Skocz do zawartości

Estka

Members
  • Liczba zawartości

    1 270
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Estka

  1. Estka

    Jazda... po wiedzę? :)

    Tu się pochwalę . Zaliczyłam szkolenie z bezpiecznej jazdy. Spędziłam kilka godzin na autodromie ćwicząc slalomy, hamowania awaryjne, poślizgi nad- i podsterowne i robiąc inne przygody . Oczywiście to nie zastąpi doświadczenia, jakie zdobywa się latami na drodze, ale dla mnie było cenną lekcją. Co ciekawe, najważniejsze, co wyniosłam ze szkolenia, to potrzeba dobrego, stałego trzymania kierownicy. Przyznaję, że podglądając bardziej doświadczonych kierowców, powoli i ja zaczynałam "gwiazdorzyć". Wydawało mi się, że im lepszy kierowca, tym bardziej nonszalancko trzyma kierownicę (np. jedną ręką lub w dziwnych miejscach). Teraz już wiem, że jest trochę inaczej.   Ps. Większość uczestników takiego szkolenia (a najczęściej są to doświadczeni kierowcy) jest najbardziej zaskoczona tym, jak wygląda prawidłowa pozycja za kierownicą .
  2. Ja też w kwestii karmienia...   Sama karmiłam prawie 1,5 roku "na żądanie", ale nie jestem typem "obnażacza publicznego", więc zawsze szukałam ustronnego miejsca.  Na temat kobiet mniej skrępowanych nie miałam zdania do czasu...   Byłam z synem (miał wtedy 10 lat) na zakupach w TkMaxx. Szukaliśmy butów. W jednej z alejek natrafiliśmy na młodą kobietę, która karmiła swoje dziecko. Miała całkowicie odsłoniętą pierś, niemowlę trzymała jedną ręką, a drugą sięgała po buty. I tak spacerowała w alejce z butami... Gdy jej pierś znalazła się niespodziewanie na wysokości twarzy mojego zażenowanego syna, poczułam się jakby ktoś karmiąc swoje - molestował moje dziecko.   W ten sposób wyrobiłam sobie zdanie.
  3.   Słuszna uwaga. Dlatego od tej pory, po każdym upadku z własnej winy, pójdę sobie coś kupić. W ramach odszkodowania, oczywiście.
  4.   Dworek? Phi... Jak chcesz zrobić wrażenie skopiuj projekt pewnej współczesnej budowy z podkarpackiej wsi: Byłam, widziałam, zdębiałam...
  5.   A ja kupię działkę obok i zbuduję na niej spalarnię śmieci. Zanim rozpocznę budowę, zgromadzę materiał do spalenia...
  6. Moja działka - moje drzewa. Mam prawo wyciąć wszystkie w pień. Mój dom - mój piec. To ja decyduję, czym palę. Moje mieszkanie - moje ściany. Jak zechcę usunąć wszystkie nośne, to nikogo o zdanie pytać nie będę!        
  7. Estka

    Jaki kubek termiczny

      Jednak wpadłeś . Bo z tego, co pamiętam model, który kupiłam synowi był reklamowany jako kubek używany przez narciarzy biegowych. Niestety nie mogę znaleźć tego filmu.
  8. Estka

    Jaki kubek termiczny

      Na to z kolei ja nie wpadłam...
  9. Estka

    Jaki kubek termiczny

    Ja poleciłam kubek Contigo. Szukałam czegoś dla syna na treningi zimowe. Tam - wiadomo - kubki czy termosy na murawie leżą byle jak, czasem ktoś nimi rzuca, w plecaku lądują do góry nogami, a czasu podczas treningu na picie jest mało.   Contigo faktycznie jest drogi, ale ma cechy, których szukałam: - dobrze trzyma ciepło (przez kilka godzin) - jest absolutnie szczelny (nawet postawiony "do góry nogami") - obsługujemy go tylko jedną ręką! - można go myć w zmywarce  
  10.       Obojętnie. Dla mnie liczy się wartość, a nie wygląd zewnętrzny  . Idę złożyć wniosek. Dzięki chłopaki!
  11. Własny mąż zajechał mi drogę na stoku i zaliczyłam glebę. Jak się bardzo skoncentruję, to czuję, że kolano nadal mnie boli. Jak to ugryźć, hmm...?
  12. Estka

