a_senior
Members-
Liczba zawartości
3 070 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
40
Zawartość dodana przez a_senior
-
I tak trzymać. Obawy po przerwie wrócą, ale będą trwały krócej. Zresztą każdy to ma, a już starsze osoby w szczególności. Przed pierwszym zjazdem w sezonie masz obawy czy jeszcze potrafisz zjechać. I okazuje się, że potrafisz. 🙂 Będzie dobrze. Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć i starać się poprawiać to co się umie. Najlepiej pod fachowym okiem. Bo niestety jak uczy doświadczenie można dużo jeździć i zostać na poziomie bardzo podstawowym, jak moja znajoma, z którą wielokrotnie jeździliśmy na alpejskie wyjazdy. Widać, że Żaneta daje sobie radę.
-
A Krakowie mamy taki kicz.
-
Po śniegu to lepiej nie za dużo i nie za często. Może się przejeść. 🙂
-
Umkło mi. A skąd Teresa wiedziała? Przypadek czy może profesja? Niezła zabawka nawet dla niejarających się kolorami tras.
-
Witku, jak to znalazłeś? Próbowałem przez AI, ale ta nie widzi. Działa na wszystkie możliwe ośrodki, nawet taki Mały Lubomierz pokazuje, nie mówiąc o Szczyrku czy Kasprowym. Ba, takie małe coś jak podkrakowski Siepraw też jest. Od teraz można będzie jeździć na nartach po mapie. 🙂
-
A z mapy Witka wychodzi tak. Można precyzyjnie jeździć kursorem po całej trasie i pokazywać nachylenie prawie co do metra. Amazing.
-
Zdecydowanie tak. 🙂
-
Dobrze ją wspominam. Tu nawet nie chodzi o średnią trudność danej trasy, ale o jedno czy dwa trudne miejsca na trasie kwalifikowanej jako łatwa. Normalnie nie zwracasz na to uwagi, chyba że jedziesz z kimś słabo jeżdżącym.
-
Ten kawałek, zarówno w Soelden i na Moltku, jest wg mnie czerwony. Zresztą nie tylko ja tak sądzę. To samo można poczytać w opiniach o Moltku. BTW, na niektórych mapach z Moltka 9-ka jest oznaczona jako czerwona. Co z tym zrobić nie wiem, bo nie ma dobrych rozwiązań. Mnie to nie przeszkadza, ale dla słabo jeżdżących problem jest. Jedna z ostatnich opinii o Moldku na Google: Dobry osrodek tylko nie ma tras typowo niebieskich, niebieska 9 na końcu jest bardzo stroma i wiele osób padało i dochodziło do niebezpiecznych sytuacji.
-
Nie zakumałeś. Nie chodzi o to, że ktoś nie potrafi sprawnie poruszać się po niebieskich łatwych trasach, których pełno na lodowcach w Soelden, ale ma kłopoty z jazdą na jednej, chujowo oznaczonej trasie. 😉
-
Chyba niebieska 23 z Rotkelghutte w stronę lodowców. Początek był całkiem trudny dla początkujących, potem było łatwo. Na lodowcach Rottenbach i dalszym Tiefenbach były łatwe niebieskie. W sam raz dla Kasi. Dobrze pamietam ten wyjazd, bo to było moje drugie spotkanie z Alpami po powrocie do Polski. Potem już regularnie wyjeżdżałem w Alpy co najmniej raz w sezonie, ale najlepiej pamięta się te pierwsze razy. 🙂 Soelden bardzo nam się udał. Środek marca 2004. Pogoda w sam raz, kondycja i zdrowie w sam raz. Człek był młody i silny wg moich dzisiejszych standardów. 🙂Najlepiej mi przypasował Gaislachkogl, drugi niezależny ośrodek Soelden. Świetne czerwone 1, 4, 5. Niezła czarna 3, która dobiega do stolików knajpy. Jeden zjazd skończyłem właśnie między stolikami. Na szczęście świadków mojego wstydu było niewielu. Podczas tego wyjazdu zacząłem cykać zdjęcia cyfrakiem, Canon A60. Pierwszy w moim życiu, niedawno go kupiłem. Wcześniej też robiłem zdjęcia na nartach. Lustrzanką wożoną... w plecaku. Aby zrobić zdjęcie należało... 🙂 Dlatego też liczba zdjęć z narciarskich wyjazdów po zakupie cyfrówki wzrosła wielokrotnie.
-
Dla mnie ten odcinek był konkretnie czerwony. Ale to kwestia indywidualna. Wiele zależy od warunków, rodzaju śniegu. Niestety problem z klasyfikacją tras pod względem trudności, a więc przydziału koloru, istnieje. I zgadzam się z Mitkiem, że o ile nie jest groźne zaklasyfikowanie w stronę większej trudności, co najwyżej dobrze jeżdżący będą rozczarowani, o tyle w drugą stronę może być niebezpiecznie. Dałem przykład z Soelden. Może jakieś dodatkowy warning na początku trasy niebieskiej, że pojawi się trudniejszy fragment?
