-
Liczba zawartości
17 997 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
267
Zawartość dodana przez Mitek
-
Cześć Atle Lie McGrath 12 w pierwszym SG w Copper Mountain!! Wiadomość dnia. Pinheiro Braathen sam koniec stawki. Wiadomość dnia nr 2 Dwóch przyjaciół z boiska cały czas razem. Ciekawe czy to stały kierunek czy raczej próba ze względu na charakter trasy...? Stawiam na to drugie. Pozdro
-
Proste Damian. Ale my tu pieprzymy o głupotach a panowie w Copper Mountain... Zgadnijcie kto prowadzi i wygra pierwszy SG w sezonie...? Pozdro
-
Nie rozumiesz słowa pisanego - nie pisz odpowiedzi.
-
Cześć Ja nie wyciągam żadnych wniosków zakładając temat. Kacper pokazał mi zdjęcia, wiem kto to jest Pastrana a całość wydała mi się... raczej zabawna w swojej anomalii i chciałem to pokazać. Czyli raczej prowokujący żart. Nie zmienia to faktu, że uważam, iż psychika jest kluczem tak w aktywności fizycznej jak i - tu kluczem podstawowym - w dochodzeniu do sprawności po kontuzji. I o to chodzi. To nie miał być przykład - w sensie wzoru - ale sugestia aby pomyśleć. A co pomyśleć? Jedni pomyślą: O Boże to ja już nic nie robię. A drudzy: Ale koleś, to może ja też dam radę choć boli. To ich sprawa. Kto zrozumiał inaczej - sorry. Pozdro
-
Cześć Wiesz a ja po prostu nie lubię takich naciąganych na siłę określeń, choć są opisowe i oczywiście sprzedają o co chodzi ale... po prostu nie lubię. Nie licuje mi z naszym szlachetnym sportem, tym bardziej jak jest pisane na zasadzie: nie wiem o czym piszę ale napiszę tak, żeby było jak pisze stary wyjadacz, choć wyjadacz nigdy by tego określenia nie użył. Temat jak widać porusza sporo osób więc dobrze, że został podniesiony. Co do kasku. Widzisz Mateusz, np. na rowerze jeżdżę zawsze w kasku i uważam to za normę - źle się bez niego czuję. Jestem dość świeżym rowerzystą - jeżdżę intensywnie od jakichś 10 lat - i tak się nauczyłem i przyzwyczaiłem. Na nartach jeżdżę lat ponad 50 z czego praktycznie nigdy w kasku (poza zawodami). Rozumiem potrzebę jazdy w kaskach a Twoja argumentacja dotycząca GOPR jest praktycznie moją. Jest jednak jedno ale... Ja nie mogę się wywrócić więc po co mi kask? Wierz mi, przez ponad 20 lat jeździłem z grupami - głównie dzieci - i nikomu (z oczywistych powodów) nie mogło się nic stać. Dbanie o własne bezpieczeństwo a takiej sytuacji jest podświadome. Paręnaście razy brałem udział w akcjach ratowniczych a dwa razy miałem okazję brać udział w zbieraniu trupa ze stoku. I moja decyzja jazdy bez kasku jest decyzją świadomą bardziej niż możesz sobie (w sensie narciarskim) w ogóle wyobrazić. Z lewactwem nie ma to nic wspólnego. Pozdro serdeczne
-
Ja hipokrytą? Nie kochany ja jestem konsekwentny. Chcesz być narciarzem - to przynajmniej używaj narciarskiego języka. Określenie szuranie wymyślił jakiś idiota i nigdy go nie akceptowałem co wiele razy wyrażałem. "Jeżdżenia po gnoju" jeszcze nie słyszałem i słuchać anie czytać nie chcę i koniec. Standard mam jeden i warto się do niego stosować, przynajmniej nie będzie się wychodziło na głupka w postach. Mam nadzieję, ze Victor przykryje zaraz ten gnój czapką.
