-
Liczba zawartości
1 064 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Zawartość dodana przez sese
-
Dwa tygodnie temu do Szczyrku zabrałem moje sklepowe slalomki Volkla,a przez ostatnie pełne dwa sezony jeździłem tylko i wyłącznie na Chamach 107. Olbrzymie zaskoczenie tym jak inna jest jazda. Tak jakby porównywać jazdę po autostradzie ciężkim suvem z jazdą gokartem po drodze stu zakrętów.
-
Przedwczoraj kupiłem to: Po latach podniecania się magicznymi literkami WC, FIS, RD i kupowaniu nart jak najcięższych i z jak największą zawartością drewna i titanalu uznałem, że sam muszę się przekonać czy tak naprawdę jest mi to wszystko potrzebne. Tak więc już pojutrze na stokach Kitzbuhel zobaczymy, co jest wart Atomic Vantage 86 C (z premedytacją bez Ti ) Trochę strach się bać, gdyż: - brak titanalu - odchudzony rdzeń z topoli i to nie na całej długości ani nie na całej szerokości narty - waga pomiędzy kategorią papierową a muszą - relatywnie duża szerokość co z pewnością nie będzie pomagać w zachowaniu sztywności poprzecznej Eksperyment kosztował 1.099 zł w Decathlonie. Wersja damska Vantage 86 CW kosztuje 999 zł. Ceny z wiązaniami
-
Jakbym czytał samego siebie Ja jestem jeszcze gorszy niż Andrzej, Mitek i inni pijący piwo w połowie narciarskiego dnia do posiłku. Ja ZACZYNAM narciarski dzień od MAŁEGO piwa połączonego z espresso. To takie moje narciarskie śniadanie. Bardzo często jestem pierwszą osobą zamawiającą piwo na danym stoku, często dzieje się to jeszcze przed 9 rano. I nie robię z tego z powodu kaca, przymusu picia, czy choroby alkoholowej. Od około 8 lat poważnie doskwiera mi dyskopatia. Ogół przeżytych przeze mnie "przygód" związanych z tym schorzeniem (m.in. atak ostrej rwy kulszowej, zabieranie przez karetkę ze stoku), powoduje, iż każdy dzień na nartach to jednocześnie wielka frajda, ale zarazem wielka obawa o to czy uda mi się dokończyć dany dzień w takiej samej formie jak go zacząłem. Z tego powodu bez oszukania zmysłów jednym małym piwem, moja jazda jest bardzo sztywna, kołkowata, a wręcz szarpana. Krzywe wchłaniania i eliminacji alkoholu mam w jednym palcu i doskonale wiem, że jedno małe piwo (0,33 l) w moim przypadku (powyżej 1,9 m i powyżej 90 kg) prowadzi do maksymalnego stężenia 0,13 - 0,15 promila (czyli około 0,06-0,07 mg/l). Alkomat wskazuje nawet na mniej, bo wynik dmuchania wykonanego 15 minut od wypicia piwa nigdy nie był wyższy od 0,11 promila. Krzywe eliminacji i kilkukrotne badania alkomatem wskazują, iż po godzinie w moim organizmie już nie ma żadnego alkoholu. Wszystkie badania medyczne wskazują, że takie małe stężenie alkoholu w organizmie (poniżej 0,2 promila lub 0,1 mg/l) nie ma żadnego wpływu na zdolności psychomotoryczne spożywającego. Dodatkowo jest to mniej od "stanu nietrzeźwości" i "stanu po użyciu alkoholu". Tym niemniej to jedno małe piwo wypite przed jazdą ewidentnie "odblokowuje" mnie i umożliwia mi płynną, miękką i moim zdaniem lepszą technicznie jazdę. Na szczęście ten poranny narciarski rytuał nie skutkuje powstaniem ochoty na drugie, trzecie lub kolejne piwa. Alkoholizmu też udało mi się uniknąć, a w moim życiu bywają okresy, że alkoholu nie ruszam miesiącami. Najlepszy przykład - marcowy Gosser kupiony w połowie grudnia we Flattach wciąż chłodzi się w lodówce.
