Jump to content

Plus80

Members
  • Posts

    252
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Plus80

  1. Z własnego ponad półwiecznego doświadczenia wiem, że dzisiejsze szerokie i ubite stoki. Narty, które same skręcają. Świetnie trzymające na twardym śniegu, prawie lodzie. Dały mi możliwość jeszcze bardzo aktywnej jazdy. Nie byłoby jej na ołówkach. Zrobiłem taką próbę dziesięć lat temu w Koninkach. By się przekonać, że się nie wchodzi do tej samej rzeki. A przecież tu na muldach nie miałem dawniej żadnych problemów. Uchodząc nieco za miejscową "gwiazdę". Postęp na stoku, jak postęp w motoryzacji rozszerzył bardzo mozliwości seniorów. Na ciekawe życie.
  2. Życzę jak najlepszej kondycji. Też walczę ciągle o nią. Ilość zjazdów mnie nie interesuje. Raczej i wyłącznie ich jakość. Jak jest lepiej na stoku, mało ludzi, dobra pogoda to szkoda szybko kończyć. Jak się bardzo pogorszą warunki, to nie uciekam od razu. Ale parę razy usiłuję jeszcze dość dobrze zjechać. To oczywiście szybko dobija człowieka. Ale najlepszą metoda na braki kondycji to technika narciarska. I ciągle się staram o jak najbardziej ekonomiczną jazdę.
  3. Winę ponosi snowbordzistka. Nie przecina się bezmyślnie stoku w poprzek. Trzeba odwróćić na moment głowę do góry.
  4. A ja nie ! Nie jestem szowinistą sportowym. Nie jestem "prawdziym" patriotą. Oczywiście cieszę, gdy nasi wygrywają. I nie rozpaczam, gdy przegrywają. I nie posyłam ich do diabła. To jest sport. A nie walka na froncie.Tak zawsze podchodziłem do sportu. Ja się z tobą już wiele razy ściąłem w przeszłości. Mamy zupełnie przeciwne poglądy na różne sprawy. Więc lepiej siebie nie komentujmy. Jadę jutro na Mosorny. Moje forum to ta góra. A na forach piszę głównie z nudów.
  5. Wróżenie z fusów. Teraz nie ma Hirschera. Dominował. Dwudziestu może być na złotym pudle. Bardzo się wyrównała stawka. Nikt już ciągle nie odskakuje od reszty, sekundę czy dwie. Loteria. Nie oglądałem drugiego przejazdu z Schladming. Żona miała swoja preferencję w tym czasie. Pierwszy oglądaliśmy razem. Moim ulubionym zawodnikiem, jeśli chodzi o styl, to Ryding. Cieszyłem się, że chłopu wyszedł slalom w Kitz.. A jak pojechał nasz Jasiczek(nr 68) w Schladming(czas)? Wkurzają mnie durni dziennikarze. Pisze taki " stracona szansa Maryny". Stracona, ponieważ według niego mając szósty czas po pierwszym przejeździe, to jest oczywiste, że powinna być na pudle. Kretyn, który w sporcie widzi tylko wynik, jak najlepszy.
  6. Amerykanie to dopiero biją rekordy. W stopach. Rocznie, liczba stóp wzdłuż nart. Przewyższenia zsumowane. Robią wrażenie.
  7. Dbam bardzo o krawędzie. No powiedzmy za bardzo. Liczę nieco na nie, że nadrobią moje braki w wyszkoleniu. Np., na tzw. twardym. I dlatego w piwnicy mam prawie profesjonalny warsztat. Podejrzałem ostatnio na Mosornym, też w piwnicy, faceta, który codziennie musiał szybko oblecieć 20 par nart, opartych o ścianę. Same komóry. Właściciele ich mieli tu obóz. Na stoku tyczki. Spanko w hoteliku na górze w budynku stacji PKL. Miał stolik z imadłami, rozkładany. Szybciutko oblatywał parę za parą. Ja spędzam godzinę czasu nad jedną. A mam dwie(żona). Czysty masochizm w moim wydaniu. Powoli rezygnuję z daleko posuniętych pieszczot tuningowych. Ostrzenie(co tu ostrzyć, jak skrobią paznokieć !). Samorowanie na gorąco. Wystarczy na zimno. Korek, filc i jest gładki slizg. I nie trzeba do piwnicy. Żona ma dobry nos i porządek w domu. Więc nie toleruje zapachu parafiny w mieszkaniu. Nie obrazisz się, że Ci napisałem powieść o krawędziach ? Mógłym jeszcze tak długo.
