a_senior
Members-
Liczba zawartości
3 036 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
39
Zawartość dodana przez a_senior
-
Też tak sądzę. Bo widzi się błędy i mocne strony innych. I te wieczorne omawianie "postępów" przy pifku.
-
Nauczyć się już nie nauczysz, ale będziesz wiedział co robisz źle a może nawet dobrze. 🙂 Spokojniej się odejdzie z tego świata z taką świadomością. 🙂 Zresztą co do nauczania nowych rzeczy w późnym wieku też nie jestem pewien. Myślę, że da się czegoś nowego jeszcze nauczyć. Gorzej w usunięciu czy zmianie złych nawyków. Ostatnio podwoziłem do mechanika samochód znajomego. Coś mi to pomaganie bliźnim ostatnio nawiedza, vide kobieta na parkingu. Padło wspomaganie kierownicy, a on bał się jechać. Kłopot w tym, że to był samochód z automatem a ja nienawykły. I w ciężkich krakowskich warunkach dałem radę. Tyle że co rusz wciaskałem pedał sprzęgła, którego nie było. 🙂
-
U mnie też się ruszyło.
-
Moim zdaniem też. Rewelacja. Niedrogo. Nawet w wersji z HB to wciąż tani. W zasadzie tyle trzeba dać za zwykły wyjazd w Alpy. Ale przede wszystkim obecność takiego guru jak Piotr. Pokaże, poprawi, nauczy. Sam bym się wybrał i to bez wahania gdybym te parę lat był młodszy. 🙂
-
O jest. 🙂 W połowie lat 70. spędziłem prawie 3 miesiące na piwnych saksach. Byłem pomocnikiem kierowcy w rozwózce piwa z dużej hurtowni do małych hurtowni. W Liege w Belgii. Wcześniej piwa nie lubiłem i nie piłem. Zresztą alkoholu w jakiejkolwiek postaci też nie. Ale przez 3 miesiące pracy, mając do dyzspozycji dowolną ilość darmowego piwa... I tak stałem się miłośnikiem piwa. Pracowałem w Stella Artois, znanej wytwórni piwa w Belgii, ale woziliśmy różne gatunki i nie tylko piwo. Co ja sie tego opiłem i to różnych gatunków. Do domu teoretycznie nie można było zabierać, ale oczywiście nikt tego nie przestrzegał. Ze wszystkich saksów, na które jeździłem, a było ich niemało w różnych krajach, te piwne uważam za najlepsze. Świetna praca, choć wbrew pozorom nielekka. Z zagrożeniami. 🙂 I zamiłowanie do piwa mi zostało. Stety, niestety. Prawie codziennie jedno musi być. Ale by je wypić musi być jakaś kara wcześniej. Tą karą jest 15-minutowa gimnastyka. 🙂
-
Domyślam się. Nawet ten odcinek Raduni, który okrążaliśmy jest pełen spadów i wodospadów a wyobrażam sobie, że wyżej rzeki jest jeszcze bardziej dziko. Na Raduni jest 6 elektrowni wodnych zbudowanych przez Niemców. Skoro elektrownie wodne to musi byc niezły spad. Właśnie przy jednej z nich, Bielkowo, przekraczalismy rzekę wąską kładką.
-
Albo lepiej, jak tu gdzie spedzam nadmorskie wakacje. 🙂 Zdjęcia z 17 lipca.
-
Kilka zdjęć z malowniczego objazdu rowerowego Jeziora Straszyńskiego niedaleko Gdańska. I rzeki Raduni. Nisamowita, miejscami dzika, prawie górska rzeka. 12 km od Gdańska. 🙂 6-letni wnuk dawał radę. Dziadek też. 🙂
-
Pięknie jedzie. Podoba się, ale dla mnie to tzw. science fiction. Nie mam żadnych szans na taką jazdę i to od dobrych kilku lat. Trzeba dużo krzepy i brak ograniczeń w stawach i kregosłupie. No i oczywiscie techniki. Dlatego nawet nie próbuję. 🙂 Myślę, że w miarę przyzwoicie jadę skrętem ciętym średnim i długim skrętem po średnio lub słabo nachylonym stoku. Krótkim nie potrafię z ww. powodów.
