Skocz do zawartości

Marcos73

Members
  • Liczba zawartości

    5 396
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    212

Zawartość dodana przez Marcos73

  1. Octavia RS - Skóra, fotele z pamięciami, elektryczna klapa + wszystko co mogła mieć oprócz tych trzech rzeczy i jeszcze chyba ogrzewanie postojowe i aktywny tempomat - ale w manualu to bezsens - było opcją.
  2. Cześć Bardzo mnie zaintrygował Mitek z Ewą, więc postanowiłem wczoraj sprawdzić swoje siły i odczucia dnia następnego po połowę krótszej trasie, ale wyznaczona była w 40-50% w trudniejszym terenie, aczkolwiek płaskim. Pętla do Niepołomic + Puszcza Niepołomicką, powrót drugą stroną Wisły przez drogi wędkarzy i nieuczęszczanym wałem, bocznymi drogami. Mitek stwierdził, że jego rower waży tyle co elektryk z całym majdanem który zabiera. Rano Żona wstała lewą nogą (tak myślałem, a to PMS 😉), na szczęście umówiła się z koleżanką na aquaaerobik z rana, więc miałem 1,5h na wymyślenie czegoś, aby przeżyć ten dzień. Narada z synem. Decyzja jedna tylko możliwa. Sp....my. On do kolegi a ja na rower. Jakoś przeżyliśmy do obiadu, Żona po przyjściu wpadła w ferwor sprzątania. MASAKRA - też tak macie? Po obiedzie cichutko - idę na rower. "Idź i nie wracaj" usłyszałem. Szybciutko wdzianko, Navi, telefon i picie, do rowerowni i dzida. Wziąłem elektryka, bo ciężki i będzie symulował ekwipunek. Myślę - pojadę bez prądu, jak już nie dam rady to se pomogę na powrocie. No trochę oszukałem, bo ....... bateria została w domu 🙂. Więc rower był lżejszy z 3-4kg. Generalnie to masę roweru czuć w nogach przy szybszej jeździe, na asfalcie nie jestem w stanie jechać na nim tak szybko jak na analogu, max to 36km/h to co udało mi się na nim uzyskać, ale nogi bardzo szybko puchną niemiłosiernie. Natomiast im niższy bieg - w terenie, rower idzie lekko, praktycznie jak analog i nawet podjazdy nie są trudne, ale było ich mało i stosunkowo krótkie. Super trasa mi wyszła, budują WTR-kę (a ta również zaczyna się tuż koło mnie) do Niepołomic - jak się to uda połączyć - to będzie super trasa - a chyba ze 100 km pięknym asfaltem wzdłuż Wisły. Tak to na razie wygląda - jechałem jeszcze nieskończoną, w pewnym momencie musiałem zjechać i jechać polną drogą wzdłuż Wisły. Fragment z wału do drogi wyznaczonej przez chyba wędkarzy - 200m - taki piach, że w połowie byłem załamany - jak dalsza część będzie tak wyglądać - to gówno przejadę. Nie jechałem na rowerze, ale usiłowałem go pchać. Niesamowicie wyczerpujące 200m. Jak po plaży w Sopocie. Ale droga już była normalna. Twarda ziemia. Po drodze miejsca nieznane - jakaś zapora - ta akurat nie mam pojęcia jaka i głównie takimi drogami się poruszałem. Trawa po pas. Nic nie widać co pod kołami, najgorsze koleiny, twarda, wyschnięta ziemia. Rower nieźle jechał, o ile jechał w koleinie. Raz zaliczyłem glebę, bo kolein było tyle poprzecinanych ze sobą (jakiś offroad tam się odbywa), że w pewnym momencie nie wiedziałem jak przejechać i gleba. Ale skoro piszę, to żyję. Zapora/Śluza - gdzie>? Nie wiem. Takie ścieżki na wale wiślanym. W końcu dotarłem do Niepołomic. Zamek, ale nie mój 😉. Potem przez Puszczę Niepołomicką. Po drodze fajne, dzikie tereny, zero ludzi. Jakaś pasieką w środku niczego, praktycznie bez drogi dojazdowej. A tu jadłodajnia dla klientów pasieki. Reszta drogi wzdłuż Wisły, ścieżki dojazdowe do łowisk. Przyszło czas na picie - niedaleko chyba Mitka i Ewki byłem, kompletnie nie wiem gdzie to jest - chyba Huta. Takie widoki po drodze - od strony Huty, w oddali most pod którym jechałem WTR-ką w budowie. Teraz to już myślałem, że to nie Kujawy, ale Wiedeń. Hundertwasser tu był? Nie - to krakowska EKO Spalarnia. Ładnie wygląda. Dotarłem do domu. Dzisiaj stwierdzam, że raczej było by słabo dalej jechać rowerem. Trza trenować. Wczorajsza trasa to tylko połowę tego co powinienem przejechać. Samopoczucie dobre. Ale nie jestem jeszcze gotowy na takie wyzwania. Może kiedyś..... pozdrawiam ps. A tu jeszcze 1 śluza/zapora - to akurat wiem - Podłęże - była tablica.
