zając Napisano 7 godzin temu Udostępnij Napisano 7 godzin temu Zapraszam na relację z tygodniowego pobytu kamperem w Południowym Tyrolu i Dolomitach 🙂 - będzie w odcinkach, bo mi się trochę tekstu zebrało. Mieliśmy zaplanowany czas na wyjazd narciarski z początkiem lutego do Cervini / Zermatt, ale pogoda cały czas nie była optymalna na tyle, żeby liczyć na większość dni pogodnych umożliwiających bezproblemowe transfery między włoską i szwajcarską częścią ośrodka. Opóźnialiśmy wyjazd, ale w końcu musieliśmy podjąć decyzję o wyjeździe, a ponieważ Alpy zachodnie spodziewały się rekordowych padów śniegu w 3. tygodniu lutego (co się sprawdziło), wybraliśmy inny rejon Włoch tj. Południowy Tyrol i Dolomity. To rejon narciarski, w którym nie byliśmy do tej pory (aż dziwne), a strategia zakładała dojazd do pierwszego dużego ośrodka przy granicy czyli 3 Zinnen i stopniowe przemieszczanie się na południe – na ile nam się spodoba dalsze jeżdżenie w danym miejscu. Miejscówek na postój kampera jest w tej okolicy sporo, ale w większości są odpłatne, nawet jeśli są tylko parkingami dla kamperów. Celowaliśmy w miejsca noclegowe bezpośrednio pod wyciągami narciarskimi albo w odległości krótkiego dojścia pieszego żeby nie używać skibusów. Pod ośrodek 3 Zinnen dojechaliśmy późnym popołudniem w sobotę 14.02, nie było jeszcze ciemno więc mogliśmy sprawdzić pierwszą możliwą opcję na nocowanie – gruntowy nieoficjalny parking w Versciaco pod Monte Elmo. Okazało się że stoi tam klika kamperów i jest jeszcze komfortowe miejsce dla nas: Zatem pierwsza miejscówka w punkt – pyszne jedzonko w lokalnej pizzerii i nocowanie pod stokiem. Dla zainteresowanych miejscem dla kamperów: https://maps.app.goo.gl/fcNB1m4zFBnw443AA Na miejscu jest toaleta 24h w stacji kolejowej (wystarczy przejść na drugą stronę drogi) lub w ośrodku narciarskim w godzinach pracy 8:00-18:00. DZIEŃ 1 – 3 ZINNEN Na wstępie niedzielnego dnia zaliczyliśmy małą wtopę, bo sprawdziłam godziny pracy i gondola miała startować o 8:30 tymczasem gdy wyszliśmy z kampera po 8:00 to już chodziła – lekkie zdziwko, ale potem znalazłam informację o „early skiing” od 7:30 w wybrane dni i to był właśnie ten dzień. Byłam zła, że nie wiedziałam o tym wcześniej, bo wiadomo – niedziela i raczej nie ma co liczyć na niską frekwencję, a spaliśmy dosłownie pod stokiem więc można to było wykorzystać. No ale trudno, rozpoczęliśmy wjazdem na Monte Elmo 6-osobową starszawą gondolą, która od nowego sezonu będzie zastąpiona nówką jak na poniższym zdjęciu: Trasy rano piękne i równe, ale już niestety nie sztruks… Pojeździliśmy trasami w rejonie Monte Elmo – świetne, zwłaszcza czerwona 13 i 14 przypadły nam do gustu. W momencie jak zaczęło przybywać więcej ludzi, rozpoczęliśmy „Giro delle Cime” żeby dostać się do Croda Rossa. Lubimy narciarskie wycieczki, więc i ta nam się spodobała. W drodze powrotnej już było sporo ludzi, odsypów, i końcówki południowych stoków w okolicy Sexten mocno mięciutkie. Wszystkie trasy były w sumie ciekawe, średnio długie i atrakcyjne widokowo. Na koniec dnia drugi zonk: na polance przy gondoli Helmjet Sexten rozłożyło się w międzyczasie stoisko Stoekli – można było przetestować narty, ale my plątaliśmy się w innych rejonach i niestety nie skorzystaliśmy z okazji… No trudno, na koniec 2x zjazd 13-tką prawie pod drzwi kampera, szybkie przygotowanie do wyjazdu i przejazd do drugiego ośrodka – Kronplatz. Kilka zdjęć z pierwszego dnia: Pod Kronplatz jechaliśmy dobrą chwilę, bo droga była zakorkowana, dojechaliśmy po zmroku i zajęło nam chwilę gdzie właściwie stanąć pod stokiem, bo główny parking nie życzył sobie postoju kamperów. Kampery stały za to na nieutwardzonym parkingu poniżej – link: https://maps.app.goo.gl/JvkoTqgRjgxvyzkB6 Żeby było ciekawiej, przy wjeździe był zakaz kamperowania 😄 ale spytaliśmy obecne na miejscu załogi czy można stać i zeznali, że nie ma problemu. Następnego dnia okazało się że właściwy parking dla kamperów jest połączony z miejscami dla autobusów i kosztuje 16euro/noc, a my akurat przespaliśmy już nockę więc zostaliśmy w pierwotnym miejscu. 