-
Np. moja żona. Pani profesor astrofizyk. 🙂 Z tematu jej pracy habilitacyjnej zrozumiałem tylko pojedyncze słowa i to nie wszystkie. 🙂 Parkuje tak sobie. Przeważnie muszę po niej poprawiać. 🙂 Komputer i smartfon sie jej nie słucha i też często muszę interweniować. 🙂
-
Gdy się tak głębiej zastanowić to trudno się z Toba nie zgodzić. Przecież to jest komiczne a nawet idiotyczne. Wywozimy się w górę wyciągiem, krzesłem, kolejką a potem zjeżdżamy po ubitej, przygotowanej przez specjalne urządzenia, najlepiej wygładzonej trasie. I od czasu do czasu lądujemy w knajpie na stoku by coś przekąsić i wypić, w tym także coś alkoholowego. Na zdrowy rozum - bez sensu. Dlaczego to robimy, zamiast maszerować na nartach w górach, czy po nizinach, po nieprzetartych szlakach, od czasu do czasu zjeżdżając w dół, chłonąc kontakt z naturą, przyrodą i górami? Bo ten pierwszy tryb jest duuuużo łatwiejszy, wygodniejszy i daje mnóstwo frajdy. Moje poważne (wcześniej była jazda po oślich łaczkach) narciarstwo zaczęło się w połowie lat 60. na Kasprowym. Fakt, było graitacyjne, choć niekiedy podchodziliśmy na Halę Goryczkową z Kuźnic, ale było mniej sztuczne. Trasy przygotowywali sami narciarze zjeżdżając po nieubitym śniegu. A dlaczego tak dużo dyskutuje się tu o technice w tym nartowniu grawitacyjnym? 🙂 Bo lepsza i bardziej skuteczna technika, prócz tego że podnosi bezpieczeństwo swoje i innych, daje więcej frajdy niż gorsza. Niestety aby się o tym przekonać trzeba ją opanować. Można oczywiście jeździć kiepsko, bezpiecznie i cieszyć się z tego. Ale wszyscy ci co przeszli na wyższy poziom zaświadczą, że jeżdżąc lepiej bardziej się cieszą. Są szczęśliwsi. 🙂 A o to przecież chodzi na tym łez padole. 🙂 No może nie tylko o to, ale to ważne. 🙂 A do jakiej techniki należy dążyć? Do wszechstronnej. Warto opanować różne sposoby zjeżdżania, bo użyjemy je w zależności od sytuacji i warunków. Optymalnie do okoliczności. Dawałem tu filmiki niejakiego Morgana Petiniot, który komentował swój zjazd na typowych trasach wsród innych zjeżdżających. Dobierał technikę jazdy w zależności od terenu, nachylenia i - zwłaszcza - "zaludnienia" na trasie. Czasem był to skręt cięty, krótszy czy dłuższy, czasem krótki dynamiczny a czasem krótki ześlizgowy by lepiej kontrolować jazdę w tłumie. Znamienne są jego słowa na końcu jednego z przejazdów: "Zauważyliście, że jechałem różnymi technikami, ale najczęściej używany i najbardziej uniwersalny był skręt krótki dynamiczny". Powiedzmy taki mieszaniec carvingowo-ześlizgowy. I to jest też moje zdanie.