  3. Piotrek Ja zawsze wspominam, że to jest komputer z auto-pauzą. Średnie są tylko z samej jazdy, stąd są wysokie. Krzychu też pisze, że wychodzi mu tam średnia na poziomie 24-25 km/h, co nie jest jakimś kosmosem na asfalcie/przyzwoitej drodze bez ruchu pieszo-rowerowego, świateł etc. Ale ta na krótkim dystansie. Nawet jeśli jest to 40-60km. Tam gdzie startuje Mitek i Ewa - jest liczony łączny czas z przerwami, więc średnie są dużo niższe, ale i wolniej się jedzie, bo dystans potężny do przejechania. Więc siły trzeba zachować na całość, a nie na 50-100km. Jazda z auto-pauzą jest pomocna, jeśli chciałbyś sprawdzić zależność prędkości jazdy do przerw jakie są potrzebne do dalszej kontynuacji podróży. Jakie są możliwości na dzień dzisiejszy organizmu. Po 20-stu ultra już będziesz pewnie wiedział, na początku to pomaga. Wystarczy trochę przeszarżować, żeby to odczuć na dalszym etapie ze zdwojoną siłą. Ty jeździsz chyba większość w górach - a to inna bajka. Ale jeśli trochę kręcisz się po mieście i okolicach - to warto kupić pompkę i dopompować koła 😉. Lepiej i lżej się jedzie. Jeśli nie jesteś w stanie przejechać jednym ciągiem przyzwoitym tempem po płaskim 40-50km, to jestem zdziwiony podobnie jak Krzychu. pozdrawiam
  4. Ja w 2015 kupowałem RS-kę, zamawiana, wyposażona we wszystko co chciałem mieć ( praktycznie wszystko, bez szyberdachu, haka i w manualu - 4x4 nie było dostępne w benzynie - tylko w dieslu). 99 900 - tyle kosztowała. Więc auto dla młodych za 100 000 - to nie mogło się udać 🙂. pozdrawiam
  5. Też trzymam i też znam. pozdrawiam
  6. Krzysiu, masz rację odnośnie warunków, ale 21 to nie 25km/h i 40km to nie 500km. Ja ich gonię, jestem gdzieś niedaleko. pozdrawiam
  7. To Piotrek oczywisty bezsens, tutaj nie ma co dyskutować, to jest tzw. Pozerstwo przez duże P. Wspólnik kupił A6 3l diesla od gościa który do oszczędności nieco inaczej podchodził. Na codzień jeździł RS 6, a w trasy jeździł dieslem, stwierdził, że upierdliwe było szukanie non stop stacji po drodze, No nie wiem czy go to taniej wyszło, ale chyba w jego wypadku powiedzenie czas to pieniądz zaważyło na szali, bo A6 kosztowała blisko 4 stówy, nie sądzę że był w stanie tyle więcej spalić RS6 w ciągu 3 lat. Ale to problemy które nas nie dotykają, nic o tym nie wiemy. Dla mnie koszt paliwa jest marginalną rzeczą, ale nie jeżdżę dużo. pozdrawiam
  8. Cze Na Pomorskiej są kosmici. 3:20h 80 km? Mitek z Ewą w środku wyścigu, nie jest źle. pozdrawiam
  9. No chyba że pociągiem, btw. dla mnie to takie jakieś póki co abstrakcyjne odległości. Na drugi dzień to raczej bym nie wstał, nie mówiąc już o pedałowaniu. pozdrawiam
