Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
W grudniu córka miała szkolenie ze szkoły Zgorky, w sobotę jedziemy w Alpy i też udało się dopisać do Polskiej szkoły. Fakt że trochę to kosztuje, ale wszystkie wyjazdy rodzinne ze szkoleniem dla dzieci, są sporo droższe, niż wyjazd na własną rękę i dokupienie szkolenia. To było pytanie przyszłościowe, ale może za rok już język w razie czego też nie będzie aż takim problemem.
-
I dobrze, bo Tomasiak w swojej próbie miał prędkość o 3 km niższa na rozbiegu.
-
Cześć He He Kacper - tzn mój Kacper - podał ten scenariusz w momencie gdy zaczął padać śnieg. Zostały spełnione dwie przyczyny do odwołania konkursu. Proste. Ale trzeba jednoznacznie przyznać, że można było skakać jak Austriacy. Pozdro
-
Brawo Kacper, brawo Paweł !!!!!!
-
Myślałam że dokończą na siłę, ale jednak nie - udało się!
-
Ale Polska nie jest tak znowu bardzo egzotycznym krajem. Chyba nasz najlepszy pierwszoroczny junior (przy okazji syn olimpijczyka z Turynu) ma duuużo lepsze punkty w SL niż gość, który był dziś 35. My mamy na prawdę kilku zawodników, którzy na papierze powinni spokojnie wejść do "30", mimo braku sukcesów w PŚ
-
Tak. Piłkarski poker 😀. Mamy srebro.
-
Dzisiaj wręcz odwrotnie. Niby -5, ale odczuwalna zdecydowanie niższa. Z dobrych wiadomości: pada śnieg. Jeszcze wyjdzie, że GK dociągnie do marca...
-
no widzisz ja nigdy nie pisałem że Alpy to ultima ratio i zawsze był do tego jakiś kontekst, w Alpy jeźdźę bo mam najbliżej i kupuję zazwyczaj sezonówki. Gdybym mieszkał dalej w Katowicach to też bym jeździł do Szczyrku, Zwardonia, Wisły, na Kasprowy i w Tatry Słowackie - zapewne kupił bym sobie tak tutaj zachwalaną sprytną sezonówkę
-
Hej, mój syn stawiał pierwsze kroki w austriackiej szkółce. Wówczas jeszcze słabo w ogóle mówił. Pani, która prowadziła zapisy powiedziała mi, że język nie stanowi przeszkody i na tym etapie chyba rzeczywiście nie stanowiło - tym bardziej, że instruktorka, starsza Pani ewidentnie zjadła na tym zęby. Tyle jeśli chodzi o pierwsze kroki w typowym narciarskim przedszkolu, gdzie główne hasło to "pizza, pizza". Wydaje mi się, że im dalej w las tym bardziej jednak może to przeszkadzać. Jeśli jednak chcesz jechać z dzieckiem za granicę, to z perspektywy późniejszych doświadczeń chyba jednak polecałbym pojechać z renomowaną szkołą/biurem/klubem z Polski. To nie są (podobnie jak lokalna szkółka w Alpach) tanie rzeczy, ale dzieci zwykle są zadowolone. A dlaczego? Jeśli chcesz, aby szkolenie miało kontynuację to powody, które podałem powyżej mogą sprawę komplikować. Dziecko może nie wiedzieć jak po niemiecku jest "angulacja"🤣
-
Jak jest śnieg to każdy głupi pojedzie.
- Dzisiaj
-
Cześć Niestety wcale tak nie jest. Żadnej pozycji na tym etapie nie ustawiamy ani nie oczekujemy, że będzie i nic nie zostanie na lata. W tym okresie kształtujemy zupełnie inne rzeczy. Jeżeli proces będzie prowadzony sensownie a przykład opiekuna będzie dobry wszystko się poukłada nijako samo. Pozdro
-
Cześć. Znalazłbyś czas dla mnie w następnym tygodniu ?
-
Cześć Tak jak napisałem, że chyba nie ma sensu abym na ten temat pisał bo to nie byłoby w pełni uczciwe. Pozdro
-
Kurcze wreszcie poszło treściwie....Dziadku działasz prawidłowo....wątek sklerotyczny się robi ..i bardzo dobrze ....
