Skocz do zawartości

Marcos73

Members
  • Liczba zawartości

    5 396
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    212

Zawartość dodana przez Marcos73

  1. CZE @Mitek Zerknąłem sobie na Kiliana, to nie jest kosmita, On po prostu nie ma wszystkich w domu. Jeszcze kamera zniekształca nieco cały rzeczywisty obraz, ale widać że chłop nie ma 5-tej klepki 😉 pozdrawiam
  2. Maras, bo Ty mieszkasz już tam gdzie wiatr zawraca, kury dupami szczekają i psy ….. dalej już wiesz 😉. pozdrawiam ps. Szykuj się na sobotę, ma być na bogato😀. Zobaczysz ile potrafię cudzesów zjeść i wypić.
  3. A ja mam niezwykle adidasy z GoSport 😉. Zerknę na gościa, ale na razie to mi @Chertanwysyarcza 😀. pozdro ps. Powrót to był lajcik, wiaterek pomagał. No i nagroda już czekała, byłem mocno zmotywowany 😎.
  4. Moje to tak jakoś słabo przemakają, ale jak już przemokną to za cholerę nie chcą wyschnąć. pozdro
  5. Cze Ja dzisiaj przez remont w firmie byłem wcześniej nieco w domu. Więc rower i na Kolną. Ale qwa taki wiatr, że 25km/h to ze 2 razy przebiłem na blisko 20km odcinku. Na Kolnej przygotówka do OE. Robota wre, malowanki zostały. a u nas siwy dym, koparka z młotem ledwo wjechała przez bramę, operator mistrz, ale musi jeszcze wyjechć 😀. pozdrawiam analogowo tym razem 😉
  6. Piotruś Przy Twoim zaawansowaniu i objeżdżeniu to bez prądu i tak nie uciągnie 🙂 Ale będę próbował. Przyjadę na kawę do Ciebie. Analogowo. A to już coś. pozdrawiam
  7. Aleś odparował 🙂 Ale fakt, ścieżki nie było widać żadnej, chyba opad liści całkowicie ją przesłonił, a i chyba nie była dosyć często używana, bo zaparkowany samochód na jej środku z wątpliwym przejściem dawał na to dowód. pozdrawiam
  8. W okolicy Sępiej Góry - w drodze na Rozdroże Izerskie. Chciałem jakoś ciekawie pojechać, ale właśnie taki psikus. Ale tam jest sporo takich "technologicznych" dróg - które są na mapie a do jazdy na rowerze to nie bardzo. Szczególnie że na mój gust to tam jest sporo wody tuż pod poszyciem. Błocko się robi niemiłosierne. pozdrawiam
  9. A'propos miękiszonów, na Twojej bencorce jak nie było drogi w lesie, bo się gdzieś zgubiła (a Garmin twierdził że jest), to żeś pierwszy odwrót zarządził 😉 pozdrawiam ps. Oczywiście teraz powiesz, że było wspólnie i za porozumieniem stron.
  10. Piotrek, jedynie bez butów, ale nie wiadomo co tam się kryje w mętnej wodzie, a w moich platformach to tylko fakir da radę 😉 pozdrawiam
  11. Marcos73

    Krajoznawczo po okolicy....

