Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
To nie jest tak że zarząd zawsze wymienia pracownika. Ale jeśli pracownik chce podwyżkę od pensji X, a zarząd nie przewiduje tego w budżecie, to zamiast niezadowolonego pracownika czasami woli innego, który na start dostanie pewnie X-y%, i będzie miał nadzieję że jego efektywność wzrośnie do poziomu poprzedniego. Zwłaszcza w dużych firmach każde kółko zębate jest mniejsze i mniej znaczące, więc się je wymienia. W/w pracownik niezadowolony to co innego niż pracownik innowacyjny. Ale piszesz też że ekipa przypilnuje żeby nic się nie zmieniło - tak, bo tacy parszywi są współpracownicy który dbają tylko o koniec własnego nosa i często pomysły innych przedstawiają jako swoje. Tylko zarządowi trudno to często zweryfikować bo firma duża. Każdy kto idzie do dużej firmy musi mieć świadomość, że tam ludzie grają na siebie, nie na dobro firmy. I firma musi być równie bezwzględna, grać na siebie bo pracownicy rozniosą ją w pył w imię własnych korzyści. Udział w zyskach to co innego niż udziały w firmie. Udział w firmie to też udział w stratach = odpowiedzialność. Udział w zyskach to socjalizm.
-
Cześć Z nowymi technologiami jest często też tak, że powstają starttechy i za pieniądze z dotacji (z UE lub budżetu PL) wymyślają jakieś nowe technologie lub urządzenia i potem taki produkt jest kupowany przez koncerny i czasami rozwijany, a czasami trafia do szuflady bo np. zagraża jakiemuś procesowy produkcyjnemu. Naukowcy na uczelniach też sobie nie radzą z wdrażaniem swoich pomysłów w biznesie. Dodatkowo lepsi studenci są często podkupowani przez duże firmy i od razu trafiają do koncernów i tam rozwijają własne umiejętności i pracują rozwijając tamte firmy. pozdro
-
Piszesz jak to powinno wygladac ale w praktyce rzadko tak to wyglada w przemysle. I zeby byla jasnosc pisze o innych pracownikach bo wlasna prace moge oceniac nieobiektywnie. Widzialem mase przykladow gdzie bardzo efektywny pracownik chce podwyzke lub mniej nadgodzin a zarzad mu odmawia. Zastepuja go nowym oszczedzajac niewiele a roznica w efektywnosci jest drastyczna. Innowacje to nie tylko drogie badania i sprzet. Czasem to rowniez drobne zmiany wymyslane przez zaangazowanych pracownikow. Jesli firma zle traktuje ludzi to zaloga zazwyczaj jest mierna lub nie angazuje sie w prace. Nawet jak przyjdzie ktos z pomyslami to ekipa dopilnuje zeby nic sie nie zmienilo. Jesli chodzi o udzialy w zyskach to we Francji to jest jakos narzucane ustawowo. Korpo musza sie dzielic z pracownikami ale nie wiem dokladnie jak to dziala.
-
Dzięki Andrzeju za wspomnienia z tamtego wspaniałego sezonu narciarskiego. W Alpach było mnóstwo śniegu, na lodowcach jeszcze lód był prawdziwy. I jacy byliśmy młodzi i szczupli bez tych garnków na głowach.
