brachol Napisano 10 godzin temu Udostępnij Napisano 10 godzin temu Ja zdawałem zaraz jak skończyłem 17 lat, w 1992 można było zacząć kurs nie mając jeszcze 17 lat. Marek, 13.12.1981 to była niedziela, za wiele nie pamiętam z tego czasu, ale to akurat tak. pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Marcos73 Napisano 10 godzin temu Udostępnij Napisano 10 godzin temu 7 godzin temu, a_senior napisał: Skupieni, ale często groźni. Niedaleko stąd do stwierdzenia, że czują się pewniej od innych kierowców i jeżdżą od nich bezpieczniej. Ponoć tak uważa 75% kierowców. Podobnie jest z samooceną. Większość uważa, że jest lepszymi kierowcami od innych. A w ogóle to prawie wszyscy kierowcy uważają, że są dobrymi kierowcami. BTW, ja też uważam, że jestem lepszy od większości kierowców. 🙂 A już na pewno lepszy w parkowaniu na kopertę. Podobnie uważam, że jestem lepszym (wciąż :)) narciarzem od większości nartujących. 🙂 Andrzej, a co i kto wyznacza standard bezpiecznej jazdy? Czyli Ty jadąc z kolegą jako pasażer, który jeździ podobnie do Ciebie, gremialnie stwierdzisz że jeździ dobrze, jadąc ze mną jako pasażer, ze jeżdżę za szybko a co za tym w myśl zasady niebezpiecznie, ja znowóż będąc pasażerem jadąc z Tobą dojdę do konkluzji, że jeździsz na zasadzie w całym kawałku z punku A do B potrafisz dojechać, a ja jadąc z np. Grimsonem dojdziemy do wniosku, że obaj potrafimy jeździć i to dobrze. Gdzie leży prawda i co jest wyznacznikiem owej bezpiecznej jazdy? No przecież nie przepisy, Lublin pokazał, że da się supernowoczesną drogę obwarowaniami spierdolić, nie mówiąc już o komplikacji interpretacji znaków przez kierowcę. Czy ramy prawne tworzone przez super specjalistów od ruchu drogowego takich jak Jarek co ukradł księżyc są wyznacznikiem? Ten co przemierzył setki km w foteliku na tylnym siedzeniu jest opiniotwórczy? Toczysz boje z Mitkiem, narciarskie, że nie da się w 100% bezpiecznie jeździć na nartach, bo zawsze ktoś w Ciebie może wjechać i tam chyba przytoczyłeś przykład (tu z pamięci - a ta jest zawodna) jak chyba w Twoją Żonę (nomen omen doświadczoną narciarkę) wjechał narciarz. Czy można było tego uniknąć, no oczywiście że tak. Ale to następny level umiejętności narciarskich. Widocznie jeszcze tej umiejętności w tamtym czasie nie posiadała. Teraz pewnie już jest mądrzejsza. Reasumując, wiem, że są osoby które potrafią jeździć o kilka poziomów lepiej ode mnie, ale skoro udało mi się przejechać myślę grubo ponad 2mln km w jednym kawałku z oględna znajomością przepisów, to coś tam musze jednak umieć i cos tam muszę o poruszaniu się po drogach wiedzieć. pozdro 3 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Marcos73 Napisano 10 godzin temu Udostępnij Napisano 10 godzin temu (edytowane) 8 minut temu, brachol napisał: Ja zdawałem zaraz jak skończyłem 17 lat, w 1992 można było zacząć kurs nie mając jeszcze 17 lat. Marek, 13.12.1981 to była niedziela, za wiele nie pamiętam z tego czasu, ale to akurat tak. pozdro Piotrek, a skąd wiesz że to była niedziela? W tamtych czasach kalendarz nie ustalał dni tygodnia, tylko sugerował 🙂 Pewnie ONI wiedzieli, że Witek będzie wojskowym, mimo iż Witek jeszcze o tym nie wiedział. Aparat władzy był wszechmocny i wszechwiedzący, dlatego Bóg im nie pasował - niezdrowa konkurencja 😉 . pozdro Edytowane 10 godzin temu przez Marcos73 2 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
kordiankw Napisano 9 godzin temu Udostępnij Napisano 9 godzin temu 9 minut temu, Marcos73 napisał: Piotrek, a skąd wiesz że to była niedziela? W tamtych czasach kalendarz nie ustalał dni tygodnia, tylko sugerował 🙂 😉 . pozdro Bo nie było Teleranka 😭 1 3 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
