Skocz do zawartości

Wujot2

Members
  • Liczba zawartości

    864
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    17

Zawartość dodana przez Wujot2

  1. Wujot2

    rower :)

    To nie było plemię tylko całkiem sprawnie (na warunki afrykańskie) funkcjonujące państwo. I nie dziwi mnie to w ogóle patrząc choćby na kastowe Indie. Tylko ta skuteczność z jaką się to odbyło. Ale widać, że to w genach mamy. Od mamy. I taty. Też mi się ten nasz rodzimy podział tutaj skojarzył, na razie plucie i parasolki są w ruchu. Zobaczymy co dalej, młodzież nam się radykalizuje. Może przyjdą z czymś cięższym.
  2. Wujot2

    rower :)

    Myślę, że gdyby nie mieli maczet to zatłukliby Tutsich kijami, kamieniami, pięściami. A swoją drogą to jest niesamowite jak skutecznie udało się podzielić Belgom tę jednolitą etnicznie społeczność. I jakie to dało długofalowe skutki.
  3. Wujot2

    rower :)

    Mówi się nawet o milionie zabitych w te 100 dni. Maczetami. Sąsiedzi mordowali sąsiadów...
  4. Wujot2

    Pasje

    Wyniki mogą być różne: nie miałeś, miałeś ale nie masz, masz. Jeśli byś miał boreliozę utajoną to warto o tym wiedzieć. Bo nie leczona może przesrać życie. Nawet najcięższe przypadki neuroboreliozy się leczy - na przykład wlewami antybiotyków. Rozmawiałem kiedyś z leśnikiem na ten temat - z tego co pamiętam to brali go co jakiś czas do szpitala. U niego chyba już nie dało się tego całkowicie usunąć. Ale jakoś funkcjonował - gadałem z nim w lesie.
  5. Wujot2

    Pasje

    Mam też sporo grzybnych epizodów. Moja mama była grzybiarą co się zowie. A do tego wykładowcą biologii, botaniki etc. Czyli lekko nie było! Przynosiliśmy z lasu przedziwne twory co nie przypominały klasycznych owocników. Wszystko dawało się zjeść. Dotyczyło to zresztą też innych rzeczy, owoców, liści, egzotycznych warzyw. Do dzisiaj brakuje mi na przykład skorzonery, naszego codziennego dodatku do mięsa i ziemniaków. Nawet kiedyś niedawno kupiłem sobie ale.. smak i tekstura jakby inne. Nasza była chrupiąca, bardzo delikatna, coś w pobliżu szparagów, (które też w głębokim PRL uprawialiśmy). Wracając do grzybów dzisiaj to chyba wyłącznie po rydza bym się schylił - uważam, że jest daleko przed wszystkimi. Oczywiście nie mam na myśli smardzy czy trufli. Jeszcze kurki - te bez problemu można kupić w spoko cenach i borowiki suszone do sosu. Warto jeszcze wspomnieć o psylocybinach - wielka nadzieja leczenia depresji lekkoodpornych czy PTSD. W niektórych krajach już wprowadzone do oficjalnej medycyny.
  6. Wujot2

    Pasje

    Jestem bardzo ciekaw Twojej opinii. U mnie awansowała do top topów. Obok Gazzanigi, Pinkera, Tegmarka, Hararego, Kahnemanna, Dawkinsa. Po raz pierwszy zrozumiałem (to zdecydowanie za mocno powiedziane) jak działają sieci neuronowe, jakie są podstawy AI i korzenie świadomości. W szczegółach jest 10 x lepsza od np. Domasio. To już jest warte wielkich braw. A później to się zaczyna jazda. Bez trzymanki. Tam po prostu mnie wgniotło w podłogę - od pewnego czasu wydawało mi się, że fizyka zżera trochę swój ogon. Dlatego zwróciłem się do neuronauki i psychologii kognitywnej. A tutaj piękna niespodzianka - fizycy wzięli się za świadomość (razem z neuronaukowcami i kognitywistami). I zabrali się naprawdę bezpardonowo. Bo bez tego okazuje się chyba nie da się ruszyć dalej opisu świata. Ten ostatni zaś traci wymiar obiektywny, i to zarówno w wymiarze kwantowym jak i kosmologicznym. Tytuł książki Domasio (Błąd Kartezjusza) byłby tutaj bardzo adekwatny. To jest powiew nowego świata, krańcowo odmiennego od naszych wyobrażeń. Czytałem już coś równie odważnego - Tegmark "Życie 3.0" (i na półce leży przekartkowany Bostrom "Superinteligencja, scenariusze, strategie, zagrożenia") ale znów Musser jest górą, bo to pozycja fundamentalna (tzn mówi o podstawach). I bardzo zgrabnie, logicznie i systematycznie napisana. Ale omawiana materia jest już skomplikowana. To nie jest łatwa lektura. Jak jesteś gotów do kubła wrzucić wszystko co wydaje się, że wiesz, to jest książka dla Ciebie!
  7. Wujot2

