-
Liczba zawartości
1 077 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Zawartość dodana przez sese
-
Pan Roland nie jechał "na jajo". On wycinał piękne, długie, rytmiczne gigantowe skręty... Aż żałowałem, że nie miałem przy sobie kamerki bo filmik obrazujący to w jakim stylu "Starszy Pan" pomyka na starych sklepowych racecarverach z pewnością zamknąłby usta co niektórym forumowym "mistrzom", a zwłaszcza fanatykom dopisków "RD" czy "FIS". Okazało się, że do szybkiej, stylowej i skutecznej jazdy nie trzeba "komórki", GS ani nawet "mastera", trzeba po prostu dobrego Narciarza. Oczywistym jest, iż warunki do jazdy w dniu 6 grudnia były idealne (tak jak podczas całego mojego wyjazdu). Podczas pierwszego zjazdu naliczyłem 6 (słownie sześć) osób na całej 9 kilometrowej trasie (nie licząc szkółek, których adepci o tej godzinie dopiero rozstawiali tyki i rozgrzewali się na osobnej, niedostępnej publicznie, trasie). Przy kolejnym zjeździe ilość ludzi wzrosła może o kilkadziesiąt procent, czego główną przyczyną było chociażby to że drugim skibusem dotarł do Saas Fee Juras, Aras i Wiola Dodatkowo każdy z forumowiczów, któremu w grudniu dane było dotrzeć do Saas Fee wie, że na trasie z Mittelallein sztruks widoczny jest nawet w okolicach 14:00. Każdemu kto próbuje deprecjonować jazdę poznanego przeze mnie Szwajcara, proponuje wrzucić linka z wykresem skiline'u podobnym do tego jak podlinkowałem wyżej. Wiem że sezonówkę na Saas Fee kupiło około 100 osób z naszego forum, więc co niektórzy mają szansę zmierzyć się z Rolandem. Pozdrawiam
-
Nie wiem czy wiara w nieśmiertelność przyświecała uczestnikom tego konkretnego wypadu do Ischgl, ale na Jurasowych wyjazdach spotkałem co najmniej kilku Dżentelmenów którzy właśnie kierują się dewizą "bardzo szybko, żadnych postojów, jazda od pierwszej do ostatniej gondoli". Poruszali się na stoku znacznie szybciej niż ekipa BraCuru zaś ich umiejętności i technika jazdy sprzeciwiają się uznaniu, że powodowali oni jakiekolwiek zagrożenie dla kogokolwiek na stoku. Dodać należy, iż byli oni znacznie starsi ode mnie (niektórzy prawie dwukrotnie), zaś umiejętności i kondycji szczerze im zazdrościłem. A propos stylu "dzida w doł" muszę w tym wątku wspomnieć około osiemdziesięcioletniego Szwajcara o imieniu Roland, którego poznałem podczas ubiegłotygodniowego wyjazdu do Saas Fee. Zgadaliśmy się przy gondoli podczas oczekiwania na jej otwarcie (była 8:05, a gondole otwierali o 8:15). Mój rozmówca wyglądał zupełnie niepozornie - lekka nadwaga, w jednej ręce co najmniej 10 letnie Volkle RC, w drugiej pokrzywione i poobijane kijki bez talerzyków, na nogach stare buty bodajże Koflachy albo coś równie archaicznego. Podczas półgodzinnej wspólnej jazdy na górę ten miły "Dziadziuś" poinformował mnie, że raz w sezonie organizuje sobie dzień na nartach "tylko dla siebie" i że 6 grudnia 2017 roku jest właśnie tym dniem i że zamierza podczas tego dnia dziesięciokrotnie pokonać zjazd z Mittelallein do Saas Fee (zjazd z 3500 mnpm na 1800 mnpm, długość trasy 9 