    Jaki kubek termiczny

    Contigo Mam 2 sprawdzone i polecam. Tylko zobacz ile godzin wybrany kubek będzie trzymał ciepło, bo mają różne opcje, w zależności od modelu.
  13.   Czasem związki z rozsądku są trwalsze niż te z miłości...
  14. Estka

    Nasze upadki :)

      Tak, to z pewnością była wina nart! To one mnie spowalniają, a jak chcę przyspieszyć, to mnie przewracają . Czas na shopping! Tym razem kupię sobie megaszybkie-niewywrotne .
  15. Estka

    Nasze upadki :)

      Ja niedawno też zaliczyłam upadek, który "nie miał prawa się wydarzyć", bo postanowiłam... odpuścić sobie kontrolę .   Syn zarzucał mi, że jeżdżę zbyt wolno, że za często skręcam, aby wytracić prędkość. Więc postanowiłam się przełamać. Na stoku są dwie trasy koło siebie. Można zjeżdżać jedną lub drugą, można też przejechać z jednej na drugą, a wtedy spory odcinek jedzie się w poprzek stoku. Jedzie się dość szybko, bo zjeżdża się po skosie i tak wtedy jechałam. Razem ze mną ruszył mój mąż, który był trochę wyżej. Nie pamiętam, czy umawialiśmy się, jak i gdzie jedziemy, ale ja byłam pewna, że jedziemy w tym samym kierunku . Obserwowałam cały stok nade mną i widziałam, że jest całkiem pusty, więc starałam się jechać jak najszybciej. Nagle, kątem oka zobaczyłam, że mój mąż jest przede mną i zaczyna przecinać mój "tor" . Wystraszyłam się i zaczęłam hamować, ale ponieważ byłam w poprzek stoku, zaczęłam robić odwrót o 180 stopni, już wiedząc, że nie ustoję. Pamiętam trzask nart i zbliżający się śnieg do mojej twarzy. Pamiętam, że zdążyłam jeszcze pomyśleć "ale będę miała zdartą twarz...", a potem poczułam, że nie czuję prawej nogi. Po kilku minutach czucie wróciło, ale kolano bolało mnie przez kilka dni. Twarzy na szczęście nie zdarłam . Mąż nawet nie widział mojego upadku (za to usłyszał krzyk ), on był przekonany, że ja jestem daleko za nim i też nie pamięta, czy ustalaliśmy, gdzie jedziemy. Nie umiałam odtworzyć potem w jakiej odległości go zobaczyłam i nie wiem, czy byśmy się faktycznie zderzyli, ale... ... wracam do jazdy z pełną kontrolą, trudno - reszta niech mnie mija, najlepiej szerokim łukiem .
  16.   To nie jest rada, bo Luśka mierzyła wiele nowych par i nic jej nie pasowało. Może masz pomysł jaki rodzaj buta będzie najlepszy na tak niestandardową nogę - wąska stopa i szeroka łydka. Może szukać takich, w których klamry po przestawieniu obejmą łydkę? A może np. męskie? Masz jakiś pomysł?     Problem w tym, że takie buty nie będą nadawały się do zwrotu...
  17.   I za duże! Tak, że jak się chodzi na boso po domu, to czubki skarpet zwisają, a jak się naciągnie, to pięta jest na achillesie.
  18.   Oj tam, zaraz "skłonna". Powiedzmy, że rozważam wstępnie taką możliwość...
  19.   Bez męża to... ewentualnie mogę coś zasymulować..., bo to przez niego zaryłam twarzą w śnieg. Moja wina też była, ale oczywiście dużo mniejsza .
  20.   Wyjaśnię jeszcze, co to znaczy "naprawdę otumaniona": Moje narty są cale czarne (z małym logo i czarną grafiką widoczną w odpowiednim świetle). Kiedy podniosłam się po upadku do pozycji siedzącej popatrzyłam na moje nogi. Jedną nartę straciłam, a druga nadal była przypięta. Wpatrywałam się w nią i zastanawiałam się: "Jak ja mam tę nogę, że widzę cały ślizg?!"
