-
Liczba zawartości
1 064 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Zawartość dodana przez sese
-
Serwis nart - ręczny czy maszynowy
sese odpowiedział fredowski → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Ad 1 Racetiger SL - specjalistyczne ??? To zwykła sklepówka jest. Dla połowy tuzów tego forum za słaba by nawet na nią spojrzeć... Ad 2 Nie mierzyłem, wystarczyło mi info dystrybutora/importera Volkla na Polskę. -
Serwis nart - ręczny czy maszynowy
sese odpowiedział fredowski → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
To co zrobisz w sytuacji gdy wszystkie Volkle Racetiger SL są fabrycznie podcięte o 1,5 st.? -
Serwis nart - ręczny czy maszynowy
sese odpowiedział fredowski → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Nie napisałem że to dobrze - chodziło mi tylko o to że maszyna była na tyle delikatna że zebrała tylko część krawędzi, nie szlifująć całej jej grubości (z bocznego punktu widzenia) na jeden zadany wcześniej kąt. -
Serwis nart - ręczny czy maszynowy
sese odpowiedział fredowski → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Najwidoczniej źle zostałem zrozumiany, albo w niewłaściwy sposób to opisałem. Maszyna była bardzo delikatna - aż za bardzo. Spód splanowała w ten sposób, że zebrała tylko tyle ile było absolutnie potrzebne dla wyrównania ślizgu i ani mikrona więcej. Pisząc, że zebrała 1/2 wysokości krawędzi bocznej miałem na myśli, że tylko połowę a nie, że aż połowę - zeszlifowana i zpolerowana została tylko dolna połowa wysokości krawędzi, zaś górna połowa pozostała nietknięta (coś takiego jak przy delikatnym przejechaniu pilnikiem podczas ręcznego serwisu i jednoczesnej zmianie kąta np z 87 na 88) -
Serwis nart - ręczny czy maszynowy
sese odpowiedział fredowski → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Kontynując temat tego kombajnu podam coś zaskakującego - jest on tak precyzyjny i delikatny, że nawet nie "ruszy" waszej narty jeśli jest ona za bardzo zajechana, zardzewiała albo pokancerowana. Dlatego serwisant musi najpierw obrobić nartę na mniej skomplikowanej maszynce (i uzupełnić ubytki w ślizgu jeśli to konieczne), a dopiero później może ją oddać w ręce SF1. Śmiesznie wyglądała sprawa gdy zmieniałem na SF1 kąt boczny - maszynka za 120.000 Euro zebrała jedynie 1/2 wysokości krawędzi -
Serwis nart - ręczny czy maszynowy
sese odpowiedział fredowski → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Fredo nie idź w półśrodki - polecam Reichmann SF-1 http://www.reichmann...hines/sf-1.html Robi wszystko i to znacznie szybciej niż w 20 minut Cena z tego co pamiętam 120.000 Euro... -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Ciebie nie było, ale był inny Bocian. Nawet do niego zagadaliśmy czy to przypadkiem nie Ty -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Odnośnie dymka z żelazka mamy na forum specjalistę może się ujawni i zabierze głos w dyskusji. Jedno mogę zaświadczyć dymek (i to nie mały) go nie przestraszył... Skoro jesteśmy przy merytorycznych kwestiach a temat zahartowanej krawędzi został wymieniony już w pierwszym poście, to pytanie czym usuwacie takie ustrojstwo. Wiadomym jest że zwykły - metalowy pilnik z tym sobie nie poradzi. Do soboty uważałem że trzeba zastosować kamień i takowego zawsze używałem (w moim przypadku różowy o nazwie universal edge grinder) Na wspomnianym wcześniej szkoleniu zasugerowano natomiast żeby używać do tego diamentu... Pytanie