    Pasje

    Jak się czujesz zaniepokojony to zrób sobie testy. To nie są duże koszty.
  8. Wujot2

    Pasje

    Ty nie zauważyłeś, ale wszyscy inni...
  9. Wujot2

    Pasje

    To ja Ci opiszę grzybobranie. Część leśną jednak pominę. Choć nie do końca bo trzeba zatachać te wiadra do auta. Z miłym spacerem nie ma to nic wspólnego. Wnosisz te wiadra do domu. Organizujesz dużo miejsca. Zaczynasz przerabiać. Wpierw selekcja oddzielnie to oddzielnie tamto. To do suszenia, to do marynowania, to na szybki przerób. Jednocześnie czyścisz okaz po okazie już zaczynasz się zastanawiać - na ch... mi te grzyby. Jak nie ma suszarki to kroisz i nawlekasz, albo na tace. Akurat zastawisz całe mieszkanko. Przygotowujesz zalewę, prażysz słoiczki, kroisz cebulę - myślisz sobie - naprawdę? No nic, jak zbieranie się skończyło, tak przerób również. Chociaż zajął więcej czasu jak to pierwsze. Pora na ucztę! Pojemy. Na trzeci dzień masz już dość tych grzybów (no chyba, że trafiłeś na łysiczkę lancetowatą). Mija parę tygodni. Coś Cię zaczyna telepać grypa. Przeżyliśmy grzybobranie, przeżyjemy i to! Ale temperatura Ci rośnie, tracisz przytomność. Sygnału karetki już nie usłyszysz. W malignie śnią Ci się tłuste borowiki. Na jednym łazi jakiś mały robak. Puszcza oczko. Sympatyczny maluch! To ten kleszcz co Ci właśnie sprzedał KZM. Po wielu tygodniach opuszczasz szpital. Wychodzisz, a właściwie wyjeżdżasz na swojej nowej wypasionej dwukółce. Grzybobranie życia.
  10. Jest bardzo różnie. Na początku i na końcu sezonu z reguły to "poważne" stacje (np Ischgl, Soelden, Gurgle) oferują najwięcej. I to zdecydowanie najwięcej. W środku, faktycznie warto pokombinować, bo czasem w tych najmniejszych można mieć dużo mniejszy tłok. Natomiast nie potwierdzam, żeby tam były jakieś mega oszczędności - ceny bardzo się spłaszczyły. Ważna jest też wysokość - Zillertal, Skiwelt pod tym względem jest kiepski w połowie marca już jest za nisko. Tam gdzie się kończą ich wyciągi to takie Nauders albo HochZeiger właśnie zaczyna. Nie mówiąc o Hochgurglu. Duże stacje pod innym względem też mają wielkie zalety - dostępność opcji off piste, a nawet dostępność różnych stron świata (ekspozycji). Też jazdy wysoko i nisko (czyli las i hale). Co umożliwia dopasowanie jazdy we mgle lub wietrze. Ogólnie duże stacje świadomemu narciarzowi mogą zaoferować naprawdę dużo. Przykładem dla mnie absolutnie the best z Austrii jest Ischgl - gdzie jest duża rozpiętość wysokości, dostępne wszystkie kierunki świata, strome zbocza umożliwiające wszędzie jazdę off piste, skuteczny system odstrzeliwania lawin. Jedynie może komuś brakować tam łatwiejszego do jazdy lasu. Mała stacje to raczej czasem konieczność ze względu na tłok ale nawet najlepsze z nich to ubodzy krewni na przykład Espace Killy. Choć na takim Grosseck-Speiereck miałem wiele spektakularnych dni. To akurat stacja z trzema ciekawymi kierunkami jazdy i naprawdę dużą deniwelacją. Oczywiście początkujący tego w pełni nie wykorzystają. Ale tutaj znów bywa w dużych stacjach (na przykład w Kitz) - opcja wyciągów za darmo. Przynajmniej kiedyś była. We Francji zresztą dawniej zdecydowanie popularniejsza.
  11. Przede wszystkim to trzeba by zdefiniować co jest dopingiem, a co lekiem. Na przykład diuretyki (sam brałem), powszechnie stosowane, bo przyspieszają aklimatyzację. Oddychanie polepsza sildenafil (czyli Viagra). Góry wysokie to nie bieżna sportowa, więc te sprawy nie są uregulowane. Ludzie biorą (to i owo), bo od tego zależy ich życie. Sami też ponoszą za to odpowiedzialność, bo to ekstremalne warunki, wyprawy wielotygodniowe, a nietrafione koksowanie może łatwo zabić. Ciekawy link (dotyczący stosowania ksenonu na wyprawach komercyjnych a szerzej "dopingu" w tej dziedzinie) https://wspinanie.pl/2025/01/ksenon-na-mount-everest-uiaa/
  12. Wydaje mi się, że to punkt widokowy w pobliżu wieży widokowej na Ślęży (jest tam niewielki klif). Przed nami są Góry (Wzgórza) Kiełczyńskie. W dali Góry Sowie (chyba bez Wielkiej Sowy) przechodzące we Wzgórza Wałbrzyskie po prawej. Coś tam majaczy nad nimi - może Chełmiec, albo Trójgarb. Radunia powinna być z lewej, ale fota jej nie obejmuje.
  13. Gen EPASI, który umożliwia życie Tybetańczykom bez konsekwencji braku tlenu pochodzi od Denisowian. Ustaliła to w 2014 roku genetyczka populacyjna Emilia Huerta-Sanchez z Uniwersytetu Browna. Oczywiście, jak to w nauce jest, być może ktoś kiedyś sfalsyfikuje te ustalenia. Na dzień dzisiejszy Tybetańczycy mają trochę więcej z Denisowiam jak Ty czy ja. I tego się trzymam. A jak ktoś udowodni, że to od Marsjan to będę wtedy też tak uważał. W każdym razie badania genetyczne i najnowsza dziedzina - paleoprotemika wywracają naszą wiedzę o ewolucji Homo Sapiens do góry nogami. Masz rację, że historia hominidów robi się teraz bardzo skomplikowana ale wiemy o wiele więcej jak te 20 lat temu.
  14. Tytułem ciekawostki. Niedawno udowodniono, że ludy tybetańskie mają w swoim DNA wyjątkowo dużo spuścizny denisowian (to dość "młoda" - 2011 - linia homnidów). I właśnie ta domieszka daje przystosowanie do życia w trudnych warunkach. Pewnie Wasz bohater jest wyjątkowo odporny i mocny, nawet jak na swoją nację. Może ma w sobie ciut więcej Denisowianina? W sumie Bargiela też trzeba by przebadać! Jak widać dobór naturalny działa, i to całkiem szybko (to może być "tylko" 40 000 lat).
  15. Wujot2