6 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
zając Napisano 7 godzin temu Autor Udostępnij Napisano 7 godzin temu DZIEŃ 2 – KRONPLATZ Kronpaltz robi wrażenie bardziej „austriackiego” ośrodka – duża stacja, duże parkingi, dużo gondoli. Cóż, poranek przywitał nas mgłą i opadami śniegu. Ruszyliśmy klasycznie na otwarcie wyciągu ale zaliczyliśmy podwójny kurs gondolą bo w kamperze zostawiliśmy portfel z kasą i dokumentami 😄 więc trzeba było po niego wrócić, a nie było się do czego śpieszyć – na górze jedna wielka mglistość. Kompletnie nic nie było widać nawet przez przezroczyste gogle (chwała Panu, że takie kupiłam przed wyjazdem). Miałam pomysł na zwiedzenie w tym czasie Muzeum Messnera, ale nie umieliśmy go zlokalizować przy braku widoczności na tym rozległym czubku góry. Poza tym na górze był tłum – dosłownie tłum jak na Krupówkach, od razu chciałam uciekać, ale zwalczyłam odruch odwrotu i przebrnęliśmy w rejon wschodnich niebieskich tras zjazdowych, które wydawały się odpowiednio bezpieczne na jazdę po omacku. Pierwszy zjazd po tym szerokim stoku był taki, że jechałam po prostu za innymi nie wiedząc kompletnie gdzie, masakra jakaś. Na szczęście w okolicy 11:00 zaczęło się lekko przecierać i potem było już tylko lepiej. Zrobiliśmy małą przerwę zmęczeni jednak tłumem narciarzy i szkółek w rejonie tych niebieskich tras i ruszyliśmy w stronę południowo-zachodnią tj. Piz de Plaies. Jak tylko wyszło słońce, stoki zrobiły się miękkie, ale przynajmniej była widoczność. Przejechaliśmy przez Furkelpass, ale zaczęłam mocno czuć lewe kolano, co mnie lekko zaniepokoiło i spowodowało że odpuściłam czarne trasy 40 i 45. Jak się okazało słusznie, bo kolano spuchło mocno i wyglądało na koniec dnia nieciekawie. Ogólnie Kronplatz mnie nie zachwycił, irytowały mnie gondole – wszędzie, nawet krótkie odcinki przejazdu odbywają się gondolami, czego nie lubię (ściąganie nart, przenoszenie, wsadzanie do kosza, zakładanie z powrotem – marnuje się czas i siły). Poza tym większość tras startuje z bardzo rozległego wypłaszczenia na szczycie, co powoduje kumulację narciarzy w jednym miejscu. Najbardziej mi się spodobała chyba trasa powrotna na parking – czarna 1-ka. Co prawda była już mocno rozjeżdżona, ale w porze popołudniowej bez słońca, trzymała się jako-tako. Z Kronplatzu wyjechaliśmy zadowoleni o tyle, że mimo porannych trudnych warunków udało się przejechać i poznać cały ośrodek. Ruszyliśmy dalej w stronę Dolomitów żeby sprawdzić możliwość postoju na kamper parku w miejscowości La Villa w obrębie ośrodka narciarskiego Alta Badia. Na miejscu okazało się, że zostało jedno jedyne miejsce specjalnie dla nas, a ponieważ musieliśmy już przeprowadzić serwis i mieliśmy stąd parę minut spaceru pod wyciąg, postanowiliśmy zostać na min. 2 dni żeby trochę odpocząć od ciągłego przemieszczania. Namiary na kamper park: https://maps.app.goo.gl/RmLEYMuWtwC4zDGV8 https://www.camperparkingaltabadia.it/en/ 6 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