-
Cześć No właśnie o to chodzi. Nasze możliwości są niesamowite, trzeba je tylko uwolnić. Na przykład tu na forum ileż ja razy czytałem tekst: "bo już w moim wieku to nie da rady" czy coś tam, i później okazywało się, że koleś ma 40.... Trzymaj się serdecznie
-
Jak zwykle nie kumasz młotku. Wkurza mnie twój pozerski język i stąd post. Nazywając warunki śniegowe, które opisuje Victor gnojem to komu chcesz zaimponować? Chyba sobie bo dzieci tu żadnych nie ma a normalni ludzie nie reagują entuzjastycznie na taką prostotę. Żona się na to nabiera czy córka? No bo już naprawdę nie wiem co myśleć. Victor też się zabawia z tym określeniem typu "szuranie" (Victor szuranie w kopnym śniegu...chłopie...?) nie wiem po co ale ty to po prostu jesteś inteligentny jak łopata a wyczucie masz jak grabie. Ogarnij się to może jakoś wyjdziesz na ludzi.
-
Cześć Sprawność ponadprzeciętna...? Z pewnością, biorąc pod uwagę, że gość kuleje i powłóczy nogą oraz ma permanentne zachwiania równowagi a przez 35 lat pracował jako księgowy siedząc na dupie prze kompem to z pewnością nie jest "przeciętny". Ale gość - będąc naprawdę słabego zdrowia ma zajebisty łeb i motywację - bo to jest klucz, czy też klucze. Celowo podaje taki przykład aby pokazać, że każdy może, KAŻDY. No chyba, że sobie znajdzie jakieś wytłumaczenie... 🙂 Pozdro
-
Bartek Tyrpa przesłał film z zajęć, które prowadził w szkółce Thomasa Mermillod-Blondin. Wiadomo kto to. I wiadomo co to za szkółka. I to są bardzo dobrzy narciarze - choć młodzi. To są właśnie obecnie bardzo dobrzy narciarze, znakomici, a nie mistrzowie promocji.
-
Jak czytam takie posty to mnie kurwa wstrząsa ograniczenie umysłowe twórcy. Rozumiem, że na narty chodzi do obory - bo ja wolę na stok.
-
Cześć Nie ma to aż takiego znaczenia a nawet powiedziałbym, że marginalne. Mam na to wiele przykładów a taki najbardziej spektakularny to przyjaciel, który w przeciągu roku odniósł dwie kontuzje - zerwanie więzadła pobocznego z konieczną rekonstrukcją oraz zerwanie Achillesa ale zdążył jeszcze w trakcie przepłynąć kajakiem samotnie prawie 600km i odbyć dwie czy trzy wyprawy rowerowe po kilkaset km. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ma Parkinsona (kontuzje były w jakiś sposób związane z tym schorzeniem bo jest to już ten etap). Było to w zeszłym sezonie - gość 56 lat. Ale takich przykładów mam znacznie więcej, a może nawet więcej niż przeciwnych. Travis Pastrana jest rocznik 83, więc też nie jakiś gnój. Ale to oczywiście jest fajny ale skrajny przykład. Pozdro
-
No to przynajmniej jeden kierunek narciarski mi odpadł. Spędziłem we Włoszech na nartach sporo czasu - bo głównie tam pracowałem - więc nie ma co żałować.
-
Cześć Jak już walicie tą martyrologią to ja zacząłem jeździć na nartach jako dziecko w wieku przedszkolnym w .... Koszalinie - tam wtedy mieszkałem. Do Warszawy przeprowadziliśmy się jak szedłem do 3 klasy i już wtedy byłem w miarę ogarnięty. Biorąc pod uwagę opowieści kolegów z gór to uważam to za całkiem niezłe osiągnięcie bo o wyciągach tam nie było mowy tylko szarpało się z buta na jakąś górkę a wyjazd była raz w roku na tydzień. Później już było trochę lepiej z możliwościami ale i tak to, że zdobyłem pełne uprawnienia to przejaw geniuszu, który należy szanować. Kuba... co tu opisywać albo udowadniać. Jak jedzie koleś, który trenował te parę lat to widać to OD RAZU po pewności, po powtarzalności i po agresji tak, ze proszę kolegów, zwłaszcza Andrzeja, o zaprzestanie konfabulacji. Mówimy o gościach, którzy mieli styczność z narciarskim wyczynem - trenowali parę albo paręnaście lat w reżimie a nie o tym, że każdy ma być byłym uczestnikiem PŚ. Myślałem, że to oczywiste ale... Żeby sprawdzić czy ktoś jeździ czy nie jeździ wystarczy kazać mu pojechać GS spełniający warunki nałożone przepisami. Wystarczy. Każdy trenujący przejedzie, każdy nietrenujący się pogubi i koniec. Można oczywiście zacząć później i katować bramki dochodząc do całkiem porządnego poziomu jazdy ale bez bramek się po prostu nie da. Pozdro
-
Raczej odpada. Może to dotyczy zawodów lub jakichś specjalnych warunków a Tadeusz robi sobie po prostu jaja.