PaVic Napisano 9 godzin temu Udostępnij Napisano 9 godzin temu 2 godziny temu, Mitek napisał: Cześć Ja zdawałem na prawo jazdy w 1982 roku. Egzamin był po prostu śmieszny - dlatego dobrze go pamiętam. Całość - piszę o praktyce bo teoria zawsze była śmieszna - trwała dokładnie 3min 2 sek. Pozdro To co w 80’ brzmiało jak science fiction dziś jest codziennością praktycznie w każdej sferze naszego życia 😉 a egzamin cóż jak był taki jest, jakby czas stał w miejscu 🤷♂️ Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Mitek Napisano 8 godzin temu Udostępnij Napisano 8 godzin temu (edytowane) 5 godzin temu, PaVic napisał: To co w 80’ brzmiało jak science fiction dziś jest codziennością praktycznie w każdej sferze naszego życia 😉 a egzamin cóż jak był taki jest, jakby czas stał w miejscu 🤷♂️ Cześć No tu akurat zmieniło się bardzo dużo Paweł. Teoria - odpowiedzi na pytania mieli wszyscy w formie półoficjalnej ściągawki. Nie było żadnego placyku a jeździłem dosłownie tak: wyjazd z miejsca parkingowego wzdłuż, 20m, skręt w prawo w drogę dwupasmową z pierwszeństwem, 200m skręt prawo skos, 100m (po takim łuku (Plac Inwalidów w Warszawie, kto był ten wie), włączenie się na tą samą drogę i zaraz zawrotka, 300m, skręt w lewo w drogę z której pierwotnie wyjechałem i parkowanie w tym samym miejscu w ciągu pojazdów. Dziękuję zdał Pan... Pan..., chyba zdawałem gdzieś w okolicach 17 urodzin. Obecny egzamin, gdzie niektórzy zdają po 10 razy, jeżdżą godzinę itd. to jest inna bajka - wiem bo zdawałem i nie zdałem. 🙂 Pozdro Edytowane 3 godziny temu przez Mitek 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Mitek Napisano 8 godzin temu Udostępnij Napisano 8 godzin temu 1 godzinę temu, Marcos73 napisał: Andrzej, a co i kto wyznacza standard bezpiecznej jazdy? Czyli Ty jadąc z kolegą jako pasażer, który jeździ podobnie do Ciebie, gremialnie stwierdzisz że jeździ dobrze, jadąc ze mną jako pasażer, ze jeżdżę za szybko a co za tym w myśl zasady niebezpiecznie, ja znowóż będąc pasażerem jadąc z Tobą dojdę do konkluzji, że jeździsz na zasadzie w całym kawałku z punku A do B potrafisz dojechać, a ja jadąc z np. Grimsonem dojdziemy do wniosku, że obaj potrafimy jeździć i to dobrze. Gdzie leży prawda i co jest wyznacznikiem owej bezpiecznej jazdy? No przecież nie przepisy, Lublin pokazał, że da się supernowoczesną drogę obwarowaniami spierdolić, nie mówiąc już o komplikacji interpretacji znaków przez kierowcę. Czy ramy prawne tworzone przez super specjalistów od ruchu drogowego takich jak Jarek co ukradł księżyc są wyznacznikiem? Ten co przemierzył setki km w foteliku na tylnym siedzeniu jest opiniotwórczy? Toczysz boje z Mitkiem, narciarskie, że nie da się w 100% bezpiecznie jeździć na nartach, bo zawsze ktoś w Ciebie może wjechać i tam chyba przytoczyłeś przykład (tu z pamięci - a ta jest zawodna) jak chyba w Twoją Żonę (nomen omen doświadczoną narciarkę) wjechał narciarz. Czy można było tego uniknąć, no oczywiście że tak. Ale to następny level umiejętności narciarskich. Widocznie jeszcze tej umiejętności w tamtym czasie nie posiadała. Teraz pewnie już jest mądrzejsza. Reasumując, wiem, że są osoby które potrafią jeździć o kilka poziomów lepiej ode mnie, ale skoro udało mi się przejechać myślę grubo ponad 2mln km w jednym kawałku z oględna znajomością przepisów, to coś tam musze jednak umieć i cos tam muszę o poruszaniu się po drogach wiedzieć. pozdro Cześć Marek, może dogadajmy się jakoś bo po grzyba mamy 2 razy pisać to samo? Głupio mi po prostu żerować na Twojej pracowitości, poważnie. Dodam tylko, że też chyba nigdy nie miałem okresu zachłyśnięcia się swoja samochodową jazdą. Może dlatego, że nigdy nie miałem w tym pierwotnym okresie porządnego samochodu a może dlatego, że jeszcze w pierwszej połowie lat 90, dość