Skocz do zawartości

zmiana nart?


Sali

Rekomendowane odpowiedzi

45 minut temu, brachol napisał:

Albo by było tak, że po nauczeniu się radość by była większa i w każdych warunkach...

pozdro

No dokładnie tak jest, po nabyciu pewnych umiejętności zaczynasz się bawić jazdą, a nie zastanawiać i walczyć z warunem, każdorazowo myśl "a niedawno nie umiałem" daje ogromną satysfakcję, gdy zaczyna wychodzić. 

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, star napisał:

Gratulacje. Zakupu. Zadowolenia. PS czyli finalnie wylądowałeś na 185? Ja też kiedyś dodałem 5cm do... chwały. Przypomnij czy ty duży chłop jesteś, bo ja to jak baba.

IMG_0319.jpeg.a6648b77b0ee752115ea4a8a81

 

Mastery użytkuję od 2019r. Mam 185cm wzrostu (92kg) a jazdę na nartach (210cm drewniane Rysy Hicore ) zaczynałem w 1976r

Lusia.jpg

Edytowane przez PTT
  • Like 4
  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, Sali napisał:

Wiesz to wynika pewnie z tego, że obejrzałem kilka filmów o doborze nart, takich nagranych przez rzekomych fachowców, ale ostatecznie i tak są mega rozbieżności. Dlatego chciałem poznać jakieś ogólne zasady.

W sumie to najbardziej ciekawi mnie skąd się bierze taka różnica w kwestii długości nart, większość z Was proponowała mi raczej 175 i nawet więcej, podczas gdy facet w sklepie (taki topowy sklep w moim mieście) twierdzi, że nart powyżej 170cm to on praktycznie wogóle nie sprzedaje, a sam jako narciarz i trener jeździ na nartach 163cm - facet mojego wzrostu. Rozmawiałem wczoraj też z trenerem co uczy moje córki, facet już bliżej 60tki i też całe życie trenuje dzieciaki i i sam ma 165cm, bo mówi że szkoda w tym wieku kolan. Ciekawi mnie skąd się biorą te rozbieżności - oczywiście mówimy o nartach uniwersalnych.

Cze

Tylko gwoli uzupełnienia. Wszelkie poradniki doboru nart to tylko wskazówki dla osób początkujących, a i tak skierowane zwykle dla osób o wzroście pewnie w zakresie 160-185cm. Dla osób bardzo niskich jak i bardzo wysokich są bez sensu. Mają jakieś pokrycie przy pierwszym wyborze nart w tej grupie. Z resztą bardzo dobrze to opisał Mitek, sposób doboru długości w zależności od typu narty.

Wybór sprzedawcy - oczywisty, bo jesteś klientem i dobrze by było jakbyś ponownie wócił. Propozycja bezpieczna. Facet Cię nie zna, nie zna Twoich umiejętności, więc trudno mu ocenić i tak de facto doradzić. Trenerzy - trenerami, szkolą innych w długiej perspektywie czasowej mając nadzór nad swoimi podopiecznymi. Wybierają sprzęt na którym najszybciej postępuje nauka przy ich systemie szkolenia. 

Kolana - nawiększy zły wpływ mają przede wszystkim narty krótkie i mocno taliowane połączone z brakiem techniki w technikach ciętych. A owe "włóż kolana" to gwóźdź do trumny. Lepiej jak skręty wychodzą ze stóp pchając kolana do środka skrętu, niż ciągnąć z kolan całość. Taki niuans. Na krótkich nartach mocno taliowanych skręty są intensywniejsze i jeśli jeździ się słabo technicznie a przy tym po pół roku siedzenia za biurkiem chce się być zawodnikiem PŚ w zimie - to kłopoty murowane.

Generalnie to dobór narty zależy przede wszystkim od drogi nauki, a dla osób chcących tylko miło spędzać czas w pięknych okolicznościach przyrody wybór jest obojętny. Wybierają zwykle krótkie i mocno taliowane, bo są w stanie na nich skręcać, wszelkimi znanymi i jeszcze nie odkrytymi metodami.

