Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Dokładnie ... nie rozumie ludzi którzy którzy wykonują pracę niewolniczą i z jednej strony płaczą że nie są wolni a z drugiej doceniają że o 16 trzaskają drzwiami i mają spokój..
-
Doskonale wiem na czym polega praca zakupowca w dużej firmie automotive jak i product managera z o wiele szerszym zakresem obowiązków w małej firmie do 50 osób. Wiem o czym mówisz. Tylko musisz pamiętać, że podstawą pracy zakupowca jest nie tylko kupienie na czas tego co jest potrzebne, ale kupienie tego optymalnie. I to nie jest jakiś cud, że ktoś oczekuje tego od pracownika na tym stanowisku. To po prostu podstawa jego pracy. Kupować skutecznie. Zakupowiec znajdując kogoś kto zrobi taniej, szybciej a jednocześnie dbając o relacje z dobrymi dostawcami to nie jest gwiazdka z nieba. Taki powinien być każdy. Jeśli nie jest, to jest klikaczem mali "zamów tam gdzie zawsze" i przekazywaczem informacji managerowi "nie da się szybciej".
-
A narty były prawie proste. 🙂 Ja jeździłem wtedy na "półcarvingach" Elana. Dł. 182 cm, promień 21 m. Niedawno kupione. Wcześniej były 2m Volkla.
-
Wiesz gdzie najwięcej firma zyskuje tnąc koszty a nie tracąc prawie nic z operacyjności - zwalniając managerów którzy zajmują się tabelkami. Tabelki nie produkują, tabelki nie zawijają w papierki, tabelki są ładne ale bez nich świat się kręci dalej. I taki manager co chce 20-30% podwyżki (to dużo) i tak zarabia dużo więcej od pracownika liniowego który realnie robi robotę. Jeśli ja miałbym kogoś zwolnić żeby w krótkim terminie firma działała dalej tak samo - byłby to właśnie manager. W korpo (znam trochę nie z autopsji ale z obcowania z tym środowiskiem) działają inne zasady, są z góry ustalone budżety, cele i jeśli z grubsza wszystko idzie w dobrym kierunku to są również przewidziane budzety na inflacyjne itp. ALE jak się pierdoli, to lecą setki i tysiące osób w jeden dzień bo się zmienia globalna strategia. I wtedy nie ma osób dobrych lepszych i niezastąpionych. W tabelce excela pokazało się że tak będzie dobrze dla firmy na następne 5-10 lat, więc taki kierunek się obiera i już. A to że to jest maksymalnie nieefektywne i realnie mogłoby być wypracowane 50% mniejszym budżetem - tak jest, ale wielkimi firmami zarządza się w oparciu o długie terminy, duże budżety, które bazują na kalkulacjach wielu pracowników, którzy nie wiedzą jak i po co je robią - właśnie tych krótzy muszą co chwila raportować i robią raporty tak, żeby wychodzić w nich dobrze, co w większości przypadków NIE JEST PRAWDĄ. I dlatego to są kolosy z dużą inercją, w których jak idzie to idzie, ale jak nie idzie to jest GRUBE cięcie z nienacka. A biedni pracownicy zastanawiają się dlaczego. Bo tak musi być i zawsze tak będzie. Udział w zyskach oparty o "wyniki pracy" to często wynik lubienia się pracownika z menedżerem, który określa wskaźnik efektywności, osiągnięte niepoliczalne targety itp. TO FIKCJA. To setki małych poletek, w których dzielą i rządzą osoby, które wpływ na zysk firmy mają najmniejszy, bo siedzą tylko w excelu, outlooku i teamsach. W mniejszych firmach ludzie akceptują mniejsze pensje bo widzą na właśne oczy jak firma działa, co ją boli, czy sprzedaje się więcej czy mniej. Nikt nie idzie po podwyżkę jak magazyn się nudzi bo nie ma po co robić wysyłek, bo nie ma zamówień i zysku. W dużej firmie ludzie nie wiedzą co się dzieje poza ich własnym działem.