przypadkowo zresztą znalazłem się w środowisku polskich rajdowców i obserwowałem oraz brałem udział w pewnym sensie w powstawaniu tzw. "złotego okresu polskich rajdów". Szybko zobaczyłem co to znaczy porządne jazda samochodem z absolutnie pełną kontrolą w każdych warunkach. Ile to kosztuje pracy i jak wiele zależy od konfiguracji samochodu aby być pewnym. Ale przede wszystkim miałem okazję jeździć jako z najlepszymi polskimi kierowcami tamtych czasów Krszyśkiem Hołowczycem, Januszem Kuligiem, Leszkiem Kuzajem, Tomkiem Kucharem, Stecami, Fryczem itd. i tak rajdówkami czy treningówkami w trakcie treningów czy pokazówek ale przede wszystkim w normalnym ruchu drogowym normalnymi samochodami ale i rajdówkami. Miałem okazje również uczestniczyć w paru solidnych wypadkach rajdowych i to nie do końca jako obserwator. Zapewniam, że po takich doświadczeniach, jeżeli tylko ktoś jest normalny szybko wietrzeje z głowy ślizganie się w normalnym drogowym ruchu, palenie gumy na światłach czy inne wymysły spod znaku robionego Civica czy kitowanego Golfa. To tak samo jak na nartach - chcesz zapierdalać - zapisz się na kurs jazdy GS, później może... dojrzejesz do SL. A samochodem: zapisz się do klubu postartuj w KJS, przekonaj się jak nie umiesz hamować albo znaleźć się między paroma pachołkami. Pojedź na płytę i przekonaj sie co wiesz o wychodzeniu z poślizgu itd. A jak chcesz sobie pozapierdalać... to płać - im więcej tym lepiej. Pozdro 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
PaVic Napisano 8 godzin temu Udostępnij Napisano 8 godzin temu 14 minut temu, Mitek napisał: Cześć No tu akurat zmieniło się bardzo dużo Paweł. Teoria - odpowiedzi na pytania mieli wszyscy w formie półoficjalnej ściągawki. Nie było żadnego placyku a jeździłem dosłownie tak: wyjazd z miejsca parkingowego wzdłuż, 20m, skręt w lewo w drogę dwupasmową z pierwszeństwem, 200m skrę t prawo lewo skos, 100m (po taki łuku (Plac Inwalidów w Warszawie, kto był ten wie), włączenie się na tą samą drogę i zaraz zawrotka, 300m, skręt w lewo w drogę z której pierwotnie wyjechałem i parkowanie w tym samym miejscu w ciągu pojazdów. Dziękuję zdał Pan... Pan, chyba zdawałem gdzieś w okolicach 17 urodzin. Obecny egzamin, gdzie niektórzy zdają po 10 razy, jeżdżą godzinę itd. to jest inna bajka - wiem bo zdawałem i nie zdałem. 🙂 Pozdro A to przepraszam za skuchę bo myślałem że niewiele się różnił od tych z lat 90’ a przynajmniej jego końca kiedy sam podchodziłem bo ten do dziś jest praktycznie taki sam no mniej placu teraz pozostało do zrobienia . Ja pierwszy swój też oblałem na placu właśnie na własne życzenie jak to stwierdził egzaminator bo nie dałem kierunku przy cofaniu z skośnego , łuk zrobiłem patrząc się przez prawe ramię 💪 stara szkoła 😏 gdzie już wymagali niby przez patrzenie w lusterka a kopertę bezbłędnie . Po nim wyjechałem z kraju i po jakimś dłuższym czasie ponownie przystąpiłem do egzaminu niestety łuk oblałem 😂 zatrzymując się za daleko o 5cm od linii 😤 z linijką mierzył takie czasy były - qwa tak się wku… że trzeci już był bezbłędny plac i co najważniejsze miasto a zdawałem w LBN . pozdro 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Mitek Napisano 7 godzin temu Udostępnij Napisano 7 godzin temu 5 minut temu, PaVic napisał: A to przepraszam za skuchę bo myślałem że niewiele się różnił od tych z lat 90’ a przynajmniej jego końca kiedy sam podchodziłem bo ten do dziś jest praktycznie taki sam no mniej placu teraz pozostało do zrobienia . Ja pierwszy swój też oblałem na placu właśnie na własne życzenie jak to stwierdził egzaminator bo nie dałem kierunku przy cofaniu z skośnego , łuk zrobiłem patrząc się przez prawe ramię 💪 stara szkoła 😏 gdzie już wymagali niby przez patrzenie w lusterka