Mam przykład 2 osób, które zaczynały w tym samym momencie naukę jazdy (nawet wiek i parametry fizyczne prawie identyczne), ale wybrały 2 różne drogi nauki na sprzęcie skrajnie różnym. Finalnie po tym samym czasie nauki są na bardzo podobnym poziomie (ten szkolony nieco lepiej wizualnie i  technicznie jeździ, ale tak musiało być). Natomiast obaj jeżdżą dobrze jeśli chodzi o technikę jazdy.

pozdro

 

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No jeszcze dorzucę to tematu wagi nart i również wiązań. Przy zakupie Rossi Master miałem wyboru wiązań na płytę i wybrałem SPX 15 bo były zdecydowanie cięższe i wyglądały solidniej od tych z niższej półki (SPX 12-14 nie pamiętam).

W zeszłym roku roku kolega ładował do kosza ski busa moje narty a ja jego (Volkl RTM81) i tylko zaklął brzydko jaki to ciężki sprzęt. Solidna konstrukcja niestety musi ważyć. Dlaczego w sklepach wciskają ludziom krótkie narty tego na forum było już dużo. Ludzie, którzy zaczynali na "ołówkach" czyli długich nartach poradzą sobie w każdych warunkach na dowolnej narcie i to jest kwestia tylko adaptacji.

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, PTT napisał:

No jeszcze dorzucę to tematu wagi nart i również wiązań. Przy zakupie Rossi Master miałem wyboru wiązań na płytę i wybrałem SPX 15 bo były zdecydowanie cięższe i wyglądały solidniej od tych z niższej półki (SPX 12-14 nie pamiętam).

W zeszłym roku roku kolega ładował do kosza ski busa moje narty a ja jego (Volkl RTM81) i tylko zaklął brzydko jaki to ciężki sprzęt. Solidna konstrukcja niestety musi ważyć. Dlaczego w sklepach wciskają ludziom krótkie narty tego na forum było już dużo. Ludzie, którzy zaczynali na "ołówkach" czyli długich nartach poradzą sobie w każdych warunkach na dowolnej narcie i to jest kwestia tylko adaptacji.

Zwłaszcza w kwestii umieszczania nart w boksie albo w samochodzie. Do malucha wchodziło 210cm i jechaliśmy do Szczyrku.

Pozdro

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Mitek napisał:

Zwłaszcza w kwestii umieszczania nart w boksie albo w samochodzie. Do malucha wchodziło 210cm i jechaliśmy do Szczyrku.

Pozdro

Zakopane i Szczyrk chociaż mam w miarę blisko już dawno odpuściłem. Maluchem to jeździliśmy w czwórkę od 1977r a potem z buta na Stożek w Wiśle. Na szczęście, że zimy były takie śnieżne na dół do parkingu na nartach (prawie 2 km). Był jeszcze Koniaków i Ochodzita z orczykiem. Tego już nie ma a być może kiedyś wróci

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, PTT napisał:

Zakopane i Szczyrk chociaż mam w miarę blisko już dawno odpuściłem. Maluchem to jeździliśmy w czwórkę od 1977r a potem z buta na Stożek w Wiśle. Na szczęście, że zimy były takie śnieżne na dół do parkingu na nartach (prawie 2 km). Był jeszcze Koniaków i Ochodzita z orczykiem. Tego już nie ma a być może kiedyś wróci

Na Ochodzitej chyba jeszcze orczyk stoi, za łebka tam byłem ze 2x. Bo tam rzadko coś jeździło jak śniegu dowaliło.

pozdro

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Marcos73 napisał:

Na Ochodzitej chyba jeszcze orczyk stoi, za łebka tam byłem ze 2x. Bo tam rzadko coś jeździło jak śniegu dowaliło.

pozdro

Też tam jeździłem raz w życiu jako nastolatek. Ale sprawdziłem i w 2015 wyciag jeszcze działał. W 2016 była informacja , że w tym sezonie nie ruszą.

Edytowane przez bubol.T
  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

On 1/29/2026 at 10:31 AM, Sali said:

mogłoby dojść do tego, że po prostu nie mógłbym sobie poradzić i radość z jazdy by się skończyła

Tutaj koledzy doradzają narty do jazdy, Ty natomiast z tego co piszesz to szukasz nart do szurania więc stąd te wszystkie "rozbieżności" w dyskusji. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W dniu 29.01.2026 o 09:34, Sali napisał:

Wiesz to wynika pewnie z tego, że obejrzałem kilka filmów o doborze nart, takich nagranych przez rzekomych fachowców, ale ostatecznie i tak są mega rozbieżności. Dlatego chciałem poznać jakieś ogólne zasady.

