Jump to content

Nauka jazdy dzieci


zetes
 Share

Recommended Posts

Panowie mam rozumieć,że córka ma całkowicie złą technikę skrętu,dlatego z nią skręty płużne 45min ćwiczył? Jestem w stanie to przyjąć,jednak chyba w różny sposób się ćwiczy, słowem różne ćwiczenia daje się uczniowi,żeby nauczyć a nie jedno ćwiczenie 45min...młoda miała już instruktorów w życiu i lekcje inaczej wygladały..
Link to comment
Share on other sites

Kochani przeczytałam cały wątek:) starszą córkę (obecnie 8,5roku) 5 lat temu sami uczyliśmy jeźdZić. Teraz zbierałam informację,żeby jak najlepiej przygotować się do tematu oswajania z nartami młodszej-3,5latki. Wszystkie Wasze rady przyjęłam i tak wczoraj jesteśmy w Rokytnicach i oswajałam z nartkami córkę. Podchodziłyśmy pod stok, przewracałyśmy,bawiłyśmy. Podciągałam ją pod górę za moje kije,a potem młoda zjezdżała,gdy ja trzymałam dzioby nart.tak jak pisaliście:nie uczę pługu tylko skrętu.na wyciagu orczykowym ją wiozłam -bez problemu, a potem ja tyłem,tyłek do góry i trzymałam cały zjazd dzioby nart i skrętami w dół :) 
 

To gdzie dokladnie bylas z mlodsza, ze wjezdzalyscie wyciagiem orczykowym?

Dla tak malych dzieci stok ma nie hamowac a tylko lekko przy jezdzie na wprost przyspieszac.

Link to comment
Share on other sites

Panowie mam rozumieć,że córka ma całkowicie złą technikę skrętu,dlatego z nią skręty płużne 45min ćwiczył? Jestem w stanie to przyjąć,jednak chyba w różny sposób się ćwiczy, słowem różne ćwiczenia daje się uczniowi,żeby nauczyć a nie jedno ćwiczenie 45min...młoda miała już instruktorów w życiu i lekcje inaczej wygladały..

Alexa ciężko dokonać oceny pracy instruktora po jednostronnej opinii. Myślę że najwyższy czas abyś przemodelowała sposób szkolenia starszej córki z sporadycznych pojedynczych lekcji prowadzonych przez losowych instruktorów  na rzecz tak co najmniej 10-12  h podzielonych na bloki po 2 h. prowadzonych przez tego samego instruktora. 

Link to comment
Share on other sites

Jestem od dwóch lat na etapie szkolenia moich córeczek  5 i 3 lata. Może orłem nie jestem , ale nie z jednego pieca chleb.... , myślałem że 15 lat objeżdżenia daje mi takie uprawnienia , lecz po ok 1-2h stwierdziłem ,że w temacie przekazywania wiedzy jestem laikiem i zbyt duża odpowiedzialność ciąży ,żeby nie zakorzenić złych nawyków . Zatrudniona p. Agnieszka ze szkółki Skizyy w Wiśle po 2h  zjeżdżała ze starszą córką z całkiem fajnych górek , orczyk nie był problemem , a młodsza śmigała skręty płużne ...dla ojca zafiksowanego na punkcie nart ...rewelacja !!! Jesteśmy po ok 8h szkolenia , za 2 dni wyjeżdżamy znowu do Wisły , obserwujemy że śnieg sypie ,a Pani Agnieszka już na nas czeka ......do rodziców - nie żałujcie na instruktorów , satysfakcja gwarantowana. Warunek jest jeden , nic na siłę !! Jeśli nie dziś , to jutro ale jazda ma sprawiać dziecku frajdę , radość ,zabawę -jak zwał tak zwał ;)

Link to comment
Share on other sites

To gdzie dokladnie bylas z mlodsza, ze wjezdzalyscie wyciagiem orczykowym?
Dla tak malych dzieci stok ma nie hamowac a tylko lekko przy jezdzie na wprost przyspieszac.