a kopertę bezbłędnie . Po nim wyjechałem z kraju i po jakimś dłuższym czasie ponownie przystąpiłem do egzaminu niestety łuk oblałem 😂 zatrzymując się za daleko o 5cm od linii 😤 z linijką mierzył takie czasy były - qwa tak się wku… że trzeci już był bezbłędny plac i co najważniejsze miasto a zdawałem w LBN . pozdro Cześć Cieszę się, że złapałeś sedno bo porobiłem literówek tyle, że nie da się tego czytać - bardzo przepraszam. Czyli kiedy wszedł ten placyk - dla mnie bardzo dobry pomysł swoją drogą, masz pojęcie? Pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
grimson Napisano 7 godzin temu Udostępnij Napisano 7 godzin temu 24 minuty temu, Mitek napisał: Cześć Marek, może dogadajmy się jakoś bo po grzyba mamy 2 razy pisać to samo? Głupio mi po prostu żerować na Twojej pracowitości, poważnie. Dodam tylko, że też chyba nigdy nie miałem okresu zachłyśnięcia się swoja samochodową jazdą. Może dlatego, że nigdy nie miałem w tym pierwotnym okresie porządnego samochodu a może dlatego, że jeszcze w pierwszej połowie lat 90, dość przypadkowo zresztą znalazłem się w środowisku polskich rajdowców i obserwowałem oraz brałem udział w pewnym sensie w powstawaniu tzw. "złotego okresu polskich rajdów". Szybko zobaczyłem co to znaczy porządne jazda samochodem z absolutnie pełną kontrolą w każdych warunkach. Ile to kosztuje pracy i jak wiele zależy od konfiguracji samochodu aby być pewnym. Ale przede wszystkim miałem okazję jeździć jako z najlepszymi polskimi kierowcami tamtych czasów Krszyśkiem Hołowczycem, Januszem Kuligiem, Leszkiem Kuzajem, Tomkiem Kucharem, Stecami, Fryczem itd. i tak rajdówkami czy treningówkami w trakcie treningów czy pokazówek ale przede wszystkim w normalnym ruchu drogowym normalnymi samochodami ale i rajdówkami. Miałem okazje również uczestniczyć w paru solidnych wypadkach rajdowych i to nie do końca jako obserwator. Zapewniam, że po takich doświadczeniach, jeżeli tylko ktoś jest normalny szybko wietrzeje z głowy ślizganie się w normalnym drogowym ruchu, palenie gumy na światłach czy inne wymysły spod znaku robionego Civica czy kitowanego Golfa. To tak samo jak na nartach - chcesz zapierdalać - zapisz się na kurs jazdy GS, później może... dojrzejesz do SL. A samochodem: zapisz się do klubu postartuj w KJS, przekonaj się jak nie umiesz hamować albo znaleźć się między paroma pachołkami. Pojedź na płytę i przekonaj sie co wiesz o wychodzeniu z poślizgu itd. A jak chcesz sobie pozapierdalać... to płać - im więcej tym lepiej. Pozdro zgoda, kierowcy rajdowi to inna liga. wystarczy na YT odszukać film, jak pracują stopami, i robi się wtedy grubo. akurat na tym nagraniu widać też pracę wału kardana na kolumnie kierownicy. to na mnie robi największe wrażenie: Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
grimson Napisano 7 godzin temu Udostępnij Napisano 7 godzin temu Praca rąk? tu jest nieźle: Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
PaVic Napisano 7 godzin temu Udostępnij Napisano 7 godzin temu 10 minut temu, Mitek napisał: Czyli kiedy wszedł ten placyk Gdzieś w międzyczasie twojego a mojego . W Belgii nie ma placu a egzamin to około 40min jazdy w mieście główne to kopertę sprawdzają , zawracanie plus reakcje zachowania przy dojeździe do ścieżki rowerowej ale też nikt nie egzaminuje z jazdy na autostradzie choć śmiało mógłby przez te 20 min sprawdzić czy kierowca ma pojęcie . pozdro 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Lexi Napisano 7 godzin temu Udostępnij Napisano 7 godzin temu 3 godziny temu, kordiankw napisał: nie miałem wtedy skończonych 16 lat. 😄..ja też w 81 nie miałem - po kursie kazali mi czekać na egzamin aż skończę 16.......następny egzamin miałem w 97'.. następny w 98 ..i jeszcze jeden w 2008.. wszystkie "od szczała" zdane. 2 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