-
Ja pracuje z dostawcami ( czesci wg. rysunku) wiec to podobna sytuacja co prezes-pracownik. Tez chce kupic najtaniej, najszybciej i najlepiej. Jesli jednak bede przesadnie cisnac kazdego dostawce, nie doceniac gdy zrobia cos "na juz" albo przeginac z negocjowaniem stawek to dostawcy poszukaja nowego klienta. Dadza mi nizszy priorytet niz innym klientom albo zostana mi tylko marni dostawcy ktorych inni klienci odrzucili.
-
Mowie o przypadkach gdzie zarzad wie jak wazny byl dany pracownik. Firma jest sredniej wielkosci a pracownik byl np. menagerem raportujacym bezposrednio do zarzadu. Bedzie zadowolony jak dasz mu podwyzke. I zazwyczaj chodzi o 20-30% a nie jakies astronomiczne wartosci. W duzych korpo paradoksalnie czesto warunki placowe sa lepsze a podwyzki za uzyskane cele calkiem popularne. Udzial w zyskach to po prostu premia sprzyjajaca efektywnosci. W mniejszych firmach gdy wlasciciel sam jest zaangazowany a zyski inwestuje w rozwoj, pracownicy tez czesciej akceptuja nie najwyzsze wynagrodzenia.
-
To nie jest tak że zarząd zawsze wymienia pracownika. Ale jeśli pracownik chce podwyżkę od pensji X, a zarząd nie przewiduje tego w budżecie, to zamiast niezadowolonego pracownika czasami woli innego, który na start dostanie pewnie X-y%, i będzie miał nadzieję że jego efektywność wzrośnie do poziomu poprzedniego. Zwłaszcza w dużych firmach każde kółko zębate jest mniejsze i mniej znaczące, więc się je wymienia. W/w pracownik niezadowolony to co innego niż pracownik innowacyjny. Ale piszesz też że ekipa przypilnuje żeby nic się nie zmieniło - tak, bo tacy parszywi są współpracownicy który dbają tylko o koniec własnego nosa i często pomysły innych przedstawiają jako swoje. Tylko zarządowi trudno to często zweryfikować bo firma duża. Każdy kto idzie do dużej firmy musi mieć świadomość, że tam ludzie grają na siebie, nie na dobro firmy. I firma musi być równie bezwzględna, grać na siebie bo pracownicy rozniosą ją w pył w imię własnych korzyści. Udział w zyskach to co innego niż udziały w firmie. Udział w firmie to też udział w stratach = odpowiedzialność. Udział w zyskach to socjalizm. Podsumowując - chcesz mieć wpływ na losy firmy: - załóż swoją, - idź do małej lub średniej firmy gdzie masz szansę przedstawiać swoje pomysły właścicielowi (temu który faktycznie decyduje o stanowiskach i kasie). W przeciwnym razie wpływ pracowników często bywa raczej negatywny, niż pozytywny w stosunku do oczekiwanej neutralności. Nawet jeśli jest ktoś dobry, nawet wielu, to wystarczy że nad nim/nimi jest jakiś dupek, który i tak to rozwali zanim zauważy to osoba faktycznie decyzyjna. Tak już jest
-
Cześć Z nowymi technologiami jest często też tak, że powstają starttechy i za pieniądze z dotacji (z UE lub budżetu PL) wymyślają jakieś nowe technologie lub urządzenia i potem taki produkt jest kupowany przez koncerny i czasami rozwijany, a czasami trafia do szuflady bo np. zagraża jakiemuś procesowy produkcyjnemu. Naukowcy na uczelniach też sobie nie radzą z wdrażaniem swoich pomysłów w biznesie. Dodatkowo lepsi studenci są często podkupowani przez duże firmy i od razu trafiają do koncernów i tam rozwijają własne umiejętności i pracują rozwijając tamte firmy. pozdro
-
Piszesz jak to powinno wygladac ale w praktyce rzadko tak to wyglada w przemysle. I zeby byla jasnosc pisze o innych pracownikach bo wlasna prace moge oceniac nieobiektywnie. Widzialem mase przykladow gdzie bardzo efektywny pracownik chce podwyzke lub mniej nadgodzin a zarzad mu odmawia. Zastepuja go nowym oszczedzajac niewiele a roznica w efektywnosci jest drastyczna. Innowacje to nie tylko drogie badania i sprzet. Czasem to rowniez drobne zmiany wymyslane przez zaangazowanych pracownikow. Jesli firma zle traktuje ludzi to zaloga zazwyczaj jest mierna lub nie angazuje sie w prace. Nawet jak przyjdzie ktos z pomyslami to ekipa dopilnuje zeby nic sie nie zmienilo. Jesli chodzi o udzialy w zyskach to we Francji to jest jakos narzucane ustawowo. Korpo musza sie dzielic z pracownikami ale nie wiem dokladnie jak to dziala.