-
Okienko pogodowe - od jutra do 28.02 dalej 06.03 do 12.03. Tomek zapraszam serdecznie a zwłaszcza na luźną jazdę...Panie marzec tu już się nie pracuje tylko opala
-
Od początku rozpoznałem Cię jako babę, z którą lepiej nie zadzierać. 🙂 Podobnie jak z moją córką. 🙂
-
Myślę że wszystko zależy od tego .. i jeszcze od charakteru. Dwa lata temu założyłem wnukowi narty - po 2 godzinach stwierdziłem że to nie ma sensu - nie był zainteresowany. W tym sezonie było drugie podejście - klikło. Oczywiiściie jak mu każę ćwiczyć, ćwiczy ale jak go spuszczę z oka - "dzida" (to akurat normalne).. 🙂 .... on musi sam chcieć ..... więc wziąłem go na stromszy stok gdzie pług to było mało - po dwóch wywrotkach poprosił o "trenera".. to działa Ja nie mam "papierów"- ja mu mogę podarować objeżdżanie..
-
Nie, mój wpis to inny kontekst. Co roku jeździliśmy w Alpy, z tą delikatną różnicą, że syn jeździł zwykle na jabłuszku z jednym z nas, a wolny akurat rodzic jeździł z córką. Tak czy siak jechaliśmy w Alpy, czy by potrafił cokolwiek, czy nie. Oczywiście doceniam Twoją wiedzę dotyczycą ośrodków Alpejskich, fotorelacje etc. To skarbnica wiedzy. Ja chyba nigdy w życiu nie zwiedzę tyle co Ty. Ta wiedza jest bardzo użyteczna, jeśli będę potrzebował porady czy opinii, będę do Ciebie na pewno w pierwszej kolejności się zwracał. pozdro
-
Adam wykończą Cie te kursantki. Musisz brać same jeżdżące na poranne godziny, zanim uruchomią mały wyciąg. 😁 Wiadomo, że jesteś w pracy. Następnym razem wezmę Nikodemowi godzinę jazdy z Tobą, trochę go ustawisz do pionu. Teraz mamy przerwę, ale za dwa tygodnie będziemy. Myślę, że w marcu jeszcze będą warunki. Pozdrowienia serdeczne.
-
Mam niewielkie doświadczenia. Córkę uczyła Francuzka, ale wtedy mieszkaliśmy we Francji i córka lepiej mówiła po francusku niż po polsku. 🙂 Na filmiku z 3-letnim wnukiem instruktor jest Austriakiem, ale na tym poziomie język ma niewielkie znaczenie. Dopytam jeszcze córki bo zdaje się, że później też był szkolony przez obcojęzycznego instruktora. Inny wnuk, od syna, podobno był grupie prowadzonej przez czeskiego instruktora, gdy byli w czeskim ośrodku. Ponoć bez problemów. Edit. Rozmawiałem z córką. Tak, była próba szkolenia 4-letniego wnuka przez obcokrajowca. Nieudana. Odradza.
-
Cze Nikt się nie kwapi, to ja napiszę. Dzieci moje. Córka, ostrożna, ale chciała. 2 sezony zajęła mi pionizacja do efektu dość swobodnego poruszania się po stoku. Ile dni? - nie pamiętam, bo nie liczyłem. Ale sporo, na pewno ich było z 50-60. Parę lekcji z instruktorami na początek, przypadkowymi, potem jazda i naśladownictwo. Syn, ten nie chciał bardzo długo nawet nart założyć. Ale jak juz chciał, to dość szybko zaczął jeździć. Instruktora miał tylko w pierwszym dniu jazdy, tez przypadkowy, ale 3h z rzędu. Tutaj lepiej pamietam - po pierwszym sezonie już dość swobodnie się poruszał po stoku. 39dni dokładnie. Potem jak Andrzej napisał, poszedłem na łatwiznę, miałem tą możliwość, dzieci poszły do klubów, a cykliczne szkolenie zrobiło swoje. Miałem świadomość, że ja osobiście bez wiedzy i doświadczenia w nauczaniu nie dam rady nic więcej zdziałać. Dzieci uczą się w głównej mierze przez naśladownictwo, ale wzór musi być bardzo dobry. Obserwacje niedzielne. 3 pary uczące swoje pociechy. 