Jump to content

MTB - wątek sprzętowy


Spiochu
 Share

Recommended Posts

2 godziny temu, Spiochu napisał:

To niby jakie się kupuje, jak inne nie pasują?

Napęd 12-tka jest całkiem ok. To spory postęp względem 2/3x. Jest lżejszy i prostszy. Pewnie też tańszy w produkcji, ale dla ceny sklepowej to bez znaczenia.

Bo masz bębenek XD wcielone zło unikane wymieniane na potęgę miedzy innymi ze względu na opcję zakupu tylko drogich kaset. Masz niszę. Po GX-e masz już tylko kasety dla bogaczy albo zawodnicze typu XO1/XX1. Jakie są ich ceny każdy może sprawdzić. Cała reszta lata na kastach typu NX a najwięcej na Shimano. Tu też jest wprawdzie nowy bębenek pod 12 sp ale kasety są sporo tańsze i wytrzymalsze. Coraz więcej osób sięga po Deorkę bo jest cała stalowa a nie największe zębatki dla zbicia wagi z aluminium. Łańcuch to rzeźbi u mnie tak, że 46T jak i cala kaseta idzie na śmietnik po niecałych 2 sezonach i z 3 tys km.

Nigdzie nie pisałem, że 1x jest złe tylko 12-ka jest moim zdaniem mniej precyzyjna od 11-ki.

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Spiochu napisał:

1. Podejrzewam, że na samej logistyce być zyskał z 10h.

Osobiście, nie rozumiem zwodów, w których się nie ścigasz. I nie ma tu znaczenia, czy celujesz w podium czy 100-tną lokatę.

Z Twoich postów wynika, że jeździsz, żeby się przejechać, jak na wycieczce.

Dystans jest kosmiczny, ale czasowo stać Cię na więcej.

2. W jaki sposób możesz nosić rower, mając wolne ręce? To jakaś zagadka logiczna?

Zawsze wnoszę go na 3-piętro (choć jest winda), ale muszę trzymać dwoma rękoma.

Co do średniej w mieście, najłatiwiej ja poprawić, cisnąc na czerwonym 😉

 

Cześć

1. To nie kwestia logistyki tylko konieczności regeneracji. Jeszcze mnie nie stać na jazdę non stop... jeszcze. Ja jeżdżę dość szybko ale nie jestem w stanie utrzymać tempa bez przerwy przez 30 godzin. Poza tym kwestia oszczędności sił i zmiennej pogody, która może szybko wykończyć. Raczej jestem też z tych, którzy się ścigają i raczej muszę się hamować na dłuższych dystansach. Jest sporo elementów, które w efekcie dają wynik. Jak jeden nie zagra to już dalej nie ma znaczenia. Nigdy nie jeżdżę jak na wycieczce - nie umiem.

2. Przód siodełka na ramieniu - ręce wolne. Nie wiem czy to zawsze pracuje, przy każdej geometrii ale u mnie pracuje na każdym rowerze jaki w domu mamy.

3. Nigdy nie jeżdżę na czerwonym - tępię to regularnie. Jak ktoś przejeżdża na czerwonym, to dla mnie osobista obraza.  Planowanie, znajomość terenu, dynamika ruchu, orientacja i konsekwencja w jeździe w sensie umiejętności i świadomości utrzymania prędkości.

Ja za to, nie potrafię jeździć bez trzymanki i to jest duża wada, z którą nie potrafię sobie poradzić.

Pozdro

Edited by Mitek
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

18 minut temu, Mitek napisał:

Cześć

1. To nie kwestia logistyki tylko konieczności regeneracji. Jeszcze mnie nie stać na jazdę non stop... jeszcze. Ja jeżdżę dość szybko ale nie jestem w stanie utrzymać tempa bez przerwy przez 30 godzin. Poza tym kwestia oszczędności sił i zmiennej pogody, która może szybko wykończyć. Raczej jestem też z tych, którzy się ścigają i raczej muszę się hamować na dłuższych dystansach. Jest sporo elementów, które w efekcie dają wynik. Jak jeden nie zagra to już dalej nie ma znaczenia. Nigdy nie jeżdżę jak na wycieczce - nie umiem.

2. Przód siodełka na ramieniu - ręce wolne. Nie wiem czy to zawsze pracuje, przy każdej geometrii ale u mnie pracuje na każdym rowerze jaki w domu mamy.

3. Nigdy nie jeżdżę na czerwonym - tępię to regularnie. Jak ktoś przejeżdża na czerwonym, to dla mnie osobista obraza.  Planowanie, znajomość terenu, dynamika ruchu, orientacja i konsekwencja w jeździe w sensie umiejętności i świadomości utrzymania prędkości.