  21. No dobra chłopaki... powiem Wam jak to zrobić... . Sposób jest banalny - trzeba wypatrzeć dziewczynę, która leży i rzucić się jej na ratunek. Sprawdziłam to na sobie tydzień temu: Zaliczyłam najgorszą glebę w swoim życiu (mam nadzieję, że to "taka" pierwsza i ostatnia). Od razu zjawiło się przy mnie kilku goprowców-amatorów . I gdyby nie mąż w pobliżu, to pewnie któremuś bym uległa, bo byłam naprawdę otumaniona upadkiem . A skąd wiem, że koledzy nie byli wybitnymi narciarzami? No cóż... nadciągając z pomocą, o mało mnie nie staranowali .
  22.   A jak proszę o niezajeżdżanie drogi przy wysiadaniu. Dla mnie jest oczywiste, że jeżeli jest możliwość zjazdu na prawo i na lewo - to każda połowa kanapowiczów zjeżdża na "swoją" stronę. Jeżeli jadą sami znajomi, to wtedy mogą zdecydować, że wszyscy zjeżdżają na jedną stronę. Ale jak zauważyłam, nie dla wszystkich jest to oczywiste. Zdarzało mi się, że np. osoba piąta od lewej zjeżdżała na lewo, na dodatek próbując wyprzedzić pozostałych jadących w drugą stronę...
  23.   Są różni instruktorzy... Robiłam niedawno prawo jazdy. Jeździłam z czterema instruktorami. Pierwsza - kobieta - była tak znudzona i olewająca, że już po 15 minutach chciałam jej podziękować. Drugi - dość młody chłopak - był chamski. Przy mnie się trochę hamował, ale innej dziewczynie, dużo młodszej, potrafił tak dowalić, że była bliska płaczu. Ponieważ w samochodzie dość dużo się rozmawia, to jej i jemu zadałam dość "niewinne" pytanie: "Czy lubisz swoją pracę". Każdy odpowiedział mi, że nie bardzo. Potem trafiłam na właściciela szkoły - pasjonata - który powiedział, że uwielbia swoją pracę i z nim jeździłam już do końca. Uwielbiał uczyć, był megacierpliwy i nawet opieprzał kulturalnie. W moim wyborze nie byłam odosobniona - właśnie ten instruktor był najbardziej obłożony i miał najlepsze opinie w necie. Wzięłam też kilka lekcji u mojego kolegi (z innej szkoły), który też bardzo lubił to zajęcie. Uczył trochę gorzej niż szef z tamtej szkoły, ale ja potrzebowałam już tylko pojeździć przed egzaminem i nie zależało mi na instrukcjach.  Więc nie widzę możliwości "hurtowego" oceniania instruktorów. To samo dotyczy trenerów piłkarskich (wielu poznałam w klubie syna) czy innych. Kiedy widzę, że jakiś instruktor jadąc z dziećmi podnosi drążek kilka metrów przed siatką to uważam, że ten instruktor jest nieodpowiedzialny. No chyba, że chciał pokazać uczniom, jak nie należy zachowywać się na wyciągu .
  24.     A może jednak byś podał? Zawsze lepiej uczyć się na cudzych błędach...
  25.   Nie rozumiem, co ma do tego moja miara? Przecież każdy - narciarz, turysta czy snowboardzista - zdejmuje narty, buty czy deskę z podnóżka, zanim jeszcze znajdzie się nad siatką. Tak przecież wygląda "przygotowanie do wysiadania". Dopiero nad siatką zaczynamy podnosić poprzeczkę. Jaki jest cel podnoszenia zabezpieczenia na kilka metrów przed siatką?  Zwłaszcza, gdy jedzie się z dziećmi?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...