Jesteśmy w Rokytnicach.jeździłam z małą na wyciagu na oślej, ale on jest i tak za bardzo pochylony wg mnie jak dla niej. Jutro startuje tu przedszkole narciarskie w innej szkółce,także będzie się bawić z rówieśnikami 1-2h. Wiem,że nic na siłę...sama pomimo długiego stażu narciarskiego nie chcę przekazać złych nawyków, natomiast wszystkich instruktorów tutaj,których widziałam z dziećmi 3-5lat początkującymi- jeżdżą łapiąc dzieci pod pachy "makaronem do pływania"...także wiem z wątku,że nic to nie nauczy córki
Link to comment
Share on other sites

Alexa ciężko dokonać oceny pracy instruktora po jednostronnej opinii. Myślę że najwyższy czas abyś przemodelowała sposób szkolenia starszej córki z sporadycznych pojedynczych lekcji prowadzonych przez losowych instruktorów na rzecz tak co najmniej 10-12 h podzielonych na bloki po 2 h. prowadzonych przez tego samego instruktora.


Kurczę,zgadzam się w 100%. Jesteśmy tu w gorącym okresie, nie znaliśmy żadnych instruktorów i dopiero kilku takich,których jazda i szkolenie mi się podoba- wypatrzyłam,niestety są już porezerwowani:(
Postaram się jeszcze w tym sezonie do Polski wyskoczyć i właściwie do konktetnego instruktora od razu umawiać jak piszesz -codziennie 2h.
Pozdrawiam
Link to comment
Share on other sites

Jestem od dwóch lat na etapie szkolenia moich córeczek 5 i 3 lata. Może orłem nie jestem , ale nie z jednego pieca chleb.... , myślałem że 15 lat objeżdżenia daje mi takie uprawnienia , lecz po ok 1-2h stwierdziłem ,że w temacie przekazywania wiedzy jestem laikiem i zbyt duża odpowiedzialność ciąży ,żeby nie zakorzenić złych nawyków . Zatrudniona p. Agnieszka ze szkółki Skizyy w Wiśle po 2h zjeżdżała ze starszą córką z całkiem fajnych górek , orczyk nie był problemem , a młodsza śmigała skręty płużne ...dla ojca zafiksowanego na punkcie nart ...rewelacja !!! Jesteśmy po ok 8h szkolenia , za 2 dni wyjeżdżamy znowu do Wisły , obserwujemy że śnieg sypie ,a Pani Agnieszka już na nas czeka ......do rodziców - nie żałujcie na instruktorów , satysfakcja gwarantowana. Warunek jest jeden , nic na siłę !! Jeśli nie dziś , to jutro ale jazda ma sprawiać dziecku frajdę , radość ,zabawę -jak zwał tak zwał ;)

Jasne:) też tak myślę:)a tak z ciekawości- ,w jaki sposób na początek uczyła instruktorka 3latkę? Jechała za nią i ją trzymała?
Link to comment
Share on other sites

Jesteśmy w Rokytnicach.jeździłam z małą na wyciagu na oślej, ale on jest i tak za bardzo pochylony wg mnie jak dla niej. Jutro startuje tu przedszkole narciarskie w innej szkółce,także będzie się bawić z rówieśnikami 1-2h. Wiem,że nic na siłę...sama pomimo długiego stażu narciarskiego nie chcę przekazać złych nawyków, natomiast wszystkich instruktorów tutaj,których widziałam z dziećmi 3-5lat początkującymi- jeżdżą łapiąc dzieci pod pachy "makaronem do pływania"...także wiem z wątku,że nic to nie nauczy córki

To, ze jestes w Rokitnicach to tu czytajacy wiemy.

Tam jest kilka "gorek" ze stokami i wyciagami dla dzieci malych i wiekszych, napisalas o orczyku stad moje pytanie.