km). Patrząc na mojego rozmówcę powiedziałem, że mocno trzymam za niego kciuki i życzę mu powodzenia, ale jakoś nie byłem w stanie uwierzyć, że zrobi te blisko 20.000 m przewyższenia bez jakiegokolwiek odpoczynku, zwłaszcza, że dosyć poważnie zasapał się idąc z gondoli do kreta. Wjechaliśmy na górę, założyliśmy narty i ruszyliśmy w dół. Na trawersie byłem jeszcze pierwszy, ale po wykonaniu pierwszego lewego zakrętu, Pan Roland śmignął koło mnie z prędkością błyskawicy i zaczął stopniowo się oddalać. Poniżej pośredniej stacji dogoniłem go na tyle żeby złapać z nim kontakt wzrokowy, ale aż do dołu nie zbliżyłem się do niego na odległość mniejszą niż 50 metrów. Podczas ściągania nart przy dolnej stacji gondoli osiemdziesięcioletni Pan Roland z rozbrajającym uśmiechem zapytał mnie dlaczego tak wolno jeżdżę i co to ma znaczyć żeby on musiał czekać na osobę znacznie młodszą od jego syna... Zjechaliśmy wspólnie jeszcze dwa razy. Ani razu się nie zatrzymaliśmy, w sumie to nawet ani razu nie zwolniliśmy. Mimo jazdy na pełen gwizdek nie dane było mi wyprzedzić Pana Rolanda i za każdym razem czekał na mnie kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund na dole. Dzisiaj odnalazłem go na skiline.cc - https://www.skiline....day/e7bl4cvek7a Tego dnia przejechał on min 81 km (faktycznie więcej bo skiline oblicza odległość według najkrótszej trasy a ta była 6.12.2017 zamknięta) i pokonał ponad 17.000 m przewyższenia. Każdy jego 9 km zjazd był szybszy niż czas wjazdu gondolą i kretem. Nie zrobił ani jednej przerwy... Nie był na piwie ani na kawie... Dodam, że na górze było około - 20 stopni... Respekt, wielki respekt... Szczęki do dziś szukam na podłodze...
-
Po co smarujemy narty? - krótkie objaśnienie
sese odpowiedział Lukaszo86 → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Z góry przepraszam za OT, ale skoro już w dwóch postach pojawił się temat ekoskóry (skóry ekologicznej) to proszę znawców tematu o rozwianie wątpliwości. Do niedawna byłem przekonany że pod pojęciem ekoskóry mieści się tkanina nie mająca nic wspólnego ze skórami naturalnymi - czysty syntetyk, nazywany niekiedy skajem. Jakiś miesiąc temu w programie motoryzacyjnym znawca od tapicerek samochodowych utrzymywał natomiast, iż ekoskóra nie jest tym samym co skaj, ale są to poddane procesowi klejenia i prasowania drobno zmielone resztki skór naturalnych (odpady z produkcji skórzanych tkanin, ubrań czy tapicerek) Pytanie zatem: ekoskóra = skaj czy nie? A w temacie smarów jedna dygresja - podczas ubiegłorocznych zakupów u jednego z dystrybutorów smarów zadałem pytanie o to kto kupuje najdroższe smary z serii top finish, po 500 czy nawet 700 zł za 30 gramowe opakowanie. Byłem pewny, że grupą docelową dla tego typu smarów są zawodnicy przynajmniej na poziomie kadry narodowej. Odpowiedź była zadziwiająca - najdroższe materiały serwisowe - topowe pilniki, wypasione imadła, smary 100 % fluoro czy thermobagi kupują najwięksi amatorzy, a całkowicie specyficzną grupą klientów kupujących wszystko co najdroższe