co lepsze i skuteczniejsze? Szukając odpowiedzi natrafiłem na fajną dyskusję na: http://forum.gazeta...._nie_tylko.html -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Nikt nie pisze, bo ręcznie tego nie zrobisz... A wątek i szkolenia dotyczą zazwyczaj rękodzieła -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Nerwy mi w tym momencie puściły... Ustalamy fakty: 1) nie jestem związany z żadnym ani wrocławskim, ani innym serwisem (chyba że za formę związania uznamy oddawanie do jednego z serwisów nart do zrobienia) 2) w życiu nie przepracowałem nawet jednej minuty jako serwisant. Mało tego nigdy nie nasmarowałem/naostrzyłem żadnych nart poza swoimi własnymi 3) na szkolenie TOKO poszedłem jako amator - pasjonat a Hesie zaciągnąłem tam w sumie na siłe. Zresztą zapłaciłem ze swojej kieszeni za szkolenie na długo przed tym jak Hesia dowiedziała się o tym że ono w ogóle jest organizowane (miała być to niespodzianka) 4) jak doskonale wiesz sam na forum informowałem o tym szkoleniu i wielokrotnie bardzo zachwalałem jego poprzednią edycję (czułem się nawet trochę nieswojo w obliczu tego, że kss, kaja 45 i inni "forumowi serwisanci" organizują swoje szkolenia, a ja reklamuje i polecam to organizowane przez TOKO ) 5) w sobotę Pana Witka widziałem po raz pierwszy w życiu na oczy. Wcześniej nawet nie wiedziałem że ktoś taki istnieje 6) pierwszy raz na stronę Pana Witka wszedłem dopiero po szkoleniu żeby sobie na spokojnie obejrzeć to co było na szkoleniu 7) prywatna wojna z TOKO??? Skoro tak uważasz... Dziwne tylko że na każdym moim serwisowym akcesorium (począwszy od imadeł i żelazka a skończywszy na gumkach do skistopów) jest logo tej właśnie marki 8) pytań nie zadawałem z tego powodu że ich nie miałem (to co robił Pan Witek było dla mnie jasne i oczywiste). Nie neguję tego że można było zadawać pytania tylko o co, skoro nic nowego nie zostało powiedziane... 9) byłbym bardzo wdzięczny jakbyś łaskawie pominął osobę Hesi w tym wątku. Jak widzisz nie napisała ona ani jednego postu w tym temacie. Jeszcze jedna prośba na koniec - przestań doszukiwać się jakiejkolwiek "prywatnej wojny" tam gdzie jej nie ma. Nie będę odpowiadać na dalsze Twoje zaczepki ani oskarżenia. Przedstawiłem najlepiej jak potrafiłem swoją subiektywną (bo inna być nie może) opinię o sobotnim szkoleniu, uznając iż było ono do bani jak na poziom którego miało dotyczyć (w przeciwieństwie do poprzedniego szkolenia prowadzonego przez Szwajcara, które było świetne) -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Świetnie to ująłeś. Ja nie kwestionuje wiedzy ani doświadczenia Witolda Gątarskiego. Serwisem zajmuje się hobbistycznie i na dobrą sprawę się na tym nie znam, a napewno nie tak jak Wy czy Pan Witek. Ale jeżeli dystrybutor czołowej marki serwisowej organizuje szkolenie, dzieli je na dwie częsci - początkujący i zaawansowani, a na dodatek różnicuje cene za oba poziomy - 80/160 zł, to ja chciałbym wiedzieć za co zapłaciłem. Na dzień dzisiejszy mam nieodparte wrażenie, że wydałem 160 zł (a nawet 320 zł bo zaprosiłem na szkolenie Hesie, licząc na to że oboje będziemy mieli sporą frajdę) za: 1) możliwość obejrzenia broszury TOKO wyświetlanej na rzutniku 2) możliwość obejrzenia zdjęć z galerii Pana Witka - dokładnie tych samych, które obejrzałem sobie ponownie dzisiaj na laptopie z kawką w ręce i w domowych pieleszach 3) możliwość obejrzenia "dobrze wykonanej roboty" polegającej na zakofiksowaniu