierwszego. Dzień drugi Nasza kwatera na pierwszą noc. Byliśmy jedynymi gośćmi. W nocy i rano zgodnie z prognozami dość mocno padało, stąd zbytnio nie śpieszymy się. Pani sprzątająca wygania nas równo o 10:00 (a właściwie 5 minut przed czasem:-)). O tej porze pogoda mniej więcej się wyklarowała, jest pochmurno, wieje mocny wiatr, ale nie pada, a drogi całkiem nieźle przeschły, no powiedzmy na polach, bo lesie mokro mocno. W okolicy Velenic zachowały się dwa budynki dawnych sklepów lustrzanych. Obiekt w tym miejscu nazywany był zwierciadłem Rabštejna, a drugi, położony około 800 m dalej, zwierciadłem Velenickiej. W tym drugim oprócz sklepu, była również szlifiernia luster. Lustra wykonywano na 8 maszynach polerskich, które napędzane były płynącym w dolinie potokiem Svitavka. W dalszym ciągu mocno pochmurno, ale prognozy mówią, że powinno być coraz lepiej Pierwszy mały popas robimy pod skalnym zamkiem Sloup I to jest świetny pomysł, bo przechodzi jeszcze krótka ulewa i dosłownie chwilę później robi się pięknie - i tak już będzie do końca wyjazdu. Staw Radvanecky przed Nowym Borem Ścieżka rowerowa do Nowego Boru - przepiękna Za Nowym Borem czeka nas 4 km podjazd - kończący się bardzo ładnym punktem widokowym Panska Skala - bardzo charakterystyczna skała z wychodnią bazaltu, zwana też bazaltowymi organami. rzeka Ploucenice W Decinie mamy ochotę na konkretny obiad, znajdujemy dwie restauracje obok siebie, ładujemy się do pierwszej, pani pyta się co podać, słysząc że chcemy coś zjeść proponuje nam piwo:-) Od słówka do słówka okazuje się, że żadnej kuchni w lokalu nie mają, na pytanie o restauracje na przeciwko stwierdza, że tam jest tak samo. Kieruje nas do knajpy w mieście o nazwie Kocanda. Logujemy się tam i zamawiamy karkówkę z pieczonymi warzywami i frytkami. Pałaszujemy wszystko choć mięso smakuje średnio, a warzyw jest tyle co kot napłakał. No nic grunt że najedzeni. Po obiedzie ruszamy na punkt widokowy położony po drugiej stronie Łaby. Podjazd krótki, ale ciężki. Nachylenie praktycznie nie spada poniżej 15% i wchodzi w kolana konkretnie, ale warto było się pomęczyć, bo widoki bardzo ładne. W trakcie obiadu ogarnęliśmy kwaterę kilkanaście kilometrów za Decinem w okolicy Sneznika. Cała droga na kwaterę idzie pod górę. Niepotrzebnie wybieramy początek drogi ulicami Sneznicka i Druzstevni, bo na tej drugiej asfalt kończy się wraz z zabudowaniami i przez ponad 2km jest droga gruntowa z dość luźnych kamieni i ponad 1 km z nachyleniami pod 15%. W końcu droga dobija do asfaltu i dalszą część podjazdu jedzie się całkiem przyjemnie. Na kwaterze szybko rozpakowujemy się, bo wpadliśmy na pomysł wjechania na Sneznik dzisiaj i skorzystania z pięknego zachodu słońca. , Podsumowanie dnia drugiego. Kolejnego dnia ruszamy dość szybko, bo i nie ma co zwlekać. Pogoda piękna i wiele miejsc do odwiedzenia. Większość tego dnia spędzimy po niemieckiej stronie granicy, ale na ostatni nocleg wrócimy do Czech. Po kilku kilometrach wjeżdżamy do Niemiec, niestety nie ma żadnej tabliczki. Nie licząc 2 km podjazdu do zamku Konigstein przez 25 km mamy cały czas w dół z wyjątkiem 2-3 małych hopek niewartych