i w ich mniemaniu najlepsze są rodzice dzieciaków startujących w amatorskich zawodach typu Family Cup. Rekordziści wydają na gadżety serwisowe po kilka tysięcy PLNów i zawsze argumentują to ponoć jednym zdaniem: przecież mój synek/córka muszą mieć to co najlepsze bo inaczej przegrają. Doszło też do sytuacji kiedy w przeddzień jakiś zawodów na Dolnym Śląsku dwóch tatusiów licytowało się o ostatnią tubkę smaru top finish. Życzę wszystkim forumowiczom tak hojnych rodziców PS. Choinka za pasem -
Na czym polegało niebezpieczeństwo??? Z całym szacunkiem, ale obejrzałem filmik 3 razy i nie widzę żadnych zagrożeń. 1) stok szeroki, równy, można powiedzieć gładki jak stół 2) ludzi praktycznie nie ma 3) pojedynczy narciarze są wymijani/wyprzedzani ze sporym marginesem 4) widoczność doskonała 5) może styl i technika jazdy kumpli BraCuru nie powala na kolana, ale panują nad nartami i moim zdaniem wiedzą co robią 6) prędkość jazdy umiarkowana - na pewno nie jest to styl "kamikadze" PS A nazwanie osób widocznych na filmiku grupą "paru ryzykancko jeżdżących dupków" jest delikatnie mówiąc chamskie Użytkownik sese edytował ten post 13 grudzień 2017 - 21:23
-
Dzisiaj nabyłem Salomon X Max 120. Kupiłem je praktycznie bez mierzenia. To znaczy prawego buta założyłem na zwykła cienką skarpetę na max 2 minuty i uznałem, że jest ok. Lewego nawet nie wyciągałem z kartonu. Zresztą nie zamierzałem kupować butów, ale obniżka ceny z 1899 zł na 899 zł zrobiła swoje. Może to głupota z mojej strony, ale w 100 % zaufałem Salomonowi że kolejna ewolucja ich produktu może być tylko wygodniejsza i lepsza od poprzedniej (wcześniej miałem trzy pary impactów - o flexie 80, 100, 110) Dopiero teraz założyłem je na nogi i od 30 minut przechadzam się po mieszkaniu. Są jak kapcie. Opłacało się zaufać
-
Przepraszam za zdublowane posty... Taki urok korzystania z komórki która straciła na chwile połączenie ze światem. Już zgłoszone do admina. Jak jesteśmy już przy temacie serwisu, a w szczególności Koeniga, to powiedz Arnoldowi, Bartkowi lub Tomkowi o tym, że po serwisie masz strukturę na krawędziach. Następnym razem już jej nie będzie... Nie będziesz musiał szaleć z prawidłami i pilnikami. A co do fabrycznego podniesienia krawędzi to już parę lat temu pisałem o tym co w fabryce robi Volkl z krawędziami, żeby każdemu zapalił się banan na twarzy podczas pierwszej przejażdżki na nowych nartach No chyba, że ktoś zrobi "przegląd zerowy" i zniszczy dzieło made in germany
-
Master niestety chyba jeszcze nie widziałeś co potrafi zrobić kamień od struktury z krawędzią... "Zwykle" ostrzenie od spodu nie usunie tych nacięć, może je co najwyżej pogłaskać . Osobiście raz widziałem efekty naniesienia struktury na krawędź i doskonale pamiętam ile czasu i siły kosztowało ich usunięcie. Pozdrawiam
-
Master niestety chyba jeszcze nie widziałeś co potrafi zrobić kamień od struktury z krawędzią... "Zwykle" ostrzenie od spodu nie usunie tych nacięć, może je co najwyżej pogłaskać . Osobiście raz widziałem efekty naniesienia struktury na krawędź i doskonale pamiętam ile czasu i siły kosztowało ich usunięcie. Pozdrawiam