-
Żeby była innowacyjność musi być duży zysk firmy tak, aby mogła sfinansować ryzykowne i kosztowne badania. Jeśli zbytnio dzieliłaby się z pracownikami, to firma stałaby w miejscu i pracownicy nawet nie widzieliby że ich konkurencja wkrótce zje, bo nie rozpasa pracowników tylko płaci za najprostsze prace tyle ile trzeba żeby mieć tych pracowników. Kwestie szkolenia nowych - dba się tak o pracownika, jak kosztowne i czasochłonne jest pozyskanie nowego w jego miejsce. To bardzo proste. Optymalizacja polega m.in. na zwiększaniu efektywności operacyjnej, likwidacji zbędnych kosztów (często również pracowniczych - też po to żeby reszta pracowników mogła pracować w dalej istniejącej firmie), adaptacji do warunków rynkowych (po stronie kosztów ale też podaży / popytu). Rotuje się pracownikami łatwymi do zastąpienia, lub takimi, na których rotację firma może sobie pozwolić biorąc pod uwagę więcej czynników. Firma to nie przechowalnia pracowników na lepsze czasy, tylko żywy organizm który musi działać zawsze, na dobre i na złe. Od pracowników zależy też to (choć nie zawsze), czy staną się niezbędnymi - tudzież oferując swoje doświadczenie, wyjątkowość, efektywność itp. "dobry" pracownik nie musi oznaczać wyjątkowo dobry, a jak trzeba ciąć koszty bo zmienił się rynek itp, to zostawia się wyjątkowych i niezastąpialnych (nawet słabych i wkurwiających, ale o kluczowych umiejętnościach). No i jest takie stare przysłowie - nie ma ludzi niezastąpionych. Na świecie jest niewiele firm, które pracują jak "komuna". Czy raczej spółdzielnia. Zawsze muszą to być średnie lub małe firmy, bo tylko w takich da się utrzymać odpowiednią "lekkość" i sprawną komunikację. Przykład to Orbea (rowery), w której pracownicy są udziałowcami - współwłaścicicielami firmy. I tylko wtedy z tego powodu zalezy im na czymś więcej niż końcu własnego nosa. No tak, ale to trzeba być właścicielem... Inaczej wszyscy w firmie patrzą tylko na siebie - zarówno pracownicy etatowi, jak i zarząd i właściciele. Tak to już jest. Wystarczy założyć firmę, spróbować, posmakować, i dopiero mieć zdanie inne niż "bo ja..."
-
Polska powinna to, powinna tamto. Załóż partię, masz tu na forum jeszcze paru kontestatorów wszystkiego, to już niezła siła i pokażcie jak zmieniacie Polskę i Europę na lepsze.
- Dzisiaj
-
Skoro w poprzednim sezonie przy na prawdę sprzyjającej zimie i pokrywie sniegu, góra nie ruszyła. Mam obawy ,że to może być prawda.
-
To nie rozwiaze problemu. Polska powinna budowac konkurencyjnosc poprzez innowacje, optymalizacje produkcji, wysoka jakosc. Tylko by sie w tym kierunku rozwijac to trzeba szkolic i szanowac kompetentne kadry. W systemie " jaka placa, taka praca" i przy duzej rotacji pracownikow zadnego rozwoju nie bedzie. A w dluzszym terminie, gownianym firmom nie pomoze nawet dociskanie, bo hindus i tak bedzie tanszy.
-
No to sam wyciskaj jak wiesz na czym to polega a nie płacz że cię wyciskają.
-
Ale o czym mam sie przekonywac? Polska szkola biznesu jest powszechnie znana, wycisnac z pracownika jak najwiecej placac jak najmniej. Niezaleznie czy firma jest na granicy oplacalnosci czy ma gigantyczne marze. Dzielic sie zyskiem z pracownikami? Kto to slyszal, to tylko francuscy komunisci mogli wymyslec. A dla samego janusza to tez sie roznie konczy. Zwykle Ci lepsi odchodza, a ze trzymali wszystko w kupie to juz niewazne. Potem przychodzi nowy, bez doswiadczenia i w firmie burdel. Spada sprzedaz, jakosc leci na leb i lrosna koszty. No to trzeba znowu bardziej docisnac pracownikow, bo przeciez kryzys...
-
Ciekaw jestem co inni sądzą. Ja nie miałem tego wrażenia, że Włosi "czerwienieją" trasy niebieskie. To jednak subiektywne wrażenie. W Soelden faktycznie tylko region Giggijoch, ale to duży region. Można stąd, fakt - trochę mozolnie, dotrzeć do lodowców Rottenbach i Tiefenbach, gdzie pełno wybornych niebieskich. W Soelden byłem tylko raz i to dawno temu, w 2004 r. Jeździliśmy z początkującą żona kolegi, która radziła sobie całkiem całkiem. Przypomniał mi się krótki filmik, który zrobiłem z tego wyjazdu. Hmmm... dawne czasy. 🙂 https://photos.app.goo.gl/StZ2rQpnTXEA4AM96
-
Test armatek:
-
Byłam w obydwu ośrodkach, jeśli priorytetem są niebieskie trasy, to nie wybrałabym żadnego z tych wymienionych. Jeśli chodzi o Włochy to może Alpe di Siusi, Alta Badia? W Austrii zazwyczaj jest trudniej, również mam odczucia że niektóre czerwone we Włoszech to niebieskie, zaś niebieskie w Austrii potrafią być czerwone. W Solden praktycznie pozostałby rejon Giggijoch do jeżdżenia. W Gurglach wg mnie w ogóle nie było specjalnie niebiesko, a jeśli do tego są trudniejsze warunki (mało śniegu, wylodzenia) to nie jest łatwo.
