a_senior
Members-
Liczba zawartości
3 169 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
50
Zawartość dodana przez a_senior
-
Ale czasem instruktorzy polecają jezdę na jednej narcie. Np. tu. 🙂 Z polskimi napisami.
-
Rower to fajna sprawa. 🙂 Dwa widoczki z Krakowa, z nadwiślanej drogi rowerowej do Nowej Huty i jeden z gór. Wypycham tam rower, bo o jeździe raczej nie mowy, idę pozbierać jeżyny 🙂 i zjeżdżam do chaty niezłą leśną miejscami stromą ścieżką.
-
Nie wiem co tam będą robić. Chyba popływają, poleżą a przede wszystkim popilnują dzieci. Zapytam. Gdy ja byłem przed laty w Chorwacji to głównie pływałem. Natomiast na plaży tam gdzie byłem ostatnio ludzie głównie pilnują dzieci bo jest ich mnóstwo. Trochę grają w siatkówkę, trochę rzucają piłką lub czymś tam a czasem grają w tenisa czy pingponga plażowego. Wielu leży i opala się, wielu czyta lub smartfonuje choć zasięg słaby. Dzieci budują zamki na piasku, kopią fosy i studnie a czasem kreują niezłe piaskowe stfory jak na zdjęciu. A ja? Biorę rower i jeżdżę po okolicy. 🙂 Żona pozwala. 🙂
-
Gdybym miał jechać do takich Międzyzdrojów, Jastrzębiej Góry czy innego bałtyckiego kurortu to bym reagował jak Ty a nawet gorzej. Nie mówiąc o hotelach typu Pobierowo. Ale ja bywałem w małych, niezbyt oblężonych przez ludzi miejscowościach, gdzie natura wciąż jest w miarę nienaruszona, miejscowych niewiele, gdzie spotkasz sarnę, bażanta czy żurawia, nie mówiąc o licznych bocianach. Plaże są dość puste, a jeśli odjedziesz kilkaset metrów w bok od wejścia to wręcz puste. Fakt, skał nie ma, raf nie ma. Ale jest coś takiego co mnie pociąga. Nawet trudno to określić. Do tego jako rowerowy świr uwialbiam nadmorskie szlaki i bezdroża. Lubię się włóczyć tamtejszymi, pustymi łąkami. Ceny w miejscach gdzie jeżdżę są umiarkowane. W takim "Swojskie Jadło" w Smołdzińskim Lesie obiad dnia, zupa + drugie, kosztuje 30 zł. Solidny schabowy z ziemniakami i surówką - 40 zł. A w pobliskim Dino kupisz niedrogo co potrzeba, np. piwo. Za 15 dni pobytu z żoną i z 2 wnuków (byli z nami przez tydzień) za wygodny pokój z kuchnią i łazienką zapłaciłem 3600 zł. Oczywiście pobyt z wnukami podraża koszty, bo to lody, gofry, napoje. Przy plaży mała butelka Tymbarku kosztuje 12 zł. Ale to są koszty posiadania wnuków. 🙂
-
Ja nie za bardzo. Mam kilka swoich ulubionych miejsc na świecie, które mógłbym odwiedzać na okrągło. A przekorny los sprawił, że dużo, chciał nie chciał, podróżowałem nie mówiąc o kilku latach spędzonych we Francji. Na nartach mógłbym jeździć w kółko 2-3 trasami. Oczywiście tak nie robię, bo rozum podpowiada, że trzeba zobaczyć cos nowego. Ale to rozum, nie serce. A moja połówka przeciwnie. Wciąż chciałaby zobaczyc i odwiedzić coś nowego. Swoją drogą dzięki niej sporo w życiu zobaczyłem. Nawet w tym roku jadąc nad morze, zamiast grzać prosto do celu "musiałem" odwiedzić Szydłowiec i zjeść słynne pierogi w tatejszym barze (w rzeczywistości takie sobie), odwiedzić Gietrzwałd (ledwo da się to wymówić) z miejscem objawień, przejść się po ładnym Elblągu i zjeść niezły obiad w barze w Pasłęku. Wszystko to dzięki żonie. Widać baby tak mają. 🙂
-
Dobrze pamiętam to zaćmienie z 1999 r. Byłem wtedy w górach. Niestety chmury częściowo zasłoniły słońce i wiele nie widziałem. Ale efekt o którym piszesz już tak. Zrobiło sie ciemniej, ptaki przestały śpiewać, zrobiła się złowroga cisza. I przypomniał mi się "Faraon" Sienkiewicza i jego filmowa wersja. A tegoroczne, pomimo rzekomych 80% w zasadzie nie odczuliśmy. Gdybym nie oglądał przez maskę spawacza, którą pożyczył nam facet, tobym nie uwierzył. Zresztą sami popatrzcie. Max zaciemnienia nad morzem. Kpina. 🙂
-
I bardzo dobrze. Mój syn też w Chorwacji. A mnie tam nie ciągnie. Z różnych względów. Co roku lecimy do Grecji od wielu lat na 7-10 dni. Też mnie nie ciągnie, ale w małżeństwie jest nas dwoje. 🙂 Za to naprawdę ciągnie 🙂 mnie nad Bałtyk. 🙂 Gdybym nie miał chałupy w górach to bym pewnie kupił czy wybudował jakąś nad Bałtykiem.