dwóch dziurek, naostrzeniu jednej krawędzi od boku i dołu oraz nasmarowaniu ślizgu 5 smarami (bez urazy, ale identyczny pokaz mogę sobie zrobić w każdym czasie - wystarczy że przyniosę skrzyneczkę narzędziową z piwnicy) Efekt był taki że z tego szkolenia nic nie wynieśli ani zawodowcy (bo przecież to znają) ani początkujący amatorzy (bo z powodów które podałem we wcześniejszych postach szkolenie było niesamowicie chaotyczne i jeśli ktoś pierwszy raz coś takiego widział to i tak się nie nauczył smarować/ostrzyć) PS. Kwestię szczotek i pilników podałem zupełnie dla przykładu - doskonale wiem jaka jest prawidłowa kolejność ich użycia, ale niektórzy z kursantów chyba pierwszy raz widzieli coś takiego jak szczotka obrotowa. Problem w tym że Pan Witek nawet do ręki nie wziął diamentu, a na pytanie z sali (prawodopodobnie ze strony totalnie początkujących) "a co z diamentami?" odpowiedział: "nie będziemy tym się teraz zajmować". Jeśli nie tym, to do cholery czym ???!!!??? Po pierwszych 3 godzinach szkolenia straciłem wiarę w to że będzie dla mnie w jakikolwiek sposób odkrywcze, ale liczyłem przynajmniej na to że otaczający mnie jeszcze więksi ode mnie amatorzy (którzy notowali każde słowo Mistrza) poznają chociażby schemat prawidłowego serwisu. Niestety nie poznali... Przypomniało mi się jeszcze jedno - jeden z punktów szkolenia miał dotyczyć nowości TOKO. Opisano nową klasyfikację smarów, wyjaśniono różnicę między nowym blackiem a starym molibdenem oraz przedstawiono prawdziwy HIT za 2.000 zł - TOKO EDGE TUNER EVO (elekryczna - taśmowa szlifierka do krawędzi). Niestety mogliśmy ją zobaczyć tylko na sucho - w fabrycznym pudełku PS2. To że TOKO potrafi robić rzetelne szkolenia wiem po szkoleniu podstawowym - na którym byłem 3 lub 4 lata temu. Prowadził je jakiś Szwajcar (przepraszam ale nazwiska po tylu latach nie pamiętam), który jasno, łopatologicznie i przystępnie powiedział jak prawidłowo ostrzy i smaruje się narty. Przekaz był taki, że do dziś pamiętam. Dodatkowo podał mnóstwo ciekawostek z PŚ. -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Wiek mam w profilu - 35... Serwisem się nie zajmuje i nigdy nie zajmowałem. Od mniej więcej 4 lat na własne potrzeby smaruje narty, a od 3 samodzielnie je ostrze... -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
A redukcja ciepła powstającego przy ostrzeniu nie jest przypadkiem podstawowym powodem? Kiedyś widziałem filmik na którym w mikroskopowym zbliżeniu widoczne były kryształki diamentu mające kontakt z porami krawędzi narty. W tym mikro świecie tarcie i związane z tym ciepło ponoć jest olbrzymie, a dla nas niewyczuwalne przez właśnie jego mikroskale -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Ciężko mi powiedzieć czego oczekiwałem, ale idąc na to szkolenie byłem przekonany, że wersja pro będzie się CZYMKOLWIEK różnić od szkolenia podstawowego . Liczyłem na coś w stylu tips&tricks - jak coś zrobić szybciej czy lepiej. Przydałoby się też omówienie błedów czy też uszkodzeń spowodowanych przez nieumiejętny serwis ręczny, Natomiast powtarzanie w kółko, że pilnik jest kierunkowy, a HF kładziemy na LF, albo wyjaśnianie co to jest drut i kiedy powstaje uznaje za stratę czasu. Liczyłem też na parę porad wynikających z praktyki i niesamowitego doświadczenia prowadzącego - jak np jakie pilniki/diamenty są najefektywniejsze, które gradacje można pominąć, a które naprawdę się przydają, jaka powinna być kolejność