a_senior Napisano 6 godzin temu Udostępnij Napisano 6 godzin temu 2 godziny temu, Marcos73 napisał: Reasumując, wiem, że są osoby które potrafią jeździć o kilka poziomów lepiej ode mnie, ale skoro udało mi się przejechać myślę grubo ponad 2mln km w jednym kawałku z oględna znajomością przepisów, to coś tam musze jednak umieć i cos tam muszę o poruszaniu się po drogach wiedzieć. Umiesz, umiesz. Jak i inni piszący w tym wątku, który tylko pobieżnie śledzę. BTW zgadzam się na ogół ze wszystkim co piszesz, bo to głos rozsądku i racjonalności. Nie ma wsród nas, tzn. piszących w tym wątku, drogowych piratów. Wszyscy zgodnie oświadczają, że w zasadzie jeżdżą bezwypadkowo a więc bezpiecznie. Chodzi mi jednak o to by nie popadać w przesadną pewność siebie. Jeżdżę bezwypadkowo, świadomie, ze skupieniem (w przeciwieństwie do wielu jeżdżących w sposób, nazwijmy to - relaksowy) więc mogę sobie pozwolić na więcej, np. jeździc szybciej niż nakazują znaki. To wg mnie błędne i niebezpieczne podejście. Bardzo bliskie owemu powszechnego przekonania Polaków, że jeżdżą lepiej od innych. Oczywiście masz rację, nakazy i znaki to nie jest świętość, nie zawsze da się, czy nawet powinno je sticte przestrzegać. Ale to są sytuacje wyjątkowe. Np. wyprzedzanie ciągnika na podwójnej ciągłej, z którym mam w moich górach do czynienia nagminnie. W moim przypadku jest jeszcze gorzej, bo zdarza mi się, ale wyłącznie na rowerze czy pieszo, przejeżdżać czy przechodzić na czerwonym świetle, czym mocno denerwuję Mitka. 🙂 Jako kierowca staram się jednak przestrzegać przepisów, w tym dot. ograniczenia prędkości. 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
brachol Napisano 6 godzin temu Udostępnij Napisano 6 godzin temu 52 minuty temu, PaVic napisał: Gdzieś w międzyczasie twojego a mojego . W Belgii nie ma placu a egzamin to około 40min jazdy w mieście główne to kopertę sprawdzają , zawracanie plus reakcje zachowania przy dojeździe do ścieżki rowerowej ale też nikt nie egzaminuje z jazdy na autostradzie choć śmiało mógłby przez te 20 min sprawdzić czy kierowca ma pojęcie . pozdro Ja jak zacząłem chodzić na kurs czyli chyba w marcu 1992 to jeszcze nie było cofanie po łuku, jak poszedłem na egzamin w lipcu to już był łuk (można było patrzyć w tył), parkowanie prostopadłe, równoległe, górka i miasto, do wyboru Maluch albo Duży Fiat. Było chyba 20 testów z pytaniami i wystarczyło się nauczyć wszystkich i się zdawało bez problemu. Mój ojciec zdawał na prawko na początku lat 70-tych i z tego co opowiadał to musiał pojechać do przodu i cofnąć i to wszystko. pozdro 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Mitek Napisano 5 godzin temu Udostępnij Napisano 5 godzin temu 1 godzinę temu, a_senior napisał: Umiesz, umiesz. Jak i inni piszący w tym wątku, który tylko pobieżnie śledzę. BTW zgadzam się na ogół ze wszystkim co piszesz, bo to głos rozsądku i racjonalności. Nie ma wsród nas, tzn. piszących w tym wątku, drogowych piratów. Wszyscy zgodnie oświadczają, że w zasadzie jeżdżą bezwypadkowo a więc bezpiecznie. Chodzi mi jednak o to by nie popadać w przesadną pewność siebie. Jeżdżę bezwypadkowo, świadomie, ze skupieniem (w przeciwieństwie do wielu jeżdżących w sposób, nazwijmy to - relaksowy) więc mogę sobie pozwolić na więcej, np. jeździc szybciej niż nakazują znaki. To wg mnie błędne i niebezpieczne podejście. Bardzo bliskie owemu powszechnego przekonania Polaków, że jeżdżą lepiej od innych. Oczywiście masz rację, nakazy i znaki to nie jest świętość, nie zawsze da się, czy nawet powinno je sticte przestrzegać. Ale to są sytuacje wyjątkowe. Np. wyprzedzanie ciągnika na podwójnej ciągłej, z którym mam w moich górach do czynienia nagminnie. W moim przypadku jest jeszcze gorzej, bo zdarza mi się, ale wyłącznie na rowerze czy pieszo, przejeżdżać czy przechodzić na czerwonym świetle, czym mocno denerwuję Mitka. 