-
Załóż działalność, zatrudnij pracowników, a się przekonasz, jak to jest być prezesem…
- Wczoraj
-
Lexi akurat na Rohace to ma w miarę blisko...
-
Ale jak szeregowy pracownik dobrze pracuje i dzieki temu prezes dowozi wyniki to juz podwyzki nie ma zadnej albo jego placa realnie soada z inflacja. To z pewnoscia calkowicie normalna "rownowaga"
-
W PL w przemysle, produkcji itp. to mamy rynek pracodawcy caly czas tylko w mniejszym lub wiekszym stopniu. Rynek pracownika to byl przez moment w IT ale juz sie to skonczylo.
-
to moje subjektywne odczucie ale moim zdaniem Sölden dla początkujących bym nie polecał ps @Przemek w 2025 jechałeś do VdS z maluszkiem to chyba coś o trasach powiedzieć możesz
-
jak prezes dowozi wynik, to dlaczego ma nie zarabiać bardzo dobrze? wielu wydaje się, że prezes to ma klawe życie. super pensja, auto służbowe, bajabongo i do przodu. tylko że nikt nie mówi o obciążeniu psychicznym, stresie, życiu w ciągłym napięciu. oraz pełnej odpowiedzialności za decyzje oraz załogę pracującą w firmie.
-
Co do „zbalansowanego rynku”, to warto zauważyć, że wygląda on różnie w zależności od miejsca. W dużych miastach, takich jak Warszawa, Wrocław, Poznań czy Kraków, pracownik ma często do wyboru dziesiątki lub setki potencjalnych pracodawców. Jeśli jedna firma oferuje słabe warunki, można stosunkowo łatwo znaleźć inną. To tworzy realną konkurencję o pracownika. W wielu małych miastach sytuacja jest zupełnie inna. Nierzadko kilka większych zakładów kontroluje lokalny rynek pracy. Pracownik, który straci pracę albo chce negocjować podwyżkę, często nie ma dokąd odejść bez codziennych dojazdów kilkudziesięciu kilometrów lub przeprowadzki. Taka sytuacja wzmacnia pozycję pracodawcy i osłabia pozycję pracownika. Dlatego śmieszy mnie opowieść o tym, że to dziś pracownicy „dyktują warunki”. Przez lata w wielu miejscach w Polsce pracownik słyszał: „jak się nie podoba, to za bramą czeka dziesięciu następnych”. Część firm wypłacała część wynagrodzenia pod stołem, zaniżała składki albo obchodziła przepisy. Teraz, gdy pracownicy mają choć trochę większą siłę negocjacyjną, przedstawia się to jako problem gospodarczy. A jeśli naprawdę chcemy rozmawiać o równowadze, to spójrzmy na liczby. W największych korporacjach na świecie wynagrodzenia kadry zarządzającej rosły przez ostatnie dekady znacznie szybciej niż płace zwykłych pracowników. Różnice między zarobkami prezesów i dyrektorów a szeregowymi pracownikami są dziś wielokrotnie większe niż kilkadziesiąt lat temu. Trudno więc przekonywać, że największym zagrożeniem dla rynku jest pracownik, który próbuje wynegocjować uczciwą podwyżkę. Firma, która potrafi działać tylko wtedy, gdy pracownik ma słabą pozycję, niską płacę i brak alternatywy, nie jest przykładem zdrowego rynku. Jest przykładem biznesu opartego na taniej sile roboczej. A to nie jest to samo.
-
Janie, żartujesz czy piszesz poważnie? Ja tego nie mogę stwierdzić. Wybrałbym Soelden.
-
czerwone we Włoszech to tak jak niebieskie w Austrii
-
Nie glosze hasel zadnej partii!! Ani zadnej nie popieram. To wszystko ta sama ekipa. Wyglada na to ze wreszcie sie zgadzamy. To jest wlasnie to pozorowanie dzialan i "legalne" sprowadzanie szkodliwych spolecznie imigrantow o ktorym pisalem wyzej.