-
Gdzie to? Ceny bardzo konkretne. Zapiekanka 36-40 zł. Na mojej plaży tylko 19 zł.
-
Pożegnanie z morzem i nadmorskim rowerowaniem. Zdjęcie z plaży z najcieplejszego dnia w tym roku. Dwa zdjęcia z moich ulubionych łąk i jedno z okolic Gdańska (Straszyn) z Radunią. Żal wracać.
-
To nie kwestia pompki, ale dętki.
-
Trochę szkoda poszerzać. 2 mm szerzej. Chyba, że przechodzimy na dętki z wentylem samochodowym. BTW zawracanie głowy z tymi różnymi wentylkami. Rozumiem presta (ten wąski) w szosówkach, może gravelach i crossach, ale w MTB z szerokimi oponami? Na swoje usprawiedliwienie dodam, że z żoną przeważnie jeździłem crossem, gdzie w podsiodłówce trzymam zapasową dętkę z wentylem presta, bo w crossie też takie mam. Z zamianą kół. I b. dobrze, bo bylibyśmy w kłopocie. Żona od kilku dni cierpi na lumbago i chodzenie dla niej jest męką. A na rowerze całkiem, całkiem.
-
Dzięki, ale dziś było gorzej. Pojechaliśmy na plażę rowerami, ja, żona i dwójka wnuków. Chcemy wracać a tu przednie koło w rowerze żony bez powietrza. Nic to, przecież wożę zapasową detkę. Tyle że moja dętka ma zawory samochodowe, a żony presta, takie wąskie. I d... zbita. Udało się przełożyc całe koło z mojego roweru do roweru żony. Oba 26'. Ale ja musiałem na piechotę (na nogach jak to mówi moja warszawska wnuczka). Na szczęście blisko. Skaranie boskie z tymi różnymi wentylkami.
-
Opiszę mój (nasz fart w niefarcie). 🙂 Wybraliśmy się z żoną rowerami do Ojcowa a ściśle do pobliskiej Doliny Prądnika. Ok. 20 km od Krakowa. Wtedy, a było to jakiś 16-17 lat temu, z Krakowa można było tam dojechać fajną terenową ścieżką, którą dziś "zabiła" cywilizacja. Prócz nas, też rowerami, niezależnie od nas wybrał się syn wraz z niedawno poznaną dziewczyną. Przyjechała aż z Gdańska. Pożyczyliśmy jej stary rower żony i oni też pojechali do Ojcowa. Tam spotkaliśmy się i... okazało się, że tylna dętka w rowerze dziewczyny padła. Pompkę mieliśmy, ale ani zapasowej dętki ani łatek. Co robić, jak wrócić te ponad 20 km? I wtedy przyszły teść, czyli ja, bo dziewczyna wkrótce zostnie żoną syna, wpadł na genialy pomysł. Wyjąłem uszkodzona dętkę, napchałem do opony trawy, poupychałem jej ile i gdzie się dało i voila. Dziewczyna wróciła do Krakowa bez wiekszych przeszkód. I pomyślałem sobie, że, kto wie, to może mój pomysł i jego świetna realizacja 🙂 sprawiły, że dziewczyna zdecydowała się dalsza znajomość z synem. 🙂 Skoro ma takiego ojca to może on sam też dobrze rokuje - pomyślała sobie. 🙂
-
Sprawdziłem, tę wożona od lat (ok. 4-5?) w podsiodłówce. Trzyma, ale z wolna popuszcza wentylek samochodowy. Trzeba wymienić wkład.