-
Sklep z profesjonalną obsługą Wałbrzych/Świdnica ew Wrocław?
sese odpowiedział daamiann88 → na temat → Dobór innego sprzętu narciarskiego
Walka pomiędzy Kraft Sportem a sąsiadującym dosłownie przez ścianę Bergsportem jest doskonałym przykładem tego, jak bardzo mogą poróżnić się ludzie, którzy dotychczas nie tylko prowadzili jedną firmę ale też wspólne życie... -
A ja mam sentyment do Obertauern i będę go gorąco polecać. Nie wyobrażam sobie wizyty w Lungau bez odwiedzenia w/w ośrodka. Wiem, że trasy krótkie, że małe przewyższenia, że drogo i tłoczno... Nie można jednak zapominać o tym, że mało jest miejsc w którym tak dobrze udało się połączyć wiele tras i zamknąć pętle dookoła ośrodka... Do tego umiejscowienie ośrodka w dość wąskiej dolinie oraz wielość wyciągów i tras daje moim zdaniem niesamowite wrażenie. Aineck mnie też zachwycił, a A1 to jedna z moich ulubionych tras w całej Austrii Nie przepadam natomiast za chwalonym tu Grosseckiem, a na Fanninbergu byłem raz i chyba wystarczy (doceniam jednak brak tłumów i opisany bodajże przez Wujota potencjał offpiste) Różnica w cenie jest pomijalna przy uwzględnieniu całościowych kosztów wyjazdu, zwłaszcza, iż w Lungo dostaje się gratis nocną jazdą w Obertauern Dla porównania: karnet Lungo (z Obertauern) od 1/2/2020 to 263 Euro karnet Lungau (bez Obertauern) od 1/2/2020 to 251 Euro Idealna miejscówka do spania to wspomniany przez Kaema Mautendorf - stamtąd jest najbliżej na Groszka ale po równo do wszystkich 3 pozostałych ośrodków. Wszędzie da radę dojechać skibusami bez ruszania samochodu.
-
Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. Dzisiaj wprawdzie nie dojechałem, ale bardzo miła obsługa hotelu przebookowała mi rezerwacje o jeden dzień.Ja w międzyczasie posprzątałem nieco blokujące mnie we Wro "rodzinne sprawy" i mam szczerą nadzieję, że za równe 12 godzin będę wyjeżdżać w stronę Szczyrku. Będę wdzięczny za krótką relację z dzisiaj. Z kamerek wiem tylko że było tłoczno...
-
10 minut temu się dowiedziałem, że jednak nie mogę jechać. Poważna sprawa rodzinna. Mam opłacony nocleg z niedzieli na poniedziałek w hotelu Gronie Ski & Bike.150 metrów od dolnej stacji gondoli. Dwuosobowy pokój ze śniadaniem. W cenie sauna, fitness i parking. Na miejscu także piłkarzyki, bilard i ping-pong. https://www.groniesz...gronie-ski-bike Zapłaciłem 300 zł. Do przejęcia za 50% czyli za 150 zł Jeżeli do południa nikt się nie zgłosi będę negocjował z hotelem zwrot kosztów bo przyczyny rezygnacji z wyjazdu są niezależne ode mnie. Pozdrawiam Kontakt na priv żeby nie zaśmiecać wątku. Pozdrawiam Seba
-
I tak jutro jadę. Nocleg zarezerwowany i zapłacony w opcji bezzwrotnej. Gdyby nie to to pewnie bym zrezygnował. Wszystkie portale pogodowe pokazują przymrozek od 23:00 i ciągły opad śniegu przez całą noc. Będzie dobrze. Planowałem dojazd przez Salmopol, ale skoro ma padać całą noc, a zakładanie łańcuchów przy moim rozmiarze 245/40 jest katorgą, to zostaje mi droga przez Bielsko
-