  8. Absolutnie nie pozwoliłbym na coś takiego.
  9. A ja na nich jeżdżę i sobie bardzo chwalę. Ale nic nie sugeruję, odnośnie doboru jw. Z tej prostej przyczyny, że mogłyby być w wypożyczalniach o długości 165 cm. Jeśli nie ma, to może z powodu ceny. "Pracując" na forach od lat nauczyłem się skutecznie unikać tak delikatnego tematu, jak dobór nart. Zresztą w przypadku kupna dla zaprzyjaźnionych osób, o znanych mi kwalifikajach narciarskich, sugeruję się głównie oceną palpitacyjną. Ostatecznie przestało mnie coś dziwić, gdy moje słynne "Tygrysy" SL zaczęły skręcać pod osobą, którą uważam jako początkującą z tendencją w kierunku zaawansowania. W dodatku z ostrymi krawędziami 86.5 st. I nic się nie działo na stoku.
  10. No ślicznie ! Siedem razy zjechałeś na sam dół( 600 m npm). Osiem razy z góry na poziom ok.1600 npm. Najszybszy zjazd na dół, ok. 10 min. Wolniejsze do 30 min. Trasa 600 -2100 m, zakładam 6 km. Trasa 1600 -2100 m, 3 km. czyli 7x6 + 8x3= ? km. Taki wykres to bzdura. Ponieważ można żonglować różnicą poziomów. Dlaczego nie przyjąć, że trasa 600 - 2100 m ma 10 km ? A trasa 1600-2100 m ma 5 km ? Wtedy samej jazdy w dół byłoby sporo ponad 100 km. Tylko kolejka musiałaby być piekielnie szybka. A narciarz jadąc w dół musiałby mieć motorek w tyłku, by przejechać 10 km w dziesięć minut. To średnie nachylenie trasy - 150 m na kilometr. Z przełęczy na Goryczkowej dojeżdżałem do Kuźnic w 12 min(6 km). Połowa na odpychanie kijkami. Różnica poz. ok. 940 m. Można ją przedłużyć do Ronda(jechałem kilka razy). I tak teoretycznie jeździć. Błyskawicznie do kolejki(20 min w górę na Kasprowy). Trawers nad Cichą, Goryczkowa, Kuźnice, Rondo. Od ósmej(zerówki) godziny do wieczora, do ostatniej kolejki. W marcu(śnieg do Ronda). Bzdurne wykresy ! W dodatku liczone kilometry w górę kolejką.
  11. Plus80

    James Webb

    Muszę się podzielić tą informacją. James dotarł do celu. I rozłożył już ogromne, złote lustro. Pierwsze zdjęcia kosmosu w czerwcu, lub lipcu. Kosztowało to 10 mld zielonych. Czekam z nieciepliwością, czy uda się zobaczyć "płot" wieńczący koniec wszechświata. A niżej zdjęcie, gdzie będzie sobie wędrował razem z ziemią. Od strony słoneczka, by go nie podgrzało, ma duży parasol.
  12. Co to jest Rymarz ? Pierwsze słyszę. Może ten z "czarnymi wężykami". Mój ulubiony. To niebezpieczny stok. Jeździłem dwa lata temu na wiosnę, z wyciągu wzdłuż tego Rymarza. Ucząc się skrętów równoległych, z kompensacją. Było fajnie, gdyby nie jakiś idiota, od czasu do czasu, przeleciał z góry dwa(?) metry odemnie, gdy byłem już niżej. Żadna stromizna nie chroni przed kretynami, gdy niżej jest wypłaszczenie
  13. Stare otwory zakołkować na kleju. I lepiej ściąć czymś ostrym, niż dłutem.
  14. No faktycznie. Chmury to internet. Dysk sieciowy też. Mam dysk Google. Pen drive jest tani i można ich mieć całe szafy(w różnych miejscach). Do archiwizacji. Archiwizacja to jest przechowywanie "oryginałów", a nie majstrowanie przy nich. A każdy sobie rzepkę skrobie...