W sumie to najbardziej ciekawi mnie skąd się bierze taka różnica w kwestii długości nart, większość z Was proponowała mi raczej 175 i nawet więcej, podczas gdy facet w sklepie (taki topowy sklep w moim mieście) twierdzi, że nart powyżej 170cm to on praktycznie wogóle nie sprzedaje, a sam jako narciarz i trener jeździ na nartach 163cm - facet mojego wzrostu. Rozmawiałem wczoraj też z trenerem co uczy moje córki, facet już bliżej 60tki i też całe życie trenuje dzieciaki i i sam ma 165cm, bo mówi że szkoda w tym wieku kolan. Ciekawi mnie skąd się biorą te rozbieżności - oczywiście mówimy o nartach uniwersalnych.

Cześć

Swoją drogą, tak sobie dzisiaj myślałem:

Jak oceniasz rolę sprzętu w tenisie stołowym, od jakiego poziomu gry taki sprzęt rzeczywiście daje dużo itd. Możesz coś napisać na ten temat?

Ja w tenisa stołowego gram wyjątkowo słabo - choć grałem dług w tenisa a w badmintona jeszcze z 10 lat temu potrafiłem solidnie pograć z 20 lat młodszymi ale to zupełnie inne gry niż tenis stołowy w sensie ruchu i techniki. 

Swego czasu, jeszcze na studiach, byłe w reprezentacji UW w gałkę i był w drużynie chłopak, który trenował tenisa stołowego i grał jako zawodnik ligowy. Wszystkich bez wyjątku golił lewą ręką (był zdecydowanie prawostronny) natomiast większość ogrywał grają samą dłonią...

 Dla mnie był to kosmos.

Pozdro

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

50 minut temu, Mitek napisał:

Cześć

Swoją drogą, tak sobie dzisiaj myślałem:

Jak oceniasz rolę sprzętu w tenisie stołowym, od jakiego poziomu gry taki sprzęt rzeczywiście daje dużo itd. Możesz coś napisać na ten temat?

Ja w tenisa stołowego gram wyjątkowo słabo - choć grałem dług w tenisa a w badmintona jeszcze z 10 lat temu potrafiłem solidnie pograć z 20 lat młodszymi ale to zupełnie inne gry niż tenis stołowy w sensie ruchu i techniki. 

Swego czasu, jeszcze na studiach, byłe w reprezentacji UW w gałkę i był w drużynie chłopak, który trenował tenisa stołowego i grał jako zawodnik ligowy. Wszystkich bez wyjątku golił lewą ręką (był zdecydowanie prawostronny) natomiast większość ogrywał grają samą dłonią...

 Dla mnie był to kosmos.

Pozdro

Tutaj to mógłbym elaborat napisać ;). Postaram się to skrócić do pewnych ogólnych stwierdzeń. 

Po pierwsze większość ludzi kompletnie nie rozumie tenisa stołowego w sensie rotacji. Przeciętny zawodnik ligowy potrafi nadawać takie rotacje szczególnie przy serwie, że taki przeciętny świetlicowy gracz kompletnie nie będzie wiedział co z tym zrobić. W takich przypadkach mógłbym napisać, że sprzęt jest kompletnie nieistotny, bo i tak nie wykorzystasz go nawet w minimalnym stopniu.

Ja zawsze amatorom doradzam jak najwolniejszy sprzęt, zasada jest prosta im wolniejszy sprzęt tym lepsza kontrola i mniejsza wrażliwość na przychodzącą rotację. Cena nie gra roli, w zasadzie rakietka za 300zł spokojnie daje radę, nawet jeśli się uprzesz i wydasz 3tys to i tak nie odczujesz różnicy.

Zabawa dopiero się zaczyna gdy zaczniesz dużo grać, złapiesz czucie sprzętu i trochę techniki. Wtedy jeśli weźmiesz inny sprzęt do ręki to od razu po kilku piłkach odczujesz różnicę, co oczywiście nie oznacza, że musisz wydawać majątek na sprzęt. Amatorskie granie, czyli powiedzmy tak nawet 4 i 5 liga w tenisie stołowym nie oznacza, że musisz dużo inwestować w sprzęt, bo to po prostu nie wiele pomoże. Podstawa to regularny trening i technika, jak opanujesz technikę prawidłowo to możesz inwestować w sprzęt, zaczniesz odczuwać, ze brakuje Ci mocy w uderzeniach, ale z drugiej strony jeśli weźmiesz bardziej ofensywny zestaw to stracisz trochę na kontroli (blok, podcięcie) i rakietka będzie bardziej wrażliwa na przychodzącą rotację. To będzie oznaczało, że rozumiesz o co chodzi i możesz próbować różnych zestawów. Droższy sprzęt, szczególnie okładziny będą miały na pewno więcej rotacji, z kolei deska będzie lepiej wyważona, ale to oczywiście indywidualne podejście. 