prawidłowego szczotkowania, zwłaszcza, że TOKO oferuje szczotki mieszane (na zewnątrz inny materiał a w środku inny). Zresztą ze szczotkami to byla istna żonglerka - w ruch poszły (w takiej kolejności jak podaje): miedziana, nylonowa, znów miedziana, znów nylonowa ale obrotowa, końskie włosie. W między czasie Pan Witek wziął do ręki szczotkę owalną (stal+miedź, albo stal+nylon), po czym uznał, że jej nie zna bo to nowość i odłożył na miejsce. Jednym słowem oczekiwałem więcej praktyki mniej teorii. Ad 2. Na opisywanym przeze mnie szkoleniu podano fajny patent - przed użyciem pilnika metalowego wetrzeć w jego pory kredę. Wtedy widzimy non stop której części pilnika używamy, a ponadto cały syf po ostrzeniu wyleci nam z pilnika razem ze sproszkowaną kredą. -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Krótka relacja ze szkolenia TOKO we Wrocławiu 25.10.2014 Szkolenie prowadził znany na forum Pan Witek z Krakowa, wstęp zapodał Pan Tadeusz Niebudek z TOKO. Pierwsze prawie dwie godziny zleciały na wyświetlaniu przy pomocy projektora powiększonych stron z ulotki promocyjnej TOKO, którą i tak każdy dostał na wejściu. Do tego komentarz Pana Tadeusza. A więc mieliśmy obszerną baśń o historii TOKO, ich logo, rodzajach śniegu oraz historii i klasyfikacji smarów. Niby ciekawe ale po pierwsze każdy to już słyszał kiedyś na szkoleniu podstawowym, a po drugie mógł dokładnie to samo wyczytać w trzymanej w ręku broszurce. Nie neguje jednak tej części szkolenia bo wiem że marketning rządzi się swoimi prawami i taki wstęp być po prostu musiał. Druga część szkolenia (praktyczna) okazała się, niestety, moim zdaniem totalną katastrofą i niewypałem. Do dziś nie wiem dlaczego to szkolenie zostało nazwane "szkoleniem II stopnia - profesjonalne dla serwisantów". Nie nauczyłem się na nim dosłownie niczego, nie zobaczyłem niczego nowego ani też nie usłyszałem o czymś, czego bym wcześniej nie wiedział. Przepraszam - była jedna nowość - mianowicie dowiedziałem się, że przy używaniu smarów fluorowych (już od LF w górę) ma znaczenie sposób prowadzenia żelazka (ma być od tipu do tailu bez cofania) Tak ma być i już. Teza ta była nowością w teorii smarowania, ale dla mnie osobiście bez znaczenia bo od zawsze smarowałem narty "jednokierunkowo". Przez 4 godziny szkolenia Panu Witkowi udało się: 1) zrobić prawie na gotowo (bez diamentu) dosłownie jedną dolną i boczną krawędź 2) wyrąbać dłutem i zakofiksować zwykłym kofiksem i metal gripem dwie dziury w ślizgu (oczywiście jedna z nich była przy krawędzi co uzasadniało użycie metalgripu) 3) posmarować na gorąco jedną nartę, dzieląc ślizg na 4 części i smarując je odpowiednio Hydro-Carbonem, LF, HF i czystym fluorem (najpierw proszek a potem trzykrotnie Helx). Mimo wysypania i wypryskania na ślizg fluoru za conajmniej kilkaset złotych, próba wody na dobrą sprawę nie pokazała żadnej różnicy między hydrofobowością LF, HF a czystego fluoru. Potem w ramach bonusu było posmarowanie tej samej narty IROXEM. Wnioski takie, że idealna aplikacja IROXA możliwa jest tylko w pokojowej temperaturze i przy ciepłym ślizgu. Potwiedziło to moje doświadczenia, iż niemal niemożliwe jest nałożenie IROXA w lodowatej austiackiej narciarni (tężeje przy pierwszym kontakcie z zimnym ślizgiem w formie punktowych plam) Poza powyższym moglismy dużo się dowiedzieć o tym jak bardzo spartaczone narty wychodzą z fabryki (zwłaszcza Atomici) i że jest na to jeden ratunek - możemy