Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Dzisiaj
-
..odczytałem że "stal musi być konsekrowana": - wszelki duch.. Wiesiek na słońce zbyt dużo wystawion .. pomyślałem..;)
-
Pozdrów człowieka ode mnie jak spotkasz next time.. 😉 ... a rower taki złoty a skromny - wagowo mnie zaskoczył... niewiele waży jak na elektryka.
-
Pozdrów Zbyszka, niech wraca, jak nie ma na bilet, to stawiam 😉
-
Cze No nie miałem czasu aby coś odpisać, dopiero teraz mogę coś sensownego sklecić. Nigdzie nie napisałem, że jesteś leszczem i cieniasem, ale od pewnego czasu (a jesteś zdecydowanym praktykiem) zacząłeś ni z gruchy ni z pietruchy teoretyzować. No przecież czytamy co piszemy i nie przypominam sobie, abyś w ostatniej dość długiej perspektywie czasowej jeździł gdzieś w górach na rowerze. Jeździsz to, co masz dostępne i tyle. Nikt tego nie umniejsza, ani nie bagatelizuje. Zadałeś pytania, odpowiedziałem konkretnie, zadałem ja - to strzeliłeś focha. Żeby jeździć po górach, to trzeba mieć czas i robić to systematycznie. Ja ani jednego ani drugiego nie mam póki co za bardzo za dużo. Budowanie formy zajmie mi lata. Nie będę się porywał z motyką na słońce. Dobrze wiesz, że w górach, dystans jest mało istotny, ważne przewyższenia i stan trasy jak i nastromienie. Mam określony czas i muszę się w nim zmieścić. Bo jak zajdzie słońce to stopień trudności jest x4. Nie ma wówczas zjazdów, tylko bezpieczna utrata wysokości. Wypych to normalna rzecz, ale przede wszystkim strata czasu, a na to nie można sobie pozwolić. W okolicach Milówki, to przy mojej umiejętności planowania tras byłoby na porządku dziennym. Zostanie VeloSoła, co jest podobne do ścieżek Krakowskich. Więc mając możliwość jazdy w świetnym, aczkolwiek trudnym i bardzo wymagającym terenie zamknę się w popierdółce dla rodzinnych przejażdżek. TDF to jazda na szosie, a więc inna bajka i inny rodzaj jazdy i sprzętu. W Polsce są przecież organizowane maratony MTB, na mazowszu i pomorzu także. Ale niedaleko mnie jest Maraton w Stryszawie (m. in. biegnie przez Rysiankę) o dystansie 240km i łącznym przewyższeniu ok. 8000m. Jest to 4 dniówka. Propsy jadą dystans ok 60km 3,5h a leszcze w chuj lepsi ode mnie 6h. Więc ja 50km pojadę w bardzo dobrych warunkach 6h o ile nie trafię na jakąś "ścianę płaczu" na podjeździe, czy też zjazd "życia" ponad moje umiejętności. Tutaj niestety tak jest, fajny szuter i nagle kosmos. Wczoraj byłem u Tarasa na piwku, chociaż byłem zjebany, a w 2 strony mam ok 80km. Z Milówki wróciłem o 1-szej w nocy, a na powrocie był OS, no googha wyjebałem o 36min. Ale było puściutko. Strasznie mi się nie chciało jechać, ale słowo ważniejsze od piniędzy, umówiłem się i pojechałem ... na elektryku. Jak mi odetnie prąd to jakoś wrócę. No i mój nowy nabytek, Bruner jeżdżąc swoje ulubione tematy, czyli grawitacyjna jazda wyjebałby go w krzaki po pierwszym dniu. Na 100%. Bo albo zachowuje się jak analog, albo bateria topnieje w oczach. Ładowarka oryginalna jest słaba i mimo iż bateria ma tylko 400 to ładuje się w chuj długo. A jeszcze musi być w cieniu, bo postał chwilę na słońcu i się obraził. Wyświetlił się komunikat, że ładowanie niemożliwe z powodu wysokiej temperatury baterii. Tak więc jakieś ładowanie w schronisku nie wchodzi w grę. Ale do Marasa jest płasko. Generalnie założyłem 4h jazdy, bo nie wiedziałem co będzie. W sumie to 1:40 w jedną stronę a na powrocie jeszcze szybciej. Chłodniej i mniej ludzi, no i delikatnie w dół, bo jednak Wisła płynie w stronę Krakowa.. Czy się mniej zmęczyłem? Niekoniecznie, śmiem twierdzić że chyba jeszcze bardziej niż na analogu. No jazda w trybie ECO, to jak jazda z kimś mocniejszym w parze. Myślałem, ze ma jakieś limity ustawione na kadencji i mocy, ale to nieprawda. Wylicza co jedziesz z jakiegoś dystansu i cały czas Cię zmusza