Ja za to, nie potrafię jeździć bez trzymanki i to jest duża wada, z którą nie potrafię sobie poradzić.

Pozdro

1. Moim zdaniem to kwestia organizacji. Nawet nie trzeba być sportowcem, żeby to rozumieć. Widziałeś kiedyś w TV, żeby peleton stał?  Nawet jak nie jesteś w stanie jechać non stop to nie zatrzymuj się w ciągu dnia. Jak przerwa to jesz lub śpisz. Zero marnowania czasu.

2. Dzięki, nie próbowałem tak.

3. Ja czasem jeźdżę i nie widzię w tym problemu, przynajmniej dopuki ktoś myśli. Widzę natomiast, że szybka jazda po ścieżce jest ryzykowna. Co moment ktoś wyłazi pod koła.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

12 godzin temu, Spiochu napisał:

1. Moim zdaniem to kwestia organizacji. Nawet nie trzeba być sportowcem, żeby to rozumieć. Widziałeś kiedyś w TV, żeby peleton stał?  Nawet jak nie jesteś w stanie jechać non stop to nie zatrzymuj się w ciągu dnia. Jak przerwa to jesz lub śpisz. Zero marnowania czasu.

2. Dzięki, nie próbowałem tak.

3. Ja czasem jeźdżę i nie widzię w tym problemu, przynajmniej dopuki ktoś myśli. Widzę natomiast, że szybka jazda po ścieżce jest ryzykowna. Co moment ktoś wyłazi pod koła.

Cześć

1. He he, oczywiście masz rację, tylko, że to nie zawsze jest wykonalne. Sam pewnie wiesz, że jedzenie i picie na rowerze ma kluczowe znaczenie i trzeba to robić często raz wyprzedzać odcięcia i tu (masz rację całkowitą) jest sporo do zrobienia w kwestii znajomości własnego organizmu i jego reakcji. Drugi element to jest też trochę taka moja paranoja dotycząca reguł imprezy. Zakładam jazdę OS, wspinaczkowym językiem się wspominając. Czyli bez znajomości drogi, sklepów, noclegów, bez rozpoznania i wcześniejszych rezerwacji czy czegokolwiek - takie są zresztą reguły. Pole manewru taktycznego jest wtedy dość małe. Pozostaje to o czym piszesz - trzeba jechać a nie stać i to jest klucz.... ale czasami masz tak dość... 😉

Wiesz, przejechanie na świeżo 300km w ciągu jest bezproblemowe - no chyba, że teren bardzo ciężki albo pogoda zimowa - ćwiczyłem to nie raz. Problem w tym, żeby następnego dnia przejechać kolejne 300 a to już jest dla mnie wyzwanie, być może nieosiągalne.

Dlatego tak podziwiam Maćka ze Skionline.

Pozdrowienia serdeczne

Link to comment
Share on other sites

Nie będzie o MTB ale o rowerze ,na koniec drugiej wojny mój teść jeździł na rowerze z Mikołowa do Gliwic 20 km po chleb do swojego cioci która pracowała w piekarni. Jak nastał ruski mir to kacapy zajebali mu rower w pół trasy w Przyszowicach.

Teraz pisze tu jeden szmaciarz o rowerach, jego poglądy są jasno określone ciekawe komu zajebał rower ? 😁

Edited by Mikoski
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Mikoski napisał:

Nie będzie o MTB ale o rowerze ,na koniec drugiej wojny mój teść jeździł na rowerze z Mikołowa do Gliwic 20 km po chleb do swojego cioci która pracowała w piekarni. Jak nastał ruski mir to kacapy zajebali mu rower w pół trasy w Przyszowicach.

Teraz pisze tu jeden szmaciarz o rowerach, jego poglądy są jasno określone ciekawe komu zajebał rower ? 😁

Brawa za samokrytykę, a rower najlepiej zwróć właścicielowi, kimkolwiek on jest.

10 godzin temu, Mitek napisał:

Cześć

1. He he, oczywiście masz rację, tylko, że to nie zawsze jest wykonalne. Sam pewnie wiesz, że jedzenie i picie na rowerze ma kluczowe znaczenie i trzeba to robić często raz wyprzedzać odcięcia i tu (masz rację całkowitą) jest sporo do zrobienia w kwestii znajomości własnego organizmu i jego reakcji. Drugi element to jest też trochę taka moja paranoja dotycząca reguł imprezy. Zakładam jazdę OS, wspinaczkowym językiem się wspominając. Czyli bez znajomości drogi, sklepów, noclegów, bez rozpoznania i wcześniejszych rezerwacji czy czegokolwiek - takie są zresztą reguły. Pole manewru taktycznego jest wtedy dość małe. Pozostaje to o czym piszesz - trzeba jechać a nie stać i to jest klucz.... ale czasami masz tak dość... 😉

Wiesz, przejechanie na świeżo 300km w ciągu jest bezproblemowe - no chyba, że teren bardzo ciężki albo pogoda zimowa - ćwiczyłem to nie raz. Problem w tym, żeby następnego dnia przejechać kolejne 300 a to już jest dla mnie wyzwanie, być może nieosiągalne.