Zawodowcy to już zupełnie inna bajka, tam najdroższe są okładziny, które oni zmieniają co miesiąc, jedna kosztuje prawie 400zł. Deska to przynajmniej 1000zł, ale w zasadzie masz ją na stałe.

To tak po krótce, w każdym razie chodzi o to, że w amatorskim graniu cena sprzętu jest praktycznie nieistotna pod warunkiem, że będzie dobrze dobrany.

Zajmuję się też winami, 20 lat spotkałem hydraulika w Paryżu w hotelu i zagadnąłem w temacie win, że u nich w sklepach można kupić wino za 5 euro i jest naprawdę niezłe. On mi na to odpowiedział "nie kupuj tych win, bo one niczym się nie różnią od tych za 2 euro... chyba że się znasz". To było absolutnie genialne stwierdzenie, widzisz w winach podobnie jak w pinglu, jakość rośnie do pewnego poziomu, a potem to naprawdę trzeba w tym siedzieć, żeby dostrzec pewne niuanse. Myślałem, że w nartach jest podobnie, ale jak widać się myliłem 🙂

 

  • Like 3
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Cześć

"Podstawa to regularny trening i technika, jak opanujesz technikę prawidłowo to możesz inwestować w sprzęt" - i w nartach jest podobnie tzn. nie ma sensu zmienianie sprzętu i żonglowanie nim jak nie umiesz jeździć bo to nic nie da. Natomiast ja osobiście często powtarzam:

Kup sobie najlepsze narty na jakie Cię stać i ucz się jeździć.

Te dwa stwierdzenia wcale nie są ze sobą sprzeczne.

Tak jest w nartach.

A co do tenisa stołowego to dla mnie rotacja w tej grze jest zupełnie nieczytelna. W tenisie ziemnym rotacja dla mnie jest/była całkowicie czytelna i wiem a jaki sposób piłka się odbije i jak na to reagować. Tutaj zupełnie tego nie widać - dla  takiego laika jak ja. Zawsze mnie to w pewien sposób dołowało.

Na nartach potrafię praktycznie zawsze określić poziom jeżdżącego po tym jak stoi czy chodzi w butach narciarskich, nawet nie musi jeździć. Narty, czy dobre czy takie sobie - to od razu widać, po sposobie wykończenia czy pewnych technicznych niuansach - pewnie masz tak z rakietkami - i to jest realna widza wynikająca z doświadczenia. Liczby i literki są dla laików choć w znakomitej większości nie maja pojęcia jak to przełożyć na odczucia. Wiesz ja mam taki prywatny sprawdzający się praktycznie w 100% system diagnostyczny - im ktoś cytuje więcej literek i modeli - tym gorzej jeździ. Sprawdza się.

Pozdro

Edytowane przez Mitek
  • Like 3
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 hours ago, Mitek said:

Prosiłbym o szerszy komentarz tego jakże odkrywczego stwierdzenia.

Ale co tu szerzej komentować? Jedni szukają czegoś by się pozsuwać, często myśląc, że ich problemy biorą się ze sprzętu i po prostu wystarczy wymienić go na lepszy a jazda stanie się przyjemniejsza a drudzy chcą się uczyć i ten lepszy sprzęt i to umożliwia. Ci pierwsi zazwyczaj mają dobrane przez "doradcę" w sklepie mięciutkie wygodne buty i krótkie narty by dało się na nich jeździć siłowo i ciężko jest kogoś takiego przekonać, że potrzebuję długich nart i sztywnych butów. 

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, arturzx napisał:

Ale co tu szerzej komentować? Jedni szukają czegoś by się pozsuwać, często myśląc, że ich problemy biorą się ze sprzętu i po prostu wystarczy wymienić go na lepszy a jazda stanie się przyjemniejsza a drudzy chcą się uczyć i ten lepszy sprzęt i to umożliwia. Ci pierwsi zazwyczaj mają dobrane przez "doradcę" w sklepie mięciutkie wygodne buty i krótkie narty by dało się na nich jeździć siłowo i ciężko jest kogoś takiego przekonać, że potrzebuję długich nart i sztywnych butów. 