Link to comment
Share on other sites

Dziecko musi znaleźć "swojego" instruktora. Czasem warto przetestować dwóch lub trzech, aby dziecko mogło sobie wybrać. Każdy dzieciak, tak jak dorosły, ma swoje preferencje. Jeden maluch chce, aby mu wszystko tłumaczyć, inny woli tylko naśladować, a jeszcze inny chce, żeby go za rękę podczas lekcji trzymać. Jedno dziecko będzie się uczyć z chęcią od starszego poważnego pana, a inne woli szaleć z jakimś "wariatem" na stoku.

Kilka lat temu mój syn mnie zaskoczył, gdy skrytykował swojego nowego trenera w klubie piłkarskim:

- Jest kiepski.

- Dlaczego?

- Bo nie krzyczy.

- Co?!

- Poprzedni, jak ryknął na nas podczas meczu, to od razu lepiej graliśmy...

Nie mogę napisać, co trener krzyczał, bo część musiałabym wypikać  ;), ale przyznaję - zdziwiłam się, czego od trenera może oczekiwać 12-latek  :blink:. Oczywiście, nie był to ulubiony trener wszystkich chłopaków, bo część wolała wersję "do rany przytul".

 

Wracając do nart, to przypomnę jeszcze, że dobry instruktor uczy nie tylko techniki jazdy, ale również zasad bezpieczeństwa i savoir-vivre'u stokowego  :).

Link to comment
Share on other sites

Jasne:) też tak myślę:)a tak z ciekawości- ,w jaki sposób na początek uczyła instruktorka 3latkę? Jechała za nią i ją trzymała?

Jechała przed nią tyłem i ew korygowała rękoma dzioby nart. Sam obecnie nauczyłem się jazdy tyłem , żeby móc po lekcjach córeczek z instruktorem ćwiczyć z nimi to samo .
Link to comment
Share on other sites

Jechała przed nią tyłem i ew korygowała rękoma dzioby nart. Sam obecnie nauczyłem się jazdy tyłem , żeby móc po lekcjach córeczek z instruktorem ćwiczyć z nimi to samo .

Cześć

Ta jazda tyłem to też jest tylko etap szkolenia i im krótszy tym lepiej. Jazda tyłem przed dzieckiem pozwala na kontrolowanie go cały czas i kontakt wzrokowy i głosowy co bardzo ważne w szkoleniu. Korekty postawy i ułożenia nart dokonujemy tylko poprzez ich ustawianie w odpowiedni sposób - zero kontaktu z ciałem, podtrzymywania itd. chyba, że delikatnie za wyciągnięte ręce.

To również nauka wyboru toru jazdy (jadący tyłem musi to robić rytmicznie i dobierać prawidłowy tor tak jakby jechał przodem naturalnie) oraz rytmu skrętu. Przetarty ślad ułatwia również wyważenie. Jak tylko zauważymy, że dziecko daje radę samo próbujmy uczyć je samodzielności, pozwalać wyjeżdżać z toru, jechać obok a w końcu niech to dziecko prowadzi nas i uczy  się samo wybierać ślad i regulować rytm skrętu w zależności od terenu i sytuacji. Uczmy dziecko obserwować stok i dostosowywać sposób jazdy i technikę do warunków. Niezbędne elementy sztuczne - a takim jest przecież jazda tyłem przed kimś - starajmy się minimalizować.

Pozdrwowienia

Link to comment
Share on other sites

Witajcie, możecie mi poradzić który stok w Beskidach będzie najlepszy do pierwszych zjazdów dla 6 latka? Byłem tu i tam ale nigdy nie patrzyłem na stoki pod tym kątem.. 

 

Jesli B.Śląski to:

- Cienków  taśma, linka, talezyk - łatwy stok ok 200m, plac zabaw na nartach (karuzela, slalom miedzy dmuchancami itp)

- Złoty Groń - ławy stoczek, dobra szkółka

- Zagroń jw

- Siglany

- Kiczera (hotel Stok) - na 1 dzień, na naprawdę pierwszy krok

- Biały Krzyż...?

