Wujot2
Members-
Liczba zawartości
856 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Zawartość dodana przez Wujot2
-
Jeśli ma wysokie podbicie ale wąską stopę, to właśnie dłuższy but daje szansę na w miarę dobre dopasowanie. Ma wtedy dobrą szerokość i nie będzie jej cisnęło z góry. Współczesne dopasowanie pozwala na punktowe poszerzenia buta - można zrobić miejsce na palucha, kostki haluksowe. Nawet lekko wydłużyć termicznie (nie mówiąc o frezowaniu). Nie ma zbyt dobrych pomysłów na zmniejszanie. Robi się tu wkładki a nawet kliny (to do botka). Ale uważa się to za ostateczność. W wspomnianym wcześniej powiększaniu punktowym jednak nie ingeruje się w wysokość podbicia buta - myślę, że z powodu obecnych tam klamer. Być może u koleżanki wystąpiła kombinacja cech opisanych przez mnie na początku i sklep (ten najlepszy na świecie) dobrał optymalnie. Wydaje się, że trochę luzu na palcach przy dobrym trzymaniu całości nie powinno przeszkadzać. Postawiłbym też, może ryzykowną tezę, że w bucie wysokim najbardziej powinno pasować w kolejności: - podbicie - szerokość - długość
-
Byłem 28 x w Livinio. To jest najlepszy ON na świecie. I są tacy co mi nie wierzą! 😁 U Kahnemanna w klasyfikacji błędów poznawczych znajdziesz i ten przypadek.
-
Bareja lepiej by nie wymyślił. 🙂 Brawo!
-
Nie ma to jak z d..y analogia. Pomieszałeś wszystko. Za politykami stoi hierarchiczna struktura, wykonująca polecenia. Do tego dogadują się za plecami innych. Natomiast za mną nie stoi tu nic. A propozycję rzuciłem jawnie, i bez konsultacji z Mitkiem. Kto będzie chciał skorzysta. Edit W "Erystyka - czyli sztuka prowadzenia sporów" Schopenhauer poklasyfikował różne sztuczki i zagrywki stosowane w dyskusjach. Cieniutka książeczka warta przeczytania.
-
Chłodna kalkulacja. Za treści na portalu odpowiedzialny jest też administrator. Co prawda nie ma on obowiązku monitorowania całej zawartości, ale jak ma wiedzę o naruszeniach powinien natychmiast reagować. Wobec tego ewentualne zgłoszenie może rykoszetem uderzyć w SKIFORUM-a. A później w portal. Czyli nas. Zgłosić mógłbyś: łamanie ustawy antyalkoholowej i propagowanie treści nazistowskich. Ale nie propagandę antyunijną i przeciw Ukrainie. Onucą ruską można być, to nie czasy McCarthy-ego. Natomiast solidarna anatema, gdyby była rzeczywiście solidarna mogłaby być skuteczna. Po prostu spróbujmy.
-
Traktat Monachijski odebrał Czechom solidne linie obronne w Sudetach. I masz rację fabryki Skody były potężnym wsparciem niemieckiej agresji. Zresztą nie tylko Skoda (drugi koncern militarny na świecie), Czechy były potęgą przemysłową. Ma to korzenie z koncentracji przemysłu w tym regionie za monarchii Austro-Węgier.
-
Ja bardzo często widzę ludzi z parasolami na Górce Grabiszyńskiej, Miłości czy Parkowej. 😄
-
Andrzej Bargiel i Śnieżna Pantera.
Wujot2 odpowiedział polm → na temat → Biegówki / Skitury / Ski-alpinizm
Tak jak rozmawialiśmy, bez olbrzymiego wsparcia całej ekipy takie wyczyny byłyby zupełnie niemożliwe. Pracuje kilkanaście osób - splendor bierze w tym przypadku Bargiel. Ale szerzej patrząc to po prostu show Red Bulla - za wszystkim stoją gigantyczne pieniądze i potężna machina. Wyłapują taśmowo najlepszych sportowców ekstremalnych i mielą w swojej machinie. Po prostu nowoczesny cyrk. -
To były trekkingi pod Everestem
-
Czy na tych maratonach (np MRDP) jest prowadzona kontrola antydopingowa? Próbowałem to znaleźć i wychodzi mi, że chyba nie. Ktoś coś wie?