  10. Cze Piotrek, ja w Połówce po 4-ech latach też. Ale co ma czas użytkowania do kosztów eksploatacyjnych? No chyba nie od tego to zależy. Po prostu mało jeździmy. @grimson tutaj będzie bardziej kompetentny. Touareq to luksusowa terenówka, więc chyba nie myślałeś że będzie mało palił i był tani w eksploatacji 😉. Ja uważam że X3, jak i X1 to właśnie modne obecnie SUV-y, auta na bazie standardowych modeli z możliwością zjazdu z drogi. Im droższy/klasy wyższej - tym większe ma możliwości, ale i tak najlepiej czuje się na asfalcie. Z tą oszczędnością, to nie koniecznie - żależy od klasy auta i zamożności kupującego. Im droższy, tym mniejsza wagę ma ekonomia jazdy. Jeśli kosztuje 500% więcej niż Twój to spalanie o 100% więcej jest niebywale małe, wręcz imponująco niskie. pozdrawiam pozdrawiam
  11. Cze Jadą, jeszcze 450km i koniec 🙂 pozdrawiam ps. Dzięki Beatko za link - no fajne to jest, Mitek chyba był w żabce na piwie 😉
  12. Cze Daj znać jak Ci idzie, nie przynieś wstydu koleżankom i kolegom 😉. Powodzenia! pozdrawiam
  13. Cześć To oczywisty bezsens, jedyna zaleta że się wygodniej wsiada. No i udają coś czym nie są. Ale taka moda nastała. Ja raczej bym to porównał do wersji osobowych coś ala Renault Kangoo, VW Caddy i podobnych. Ty jesteś tak naprawdę sztandarowym odbiorcą takiego samochodu, tworzony z myślą o młodych ludziach aktywnie spędzający czas (o ile pamiętam taki był przekaz reklamowy Skody). Ale niestety pomysł nie przetrwał próby czasu, a szkoda 😉. Dla mnie Scenic (a zawsze mam na myśli model z przedrostkiem Grand), to fajny mini van jak Alhambra, Galaxy (którego miałem) czy też Sharan. Też mocno straciły na popularności i zostały samochodami niszowymi. Niemniej jednak nadal uważam, że Yeti to bardzo dobry i bardzo praktyczny wóz. Chociaż o dyskusyjnej urodzie, ale to tylko kwestia gustu. pozdrawiam
  14. No jest gdzie wjechać, a widoki śliczne. Pewnie piesze wędrówki po okolicznych górkach, czy też rowerowe sprawiają sporo radości, cisza i spokój. Fajna miejscówka. Gratuluję. Z ciekawości jakie to okolice? pozdrawiam
  15. Bo my to jacyś idni jesteśmy, w deszczu i takie tam. pozdro
  16. A to się nie zrozumieliśmy - myślałem o LOCK. ASR (czy tam też inne nazwy producenckie) - tak to dużo pomaga czasami, gdzie trzeba przycisnąć, a silnik zostaje zduszony przez system. Też mam guzik osobny - pod ręką. Ale tuż obok jest M - jak manual - Żona kiedyś przyjechała na jedynce - twierdząc że się Miecio zepsuł. 10 km jechała. Są łopatki, ale jeszcze tego nie odkryła. Ja mam napęd 4x4 prosty, rzekłbym klasyczny, bez elektroniki, niezniszczalny i niezawodny, ale ma minus - oparty na mechanizmach różnicowych. Wyjazd z rolek na przeglądzie - jest wyzwaniem. Natomiast w czasie jazdy zawsze działa świetnie, nie ma dla niego znaczenia że dynamicznie zmienia się nawierzchnia. Ale ma też swoje wady - wynikające z ogólnej wady mechanizmów różnicowych. pozdrawiam.