zając Napisano 7 godzin temu Autor Udostępnij Napisano 7 godzin temu DZIEŃ 3 – ALTA BADIA Tutaj widok z kamperparku: Rozpoczęliśmy dzionek o 8:30 przemieszczając się stopniowo z naszego peryferyjnego wyciągu Gardenaccia na główny teren narciarski Alta Badii – no proszę Państwa, co za widoki! Pięknie, po prostu pięknie! Jeździliśmy zupełnie bez planu, gdzie nas narty poniosły, dojechaliśmy tym sposobem do Arabby i potem zaczęliśmy wracać w obawie (niepotrzebnej) że mamy długą drogę powrotną do pokonania. Teren Alta Badii polecam przede wszystkim jeśli ktoś jedzie rodzinnie lub z mniej doświadczonymi osobami, ilość niebieskich tras jest powalająca. Fakt że ruch był też spory, ale to jednak połowa lutego i szczyt sezonu – nie ma się co dziwić. Warunki wyśmienite, podobnie jedzenie, no i piękne widoki gdziekolwiek człowiek oko zawiesi 😊. W rejonie Arabby za to świetne trasy czerwone z Porta Vescovo. Na następny dzień zaplanowaliśmy Sellarondę pomarańczową. 7 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
zając Napisano 7 godzin temu Autor Udostępnij Napisano 7 godzin temu DZIEŃ 4 – SELLARONDA Mając 1-dniowe doświadczenie przeprawy przez Alta Badię w stronę Sellarondy, ruszyliśmy z rana zwarci i gotowi na objazd grupy Sella. Chciałam zacząć trasę w Corvarze, ale wybraliśmy złą trasę i powtórzyliśmy podłączenie do Sellarondy jak poprzedniego dnia czyli zaczęliśmy od Passo Campolongo w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Miałam wrażenie że po drodze tylko przybywało ludzi, w okolicy południa dotarliśmy do naprawdę długiej kolejki do gondoli (nie pamiętam już nazwy) i zaczęliśmy odczuwać potrzebę przerwy, ale jakoś wszędzie było pełno ludzi, co nas zniechęcało i przystanęliśmy dopiero na niebieskiej 40-tce w Cofosco. Tam też trochę pokręciliśmy się po innych trasach (bocznych od Sellarondy) żeby wykorzystać czas przed domknięciem objazdu i powrotem przez Passo Campolongo i górę Cherz w stronę naszego miejsca pobytowego. Sellarondę chętnie zrobię jeszcze raz ale przy mniejszym natężeniu ruchu, nic tak nie męczy jak kolejkowanie do wyciągu – lepiej trzymać się z daleka od utartych szlaków 😉 Sellaronda raczej nie jest trudna, ale niektóre czerwone trasy, zwłaszcza popołudniu mogą się dać we znaki słabiej jeżdżącym narciarzom. Oczywiście jeśli ktoś się nie mazgai to przejedzie nawet jak odsypy robią się już powyżej kolan. P.S. Moje kolano profilaktycznie zaczęłam bandażować, bo niestety cały czas mi o sobie przypominało. Rozważaliśmy czy by się nie przemieścić w stronę Cerezzy, gdzie planowaliśmy również pojeździć i nocować „na dziko” pod wyciągiem, ale ostatecznie ze względu na prognozowane duże opady śniegu pozostaliśmy w rejonie cywilizacji gdzie właściciele kamperparku zapewne zadbają o odśnieżenie dojazdu. 7 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
zając Napisano 7 godzin temu Autor Udostępnij Napisano 7 godzin temu DZIEŃ 5 – ŚNIEŻNY Co by nie pisać to w tym dniu nie było za dużo jeżdżenia. Od rana intensywnie sypał śnieg, Mój partner zaczął się źle czuć i uznaliśmy że trochę odpuścimy, ja poszłam tylko na chwilę na najbliższy wyciąg z zamiarem dotarcia do Badii na La Crusc, ale tam nie dotarłam bo moje kolano przypomniało mi szybko, że jazda popołudniu po opadzie 0,5-metrowym nie jest dla niego najlepszym treningiem przed ostatnim dniem narciarskim, kiedy to miało być znowu pogodnie. Po powrocie z nart około 17-tej opady się uspokoiły i wszyscy kamperowcy rzucili się do odśnieżania. A było co odśnieżać. Na szczęście mieliśmy ze sobą drabinę, chyba z godzinę odśnieżaliśmy kampera i najbliższe otoczenie żeby nazajutrz móc wyjechać. Na szczęście wszyscy współpracowali pożyczając sobie sprzęty odśnieżające – bardziej wydaje łopaty, drabiny etc. Przez kamperpark przed południem przejechała kopara, a potem wieczorem drugi raz wywożąc to co wygarnęliśmy na drogę z zatoczek postojowych. 5 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