🙂 Jako kierowca staram się jednak przestrzegać przepisów, w tym dot. ograniczenia prędkości. Cześć Tak mocno denerwujesz. Usłyszał być coś za sobą w stylu: "stary a głupi" ale nie martw się może coś Cię jebnie i nie będziesz mnie więcej denerwował. Pozdrowienia serdeczne 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Mitek Napisano 5 godzin temu Udostępnij Napisano 5 godzin temu (edytowane) 1 godzinę temu, brachol napisał: Ja jak zacząłem chodzić na kurs czyli chyba w marcu 1992 to jeszcze nie było cofanie po łuku, jak poszedłem na egzamin w lipcu to już był łuk (można było patrzyć w tył), parkowanie prostopadłe, równoległe, górka i miasto, do wyboru Maluch albo Duży Fiat. Było chyba 20 testów z pytaniami i wystarczyło się nauczyć wszystkich i się zdawało bez problemu. Mój ojciec zdawał na prawko na początku lat 70-tych i z tego co opowiadał to musiał pojechać do przodu i cofnąć i to wszystko. pozdro Cześć Cofanie nie na lusterka to raczej relikt ich niebytu lusterek w samochodach. Pozdro Edytowane 4 godziny temu przez Mitek Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
a_senior Napisano 5 godzin temu Udostępnij Napisano 5 godzin temu 3 minuty temu, Mitek napisał: Usłyszał być coś za sobą w stylu: "stary a głupi" ale nie martw się może coś Cię jebnie i nie będziesz mnie więcej denerwował. Za to moje "nielegalne" przejścia/przejazdy na czerwonym nie spodziewam się jebnięcia. Robię to z dużym marginesem bezpieczeństwa. Ale jebnięcie może sie zdarzyć i to niestety nie z mojej winy. Ostatnio z trudem wyratowałem się przejeżdżając na zielonym na rowerze przez skrzyżowanie gdy kierowca mnie nie zauważył. Jakiś dostawczak wyprzedził mnie na centymetry. Taksówkarz obtrąbił i zupełnie nie wiem dlaczego. Itd. 🙂 Cóż, co komu pisane. 🙂 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Mitek Napisano 4 godziny temu Udostępnij Napisano 4 godziny temu Cześć Oczywiście, nie wiadomo co komu pisane to lepiej mieć nad tym pełną kontrole i się podłożyć. Mój niezwkyle szanowany profesor ze studiów wziął sprawę w swoje ręce i po prostu skoczył - jak coś robić to dobrze. 🙂 Światła to rzeczywiście wymysł idiotów, wydłuża mi drogę do pracy czasami nawet o 10 minut czyli 12-13%. Pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Mitek Napisano 4 godziny temu Udostępnij Napisano 4 godziny temu 2 godziny temu, grimson napisał: zgoda, kierowcy rajdowi to inna liga. wystarczy na YT odszukać film, jak pracują stopami, i robi się wtedy grubo. akurat na tym nagraniu widać też pracę wału kardana na kolumnie kierownicy. to na mnie robi największe wrażenie: Takie mam pytanie Karolu Drogi. Jak widzisz uznając rady kol, Mikara zawieszam grubą broń i po prostu pytam: jaki jest cel zamieszczania w TEJ dyskusji po TYM KONKRETNYM poście takich filmików? Czyżbyś nie zrozumiał przekazu? Bo te filmiki tak sugerują ale chciałbym się upewnić bo mogę czegoś nie rozumieć przecież. Pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Spiochu Napisano 56 minut temu Udostępnij Napisano 56 minut temu W dniu 7.09.2026 o 20:07, MarioJ napisał: Ludzie, nie wymyślajcie sobie fikcji. Robiłem w latach 90-tych. Podobno było wtedy trudno zdać. Bardzo trudno. Nawet moja mama "zdała". Na placu egzaminator kręcił kółkiem żeby wyglądało, że ogarnia. Ja zdawałem znacznie później. Praktyka odbywała się już normalnie i bez łapówek. Natomiast teoria - zanim zdążyłem przeczytać pytania to już prawie wszyscy wyszli. Obryli się na pamięć rozpoznając odpowiedź po kolorze obrazka. Zrozumienie zapewne zerowe. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Spiochu Napisano 46 minut temu Udostępnij Napisano 46 minut temu (edytowane) W dniu 7.09.2026 o 19:52, Marcos73 napisał: Mario Zgadzam się z Grimsonem, wiemy o tych wypadkach, ponieważ są bardziej spektakularne - czyli z reguły giną w nich jakieś osoby, lub są bardzo mocno poszkodowane. Statystycznie kierowcy TIR odpowiadają za ok 3% wszystkich wypadków w PL, a jeśli przeliczymy to na km (np. każde 100 000 przejechanych to jest ich nie cały 1%). Równie dobrze można przypisać transportowi lotniczemu jako niebezpieczny, bo zwykle w katastrofie lotniczej giną wszyscy, ile ich tam jest na pokładzie. Kierowcy TIR to grupa ludzi którzy wręcz sobie pomagają na drodze, życzyłbym sobie aby wszyscy kierowcy osobówek mieli takie pojęcie o jeździe. Wyprzedzanie - zwykle wyprzedzany zjeźdźa na tempomacie o parę km aby wyprzedzający szybciej i sprawniej wykonał ten manewr, a mrugnięcie światłami na koniec to nie opierdalanie, a informacja że minął jego zestaw i bezpiecznie może powrócić na prawy pas. Twoje wywody przypominają mi moją Teściową, która wychwalała mojego "przyszywanego" Teścia, jaki to ON jest zajebsitym kierowcą, bo przez X lat jak jeździ nigdy nie miał wypadku ani nigdy mandatu nie dostał. Ja wówczas łapałem punkty, jakbym mógł je wymienić na jakieś nagrody w programie lojalnościowym. A prawda jest taka, że Teść kupił mazdę 626 w Pewexie i w ciągu 16 lat zrobił nią 68 tys. km, a ja w 6 lat busem 1,5mln. To takie porównanie mniej więcej. Raz w niedzielę jechał do kościoła, a trasę nad może planował 2 tygodnie z międzylądowaniem, jakby miał tacho w Maździe. Mario, z Twojej opowieści wynika, że zrobiłeś prawo jazdy stosunkowo niedawno i w późnym wieku. Ja osobiście nie pamiętam nic ze szkolenia, bo to było tak dawno, że już chyba nie prawda. Większość doświadczenia nabyłem w praktyce tłucząc km i będąc świadkiem wielu zdarzeń, w tym także tragicznych. Żadne opowieści instruktorskie tego nie zastąpią. Mario, ja jestem za zdroworozsądkowym podejściem do życia, przepisy, to pewne ramy, w których należy się poruszać, ale są takie, które należy bezwzględnie przestrzegać, a są i takie, które w zależności od sytuacji można naciągać nie powodując zagrożenia, czy wręcz naciąganie ich to bezpieczeństwo poprawia. Prozaiczna sytuacja z soboty, podjazd na przełęcz Kocierską, droga stroma i kręta, miejsca do wyprzedzania nie uświadczysz, brak jakiegokolwiek pobocza. Ruch umiarkowany, ale jest. Ulubiona droga rowerzystów, ze względu na podjazd. Na tej drodze nie jesteś w stanie wyprzedzić rowerzysty bez złamania przepisów. Przede mną kilkanaście samochodów, na szczęście wszyscy byli ogarnięci i sprawnie tych rowerzystów po kolei wyprzedzają - przede wszystkim zachowując bezpieczny dystans od wyprzedzanego, natomiast wszyscy przekraczają podwójną ciągłą. O dziwo cała trasie jak nigdy trafili mi się "ogarnięci" kierowcy tam gdzie 50 - to max 60 jechali, a tam gdzie 90 to maks 100. Ja na tej trasie oprócz rowerzystów wyprzedziłem tylko traktor i 1 busa - to się mi nie zdarza (oczywiście tak mało). Ala jazda była nad wyraz płynna. A teraz wyobraź sobie jakiegoś prawego kierowcę, co jedzie za tym rowerzystą, myślę, że po kilometrze i daję sobie głowę uciąć, że któryś z całego tego sznura by wyskoczył, tworząc spore zagrożenie, a tak wszyscy wyprzedzali tych rowerzystów (na szczęście nie było żadnej ustawki, a tylko pojedyncze osobniki) zachowując pełne bezpieczeństwo, mimo iż wszyscy zmotoryzowani złamali przepisy (może z wyjątkiem jednośladów). Nie wiem co by było, jeśli w tej kolumnie zaplątałby się wóz policyjny. Pewnie byśmy te parę km z godzinę jechali. A tak poszło sprawnie i bez nerwów. Jestem przeciwnikiem jakiegokolwiek