-
To jeszcze mały przejazd moimi ukochanymi nadmorskimi płytami syna i 6-letniego wnuka. Wnuk bez kasku, bo rodzice zapomnieli zabrać. https://photos.app.goo.gl/DQabbkFphb7HK51E7
-
Też nie jestem mistrzem jazdy do tyłu, zwłaszcza po łuku. Ale w przypadku tej pani jazdy i łuku byłoby niewiele. Anyway, jak dla mnie przypadek był fascynujący i absurdalny, bardzo podobny do tego na filmie. Coś mnie ostatnio takie prześladują, vide akcja wnuka. 🙂
-
Wstawiam tutaj, choć z humorem nie do końca się rymuje. Wczoraj spotkałem się z podobną sytuacja jak na poniższym filmie. Młoda, choć nie młódka, kobieta usiłowała wyjechać małym samochodem z parkingu. W środku dzieci i jej starsza matka. Podobnie jak filmie, wystarczyło pojechać do tyłu lekko skręcajac w lewo a potem skręcić kierownicę w lewo i pojechać do przodu. Ale ona, znów podobnie jak na filmie, zaczęła wykonywać dziwne ruchy pląsające między dwoma samochodami. Widząc jej bezradność podszedłem do niej i zaproponowałem, że ją zastąpię za kierownicą i wyjadę. Trochę ryzykowałem, bo mogła powiedzieć coś w rodzaju: "odwal się pan". Ale ona podziękowała w stylu: "będę wdzięczna, dziekuję". Wyprowadziłem samochód na prostą. Podziękowała i dodała, że sądziła, że jeden z samochodów między którymi sie miotała był mój. Żaden nie był. 🙂 I już po zacząłem się zastawiać jak to możliwe, że ta pani nie wybrała oczywistej drogi wyjazdy tylko pokrętną i skomplikowaną. Brak wyobraźni przestrzennej, jakieś problemy w przewidywaniu ruch kierownicy a ruch samochodu? Robiła wrażenie rozgarniętej i inteligentnej.
-
Bo chyba utrwalił się pewien consensus. Nawet tu o używaniu kasków narciarskich nic sie nie pisze. I bardzo dobrze. A ja sobie siedzę na kanapie w oczekiwaniu na lepszą pogodę. Od kilku godzin mam taką: https://photos.app.goo.gl/KpTDouaszzzh9Kcz9
-
Ja też nie widzę, ale inni już tak. Pamiętam "gorące" dyskusje w grupie rowerowej, niestety już nie istniejącej. Faktem jest, że najwiekszymi orędownikami noszenia kasków byli rowerowi nowicjusze. 🙂 Swoją drogą, podobnie jak na nartach, nigdy nie miałem poważnego upadku/wypadku na rowerze. Nawet przy nieco szalonych jak na mój wiek zjazdach w górach. Żaden samochód mnie nie chciał przejechać, choć były przypadki o mało co. I oby tak było dalej. 🙂
-
Jeździcie w kasku na rowerze? Wiem, temat kontrowersyjny i wielokrotnie podejmowany, ale przypomniał mi sie dzisiaj, gdy znajoma zapytała mnie, widząc przyjeżdżającego z wycieczki (nad Bałtykiem), dlaczego nie jeżdżę w kasku. Odpowiedziałem "dowcipnie", że dlatego co Holendrzy. Widział ktoś Holendra w jeździe rekreacyjnej w kasku? 🙂 Podobnie jak Holendrzy urodziłem się z rowerem i czuję się na nim pewniej niż stojac na nogach. 🙂 Dodam, że w górach używam kasku. Na nartach od kilku lat w kasku.
-
Dzwoni, ale w bezpieczny sposób. Dotyczy mBanku. Musisz potwierdzić rozmowę w aplikacji bankowej.
-
Marku, zadzwoniłem do siostry. Niestety ona też nie pamięta szczegółów. Mniej więcej wygladało to tak. Szwagier nie mógł zalogować się do swojego banku (belgijskiego, mieszka w Belgii). W tym samym czasie, gdy walczył z dostępem do banku, a może całego internetu (z komputera Apple), zadzwonił telefon, rzekomo z banku. Tu siostra nie pamięta, ale w celu odblokowania poproszono o dane karty. Podał. Facet cały czas trzymał go na telefonie i niby coś tam sprawdzał. Naprawdę to wyprowadzał przy pomocy karty Visa pieniądze. Żadne autoryzacje nie były potrzebne. W końcu szwagier się zorientował. Przerwał rozmowę, zadzwonił do banku, zablokował kartę. Ale niestety wyciekło już ok. 1500 Euro. Późniejsze reklamacje w banku nic nie dały. Hakerzy w jakiś sposób zablokowali mu dostęp do banku a może całego internetu. Jak? Nie wiemy. Dlaczego bank nie uwzględnił reklamacji? Nie wiemy.