  15. Żona wozi w kieszeni telefon i mierzy jej różne dane. Min. szybkość szczytową. Też go kiedyś włożyłem. Pognębił mnie strasznie. Wydawało mi się, że pędziłem jak szaleniec. Co prawda na slalomkach. I nieco przy tym kręciłem. Ale co za marna szczytowa szybkość ? Może taka, jak jeżdżą na slalomkach w Pucharze Świata. Ale oni krecą jak opętani. A ja prawie prosto. Średnia żonie raz wyszła 8,5 km. Nie analizowałem, czy był wliczany wyciąg do góry. Dyskusje z boku stoku. Tak wolno jeszcze nie jeździ. Ale jak będę w szczycie formy, stok równiutki na Mosornym. Słońce i pusto. To sobie pożyczę jej smartfona. Uruchomi mi aplikację i wreszczcie się przekonam na co mnie jeszcze stać na slalomkach. To są teraz moje uniwersalne narty i nie zamierzam ich zmieniać. A moje dane dla potomności. Świadczące o krzepie w rodzinie. A teraz coś ze starych anegdot. W kabinie kolejki na Kasprowy, która jechała dosyć długo(20 min.) na górę. Toczyły się różne rozmowy. Zapamiętałem takie, które dotyczyły liczby zjazdów w ciągu jednego dnia z Kasprowego. Szczególnie na Gąsienicową. Gdzie jeździło pojedyńcze, wolne krzesełko. Pamięć mnie nie myli, ale raz padła liczba 40. Kolega rozmawiał z kolegą. Od czasu tej rozmowy jestem strasznie podejrzliwy, jeśli chodzi o kilometry. Dlaczego ? Otóż wiedziałem, jak długo jedzie to krzesełko, choćby mierząc czas na własnym zegarku. Dalej trzeba wsiąść, wysiąść, żadnej kolejki. I zjechać. I co za różnica, że jedzie się do dołu 2 minuty, od takiego, od takiego ma 3 minuty, czy minutę ? Więc wyszło mi, że startując z wybiciem 9 godziny. I kończąc sekundę przed 16-stą. Wychodziło dwadzieścia kilka zjazdów(nie pamiętam czasu jazdy krzesełka, w każdym razie połowa tego, co z opowiadania w kabinie kolejki). Osobiście zaliczyłem 21 zjazdów, jako rekord. Na Goryczkowej 15, w mokrym śniegu, na 1 maja(pusty wyciąg). Tu z kolegą łapały nas skórcze ud. Tu krzesło jechało 17 min. Zjazd mój rekordowy to ok. 5 min(wyskok z krzesła, podjechanie pod krzesło). Trasa 2,5 km do krzesła(trasa bez wężyków).
  16. Ja zdjęcia, filmy trzymam na Pendrivie. Po co mi ten grzmot, do dołączania do komputera? Pojemność tego "pena" jest teraz gigantyczna. W GB. To jest "dysk zewnętrzny" "widziany" przez system(Windows). Po wsadzeniu do gniazda USB 2. Jak ktoś ma USB 3, to bardzo szybko odbywa się komunikacja między komputerem i Pendrive. Pendrive to elektroniczna pamięć, której zawartości przez USB nie można zmieniać. Tylko odczytać, lub zapisać. Pamięć, która teretycznie może wiecznie trwać. Jedynie poddanie jej silnym polom elektrycznym, lub magnetycznym może ją uszkodzić. Mechanizm dysku twardego jest bardzo skomplikowany. I dziwię się, że jeszcze ktoś ma ochotę na nim coś archiwizować. Na pendrivie mam nagrane filmy z telewizora, muzykę. Nagrałem kiedyś pierwszy koncert trzech tenorów z Rzymu, z Term Caracali z satelity. Doskonała muzyka, szczególnie, że mam kino domowe. W niezłym wydaniu. Dla audiofilów jest to sprzęt, który jeszcze jest klasyfikowany. Ale do topu mu daleko. Kupię sobie teraz większy pendrive do televizora. Czasami Niemcy z satelity nadają fajne filmy z gór, nart itp. Na pendrivie mam nagrane filmy z nart. Nie mam problemu, by obejrzeć swój zjazd z Aiguille du Midi. Takie seanse robiłem na dużym tele dla rodziny. Problemem tylko była moja kiwająca się głowa. Na której było GoPro. Zresztą dwa filmy są na forum.
  17. Nie przeoczyłem. Tylko mi z kablówki zniknęły oba Esporty. Mieszkam w mieście znanym na całym świecie katolickim. I tu taka rozrywka, jak sport, jest zdaje się niepotrzebna. Mam ES 1 z satelity po niemiecku. Ale tu jest tak, jak napisałem. Innego wyboru nie mam.