A propos kosztów wyjazdów do Austrii. Wyjazd od 12 do 17 grudnia na Moltka-4 noclegi na miejscu w apartamencie 80 m2 z dostępem do spa-1600 zł; 1 nocleg po drodze w Salzburgu (można było pominąć ale chcieliśmy być wyspani na stoku)-440 zł; paliwo winiety, opłata za A10 w jedną i pociąg w drugą stronę-810 zł; składkowe jedzenie wraz z alko i słodyczami 700 zł. Wszystko do podziału na 4 osoby = 887 zł na osobę. Do tego sprytna sezonowka, której koszt przy planowanych 25 dniach na białym w sezonie wynosi mnie 50 zł/dzień Raczej tanio. Ps. W Szczyrku nie znalazłem 4 osobowego apartamentu z 2 sypialniami, 2 lazienkami,kuchnią, salonem i nieograniczonym dostępem do spa za 400 zł za dobę
-
2019/2020 Molltaler Gletscher/Ankogel sprytna sezonówka TMR
sese odpowiedział hollly → na temat → Wyjazdy / Szukam ludzi
My dzisiaj w nocy wróciliśmy z Moltka. 5 dni szusowania w tym trzy (sobota, niedziela i poniedziałek) idealne pogodowo. Bez tłumów i bez kolejek. Po 13:00 były momenty że byłem jedyną osobą na trasie. Wczoraj góra pokazała swą bardzo wietrzną twarz więc aktywność ograniczyła się zaledwie do dwóch zjazdów. Wyznacznikiem siły wiatru niech będzie to że jeden ze skitourowców jechał pod górę używając jako żagla swojej kurtki i rozłożonych rąk. Gondole nie mogły trafić w peron i były zatrzymywane co 10, 15 sekund. Za to w sobotę i niedzielę było tak : Szkoda że nie udało się spotkać innej forumowej grupy Pozdrawiam. -
Taki stan z ostatnich 4 dni A to z dzisiejszego popołudnia
-
Wpisz do google maps adres Droga Do Wantuli 12, 34-500 Zakopane Ta polana to właśnie Wierszyki Szału nie ma ;D
-
Smutne ale prawdziwe. Jak się codziennie albo prawie codziennie taszczy ze sobą kilkanaście kilogramów papierzysk (zazwyczaj są to dwie mega XXL torby laptopowe, czasem walizka na kółkach), to na rowerze się tego nie ogarnie. Zresztą w garniturze, pod krawatem, w pikolakach? Komunikacja miejsca też odpada, bo papierzyska dosyć ważne są i głupio byłoby gdyby się coś im przytrafiło... W mojej firmie dochodzi nawet do takich absurdów, że ci, którzy w dzień przyjeżdżają do pracy zbiorkomem albo rowerem, to wieczorem raz jeszcze przyjeżdżają samochodem, tylko po to żeby zabrać do domu papiery "na drugą zmianę".
-
A mnie też szlag trafia jak widzę jak obecnie wygląda "zimowa stolica Polski". Mam olbrzymi sentyment do Zakopanego. Pierwsze kroki na nartach stawiałem na Lipkach. Potem był stopniowy progres - Wierszyki, Antałówka, Koziniec, polana pod Nosalem, polana na Kalatówkach, polana na Gubałówce. Następnie awansowałem do "I ligi" - zaliczony pierwszy w życiu podwójny orczyk na Kotelnicy (tej na Gubałówce nie w Białce : ) ); zaliczone pierwsze krzesełko na Butorowym i zjazd z Butorowego z przejazdem przez drogę; zaliczony zjazd główną trasą z Gubałówki i pokonanie osławionego mostku. Na końcu była Święta Góra Narciarstwa Polskiego z jej nie ratrakowanymi wówczas dwoma dolinami. Od dłuższego czasu mam 3 narciarskie marzenia związane z Zakopanym: 1) zjazd z Nosala 2) zjazd trasami FIS I i II z Goryczkowej 3) totalny extrem - zjazd źlebem pod Palcem Smutne jest to, że nawet to najbardziej racjonalne z marzeń (Nosal) prawdopodobnie na zawsze pozostanie tylko marzeniem. O ile staram się zrozumieć ochronę KW i najbliższej mu części Tatr, to kompletnie nie rozumiem tego co się dzieje, a raczej nie dzieje na Nosalu.