Cześć

Padł tekst o szuraniu i rozumiem, że to odnosi się do zsuwania - czyli jakiegokolwiek zjechania z górki przypadkową techniką.

Bo często szuranie jest stosowane jako synonim jazdy ślizgowej w przeciwieństwie do ciętej - w domyśle jedynej słusznej  a to już jest narciarski kryminał ale skoro to to pierwsze to OK - dzięki za wyjaśnienia.

Pozdro

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, arturzx napisał:

Ale co tu szerzej komentować? Jedni szukają czegoś by się pozsuwać, często myśląc, że ich problemy biorą się ze sprzętu i po prostu wystarczy wymienić go na lepszy a jazda stanie się przyjemniejsza a drudzy chcą się uczyć i ten lepszy sprzęt i to umożliwia. Ci pierwsi zazwyczaj mają dobrane przez "doradcę" w sklepie mięciutkie wygodne buty i krótkie narty by dało się na nich jeździć siłowo i ciężko jest kogoś takiego przekonać, że potrzebuję długich nart i sztywnych butów. 

W samo sedno sprawy. A potem wychodzi, że zamiast w komforcie jeździć cały dzień zostaje knajpa na resztę nartowania np. po 2 godz. jazdy

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, Sali napisał:

Tutaj to mógłbym elaborat napisać ;). Postaram się to skrócić do pewnych ogólnych stwierdzeń. 

Po pierwsze większość ludzi kompletnie nie rozumie tenisa stołowego w sensie rotacji. Przeciętny zawodnik ligowy potrafi nadawać takie rotacje szczególnie przy serwie, że taki przeciętny świetlicowy gracz kompletnie nie będzie wiedział co z tym zrobić. W takich przypadkach mógłbym napisać, że sprzęt jest kompletnie nieistotny, bo i tak nie wykorzystasz go nawet w minimalnym stopniu.

Ja zawsze amatorom doradzam jak najwolniejszy sprzęt, zasada jest prosta im wolniejszy sprzęt tym lepsza kontrola i mniejsza wrażliwość na przychodzącą rotację. Cena nie gra roli, w zasadzie rakietka za 300zł spokojnie daje radę, nawet jeśli się uprzesz i wydasz 3tys to i tak nie odczujesz różnicy.

Zabawa dopiero się zaczyna gdy zaczniesz dużo grać, złapiesz czucie sprzętu i trochę techniki. Wtedy jeśli weźmiesz inny sprzęt do ręki to od razu po kilku piłkach odczujesz różnicę, co oczywiście nie oznacza, że musisz wydawać majątek na sprzęt. Amatorskie granie, czyli powiedzmy tak nawet 4 i 5 liga w tenisie stołowym nie oznacza, że musisz dużo inwestować w sprzęt, bo to po prostu nie wiele pomoże. Podstawa to regularny trening i technika, jak opanujesz technikę prawidłowo to możesz inwestować w sprzęt, zaczniesz odczuwać, ze brakuje Ci mocy w uderzeniach, ale z drugiej strony jeśli weźmiesz bardziej ofensywny zestaw to stracisz trochę na kontroli (blok, podcięcie) i rakietka będzie bardziej wrażliwa na przychodzącą rotację. To będzie oznaczało, że rozumiesz o co chodzi i możesz próbować różnych zestawów. Droższy sprzęt, szczególnie okładziny będą miały na pewno więcej rotacji, z kolei deska będzie lepiej wyważona, ale to oczywiście indywidualne podejście. 

Zawodowcy to już zupełnie inna bajka, tam najdroższe są okładziny, które oni zmieniają co miesiąc, jedna kosztuje prawie 400zł. Deska to przynajmniej 1000zł, ale w zasadzie masz ją na stałe.

To tak po krótce, w każdym razie chodzi o to, że w amatorskim graniu cena sprzętu jest praktycznie nieistotna pod warunkiem, że będzie dobrze dobrany.