wspomnienia:-) zamek Konigstein I już nad Łabą. Elberadweg, czyli Łabski szlak rowerowy, jedziemy nim tylko 10 km do Stadt Wehlen, ale i te 10 jest bardzo ładne. Most Bastei jedna z najbardziej charakterystycznych budowli Szwajcarii czesko-saksońskiej. Na prom czekamy dosłownie chwilę i przeprawiamy się na drugą stronę Łaby - koszt 3 euro z rowerem. Tylko na chwilę zatrzymujemy sie w miasteczku na kilka fotek i lecimy piekna drogą rowerową położoną w głębokim kanionie do Rathenwalde Hohnstein Z HohnStein jedziemy kawałek bardzo ładna trasa rowerową. I zamknięta drogą dobijamy się do drogi prowadzącej z Bad Schandau do Hinterhermsdorf - 9 lat temu jechaliśmy nią, ale w drugim kierunku. Drogą tą nie jedziemy długo i po chwili skręcamy w las na szlak rowerowy wzdłuż potoku Kirnitzsch i w kierunku granicy z Czechami. Droga jest bardzo przyjemna, w lesie panuje całkiem miły chłodek. Graniczny mostek Od granicy przez 2-3 km jest szuter, miejscami dość mocno luźny, ale widoki przepiękne. Później szuter przechodzi w asfalt W Jetrichovicach stwierdzamy, że mamy bardzo dobry czas, bo na zarezerwowaną kwatera zostało około 4km. Stąd spędzamy ponad 1h na życie chwilą:-) Sam podjazd był po górskiej gruntowej drodze z całkiem konkretnymi nachyleniami, bywało i pod 18%, stąd lekko nie było. W końcu docieramy do noclegu - schronisko na Tokani. Siedzimy chwilę delektując się kolejnym piwem i ciszą, ale to nie trwało długo. Po chwili zajeżdża 10-12 bikerów i od razu zrobił się gwar i harmider. Podsumowanie dnia czwartego Dzień czwarty Ostatni poranek na wyjeździe - pogoda znowu jak drut:-) Z samego rana czeka nas dokończenie wczorajszego podjazdu, początek asfalt, ale za chwilę ślad każe nam zjechać na szuter. Tam w pewnym momencie nachylenia i nawierzchnia robią się bardzo trudne do podjechania - 22% i miejscami łachy piachu. Z trudem docieram na szczyt, później droga już się wypłaszcza i docieram do asfaltu. krótki popas gdzieś za Krasnym Polem. Droga do Krompach, obfituje w piękne widoki Za Krompachami też pieknie Czeka nas ostatni konkretny podjazd na tej wycieczce, około 5km i zjazd do Hradka nad Nisou. Podjazd nie jest zbyt trudny, ale jakość nawierzchni zarówno na podjeździe jak i na zjeździe jest tragiczna. W Hradku jemy jeszcze obiad i tu trafiamy na świetną restaurację o nazwie "K" gdzie każdy z nas zamawia co innego i wszystkie dania są przepyszne. Do końca wycieczki zostało już około 15km, ale została jeszcze jedna atrakcja - trójstyk granic PL/CZ/DE. To mój trzeci objechany na rowerze. Ten jest jednym z ładniejszych, duże trzy flagi narodowe + unii europejskiej. Bardzo ładnie to wygląda. Jeszcze rzut oka na kopalnie odkrywkową i docieramy do samochodu. Podsumowanie dnia czwartek i mapka całości , Podsumowanie Przejechane około 350km i według Garmina zrobione ponad 5600 w pionie. Wycieczka przepiękna, w wielu miejscach byłem po raz pierwszy, wiele widoków zostanie ze mną na zawsze. Pogoda i towarzystwo dopisało i obyło się bez żadnych wypadków czy awarii.
- 3 odpowiedzi
-
- 5
-
-
-
- rower
- kraj ustecki
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Tak, to był piękny gest.