-
Master niestety chyba jeszcze nie widziałeś co potrafi zrobić kamień od struktury z krawędzią... "Zwykle" ostrzenie od spodu nie usunie tych nacięć, może je co najwyżej pogłaskać . Osobiście raz widziałem efekty naniesienia struktury na krawędź i doskonale pamiętam ile czasu i siły kosztowało ich usunięcie. Pozdrawiam
-
Master niestety chyba jeszcze nie widziałeś co potrafi zrobić kamień od struktury z krawędzią... "Zwykle" ostrzenie od spodu nie usunie tych nacięć, może je co najwyżej pogłaskać . Osobiście raz widziałem efekty naniesienia struktury na krawędź i doskonale pamiętam ile czasu i siły kosztowało ich usunięcie. Pozdrawiam
-
Jakby ktoś z Wrocławia potrzebował to kupiłem w TK Maxx insulatora the north face thermoball rozmiar L kolor fioletowy z zielonym logiem tnf. Wersja bez kaptura. Będę go zwracał ale może ktoś chce go przejąć? Cena z metki 329.99 zl
-
Z tym tk maxx'em nie jest aż tak źle. Oto perełki które udało mi się wyhaczyć w ciągu minionego miesiąca: - 2 pary spodni Scott na Gore - jedne za 299 zł a drugie za 329 zł (obie pary dzisiaj zwróciłem bo jednak okazały troszkę za duże) - insulator The North Face z Thermoball'u (z aktualnej kolekcji TNF) za 369 zł - polar Spyder za 99 zł - sweter Spyder za 169 zł Z innych narciarskich rzeczy wpadły mi w oczy: - męskie spodnie Marmot 20k/20k za mniej niż 300 zł - kurtka Volkl za 499 zł - damskie spodnie zerorh+ (kilka fasonów i kolorów) po 299 zł - zatrzęsienie kurtek Spyder po 299 i 399 zł W jednym z wrocławskich tk maxxów patrzą na mnie jak na jakiegoś kombinatora lub wręcz oszusta. A mnie po prostu bardzo rozleniwił ich bezproblemowy system zwrotów i od paru lat najzwyczajniej w ogóle nie zaglądam do ichniejszej przymierzalni, tylko kupuje wszystko co mi wpadnie w oko i mniej więcej pasuje rozmiarem. Dodatkowo w ciemno kupuje rzeczy dla mojej drugiej połówki i to zazwyczaj w kilku kolorach i rozmiarach. Podczas przymiarek w domowych pieleszach znakomita większość rzeczy jednak zostaje zdyskwalifikowana i potem (zazwyczaj hurtowo raz w miesiącu) pojawiam się w tk maxxie z torbą pełną zwrotów, czasem o wartości > 3000 zł. Ostatnio prawdopodobnie podejrzewali, że znalazłem jakiś patent na przeczepianie ich metek, bo każdą ze zwracanych przeze mnie rzeczy sprawdzali nie tylko z paragonem ale także ze zdjęciami w systemie magazynowym. Zresztą trudno się im dziwić, skoro jeden z bardziej "przedsiębiorczych" mieszkańców mojego miasta wpadł na pomysł kupowania w lumpeksach firmowych rzeczy i potem próbował zwrócić je do tk maxxa z podrobionymi metkami
-
