tomkly
Members-
Liczba zawartości
1 980 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
19
Zawartość dodana przez tomkly
-
Kobiety są zdecydowanie inne aniżeli my. Nigdy tego nie zrozumiemy. Mam oczywiście na myśli swoją kupkę ciuchów. 😀
-
osobowość anankastyczna
-
W mojej ocenie lepsze aniżeli wszystkie obecne wypusty o charakterze CT, Curv, etc., przy czym od wielu lat konsekwentnie twierdzę, że rozwiązania proponowane przez Fischera najlepiej sprawdzają się w nartach slalomowych. Zarówno model SC jak i SL (FIS) z tamtego okresu uważam za narty wybitne, podczas gdy RC jedynie jako bardzo dobre. Obecnie konkurencja poszła mocno do przodu, a Fischer niestety stanął w miejscu, w zasadzie drepcząc dookoła tego co kiedyś stworzył. Obecne ich wypusty mnie osobiście nie pasują, w największym uproszczeniu mówiąc są bardzo kołkowate. Dlatego nie dziwi mnie fakt, że utrzymują w ofercie starą linię, gdyż w ciemno można przyjąć, że to będą najlepsze produkty w segmencie zwanym (cokolwiek by to nie znaczyło) cross-turn.
-
Setkę to ja robię w jeden sezon... To znaczy robiłem w trzy poprzednie, bo ten mam do dupy. ☹️ P.S. 100 dni powinna wytrzymać komórka. Dobra narta sklepowa jeszcze 50% dłużej.
-
Może też będą mieli. 😀
-
Tak jak pisałem kilka postów powyżej - na Dynastarze można jeździć bez zmęczenia cały dzień, jest mega elastyczny, przyjemny i przyjazny --> w zasadzie sam skręca czyli odwala całą robotę za narciarza. W Twoim przypadku; po kilku operacjach kolan; niewątpliwie jest to lepszy wybór niż sztywny Head, szczególnie modele 2024/25 i 2025/26. Ten 2023/24 był bardziej elastyczny, ale za to po 80 dniach jazdy do niczego się nie nadawał --> zbyt miękki, delikatny a przez to mało wytrzymały. Dokładnie tego samego obawiam się w przypadku Dynastara - jego przewidywany żywot będzie krótki. Podejrzewam, że ja bym go załatwił w jeden sezon.
-
Ale to jest warte góra 1.000 zł, ze względu na rocznik oraz użytkowanie przez 3 sezony.
-
Jak się doleczę z grypy. Trzyma mnie 2 tygodnie, w Solden się załatwiłem.
-
SL FIS 165cm? Rok młodsza niż Pitera czy taka sama?
-
Tak myślałem. Potwierdzam, najnowsze Head e-SL FIS to są straszne sztachety. Jeżdżą genialnie na tyczkach, ale pod chłopem takim jak ja czyli powyżej 90 kilo. Cały czas na pełen gwizdek, nie ma na nich jak odpocząć. Dynastary w bezpośrednim porównaniu to jak balsam dla ciała, przy czym w mojej kategorii wagowej do ekstremalnej jazdy (a czasem tak lubię pojechać) jednak mniej się nadają aniżeli toporne Heady. No ale o mnie mówią, że nie mam techniki, a jedynie siłę pociągowego konia. 😀
-
Z Twoich wpisów wynika zupełnie coś innego.
-
To bardzo ciekawy wątek - mógłbyś go zapytać co było głównym problemem po przesiadce na Heada? Drugie kluczowe pytanie - ile syn waży? Moim zdaniem to w dużej mierze determinuje różnice.
-
Master SL to jest jedynie marketingowy wynalazek. Nie ma potrzeby stworzenia czegoś takiego.
-
SL 165. Jak Head to e-SL FIS - komórka. Odnośnie Rossignola to nie wiem, Tadka @starpytaj, on zna markę na wylot. Atomic mi osobiście nie leży. Co do Salomona ze zdjęcia - nic nie widać w jakim są stanie technicznym. Druga rzecz, SL 10 to trzecia slalomka, zbyt miękka i mało trwała.
-
Jakbym chciał mieć najbardziej slalomową slalomkę, jeżdżącą pięknie na krawędziach i dającą ekstremalną przyjemność z jazdy to szukałbym Dynastara na 165 cm, takiego jak ma @Chertan. Dla mnie zdecydowanie wariant FIS, a nie sklepowy, gdyż te narty więcej potrafią oddać, a Ty dasz radę to wykorzystać. Nawet jeśli nie od razu to po kilku dniach jazdy zrobisz duży progres.
-
Sezon wczesny. Zobaczysz co będzie w marcu.
-
Oczywiście jest - na dolnej stacji. Wysiadasz z autobusu, wchodzisz do budynku, mijasz kafejkę, skręcasz w lewo i masz kilkadziesiąt szafek.
-
Ten sam problem występuje na Mosornym Groniu, w zasadzie dyskwalifikuje to obie stacje z punktu widzenia narciarskiego.
-
Niestety, ale na to wygląda.
-
Z prostego powodu, nie dociążyli go od góry sztucznym i nie wymiksowali. Naprawdę nie jest to wiedza tajemna. Nie dziwię się, że poszło z wiatrem, skoro zostawili tak jak Pan Bóg stworzył.
-
Wystarczy, korzystając z mrozu, dosypać kolejne pół metra, a następnie porządnie przejechać (kilka razy) ratrakiem. Nie jest to jakaś specjalnie wyrafinowana filozofia, nawet niespecjalnie lotni Austriacy dawno ją opanowali. Słowacy w tym czasie uczyli się jedynie jak podnosić ceny.
-
Raptem 50 cm to jest całe pół metra. Dawno już nie było zimy, w której tyle śniegu spadłoby w ciągu jednej sesji. Wystarczyło go odpowiednio zabezpieczyć. W Austrii spadło jeszcze mniej, góry o przeszło kilometr wyższe, więc wiatr o wiele mocniejszy, a warunki najlepsze od wielu lat. Trzeba chcieć i oczywiście potrafić.
-
Być może, natomiast nie spotkałem się z analogiczną sytuacją w Austrii, Szwajcarii czy Włoszech. W śnieżnym sezonie nie zamyka się tras dlatego, że się zalodziły, tylko dba się o to, żeby tak się nie stało. To różni profesjonalistów od partaczy.
-
W artykule podają, że trasa była zamknięta, czyli trochę tak jakby jechał freeride na swoją odpowiedzialność. Niski poziom umiejętności, zbyt wysoko oceniony --> poniósł najwyższą możliwą karę. Szkoda młodego życia, na samym początku drogi. Swoją drogą to kolejny dowód na to, że na Słowację jeździć nie należy. Dopuścić do takiego stanu trasę, po wielodniowych potężnych opadach śniegu zakrawa na kpinę. Ale formalnie zarzutu postawić im nie można, bo trasa była zamknięta.
