-
Liczba zawartości
1 283 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Zawartość dodana przez Estka
-
Zamiana butów Alpine na Head Vector 100
Estka odpowiedział grimson → na temat → Dobór innego sprzętu narciarskiego
Yhy... -
Na każdym stoku widzę dwie "wyróżniające się" grupy. 1 - bezkijkowcy, 2 - dzieci jeżdżące właśnie pługiem na krechę (i co ciekawe - zawsze jeżdżą same). Ta druga grupa to w zasadzie jest podgrupa grupy pierwszej . Obserwując dzieciaki na nartach stworzyłam pewien algorytm: dziecko podczas zjazdu ze stoku wykonuje tyle skrętów, ile miało lekcji z instruktorem. Więc z tego wynika, że Twoja dziewczynka z Mosornego nie była uczona pługu, jako techniki skręcania, tylko ktoś pokazał jej takie ułożenie nart, a potem już tylko cieszył się, że dziecko z każdej góry da radę. Miała kijki?
-
Pasja nie musi być ekstremalna, żeby rozwalić rodzinę. Zbieranie znaczków, czy siedzenie w knajpie też mogą być uzależniające . Mam na myśli ten moment, gdy dorosły człowiek zachowuje się jak dzieciak - wydaje ostatnie pieniądze, zostawia najbliższych, gdy go potrzebują, nie wywiązuje się ze obowiązków, itd. - bo musi się "realizować". To trochę jak z zakupoholizmem, czy hazardem. I wcale nie uważam, że wszyscy himalaiści, czy inni ekstremalni, tak się zachowują. I dla odmiany, podejrzewam, że są faceci, którzy na własne dzieci kasy nie dadzą, bo muszą kupić kolejną... porcelanową laleczkę .
-
Oczywiście, że ważne. I zawsze mnie dziwi, gdy kobiety mówią, że szukają faceta z pasją. Mam wrażenie, że to taki nieprzemyślany banał. Bo pasja to coś ponad wszystko inne. To nie jest zwykłe hobby, ani zwykłe zainteresowania. Z pasją wszystko przegrywa. Kobieta również.
-
Ale w przypadku himalaistów jest jeszcze ta niepewność: Co się z nim dzieje? Czy faktycznie zginął, czy leży gdzieś i czeka na pomoc. Przecież wielu z nich przepada bez świadków. Tak, jak Kukuczka - jego ciała nigdy nie znaleziono. Pewnie zginął od razu gdy spadł, ale czy na pewno? I w wielu przypadkach jest tak, jak z Mackiewiczem - najpierw trzymaliśmy kciuki, aby wytrzymał jak najdłużej, a potem każdy po cichu miał nadzieję, że umarł szybko, bez czekania na pomoc i bez cierpienia...
-
Panowie, może podejdziecie do mojego problemu metodą... bardziej partyjną? Czyli - uzgodnicie wspólne stanowisko i wydacie jedno oświadczenie . Ps. I najlepiej by było, aby było ono zbieżne ze stanowiskiem Spiocha . Ps. A junior ma 14 lat, jeśli to ma znaczenie.
-
Potrzebuję porady. Mój syn w tym sezonie spędzi tylko tydzień na stoku. Ma narty z zeszłego roku - juniorskie GS Fischera, długość 175 cm Deski są fajne, tylko problem w tym, że od ostatniego roku syn utracił juniorskie gabaryty. Obecnie ma 181 cm i 76 kg. Czy może jeszcze na tych nartach jeździć? Nowych na pewno nie kupimy. Mogę coś wypożyczyć.
-
Mnie to bardzo zaskoczyło. To nie był pomysł koleżanki tylko instruktorów, z którymi rozmawiała.
-
Pozwolę sobie przerwać na moment tę dyskusję, bo mam ważne pytanie dotyczące tematu wątku. Zapytała mnie wczoraj koleżanka, która właśnie zaczyna przygodę z nartami, czy powinna kupić tzw. "żółwia" (ochraniacz) dla swojej córki. Dziewczynka ma 7 lat i jest po kilku pierwszych lekcjach, a w lutym wybierają się do Francji na tydzień. Tam mała będzie jeździć trochę przy obcojęzycznym instruktorze, bo polskiego nie znaleźli, a trochę z początkującą mamą i jej jeżdżącymi znajomymi. Koleżanka mówi, że już kilka osób sugerowało jej kupno tego ochraniacza - "bo gdyby ktoś duży w nią wjechał". Nie wiem, co jej odpowiedzieć, bo pierwszy raz spotkałam się z takim pomysłem. Czy to powszechna praktyka?
-
Starałam się, ale cóż, nie zawsze było to możliwe. Tyle zagrożeń na tych stokach... stromizny, przepaście, wilki, zbójnicy, niedźwiedzie...
-
To samo powtarzał mój mąż, kiedy ja uczyłam się jeździć .
-
Ulubiony instruktor mojego syna nauczył go nie tylko jeździć . Dopiero na zdjęciu zobaczyłam, co dzieci robiły podczas lekcji. Mój syn - wtedy 3. sezon, jego kuzynka - 1. sezon na nartach. Zapytałam zaskoczona: - Co wy robiliście? - Montowaliśmy tyczki. - A po co? - Bo chcieliśmy potrenować. - A co robił pan Grzesiu w tym czasie? - Opalał się...