Zadawanie pytań nie było mi wtedy w głowie. Takie sytuacje raczej budzą w człowieku potężną dawkę sztucznych bądź nawet dość realnych fobii. Sytuacja wyglądała tak: idziemy chodnikiem wzdłuż bocznej i nieoświetlonej uliczki w Kaprun. Jest około 21:00. Z tyłu podjeżdża do nas czarna S klasa na monachiskich numerach. Zatrzymuje się na naszej wysokości. Otwierają się przednie i tylne szyby boczne. Wewnątrz widać 5 albo 6 Muzułmanów (samych mężczyzn) w wieku 15-40 lat. My zwalniamy kroku ale się nie zatrzymujemy, oni bez słowa jadą wzdłuż nas przez około 10 sekund, gapią się na nas i coś komentują między sobą, po czym zamykają szyby i odjeżdżają. Za pierwszym razem myśleliśmy że ktoś nas z kimś pomylił i nawet nie przykładaliśmy do tej sytuacji większego znaczenia. Ale gdy powtórzyła się ona za 15 minut z udziałem innego samochodu (V klasa na numerach z Hamburga) to wydało się nam to co najmniej dziwne. Żeby prawdzie stało się zadość to nikt nas nie zaczepiał, ani nic do nas nie mówił. Pewne spostrzeżenia po drugim dniu pobytu: na jedną białą twarz przypada około 20-30 zdecydowanie bardziej opalonych twarzy. Cieszy fakt, że Muzułmanie też lubią aktywny wypoczynek, bo widzieliśmy ich zarówno w Alpincentrum, jak i nad jeziorem w Zell am See, na zamku w Kaprun czy w wąwozie Sigmund Thun Klamm. W sumie to nie mogę powiedzieć o nich ani jednego złego słowa bo stoją karnie w kolejkach, nie krzyczą, nie śmiecą. Gdyby nie charakterystyczne stroje to zlewaliby się z tłumem innych turystów. Czasami trochę ich było wręcz szkoda bo byli totalnie nieprzygotowani na dzisiejsze warunki pogodowe. Część z nich stało w klapkach/japonkach, bez parasoli i bez odzieży przeciwdeszczowej podczas ulewy i późniejszej zamieci śnieżnej na 2.500 mnpm. Austriacy próbują się dostosować i na dolnej stacji w Kaprun otworzyli wypożyczalnie zwykłych kurtek i butów, niestety nie wszyscy z niej korzystają. Zauważyłem też dziwny element "folkloru" gdy trzech Muzułmanów z aluminiowym czajnikiem w ręce ewidentnie szukali przed Alpincentrum dogodnego miejsca do rozpalenia ogniska... Wracając do tematu religii to bardzo spodobał mi się post Danego de Vino o roli religii. Idealnie byłoby gdyby wyznawcy wszelkich religii uznali ich równorzędność i wzajemną koegzystencję. Niestety niektóre z religii bardzo wyraźnie starają się narzucić swój prymat. Osobiście podczas zawierania umowy najmu mieszkania usłyszałem od Muzułmanina (pochodzący z Arabii Saudyjskiej student IV roku medycyny na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu), że nie będzie ze mną dyskutować, ani tym bardziej nie będzie szukał jakiegokolwiek kompromisu, ponieważ ja jako "niemuzułmanin" jestem dla niego nikim i wobec tego nie mam prawa narzucać mu żadnych warunków. W kolejnym zdaniu usłyszałem, że mam mu służyć... Na tym się nasza rozmowa zakończyła...
-
Nie chciałem nikogo obrazić pisząc o "kobietach ninja". Nie jestem też uprzedzony do Muzułmanów, ale może ktoś znający Ich kulturę mi wytłumaczy dlaczego wczoraj dwukrotnie podjechały pod nas dwa samochody wypełnione Muzułmanami,którzy zlustrowali nas od stóp do głów, po czym odjechali. Ja jakoś nie zatrzymuje się przy każdym Murzynie idacym po chodniku. Teraz siedzimy w Alpincentrum. Wszystko stoi z powodu burzy deszczowo -śnieżnych, które przechodzą nad nami co 15 minut. Żal mi niektórych Muzułmanek - jest +2,8 stopnia a część z Nich jest w japonkach...