-
Właśnie za nieprzewidywalność i spontaniczność bardzo cenię Pogacara. Potrafi ryzykować, inicjować mnostwo ataków, ot choćby w sumie już słynny atak w tym roku na Strade Bianche na 80 km przed metą .Vingegard jak dla mnie jest zbyt wyrachowany i takie zachowanie zabija kolarstwo, ale oczywiście jest też świetnym zawodnikiem. Jednak z tej dwójki zawsze będę kibicował Pogiemu
-
też sądzę że ta czasówka niczego nie rozstrzygnie. Po pierwsze to co @Mitek pisze czyli jest płaska, po drugie to na razie faworyci jadą na świeżości, nie mieli się za bardzo gdzie zmęczyć, nie licząc 4 etapu. O niebo ważniejsza będzie czasówka kończąca wyścig z Monaco do Nicei, znacznie dłuższa 33km, z 8km podjazdem o średnim nachyleniu 5,6% (cat2). Tak czy siak podoba mi się ten wyścig w tym roku. W generalce wszystko otwarte, a nawet etapy sprinterskie potrafią zaskoczyć, bo Filipsen już dwa razy wyraźnie przegrał, więc nie ma oczywistych oczywistości jak w zeszłym roku.
-
Używam go tylko na basenie więc dystans wylicza w prosty sposób z nawrotów - GPS jest wyłączony. Generalnie raczej to prawidłowo wylicza, czasem jedynie jak się zatrzymam na kapkę dłużej po nawrocie i nie wcisne pauzy to potrafi doliczyć jedna długość górka. No i czasem pływam na 50 metrowym basenie, wtedy muszę się pilnować żeby w opcjach zmienić długość basenu na odpowiednią. Na otwartych akwenach nie pływałem z nim więc trudno powiedzieć.
-
Od około 1.5 roku używam zegarka garmina Forerunner 945. Używam go do rejestrowania aktywności na nartach, podczas pływania, kajakowania i pieszych wycieczek. I jak dla mnie jest to bardzo przydatny gadzet. Nie używam go na rowerze choć jako licznik i rejestrator aktywności wydaje się całkiem niezłym pomysłem. Niestety do nawigacji dla mnie odpada z uwagi na zbyt mały ekran. Ale dla mnie już ekran w edge 530 był zbyt mały (2.5 cała. Wracając do zegarka używam go też na codzien bo dzięki sparowaniu z telefonem mam wszystkie dzwieki wyciszone I tylko delikatna wibracja zegarka mówi mi o przyjsciu powiadomienia. Miłym dodatkiem też jest opcja Garmin pay, w robocie mam jeden taki automat że nie łyka mi telefonu zbliżeniowo, a zegarek bez problemu, więc się przydaje. Podsumowując, odkąd kupiłem to praktycznie się z nim nie rozstaje, a dodam że wcześniej w ogóle nie używałem zegarkow na rękę.
-
Nawet nie przyspieszył jak Majka zszedł ze zmiany tylko jechał dalej i nikt wiecej, gość z kosmosu. No i mina młodego Włocha bezcenna, ale na mecie piękny obrazek był między nimi dwoma.
-
Dzisiaj wpadła bardzo fajna traska, pociągiem pod Radom do Lesiowa i stamtąd przez dolinę Radomki i Pilicy do domku. Piwko tez wpadło w połowie trasy, bardzo fajne wąskie asfalty, znikomy ruch samochodowy, rowerzystów też pojedyncze sztuki. Generalnie cisza i spokoj.
-
A ja używam/wpinam garmina praktycznie do każdej jazdy. Oprócz nawigacji po śladzie w nieznanym terenie to lubię mieć pełne statystyki z jazd w connecie w danym sezonie/roku. Widzę ile w danym sezonie spędziłem nan rowerze+widzę ile na danym elemencie już przejechałem. Głównie mam tu na myśli napęd, ale również koła, tarcze, klocki, nawet linki i pancerze:-) no i przejechane ślady też się czasem przydają w stylu yyy którędy to jechaliśmy z Radomia do Lublina.