  17. Cześć Nie tyle wysoko się siedzi, co wysoko się wsiada. Moja Żona, wysoka jak na kobietę ma problemy z kręgosłupem. Po SUV-ie mieliśmy kombi - było fajne, ale niestety wysiadanie z niego dla Żony było koszmarem. No i napęd, ośka - nawet najlepsza ośka jest gorsza od najgorszego 4x4, oczywiście w wiadomych warunkach. Nie raz było pchańsko. A że często jeździmy w góry, było to mocno upierdliwe - szczególnie jak sam jechałem. Teraz nie ma takiego problemu. Pewnie Mitka Skoda w pewnych warunkach byłaby równie dobra jak sportage - dopóty - dopóki się podwoziem nie zawiesi - wówczas żaden napęd nie pomoże. A w górach (nie wiem jak u Ciebie) odśnieżanie w zimie nie jest takie oczywiste. Tu SUV - ma przewagę - ale oczywiście ten nie udający SUV-a. Miałem kiedyś Explorera - świetny wóz, ale rok z nim wytrzymałem. Spalił więcej niż był wart, no nie stać mnie było na jazdę 🙂. Chociaż się nie psuł. Mnie się GLC nie trafił, raczej to świadomy wybór, i nie dlatego, że to mercedes tylko że spośród konkurentów był najlepszy i relatywnie tani. Był brany pod uwagę Forester (ten to chyba faktycznie do lasu się nadaje - bo w zakrętach to się kładzie jak mój pies kiedy nas widzi po dłuższej nieobecności), Mazda CX-5 - tu trzeba nie tylko trasę planować, ale i wyprzedzanie 😉, na jeździe próbnej omc nie wjechałem w karetkę (na szczęście) - ja mu gaz - a on myśli i szuka czegoś - biegów nie ma - chyba się zgubił. Alfa Stelvio też super składanka komponentów innych marek (skrzynia ZF z Bejcy - napęd quatro z Audi)- bardzo dobre auto i pewnie bym kupił, ale gość się wypuścił i dał na dzień dobry Quadrifolio na próbę. Czar prysł. Niby 280 kucy w benzynie, a nie jedzie i nie hamuje, jak żem poszedł na ślimaku, to gość się mało nie osrał. Cały czas krzyczał hamuj, qrwa hamuj, takie pull up jak w samolocie. Był jeszcze Tiguan VW - ale cena taka, że mnie z butów wyrwało. + 40 tys do Mercedesa. A Mercedes - blisko 100 000km od nowości i nic oprócz przeglądów (opinia o bezawaryjności tego konkretnego modelu - potwierdzona), napęd prosty - nie zniszczalny (oparty na mechanizmach różnicowych - żadnych sprzęgieł), zawieszenie konwencjonalne, ale jak na SUV-a, to bardzo dobrze się prowadzi, silnik wystarczający - zresztą charakter auta jest taki, że nim się sunie z wolna (można też z szybka), wnętrze nie nosi oznak zużycia. Ma to co powinien mieć (no teraz to haka mi brakuje). No miał być 4 lata - a będzie z 8. Jak V-classa - miała być rok - a była 6. Jak ją sprzedawałem - to cała rodzina płakała. A dlaczego? Chodzi o oszczędność paliwa? Oczywiście, po części masz racje, teraz to moda, ale tak naprawdę, to takie proste MTB skierowane bardzie do jazdy po utwardzonych drogach. Super sprawa jeśli chcesz mieć jeden rower, z tym że leśne ścieżki są tylko dodatkiem do ogólnej jazdy. Taka alternatywa, ja uważam, że sensowna alternatywa dla prostych MTB. Pewnie się zadomowi - bo jednak to zwykły rower, ale z czasem straci na popularności - bo jak pisałeś - przyjdzie nowe. pozdrawiam