-
Fajnie macie. Ja w lekko zakorkowanym mieście mam 13 - 14 litrów/100 km, a to tylko 1.6 turbobenzyna 156 KM. Jak jadę rano to na odcinku 3,8 km między domem a pracą średnie spalanie liczone od uruchomienia nie spada poniżej 20 litrów. Dodam że jeżdżę z wyłączonym start-stop. Rozważałem poważnie hybrydę Plug in licząc na miejską jazdę niemal za darmo, ale wyliczyłem sobie że przez 4-5 lat użytkowania (przy rocznych przebiegach 18.000 - 20.000 km) nie zwróci mi się różnica w cenie zakupu samochodu z takim silnikiem, zwłaszcza, że nie samym miastem człowiek żyje
-
Jeszcze jedna rada dla tych, którzy chcą "wygrać" reklamację bazując na podstawach formalnych. Rada dla kupujących i ostrzeżenie dla sprzedających. W zgłoszeniu reklamacyjnym zazwyczaj jest rubryczka "wyrażam zgodę na poinformowanie mnie o sposobie rozpatrzenia reklamacji mailowo/telefonicznie" i jest pozostawione miejsce na nasz adres mailowy/numer telefonu. Wszyscy z tego korzystamy bo tak wygodniej, szybciej itd. W sytuacji gdy jednak w/w danych nie podamy tylko wpiszemy w to miejsce tradycyjny adres korespondencyjny, to sprzedawca najpóźniej w 14 dniu od zgłoszenia reklamacji musi wysłać do nas list zawierający oświadczenie o ewentualnym nieuwzględnieniu reklamacji. Jeżeli sprzedawca zapomni o formie pisemnej lub nie będzie mógł udowodnić daty nadania listu oraz jego treści, mamy w cuglach wygraną reklamację. Znam przypadki gdy ludzie celowo niszczyli w pełni sprawne rzeczy i potem je reklamowali. Reklamacja oczywiście była niezasadna i sprzedawca wysyłał do nich informację o jej nieuwzględnieniu ale problem w tym że wysyłał ją np. 15 dnia, a nie 14.
-
Oj tam od razu miesza. Po prostu jest handlowcem, a nie producentem
-
Spróbuje ustosunkować się do powyższych postów oraz pytań i spróbuje wyjaśnić pewne zawiłości prawne. Cała moja reklamacja odbywała się na podstawie roszczeń z rękojmi, a nie gwarancji. Roszczenia z tytułu rękojmi służą przeciwko sprzedawcy ("sprzedawca jest odpowiedzialny względem kupującego, jeżeli rzecz sprzedana ma wadę fizyczną lub prawną") Gwarancja jest natomiast odpowiedzialnością producenta, a nie sprzedawcy i to producent w karcie gwarancyjnej określa jej zasady. Ja w moich sprawach wybieram zawsze rękojmię i od czasów studiów nie przegrałem jeszcze ani jednej reklamacji (2-3 razy doszło do sporu sądowego, ale zazwyczaj sprawa kończyła się na "przedsądowym wezwaniu do doprowadzeniu przedmiotu sprzedaży do stanu zgodnego z umową" ) To konsument pierwotnie wybiera czego żąda. Ma 2 główne możliwości: - żądanie obniżenia ceny - odstąpienie od umowy czyli zwrot pieniędzy. Jeżeli kupujący zażąda obniżenia ceny lub zwrotu pieniędzy to sprzedawca może nie zastosować się do któregokolwiek z w/w żądań kupującego jeżeli niezwłocznie i bez nadmiernych niedogodności dla kupującego wymieni rzecz wadliwą na wolną od wad lub wykona naprawę. Niezależnie od powyższego kupujący ma też 2 kolejne uprawnienia: - żądanie naprawy - żądanie wymiany towaru na nowy Tutaj sytuacja wygląda