    Cze B&W miało dodać dramatyzmu? Czy też Cmieha (Smena) została ruszona z półki 😉 pozdrawiam
  12. Mitek Dla mnie jezdność - to jazda na rowerze. To o czym piszesz - to naturalna rzecz, czasami rower trzeba wlec, czasami trzeba coś objechać, czy nawet nieść na ramieniu. Ale przy planowaniu, dobrze jest wyznaczyć trasę jezdną, bo czasami jest masa niespodzianek po drodze. To co pisał @Wujot2 wcześniej, niektóre ścieżki są tylko i wyłącznie do wleczenia, niesienia czy też pchania roweru. Jeśli jest to kawałek, to przecież żaden problem - gorzej jak to ścieżka/droga pod górę i końca nie widać. Tak miałem w Izerach, gdzie nawigacja poprowadziła mnie na drogę wyłącznie użytkowaną przez maszyny leśne. Błocko po kolana, koleiny po jaja. Końca nie było widać. Dla mnie ta droga była nieprzejezdna dla roweru, nawet pieszo bez gumofilców byłoby ciężko. Ostatnio taki psikus po drodze mnie spotkał (zdjęcie z netu - nie oddaje mojej sytuacji, bo woda była wyższa o 30 cm.), objazd przez drogę alternatywną - trochę na opuszczonym siodełku, reszta wleczona pod połamanymi krzaczorami prawie w kuckach. Druga alternatywa - wjazd na górę i zejście bardzo wąską ścieżką na 1 buta z rowerem na ramieniu, bardzo stromo, ścieżka w trawersie przecięta rowem (tu trzeba było z rowerem przeskoczyć na ramieniu) wyjeżdżonym przez motory crossowe. O ile jadąc na spotkanie z Marasem (Lexi) nie zauważyłem tej pułapki, pojechałem krzaczorami wzdłuż Wisły, to na powrocie juz do tego miejsca dojechałem i stop, nawrót tym razem przez górę, bo się nie dało przejechać. Następnym razem już tylko powrót przez krzaki (tu z Żoną, no i elektryk - tu objazd górą bez sensu - bo musiałbym Żony rower zrzucić z góry 🙂, a nowy jest - to szkoda). Woda była wysoka i poprzednim razem przejechałem drogą, która teraz była zalana, więc przeprawa przez strumień. Ale dało radę. Więc Wiesiek, planując trasę z racji doświadczenia eliminuje większość niespodzianek (ale pewnie nie w 100%). Ja na dzień dzisiejszy, przy moich umiejętnościach na powiedzmy 60km trasie w terenie nieznanym, górskim - to pewnie z 20% bym dołożył na objazdy, albo z 20-30% mniej bym objechał. Wystarcza 2 drogi po ZUL-ach i brak sensownej alternatywy. Tak wyglądała niespodzianka (zdjęcie z netu - stan wody bardzo niski), chłopaki na motorach przejechali - ale nie musza pedałować. Ja nie. A tak to wygląda na mapie. Czerwona kropeczka - to niespodzianka, czasami da się przejechać, ale nie zawsze. Wzdłuż Wisły to objazd przez krzaki, alternatywa górą, z bardzo stromym zejściem - ale podjazd spoko. pozdrawiam
  13. Cze Ty jesteś bardzo zaawansowanym terenowcem, masz opanowane programy a i praktyka i doświadczenie robią swoje. Ja się dopiero uczę, a i nie jeżdżę tyle co ty w nieznanym terenie. Dzięki za wskazówki, bo nie raz mam z tym problem przy ręcznym poprawianiu trasy. Szczególnie z wyszukiwaniem przejezdnych ścieżek. pozdrawiam
  14. Cze To co Piotrek napisał, ubieranie warstwowe jest najlepszym rozwiązaniem. Często na stoku rozpiętość temperaturowa jest duża. Lepiej kilka cienkich warstw mieć, niż jedna grubą. pozdrawiam
  15. No właśnie, a Krzysiu szukał czegoś z dobrą wentylacją. Bo czasami się w swojej gotował. pozdrawiam
  16. Grimson, ale to nie ta kurtka co ma Krzysiu. Ponadto, ja takiej rzeczy nie trafię. W TK Max jest sporo fajnych rzeczy (podobno), ale ja mam standardowy rozmiar, a zazwyczaj są to bardzo małe lub bardzo duże rozmiary. No przecież Twoja to nie M, a nawet nie L. Nie wiem jaką ta masz membranę, ale Krzyśka to absolutny top. Ja tez mam 2 kombinezony, ten z Peak'a oraz coś takiego jak Twój. Materiałowo to przepaść, a tu i tu goretex. Ten normalny jest dla mnie zbyt ciepły - jedynie na bardzo mroźne dni. Peak sprawdza się w 90-95% wszędzie. Ale nawet w mroźne dni wystarczy cienka kurtka hybrydowa. Nogi to mi nigdy nie zmarzły (jedynie dupsko od kanapy - bo izolacji żadnej nie ma). pozdrawiam
  17. Janie, raczej nie. Czerwony ostatnio modny, stąd braki. Natomiast inne modele można kupić 1100-1300 PLN. Sa mocno przecenione. Z Kathmandu to po 2 stówki śmigają. pozdrawiam
  18. Taniej nowej nie kupi (może prawie oryginał). To była okazja. Praktycznie nie do kupienia. Schofel się ceni. Chciałem kupić Maksowi komplet. Dystrybutor jest z Żywca. Zadzwoniłem do nich i okazało się, że prowadzą to moi byli sąsiedzi z osiedla, znajomi. Cena dla mnie - 1950 za komplet juniorski, normalna prawie 4 klocki. Kosmos. Czasami trzeba brać, bo się może już nie powtórzyć okazja. A jeśli jest to jakość jak Peak, który mam, będzie mu służyć przez długie lata. Będą to dobrze wydane pieniądze. pozdrawiam
  19. Krzysiu Cena dobra jak za tą kurtkę. Są drogie i trudno kupić. pozdrawiam