je wysłać do Pana Witka, on je sprawdzi, wystawi gleit, a my złożymy reklamację, która zostanie uwzględniona. Przy tym temacie obejrzeliśmy sobie na rzutniku zdjęcia uszkodzeń nart (zdjęcia są powszechnie dostępne na stronie Pana Witka w galerii) Oglądaliśmy je z predkością jedno foto na sekundę, bez omówienia danej wady/uszkodzenia a tym bardziej bez instruktażu co w danym przypadku można zrobić. Kolejne obszerne wynurzenia prowadzącego dotyczyły tego, że obecnie amatorzy (a zwłaszcza ci z family cup) popadają w wyścig zbrojeń - kupują HF, Helixy itd a potem nie nadążają za swoimi nartami. Sposób prowadzenia szkolenia był bardzo chaotyczny - nieustanne skoki od tematu do tematu, ciągłe dygresje, retrospekcje. Widać było że część uczestników gubi się w tematach i nie nadąża. Dodatkowo podstawowe pytania amatorów np o rodzaj i gradację pilników, rodzaje cyklin, sposób nakładania 100 % fluorów były zbywane że niby są to trywialne pytania, a z drugiej strony na szkoleniu nie poruszono niczego, co by świadczyło o tym że jest ono przeznaczone dla prosów. Sorki - była jedna rzecz - ciągłe wtrącanie tego że profesjonaliści używają profesjonalnych narzędzi danej marki (o to nie mam żalu bo wiadomo kto organizował szkolenie i gdzie) Najlepsza część szkolenia miała miejsce już po jego oficjalnym zakończeniu, gdy można było sobie pogadać z Panem Witkiem na wszelkie tematy. Dodatkowo cała ekspozycja TOKO była do naszej dyspozycji, więc można było sobie obejrzeć wszystkie te world cupowe (i nie tylko) eksponaty a potem je nabyć za ceny hurtowe (za to wielki ukłon i szacun dla organizatorów). Dodatkowo były pyszne pączki i kawa bez ograniczeń. Podsumowywując miło było sobie odświeżyć to i owo po letniej przerwie, ale z drugiej strony do dzisiaj nie mogę sobie darować tego że zapłaciłem 160 zł za możliwość obejrzenia dokładnie tego samego, co samodzielnie wykonuje przynajmniej kilkanaście razy w sezonie. Pozdro -
Ręczny serwis - typowe problemy
sese odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Serwis i konserwacja sprzętu
Na szkolenie Toko we Wro od dawna nie ma miejsc - zapisywałem się na wersję PRO już ponad miesiąc temu i już wtedy nie było miejsc na szkolenie podstawowe. Szkolenie niestety kosztuje i to nie mało, ale jest pewien bonus o którym wiedzą tylko ci, co biorą udział w tych szkoleniach. Chodzi o możliwość zakupu w cenach hurtowych róznego sprzętu którym handluje dystrybutor organizujący szkolenie. Mi cena szkolenia "zwrócila" się z nawiązką przy jednoczesnym zakupie ostrzałki i paru pilników... -
Taki chodnik nie zastąpi żadnego normalnego wyciągu. O ile pamiętam to coś takiego jest na Penken przy górnej stacji Horbergbahn (żeby ludzie nie musieli podchodzić pod gondole). Niby fajne, sprytne i dobrze pomyślane, ale rodzi mnóstwo problemów, zwłaszcza przy schodzeniu z taśmy. Ludzie zamiast spokojnie poczekać aż ich taśma "zrzuci" na płaskie to kombinują, próbują łyżwy, niektórzy pługa. Efekt taki, że część zsuwa się na taśmie do tyłu, niektórzy wpadają na pozostałych użytkowników taśmy, przewracają się itp. Jednym słowem jest wesoło. Nawierzchnia niby tępa i z gumy, ale drgania taśmy powodują, że przy podjeździe człowiek trochę się zsuwa (około metra na całej długości taśmy) To znowu rodzi panikę i niepotrzebne kombinowanie. Efekty jak wyżej. Najlepiej radzą sobie z tym dzieciaki i to jest argument za tym aby tego rodzaju urządzenia służyły tylko im...