-
Nie ja. My. 🙂 Nikt z nas nie znał bośmy tam byli pierwszy raz w życiu. Ważne, że Kasia przeżyła i dojeździła do końca pobytu. To ta w środku. A ja trzymam swoje tamte narty.
-
Jak tu się nie podniecać gdy wybierasz trasę dla osoby słabo jeżdżącej i jest nie tak jak oczekiwałeś. Dobrze pamiętam ten stromy fragment niebieskiej w Soelden. Kasia jeździła słabo, choć to i tak eufemizm. Pojechaliśmy ową niebieską trasą ze względu na nią. Gdy dotarliśmy do stromego naprawdę nie było wesoło.
-
Pod koniec 9-ki licząc od góry. Na zdjęciu nie wygląda to groźnie, ale jest całkiem stromo i ma jakieś 100 m długości. Z takimi trasami jest kłopot dla słabo jeżdżących, bo niby łatwa niebieska a tu taki klops. Z drugiej strony oznaczając taką trasę czerwoną też będzie źle, bo się ci nieźle jeżdżący rozczarują.
-
Fakt. Krótki mocno czerwony odcinek na niebieskiej trasie. BTW, jakim kolorem oznaczać takie trasy? Niebieskim, bo 80% jest bardzo niebieskie, czy jednak czerwonym, bo 20% albo i mniej, całkiem czerwone? Pamiętam przed laty jazdę taką niebieska trasą w Soelden. Pewna początkująca nasza znajoma mocno się na trudnym fagmencie owej niebieskiej zestresowała. A jeszcze bardziej się zestresował jej dobrze jeżdżący mąż. 🙂
-
Mało rodzinny, bo z wyjątkiem owej "nudnej" niebieskiej 9-ki reszta tras jest konkretnie czerwona + kilka czarnych. Tłumów nie było, ale na parkingu stał nasz autobus i 5 innych z młodzieżą czeską. Trochę tych młodych na trasach więc było. Mimo wszystko 2-3 dni wydają się OK, ale później może być nudnawo. Tylko raz zjechałem z samej góry a te dwie górne trasy są naprawdę super. Dlaczego tylko raz? Z powodu "paraliżującego" wąskiego przesmyku prowadzącego do początku zjazdu (zdjęcie). Idealny do śmigu. Niestety moja LP nie potrafi tak jechać i mocno się zestresowała jakos tam się zsuwając. 🙂 Na tyle mocno, że już nie chciała powtarzać. Mogłem sam, ale jako dobry mąż... 🙂
-
Byłem tam tylko 1 dzień, 19 marca 2026, i tłumów nie było. Przynajmniej na trasach, bo w knajpie ruch był. Pogodę trafiłem jak Ty, czyli boską. 🙂 Śnieg też podobny do tego co piszesz. Fajny ten Mölltaler, ale szału nie ma. Dwie cudowne trasy, 2 i 3, kilka innych niezłych. Jedyna długa i nudna niebieska 9-ka. Krzesło do Panoramy z epoki kamienia łupanego, kopie po nogach. Mimo wszystko warto odwiedzić bo wrażenia niesamowite i dobry śnieg gwarantowany.
-
Wesołych. 😀
-
Dzięki za propozycje. Tych panów w łódkach na pewno przeczytam. Na razie jestem przy pozycji zbyt mądrej dla mnie. "Heller Michał - Siedem ważnych słów". M. Heller to wybitny fizyk, kosmolog a przy okazji ksiądz. Do tego były opiekun naukowy mojej żony. Interesuje mnie, jako człowieka, któremu już bliżej niż dalej, jak pogodzić wiarę w Boga z wiedzą o Wszechświecie, a Heller to potrafi znakomicie. A będąc u lakarza, a ściśle u młodej lekarki :), zgadało nam się o nartach. Lekarka okazała się zapaloną narciarką. Niedawno wróciła z 3 Zinnen. Bardzo narzekała na buty, które kupiła w internecie bez wizyty w sklepie i fachowego doractwa. Kupiła więc w internecie buty w wymiarze 40 mając 37! Ciut za duże okazały się. 🙂 Wytłumaczyłem jej gdzie i jak należy kupować. Zwłaszcza buty narciarskie.
-
Jerome nie czytałem, choć o jego książkach wiem od dawna. Może jeszcze zdążę przeczytac przed... Ale czytałem aż trzy rowerowe książki Bernarda Newmana. Anglika, który wędruje na rowerze po krajach Europy przed i tuż po II wojnie. Pierwsza i jak dla mnie najlepsza to: "Rowerem przez II RP". Reportaż z przejazdu w 1934 r. przez inną Polskę niż nasza współczesna. Naprawdę niesamowite. Druga to: "Rowerem na wschód" z 1937 r. Zwłaszcza zapamiętałem przejazd przez Niemcy z pomrukami nazizmu i tego co czeka wkrótce świat. Trzecia, jak dla mnie najmniej interesująca, to: "Rowerem przez Polskę w ruinie" z 1945 r.