-
Ja mam zwykłe, generalnie Strave traktuję trochę jako backup dla Garmin Connecta:-)
-
hmm aż sobie sprawdziłem kilka ostatnich, bo Stravy też praktycznie nie używam. No i dane w porównaniu do Garmin Connecta są identyczne: odległości, przewyższenia, czasy, no i clou czyli trasy. dokładnie toczka w toczkę, wiec u mnie ten efekt nie występuje.
-
Na codzienne dojazdy jako kieszonki/pojemnika na telefon używam paśnika przy kierownicy (tekstylny uchwyt na bidon jak to google czasem podają:-)) - budżetowy model z Decathlona Rivereside. Natomiast przy kilkudniowych wypadach ten uchwyt służy mi jako drugi uchwyt na bidon i do przewożenia pierdół (telefon, jakaś drobna kasa/karty płatnicze, batony itp.) zakupiłem sakwę/płetwę na górną rurę od Jack Pack. Całkiem nieźle się sprawdza, wodoodporna nie jest, ale w zestawie dostarczany jest pokrowiec na deszcz. Natomiast w codziennych dojazdach nie używam jej, bo irytowała mnie mocno gdy np. stoję na światłach mając górną rurę między nogami - po prostu robi się za mało miejsca między nią, a siodełkiem, aby swobodnie stać i nie dotykać klejnotami tej sakwy i jednocześnie nie mieć tyłka na siodełku.
-
Byłem w połowie lutego w Nassfeld, paliwo ON (nie licząc autobany) kosztowało w okolicach 1,64-1,71, więc przy kursie 4,34 za euro wychodzi 7,11-7,42 za litr. w W-wie bez problemu kupuje ON za 6,67-6,79.
-
Byłem w L2A równo dwa lata temu w okresie 07-16/01. Mieszkałem w hotelu z którego wychodzi gondolka Super Venosc. Rano kolejki do Jandri były codziennie (takie po 10-15 min), jak również do krzesła Diable (tu trochę krótsze raczej maks 5-7 min). Zdarzały się też spore kolejki do Jandri II. Stąd albo rano jeździliśmy w regionie Valle Blanche (tak z 2 h) albo lecieliśmy "dookoła świata": gondolka Super Venosc - krzesło Petit Aiguille - krzesło Village 1800 - krzesło Cretes - krzesło Super Diable, gondolka Pierre Grosse. Sposób nie najszybszy, ale praktycznie nigdzie nie staliśmy. A później nasza najczęstsza trasa to pętla z powrotem pod gondolkę Pierre Grosse - wychodziło 6km długości i około 1000 m przewyższenia. Dodam jeszcze, żeby dostać się z gondolki Pierre Grosse na samą górę lepiej skorzystać z tej ala windy (Ascenseur Pieton) i orczyków niż z kreta. Jest znacznie szybciej - stąd z kreta skorzystaliśmy "dwa razy" pierwszy i ostatni:-)
-
Serfaus - czy sa szafki na narty pod wyciagiem?
cyniczny odpowiedział Clip → na temat → Gdzie na narty?
W Fiss są szafki zaraz przy gondolach, a dokładniej przy parkingu. Co do dostępności to nie wiem, nie korzystałem. -
Rok temu w ferie warszawskie (druga połowa lutego) bez kolejek pojeździłem w małych ośrodkach osttirolu :Silian, st.Jacob, Kals i Hailigenblut. Bardzo fajne ośrodki, mało ludzi i do kolejek i na trasach.
-
Piękne zdjęcia z moich okolic, dzieki:-) Tylko dla porządku dodam, że miejscowość to Jazgarzew, a nie Jazgarzewo.
-
I tak wybieram w takich przypadkach ulicę. Wole ewentualny mandat niż utratę zdrowia