  18. Muszę się porównać. Nie dlatego, by cokolwiek udowadniać koledze. Wynik 55-60 km jest godny uwagi. Tylko czy liczone po łuku, czy tylko brana długość trasy, ze stacji narciarskiej. To duża różnica. Można wziąść długość trasy i zastosować, jakiś współczynnik, wynikający z jazdy wężami. Np. 1,2, 1,3... Gdyby się skręcało półokrągami, to należy mnożyć przez "pi/2". Jeżdżę na Mosornym. Zwykle cztery godziny i wystarczy. Dziesięć, dwanaście razy. 10x1, 4 km = 14 km. Po łuku więcej. Robię kilka dni przerwy. By mieć świeże nogi. Na siłę mógłym jeździć tak przez kilka dni. Ile mógłym obecnie wciągu dnia zjechać ? Wcale nie wolno, ponieważ wolna jazda jest dla mnie bardziej męcząca niż szybsza. Jest pewne optimum szybkości, skrętów(w czasie) i zmęczenia. Stok też musi być nie "zmęczony", najlepiej ze śniegiem naturalnym. Słońce się liczy, dobra widoczność....No to przyjmę -20 zjazdów. Czyli 28 km. Po łuku do 40 km. Liczba kilometrów nie tak bardzo zależy od szybkości jazdy. Bardziej od szybkości kolejek, wyciągów. Kolejek do kolejek. Ile można zaoszczędzić na każdym zjeździe, do wysokiej klasy spidowca. Dwie, trzy minuty. Śmieszne. Liczą się zdrowe nogi. Kondycja żelazna(iron man). Zryty, stromy stok błyskawicznie skraca bardzo kilometry. Nadwaga absolutnie nie pomaga. Jak ktoś się chce przekonać, ile ktoś przejechał rzeczywiście kilometrów. To niech poda, od której do której godziny. Dane techniczne kolejki(czas wyjazdu). Doliczy niezbędny czas na umieszczenie się na krzesełku i wysiadka. Doda do tego długość trasy. Szybkość może przyjąć w granicach Parisa. Jadącego szusem. I wyjdzie coś w pobliżu, nieosiągalnej dla niego rzeczywistości. Jeśli mu wyszło więcej ze smartfonu, to mu wyszło. I bardzo go chwalą za to na forum. Co do autora postu, wcalę nie twierdzę, że nie przejechał tych kilometrów. Miał odpowiednie warunki, lubi jeździć szybko. Ma dobrą kondycję to wszystko.
  19. Czekałem z żoną na ten drugi przejazd. Był w progranie Esport. Ale zniknął. Ta stacja ma swoje humory(finansowe !). Kulki bez przerwy ! Może Schladmig poleci. Tradycja. A Maryna, 1, 32 s do Sary. To kolejne potwiedzenie, że dziesiątka światowa to jej miejsce. A może być lepiej. Dysponuje piękną techniką. Ja osobiście patrzę na piękną jazdę. To mnie o wiele bardziej interesuje, niż zachwycanie się czasem. Siedzi facet na fotelu, jedwo zaczął sie drugi przejazd. Pojechał pięknie. Nie przypadek. Pięknie jeździ od jakiegoś czasu. Ale coś tam nie poszło. Wyleciał. Bardzo ambitny, nie popuszcza. Często coś nie tak. Brak stabilizacji mówią fachury. No siedzi i patrzy na telebim. Jadę kolejni. Ale ciągle czerwono na mecie. Jego twarz mówi wszystko. Rozgrywa się dramat sportowy. Dramat w pogoni za dziesiątą część sekundy. O co tu chodzi, pyta widz z przed ekranu ? Przecież oni wszyscy jadą tak samo ! No nie ! Zegarek pokazuje, że nie tak samo. Najlepszy jest narazie ten na fotelu. Jeszcze kilku, dwie sekundy mają do przodu. I znów czerwono. Ten zaczyna płakać. Sukces niebywały. Pudło, punkty, kasa. Jedzie ostatni. Kolega z ekipy. Wzór, nauczyciel. Absolutny top światowy. Dwie bite sekundy z obrywkami na plus. No jedzie. Zieleń z dużą przewagą. Jeszcze kilka bramek i meta. Duży zapas zieleni. I ? Nie z tej strony tyczki ! Bohater na fotelu Audi szlocha. Schylił głowę, by nie widać było płaczącego żywymi łzami, twardego sprtowego macho. To jest piękno sportu, które uwielbiam. Dramaty, a nie wydziwianie nad czasem.
