-
Liczba zawartości
2 450 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
43
Zawartość dodana przez Chertan
-
żebym to ja kiedykolwiek tak napisał i za takiego się uważał, o ile mnie Alzheimer nie myli określałem się innymi słowami, nie bardzo nawet cenzuralnymi,
-
Niestety podtrzymuję swoją opinię o Twoim poście, bo to w istocie pogardliwe określenie. Zwłaszcza, że pomiędzy taką osobą, a normalnym narciarzem nieinstruktorem jest duża grupa normalnych ludzi, właśnie z tego forum. A pono w tych zachodnich krajach kulturne ludzie mieszkajo...
-
Nie wiem co rozumiesz przez kapeluch, ale brzmi z tego ogromna pogarda dla normalnych ludzi, bo większość tu nie jest instruktorami. Żenada.
-
Tyłem przed kursantem to tylko na samym początku nauki. Przy pewnej szybkości to już bez sensu. Jak dla mnie to instruktor daje zadanie, pokazuje i tłumaczy po co, a następnie opcji jest kilka, trochę jazdy może być za nim, ale aby ocenić poprawność to albo zjeżdża niżej i patrzy, albo jak pisał Krzychu jedzie z tyłu i drze japę tudzież wydziela pochwały głaskając po główce. Jeżeli zadaniem treningowym jest jazda po śladzie, to jasne też, ze jedzie z przodu przodem.
-
A zmieniacie chociaż knajpy? Żeby jakikolwiek ruch zaliczyć?
-
No nie, ten z filmu się nie nadaje na instruktora, bo się patrzy w kierunku jazdy, a nie na kursanta, ponadto wypieprzył się na końcu, więc nie jest dobrym narciarzem, ino upadłym. A tak na serio, to łuk wycina tyłem lepiej niż ja przodem 🤪.
-
Świetnie opisałeś założenia, a życie życiem. Jest z tym bardzo różnie, jak i widać po filmie autorki wątku, ale ogólnie, przy patrzeniu na szkolenie na stokach. Sam musiałem się na jednym z wyjazdów upominać o wskazówki, a nie tylko zlecanie kolejnych ćwiczeń. A grupa patrzyła na mnie dziwnie, gdy w ogóle pytałem po co dane ćwiczenie jest robione. Bo to też nie jest oczywiste, a znając cel będę robił je odpowiednio inaczej. Po kilku pytaniach przestali się dziwić, a ja uzyskiwałem konkretne odpowiedzi. A następnie wyraziłem prośbę, aby po każdym ćwiczeniu była uwaga zwrotna, czyli OK czy nie. Jestem upierdliwy w tych tematach, ale cóż, bez tej wiedzy nie chce mi się ćwiczeń wykonywać. Marek, zęby zjadłeś na pracy szkoleniowej, patrzysz jako osoba zaangażowana, z doświadczeniem, chęcią przekazywania wiedzy. Ale to nie ogół instruktorów.
-
Świętej pamięci Lotos, a wciągali go wyciągiem, czy wtaczał się na górę?
-
Jakby nie te czerwone kółka, to bym pomyślał, że jakieś pocztówki nam tu sadzisz, a tak to mogę tylko pozazdrościć, ale już niedługo, w sobotę zaczynamy Kronplatz ujeżdżać.
-
Tylko patrząc z punktu widzenia już więcej jeżdżącego, jestem w stanie trzymać ślad instruktora, natomiast nie w sposób jaki jedzie, przykładowo ten daje średni cięty, a ja muszę wejść w ślizg, żeby się na torze utrzymać, z jakiegoś powodu. Instruktor jest wtedy zadowolony, że trzymam ślad i nie widzi, że idzie mi kijowo, a ja nie wiem dlaczego. Dopiero analiza tego jest w stanie zwrócić uwagę, co należy poprawić. Dlatego w mojej skromnej opinii sporo zajęć powinno wyglądać tak, że masz zadanie, robisz, a instruktor ocenia i daje wskazówki. Nie musi jechać tyłem, może stanąć na dole, albo na górze, albo nagrać dodatkowo. Więc to żadna bajka.
-
Może to też wynikać z tego, że wielokrotnie instruktor jedzie przed kursantem i każe mu jechać śladem, kursant jedzie, ale instruktor już nie widzi jak. Jazda wymuszona śladem owszem jest potrzebna, ale patrzeć też trzeba.
-
Cóż, trza doradcę inwestycyjnego zmienić
-
Ale masz za to ogromny dystans do siebie. Chyba jesteś drugą osobą, która o partnerze pisze/mówi "konkubent", a to dobry znak. Jeżeli rzeczywiście chcesz dobrze nauczyć się jeździć, to te kobiece zalety musisz na czas szkolenia gdzieś ukryć i zabrać się za robotę. Nie obraź się przypadkiem i nie uciekaj. Tu jest banda w istocie życzliwych ludzi, którzy szczerze napiszą co jest nie tak, ale jeżeli chcesz coś wynieść to wypuść drugim uchem różne złośliwości (jak to kobieta, cytat powyżej 😁) i powoli ładuj wiedzę i regularnie jeździj z instruktorem na bardziej wymagających stokach (już wiesz dlaczego). A najlepiej skocz do Zwardonia do Adama, albo jedź na wyjazd szkoleniowy, np. z ekipą @filinator i spędzisz kilka dobrych godzin na bardziej wymagających stokach ucząc się naprawdę sporo.