inaczej, bo sprzedawca ma naprawić lub wymienić rzecz w rozsądnym terminie i może odmówić wykonania tych żądań, jeżeli naprawa/wymiana byłaby niemożliwa albo wymagałaby poniesienia nadmiernych kosztów w porównaniu do innych sposobów rozstrzygnięcia reklamacji (może się przecież zdarzyć że koszt naprawy przekracza cenę jaką klient zapłacił za dany towar) Gdybym od początku żądał tylko obniżenia ceny lub zwrotu pieniędzy, to przy uwzględnieniu tego że moim zdaniem naprawa w 26 dni nie odpowiada pojęciu niezwłocznie, teraz miałbym wobec sprzedawcy roszczenie o zapłatę, a on nie mógłby się wykpić naprawą. Ewentualnie mógłbym łaskawie wyrazić zgodę na wymianę butów na nowe. Skoro natomiast od początku wyraziłem zgodę na naprawę to troszeczkę zmienia się moja pozycja, bo sprzedawca w tym przypadku miał: obowiązek w ciągu 14 dni poinformować mnie o rozstrzygnięciu reklamacji (to zrobił - poinformował mnie o tym że uwzględnił reklamację i zgodził się na naprawę buta), obowiązek w rozsądnym czasie i bez nadmiernych niedogodności dla kupującego usunąć wadę (to też zrobił w terminie 26 dni od zgłoszenia reklamacji). Przy okazji - bzdury pisze Rega twierdząc, że czas naprawy nie jest niczym limitowany - zarówno art 561 par 2 k.c. jak i art. 3 ust. 3 Dyrektywy 1999/44/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 25 maja 1999 r. w sprawie niektórych aspektów sprzedaży towarów konsumpcyjnych i związanych z tym gwarancji z dnia 25 maja 1999 r. mówią o rozsądnym czasie i o braku wywoływania nadmiernych niedogodności dla klienta. W doktrynie prawa cywilnego znane są też stanowiska które utożsamiają zwrot "w rozsądnym czasie" z pojęciem "niezwłocznie" (vide komentarz do Kodeksu cywilnego pod red. prof. dr hab. K Osajdy) Skoro sprzedawca w mojej sprawie zrobił jedno i drugie to teraz nie za bardzo mogę się przyczepić do samego sposobu rozpatrzenia reklamacji , bo sam przecież wybrałem "naprawę". No chyba, że będę twierdził że 26 dni nie mieści się w pojęciu "rozsądnego czasu" Problem w mojej sprawie polega na tym, że but został fizycznie uszkodzony w czasie naprawy. Nie mogę tego uszkodzenia reklamować na zasadach gwarancji/rękojmi, bowiem: - nie jest to wada fizyczna wynikająca z właściwości buta - wada nie powstała wskutek normalnego użytkowania buta - wada nie powstała podczas użytkowania buta przez konsumenta. Skandalem jest, iż sprzedający wypiera się uszkodzenia buta w czasie procesu reklamacyjnego, podczas gdy oczywistym jest, iż nie przyjąłby on butów do reklamacji gdyby miały one przetarcie w tym samym kapciu co rozprucie (przecież twierdziłby że skoro doprowadziłem do przetarcia buta to pewnie też w ten sam sposób doprowadziłem do jego rozdarcia - oba uszkodzenia były po tej samej stronie). Jeżeli już przyjąłby kapcia z dodatkowym uszkodzeniem do reklamacji to przynajmniej opisałby to uszkodzenie w protokole. Po drugie oczywistym jest, iż żądałbym naprawienia (nawet odpłatnego) tego przetarcia w sytuacji gdybym wiedział że buty i tak jadą do szewca.