    Drony

    Z badań Holendrów (przytoczonych w "Rowerowe miasto") wynika, że rowerzyści są skłonni wydłużyć swoją drogę do pracy, wybierając dłuższy, lepszy wariant. Ale tylko o 10, maks 15%. Tam posłużyło to planowaniu przestrzennemu, a konkretnie zagęszczaniu ddr. Trend dość ładnie zgadza się to z postępowaniem Mitka (choć trochę wykracza on z zachowania większości). Książkę co ją wspomniałem warto przeczytać bo pokazuje ona jakimi metodami administracyjnymi i sporym pragmatycznym sprytem osiągnięto taki efekt (sukces). Społeczeństwo holenderskie jest chyba najzdrowsze w Europie i ma niski odsetek otyłych. Spora w tym zasługa codziennej komunikacji rowerowej.
  16. Wujot2

    Drony

    Ofiara śmiertelna we Wro przy zderzeniu z rowerzystą? Daj jakiegoś linka.
  17. Wujot2

    Drony

    Bo ja osłem jestem 🙂 Ale już się nie kopię - przypadek nie do uratowania.
  18. Wujot2

    Drony

    Wszystkie
  19. Wujot2

    Drony

    Nie zrozumiałeś o czym napisałem - tkwisz po uszy w "króliczej norze" i za wszelką cenę próbujesz nas tu ewangelizować. Pewnie nadawałbyś się do jechowych - ten sam charakter. Masz wizje, szkoda jeno, że nie swoje własne. Mi zwisa ta Twoja ślepota; jeden mniej, jeden więcej. Bez znaczenia. Ale po cholerę kalkujesz tutaj te objawione bzdety?
  20. Wujot2