zając Napisano 7 godzin temu Autor Udostępnij Napisano 7 godzin temu DZIEŃ 6 – ALTA BADIA W piątek rano było jeszcze pochmurno, ale miało się z biegiem dnia rozpogadzać. Mojego partnera rozłożyła choroba, prawie przestał mówić, więc nie pojechał na narty bo bał się że nie będzie w stanie potem kierować samochodem. Pojechałam więc sama, najpierw realizując wczorajszy pomysł dotarcia do Badii, gdzie jest piękna, łagodna i długa niebieska trasa z nową gondolą. Mogę polecić jeśli ktoś chce się zrelaksować. Rano jeździłam tam praktycznie sama, jak zaczął się ruch szkółek narciarskich, przejechałam z powrotem na główny teren Alta Badii kierując się zasadą jazdy tam gdzie najmniejszy ruch. Dojechałam znowu do góry Cherz, ale widząc narciarskie mrówki i rozjeżdżone stoki po drugiej stronie Passo Campolongo, postanowiłam zostać po swojej stronie przełęczy. Wróciłam trochę wcześniej żeby mój luby już nie musiał długo czekać, zjedliśmy obiadek z zapasów kamperowych i zaczęliśmy podróż powrotną, która przebiegła sprawnie, z noclegiem po drodze w Austrii przed autostradą. Wracaliśmy to samą drogą, którą przyjechaliśmy czyli: Bruneck / Brunnico, Villach, Graz, Wiedeń, Katowice. Droga powrotna przebiegała spokojnie, nie piszę ile trwała bo kamperem jedzie się inaczej niż osobówką i też zatrzymuje się na trochę dłużej żeby sobie np. przygotować posiłek czy kawkę, herbatkę, etc. Dojechaliśmy do domu przed 18-tą w sobotę czyli w bardzo przyzwoitym czasie. 8 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
zając Napisano 7 godzin temu Autor Udostępnij Napisano 7 godzin temu (edytowane) PODSUMOWANIE: Wyjazd bardzo udany, poza moimi problemami z kolanem i chorobą która nas teraz męczy już w domu. Finansowo: · nocowanie na kamperparku 4 x 42,60 zł (nocowanie + opłata klimatyczna) = 170,40 euro · winiety – jak dla osobówki · paliwo – spalanie 11,1l/100km (2 x ok. 890km) = 260,94 euro (+ jedno tankowanie w PL ok 300zł) generalnie tankujemy na tańszych stacjach po drodze sprawdzając w aplikacji fuelflash; mamy ogrzewanie z diesla więc trochę też schodzi na postoju (ale niewiele) · karnety – 2 x Dolomiti Superski na 6 dni (436 euro – niestety kupowaliśmy z dnia na dzień, a jest drobna zniżka przy zakupach min. 2 dni wcześniej) = 872 euro Najdroższe są karnety narciarskie, tutaj się nie powalczy, jedzenie we Włoszech jest w przyzwoitej cenie – to już wg indywidualnych preferencji. Edytowane 7 godzin temu przez zając 9 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Marcos73 Napisano 7 godzin temu Udostępnij Napisano 7 godzin temu Terenia thx. Super relacja. pozdro 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Chertan Napisano 6 godzin temu Udostępnij Napisano 6 godzin temu Fajne relacje, o wrażeniach na Sella Ronda pisałem, ale widzę, że mieliście szczęście startować w słońcu, my przez pierwsze 1,5 h w chmurze/mgle z Campitello, dopiero potem się rozpogodziło. 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Marcos73 Napisano 6 godzin temu Udostępnij Napisano 6 godzin temu 28 minut temu, Chertan napisał: Fajne relacje, o wrażeniach na Sella Ronda pisałem, ale widzę, że mieliście szczęście startować w słońcu, my przez pierwsze 1,5 h w chmurze/mgle z Campitello, dopiero potem się rozpogodziło. Ty tam napisz jak było we Włochach. Ileś skrętów wykonał, czemu tak dużo i po co tyle skręcać 😉 pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