-
"Rewelancja" to mało powiedziane... Można by dużo pisać o ujęciach, krajobrazach, klimacie filmu, pracy kamery, muzyce, montażu itd, ale ja powiem jedno - mega relacja z wymarzonych "letnich" wakacji. Zazdroszczę niesamowicie i zaczynam planować coś podobnego na lipiec 2015... Wprawdzie nie Zermatt i Matterhorn, ale Kaprun i Kitzsteinhorn, ale mam nadzieje, że troche tego klimatu uda mi się poznać. Pozdrawiam
-
Moim zdaniem też właśnie chodzi o czysty marketing i licytacje. Gondoli jeszcze nie ma, ale wielki napis "HIT!" już wisi. Podobnie było przy otwarciu kanapy Winterpolu. Dla typowego narciarza radość z gondoli na tak krótkim odcinku będzie średnia, ale dla "piechurów" możliwość komfortowego dostania się do Masarykowej Chaty pewnie okaże się bezcenna. Szkoda tylko, że najdroższe i najbardziej wypasione wyciągi w Sudetach (6 Winterpolu w Zieleńcu i niemal identyczna w Karpaczu + kombibahn Nartoramy + gondola w Świeradowie) powstają na stokach średnio cieszących wytrawnych bywalów tego forum. Gdyby się dało wzorem dyrektora z "Poszukiwany, poszukiwana" (granego przez Jerzego Dobrowolskiego) poprzenosić te wyciągi w inne miejsca to by było idealnie. I jeszcze by "honorarium autorskie za poprawki w projekcie urbanistycznym" wpadło
-
Radku to nie tak... Ja się cieszę z kazdej inwestycji w polskich górach. Mam świadomość, że niestety nie będą one wyższe bo przecież nie usypiemy ich więcej... Pytanie tylko czy warto wydawać konkretną kasę na 780 m kombibahna, kiedy za te same pieniądze pewnie można zainstalować kilka 4-osobowych krzeseł (nawet z demobilu). Wtedy korzyść dla potencjalnego narciarza byłaby chyba większa... Chociaż z drugiej strony jakbyś walnął kombibahna na Dziku, to chyba bym jeździł w kółko (nawet bez ViP ani bez Cafe)
-
WOW. Do dzisiaj przytaczałem Zieleniec, jako magiczne miejsce, gdzie jest najkrótsza na świecie (650 m) sześcioosobowa, wyprzęgana i podgrzewana kanapa z osłonami. Teraz dojdzie do tego najkrótszy na świecie kombibahn (780 m). W komplecie mamy do tego najkrótszą 15 osobową gondole o długości 380 m (Polinka Wrocław) Pora na bicie rekordów w najdłuższych urządzeniach wyciągowych
-
Z największą przyjemnością bym to zrobił, problem w tym, że cztery lata temu On odszedł do krainy wiecznie ośnieżonych stoków...
-
A propos czasów prostopadłego stania w kolejkach to nieodpacie przywołują one w mojej pamięci pewne sytuacje z mojego dzieciństwa. Widząc bowiem mój zapał do nart w czasach późnej podstawówki/wczesnego liceum, mój Tata czasami budził mnie w sobotnie poranki słowami: "zbieraj się szybko - zaraz wyjeżdżamy do Szczyrku/Korbielowa/Ustronia". Ponieważ przepustowość krzeseł na Duże Skrzyczne/Czantorię była w tamtych czasach chyba ujemna, to w sobotnie poranki przy dolnych stacjach ustawiała się co najmniej kilkudziesięciometrowa kolejka, ale właśnie z tych "pożądnych" kolejek, czyli jeden za drugim, prostopadle, bez wpychania się i bez chamstwa. Chcąc abym sobie jak najwięcej pojeździł, mój Tato ustawiał się na końcu kolejki w momencie w którym siadałem na krzesełko i tym sposobem jeździłem niemal na okrągło. Dodać należy, że sam był bez nart (wtedy już nie jeździł), co skutkowało licznymi okrzykami - "pan podejdzie do przodu", "piesi jadą bez kolejki". Tłumaczył wtedy cierpliwie, że jego syn zaraz zjedzie, a on tylko trzyma kolejke. Wtedy gest Taty wydawał mi się czymś normalnym (umysł dziecka podpowiadał: "przecież i tak musi na mnie gdzieś czekać"), ale dzisiaj wiem, że jego stanie po pare godzin w mrozie, śniegu czy deszczu i to tylko po to żeby smarkacz miał frajdę, było czymś naprawdę wyjątkowym i wartym docenienia...
