-
Liczba zawartości
1 270 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Zawartość dodana przez Estka
-
spodnie narciarskie treningowe/rozpinane
Estka odpowiedział pakalolo → na temat → Ubrania i akcesoria
Nie, jak będzie ołówkowa . -
spodnie narciarskie treningowe/rozpinane
Estka odpowiedział pakalolo → na temat → Ubrania i akcesoria
Tat samo będzie działać wełniana spódnica . -
Wybór i kupno butów narciarskich - porady i uwagi .
Estka odpowiedział lobo → na temat → Dobór innego sprzętu narciarskiego
A może to szpieg z innego forum? Udajemy, że nas tu nie ma... -
Wybór i kupno butów narciarskich - porady i uwagi .
Estka odpowiedział lobo → na temat → Dobór innego sprzętu narciarskiego
Te Fischery mam, znam i polecam . Ja nie pytałam o inny rozmiar, tylko o inne modele - czy jakieś mierzyłaś? Każda firma ma inne kopyto, więc w różnych modelach odczucia są różne, nawet przy tym samym rozmiarze. Trzeba porównać kilka butów, żeby wybrać dobre. Jeżeli nie chcesz jeździć, możesz zamówić przez internet kilka par, a potem zwrócić te niepasujące. Sama mierzyłam kilka modeli, potem zamawiałam do domu kilka innych, zanim wybrałam idealne buty dla siebie (a wszystkie miały podobny flex i rozmiar). Mam buty dokładnie taki rozmiar jak długość stopy (też mam szczupłe, więc w wielu modelach latała mi pięta), a flex wzięłam 90. Pozdro również . -
Na specjalistę - tak. Na twój spam - nie. Myślę, że ci trenerzy są niewiele warci skoro nie potrafią znaleźć klientów w normalny sposób, tylko muszą zasyfiać nam forum.
-
Wybór i kupno butów narciarskich - porady i uwagi .
Estka odpowiedział lobo → na temat → Dobór innego sprzętu narciarskiego
Niestety, przy polowaniu na wyprzedaże, często wybieramy to, co jest, a nie to, co jest dla nas najlepsze. Czasem uda się trafić w punkt, a czasem nie. Ile modeli butów przymierzyłaś? Dlaczego wybrałaś tę parę? Czy możesz je porównać do innych butów? Czy wcześniej jeździłaś w tak wysokim fleksie? Czy w większym rozmiarze stopa latała Ci wzdłuż, czy na boki? 110 to but konkretny - sztywny, więc o superkomforcie nie może być mowy, ale "obumieranie" stopy jest przegięciem w drugą stronę . -
Ola, Nie musisz wchodzić każdego dnia na inny temat i pod byle pretekstem proponować tej samej wyszukiwarki. Już poprzednio wszyscy użytkownicy SF zapisali sobie w kajecikach ten adres. Może nie zauważyłaś, ale my tutaj z utęsknieniem czekamy na takie podpowiedzi, zwłaszcza od użytkowników, którzy na liczniku mają 1 post.
-
Ty chyba masz rację. Jedwabie, powiadasz? Hmm... wiesz, jak się tak teraz zastanowię, to ten pusty wieszak wygląda idiotycznie. Tylko, czy ja mam jakąś rocznicę w najbliższym czasie, hmm...?
-
Nie , ale kiedy zapytałeś zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak rzadko z niego korzystam. I już wiem - bo jak wieszam cięższą rzecz niż puchowy bezrękawnik - np. marynarkę, to wieszak odpada. Chińszczyzna jakaś, czy co? Ps. Ale sam wieszak prezentuje się ładnie, więc niech sobie wisi.
-
Ja odzieży nie kupowałam, ale wieszak na odzież - taki do samochodu, do montowania za zagłówkiem. Czekałam na niego..., nie pamiętam już ile tygodni. Dobrze, że byłam zachłanna i zamówiłam dwa, bo podczas montażu jeden się złamał .
-
Niby widzisz kilometr do przodu, a tu taka niespodzianka...
