Jump to content

Polacy w drodze na Broad Peak - zima 2012/2013 - Wielicki/Berbeka


arky
 Share

Recommended Posts

zacytowałeś Wielickiego, z tym, że On ujął to trochę inaczej "Ci którzy to robią, rozumieją, a ci którzy nie i tak nie zrozumieją", ale tą puentę należy traktować z przymrużeniem oka i na pewno nie dosłownie. To raczej sprytny wytrych, ponieważ on niczego nie dowodzi, ale łatwo zwalnia z konkretnej argumentacji. Filozofia wspinania wcale nie jest na tyle skomplikowana, aby wymykała się zdroworozsądkowemu myśleniu. Są na świecie rzeczy, sprawy, teorie czy aksjologiczne dylematy o wiele bardziej zagmatwane, które jednak można i da się rozłożyć na czynniki pierwsze, więc himalaizm nie jest w tym zakresie niczym szczególnym. Ktoś nie może się wypowiadać co do sensu takich wypraw bo co ? Bo nigdy na takich nie był ? W kategorii rozważań nad sensownością, co to ma do rzeczy ? Pójdę dalej i powiem, że to nawet lepiej, że "nie był", ponieważ nie jest skażony wyimaginowanym etosem, którego tak naprawdę tam nie ma. Himalaizm to tylko rywalizacja, taka sama jak wiele innych. Dorabianie do niego jakiejś transcendencji jest bzdura na resorach. Jest w nim równie wielu oszustów i krętaczy co w innych dyscyplinach, a może i więcej. Przypisywanie sobie wejść, kradzieże butli i innego sprzętu, a nawet jedzenia i podcinanie lin, zdarza się wcale nie rzadko (przeczytaj historie wejścia Marcina Miotka na M.E.- do tej pory jako jedyny Polak bez tlenu - którego po prostu okradli przed atakiem szczytowym). To zawistne środowisko z napompowanym "ego"(z czego zresztą ta zawiść wynika). Z każdego z nich, absolutnie każdego, w wywiadach wyłazi pyszałek podkreślający wyjątkowość himalaizmu i własnej osoby, a paradoksem jest to, że to nie jest nic wyjątkowego. Na 8 tysi może wejść każdy jeśli się odpowiednio przygotuje (przykłady zdobywców M.E są naprawdę różne, od faceta bez nóg po 12 i 80 latka), natomiast 100m poniżej 10 sekund nie przebiegnie każdy, choćby nie wiem ile trenował. To tylko takie proste - acz obrazowe - zderzenie. Zresztą komercjalizacja himalaizmu odarła go z szat "wyjątkowo wyjątkowej dla wyjątkowych" dyscypliny. Właśnie komercjalizacja pokazała, że to mit. Jesteś sprawny (chociaż niekoniecznie), masz przyzwoita wydolność i silna wolę, to wejdziesz na M.E. Aż tyle i tylko tyle. W cynicznej wersji można napisać "nic nie osiągnąłeś w sporcie...nie martw się..zawsze możesz wejść na M.E" ;) Dlatego dajcie spokój z gloryfikowaniem czegoś co się do tego nie nadaje.

 

Aha, bo jak widać ludzka pamięć ulotna jest

 

***** **********

;)

 

Z roznych pobudek ludzie ida w gory. Ty ich nie znasz. Naczytales sie nekrologow i wywiadow na onecie, moze jeszcze facebookow i myslisz ze wszystko wiesz. 

 

Sa tez dwie strony medalu:

 

- ta zla: rozdmuchane ego, pyszalkowatosc, dazenie po trupach itd, itd ( i faktycznie kumulacja to ME - to patologia)  To wszystko istnieje ale ...to nie jest caly obraz.

 

- i ta druga strona: ktorej nie zrozumiesz jak nie sprobujesz , jak nie poczujesz tego na wlasnej skorze. Kazda proba wytlumaczenia tego osobie ktora nie podjela sie trudu zobaczenia jak to jest, skazana jest na porazke. Ta druga strona nie ma nic wspolnego z tym na czym opierasz swoje osady. Nie zrozumiesz tego czytajac oneta  ani ....o zgrozo....Interii! Co straszniejsze w wp.pl tez tego nie znajdziesz . Nawet jak bedziesz wybieral wywiady z Wielickim. 