- Dzisiaj
-
Dzięki Andrzeju za wspomnienia z tamtego wspaniałego sezonu narciarskiego. W Alpach było mnóstwo śniegu, na lodowcach jeszcze lód był prawdziwy. I jacy byliśmy młodzi i szczupli bez tych garnków na głowach.
-
Żeby była innowacyjność musi być duży zysk firmy tak, aby mogła sfinansować ryzykowne i kosztowne badania. Jeśli zbytnio dzieliłaby się z pracownikami, to firma stałaby w miejscu i pracownicy nawet nie widzieliby że ich konkurencja wkrótce zje, bo nie rozpasa pracowników tylko płaci za najprostsze prace tyle ile trzeba żeby mieć tych pracowników. Kwestie szkolenia nowych - dba się tak o pracownika, jak kosztowne i czasochłonne jest pozyskanie nowego w jego miejsce. To bardzo proste. Optymalizacja polega m.in. na zwiększaniu efektywności operacyjnej, likwidacji zbędnych kosztów (często również pracowniczych - też po to żeby reszta pracowników mogła pracować w dalej istniejącej firmie), adaptacji do warunków rynkowych (po stronie kosztów ale też podaży / popytu). Rotuje się pracownikami łatwymi do zastąpienia, lub takimi, na których rotację firma może sobie pozwolić biorąc pod uwagę więcej czynników. Firma to nie przechowalnia pracowników na lepsze czasy, tylko żywy organizm który musi działać zawsze, na dobre i na złe. Od pracowników zależy też to (choć nie zawsze), czy staną się niezbędnymi - tudzież oferując swoje doświadczenie, wyjątkowość, efektywność itp. "dobry" pracownik nie musi oznaczać wyjątkowo dobry, a jak trzeba ciąć koszty bo zmienił się rynek itp, to zostawia się wyjątkowych i niezastąpialnych (nawet słabych i wkurwiających, ale o kluczowych umiejętnościach). No i jest takie stare przysłowie - nie ma ludzi niezastąpionych. Na świecie jest niewiele firm, które pracują jak "komuna". Czy raczej spółdzielnia. Zawsze muszą to być średnie lub małe firmy, bo tylko w takich da się utrzymać odpowiednią "lekkość" i sprawną komunikację. Przykład to Orbea (rowery), w której pracownicy są udziałowcami - współwłaścicicielami firmy. I tylko wtedy z tego powodu zalezy im na czymś więcej niż końcu własnego nosa. No tak, ale to trzeba być właścicielem... Inaczej wszyscy w firmie patrzą tylko na siebie - zarówno pracownicy etatowi, jak i zarząd i właściciele. Tak to już jest. Wystarczy założyć firmę, spróbować, posmakować, i dopiero mieć zdanie inne niż "bo ja..."