-
Na początku listopada - podczas przedsezonowego sprawdzenia sprzętu - skapnąłem się, iż rozdarciu uległ kapeć w jednym z moich butów (puścił szew na łączeniu plastiku z neoprenową częścią buta) Salomon'ki XMax 120 były jeszcze na gwarancji/rękojmi, więc udałem się do sklepu i 9 listopada oddałem je do reklamacji. Ponieważ sklep był znany i zaufany (kupiłem tam dla siebie i moich bliskich 5-6 par butów i chyba ze 4 pary nart) poszedłem do niego w trybie "uf uf" i "uśpiona czujność" Bez większych ceregieli spisaliśmy protokół reklamacyjny. Nie widziwiałem - jako żądanie podałem naprawę. Nie wygłupiałem się z wymianą na nowe/odstąpieniem od umowy bo butki miały przecież prawie dwa lata. Po tygodniu miła pani telefonicznie poinformowała mnie o uwzględnieniu reklamacji i o odesłaniu butów do naprawy. Lekko nerwowo zrobiło się po upływie 14 dni od zgłoszenia reklamacji, ale kierując się sympatią do sklepu i osobistą znajomością z szefem nie żądałem niezwłocznego wydania nowej pary butów ani nie odstępowałem od umowy, tylko cierpliwie czekałem. W czwartek odebrałem telefon - buty gotowe do odbioru. Przyjeżdżam, wyciągam kapcia, oglądam. Pierwsze wrażenie - jest dobrze: piękny nowy szew w reklamowanym miejscu. Szkoda że zrobiony "na wylot", bo może będzie uciskać w kostkę, ale i tak lepiej niż sterczące 3 cm plastiku. Drugie wrażenie - jest bardzo źle - na czubku buta symetryczne dwa przetarcia kapcia (mam teorie, że szewc w tym miejscu złapał kapcia imadłem lub innym ustrojstwem, żeby użyć siły potrzebnej do przebicia igła plastiku w wyższej części botka) I zaczyna się jazda: Ja: "but został uszkodzony podczas naprawy" Pracownik sklepu 1: "to uszkodzenie już było wcześniej" Ja: "to dlaczego nie opisaliście tego w protokole?" Pracownik sklepu 1" "nie wiem" Pracownik sklepu 2 (przyjmujący reklamacje): "wydaje mi się, że tego uszkodzenia jednak nie było. Zwróciłbym na to uwagę" Pracownik sklepu 1: "musiało być wcześniej. To jest wytarcie - uszkodzenie mechaniczne" Ja: "nie było. Myśli Pan, że nie reklamowałbym od razu obu uszkodzeń, skoro reklamowałem jedno i to mniej istotne?" Pracownik sklepu 1: "pewnie pan wiedział, że tego i tak nie naprawimy" Ja: "elementarne zasady logiki przecież wskazują na to, iż przy składaniu reklamacji opisałbym oba uszkodzenia buta, a jeżeli nie, to z pewnością Wy opisalibyście to drugie uszkodzenie, żeby nie było na Was." Pracownik sklepu 1: "buty często się w tym miejscu przecierają. To ewidentnie pana wina i pana stóp, że w tym miejscu but się wytarł" Ja: "przecież ja nie mam ani halluksów, ani ostróg. But nie był odbarczany ani nawet wygrzewany. Poza tym drugi but nie ma nawet śladu otarć w tym miejscu" Pracownik sklepu 1: "ewentualnie możemy wysłać to do ponownej reklamacji. Za 2 tygodnie będzie pan miał naprawione" Ja: "ale ja wyjeżdżam w tym tygodniu na narty. Poza tym nie chcę żadnych łatek w tak drastycznym miejscu, które jest przecież najbardziej problemowe i najczęściej odbarczane" Dalsza część rozmowy była w stylu "nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi" Skończyło