 

Mozesz nie rozumiec ale nie osadzaj tak latwo.

Link to comment
Share on other sites

... himalaizm to zajecie kompletnie bezsensowne, które uprawiają równie bezsensowni przedstawiciele ludzkości ...

 

Co kusi narciarza do sprawdzenia się na trasie dla niego zbyt trudnej ? - to samo co himalaistę.

Masz prawo do własnego zdania ale innym tego prawa nie odbieraj.

Nigdy nie odważę się opiniować czyjegoś zachowania w górach powyżej 8.000 m.

Tam panują warunki krańcowe, tam organizm zjada sam siebie, tam mózg odmawia współpracy.

Nikt nie jest w stanie zrozumieć i przewidzieć zachowań ludzi działających w tak niekorzystnych warunkach.

Chętnych do krytyki jest wielu, wszyscy oni jednak nie byli Tam w tej konkretnej chwili i w chwilowych warunkach.

Być może o to właśnie w tym wszystkim chodzi, o bycie na krawędzi, na krawędzi doznań, na krawędzi życia i śmierci.

Może warto porównać ilość ofiar które zginęły w akcjach szczytowych z ilością zgonów po nagłym załamaniu stanu zdrowia ?.

Tacy najczęściej umierali w namiotach i pod opieką lekarza wyprawowego a jest jeszcze niemała grupa pogrzebanych lawinami.

To porównanie mogłoby wykazać że przypadki śmiertelne w trakcie czystej akcji szczytowych stanowią mniejszość w tej liczbie.

 

Specyficzną górą jest Kilimandżaro, góra w podejściu łatwa i niezbyt wysoka ale zbiera bardzo obfite śmiertelne żniwo.

Nie pisze się o tym bo nie organizuje się tam głośnych wypraw a jej śmiertelnymi ofiarami nie są ogólnie znane osobistości.

Śmierć Aleksandra Doby była tam jedną z bardzo wielu.

Link to comment
Share on other sites

Jeśli dyskutujesz to proszę o konkrety, bez frazesów. Udowodnij tą "wielowymiarowość", a wywody o "trupach i samobójcach" zastaw na inna "okazję".

 

https://brytan.com.p...5161#msg-115161

W wątku który cytujesz, ponoć masz podobna opinie do Szalonego, ale jego postów już tam nie ma, zwinął się z Brytana, co powodem?
ku pamieci

https://brytan.com.p...stalgia-2014-2/

ps są różne podejście vice Kurtyka

Link to comment
Share on other sites

W wątku który cytujesz, ponoć masz podobna opinie do Szalonego, ale jego postów już tam nie ma, zwinął się z Brytana, co powodem?
ku pamieci