    Drony

    W oparciu o Twoje wypowiedzi zbudowałem sobie Twój obraz. Dla mnie tkwisz po uszy w "króliczej norze" - Twoje wypowiedzi zsynchronizowane są z interesami ruskich, podważasz zaufanie do instytucji demokratycznych i UE. Nie ma tu żadnych niuansów. Grasz na interesy ruskich. Bo oni pragną Europy podzielonej, gdzie będą mogli dalej bezkarnie napadać na słabszych. Im więcej takiej narracji tym lepiej dla nich. Wystarczy tylko podważać podstawy swiata w którym żyjemy. To robisz. I teraz być może nie masz nawet świadomości tego, że wpisujesz się w nurt "pożytecznych idiotów". Udało się (przez dobór kanałów, które śledzisz) wpakować Cię do "króliczej nory". To pojęcie pochodzące z "Alicji w .." oznacza kogoś zaangażowanego w sianie określonej narracji. Mam teraz książki w kartonach (z przeprowadzki) i nie mogę zajrzeć który z tych dwóch autorów (co ich poprzednio przytoczyłem) bardzo dokładnie opisał mechanizm tworzenia "króliczych nor". Z badań wyszło, że w ciągu maks 6 m-cy algorytmom YT udaje się bardzo skutecznie radykalizować i zapakować podatnych ludzi w określone kanały. Nie oglądasz telewizji, bo napędzasz interes Google - dokładnie o to im chodzi. Max Fisher opisuje jak rok w rok ewoluował ten mechanizm, co zrobiono aby wycisnąć jak najwięcej kasy i jakie były podstawy psychologiczne, które tu wykorzystano. Skręt na prawo ku nurtom radykalnym i nacjonalistycznym w całym demokratycznym świecie nie jest przypadkiem lecz dokładnie wynikiem działań nowych mediów. Zupełnie jak procesy czarownic w których spalono tysiące kobiet, gdzie podłoże też było po stronie manipulacji masową informacją przez pazernych wydawców. To tak w kwestii czy historia może czegoś uczyć. To nie są żarty, masakra w Mjanmie pokazała jak skutecznie (FB) to działa. Wyjdź z nory, rozejrzyj się po świecie, zastanów się czy jest Ci po drodze z moskalami. Można wyjść z dragów można wyjść z "króliczej nory".
  21. Wujot2

    Drony

    Jeszcze w takim razie zostało tylko odstawienie internetu, a w szczególności SM. Bo dopiero tam (szczególnie YT i Fb) wpadasz do "króliczej nory". Pięknie o tym napisał Max Fisher "W trybach chaosu. Jak media społecznościowe przeprogramowały nasz świat" i Carr - "Płytki umysł. Jak Internet wpływa na nasz mózg". Książki mocno podparte badaniami naukowymi - psychologią i socjologią. Klasyki. Carr nominowany do Pulitzera. Znajdziesz tam samego siebie.
  22. Wujot2

    Drony

    Podobnie jak Mitek patrzę w szerszej perspektywie (co prawda tylko historycznej a nie geologicznej) i stwierdzam, że mamy demokrację jak cholera. Na tle reszty świata też bardzo nieźle.
  23. Wujot2

    Drony

    O wszystko nie. Ale o aktywizowanie gamonii siejących tępą moskiewską propagandą jak najbardziej tak. A jest to tylko jedna z ich przewin. Te poważne zaczynają się od ludobójstwa. I to wystarczy.
  24. Wujot2

    Drony

    Przez większą część historii ludzkości najbardziej demokratyczne systemy (na przykład ateńska) obejmowały do 10% populacji. A i tak były rzadkością. Przeciętny człowiek (na przykład polski chłop) przez wieki nie miał nic do powiedzenia, poza tyrką. I dalej tak jest dla dużej części świata! Policz Chińczyków, ruskich, kraje Bliskiego Wschodu. W demokracjach liberalnych żyje 40% populacji. Gdzie indziej nawet słowa krytyki byś nie wydusił. Masz prawa wyborcze, jasno ustanowiony kodeks karny. Wbrew temu co napisałeś sędziowie dostają po dupach, lekarze też. Bo jest niezależny przepływ informacji. Patrząc historycznie to jest wprost niesamowite. Ale te demokracje wcale nie są dane raz na zawsze. Przykład Orbana, Fico czy naszej kaczki pokazują, że w dobie łatwej kontroli czy manipulacji możemy znaleźć się nagle pod jakimś butem (albo płetwą). Zamiast pluć na system bezmyślnie powtarzając ruską propagandę, zastanów się po której stronie barykady stoisz. Zamiast propagandowych filmików polecam "Nexus" Harari-ego gdzie autor przeprowadza nas przez 5000 lat historii i rysuje różne warianty przyszłości. Napisane jest to z punktu widzenia zarządzania informacją (zupełnie nie w klasyczny "historyczny" sposób). Cholernie warto - to lektura bazowa od której można odbić się dalej.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...