-
Kilka fotek z nadmorskiego rowerowania z wnukami. Pogoda - jak widać. Klimacik i widoczki - jak widać. Po kilku latach eksperymentowania z crossem, wróciłem do full MTB. Jednak na te warunki zdecydowanie lepszy.
-
Teraz to oczywiste, ale wtedy nie było. Do tego poczta w czołowym ośrodku komputerowym w Polsce. 😉
-
Nie pamiętam dobrze. Zadzwonię do siostry, dowiem się i napiszę. Szwagier ma swoje lata. Dokładnie takie jak Clint Eastwood. 🙂 Ale głowa wciąż nieskazitelna. Niestety sprytny, a zwłaszcza nieznany, atak może byc groźny dla każdego. Może o tym pisałem, ale przypomnę. Kilka lat temu, gdy tego typu ataki dopiero się pojawiły, dostałem na pocztę pracową (Cyfronet - duży ośrodek komputerowy) mail z linkiem do kliknięcia. Był to ransomware, mało wtedy znany. Kliknąłem, ja stary komputerowiec, co to z niejednego komputerowago pieca jadał. I... nic sie nie stało, bo kliknąłem go na smartfonie z Androidem, gdzie również miałem zainstalowaną tę pocztę. Podchodzę do koleżanki i opowiadam ze śmiechem co to się stało, a raczej mogło stać, a ona smutnym głosem orzekła: "a myśmy z mężem kliknęli". Na komputerze z Windowsem, gdzie mąż trzymał całą swoją kancelarię. Był adwokatem. I co było robić, zapłacili. Była jeszcze próba hakerska na Whatsapp, ale to klasyka, choć wtedy jeszcze mało znana. Nie dałem się. I był telefon w środku nocy, że syn miał wypadek i trzeba zapłacić, by nie miał jako sprawca kłopotów. Chwilę zeszło zanim zorientowałem się, że to lipa. Człowiek wybudzony w środku nocy nie jest sobą.
-
Myślałem, że sczytano kartę przy wypłacie pieniędzy. Też mam taką kartę co nią muszę choc raz w miesiącu zapłacić. Ale nią również płacę Portfelem Google.
-
To czemu nie wypłacasz blikiem?
-
W grubszych tematach? Marku, uważaj. Szwagra belgijskiego opędzlowali na jakieś 1500 Euro. Fakt, na biednego nie trafiło. 🙂 Dane karty wyłudzono w sprytny sposób. Bank pomimo interwencji nic nie zwrócił. Znajomą kilka lat temu po zakupach w internecie kartą (szczegółów nie pamiętam) załatwili na kilka tysięcy zł zanim zablokowała kartę. Rachunki z Bankoku i podobne. Przekazywanie danych karty jest zawsze ryzykowne. Ja też to robię, gdy muszę płacić w internecie kartą. Np. za zdjęcia Google albo Netflix (dla dzieci, bo sam nie korzystam). Ale wtedy podaję dane karty wirtualnej, którą sobie założyłem w banku i na której jest tyle środków ile chcę by było. Sprytne rozwiązanie. Na blika też da się oszukać, ale łatwo sie przed tym obronić. Np. można wypłacić komuś zdalnie pieniądze w bankomacie. On klika blik na ekranie bankomatu, Ty, będąc zupełnie w innym miejscu, generujesz kod blik, który mu telefonicznie podajesz, on go wprowadza i voila. Limit jest 1000 zł, a co szkodzi powtórzyć operacje kilkakrotnie. Tak właśnie wielokrotnie pożyczałem znajomemu pieniądze. Zawsze oddawał, z wyjątkiem ostatniego razu. 🙂 2000 zł w plecy. Nagroda za dobre serce. Ale i zysk. Przestał ode mnie pożyczać. 🙂