się złożeniem oświadczenia o nie przyjęciu butów z naprawy i złożeniem oświadczenia o odstąpieniu od umowy. Jeżeli nie zwrócą pełnej ceny butów, to dla samej zasady spotkam się z tą firmą w Sądzie. Jak oni muszą traktować klientów nie mających pojęcia o prawie, skoro na moje literalne cytaty z Kodeksu cywilnego pani sprzedawczyni miała jedną odpowiedź: "na szkoleniu mówili mi że jest inaczej" Na szczęście ja się znam lepiej na prawie niż oni na sprzęcie sportowym DWA MORAŁY: 1) TAM GDZIE CHODZI O PIENIĄDZE I INTERESY, NIE MA MIEJSCA NA SENTYMENTY I KOLEŻEŃSKOŚĆ (gdybym nie szedł im na rękę i od razu złożył żądanie wymiany butów/zwrotu pieniędzy to w myśl przepisów KC przy trwającym blisko miesiąc rozpoznawaniu reklamacji już byłoby po sprawie) 2) FOTOGRAFOWAĆ WSZYSTKO PRZY ODDAWANIU DO NAPRAWY
-
Teraz taka ciekawostka. Za tydzień jedziemy na Moltka w 4 osoby. W parku maszyn mamy do wyboru: - Mercedesa C z 2018 roku - Land Rovera Discovery Sport z 2018 roku - Nissana Qashqaia z 2019 roku na full wypasie a jedziemy starym, wysłużonym C4 Grand Picasso z 2014 roku Tak więc niby bycie "premium" jest ważne, a jak przychodzi do konkretów to nagle liczą się takie przyziemne rzeczy jak wygodne fotele, komfortowe zagłówki, duży bagażnik i oszczędne HDI
-
Niektóre marki próbują być na wyrost premium i same zadzierają tyłek wyżej głowy. Ponad rok temu przez chwilę byłem zainteresowany Infiniti Q30. Byłem w salonie, zgromadziłem pełną papierologię i porównałem oferty Infiniti z innymi markami premium. Oferta Infiniti była najmniej konkurencyjna, więc pozwoliłem sobie zadać pytanie z jakich to powodów mam płacić o 20.000 zł więcej niż za porównywalne Audi, BMW czy Mercedesa, zwłaszcza, że Infiniti Q30 to technologicznie Mercedes GLA (ten sam silnik, ta sama skrzynia biegów, to samo zawieszenie, a nawet te same przełączniki przy kierownicy oraz przyciski na konsoli centralnej) Jedyna różnica to inna deska rozdzielcza i inne multimedia (nawigacja w Infiniti w sierpniu 2018 roku miała stan map na lipiec 2016 roku ) Na moje pytania dostałem taką odpowiedź: "Pozostajemy ze stanowiskiem, że klienci który wybierają naszą marką są nastawieni na zalety, jakość wykonania naszych aut oraz bezpieczeństwo, wobec wykonania wozów „wielkiej trójki” o której Pan wspomniał. W INFINITI nie chodzi o to, aby iść utartym szlakiem. Nie chodzi o kopiowanie tradycyjnych, konserwatywnych wzorców luksusu. Nie uda mi się spełnić wszystkich Pana oczekiwań, lecz dzięki temu dla niektórych ludzi staniemy się wszystkim." Ostatnie zdanie PR-owcy wszystkich marek a nawet wszystkich branż powinni wrzucić sobie w stopkę korespondencji firmowej . W tym miesiącu byłem na jeździe próbnej wspomnianą wcześniej Skodą Kamiq. W każdym aspekcie Kamiq bije takie Infiniti Q30 na głowę (silnik, skrzynia, multimedia, systemy asystujące, virtual cokpit, matrixowe LEDy, elektryczna klapa, spasowanie elementów wnętrza). Tylko trzeba zaakceptować tą nieszczęsną "kurę" na masce, a to już kwestia tego, co siedzi w głowie.