https://brytan.com.p...stalgia-2014-2/

ps są różne podejście vice Kurtyka

nie wiem czy się zwinął, to jest zresztą nieistotne. Owszem w kwestii oceny himalaizmu, czy to sport czy nie, mam pogląd podobny do niego. Jeśli sport to stoper, metr, sędziowie itp., a nie jakaś tam uznaniowość. To kompletna bzdura. We wspinaniu (tym sportowym) Szalony jest poza zasięgiem 99,9% procent himalaistów i oni co najwyżej walizkę mu mogą nosić, choć sam - z tego co mi wiadomo - nigdy w Himalajach nie był. Moim zdaniem wyprawy na 8 tysi w ogóle mają nic wspólnego ze wspinaniem. Oczywiście wielu wspinaczy tam idzie, ale chyba jeszcze większa ilość tych wędrowników nie miała do czynienia ze wspinaczką w zakresie sportowym. Podpinanie tego pod wspinaczkę jest przekłamaniem. To jasne i nie ma sensu się rozpisywać. Himalaizm ... no właśnie, jak to nazwać ? Przecież on istnieje tylko dlatego, że te góry istnieją. Ktoś kiedyś ubzdurał sobie, że tam wejdzie, a współcześni jemu przekształcili to w wyścigi absurdu usłane ludzkimi tragediami (z tlenem - bez tlenu, latem - zimą, z szerpą - bez szerpy, z ogrzewaczami - bez ogrzewaczy itd.) i nazywają sportem, kiedy to ma z nim nic wspólnego. Zbyt wiele czynników (różnych dla różnych ekip jak np. temperatura, wiatr itp.) decyduje o wejściu lub nie wejściu. Konfrontowanie wejść jest niesprawiedliwe, a nawet zwyczajnie głupie. Sport to rywalizacja w zakresie doskonalenia własnego ciała i określonej techniki, a nie udowadnianie jeden drugiemu, kto wytrzyma mróz, brak tlenu, wiatr ze śniegiem i nie "zdechnie". Idą w te góry, bo one są, ale równie dobrze by mogli zamknąć się w chłodni i zatkać dojście powietrza. Człowiek nie jest stworzony do funkcjonowania na 8 tysiącach i robienie z tego sportowego osiągnięcia jest absurdalne. ;)

Link to comment
Share on other sites

nie wiem czy się zwinął, to jest zresztą nieistotne. Owszem w kwestii oceny himalaizmu, czy to sport czy nie, mam pogląd podobny do niego. Jeśli sport to stoper, metr, sędziowie itp., a nie jakaś tam uznaniowość. To kompletna bzdura. We wspinaniu (tym sportowym) Szalony jest poza zasięgiem 99,9% procent himalaistów i oni co najwyżej walizkę mu mogą nosić, choć sam - z tego co mi wiadomo - nigdy w Himalajach nie był. Moim zdaniem wyprawy na 8 tysi w ogóle mają nic wspólnego ze wspinaniem. Oczywiście wielu wspinaczy tam idzie, ale chyba jeszcze większa ilość tych wędrowników nie miała do czynienia ze wspinaczką w zakresie sportowym. Podpinanie tego pod wspinaczkę jest przekłamaniem. To jasne i nie ma sensu się rozpisywać. Himalaizm ... no właśnie, jak to nazwać ? Przecież on istnieje tylko dlatego, że te góry istnieją. Ktoś kiedyś ubzdurał sobie, że tam wejdzie, a współcześni jemu przekształcili to w wyścigi absurdu usłane ludzkimi tragediami (z tlenem - bez tlenu, latem - zimą, z szerpą - bez szerpy, z ogrzewaczami - bez ogrzewaczy itd.) i nazywają sportem, kiedy to ma z nim nic wspólnego. Zbyt wiele czynników (różnych dla różnych ekip jak np. temperatura, wiatr itp.) decyduje o wejściu lub nie wejściu. Konfrontowanie wejść jest niesprawiedliwe, a nawet zwyczajnie głupie. Sport to rywalizacja w zakresie doskonalenia własnego ciała i określonej techniki, a nie udowadnianie jeden drugiemu, kto wytrzyma mróz, brak tlenu, wiatr ze śniegiem i nie "zdechnie". Idą w te góry, bo one są, ale równie dobrze by mogli zamknąć się w chłodni i zatkać dojście powietrza. Człowiek nie jest stworzony do funkcjonowania na 8 tysiącach i robienie z tego sportowego osiągnięcia jest absurdalne. ;)

Oczywiście ze istotne, Szalony wraz z Jusza stanowił o sile Brytana, odszedł Jusza, teraz chyba Szalony, bo wyczyścił komentarze i porobiły się luki ze strata dla czytelnika. To były istotne głosy wybitnego wspinacza i wybitnego pisarza. A rozważania o specyfikę himalaizmu są dość powierzchowne. Wielokrotnie są to trudne technicznie drogi, na niezdobytych ścianach. Jest panel, są wielkie ściany. Coś jak tyczki, freeride, skitury, każda ma swoją specyfikę. O wyższości jednych nad drugimi nie ma co się rozwodzić. Różne są specyfiki. Niektórzy nie są w stanie funkcjonować na pięciu tysiące, inni tam żyją, ludzie są różni. Dlatego w wejściach na ośmiotysięczniki tak ważna jest logistyka, podobnie jak skitury, gdzie techniczne umiejętności jazdy to tylko jeden z aspektów wycieczki, czy wyprawy. Czy chodzisz po górach, wspinasz się?