-
Cześć To jest Lucek Malinowski z Jaworek. Pozdro
-
Cześć Wszystkim, którzy maja jakieś problemy ruchowe, odnieśli na nartach kontuzje czy też mają awersję do operacji ortopedycznych: To jest oryginalne RTG Travisa Pastrany, z krótkim opisem, niestety po hiszpańsku, ale łatwo się zorientować o co chodzi a nie chciało mi się szukać innej wersji. Z tego co mówił Kacper gość w trakcie dotychczasowej kariery złamał 96 czy 98 kości miał chyba ze 30 poważnych kontuzji, z których zawsze wychodził i powracał do pełni działania na poziomie nieogarnialnym. A więc... nie pękajmy bo byle co nas nie powali. Pozdro
-
Cześć Widzę, że trzeba zacząć od ujednolicenia pojęcia bardzo dobry narciarz oraz instruktor oraz osadzić je w czasie dzisiejszym a nie w prehistorii. Mnie kiedyś też wydawało się, że jestem bardzo dobrym narciarzem... 🙂 Pozdro
-
To jest chyba dość regularne zjawisko w listopadzie ale żadnych statystyk nie prowadzę. Ostatnio chyba dwa lata temu.
-
Cześć No i super dzień. Z pewnością będziesz go miło wspominał! Tylko co Ty miałeś na myśli z tym szuraniem, to nie wiem. Pozdro
-
Czyli bajka. Super masz. Technika dowolna byle dzioby w dół.
-
Fajną masz pracę.
- 545 odpowiedzi
-
- samochody
- motoryzacja
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Cześć Jeżeli opad był przy minusach i śnieg nie będzie ciężki to są to warunki, które idealnie maskują każdy błąd i jazda na ślizgu jest sama przyjemnością. Choć - sądząc po zdjęciach - na dole może być mokro a wtedy ubity tego typu śnieg jest chwytny i niebezpieczny. Ważne... to jechać swoje. Pozdro
-
Cześć No nie ma się co oszukiwać... to są zjazdy na paręnaście sekund i na góra dwie godziny bytności i to w dzień powszedni. Wtedy można - zwłaszcza przy orczykach złapać wolny stok i pojechać sobie kawałek bez stresu. Poziom ogólny narciarzy jest tam niestety dość niski i trzeba uważać - zwłaszcza przy krzesłach bo stoczek ma ciekawą topografię i warto z niej skorzystać ale bolidyzm jest dość powszechny. Ale na krótką wizytę, coś jak popołudniowy spacer, połączoną z przypomnieniem sobie ruchu na nartach miejsce idealne. Pozdro
-
Cześć To pewnie częściowo zasługa Twojego "OKA" ale niesamowicie zróżnicowany krajobraz w sensie różnorodności formacji i przez to krajobrazu. Zmienność niesamowita i przez to w sensie rowerowym (tak w sensie jazdy jak i obserwacji) musi być niesamowicie ciekawie. No i wielki szacun dla kolegi w sandałach! Ja - choć jeżdżę na najzwyklejszych pedałach metalowych - nie wyobrażam sobie że czułbym się bezpiecznie w takim terenie. Pozdrowienia serdeczne