-
Kolega odebrał Suberb na wypasie (2.0 TSI 280 KM, DSG, 4x4, L&K) i w drodze z salonu do domu podjechał do mnie żeby się pochwalić nowym nabytkiem. Moje pierwsze wrażenie było "coś tu śmierdzi benzyną". Uznaliśmy że może coś się wypala (przebieg 11 km) albo że po prostu kolega w stresie rozlał benzynę przy pierwszym tankowaniu. Po 15 minutach oglądania Suberba na parkingu nagle pojawiła się pod nim kałuża benzyny. Telefon do Skody. Laweta. Serwis. Okazało się, że wada fabryczna przewodu paliwowego. Zdarza się. Dobrze że nikt nie palił A co do Skody to powoli skręcam w jej stronę. Po roku jeżdżenia pewną "marką premium" bardzo poważnie rozważam zakup Kamiqa. Podoba mi się też nowe hasło reklamowe: "Skoda - dla tych którzy już nie muszą nikomu niczego udowadniać" Pozdrawiam
-
Skrót EGR kojarzy mi się tylko z jednym: ...to był piękny sobotni poranek jakieś 10 lat temu. Dokładnie była to sobota wielkanocna. Opel Signum 2.2 DTI dzielnie pokonywał kolejne kilometry autostrady A12 spiesząc się na otwarcie Gletscherbusa wiodącego ku śniegom Tuxa. Jeszcze na wysokości Kufstein nie wiedziałem co to jest EGR i nawet nie byłem świadomy, że coś takiego mam na pokładzie. Ale już na wysokości Worgl dowiedziałem się że EGR (a zwłaszcza uszkodzony EGR) oznacza (skutki podane w kolejności chronologicznej): - dwukrotne błyśnięcie "check engine" - stałe zaświecenie się "check engine" - wejście silnika w tryb awaryjny - zamiana Opla Signuma w parowóz Big Boy - nagła i całkowita utrata mocy skutkująca zatrzymaniem na poboczu autobahn'y - upieprzenie białych goretex'owych spodni narciarskich czarnym gorącym olejem prychającym z tłumika - pchanie blisko 2 tonowego żelastwa po awaryjnym pasie A12 wśród pędzących TIR-ów - czekanie 2 godzin na lawetę - czekanie kolejnych 2 godzin na przyjęcie samochodu do serwisu - czekanie następnej 1 godziny na opłaconą przez Allianz Assistance taksówkę, która z Worgl zabrała mnie do jedynej czynnej w Tyrolu tego dnia "partnerskiej" wypożyczalni, która mieściła się aż w St. Johann - spędzenie blisko 2 godzin w taksówce, w wypożyczalni i w wypożyczonym nowiusieńkim (mającym wówczas zaledwie 116 km przebiegu) Passerati B6 - stracenie jednego dnia na nartach - stracenie 468 Euro w kasie serwisu Tyle o EGR 3 miesiące później poszły wtryski 1 miesiąc po wtryskach poszła dwumasa Nigdy więcej nie kupiłem diesla... Nigdy więcej nie kupiłem używanego auta... Kurtyna
-
Taki rabat (30-35 % wartości cennikowej) dawali rok temu niemal wszystkim - w dniu 1.09.2018 roku wchodziła nowa norma czystości spalin (Euro 6d) i obowiązek homologacji pojazdów wg cyklu WLTP. Dealer miał na stocku kilkadziesiąt nietanich samochodów które nie miały nowej homologacji. Jeśli by ich nie sprzedał, to 31.08.2018 roku musiałby je sam kupić od siebie i zarejestrować, a potem sprzedać jako używane.
-
To nie do końca zawsze tak jest. Przykładowo ja w zeszłym roku kupiłem samochód marki "premium" mimo tego, że nigdy niczym nie imponowało mi posiadanie takiego samochodu i nigdy o takim nie marzyłem. Jedynym powodem kupna auta marki "premium" było to, że dostałem na niego 60.000 zł rabatu co skutkowało tym, że stał się on tańszy od identycznie albo nawet gorzej wyposażonych Opli Astra, Peugeotów 308 czy Seatów Leonów (te 3 marki pierwotnie rozważałem, ale na nie maksymalny rabat wynosił do 9.000 zł). Tak więc stałem się posiadaczem niby drogiej marki premium tylko dlatego, że nie stać mnie było na markę budżetową Nie czuje się lepszy jadąc takim pozornie "drogim przedłużaczem", a wręcz czuje swoiste zażenowanie...