  18. Mitek Koncepcja nie jest zła, ale problem w tym, że wszystko teraz przerabiają na SUV-y i wyroby suvo-podobne, co jest totalnym bezsensem, ale to co się sprzedaje kształtuje popyt, nie podaż. Porsche uratował z zapaści SUV. Straciły na tym, a tak naprawdę umarły śmiercią dla mnie niezrozumiałą np. Mini-vany (nie piszę Vany bo mnie Maras zruga, bo po kilkunastu latach w USA wie jak wygląda prawdziwy Van), świetne rodzinne samochody. Przykładem jest Scenic. Niestety nie wiem jak się takim czymś jeździ, natomiast wiem jak SUV się zachowuje z napędem na jedną oś, miałem, jechałem i mało nie wyj...łem. Na myjni przełączyli na 2WD. Dobrze że 3 pasy puste były i przystanek. Droga obje....na tuż koło domu. Tak mnie zaskoczył. Dobry SUV to stały napęd na 4 buty (dołączany pewnie też niezły - miałem, ale raz po powrocie z Wawy to myślałem że się auto pali tak śmierdziało - pewnie komputer głupiał po drodze). No i musi mieć porządne lusterka, bo w Octavii to były wzierniki z martwym polem jak KRK do Łodzi. Dlatego trzeba było jechać nią szybko, taka królowa lewego pasa. A co do automatycznych zachowań w samochodzie, to ja cały czas nieświadomie zerkam w lusterka, nawet tego nie kontroluję. Jak w skodzie ukradli nam wkład od strony kierowcy, to wyobraźcie sobie że ja go dalej używałem, zmieniałem pas - bo nic nie jechało, a przynajmniej mój mózg nic nie widział w lusterku. Że ja jej nie rozbiłem przez te 3 dni - to się dziwię. Oczywiście Cię rozumiem i po części znam Twoją/Waszą filozofię. Ale zakup dopasowanego sprzętu do aktualnych potrzeb, a już taką pewnie masz, nie jest zbrodnią przeciw ludzkości. NIe pisze tu o elektryku, czy jakimś ultra nowoczesnym sprzęcie za pierdylion monet. Ja uważam, z Twoich opisów wnioskując, że gravel byłby dla Ciebie idealny. Inny osprzęt, delikatnie inne koła. Jak na nartach, początkowo jeździmy na byle czym, w miarę nabywania doświadczenia i preferencji kupujemy takiż właśnie sprzęt, dopasowany do naszych preferencji czy potrzeb. Twój szwagier jest doskonałym przykładem, dla mnie to tylko ciekawostka, jak będzie w 1-szej dwudziestce, to mi zaimponuje (póki co te też mi imponuje, że przejechał tyle - ale nigdy nie próbowałem). To tylko jego satysfakcja - bo jednak to rower, chciał pokazać, że da się - pokazał, w tym roku już nie musi, chyba że ma parcie na szkło 😉 i lubi popularność. No i tutaj jest zależne od sprzętu zainstalowanego w rowerze - podobnie myślałem jak Ty, nie blokowałem nic ponieważ nawet lepiej i harmonicznie rower ze mną współpracował "odblokowany", przez rok - do piątku, kiedy się całkowicie odblokował. No jest różnica, czuć prace wkładaną w zawieszenie, mega się buja podczas jazdy - niepotrzebnie. więc jeżdżę na tzw pół bloku - który dla mnie jest idealny. Pełna blokada jest niepotrzebna (a przynajmniej ja jej nie używam). pozdrowienia
  19. A ja tak żałuję że mnie nie będzie, a miałeś mi coś na stoku pokazać, a pusto będzie, kruca fuks co za strata. Następnym razem. pozdrawiam
  20. Krzysiu Z klientem trzeba pogadać, czasem głupio, a sprzedaje się coś przy okazji, mimochodem. Ważne, aby klient był zadowolony. Z czegokolwiek😉. Póki co to mam luz do 21-go. Jedziemy na pól gwizdka, bo dzisiaj przywieźli nową maszynę, więc znowu burdel na kółkach. Niemcy siedzą do 21-go, 15-go pierwsza odbitka i tydzień testów, szkolenia etc. Pierdolenie. Potem już niestety trzeba dać jej jeść. Star wrzucił Porche, ja Corvettę (ta pomarańczowa, V8-ka) ale w wersji super heavy, silnik pięknie gada i daje radę 7-mio tonowym kolcom. pozdrawiam