-
Ano. Ile ja się wycierpiałem z zimna w zbyt ciasnych butach w okolicach palców. Teraz mam sztywne buty (flex 130) dobrane na miarę, palce po zapięciu mają lekki luz i nie jest mi zimno w stopy nawet w -12 stopniowym mrozie. Poniżej jeszcze nie było okazji. Buty dopinam dość mocno i w zasadzie mógłbym ich nie rozpinać na przerwy piwno-kawowe, ale najczęściej to robię z tzw. rozsądku.
-
Wiesz jak to jest. Wpływ na wychowanie i ukształowanie się człowieka mają różne czynniki, a rodzice i przykład z nich to tylko jeden z nich. Żona np. miała zupełnie niesportowych i nieruchliwych rodziców, na podwórko nie wychodziła z różnych powodów, na WF była łamagą. Ale dzięki mężowi, czyli mnie, załapała bakcyla ruchu, w tym zamiłowanie do nart i chodzenia po górach. No i do roweru. Czyli wpływ partnera. 🙂 Myślę, że dzisiejsze dzieci mają trudniej pod wieloma względami niż te z mojego czy Twojego pokolenia. Za dużo rozpraszaczy i uzależniających zajęć typu przeglądanie smartfona i udział w niewiele mądrego wnoszących social mediów. No i dzieci jest zdecydowanie mniej więc i mniej okazji do podwórkowych zabaw. Nie ma też już nigdzie trzepaków, które znakomicie służyły do zabawy i gimnastyki. 🙂 Ale nie ma co narzekać. Wiele zmieniło się na lepsze, np. infrastuktura narciarska, poziom życia, sprzęt. Pamiętam, że w mojej klasie podstawowej (jestem rocznik 50, więc były to późne lata 50-te i początek 60) w klasie jeździło nas dwóch. Kolega, syn dobrze sytuowanego lekarza i ja, syn niezbyt bogatego inżyniera, ale za to pasjonata narciarstwa zjazdowego. Na ferie zimowe w zasadzie się nie wyjeżdżało, choć akurat moja klasa była tu wyjątkiem. W liceum było nas już trochę więcej, nasza dwójka i dwie dziewczyny, ale znowu to były wyjątki. Na nartach mało kto jeździł, bo mało kogo było na nie stać. No i jeździć nie bardzo było gdzie. Kupno dobrych nart czy butów też nie było łatwe, nie tylko ze względów finansowych. A dziś? Mało które dziecko jako tako sytuowanych rodziców nie jeździ na nartach.
-
Bo nie ma podwórek w dawnym rozumieniu. Są place zabaw, ale to dla maluchów. Moje doświadczenia osobiste (byłem podwórkowym dzieckiem) i moich dzieci, które już nie miały typowych podwórek są pozytywne. Da się dziecku zaszczepić chęć do ruchu i sportu. Mój syn np. dużo biega. Ostatnio w półmaratonie (21 km) w Krakowie. Córka podobnie mając do dyspozycji niezłe tereny w Lasku Kabackim. Wakacje, zimowe i letnie w ruchu. A wnuki obserwują co robią rodzice i zapewne też będą z nich brać przykład. Smartfony i wszelkie Netflixy - mocno limitowane. Trochę różnych pozalekcyjnych zajęć typu pływanie, judo... Da się, tylko trzeba się przyłożyć.
-
Jeszcze jedna uwaga dotycząca jeżdżących ludzi. Jak napisałem, przez cały czas pobytu nie było zbyt wielu ludzi na trasach ani długiego czekania do gondolki czy wyciągu. Owszem, było sporo młodzieży austrickiej i czeskiej, ale, po pierwsze, rozpraszali się na wielu trasach albo koncentrowali na nielicznych a po drugie - jeżdzili na ogół dość bezpiecznie jak na młodzież. 🙂 Nie widziałem żadnej kolizji przez 6 dni! Ale najciekawiej było ostatniego dnia, w piątek, gdy wszystkie szkółki i szkoły już wyjechały. Jeździliśmy na głównych trasach w Bad Kleinkirchenheim. Ludzi niewielu, ale prawie wszyscy dobrze jeżdżący a w każdym razie pewnie i bezpiecznie. Przeważnie w średnim wieku, bez dzieci, choc zdarzali sie i starsi. Tacy co to wybrali się dla czystej przyjemności. Przypomniały mi sie czasy, gdy w późnym marcu czy kwietniu jeździłem na jednodniowe wypady na Kasprowy. Spotykałem tam ten sam gatunek ludzki - narciarskich pasjonatów. 🙂