a_senior Napisano 6 godzin temu Udostępnij Napisano 6 godzin temu (edytowane) Teresa, przeczytałem jak dobrą, ba - bardzo dobrą książkę. Książkę ze świetnymi ilustracjami. 🙂 Świetnie sie czyta i ogląda. I dobrze, że Ci się chciało. Swoją drogą pomysł z kamperem w zimie chyba niecodzienny i na pewno odważny. Ale jak widać da się i to nieźle. Twój reportaż ma też charakter praktyczny. Takie krótkie resume ośrodków dolomickich z sugestiami gdzie jechać a gdzie może niekoniecznie. Zgodnie z sugestiami Jana coraz mi bliżej do wyjazdu w tamte okolice. 🙂 Aha, jak kolano i infekcja lubego? Może trzeba coś poprawić w kolanie? Edytowane 6 godzin temu przez a_senior Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
zając Napisano 5 godzin temu Autor Udostępnij Napisano 5 godzin temu 6 minut temu, a_senior napisał: Teresa, przeczytałem jak dobrą, ba - bardzo dobrą książkę. Książkę ze świetnymi ilustracjami Dziękuję bardzo Andrzeju, jestem zaszczycona tak pochlebnym komentarzem ☺️ Do ośrodków Południowego Tyrolu - również tych mniejszych, na pewno wrócimy, podobnie jak w okolice Sella Rondy i dalej na południe. Tam jest jeszcze tyle do zobaczenia! A klimat niepowtarzalny- małe miasteczka wkomponowane w piękny krajobraz, doskonała architektura i spójność budynków z otoczeniem, tam można odpocząć 🙂 Z kolanem nie wiem co się podziało, kiedyś miałam problemy chodząc po górach ale ówczesna porada lekarska brzmiała mniej więcej: ten typ tak ma. Trzeba trochę więcej ćwiczyć żeby stawy były lepiej przygotowane na dużą dawkę narciarską. A mój partner ma zapalenie zatok i ucha tak że właśnie dostał antybiotyk, mnie tymczasem gardło też pobolewa, muszę odpuścić jutro basen... Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Chertan Napisano 3 godziny temu Udostępnij Napisano 3 godziny temu 2 godziny temu, Marcos73 napisał: Ty tam napisz jak było we Włochach. Ileś skrętów wykonał, czemu tak dużo i po co tyle skręcać 😉 pozdro Teraz jako posiadacz i użytkownik Carv to nawet mogę. Na przykład w ostatnim dniu 3149 skrętów (dystans 50 km i 9340 m w pionie)i to był rekord z 5 dni, ale wyjątkowo się stoki muldziły, więc trzeba było skakać. W inne dni od 2400 do 2900 skrętów, w sumie to ciekawa statystyka, bo nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem. A swoją drogą chyba warto założyć wątek Carv, bo to ciekawe wrażenia, dla mnie całkiem cenne. Bartka można zaprosić do dyskusji, bo doświadczenia ogromne. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Marcos73 Napisano 3 godziny temu Udostępnij Napisano 3 godziny temu 8 minut temu, Chertan napisał: Teraz jako posiadacz i użytkownik Carv to nawet mogę. Na przykład w ostatnim dniu 3149 skrętów (dystans 50 km i 9340 m w pionie)i to był rekord z 5 dni, ale wyjątkowo się stoki muldziły, więc trzeba było skakać. W inne dni od 2400 do 2900 skrętów, w sumie to ciekawa statystyka, bo nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem. A swoją drogą chyba warto założyć wątek Carv, bo to ciekawe wrażenia, dla mnie całkiem cenne. Bartka można zaprosić do dyskusji, bo doświadczenia ogromne. Ja Cię tam wyczaiłem, bo mogę 😉 , szkoda że nie ma statystyki ilość skrętów/dystans - bo byłbyś absolutny top. A i tak jest nieźle, ja uważam, że dużo skręcam, ale przy Tobie to jestem cienki Bolek 😉. pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.