-
Weźcie razem lekcję z instruktorem. Powiedz mu od razu, czego oczekujesz - niech zaproponuje córce zestaw ćwiczeń, które ona będzie potem pod Twoim okiem wykonywać. Jak przerobicie cały "materiał", to weźmiecie kolejną lekcję . To chyba najlepsze wyjście.
-
Pamiętam, że na forum parę osób skarżyło się na otarcia, jakie zrobiły im buty narciarskie na nogach. Nie wiem, czy to jest nowość, ale wyskoczyła mi ostatnio reklama takiego "cuda": https://www.sidas.co...-protector.html Sprawdziłam, że u nas można je kupić jako "plastry ochronne na golenie" i kosztują ok. 100 zł. Może to info komuś się przyda .
-
Dopiero teraz mi to mówisz?!? Po co ja się tyle męczyłam, skoro od zawsze umiałam dobrze stać...
-
Brawo Ty! Ps. Przed następnym praniem uprzedzaj, gdzie będziesz szusował .
-
Zrobisz, jak uważasz, ale wydaje mi się, że w takich warunkach masz niewielkie szanse, aby kupić jej dobrze dopasowane buty. Chyba nie znam nikogo, kto wybrał jedną z dwóch pierwszych zaproponowanych par. Czy Twoja córka ma chociaż dobrze zmierzone stopy, tj. długość i szerokość, czy będziesz kupował zupełnie "na oko"? Ps. Jeżeli już koniecznie miałabym wybrać coś w ciemno, to pewnie flex 90 i but z możliwością formowania na ciepło, żeby "w razie czego" na miejscu go dopasować. Ale wolałabym mieć większy wybór.
-
Chyba mało wiesz o nastolatkach : 1) To już nie są dzieci, chociaż (my rodzice) bardzo byśmy tego chcieli. 2) Większość 14-latków wzrostem, wagą i rozmiarem stopy jest zbliżona do osób dorosłych, np. mój syn (14) 180/75/43, 90% jego kolegów w klubie ten sam wzrost. 2) Nawet kupując buty "do chodzenia" nastolatki nie kierują się wygodą. A przynajmniej nie tylko. Dziewczynki, gdyby mogły, już nosiłyby szpilki. 3) Na udany wyjazd w przypadku nastolatka niewygodne buty mają niewielki wpływ. Gorzej, gdy są np. lamerskie .
-
Możesz sobie sugerować... Dziewczyna ma 14 lat, więc wybierze sobie takie, jak zechce. Kolega rumacz może jej wytłumaczyć jaka jest różnica między sztywnym butem a kapciem, a potem pozostanie mu tylko nadzieja, że dojrzewająca nastolatka nie uprze się na flex 200 lub 30, bo "taki będzie ją najlepiej wyrażał" .
-
Trafiłeś w ostatnim zdaniu . I zwłoka nie była duża, bo w zasadzie od razu miałam przebłysk, że te wiązania są chyba "coś nie tego", ale ponieważ byłam tuż przed bramkami, ludzi mało, a stok krótki to nie chciało mi się wracać. Na szczęście, u góry zaczęłam się cykać...
-
Dopiero przy piątym czytaniu zajarzyłam, co napisałeś. Cały czas zastanawiałam się co to znaczy, że flex nas "omania" i na dodatek przechodzi na dzieci . Kurczę, czy Wy możecie wstawiać spacje tam, gdzie ich miejsce?!?
-
Kiedyś wzięłam narty z wypożyczalni pod stokiem. Stok krótki, może 400 m. Wpięłam narty pod kanapą i od razu poczułam, że coś nie gra, ale stwierdziłam, że "raz jakoś zjadę". Jednak na górze wyobraźnia zaczęła pracować i z każdym metrem jechałam coraz wolniej... Moje obawy potwierdziły się na dole, kiedy próbowałam wypiąć te narty i dopiero z pomocą męża się udało. Kiedy pokazałam je chłopakom w wypożyczalni, jeden zbladł. Ja ważyłam niewiele ponad 50 kg, a wiązania były ustawione dla jakiegoś sporego faceta, który jeździł na tych nartach przede mną .
-
Mój by wybrał najtwardsze (dla szpanu ), ale był ograniczony budżetem. Powiedz jej, że do 80 jest początkujący, 90 to średniozaawansowany, a od 100 to już wypas . Może to pomoże.
-
W zeszłym roku kupowałam buty 13-latkowi. Jeździ amatorsko, ale ma bardzo mocne nogi (piłkarz). Mierzył różne buty. Flex był wypadkową ceny (im wyższy tym droższe buty), ambicji i wygody. Stanęło na 110. 90 to dość optymalna sztywność, ale pozwól córce zadecydować .
-
Czy Rossignol Temptation 75, 160 cm będzie dobre dla
Estka odpowiedział Daniels. → na temat → Dobór NART
Ja w takiej sytuacji kupowałam synowi narty równe wzrostowi, aby miał na dwa sezony (nawet gdy nie miały rockera ). Dlatego, na Twoim miejscu kupiłabym dłuższe.