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście ze istotne, Szalony wraz z Jusza stanowił o sile Brytana, odszedł Jusza, teraz chyba Szalony, bo wyczyścił komentarze i porobiły się luki ze strata dla czytelnika. To były istotne głosy wybitnego wspinacza i wybitnego pisarza. A rozważania o specyfikę himalaizmu są dość powierzchowne. Wielokrotnie są to trudne technicznie drogi, na niezdobytych ścianach. Jest panel, są wielkie ściany. Coś jak tyczki, freeride, skitury, każda ma swoją specyfikę. O wyższości jednych nad drugimi nie ma co się rozwodzić. Różne są specyfiki. Niektórzy nie są w stanie funkcjonować na pięciu tysiące, inni tam żyją, ludzie są różni. Dlatego w wejściach na ośmiotysięczniki tak ważna jest logistyka, podobnie jak skitury, gdzie techniczne umiejętności jazdy to tylko jeden z aspektów wycieczki, czy wyprawy. Czy chodzisz po górach, wspinasz się?

Sam, jako ważny element tych wypraw, podajesz logistykę. No właśnie. Możemy założyć, że równie istotną rolę gra wiele innych czynników, które z samą rywalizacja sportową, maja niewiele wspólnego. Dlatego zasadne jest pytanie "czy to jest sport ?". Moim zdaniem to sport nie jest. Bardziej przypomina wyścig w podboju kosmosu z lat 60-tych, niż jakąkolwiek dyscyplinę sportową. Z tą różnicą, że nic nie odkryli, a ofiar dużo więcej. Nonsens ludzkiej natury.

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście ze istotne, Szalony wraz z Jusza stanowił o sile Brytana, odszedł Jusza, teraz chyba Szalony, bo wyczyścił komentarze i porobiły się luki ze strata dla czytelnika. To były istotne głosy wybitnego wspinacza i wybitnego pisarza. A rozważania o specyfikę himalaizmu są dość powierzchowne. Wielokrotnie są to trudne technicznie drogi, na niezdobytych ścianach. Jest panel, są wielkie ściany. Coś jak tyczki, freeride, skitury, każda ma swoją specyfikę. O wyższości jednych nad drugimi nie ma co się rozwodzić. Różne są specyfiki. Niektórzy nie są w stanie funkcjonować na pięciu tysiące, inni tam żyją, ludzie są różni. Dlatego w wejściach na ośmiotysięczniki tak ważna jest logistyka, podobnie jak skitury, gdzie techniczne umiejętności jazdy to tylko jeden z aspektów wycieczki, czy wyprawy. Czy chodzisz po górach, wspinasz się?

Znalazłem jakiś tekst Jusza, wart lektury, jak każdy jego tekst

https://kw.warszawa.pl/serce-na-hali

cyt

Dzisiaj, w przeddzień Wigilii, siedzę przy oknie w Warszawie. Leją się z nieba kolejne wiadra deszczu. Ludzie krzątają się dźwigając ostatnie zakupy, wspaniałe prezenty, choinki, wszystkie te świąteczne bibeloty, sianka, opłatki i czyste obrusy. Pachnie grzybami. Zbliżają się od dawna oczekiwane, rodzinne spotkania. Może ktoś zaśpiewa kolędę, może ktoś usłyszy dobre słowo, może ktoś przemówi ludzkim głosem. Wszystko to jest dobre, ważne, takie świąteczne. Serce moje jednak, utknęło gdzieś daleko, gdzieś na Hali, na Żebrze Setki, na Fajce, szukając drogi do domu. Szukajcie i Wy – obyśmy znaleźli, obyśmy wszyscy szczęśliwie wrócili do Domu, w którym przecież „jest mieszkań wiele”.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

  • 7 months later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...