Dlatego tak podziwiam Maćka ze Skionline.

Pozdrowienia serdeczne

W takihc imprezach, trasa jest znana. Możesz zaplanować, gdzie są sklepy, knajpy. Zadzwonić 1h wcześniej i coś zamówić itd. Osobiście nie przestrzegałbym tylko bzdurnego punktu o rezerwacji noclegów. Promuje on ludzi nieogarniętych ,lub z grubym portfelem, ale nawet jak chcesz być zgodny z regulaminem, to i tak wiele trzeba zaplanować. No i wywal plecak, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś.

Jak robisz takie przebiegi, to pewnie jest w stanie zrobić te 400km ciągiem. Mam koleżankę co tyle zrobiła w 30+ godzin, a jeździ pewnie z 5x mniej od Ciebie.

Link to comment
Share on other sites

23 godziny temu, Mitek napisał:

Ja za to, nie potrafię jeździć bez trzymanki i to jest duża wada, z którą nie potrafię sobie poradzić.

Przy Twoim doświadczeniu, to się spodziewałem, że zrobisz stójkę, żonglując browarami 😉

Czyli jednak nabijanie km niewiele wnosi do techniki. Może na moim pozimoie jeszcze tak, ale z czasem coraz mniej.

Masa ludzi teraz jeździ bez trzymanki i gapi się w telefon. Ja niestety też nie umiem.

 

Próbowałem też unieść rower na ramieniu, jak pisałeś. Nie jest to możliwe nawet na ułamek sekundy. Pręty od sidełka wbijają się w kości, chyba zresztą nie udałoby się go zaczepić.

Link to comment
Share on other sites

1 godzinę temu, Spiochu napisał:

Próbowałem też unieść rower na ramieniu, jak pisałeś. Nie jest to możliwe nawet na ułamek sekundy. Pręty od sidełka wbijają się w kości, chyba zresztą nie udałoby się go zaczepić.

W swoim rowerze chyba masz dropper. Zdecydowanie odradzałbym wtedy ten sposób.

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

W dniu 14.06.2022 o 18:56, Tata Asi napisał:

Widzę, że na rower mnie nie stać... 😉

 

Dziś rozmawiałem z ziomkiem co ma swój serwis rowerowy.

Mówiłem, że za serwis dampera skasowali mnie astronomiczną kwotę (500zł).

On stwierdził, ze to normalna cena, bo sam zestaw uszczelek kosztuje 350zł.

Nie lepiej z wypożyczeniem. Dobry e-bike to już prawie 300zł za dzień. Za tą samą kasę można wypożyczyć ze 3 samochody.

Link to comment
Share on other sites

W dniu 15.06.2022 o 23:52, Wujot napisał:

W swoim rowerze chyba masz dropper. Zdecydowanie odradzałbym wtedy ten sposób.

Cześć

Nawet nie wiem co to jest dropper. A rower noszę w ten sposób od zawsze - nie tylko swój ale Ewki wszystkie też (a ma już 3, każdy o nieco innej geometrii i z innym sidłem, nosiłem tak nawet fata) więc to sposób uniwersalny i warto go opanować, bo jest naprawdę wygodny.

Pozdro

Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Mitek napisał:

Cześć

Nawet nie wiem co to jest dropper. A rower noszę w ten sposób od zawsze - nie tylko swój ale Ewki wszystkie też (a ma już 3, każdy o nieco innej geometrii i z innym sidłem, nosiłem tak nawet fata) więc to sposób uniwersalny i warto go opanować, bo jest naprawdę wygodny.

Pozdro

Mitku, dropper to to samo co myk-myk 😉

Nawet jednak pomijajac ten aspekt to zawiesic roweru siodelkiem na ramieniu nie da sie nawet na ulamek sekundy. No chyba ze z pomoca anestezjologa. Moze u grubasow jest inaczej ale u mnie rurki siodelka powoduja drastyczny ucisk na kosci.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

20220623_100501.thumb.jpg.d1242e8e8774184a4dcadd6cee282582.jpgCześć

Wydaje mi się to przedziwne ale oczywiście Ci ufam. Zrobię Ci zdjęcie albo filmik bo dla mnie taki sposób noszenia jest tak oczywisty jak to, że narty nosi się dziobami do przodu. Nawet czasami dwa rowery tak znosiłem po schodach bez problemu, tylko trzeba uważać na przednie koła, żeby się nie skręcały b można się zdziwić jak nagle zaprze się o barierkę...

