Skocz do zawartości

Sezon 2025/2026


grimson

Rekomendowane odpowiedzi

10 godzin temu, grimson napisał:

wolę cebuliony zostawić u rodaka.

We Włoszech w kasie siedziała Pani Kasia z Ostrowa więc się wszystko zgadzało. No chyba, że zakup w domu przez internet to wtedy "cebuliony" praktycznie w domu zostały.

Edytowane przez Mitek
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

19 minut temu, Mitek napisał:

We Włoszech w kasie siedziała Pani Kasi z Ostrowa więc się wszystko zgadzało. No chyba, że zakup w domu przez internet to wtedy "cebuliony" praktycznie w domu zostały.

Pani Kasi to jeden wyjątek w sezonie. Cała reszta to CG, Zielu i Lodowiec GK.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Edwin napisał:

Jeżdżenie,nie chodzenie,bo ciężko chodzić łyżwą,no chyba że pod stromiznę.

Tak łyżwowanie ,to był kiedyś naturalny etap nauki na zjazdowych ,ale jak się przekonałem trochę odmienny,my zazwyczaj dwukrok używamy. Łyżwą jazda to wolność,a że młodzieńcze lata od dzieciaka na łyżwach spędzałem nie tylko na lodowiskach,ale i po górkach jeżdżąc,to wybór był taki nie inny. Klasykiem też zamierzam,bo Góry Sowie za oknem.

Moja bratanica którą za łepka nauczyłem na łyżwach jeździć powiedziała, że biegówki fajne ,ale zjazdówki lepsze,brak andrealinki,ale ona klasyk zaczynała.

Cześć

No Edwinie wybacz ale w naszym wypadku to jest chodzenie. Amator początkujący klasykiem jak robi te 6-8 km/h to już jest dobrze, łyżwą pewnie z 10km/h. Zawodnik w obu wypadkach ponad 2 razy szybciej (o podbiegach i zjazdach nie mówię bo tam ta różnica jest jeszcze bardziej widoczna.

My kupiliśmy narty do kroku klasycznego ze względu na ograniczenia terenowe - łyżwą bez przygotowanej trasy nie pojeździsz - to był główny powód. Łyżwa jest dla narciarza zjazdowego naturalnym krokiem ale na narcie do kroku klasycznego nie jest taka prosta, nie wiem jak jest ze sprzętem dedykowanym ale widzę, że też nie idzie to tak bezpośrednio i łatwo.

Swego czasu (pisałem już o tym ale to fajna historia) na którymś wyjeździe zginął nam gdzieś chłopak - odłączył się od grupy i przepadł. Procedura była taka, że to ja szukałem jako prowadzący wyjazd, no i szukają go wylądowałem w Canazei - tam jest taka trasa, która sprowadza do centrum miasteczka a nie pod jakiś wyciąg. Musiałem się jakoś dostać do Campitello - jakieś 3km...? Wyszedłem na tą drogę łączącą miasteczka ale tam jest taki wąski asfalt bez pobocza... no i wtedy zorientowałem się, że przecież obok idzie trasa Marcialonga. No i tam poszedłem - po zwolnieniu rzepów i odpięciu górnych klamer byłem całkiem wydajny na długim GS-ie, nawet wyprzedzałem. Chłopak się znalazł przy autokarze (zresztą Franek, syn Artura Barcisia, obecnie znany montażysta - poszedł w ślady mamy, która na nartach nie jeździła ale solidnie spacerowała zawsze na wyjazdach) a ja zostałem zauważony przez młodzieżową ekipę i już następnego dnia delegacja chłopców przyszła i poprosiła czy oni też mogą tak "pobiegać".

W końcu było tak, że codziennie chłopaki (tak się złożyło, że były to same chłopaki, taka późniejsza podstawówka, klasy 5-6) zjeżdżali po zajęciach do autokaru. Tam było zliczenie, wyznaczenie prowadzącego i zamykającego, sprawdzenie czołówek i my wracaliśmy sobie autokarem a ekipa drałowała łyżwą. Czasami wydłużali dystans i wracali już po zmroku gdy my kończyliśmy już trzecie albo czwarte wino na balkonie. Świetny wyjazd i świetna ekipa i czasy normalne.

Pozdrowienia serdeczne

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...