  21. Cze A tak po krótce, bez fotosów, bo mi się w piątek telefonu nie zabrało, a w niedzielę to mi się nie chciało pstrykać. Bo ładnie było i opór ludzi wszędzie. W piątunio po pracy, jak kury i kacki odbyłem, pojechałem na rower - taki trochę przytyrany po tygodniu, ale Kevin sam w domu (Żona na citybreak w Berlinie, a syn u kolegi) więc chciałem wykorzystać okazję. Późno było, więc kółeczko standard miało być. Po drodze odkryłem że przedni amortyzator w końcu działa jak trzeba, bo miałem wrażenie że jest niezwykle twardy - bo działał na pół gwizdka. Przestawiłem manetkę i znowu przestał działać, ale już wiedziałem że coś nie tak. Regulacja linki wystarczyła - chociaż nie było to łatwe, bo jakiś debil wymyśli regulację na amortyzatorze - zamiast przy manetce. Pogoda super, chłodno - tak jak lubię, delikatny wiaterek. Koło Wawelu jak przywiało - to mi nogi odmówiły posłuszeństwa. Załamka - a to dopiero początek. Wymyśliłem że pojadę przez las - no nie powinno wiać. Wjazd na drogę na drogę na Kopiec Kościuszki - jest fajnie - nie wieje. W połowie podjazdu stwierdziłem - ni ch...ja nie jest fajnie. Jakieś skurcze w łydkach, ale jakoś się dokulałem na górę. Później zjazd i łatwiejszy podjazd. Ale generalnie jakaś rzeźnia. Objechałem, piwka nie było na koniec - bez kasy to w pysk nawet nie dają w dzisiejszych czasach. A kasa wirtualna w telefonie Sobota upłynęła na takich tam pierdołach, jak poranny odbiór Żony z lotniska + zawózka syna na trening, ulubione zajęcie Mitkowe też było - rozkminki sprzętowe 🙂, regulacja amora w moim, założenie błotników ćwierć wieku temu kupionych do reszty rowerów, przełożenie bebechów do Cube-a dla syna z jego starego roweru i i oczywiście w końcu się doczekał, nowej - krótszej sztycy - bo oryginalna była za długa i bidusia do pedałków nie sięgał. Potem do wieczora hamakowanie na działce w słoneczku. W niedzielę popołudniowa wyprawa rodzinna na nowym/starym sprzęcie - super spędzony czas - 50km przejechane bez napinki w lajtowym tempie. Żona coraz śmielej na rowerze, nawet sama wybiera nieoczywiste ścieżki, syn bardzo zadowolony z nowego-starego roweru (zostało jeszcze przeprogramowanie licznika - bo źle wskazuje - ale to pikuś), a ja także, że w końcu zawieszenie nie urywa rąk, tylko pracuje jak trzeba. No i taką prędkość mi się udało osiągnąć (oczywiście chwilową) na powrocie - chyba dużo jak na MTB, ale pusto chłodno już było, może delikatny wiaterek w plecy, urwałem się, ale rower faktycznie szedł jak wściekły. Jak widać - płasko. Bardziej pod górę niż z góry - na 1 km takie wartości to śmiech na sali. pozdrawiam
  22. Piotruś No pięknie, ale ze wspomaganiem? Nie wiesz jakie jest jedyne i słuszne nurkowanie? Freediving jakbyś nie wiedział. Wstyd. pozdrawiam Cię serdecznie - rodzinkę także. ps. Żebyś mnie nie obcyndalał, jak przytargam do Ciebie elektryka 😉
  23. Michał Bo za rzadko zaglądasz. Mocno specjalistycznie się robi, i nawet amatorskie spotkanie jest sporym wyzwaniem 😉. Bo Beskidy to nie Kaukaz, bo nie ma gdzie chodzić, a tym bardziej jeździć. Adaś rzucił hasło, ale nie miał świadomości, że nie ma kompetencji, wiedzy ani "papierów" do tego. Chyba nie podoła. A i nie jest w stanie zapewnić uczestnikom odpowiedniej dawki adrenaliny. Tak że Beatko, Damiano - odpuście sobie - bo będzie się lała krew strumieniami. To nie będzie Paraolimpiada. Szymek, mam nadzieję że dzieciaki mają już manewry, są przygotowane, jak coś to zorganizujemy psychologa dziecięcego, żeby nie miały traumy. Na szczęście ja nie mogę, bo chyba bym się tylko nadawał do podawania napoi na checkpoint-cie. pozdrawiam