-
Ja mam przypiętą dętkę i pompkę do roweru na stałe. Nie da się zapomnieć. Ale faktycznie Mitek słusznie prawi. Warto tę dętkę sprawdzić co jakiś czas. Te moje mają już kilka lat i po prawdzie nie wiem czy jeszcze są sprawne. Niefart i mnie może się zdarzyć. Np. gdy dwukrotnie złapię gume na jednej wycieczce. Albo, co niestety mi sie przydarzyło, rozleci się opona. Albo pęknie szprycha. Cięzko się jedzie bez nawet jednej szprychy. A i z wymianą nie jest łatwo. Właśnie wymieniłem jedną w kole wnuczki. Aby odkręcić kasetę trzeba było umieścic koło z odpowiednią nakładką w solidnym imadle i naprawdę przyłożyć sie do odkręcenia.
-
Teraz są różne patenty, opony antyprzebiciowe, zalewanie mleczkiem. Ale ja stary stosuję stare, proste i pewne metody. W obu rowerach (MTB, cross) wożę przyczepioną małą sakiewkę za siodełkiem z imbusami i zapasową dętką oraz małą pompkę przytroczoną do ramy. Np. w MTB wygląda to tak:
-
Takie coś przyczepiło się do mnie ostatnio. Piękne słowa, świetna muzyka i aranżacja i nietuzinkowe wykonanie. I można się przy okazji pomodlić. 🙂 Dobre na rower i narty.
-
Widuje się je i tu i w Krakowie. W Krakowie głównie u dostawców żarcia. A tu do tego co piszesz. Choć to pojedyncze sztuki. W zeszłym roku widziałem, i rozmawiałem z właścicielem, fatbike analogowy. Właśnie do jeżdżenia wzdłuż brzegu. Szczerze mówiąc, choć to bardzo sympatyczny rodzaj jeżdżenia, nie przepadam za jazdą po plaży. Trzeba do tego specjalnych warunków, ale przede wszystkim świadomość, że tu i ówdzie do mechanizmów roweru dostaje się morska woda działa na mój inżynierski i majsterklepkowy umysł niekorzystnie. 🙂
-
Jak pisałem, jestem nad morzem w jego środkowej części wybrzeża. W całym kraju upał a tu... prawie zimno. 21-22 stopni, choć dziś 26. Ale ja nie o tym. Mnóstwo tu rowerów, dorośli, dzieci. W dojeździe na plażę, ale też na wielu szlakach rowerowych. Elektryków niewiele, bo one tu nie mają sensu. Płasko, niewielkie podjazdy od czasu do czasu. Te nieliczne elektryki widze u starszych, niedołężnych ludzi. Oczywiście są wyjątki. Krótki rowerowy przejazd plażowy. Analogiem. 🙂
-
To zależy od wejścia w Lubiatowie. Do jednego dojeżdża sie na parking, do drugiego (bodajże nr 38) pieszo lub rowerem przez las.
-
Beata, nad Bałtykiem jest takich miejsc sporo. W kilku nawet byłem. Np. Lubiatowo. Troche ludzi przy wejściach i prawie pusto, gdy odejdziesz kilaset metrów wzdłuż plaży. Ponoć jeszcze puściej jest w nieodległej Białogórze.
-
Znajdzie się. Przeważnie właściciele agroturystyk mają swoją pulę rowerów do wypożyczenia (dość marnych, ale na podjazd na plażę wystarczy).
-
Kilka wrażeń po wizycie w Decathlonie. Wciąż w celu doradzenia roweru córce, która jednak zrezygnowała z MTB. Waha się między gravelem a crossem (trekkingiem). Popróbowałem oba jeżdżąc w te i wewte po sklepie. I jestem pod wrażeniem dobrej jakości tych rowerów. Dodajmy tanich. Rower ma córce służyć do różnych celów, w tym dojeździe do pracy. Moje serce i umysł skradł tani, 2500 zł, cross Actv 500hf. Naprawdę nie da się do czego przyczepić. Do tego dość lekki, poniżej 14 kg. A co do jakości rowerów z Decathlonu. Sam jeżdżę na bardzo budżetowym decathlonowym full MTB. Od kilkunastu lat. Pewnie przejechał kilka dobrych tys. km w różnych warunkach. Wymieniłem wadliwy damper, zużyte klocki w hamulcach, opony, jedną lub drugą linkę. I to by było na tyle. Może raz nieco podcentrowałem koło. Po tych wszystkich szalonych jak na starego człewieka zjazdach po kamieniach i korzeniach.
-
Smołdziński Las. Mała wioska przy Słowińskim Parku Narodowym. Jeździmy tu od lat. Ludzi mało bo park narodowy i kilka km trzeba podjechać, najlepiej rowerem. A ostatni kilometr nie da sie przejechac samochodem. Nie ma tu hoteli a ludzie bardzo zroweryzowani, włącznie z małymi dziećmi. Zdjęcia są z ok. 14.
-
Nie ma to jak polskie morze i te boskie ścieżki w pobliżu.