- ponoć w Czyrnej cos otwarli dla maluchów ale nie widziałem jeszcze.

Na pierwszy krok NIE polecam:

Poniwca, Czantorii, NOsady,  Klepek, Stożka, Soszowa- są wyciągi i poletka dla dzieci ale zdecydowanie  nie na pierwsze kroki..

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...
Poszukuję instruktora(rki) dla dwójki chłopaków w wieku 5.5 i 7 lat. Chłopcy jeździli już coś ( chyba 1 lub 2 dni) w zeszłym roku i doszli do poziomu samodzielnej jazdy latwym talezykiem i skręcania pomiędzy bojkami. Wisła ew Istebna lub Ustroń. Wiem, że jest sporo szkółek w okolicy, ale szukam kogoś pewnego, bo chłopcy mają tylko 4 dni....
Link to comment
Share on other sites

  • 9 months later...

Cześć, jestem nowa na forum więc wszelkie informacje mile widziane. Jestem mamą 4,5 latka, rok temu był pierwszy raz na nartach w przedszkolu Dimbo  czyli ok. 3 h potem obiad, spanie i po południu 1h jazdy indywidualnej z instruktorem. W tym roku wybieramy się w Karkonosze, może być strona polska lub czeska. I teraz pytanie, najbardziej zależy nam aby syn znowu stanął na narty. Po szybkim poszukiwaniu okazuje się jednak, że szkółki np. w Zieleńcu czy Szklarskiej mają przedszkola narciarskie wyłącznie w czasie ferii, a dodatkowo wymagają aby dzieci samodzielnie miały opanowany talerzyk, prosty zjazd i umiejętność zatrzymywania się. Nasz mały korzystał z taśmy, i na talerzyku pojechał 2 razy z czego raz były idealnie wyrobione tory, a drugi raz tuż przed zjazdem upadł. Tak więc pytanie, jakie miejsce polecacie, czy macie jakąś szkółkę lub instruktora który potrafi "pobawić" się z dzieckiem. Mam świadomość, że jeszcze nie będzie cudów, bardziej chodzi o pozytywne skojarzenie z nartami, szczególnie że mały pamięta, że rok temu był. Dodatkowo zajęcia w grupie 3 dzieci, narty w misie etc. myślę, że fajnie działają na małego człowieka. Jak macie jakieś propozycje to proszę podzielcie się doświadczeniem. Idealne byłoby przedszkole, ale z uwagi, że zwykle dziecko ma mieć minimum 5 lat to może też być fajny instruktor na jakieś łączce dostosowanej do dzieci. 

Cześć

 

4,5 roku to wiek w którym w miarę dobrze prowadzone dziecko powinno swobodnie jeździć samodzielnie na stokach płaskich i średnio stromych o talerzyku nie mówiąc. Czyli do roboty. :)

Pomyślę kogo można polecić ale dużo też można zrobić samemu. A czy Ty/Wy jeździcie na nartach. Sądząc z opisu raczej nie, a może?

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...
Witam ponownie :) Pisalam tutaj 3 lata temu o nauce mojego wtedy 3latka. Teraz ma 6 lat. Jeździł tyle co nic, tak wyszło. Teraz zapragnęłam, by to zmienić. Jeździliśmy w ostatnim czasie 2 razy na długim, płaskim stoku z kanapą. Pierwszego dnia zaczęliśmy od trzymania się mojego kija i po godzinie zarzuciłam to, bo Antos pieknie się trzyma sam na nartach, sąm zsiądą z kanapy,itp.
Drugiego dnia krótka godzina z instruktorem, który pogonił go na tyczki, no i przepadło.

Antos zasuwa. Sam instynktownie skręca i hamuje. Nie słucha mnie, jedzie szybko, na krechę. Jezdzi na tyczkach i na skoczniach. Jedna jedyna gleba w plot. I on chce jeszcze. Umieram ze szczęścia i że strachu.
Ma 100 parę cm wzrostu, narty miał 90cm, zostać przy tym?