  20. Cze Krótka relacja z weekendu, pogoda piękna, ale sporo miałem innych zajęć. Sobota, kółeczko z Żoną, Tyniec został pokonany, tempo nawet sprawne, 3/4 WTR reszta wałem wykoszoną ścieżką. Stan Wisły nad wyraz wysoki po opadach. Zjazd z promu do wody. Żona przyjechała zmęczona, na elektryku? Dziwne. Narzekała na siodełko, że twarde. Fajna pętla - 50 km, taka spoko, na powrocie pod wiatr. Przeprawa promowa. Rzepak, bardzo popularny ostatnio temat zdjęciowy, w tle Skawina. Na powrocie ścieżki gruntowe, widok na Klasztor w Tyńcu z drugiej strony Wisły. W niedzielę komunię chrześnicy miałem więc dopiero o 18.00 wróciłem do domu. Postanowiłem sprawdzić elektryka. Szybka trasa po okolicznych górkach w Komoot i do nawigacji, łącznie 700 m przewyższenia, Lasek wolski i okolice. Pętla 40 km. Miało być łatwo i przyjemnie. Pierwsze wrażenia i de facto test. Wspomaganie na Eco - bateria nabita na full. Zasięg teoretyczny - 140km wg. wskazań komputera. Wyjechałem o 19.00. Zeszło mi z montażem uchwytu do nawigacji, kiera nie chciała współpracować 😉. Jednak na ramie jest lepiej, mam gdzieś w domu uchwyty, ale znalazłem tylko na kierownicę. Pierwszy postój na Kolnej. Ruszam. Pierwsze 7 km po płaskim - z 8km. Praktycznie bez prądu. Tak przy 26km/h odcina. Rower idzie spoko, ale nogi czują tą zwiększoną masę, tragedii nie ma. Siodło faktycznie twarde, w analogu dużo lepsze, wygodniejsze, lepiej dopasowane, dłuższy nos. Wyjazd na Kopiec Kościuszki i przez las w stronę ZOO i Lasku Wolskiego. Zjazd z ZOO praktycznie na sam dół i z powrotem wspinanie się. Tam single, ścieżki, przez to całe pasmo pagórków, wyjazd tuż przy Kolnej. Pierwszy wniosek odnośnie konstrukcji roweru i jego możliwości, jest to chyba bardziej Enduro, po opadach było sporo błocka, opony z grubą kostką sprawują się świetnie. @Spiochu, jest to całkiem inny rower niż analog XC, niby podobny, ale... hamulce niby większe, ale nie działają tak agresywnie, całkiem inna pozycja na zjazdach, na nim jechałem wszystko bez jakiejkolwiek obawy. Zawieszenie do ustawienia, ale nie miałem na to czasu, jest na mój gust zbyt twarde, ale pracuje. Napęd - wszyscy którzy nie jeździli, a są przeciwni muszą spróbować. Jeśli wam się wydaje, że wszystko idzie łatwo, to grubo się mylicie. Na Kolnej to mi się lało po dupie. Na tym rowerze jeździ się tak samo i tak samo jak na analogu trzeba włożyć sporo siły, z tą różnicą, że przejedzie się więcej w tym samym czasie, natomiast tak samo się zmęczysz. To co przejechałem, na analogu pewnie jechałbym (pagórki) z 2-3 razy dłużej. Po prostu, podjazd który na zwykłym robisz na powiedzmy 3 biegu, tutaj robisz na 5-6, czyli jedziesz szybciej, ale tak samo trzeba zrzucać biegi, bo trybie w którym ja jeździłem to nie da rady uciągnąć. Oczywiście, można zmieniać moc na wyższą, wtedy faktycznie, każdy wyjedzie wszystko. Ale bateria padnie po chwili, strasznie żre prąd. Ponadto, w trudnym terenie, rzekłbym, że jest to niebezpieczne, bo na poziomie e-mtb (przedostatni dopalacz), rower idzie jak wściekły i nie ma nad tą mocą jakiejkolwiek kontroli. Lepiej tradycyjnie zrzucić biegi do poziomu nam odpowiadającego. Na Kolnej komputer wskazał 180km zasięgu - tak większy niż początkowy, widocznie na tym zróżnicowanym odcinku 1/3 płaskiego, 2/3 górki, moja jazda była na tyle efektywna, że komputer wyliczył mi taki zasięg po blisko 25 km trasie. Przerwa z pół godziny, rozmowa z poznanym kolarzem, fajny sklecił sobie rower - gravela, na bazie ramy mtb, ale pracuje w krakowskim i-sport gdzie sprzedaje rowery. Ściemniło się więc powrót WTR do domu. Czy da się jechać bez prądu? Oczywiście, że da się, komputer się mi wyłączył, a że było ciemno to tego nie zauważyłem, zorientowałem się koło Wawelu, że coś nie teges 😉. Da się normalnie na tym jechać, silnik nie sprawia oporów. Oczywiście zasięg nie spadł ani o kilometr 🙂. pozdrawiam
  21. Piotrek Bo nie rozumiesz idei spotkania. Rowery są przy okazji. Kiedyś miałem awarię pądu w firmie, zadzwoniłem do Taurona, ale babka z Warszawy powiedziała mi że to niemożliwe, bo ona w komputerze widzi że wszystko w porządku 😉 pozdrawiam
  22. Adaś Ja mogę w pierwszy lub drugi weekend czerwca, później mam 2 wesela pod rząd, a początek lipca jak przeżyję to z Żoną chcemy gdzieś w końcu sami wyskoczyć, bo syn jedzie na obóz, a jak nie przeżyję - to zapraszam wszystkich na stypę, ale raczej to Was nie powiadomię😉 pozdrawiam ps. Za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby z góry dziękuję.
  23. Beatko, kierowca już jest, jeszcze tylko jakiś napęd by się przydał ...... pozdrawiam
  24. Beatko A po co Ci profil? W lektyce jest niepotrzebny. pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...