-
Zaskoczony zastaną sytuacją poszperałem trochę w necie. Od 2005 roku region Zell am See-Kaprun jest latem tłumnie odwiedzany przez Muzułmanów. W 2015 roku było ich 70.000 w skali roku, w 2016 już ponad 100.000. Przyjeżdżają wyłącznie przedstawiciele "bogatej" części muzułmańskiego świata. Tubylcy są raczej zadowoleni, bo turyści znad Zatoki Perskiej zostawiają średnio ponad 250 Euro/osobę/dzień. Ponoć są drobne problemy z dewastacją hoteli, naruszaniem przepisów ruchu drogowego czy wrogim nastawieniem do wyzywająco i skąpo ubranych turystek innych nacji. Jutro zdam relację jak jest naprawdę. Jakby ktoś chciał poczytać w tym temacie: https://www.theguard...pot-in-pictures http://edgardaily.co...g-hotspot-28001 https://timdracup.wo...in-zell-am-see/ http://www.telegraph...-the-floor.html PS. Co do stosunków pomiędzy Ukraińcami a Rosjanami, to nie dalej jak miesiąc temu rozmawiałem o tej kwestii z Ukraińcem, który pochodzi z Krymu, a od pół roku pracuje w Krakowie. W obecnie trwającej wojnie zginęli członkowie jego rodziny, ale mimo to nie widzi on wroga w każdym Rosjaninie, ani w Rosji. Dla niego wrogiem jest przede wszystkim Putin, ewentualnie konkretny dowódca/żołnierz rosyjski, natomiast przeciętny Rosjanin nadal jest jego przyjacielem. Zresztą na jednej imprezie wspomniany przeze mnie Ukrainiec bawił się wspólnie z Rosjaninem pracującym w tej samej firmie.
-
Po dłuuuugiej drodze z adriatyckiego wybrzeża, o 19:40 udało nam się dotrzeć do Kaprun Właśnie wróciliśmy z wieczornego spaceru... Wniosek jeden: w lecie Kaprun zamienia się w światową stolicę japońskich wojowników. Podczas ponad godzinnego spaceru spotkaliśmy może dziesięć osób nam podobnych, ale za to natknęliśmy się na kilkadziesiąt, o ile nie kilkaset, kobiet ninja przyodzianych w pełny strój maskujący. Widać tylko oczy, a czasami nawet ich nie widać... Do tego menu w każdej knajpie wygląda mniej więcej tak: Mężowie kobiet ninja rozbijają się natomiast wypasionymi brykami po okolicy zwalniając przy każdej białej twarzy i dokładnie ją lustrując (idąc chodnikiem poczułem się trochę dziwnie), albo okupują ogródki piwne (po zmroku pewnie Allah nie widzi...) Aż boje się pomyśleć co zobaczę jutro w gondoli na Kitzka a potem w Alpincentrum...
-
W Kaprun nie ma jokera, ale na tych samych zasadach co w Saalbach joker, tu działa Zell am See -Kaprun Sommer Card. Nie można go kupić ale dostajesz go gratis przy zakwaterowaniu. Identycznie jest w ischgl
-
W Zell am See masz darmowy jeden wjazd Schmittenhohebahn na tydzień pobytu, ale są nieograniczone wjazdy gondolą cityXpess i krzesłami Sonnenalmbahn/Sonnkogelbahn. Areitbahn w lecie 2017 nie działa - budują nową gondolę. Nie zmienia to jednak tego, iż rowerów nie wwożą na Schmittenhohe, Rowery bez ograniczeń można natomiast wwozić na Alpincentrum i stamtąd są 3 przedługaśne singletracki do doliny. Dodatkowo przysługuje Ci jeden wjazd na szczyt. Zell am See/Kaprun ma moim zdaniem lepszą od Saalbach ofertę poza rowerową: jezioro z plażami, lodowiec z trasami do wędrówek, zapory wodne wraz z via ferratami nad nimi, wąwóz sigmund - thun, via ferrata Kitz w Taxenbach i termy w Kaprun.