-
Hans Kloss wiedział, że Brunner zastawił na niego pułapkę, dla niepoznaki nazwanej testem. Hans Kloss wiedział też, że Brunner wie, że on wie. Brunner wiedział, że Hans Kloss wie, że on wie, że Hans Kloss wie, że on wie. Hans Kloss wiedział też, że Brunner wie, że on wie, że Brunner wie , że on też wie, że wie. Ale Hans Kloss nie wiedział czy szpinak był świeży czy mrożony!
-
Pierwszy raz kiedy dokładnie zrozumiałem, że należy kontrolować lekarzy wyglądał u mnie tak. Poszedłem z bólami w górnej części żołądka, wyglądało mi to na woreczek żółciowy (moja mama miała kamienie). Lekarz docent, wizyta prywatna, tłum ludzi. Wysłuchał mnie, dotknął i mówi tonem boga i 100% pewnością - pan nie ma kamieni to helicobacter. Wypisał receptę. Ale ja, jak to ja sprawdziłem co mi przepisał i patrzę - penicylina! Kurczę na to jestem uczulony. O to lekarz już nie spytał. Poszedłem do drugiego i okazało się, że mam kamienie i skończyło się laparoskopią. To była nauczka na całe życie. Może lekarz myli się tylko raz na 50 diagnoz ale... może to akurat trafić na mnie. Całe szczęście, że wiedza jest teraz dostępna łatwiej. Są portale dla medyków - można się zalogować, są wyspecjalizowane portale dla chorych gdzie można znaleźć dużo więcej jak wie specjalista, bo skupiają całe społeczności danej choroby. Oczywiście jest multum nawiedzonych, oszustów, znachorów itd. Podstawowe jest to, że nasz system jest niewydolny i trzeba się umieć w nim poruszać.
-
No to proszę wytłumacz mi gdzie robię błąd w rozumowaniu. Z mojej perspektywy wygląda to tak. Złapałem milion kleszczy. Nie wygląda, że jestem chory ale czuję się zaniepokojony. Mam wielkie kłopoty z wbiciem się do lekarza POZ, do tego mam dobrze płatną pracę. 1. Szukam wizyty prywatnej. za drobne 300 zł wbijam się tam i dostaję skierowanie (100% płatne) lub nie dostaję bo lekarz autorytatywnie powie - nic panu nie jest (?). Teraz płacę kolejne 300 zł za test z którym wracam (lub nie) do specjalisty. 2. Po stu tel. rejestruję się do mojej przychodni. Godzina jest taka, że muszę wziąć wolny dzień. Niby nic nie płacę, ale jestem w plecy 300 zł. Dostaję skierowanie na badania. Płatne. Dalsza ścieżka - kolejna wizyta u domowego. Czyli kolejne 300 zł. 3. Robię szybko test (to pobranie krwi - nie widzę tu niebezpieczeństwa - ?). Trwa to chwilkę, odbieram wynik idę lub nie do specjalisty. Sprawa załatwiona. W wariancie trzecim oszczędzam i czas i pieniądze. Jak widać opieka zdrowotna to przede wszystkim logistyka. Od lat leczę się prywatnie, ale nie przypadkowo. Wybieram tych lekarzy co pracują w szpitalach. Najlepiej na stanowiskach. Jak trzeba będzie to się tam bez problemu wbiję na dodatkowe badania lub interwencję. Jak dotąd pięknie to działa. W kwestii badań zaś zauważyłem, że lekarze dość oszczędnie przepisują diagnostykę (biorąc pod uwagę koszty). Jestem na przykład u ortopedy (prywatnie) ze złamaną kością ramieniową i rentgenem z SOR. Ogląda i mówi (do siebie) fajnie byłoby mieć tomografię ale, zawieszenie głosu, to kosztuje. I koniec. Mówię - panie doktorze ubezpieczenie pokryje. No to wypiszę panu skierowanie. Lekarz optymalizuje diagnostykę, ale przecież ona nie jest jakaś droga. Do 1000 zł bardzo dużo badań da się zrobić. Ogólnie perspektywa pacjenta jest inna jak lekarza. I niezależnie od tego, że lekarze dysponują wiedzą to przecież MOJE ŻYCIE i trzeba patrzeć im na ręce. Zbyt ważna sprawa aby mieć pełne zaufanie. W tym konkretnym przypadku spokój psychiczny @Spiochu może być wart tych 300 zł. Oczywiście wiedząc, że wynik nie musi być jednoznaczny.
-
To nie było plemię tylko całkiem sprawnie (na warunki afrykańskie) funkcjonujące państwo. I nie dziwi mnie to w ogóle patrząc choćby na kastowe Indie. Tylko ta skuteczność z jaką się to odbyło. Ale widać, że to w genach mamy. Od mamy. I taty. Też mi się ten nasz rodzimy podział tutaj skojarzył, na razie plucie i parasolki są w ruchu. Zobaczymy co dalej, młodzież nam się radykalizuje. Może przyjdą z czymś cięższym.
