Wujot2
Members-
Liczba zawartości
852 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Zawartość dodana przez Wujot2
-
Narty pod FR z opcją podejścia.
Wujot2 odpowiedział SzymQ → na temat → Biegówki / Skitury / Ski-alpinizm
Mnie bardzo pasuje koncepcja freetur. Dla niezorientowanych to sprzęt zbliżony możliwościami do freeridowego ale wyraźnie lżejszy i wygodniejszy w podchodzeniu. O ile w ciężkim secie freeridowym nie chciałbym robić więcej jak 300 m podejścia to w freeturowym może być, powiedzmy, do 1000 m. Zabieram go do ON i jeśli na miejscu znajdę super warun (rozumiany szeroko) to po prostu jeżdżę, ale w każdej chwili mogę nałożyć fokę i szybko podejść te 200-300 vertical. Dalej zjeżdżam do wyciągu i mogę powtórzyć zabawę. Czyli wykorzystuję na maksa wyciągi, ale nie jestem ograniczony tylko do "katalogu" linii z ON. Bo czasem nawet 100 m vertical otwiera zupełnie inne możliwości. Mam karnet narciarski i staram się go wykorzystać ale jednocześnie celem jest wykrojenie jak najlepszej jazdy. Bywało, że pojeździłem w ON przez godzinę, dwie - stwierdziłem, że ani warun ani linie nie są jakieś genialne i poszedłem zrobić jeszcze jakiś niski 3000 tysięcznik bo startowałem z 2500 npm a nie z 1400 (tyle był dół ON) i o 16:30 meldowałem się w aucie. Super sprawa - żadnej spiny a piękny temacik zaliczony mimochodem w dniu, który niczego nie rokował. Podstawowe jest jednak to, że ani freeride ani freetur nie traktuję opozycyjnie względem skituringu, tylko jako oczywiste, a wręcz niezbędne, uzupełnienie. Oczywiste, bo tylko w ten sposób można zdobyć konieczne obycie w jeździe. Na skiturach zjedziesz tyle ile wejdziesz, powiedzmy 2000 m up. Ale często, ze względu na dojście połogimi dolinami trzeba by z tego odjąć z 500 m jako dojazdówkę. Na freeride w ON rekordowo robiłem ok 14 000 m vertical (w Ischgl czy Soelden). Czyli ca prawie 10 x tyle co na skiturach. W freetour tak spektakularnej przebitki nie będzie ale też może to być razy 4-5. Za to w najwyższej jakości. W takim Soelden nauczyliśmy się (z Jurasem) na przykład tego, że kamienie pod śniegiem nie są specjalną przeszkodą w jeździe. Zaliczyliśmy tyle uderzeń, że spody wyglądały jak ostrzelane, a upadków (po pierwszych trzech) już nie było. Bardzo dużo nauczyły mnie te wyjazdy, jakkolwiek oczywiście nie wszystkiego. Jeśli chodzi o skitur to oczywiście jakość tej formuły można ocenić na wielodniowych trawersach robiąc, na przykład przejścia alpejskie. Mam na rozkładzie Alpy Otztalskie, Stubaiskie, Berneńskie, Silvrettę, Masyw Ortlera. O możliwości zaliczenia takich tematów jak Norwegia gdzie nie ma wyciągów ani heli, czy Karpat i innych dalszych gór nie wspominając. Skituring to wolność i ukoronowanie zimowego bycia w górach na nartach. Dla mnie też jest on ostatecznym celem. -
Narty pod FR z opcją podejścia.
Wujot2 odpowiedział SzymQ → na temat → Biegówki / Skitury / Ski-alpinizm
Skoro już gadamy o offpiste to napiszę o tym co najbardziej decyduje o powodzeniu. Otóż nie jest perfekcyjna umiejętność jazdy na nartach. Od niej ważniejsza jest choćby umiejętność oceny zagrożenia linii i taktyka jazdy grupy. Ale podstawą jest (podobnie jak na wojnie) logistyka. Czyli znalezienie się w odpowiednim miejscu oraz znalezienie tam tematu do jazdy. Tutaj uczyłem się od Jurasa (JurekByd), który jest w tej materii mistrzem świata. Ma niewiarygodnego nosa by dosłownie w ciągu sekund zidentyfikować tematy nieznane nawet lokalsom. Choć ma też czasem umiejętność wkopania się w "niezłe" przygody, z których wychodzi z tarczą. Otwartość na przygody to zresztą cecha freeridera. Ale z przygotowaniem na nie, wariantami rezerwowymi i zapasem czasu. W każdym razie rasowe freeride to nie jest jazda w luźnym lasku na Pilsku w grupie konkurencyjnych sępów walczących o ten sam spłachetek świeżego. Na początek spróbuj konsekwentnie jeździć na spadach 30-35 stopni. To taka graniczna wartość gdzie jazda jest jeszcze przyjemna a niebezpieczeństwa umiarkowane (pamiętaj, że od 35 stopni stoki są częstokroć mocno zagrożone lawinami). Później stopniowo zejdź na mniejsze kąty. -
Narty pod FR z opcją podejścia.