  24. Michał Ja tam mam w dupie jak wyglądam i co ludzie o mnie myślą. Z tego co pamiętam to masz taliowane narty, zwykłe dechy 215cm też są wystarczające, nie pytam czy masz, ale czy na nich jeździsz? A jeśli nie, to dlaczego - nie nadają się na ratrakowane stoki? Majątku do grobu nie zabierzemy, mnie bynajmniej szkoda kasy - 1 kwatera na Rakowicach w zupełności wystarczy, jakbym miał całe życie sobie odmawiać i zbierać - to bym połowę musiał przeznaczyć na dodatkowe miejscówki - a tanie nie są. Dzieci mam odchowane i se muszą radzić. Co miały dostać, to dostały - resztę jak pójdę do ziemi - o ile coś zostanie 😉. Pół życia sobie odmawiałem, bo rodzina jest najważniejsza - teraz moje 5 minut. NIe uważam, że życie to jakiś rodzaj ascezy. Oczywiście, wszystko trzeba robić z głową, ale żebym sobie nie mógł kupić fajnego roweru po 30-tu latach pracy? Jakiś kosmos. Nie zasłużyłem? Reszta może Alpy przemierzać na Pelikanach i ch... mi do tego. Ale ja nie muszę, mogę ale nie muszę. pozdrawiam
  25. Mitku Uwielbiam takie opinie, napisz ile miałeś SUV-ów, jak długo nimi jeździłeś i co było w nich aż tak fatalnego, że masz o nich aż tak złe zdanie. Ja jeżdżę SUV-em od 10 lat - coś mogę o nich powiedzieć i napisać na podstawie swoich doświadczeń. Czym się różni mój GLC od Twojego Super? Sa tak samo duże, tyle samo ważą i zajmuje tyle samo miejsca. Mój ma tylko większy prześwit i jest wyższy. Lepiej się do niego wsiada, a jeździ tak samo jak Twój. O zaletach pojemnościowych Skody nie będziemy się rozpisywać, bo jest to ewenement na skalę światową. Już dawno inni producenci przestali się z nią ścigać. Bo to nie ma sensu. Zacznij się cieszyć życiem i zrób coś tylko dla siebie. Sam stwierdziłeś, że masz samochód na 4 dorosłe osoby. Dzieci już miałeś. Teraz Ty. Uważam że każdy skrajny pogląd jest zły a nawet niebezpieczny. Skoro lubisz rower, dużo jeździsz to dlaczego dorosły, pracujący facet ma jeździć dostatecznym lub wystarczającym rowerem. Ja też mam tylko 1 rower, ale mogę korzystać z roweru Żony jak i syna. Każdy z nich jest podobny ale jednak inny. NIe jeżdżę w takim wymiarze jak Ty, częściowo z lenistwa, a częściowo z braku czasu. Im bardziej zaawansowany sprzęt, tym bardziej jest skomplikowana obsługa/ustawienie. Co nie znaczy że jest zły i zawodny. Ja w piątek odkryłem, że przedni amortyzator nie jest w pełni odblokowany, wystarczyło wyregulować linkę, działał, ale na pół gwizdka. Ogromna różnica jeśli chodzi o jazdę w terenie. Pisałem, że jest dużo twardszy niż elektryk - co nie jest prawdą. Ma tylko mniejszy skok i nie da się na nim wyczyniać takich cudów jak na rasowym enduro, ale zawieszenie działa równie dobre. Ja to odkryłem po roku przypadkowo (samoistnie zaskoczyło), być może ktoś to odkrył wcześniej - i wcześniej bym to poprawił. Ale nie było rozkminki sprzętowej - dla Ciebie tak niepotrzebnej. Oczywiście masz rację, jeśli mielibyśmy się tylko zajmować sprzętem, nie jeżdżąc na nim - to oczywisty bezsens. Nauczyłeś się jeździć, wyrobiłeś siłę i wytrzymałość, wiesz jakie są Twoje oczekiwania, więc dlaczego nie miałbyś sobie kupić fajnego roweru na lata, takiego jak potrzebujesz? Jeździsz Gravel Ultra, sporo po mieście - więc dlaczego nie dobry gravel. Bo to MTB i Gravel to nie są takie same rowery. Ale oczywiście na jednym i drugim przejedziesz ultra, tylko wyniki będą różne. A Pomorska500 to wyścig, nie rajd. NIemniej jednak życzę Ci i Ewie powodzenia w Pomorskiej. pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...