-
Ja planuje spędzić w Austrii tydzień od 3 do 9/10 sierpnia. Rozważane są poważnie trzy opcje: 1) Saalbach 2) Zell am See + Kaprun 3) Ischgl Z mojego rozeznania tylko te 3 ośrodki dają w gratisie karnet na nieograniczoną ilość wjazdów z rowerami. W innych ośrodkach (m.in. Zillertal czy SFL) albo trzeba płacić albo masz darmowy tylko jeden wjazd w górę danego dnia. Muszę jeszcze zrobić dokładne rozeznanie co do trudności single tracków w Saalbach i Kaprun (zjazd z Alpincentrum do doliny) bo podczas wypadu w ostatni weekend do Janskich okazało się, że mój hardtail ma jednak pewne ograniczenia techniczne , a i mierne umiejętności jeźdźca też nie pozwoliły na bezpieczne pokonanie całego zjazdu po czarnej trasie pod gondolą. Postanowiłem też z miejsca wymienić moje hamulce na co najmniej SLX, bo nawet 180 mm tarcze w moich 355 nie dawały rady. W ischgl nie było z problemów z trudnością tras bo poza stricte single trackami, zawsze miałem możliwość zjechania szutrowymi a nawet asfaltowymi drogami technicznymi. Można wspólnie pomyśleć i razem klepnąć jakiś apartamencik.
-
Od 1 stycznia 2016 roku można już legalnie wyrobić trzecią tablicę na bagażnik rowerowy. Procedura jest uproszczona - idziesz do urzędu komunikacji z dowodem osobistym i dowodem rejestracyjnym, płacisz około 50 zł i dostajesz trzecią tablicę z nalepkami legalizacyjnymi. O ile pamiętam wywalczyli to posłowie Kukiza i aż dziw bierze, że tyle lat (i tyle mandatów) trzeba było na to czekać
-
I to jest clue tego tematu. Widząc ogłoszenie w sprawie wyjazdu z możliwością szkolenia oczekuje informacji kto uczy i jak uczy... Przez cały obecny sezon starałem się znaleźć instruktora dla mojej drugiej połówki (poszukiwania zostały przerwane moją kontuzją i odwołaniem wszelkich planów wyjazdowych do przyszłego sezonu). Jest na forum kilka, może kilkanaście osób pod których instruktorskie skrzydła z przyjemnością oddałbym Dorotę i zapłacił praktycznie każdą cenę za to szkolenie. Wynika to z tego, że widząc ich jazdę i metodykę szkolenia wiem, że to jest to czego szukam. Jest też kilkanaście innych osób, które mają wprawdzie papiery instruktora, ale mnie totalnie nie przekonują swoim warsztatem... Kilka z nich chciało się podjąć szkolenia i to za darmo, ale odmówiłem... Mam nadzieję że nie poczuli się urażeni, bo w gruncie rzeczy nie chodziło o ich umiejętności (tych żadnemu z nich nie brakowało), ale o brak spasowania z moją "wizją narciarstwa".
-
I stało się !!! Sezonówka już w kieszeni. Można jeszcze składać zamówienia - promocyjna cena została przedłużona do niedzieli. Tworzymy listę : 1) JurekByd 2) Porter 3) Porterka 4) Sese + 2 osoby spoza forum ...
-
Dzisiaj pęknie magiczna liczba 77777 Na obecną chwilę jest 77363...
-
Yaro nie rozumiem tej napinki. Nikt nie chcę Cię egzaminować, ale skoro sam wspominasz o możliwości szkolenia ("wszyscy z uprawnieniami instruktora, tak więc jeśli ktoś będzie zainteresowany wskazówkami to chętnie pomożemy"), to osobiście chciałbym wiedzieć czy jesteście instruktorami SITN czy MENIS. Nie wiem dlaczego odbierasz pytania Mitka za formę zaczepki. Bez obrazy, ale widziałem już na stoku "instruktorów" którzy raczej mogliby się ode mnie czegoś nauczyć a nie vice versa. Woła to o pomstę do nieba bowiem sam umiejętnościami ani stylem nie grzeszę i nigdy nie podjąłbym się udzielania komukolwiek jakichkolwiek wskazówek... Najlepiej będzie jak wrzucisz na YT obiecany film propagandowy wtedy nie będzie żadnych pytań...