-
Szymon, Ja Ciebie do zmiany przyzwyczajeń drogowych namawiać nie mam zamiaru, interesuje mnie natomiast jedna sprawa. Mamy synów w podobnym wieku. Mój ma 14 lat. My z mężem jesteśmy w opcji "raczej przestrzegającej przepisów drogowych" (mąż jeździ od 25 lat, bezwypadkowo, bezpunktowo, bez spiny, bez ścigania, bez przyspiesz/hamuj; Ja mam prawko od kilku miesięcy, więc jeszcze nie podlegam globalnym ocenom ). Często obserwuję jak mój syn zachowuje się na stoku, na basenie, czy w innych miejscach, gdzie obowiązują regulaminy, dodatkowo - rok temu był finalistą olimpiady z prawa i wiem jakie ma podejście do przepisów. Wiem, jakie zasady wynosi z domu i na dzień dzisiejszy nie mam obaw, aby w dniu, kiedy odbierze dowód osobisty, odebrał też prawo jazdy. A jak jest z Twoim synem? Chcesz, aby za trzy lata jeździł dokładnie tak samo jak Ty?
-
Drodzy rajdowcy , Jeździcie po wspólnych drogach według własnych reguł, ale pamiętajcie proszę o jednym. Tę Waszą bezwypadkową (jak dotąd) wolność zawdzięczacie nie tylko Waszej doskonałej zręczności, turbosprytowi, ponadprzeciętnej spostrzegawczości, szybkim rękom i niezawodnym stopom, ale również, a może przede wszystkim... wlokącym się ślamazarom, przestrzegającym przepisów gamoniom i jeżdżącym ostrożnie sierotom. To tak, jak ze szczepionkami. Nieszczepione dzieci nie chorują, bo pozostali przestrzegają ustalonych zasad .
-
A jak to jest wg Ciebie sensownie? Ps. Szymon, masz dzieci?
-
Znam bardzo wielu obrońców demokracji. Niestety, nie mieszkają w zamkniętych, strzeżonych osiedlach, ani apartamentowcach. Mieszkają w blokach i zwykłych domach. Z tego co wiem, nie przyjmują żadnych uchodźców, tak samo z resztą jak parafie.
-
Też nie jestem ortopedą, ale wielokrotnie słyszałam takie opinie: http://www.edziecko....iedy-narty.html Z jednej strony - małe dzieci szybko się uczą, są ruchliwe i zwinne. Z drugiej - narty i buty swoje ważą, a same narciarstwo nie jest najbardziej naturalnym sposobem poruszania się dla człowieka...
-
Eee tam... Stromość stoku najłatwiej ocenić przy pomocy własnego oddechu. Im płytszy oddech, tym bardziej stromo. Albo na odwrót .
-
Kolory tras narciarskich i trudności z nimi związane tak się wszystkim wryły w pamięć, że nawet osoby, które nie jeżdżą na nartach wiedzą, że jak niebieska to łatwa, a z czarnej lepiej zawrócić . A ponieważ te same kolory spotykamy na pieszych szlakach górskich, to wiele osób jest przekonanych, że dokładne to samo one oznaczają. Tymczasem... kolor, którym oznaczony jest szlak nie ma związku z trudnością szlaku dla turysty pieszego szlak główny (najciekawszy krajobrazowo) jest zawsze oznaczony kolorem czerwonym kolor niebieski wyznacza szlaki pokonujące duże odległości – dalekobieżne żółtym znakuje się krótkie szlaki łącznikowe, czasami też dojściowe zielony oznacza szlak doprowadzający do charakterystycznych miejsc kolor czarny wyznacza krótki szlak dojściowy (to za Wikipedią) „Nie, kolory nie oznaczają absolutnie niczego! Wciąż pokutuje przekonanie, że czarne szlaki są najtrudniejsze, a zielone najprostsze, ale to nieprawda – takie reguły obowiązują wyłącznie na nartostradach, natomiast na szlakach pieszych jedyną zasadą jest, aby dwa szlaki tej samej barwy nie krzyżowały się w żadnym punkcie. I tylko według tego klucza dobierane są teraz kolory znaków. Dawniej, owszem – gdy wytyczano pierwsze szlaki dalekobieżne, to te prowadzące ze wschodu na zachód były czerwone, a wiodące wzdłuż osi północ – południe – malowano na niebiesko, ale dzisiaj nawet króciutki „łącznik” potrafi być czerwony, gdy konfiguracja innych kolorów tego wymaga.” Leszek Maślanka (znakarz) http://terakowski.re...pl/Maslanka.htm Ps. Więc, jeśli ktoś, tak jak ja dzisiaj, zrobił kilka kilometrów czerwonym i czarnym szlakiem, to niech sobie gratuluje... z umiarem .