-
Nie odbierz tego jako złośliwość, ale nie bardzo widać to jeżdżenie z instruktorem. Tzn. nie widać w zasadzie elementów narciarskich podstaw. Stoisz względnie w bezruchu nadając ciału rotację i czekając, aż się narty obrócą. Nie wiem czego instruktor uczył. Ale tu się prosi o podstawy. I tak jak pisze Kubis nie chodzi o nartę, tzn. ta pozwala Ci obrócić ciało, ale podstawy będzie się dało łapać jeszcze na tej narcie.
-
No to sprawa prosta, jestem narciarzem ch...ym, nawet upadłym, ale przynajmniej się nie stoczyłem, po glebie grzecznie na miejscu. A to potwierdzam, stanie bywa stresujące, a przy jeździe oczy w słup.
-
No to faktycznie dopiero jutro sprawdzisz. Z tego co Damian mówił to może nadal w drodze. Oj dzisiaj się tacy zdarzali w Kasinie. W sumie to dzisiaj dokładnie taki dzień był. Porządnym ciętym to tak kilka razy w ciągu dnia, a reszta śmigopodobne szuranko.
-
Gleba taka se, ale była, miętko na szczęście. Przy okazji próbowałem zabić pecha glebą sztuczną, na górze, ale los nie dał się nabrać. Widać tak musi być. W sumie to wszyscy zaliczyli glebę z wyjątkiem Ciebie. Wstydziłbyś się
-
Już w domciu, Marek pewnie dojeżdża, dzięki jego pojazdowi i nadzwyczajnym umiejętnościom za kółkiem obróciliśmy sprawnie w obie strony. Dostawa białego na całego, 300% normy, na stoku przyjemny, mocno kopny śnieg, w zasadzie ciągła jazda po miękkim z mniejszymi lub większymi odsypami. Wziąłem dzisiaj na rozdziewiczenie nabyte od @Kaem Blizzard Brahma 88, no fajnie się to zachowuje, na taki warun idealnie. Trudno określić, jak się sprawują na twardym, ale te 2 titanale nie dają wrażenia sztywności na miękkim śniegu. Lekka i przyjazna narta.
-
A my dzisiaj zamiast pitolenia objeżdżamy z Markiem i młodzieżą Kasinę. Dużo świeżego śniegu, nadal pada. Ludzi względnie mało. Zima wypasiona.
-
75 km/h OK, ale prędkości chwilowej, na pewno średniej daleko od tego. Przejrzałem swoje zapisy i maks. realna średnia ze zjazdu (choć na ogół bywa jakieś zatrzymanie), to 35 km/h, a maks. 90 w Tonale na górce, gdzie jest gdzie wytracić prędkość. Oczywiście żadna to wykładnia, każdy jeździ inaczej. Ale nie wyobrażam sobie tej średniej 75 km/h.
-
Fajna szoska jest do wyciągnięcia za 3 K jurków, karbon i jakaś elektryka typu 105 Di2, nie od strzała, ale można polować. Z drugiej ręki oferty spoko, ale jednak trzeba czaić nieco temat, żeby nie wtopić. A często ciut inwestycji potem jeszcze jest. Ale to dobra droga przy zaufanym sprzedawcy.
-
Sądzę, że większość z nas tu nie ma w dupie, ale różnie się to wyraża. U mnie przykładowo minimalną produkcją śmieci w porównaniu z sąsiadami, wielką niechęcią do wyrzucania żarcia w każdej postaci (ale nie jem zepsutego, bez obaw 🙃), małym zużyciem wody i takimi tam. Autem jeżdżę 10 lat i dłużej, jak się nie psuje (a nie kopci). Poruszyłeś tu fajny temat, dobre samopoczucie w związku z tym, co się robi dobrze i patrzenie w lustro bez poczucia, że coś jest nie tak.
-
Plus jest wątpliwe, że cokolwiek zmieni. Zapłacą i dalej będą syfić, a przy okazji tracić konkurencyjność wobec tych, którzy zlewają. Uświadamianie o szkodliwości gazów cieplarnianych jest chwalebne, ale czy coś się uda odkręcić? Tu jest sporo wątpliwości. Raczej nas czeka dostosowywanie się do tej sytuacji. A te pokolonialne będą miały przerąbane.
-
Nartowanie Krzyśka, Natalii (alias Leosia) i Rafała
Chertan odpowiedział KrzysiekK → na temat → Nauka jazdy
Ja tam nie wiem, zadzwonili, że jadą, że potrzebują ósmego, więc wskoczyłem. Doświadczenia mam takie, że jeżdżę gdzie jestem i na tym co mam pod butem. Bywa lepiej lub gorzej, ale zawsze fajnie. Z resztą po ostatnim pobycie w Bad KleinKirchheim chyba niewiele już mnie zaskoczy w infrastrukturze. A tam też dało się świetnie spędzić kilka dni na nartach. -
Raczej piszę o "życzliwości" Polaków do innych Polaków. Generalnie jest OK, ale regularnie trafia się ktoś, kto psuje dzień, nawet ta jedna osoba na 100, za kółkiem, w sklepie, na ulicy, nie mówiąc o internetach, gdzie najwięcej piszą najbardziej popieprzeni ludzie, bo normalnym się nie chce. Tak jakby skalanie się myślą czyniło jednego z drugim jakimś miękiszonem. Toż pokazanie się z ludzkiem strony jest okropieństwem. Frajerzy tylko tak robią...