Potrafi jezdzic plugiem, choć woli narty trzymać szeroko, zwłaszcza po jeżdżeniu z instruktorem.
Ręce trzyma dziwnie, na kolana kładzie na chwilę i znów unosi. Siedzi na tyłach.
Z tym nstruktorem straciliśmy, bo jezdxil tez kolega, który co chwilę leżał i nie umiał wstać, więc instruktor poświęcił się jemu3, a Antek odjeżdżał że 100m od nich i czekał... nie zdążyłam go tez podpytać o ocenę, bo uciekł.

Mam filmy, ale nie wchodzą.

Teraz głównie skręt ćwiczyć, czy jeszcze dać mu jeździć na instynkcie?

Załączone miniatury

  • 20210206_194253.jpg
Link to comment
Share on other sites

Teraz ma 6 lat. Jeździł tyle co nic, tak wyszło.
...
Antos zasuwa. Sam instynktownie skręca i hamuje. Nie słucha mnie, jedzie szybko, na krechę.

...
Potrafi jezdzic plugiem, choć woli narty trzymać szeroko, zwłaszcza po jeżdżeniu z instruktorem.

...
Ręce trzyma dziwnie, na kolana kładzie na chwilę i znów unosi. Siedzi na tyłach.

...
Teraz głównie skręt ćwiczyć, czy jeszcze dać mu jeździć na instynkcie?

 

Luśka, żadnej jazdy na instynkcie! Bo Ci synek zostanie typowym "jelly beansem" (moja nazwa), czyli jazda "prostym pługiem na krechę bez kijów". Masa dzieci tak zjeżdża i to chyba ciężko wyplenić. Bo one na tych rozstawionych nartach są stabilne, więc rzadko się wywracają, no i jadą szybko, więc jest frajda. I dla nich potem jazda ze skrętami, które z założenia zwalniają tę jazdę, nie jest fajna. Jak dzieciak uczy się jeździć prawidłowo - najpierw wolno, potem szybciej, to jest i satysfakcja i radocha. A jak najpierw nauczy się zap..., a potem ktoś mu każe jeździć po śladzie, to już nie ma takiej zabawy.

Pogadaj z nim jeszcze w domu, pokaż narciarzy na filmach - jak jeżdżą (że nie na krechę), że wszyscy mają kijki, pokaż mu przed lustrem, jak je trzeba trzymać, jak ma się opierać na językach, itd. Czasem w domu więcej wytłumaczysz, niż na stoku, bo tam to Cię trochę endorfiny zagłuszają. ;)

Link to comment
Share on other sites

Jestem, jestem :) lecz boje się odpisać...

Ja bym napisała, ze potrafię jeździć i mogę być przykładem, ale jak mi Mitek każe wstawić filmik, jak ja jeżdżę to oczywiście uzna, że w skali forum mam jedynkę.... i będzie obciach.

Cześć

Pytanie jest zadane w konkretnym celu. Dzieci uczą się właściwie wyłącznie przez naśladownictwo podświadome dlatego ważne jest aby osoba jeżdżąca z dzieckiem jeździła dobrze technicznie w sensie pozycji, równowagi, techniki skrętu ale też wyboru trasy zjazdu, zachowań narciarskich typu: sposób zatrzymania się, włączania do ruchu, bezpieczeństwo, korzystanie z wyciągów itd. To nie musi być narciarz doskonały, instruktor czy zawodnik - nie o to chodzi. Ale musi to być osoba czująca się (i przekazująca dziecku) pewność i swobodę zachowań w każdej sytuacji. Po pierwsze chodzi o bezpieczeństwo - na przykład, trzeba przewidzieć sytuację niebezpieczną, umieć zaasekurować dziecko lub np. dogonić i złapać gdy je "poniesie". Po drugie taka osoba poprzez swoją nieomylność i pewność powoduje, że młody człowiek czuje respekt, słucha i naśladuje. 