pouczania innych użytkowników dróg, bo nie mam do tego ani mandatu, ani uprawnień. Takie zachowania trzeba tępić, ale też bardzo łatwo jest do nich nie dopuścić. Mnie osobiście nigdy to się nie zdarzyło chociaż nie raz jakiś oszołom siedział mi na zderzaku. Zasada jest prosta o ile jesteś inteligentny, po takim manewrze, zjeżdżasz na lewy i w momencie wyprzedzania przez oszołoma podnosisz rękę i przepraszasz. Może tym samochodem jechać rozjuszony byk, po tym geście zawsze odpuszcza. Gorzej z tymi co ich chcesz wyprzedzić, tzw. texas rangers. To są dopiero pojeby. Manewr wyprzedzania, zmiany pasa, a szczególności na drogach szybkiego ruchu, to najniebezpieczniejsze manewry na drodze. W myśl zasady, należy je wykonać w maksymalnie krótkim czasie zachowując maksymalne bezpieczeństwo dla siebie i innych użytkowników drogi. Nie ma tu znaczenia kto jak jedzie, czy przepisowo, czy też nie. Czyt. wyżej. Jeśli ktoś nie potrafi tego w 100% bezpiecznie wykonać, to powinien tego nie robić. Mamy lusterka i każdy powinien potrafić na tej podstawie ocenić odległość i prędkość zbliżającego się samochodu i na tej podstawie powinien podjąć decyzję o 100% przekonaniu że jest słuszna i nie będzie nikomu zagrażać. Odległość: Jest w chuj daleko, daleko, bez problemu się zmieszczę. Prędkość: jedzie tak se, jedzie szybko, zapierdala. To są wstępne wystarczające informacje do podjęcia decyzji co robić. Czy odpuścić, czy jednak się wbić. A już rozpoczęcie manewru z km okładem i z takim okładem jego kończenie jest dla mnie nie zrozumiałe. A już widząc w lusterku zbliżający się inny pojazd (bo patrzę mimowolnie) i utrzymywanie prędkości dla mnie komfortowej jest nie do pomyślenia. Krótkotrwałe zwiększenie prędkości, jest tylko myśleniem o innych, nic więcej. No i nie zabija. Z soboty, jadę końcówkę A4 ze Skawiny do Krk - pare km. Wbijam ze ślimaka na dojazdówkę i rozpędzam się do takiej prędkości, aby swobodnie włączyć się do ruchu. Da się zawsze, no chyba że autostrada cała stoi. Przede mną parę samochodów zjeżdża, dość mały ruch na A4, ale samochody jada głównie prawym jakby stadami. Czyli pare samochodów w kupię i przerwa z km. Wyskoczyliśmy za takie stado. Więc szybkie lusterko i na lewym ciśnie Bejca. Wg. skali, jest daleko, jedzie szybko - kierunek i lewy - jechał ok 160 km/h - przy tej prędkości przestał się zbliżać. Wyprzedziłem stado i prawy, tempomat na 145h i jadę dalej. Bejca po jakimś czasie mnie minęła. Pare takich stad wyprzedziłem, dojeżdżam do 4-go stara i jeden z baranów postanowił się z niego wyrwać, wyjebał się na lewy i jedzie. Jak miał ustawiony tempomat na 125 km/h - tak wyprzedza. On nie myśli o innych - tylko o sobie. Jak już wyprzedził stado, to ja kierunek, no przecież nie będę go op[ierdalał światłami, czyli chcę go wyprzedzić. Zauważy po 2 km , a prawy cały pusty. Dałem mu szansę. Wniosek, kierowcy którzy jeżdżą szybko, albo szybciej niż ustawa przewiduje, zwykle są skupieni na tym co robią, natomiast Ci co przemierzają bezkres rodzimych dróg, zwykle są rozkojarzeni. Maja taki komfort psychiczny, ze nie zwracają uwagi na otoczenie. Z resztą, jadąc poprzedni odcinek przepisowo, łapałem się na tym, ze zaczynam oglądać widoczki, a moja koncentracja zdecydowanie spadła. Uważam, że jeżdżąc szybciej - jeżdżę zdecydowanie bezpieczniej. pozdro TIRy to kilkanaście % ruchu czyli kierowcy zawodowi są statystycznie dużo lepsi. I to mimo że nagminnie przekraczają prędkość. Ty mówisz o przejechaniu podwójnej ciągłej. Ja dziś jechałem jednokierunkową pod prąd w centrum Wrocławia bo nie było wyjścia. Mario stał by do jutra. Wszyscy inni kierowcy też się elegancko wycofali. Edytowane 45 minut temu przez Spiochu Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.