-
Już lecimy, wszyscy jak tu jesteśmy. Ps. Jeszcze jakieś cenne rady, Panie Polecaczu?
-
Dopiero przy drugim czytaniu zajarzyłam, co oznacza to "M", bo najpierw pomyślałam, że chodzi o... Mitka .
-
Oczywiście, ale można to zrobić z poszanowaniem woli i uczuć pacjenta lub wbrew im.
-
Wprawdzie od mojego karmienia minęło już kilkanaście lat, ale trochę zdążyłam sobie przypomnieć . Oprócz tego, że w miejscach publicznych starałam się zbytnio nie obnażać, to również karmiąc w kręgu rodzinnym nie pokazywałam się "obcym" mężczyznom. Kiedy w domu byli teściowie, wujkowie, czy szwagrowie, to na czas karmienia wychodziłam z dzieckiem do sypialni. Często towarzyszyły mi kobiety. Wokół mnie siadały mama, ciotki, koleżanki czy kuzynki i wymieniały się cennymi radami . Gdyby wszedł jakiś facet to bym nie piszczała, ale pokazywanie piersi jest dla mnie intymne w każdej sytuacji. Zresztą, miałam wrażenie, że dla nich też tak było - i starali się nie wchodzić. Jag, W naszym społeczeństwie nagość nie jest naturalna. Naturalne jest okrywanie genitaliów, a w przypadku kobiet - dodatkowo piersi. Nagość jest naturalna w niektórych plemionach mniej ucywilizowanych. Czy to źle? Nie wiem. Mnie podoba się tak, jak jest. Lubię zachowywać pewne rzeczy dla wybranych oczu . I trochę boję się podejścia, że skoro "to jest naturalne, to wszyscy mają to oglądać". Takie koncepcje często kończą się, np. zbadaniem kobiety przez kilkunastu studentów naraz w klinice ginekologicznej, kiedy ona sobie tego nie życzy.
-
Drogi Tadeuszu... tylko, że... ja... nie zadawałam mojemu synowi żadnego pytania w tym temacie!!! Ps. Widzisz? Jesteś starszy od mojego syna, a te gołe cycki namieszały Ci w głowie!
-
Oj dziewczyny... U nas nie tylko kobieta z gołym cyckiem jest akceptowalna, ale z gołym... wszystkim. Takie słowo jak "intymność" znikło. Tak samo jak "wstyd". Dzisiaj dziewczyny robią sobie równie często zdjęcia dupy, jak twarzy. I mało kogo to jeszcze dziwi. Zanim zostałam matką, zobaczyłam w pociągu piękną, młodą kobietę. Siedziała naprzeciwko mnie z niemowlęciem na ręku. Dziecko zapłakało. Ona dyskretnie podniosła koszulkę i przystawiła dziecko do piersi. Gdybym nie widziała tego momentu, nie wiedziałabym, że ona karmi. Koszulka zasłaniała jej piersi, ona patrzyła spokojnie to na dziecko, to w okno. Wyglądała tak pięknie i tak dostojnie, że patrzyłam na nią jak urzeczona... Sama karmiłam długo, zawsze na żądanie i wielokrotnie w miejscu publicznym, ale nie był to dla mnie żaden powód, aby obnażać się przed obcymi ludźmi. Ps. Poród też był dla mnie czymś naturalnym, a jakoś wolałam rodzić z mężem, niż w towarzystwie kolegów z pracy. Dziwne, co nie?