abyś tak jechał cały czas. To Cie kopnie w dupę, to sekundę pomoże, ale cały czas pilnuje, aby jechał równym tempem. Na analogu już dawno zrzuciłbym bieg na niższy, ale ten rower na to nie pozwala. Więc przeciąga agonię do kresu możliwości, po czym jak już za dużo pomaga, każe zrzucić bieg i z powrotem jest to samo. Nie mówi, usiądź, napij się, odpocznij, tylko: chuj, jedziemy wolniej ale jedziemy dalej. Generalnie na tym odcinku zużyłem 9% baterii co daje jakiś popierdolony zasięg. Ale praktycznie cały dystans to jazda stricte analogowa. Dzisiaj rano myślałem, że nie wstanę do pracy, taki byłem zjebany. To już w górach jest bardziej skory do współpracy. Na + to można na nim jeździć bez baterii. Jest praktycznie nieodczuwalna różnica w oporach toczenia i wadze. Myślę, że w górach jadąc szczytami bez zjazdu do dolin, nawet jak braknie baterii można jechać praktycznie normalnie jak na zwykłym full-u. Jak już coś powstanie - to Was zapraszam już teraz, to skoczymy na Rachowiec na piwo ( w końcu znalazłem drogę, którą jechałem z kumplem, ale tylko na Rachowiec, na powrocie kolejny raz coś popierdoliłem, chyba czwarty), albo na Boraczą, skrótem przez Prusów. Życzę zdrówka i uściski dla Ewci.
-
Cześć. Ile razy już tam byłeś? Jakie trasy polecasz? Jakieś wskazówki/istotne rzeczy?
-
Tysiąc pincet
-
no ileż można jeździć w to same miejsce ? 🤣
-
Ceny w ITA w I tygodniu ferii wielkopolski 2027 masakrują. Wygląda na to, że VdS odwiedzę w II tygodniu, 20-27.02.2027.
-
Rozbudowany artykuł kiedy są ferie i dni świąteczne w poszczególnych krajach. Można chyba w każdej przeglądarce wyświetlić sobie lekko niedoskonałe tłumaczenie, tutaj próbka:
-
a o co to chodzi ?
-
Na 8 etapie nie popisała się w końcowej fazie i dużo bezsensownych aluzji a 9 etap na zjeździe dostała ponad minutę już pomijam te 18 sek na kocówce podjazdu tu kropka nad i postawiła Vollering ( pełny pierścień ) 😉 w tłumaczeniu na Polski Nicea piękne miasto i świetne tereny na rower jak ktoś ma krzepę w podjazdach a Wybrzeże Lazurowe sama słodycz .
-
Może kogoś zainteresuje planujac narty w nadchodzącym sezonie https://www.snowplaza.be/weblog/52040-wintersport-schoolvakanties-drukke-weken-hoogseizoen/
-
to porównując do narciarstwa tak jak byś próbował zjechać podciętym żlebem
-
Cześć. Dziękuję - być może jest tak jak piszesz. Ten jaz był kiedyś z ruchomą przegrodą a takie posiadają wiele elementów stalowych, na zdjęciu nie widać nieczynnego napędu. Wątpliwości i obawę wzbudzał nadmiernie równy przelew pierwszego z 3 progów. W tym miejscu byłem co najmniej 3 raz, zawsze podobne odczucie dlatego nie chciałem sprawdzać bo sprzęt pływający to wartość dobrego sprzętu narciarskiego. Przed paru laty, kilkadziesiąt kilometrów wcześniej, na podobnym ale nowszym jazie przeorałem dno kadłuba. Generalnie takich obiektów nie wolno spływać. Pozdrawiam.
-
Mnie kiedyś w górach pękła sztyca - wbrew pozorom to jest jednak duży problem (z jazdą). I kiedy z nietęgą miną wyciągnąłem tel a Google wskazał, że w Lądku Zdrój do którego właśnie zjeżdżałem jest sklep rowerowy to pomyślałem sobie, że chyba mam farta. I faktycznie sztyca była - cały problem zajął mi 15 min. Innym razem połamałem hak ale na szczęście blisko było do przełęczy z której miałem 10 km zjazd. Parę razy coś tam musiałem pchać ale to był pikuś. Wylądowałem na stacji kolejowej w Piechowicach a pociąg miałem za pół godziny. Czyli fart (w niefarcie) to dobra sprawa. Ale lepiej być przygotowanym. Ja mam schizę i biorę zawsze dwie dętki (i nawet łatki jakby trzeba było jeszcze kleić).
-
Bardzo mało prawdopodobne. Stal musi być konserwowana - musiałby to być element dokręcany i łatwo demontowany. Celu też raczej nie widać (grzebień kierujący, deflektor???). Ale jeśliby miał jakąś funkcję to chyba musiałby być widoczny...