-
Polska powinna to, powinna tamto. Załóż partię, masz tu na forum jeszcze paru kontestatorów wszystkiego, to już niezła siła i pokażcie jak zmieniacie Polskę i Europę na lepsze.
-
Skoro w poprzednim sezonie przy na prawdę sprzyjającej zimie i pokrywie sniegu, góra nie ruszyła. Mam obawy ,że to może być prawda.
-
To nie rozwiaze problemu. Polska powinna budowac konkurencyjnosc poprzez innowacje, optymalizacje produkcji, wysoka jakosc. Tylko by sie w tym kierunku rozwijac to trzeba szkolic i szanowac kompetentne kadry. W systemie " jaka placa, taka praca" i przy duzej rotacji pracownikow zadnego rozwoju nie bedzie. A w dluzszym terminie, gownianym firmom nie pomoze nawet dociskanie, bo hindus i tak bedzie tanszy.
-
No to sam wyciskaj jak wiesz na czym to polega a nie płacz że cię wyciskają.
-
Ale o czym mam sie przekonywac? Polska szkola biznesu jest powszechnie znana, wycisnac z pracownika jak najwiecej placac jak najmniej. Niezaleznie czy firma jest na granicy oplacalnosci czy ma gigantyczne marze. Dzielic sie zyskiem z pracownikami? Kto to slyszal, to tylko francuscy komunisci mogli wymyslec. A dla samego janusza to tez sie roznie konczy. Zwykle Ci lepsi odchodza, a ze trzymali wszystko w kupie to juz niewazne. Potem przychodzi nowy, bez doswiadczenia i w firmie burdel. Spada sprzedaz, jakosc leci na leb i lrosna koszty. No to trzeba znowu bardziej docisnac pracownikow, bo przeciez kryzys...
-
Ciekaw jestem co inni sądzą. Ja nie miałem tego wrażenia, że Włosi "czerwienieją" trasy niebieskie. To jednak subiektywne wrażenie. W Soelden faktycznie tylko region Giggijoch, ale to duży region. Można stąd, fakt - trochę mozolnie, dotrzeć do lodowców Rottenbach i Tiefenbach, gdzie pełno wybornych niebieskich. W Soelden byłem tylko raz i to dawno temu, w 2004 r. Jeździliśmy z początkującą żona kolegi, która radziła sobie całkiem całkiem. Przypomniał mi się krótki filmik, który zrobiłem z tego wyjazdu. Hmmm... dawne czasy. 🙂 https://photos.app.goo.gl/StZ2rQpnTXEA4AM96
-
Test armatek:
-
Byłam w obydwu ośrodkach, jeśli priorytetem są niebieskie trasy, to nie wybrałabym żadnego z tych wymienionych. Jeśli chodzi o Włochy to może Alpe di Siusi, Alta Badia? W Austrii zazwyczaj jest trudniej, również mam odczucia że niektóre czerwone we Włoszech to niebieskie, zaś niebieskie w Austrii potrafią być czerwone. W Solden praktycznie pozostałby rejon Giggijoch do jeżdżenia. W Gurglach wg mnie w ogóle nie było specjalnie niebiesko, a jeśli do tego są trudniejsze warunki (mało śniegu, wylodzenia) to nie jest łatwo.
-
Załóż działalność, zatrudnij pracowników, a się przekonasz, jak to jest być prezesem…
- Wczoraj
-
Lexi akurat na Rohace to ma w miarę blisko...
-
Ale jak szeregowy pracownik dobrze pracuje i dzieki temu prezes dowozi wyniki to juz podwyzki nie ma zadnej albo jego placa realnie soada z inflacja. To z pewnoscia calkowicie normalna "rownowaga"
-
W PL w przemysle, produkcji itp. to mamy rynek pracodawcy caly czas tylko w mniejszym lub wiekszym stopniu. Rynek pracownika to byl przez moment w IT ale juz sie to skonczylo.