1). Bardzo dobrze jeżdżący facet (albo świetny amator lub zawodnik wręcz), jeździł z synem po Fisach i okolicy. Generalnie żadnych wskazówek, tylko zabawa, chłopak jak cień próbował wszystko naśladować. Jak ojciec kije pod pachy i dzida pod orczyk, młody też to samo. Chłopak miał z 7-8 lat. Drugi ojciec, niedoszły carver. No jeździł jak pokraka siląc się na profesjonalizm. Syn w podobnym wieku, ale tutaj bardo dużo teorii i uwag, chyba raczej zerowy skutek, jakieś opierdalanie bez sensu. Ostatnia to matka, która chyba parę lekcji liznęła u instruktora. To już była porażka, no więcej krzywdy dziecku robiła, niż z tego było pożytku. Ze stroju widać było, że bidy ni ma. Może jakiś taki kwoczy instynkt, nie wiem. Jaki Instruktor na początek?, chyba zależy od wieku dziecka, jego chęci, motoryki etc. Na pewno musi mieć podejście do dzieci. Tu bardziej zachęcić, niż zrazić, a przy okazji trochę nauki przemycić. Maks - syn - jest w trakcie nabywania papierów instruktorskich. Był teraz na stażu, gdzie razem z koleżanką (także na stażu) dostali 8 "kręgli" do nauki. Młoda "kadra" dostaje najgorszy sort 🙂. 4-5-cio latki. 4 były już stojące w nartach, oddał koleżance, a 4 zupełne Nemo. Pierwsze 2 dni nart nie założył i nie nadążał ich podnosić, tak szybko padały. Chłopak, bez jakiegokolwiek doświadczenia w nauczaniu. Zajęcia całodniowe, z przerwą obiadową, gdzie dzieci udają się pod opiekę rodziców. Na szczęście rodzice mieli swoje sprawi i przy nauczaniu nie były obecne.Po 2 dniach nastąpił przełom, kręgle przestały się przewracać i zaczęły kumać bazę. Do brzegu. Po sześciu dniach, jeździły na orczyku i samodzielnie zjeżdżały na oślej łące. Jeden z podopiecznych syna, nawet wygrał zawody z całej tej grupy, z czego był chyba najbardziej dumny. Szkoda że nie mogę udostępnić zdjęcia z pierwszego dnia owego zwycięzcy. Można sobie wyobrazić na szybko, dziecko obute w narty, w puchowej kurtce, kasku, z obrażoną miną i ... rękami w kieszeniach. Takie były początki. pozdro
-
Zauważyłeś, że mój wpis był co najmniej ironiczny. 🙂 Znam Jana wirtualnie od ho ho i wiem kto zacz. Lubi podpuszczać, bywa złośliwy i nie zawsze jest poważny. Hmmm... mnie się też zdarza. 🙂 A z drugiej strony imponuje wiedzą o ośrodkach alpejskich i lubi się nią dzielić. Ma też swoją perspektywę nartowania, skoro w Alpach spędza niemałą część roku. Oczywiście, że w Polsce można nauczyć się i dzieci/wnuki jeździć, choć niewątpliwie w Alpach są lepsze warunki ku temu. Nie, nie byłem z wnukami w Kasinie, choć w zeszłym sezonie z przyjemnością patrzyłem na pracę lokalnej dziewczyny instruktorki, która uczyła dwójkę dzieci zjeżdżając z nimi główną trasą. Moje dzieci np. spędzają tydzień narciarski w Polsce i tydzień w Alpach. Tak było przynajmniej w tym sezonie. W Polsce szkolenie lokalnymi instruktorami (Zieleniec, Jaworzyna Krynicka), w Alpach (Civetta i 3 Zinnen) polskimi instruktorami z klubu czy biura (Porta ski) z którymi pojechali. To szkolenie alpejskie było o tyle lepsze, że dzieci szkolono w grupach. Polscy instruktorzy. Mogły się wzajemnie podglądać i rywalizować ze sobą.
-
@bubol.T przepraszam że było tak zdawkowo...sam wiesz robota to robota a jak robota robi robotę to na inne rzeczy niż robota nie ma czasu ...ktoś mi macha z kanapy - miłe i to bardzo. Fajnie że spotkałeś się z Adrianem i Żanetą (ale dziewczyna progres zrobiła oj....oj). Livigno - Zwardoń - 0-10.