Zajmuję się też winami, 20 lat spotkałem hydraulika w Paryżu w hotelu i zagadnąłem w temacie win, że u nich w sklepach można kupić wino za 5 euro i jest naprawdę niezłe. On mi na to odpowiedział "nie kupuj tych win, bo one niczym się nie różnią od tych za 2 euro... chyba że się znasz". To było absolutnie genialne stwierdzenie, widzisz w winach podobnie jak w pinglu, jakość rośnie do pewnego poziomu, a potem to naprawdę trzeba w tym siedzieć, żeby dostrzec pewne niuanse. Myślałem, że w nartach jest podobnie, ale jak widać się myliłem 🙂

 

Bardzo fajna relacja. Tym bardziej, że w młodości grałem w tenisa stołowego w klubie, choć serwować uczyłem się podpatrując w telewizji z ławą dostawioną do ściany, plus tysiące powtórzeń. Rotacja odwrotna wracała. Więc jedynie serwis miał jakiś sens. Z winem też trafiłeś. Miałem fazę gdy w PL znało się na nim około 20 osób, wtedy startowałem znaczy chwilę później niż większość skupiona wokół forum wino na gazecie wyborczej. Potem przyszedł czas własnego portalu, dużo zaangażowania, w końcu mi przeszło. Jak to rzekł Filip z Wilczej, francuz handlujący winem, na dnie butelki Lamborghini nie znajdziesz i to dobrze podsumowuje poszukiwania świętego graaala. Bywało, że korzystając z wyjazdów do Francji załapywałem się na degustację Romanee Conti z Michelem Bettanem głównym krytykiem fr oraz producentem Aubertem de Villaine. Degustacje z roku na rok coraz droższe, chętnych przybywało. Ilości mikro. A problem z winami z Burgundii jest taki, że jak to na wsi, najlepiej byłoby wypić całą ubutelkę, bo wina to zazwyczaj lekkie, przyjemne do picia, nie degustacji. W PL zdarzało się pić z Bieńczykiem, degustować z Bońkowskim, natenczas oni nadawali ton. Pisali przewodnik. Tak czy owak. Miło było wirtualnie poznać kogoś o podobnych pasjach, jak alter ego. PS. Co do nart to nie ma co aż tak się przejmować sprzętem. Ja pierwsze sezony po powrocie spędziłem na przykrótkich paździerzach w za dużych butach ale ambicją i siłą nóg (co nawet Fredo docenił) nadrabiałem braki techniczne i ganiałem za co lepszym narciarzem, czasem doklejając się na kanapie i miło gaworząc. Siła nóg z tenisa, ale też z koszykówki, która jedynie amatorsko w liceum, ale w dużych dawkach. Potem wspinaczka. Dodam, że te pierwsze sezony po powrocie (bo za dziecka narty miałem) to były 60 dni/sezon. I dopiero za namową forumowiczów kupiłem po takich dwóch sezonach master gs rossignola, który użytkuje po dziś dzień. Przykrótkie, na wzrost, damskie. Potem dodałem 5cm do męskości;-) prawdziwa wykuwała się na skiturach.

IMG_4831.jpeg.d75b408e98e248d6f11ead34ff

Edytowane przez star
  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

16 minutes ago, Mitek said:

Bo często szuranie jest stosowane jako synonim jazdy ślizgowej w przeciwieństwie do ciętej - w domyśle jedynej słusznej  a to już jest narciarski kryminał ale skoro to to pierwsze to OK - dzięki za wyjaśnienia.

Nie no narciarskim ortodoksem który uznaje tylko cięty skręt jako jedyny słuszny to ja nie jestem 😀 Ale faktycznie słowo "zsuwanie" może być w tym wypadku trafniejsze. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, arturzx napisał:

Nie no narciarskim ortodoksem który uznaje tylko cięty skręt jako jedyny słuszny to ja nie jestem 😀 Ale faktycznie słowo "zsuwanie" może być w tym wypadku trafniejsze. 

Ortodoksi szurają. Carving to nowa religia. Rewolucja. Znaczy nowa świecka tradycja.

ps a odpowiadając Mirkowi zsuwał się też Bargiel i to nie była przypadkowa technika, to a propos zsuwania;-)

Edytowane przez star
  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ja z winami totalnie na bakier.

Lubię jak mi smakują i tyle.

Białe latem a czerwone zimą 🙂

 

Tenis stołowy to co innego.

Kiedyś grywałem dużo.

Lata "70 mieszkałem w Gliwicach i w tamtejszym AZS grał, kolega  Stefan Dryszel.

Czesława Noworyta była wśród Pań w Polsce absolutnie najlepsza.

Każdy weekend spędzony na widowni ligowego meczu.

Grała w klubie z nimi moja koleżanka ze szkoły Ania Dziubla.