Pozdro serdeczne

Edited by Mitek
Link to comment
Share on other sites

Cześć

To konstrukcja policzkowa, mocowane do ściany i stropu bez żadnych podpór, dość rzadka i wymagająca dla rzemieślnika. Czekaliśmy na ich zrobienie 20 lat.

A z rowerem... dla mnie to oczywisty sposób ale może Piotrek ma jakieś specyficzne siodło.

Pozdro

Edited by Mitek
Link to comment
Share on other sites

7 godzin temu, Mitek napisał:

Cześć

To konstrukcja policzkowa, mocowane do ściany i stropu bez żadnych podpór, dość rzadka i wymagająca dla rzemieślnika. Czekaliśmy na ich zrobienie 20 lat.

A z rowerem... dla mnie to oczywisty sposób ale może Piotrek ma jakieś specyficzne siodło.

Pozdro

Cześć

Na takich schodach za wiele poręcz nie przeszkadza.

pozdro

Link to comment
Share on other sites

 

Cześć

Jaki bagażnik??? Na rowerze? Jest potrzebny tak jak nóżka. 😉

Bagażnik jest elementem , który można zastąpić na wiele sposobów, co polecam, bo... z bagażnikiem jeździć się nie da. Wyważernie roweru jest absolutnie bezsensowne.

Pozdro

Edited by Mitek
  • Haha 1
Link to comment
Share on other sites

3 minuty temu, Mitek napisał:

 

Cześć

Jaki bagażnik??? Na rowerze? Jest potrzebny tak jak nóżka. 😉

Bagażnik jest elementem , który można zastąpić na wiele sposobów, co polecam, bo... z bagażnikiem jeździć się nie da.

Pozdro

A najlepszym sposobem jest plecaczek 🙂

 

Link to comment
Share on other sites

8 godzin temu, Mitek napisał:

 

Cześć

Jaki bagażnik??? Na rowerze? Jest potrzebny tak jak nóżka. 😉

Bagażnik jest elementem , który można zastąpić na wiele sposobów, co polecam, bo... z bagażnikiem jeździć się nie da. Wyważernie roweru jest absolutnie bezsensowne.

Pozdro

Cześć

Ja rower wykorzystuję gospodarczo, praktycznie codziennie niezależnie od pogody, tzn. jeżdżę do sklepu, zawożę miód do klientów, przewożę rożne inne rzeczy (np. worek od wf córki). Na rowerze na co dzień mam zamontowany bagażnik i na nim plastikowy koszyk sklepowy, często dokładam sakwy. Do tego błotniki (mieszkam na obrzeżach i sporo jeżdżę po drogach gruntowych w błocie).

Jak jadę gdzieś w teren to demontuję bagażnik, ale muszę przyznać, że nie za często się to zdarza. Najczęściej zdejmuję tylko koszyk. 

pozdro

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Cześć

Ja też korzystam z roweru codziennie niezależnie od pogody i pory roku. Jednak nieco inaczej traktuję rower. Celem jest jazda sama w sobie a nie funkcja przemieszczania czy przewożenia czegokolwiek. Oczywiście załatwiam kupę spraw, jeżdżę zawsze z plecakiem bo wożę tam komputer, więc mam miejsce do przewożenia rzeczy. Resztę załatwiłem sobie karmikiem, małą podsiodłówką i płetewką a w dalekie trasy mam trójkąt  na całą dziurę. Jakoś nie wyobrażam sobie jazdy z bagażnikiem czy nawet dużą podsiodłową sakwą bo strasznie zaburza rozkład ciężaru. Choć chłopaki jeżdżą z dużymi sakwami lub sakwobagażnikami i robią takie podjazdy, że... sam nie wiem jak to jest możliwe. Błotników nie mam bo jak pada to i tak jest się mokrym. Zresztą na asfalcie jest się mokrym znacznie szybciej niż na kostce czy jakichkolwiek gruntówkach czy szutrach. Mam tylko taki niewielki błotnik na przednim kole żeby woda nie leciała mi od dołu w twarz np. na zjazdach. Poza tym, nie ma fajnym błotników do MTB. 🙂

Zaintrygowałeś mnie tym miodem. Możesz coś bliżej bo to ciekawy temat. Ja na miodach się nie znam ale jeść z serkiem twarogowym... uwielbiam... rzepakowy taki biały zwarty.

Pozdrowienia

Edited by Mitek
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...