  20. Ty jesteś pedagog narciarski ! Poleciałem Cię jednemu z kolegów. Masz trzeźwe spojrzenie na całość. Bardzo to cenię. Też staram się tak robić w praktyce. Na forum popuszczam wodze fantazji. W życiu wszystko zaczyna się od marzeń. Staram się tych marzeń jeszcze nieco w sobie obudzić. A nie być zramolałym "staruszkiem", w wieku kilkudziesięciu lat, stąpającym twardo po ziemi. I tym się różnię, od niektórych kolegów na forum.
  21. Zawodowiec? A czy amtor nie może mieć równoległych łydek? W końcu nie muszą tak szaleńczo pędzić międzzy tyczkami.
  22. Victor Muffet Jeandet shows Harb Techniques.docVictor Muffet Jeandet shows Harb Techniques.doc No proszę !
  23. A jeszcze jedno. Ćwiczenia mają być przerysowane. Tego zakresu się nie osiągnie w realnej jeździe. Organizm się zawsze "cofa". Jeśli są nie przerysowane(idealnie w punkt), też się cofnie. Przerysowane, cofnie się w punkt. I o to chodzi !
  24. Z tą gumą to raczej żartuję. Co prawda napalam się na pewne pomysły. Ale bardziej teoretycznie. Wszystko trzeba cierpliwie ćwiczyć. Nic, dosłownie nic nie przychodzi od pstryknięcia palców ! Dobry instruktor, wnikliwy obserwator. Znający rzecz od podszewki, ułatwi nieraz bardzo pewien postęp na samym początku. Ale ten postęp zależy od delikwenta. On jeździ na nartach. Potem w miarę zaawansowania ten postęp się zwalnia, mimo dobrego nauczyciela. Każdy dochodzi do swego pułapu. Można zacząć w późniejszym wieku i ten pułap będzie na tyle wysoki w amatorskiej jeździe, że będzie można jeszcze wiele lat jeździć z dużą przyjemnością. Nie wyczytałem tego w literaturze. Mam przykład praktyczny w domu. Uważam, że wgłębianie się w analizy, tworzenie sobie pewnego obrazuu jazdy w głowie nie jest złą rzeczą. Tylko nie należy zakładać, że da się to łatwo przekształcić samemu w praktykę. To strasznie długi proces. Błądzenia, wchodzenia w ślepe uliczki. Różnie chyba do tego podchodzą instruktorzy. Koresponduję od pewnego czasu z niejaką Elodi. Młodą babką z Paryża. Która pracuje dla niejakiego Morgana. Którego zna lepiej "a_senior". Elodi przestała mnie nagabywać na materiały Morgana, gdy wysłałem jej fotografię Mosornego jako naszego "pólka" i film żony. Teraz dostaję coś w rodzaju zapytań(jako niby doświadczony w materii). Ostatnie - czy należy mieć najpierw teoretycznie wszystko o jeździe w głowie (technika skrętów), udając sie w ręce instruktora ? Czy lepiej tego nie znać, tylko polecić się jego doświadczeniu. Morgan preferuje to drugie rozwiązanie. Dlaczego? Otóż taki delikwent, wykształcony wysoko teoretycznie, zaczyna jechać w dół, wykonując konkretne ćwiczenie, na polecenie Morgana. Morgan je wyjaśnił, pokazał. Delikwent jedzie, ale wie znacznie więcej, niż dowiedział się od Morgana. Zaczyna "usprawniać" swoją jazdę. Rezultat - narty skrzyżowane i leży na stoku. Co ja na to? Czy wbić sobie toerię do głowy, przed wyjazdem na kurs z instruktorem. Czy też nie i zaufać mu ślepo? Moja odpowiedź. Na początku nauki należy zaufać instruktorowi(pisałem Ci o starym "wydze" i trudnościach w jego znalezieniu). Ale w miarę zaawansowania i szczególnie, gdy tego "wygi" nie ma się na stoku przy sobie. Teoria w głowie może się przydać, by jednak zrobić pewien postęp. Ostatnia informacja od Elodi jest taka, że nie bardzo rozumie, o co mnie chodzi? Nie wyjaśniłem jej jeszcze, ponieważ muszę się też zastanowić, czy dobrze zrozumiałem jej pytanie. Ale odpowiem, może w lutym. Teraz jadę z synem do Koninek. Zima w górach zrobiła się wreszczie zimowa.
×
×
  • Create New...