Udawała, że daje radę  ze mną od bidy trenować po swoich klubowych  treningach ale jak "przycisnęła" to mogłem zdobyć punkty jedynie z jej błędów albo jakiegoś szaleńczego ataku🙂 

 

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, jurek_h napisał:

Ja z winami totalnie na bakier.

Lubię jak mi smakują i tyle.

Białe latem a czerwone zimą 🙂

 

Tenis stołowy to co innego.

Kiedyś grywałem dużo.

Lata "70 mieszkałem w Gliwicach i w tamtejszym AZS grał, kolega  Stefan Dryszel.

Czesława Noworyta była wśród Pań w Polsce absolutnie najlepsza.

Każdy weekend spędzony na widowni ligowego meczu.

Grała w klubie z nimi moja koleżanka ze szkoły Ania Dziubla.

Udawała, że daje radę  ze mną od bidy trenować po swoich klubowych  treningach ale jak "przycisnęła" to mogłem zdobyć punkty jedynie z jej błędów albo jakiegoś szaleńczego ataku🙂 

 

Ja w liceum też trafiłem na wyjadacza który w klubie (Legionowo Skierniewice) został na dłużej niż ja w podstawówce i rotacje jakie nam oferował były z innej bajki, rakietkę i okładziny takoż. Nie pamiętam aby nam dawał nimi pograć. Z Dryszelem grał Kucharski, później z Grubbą.

Edytowane przez star
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Mitek napisał:

Cześć

"Podstawa to regularny trening i technika, jak opanujesz technikę prawidłowo to możesz inwestować w sprzęt" - i w nartach jest podobnie tzn. nie ma sensu zmienianie sprzętu i żonglowanie nim jak nie umiesz jeździć bo to nic nie da. Natomiast ja osobiście często powtarzam:

Kup sobie najlepsze narty na jakie Cię stać i ucz się jeździć.

Pozdro

To tutaj mamy drobną różnicę, bo ja jednak jestem za tym żeby nie inwestować niepotrzebnie w sprzęt, który może okazać się nie trafiony, bo albo nie mamy techniki, albo nie będzie chęci na doszkalanie się. Zawsze można kupić coś tańszego, albo używkę i chwilę pojeździć czy pograć, po złapaniu bakcyla będzie już łatwiej o korektę. Myślę, że ludzie którzy zaczynają grać/jeździć na jakimś poziomie też szukają odpowiedniego sprzętu dla siebie, w pinglu to jest trudne, bo trzeba złapać odpowiednie czucie, a to niestety nie jest mierzalne.

33 minuty temu, BolzZ napisał:

Sorry że nie o nartach, ale felga w tym maserati taka zniszczona, czy tylko brudna? 😁

felgi były lakierowane, bo to tańszy proces i łatwiej dobrać kolor, tylko niestety wtedy każde drobne otarcie jest widoczne, a akurat żona czasem mi bierze, więc stąd efekt. Na początku się wkurzałem, ale już mi przeszło :). 

10 minut temu, star napisał:

Z winem też trafiłeś. Miałem fazę gdy w PL znało się na nim około 20 osób, wtedy startowałem znaczy chwilę później niż większość skupiona wokół forum wino na gazecie wyborczej. Potem przyszedł czas własnego portalu, dużo zaangażowania, w końcu mi przeszło. Jak to rzekł Filip z Wilczej, francuz handlujący winem, na dnie butelki Lamborghini nie znajdziesz i to dobrze podsumowuje poszukiwania świętego graaala. Bywało, że korzystając z wyjazdów do Francji załapywałem się na degustację Romanee Conti z Michelem Bettanem głównym krytykiem fr oraz producentem Albertem de Villaine. Degustacje z roku na rok coraz droższe, chętnych przybywało. Ilości mikro. A problem z winami z Burgundii jest taki, że jak to na wsi, najlepiej byłoby wypić całą butelkę, bo wina to zazwyczaj lekkie, przyjemne do picia, nie degustacji. Tak czy owak. Miło było wirtualnie poznać kogoś o podobnych pasjach, jak alter ego. 

Wow, aż się nie chce wierzyć, że ktoś spróbował Romanee Conti, które od 20 lat nie są dostępne nawet dla wielu dziennikarzy, nazwisko Bettane robi swoje - gratulacje. Niestety dzisiaj burgundia jest tak droga, że praktycznie dałem sobie spokój z wyższymi winami, choć coś tam jeszcze w piwniczce mam 🙂

  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...