- Wczoraj
-
Powiosłowane późnym popołudniem, a w nagrodę lane Swijany z widokiem na Skrzyczne.
-
kss_marcin_skispa obserwuje zawartość → Warsztaty z ręcznego serwisu nart - wrzesień 2026 (Warszawa)
-
Zapraszamy na kolejną, jesienną edycję warsztatów "na 2 imadła". To praktyczne, 4-godzinne spotkanie, będące "must have" dla każdego, kto chce nauczyć się samodzielnie przygotowywać swój sprzęt. Nie jest to pogadanka o rodzajach śniegu, typach struktury czy obróbce stali. Stawiamy na czystą praktykę. Kursanci (nawet ci, którzy nie mieli z serwisem nic wspólnego) zyskują umiejętność prawidłowego, ale też ergonomicznego ostrzenia i smarowania nart. Pracujemy nad niuansami: chwytem, dociskiem, balansem, pracą nóg i ustawieniem ciała. A przede wszystkim nad skutecznością i ergonomią pracy z krawędziami i ślizgami. Partnerem warsztatów jest sklep Remsport. Najbliższe daty: 8 września (wtorek), g. 9:00 – 13:00 9 września (środa), g. 17:00 – 21:00 10 września (czwartek), g. 17:00 – 21:00 15 września (wtorek), g. 9:00 – 13:00 16 września (środa), g. 17:00 – 21:00 17 września (czwartek), g. 17:00 – 21:00 29 września (wtorek), g. 9:00 – 13:00 30 września (środa), g. 17:00 – 21:00 31 września (czwartek), g. 17:00 – 21:00 Warsztaty odbędą się w serwisie Ski Spa w Warszawie. Więcej (opis warsztatów + rezerwacja miejsca tutaj: 👉 www.skispa.pl - warsztaty serwisowe
- Ostatni tydzień
-
to wielka kariera narciarska przed nim
-
Cześć. Jest tak jak piszesz. Podobnym do Litwy przypadkiem jest Łotwa. Lubię jeździć i na Litwę i na Łotwę. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę co, w tak podobnym topograficznie jak Suwalszczyzna krajobrazie, różni te 3 kraje. Ostatnio po powrotnym przekroczeniu granicy zadałem sobie pytanie: jaka jest największa różnica krajobrazowa?. Trwało parę chwil zanim się zorientowałem - w Polsce widać różne uprawy, zwierzęta są na pastwiskach, rolnicy i ich maszyny są na polach. Na Litwie oraz Łotwie jest odwrotnie, tam głównie widać nieużytki. Wieś litewska jest wyludniona i wygląda jak drewniany skansen. Pozdrowienia.
-
Oczywiście 🤣
-
a buty już ma ?
-
A zatem czas działać filc w gotowości, sznurki, namioty z krzeseł i stołu, i kocyk - do ciągania. Teraz muszę sobie skombinować narty z kartonu i zaczynamy. Myślę, że o ile pozwoli sobie przymocować narty do butów, to szykuje się zabawna jesień. Macie jeszcze jakieś inne pomysły na domową indoktrynację? Filmiki z babcią w roli głównej i innymi dziećmi już wdrożyłam .
-
Cześć Moim zdaniem ważnym jest aby nauczyć się tak dbać o sprawność roweru aby nas nie zawiódł w czasie większych wyzwań. Pod domem zawsze sobie poradzisz albo po Ciebie przyjadą ale gdzieś dalej już problem może być poważny. Tą dychę to przejedzie się nawet na kapciu. A więc regularna wymiana taśm dętek i opon i/lub dbanie o świeżość mleka i dopełnianie. Nie kupowanie gówna ale i nie kupowanie rzeczy nieprzystosowanych do wyzwań, które podejmujemy, zbyt wycieniowanych na przykład. No i, bardzo ważne, nauczyć się jeździć tak aby roweru nie niszczyć, nie łapać gum itd. Jak maja kilka lat i wozisz je cały czas ściśnięte w podsiodłówce to raczej do wywalenia. Pozdro
-
Ja mam przypiętą dętkę i pompkę do roweru na stałe. Nie da się zapomnieć. Ale faktycznie Mitek słusznie prawi. Warto tę dętkę sprawdzić co jakiś czas. Te moje mają już kilka lat i po prawdzie nie wiem czy jeszcze są sprawne. Niefart i mnie może się zdarzyć. Np. gdy dwukrotnie złapię gume na jednej wycieczce. Albo, co niestety mi sie przydarzyło, rozleci się opona. Albo pęknie szprycha. Cięzko się jedzie bez nawet jednej szprychy. A i z wymianą nie jest łatwo. Właśnie wymieniłem jedną w kole wnuczki. Aby odkręcić kasetę trzeba było umieścic koło z odpowiednią nakładką w solidnym imadle i naprawdę przyłożyć sie do odkręcenia.