-
Myślę, że gdyby nie mieli maczet to zatłukliby Tutsich kijami, kamieniami, pięściami. A swoją drogą to jest niesamowite jak skutecznie udało się podzielić Belgom tę jednolitą etnicznie społeczność. I jakie to dało długofalowe skutki.
-
Mówi się nawet o milionie zabitych w te 100 dni. Maczetami. Sąsiedzi mordowali sąsiadów...
-
Wyniki mogą być różne: nie miałeś, miałeś ale nie masz, masz. Jeśli byś miał boreliozę utajoną to warto o tym wiedzieć. Bo nie leczona może przesrać życie. Nawet najcięższe przypadki neuroboreliozy się leczy - na przykład wlewami antybiotyków. Rozmawiałem kiedyś z leśnikiem na ten temat - z tego co pamiętam to brali go co jakiś czas do szpitala. U niego chyba już nie dało się tego całkowicie usunąć. Ale jakoś funkcjonował - gadałem z nim w lesie.
-
Mam też sporo grzybnych epizodów. Moja mama była grzybiarą co się zowie. A do tego wykładowcą biologii, botaniki etc. Czyli lekko nie było! Przynosiliśmy z lasu przedziwne twory co nie przypominały klasycznych owocników. Wszystko dawało się zjeść. Dotyczyło to zresztą też innych rzeczy, owoców, liści, egzotycznych warzyw. Do dzisiaj brakuje mi na przykład skorzonery, naszego codziennego dodatku do mięsa i ziemniaków. Nawet kiedyś niedawno kupiłem sobie ale.. smak i tekstura jakby inne. Nasza była chrupiąca, bardzo delikatna, coś w pobliżu szparagów, (które też w głębokim PRL uprawialiśmy). Wracając do grzybów dzisiaj to chyba wyłącznie po rydza bym się schylił - uważam, że jest daleko przed wszystkimi. Oczywiście nie mam na myśli smardzy czy trufli. Jeszcze kurki - te bez problemu można kupić w spoko cenach i borowiki suszone do sosu. Warto jeszcze wspomnieć o psylocybinach - wielka nadzieja leczenia depresji lekkoodpornych czy PTSD. W niektórych krajach już wprowadzone do oficjalnej medycyny.
-
Jestem bardzo ciekaw Twojej opinii. U mnie awansowała do top topów. Obok Gazzanigi, Pinkera, Tegmarka, Hararego, Kahnemanna, Dawkinsa. Po raz pierwszy zrozumiałem (to zdecydowanie za mocno powiedziane) jak działają sieci neuronowe, jakie są podstawy AI i korzenie świadomości. W szczegółach jest 10 x lepsza od np. Domasio. To już jest warte wielkich braw. A później to się zaczyna jazda. Bez trzymanki. Tam po prostu mnie wgniotło w podłogę - od pewnego czasu wydawało mi się, że fizyka zżera trochę swój ogon. Dlatego zwróciłem się do neuronauki i psychologii kognitywnej. A tutaj piękna niespodzianka - fizycy wzięli się za świadomość (razem z neuronaukowcami i kognitywistami). I zabrali się naprawdę bezpardonowo. Bo bez tego okazuje się chyba nie da się ruszyć dalej opisu świata. Ten ostatni zaś traci wymiar obiektywny, i to zarówno w wymiarze kwantowym jak i kosmologicznym. Tytuł książki Domasio (Błąd Kartezjusza) byłby tutaj bardzo adekwatny. To jest powiew nowego świata, krańcowo odmiennego od naszych wyobrażeń. Czytałem już coś równie odważnego - Tegmark "Życie 3.0" (i na półce leży przekartkowany Bostrom "Superinteligencja, scenariusze, strategie, zagrożenia") ale znów Musser jest górą, bo to pozycja fundamentalna (tzn mówi o podstawach). I bardzo zgrabnie, logicznie i systematycznie napisana. Ale omawiana materia jest już skomplikowana. To nie jest łatwa lektura. Jak jesteś gotów do kubła wrzucić wszystko co wydaje się, że wiesz, to jest książka dla Ciebie!
-
Jak się czujesz zaniepokojony to zrób sobie testy. To nie są duże koszty.
-
Ty nie zauważyłeś, ale wszyscy inni...