-
Pierwszy wyjazd alpejski to Kaprun. Okolice 1994 roku. Do dziś pamiętam tamto wrażenie po wyjściu z Alpincenter i pierwszym spojrzeniu na stoki. Po prostu mnie totalnie zamurowało. Wszystko było tak inne, tak fantastyczne i jednocześnie tak irracjonalne - jak z jakiejś bajki. Począwszy od krzeseł i gondoli (dotychczas znałem tylko Zakopane, Szczyrk, Korbielów, Karpacz i Tatrzańską Łomnice), przez sztruks (w Polsce niedostępny) po widoki (choć tutaj szczyt Lomnicy przygotował mnie na podobne doznania) Najlepsze było to, ze spojrzałem na dolną stację krzesła (chyba był to Gratbahn) i pierwsza myśl jak przyszła mi do głowy była taka - dwa lata oszczędzania żeby tu przyjechać, ponad 25 godzin w autokarze (nie było UE i Schengen) a tu pozamykane wyciągi i z jazdy nici. Ze smutną miną zacząłem już iść z powrotem w stronę budynku ale po obróceniu się w stronę krzesła okazało się, że jednak ludzie zjeżdżają pod bramki i pewnym krokiem idą w stronę krzesełek. Po chwili się wszystko wyjaśniło - wyciąg był czynny, tylko w głowie mi się nie mieściło, że może on działać bez towarzystwa conajmniej kilkudziesięcioosobowego ogonka ludzi. Warto dodać, że to wszystko było jeszcze przed katastrofą kreta, co sprawiało że człowiek nagle lądował na 2450 m bez wcześniejszego kontaktu z alpejskim krajobrazem. Teraz bym ich nawet nie zabrał na stok bo trumna ma "tylko" 190 cm
-
Żeby nie było - Majorka jest moją ulubioną destynacją letnią. Byłem tam 3 razy (w tym 2 w samym Arenalu) i na pewno jeszcze nie raz wróce. Zachowanie nastoletnich Niemców stanowi dla mnie specyficzną formę folkloru, z którą się nie utożsamiam, ale którą raczej toleruje (najbardziej widoczne jest darcie ryja już od 7:00 rano, wszechobecne i nachalne demostrowanie swojej przynależności państwowej i wspomniane przez bubola chlanie z wiadra 24/7. Co ciekawe nawet rowery wodne i materace dmuchane mają stosowne wycięcia na wiadra z wódą). Powyższe chlanie i powiązana z nią dobra zabawa (o dziwo nawet Niemcy potrafią się dobrze bawić) rodzi jednak smutne konsekwencje w postaci zaniku kontroli nad reakcjami fizjologicznymi własnego organizmu. Dlatego codziennie widoczne były takie zachowania jak wymiotowanie do basenu, szczanie z hotelowego balkonu i inne, niestety jeszcze bardziej drastyczne incydenty ... Mając to w pamięci wzdryga mnie za każdym razem, gdy ktoś mówi że chlanie na umór i fatalne zachowanie po alkoholu jest domeną tylko i wyłącznie Polaków. Podkreślić należy, iż opisani przeze mnie Niemcy raczej nie wstydzą się ani swojego zachowania ani swojej nacji, skoro non stop są albo ubrani w narodowe barwy, albo wloką za sobą (nawet na plaże bądź do klubu) sporych rozmiarów szturmówkę z niemieckimi barwami.