Np. gdy jeżdżąc masz tendencję do opuszczania rąk to dziecko też będzie tak jeździło. Gdy trzymasz ręce sztywno przed sobą - dziecko to powtórzy i tak się nauczy - to będzie dla niego kanon.

Jeżeli nie jesteś pewna swoich umiejętności w podanym wyżej aspekcie lepiej oprzeć się na instruktorze i tu też warto aby była to osoba trochę wyselekcjonowana, czysto jeżdżąca co (nawet w wypadku instruktorów) nie jest oczywiste. W takim wypadku dobrze jest zapytać o rodzaj papieru albo czy np. osoba ma przeszłość zawodniczą (jakąkolwiek).

Piszę o sytuacjach "idealnych", które dadzą najlepszy efekt szkoleniowy.

Bardzo ważne jest też aby zdawać sobie sprawę, ze szkolenie to proces, często długotrwały i sukcesem nie jest młody człowiek, który "z czarnej też zjedzie". Sukcesem jest zupełnie samodzielny narciarz, który może się zaopiekować innym na przykład...

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

Cześć

Pytanie jest zadane w konkretnym celu. Dzieci uczą się właściwie wyłącznie przez naśladownictwo podświadome dlatego ważne jest aby osoba jeżdżąca z dzieckiem jeździła dobrze technicznie w sensie pozycji, równowagi, techniki skrętu ale też wyboru trasy zjazdu, zachowań narciarskich typu sposób zatrzymania się włączania do ruchu, bezpieczeństwo, korzystanie z wyciągów itd. To nie musi być narciarz doskonały, instruktor czy zawodnik - nie o to chodzi. Ale musi to być osoba czująca się (i przekazująca dziecku) pewność i swobodę zachowań w każdej sytuacji. Po pierwsze chodzi o bezpieczeństwo - na przykład, trzeba przewidzieć sytuację niebezpieczną, umieć zaasekurować dziecko lub np. dogonić i złapać gdy je "poniesie". Po drugie taka osoba poprzez swoją nieomylność i pewność powoduje, ze młody człowiek czuje respekt, słucha i naśladuje. 

Np. gdy jeżdżąc masz tendencję do opuszczania rąk to dziecko też będzie tak jeździło. Gdy trzymasz ręce sztywno przed sobą - dziecko to powtórzy i tak się nauczy - to będzie dla niego kanon.

Jeżeli nie jesteś pewna swoich umiejętności w podanym wyżej aspekcie lepiej oprzeć się na instruktorze i tu też warto aby była to osoba trochę wyselekcjonowana, czysto jeżdżąca co (nawet w wypadku instruktorów) nie jest oczywiste. W takim wypadku dobrze jest zapytać o rodzaj papieru albo czy np. osoba ma przeszłość zawodniczą (jakąkolwiek).

Piszę o sytuacja "idealnych", które dadzą najlepszy efekt szkoleniowy.

Bardzo ważne jest też aby zdawać sobie sprawę, ze szkolenie to proces, często długotrwały i sukcesem nie jest młody człowiek, który "z czarnej też zjedzie". Sukcesem jest zupełnie samodzielny narciarz, który może się zaopiekować innym na przykład...

Pozdrowienia

Mitek dobrze prawi o idealnym scenariuszu. W praktyce będziesz jeździła przeważnie z nim sama, ew z instruktorem dostępnym na danym stoku i git. No chyba, ze podporządkujecie wszystko karierze...

Link to comment
Share on other sites

To o czym Luska pisze to konsekwencja niekonsekwencji - zostawienie malego samemu sobie

 

Nasladownictwo, filmy itp to dobre dla starszych : dzieci sa inne

 

Osobiscie stosowalem prosta metode: w momencie, gdy dzieci stawaly sie pewne swego, zabieralem je na  coraz bardziej wymagajace stoki, gdzie na pewno predzej by zrobily Kupe w majtki niz jechaly na kreche

 

Zapewniam Cie, Luska: ta metoda dzial lepiej niz wszystkie zakazy

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...