Wujot2 odpowiedział SzymQ → na temat → Biegówki / Skitury / Ski-alpinizm
Faktycznie prędkość i zdecydowanie przeważnie bardzo pomagają. Niestety po drugiej stronie jest rosnące ryzyko poważnych obrażeń. Na przykład można pojechać zdecydowanie w szreni, tyle tylko, że podczas upadku wpadamy jak między potłuczone szkło. Pocięcie spodni to może być bardzo łagodna kara. Podobnie jest z jazdą zagrożoną kamieniami czy pieńkami drzew. Przy pewnym doświadczeniu uderzenie od spodu narty nie powinno robić większego wrażenia ale aż do momentu gdy nam wypnie nartę. Ale jest to wskazanie do wyższego prowadzenia dziobów. Bo o ile uderzenie od dołu, jak wspomniałem powinno skutkować szybkim przejściem na drugą nartę i szybkim sprowadzeniem narty na śnieg to uderzenie centralnie przodem wypina tył. Skutkiem może być utrata zębów. W ogóle na freeride jesteśmy zdecydowanie bardziej zagrożeni upadkiem na przód. W każdym razie kontrola toru na małej prędkości to podstawa. Ważne jest też aby widzieć linię jazdy daleko w przód - niejako myśleć o wiele bardzie strategicznie jak w normalnym narciarstwie. To zresztą jest duży problem bo jednocześnie trzeba bardzo uważnie obserwować bliższe otoczenie aby wyłapać czy czegoś nie ma pod śniegiem i bieżącą linię. Dla mnie to jest czasem największa trudność jazdy offpiste - konieczność obserwacji na trzech dystansach równocześnie. Mam wrażenie, że głowa mi się gotuje. Dosłownie. -
Narty pod FR z opcją podejścia.
Wujot2 odpowiedział SzymQ → na temat → Biegówki / Skitury / Ski-alpinizm
Widzę, że z jakiś powodów nie myślisz o Alpach. Mam wiele sympatii do tego co mamy na miejscu ale... to jest przepaść jeśli chodzi o możliwości i tempo nauki. W każdym razie zrób pierwszy krok i kiedyś opowiesz czym się to skończyło. Może podróżą w krainę wolnego narciarstwa. 😉 -
Narty pod FR z opcją podejścia.
Wujot2 odpowiedział SzymQ → na temat → Biegówki / Skitury / Ski-alpinizm
Jeszcze odpowiem na pytanie gdzie zacząć? W Ischgl! Genialny freeridowy ośrodek, wystawy we wszystkich kierunkach, więc można się dopasować do słońca czy kierunków wiatrów. Terenu jest tam tak dużo, że freeridowe sępy nie są w stanie zepsuć tam wszystkiego. Ja tam zawsze coś potrafiłem znaleźć do jazdy, w tym i bardzo już wymagające linie. Do tego zainstalowane stada dział hukowych, więc bezpiecznie (trzeba tylko czasem z głową podejść do formacji wklęsłych). Duża przepustowość wyciągów. Nie są to może tak spektakularne obszary jak np Krippenstein, ale na tym ostatnim 2 godziny i po warunie, a w Ischgl konkurencja dość mała. Po 11:00 mało kto już ma tam siły do offpiste. Oczywiście Espace Killy jest może nawet lepsze od Ischgl ale sporo dalej. -
Narty pod FR z opcją podejścia.
Wujot2 odpowiedział SzymQ → na temat → Biegówki / Skitury / Ski-alpinizm
Jedyny sposób to jeździć dużo i zacząć od freeride bo na skiturach jazdy się człowiek nie nauczy. Nie wiem też czy Polska jest dobrym miejscem na naukę. Przede wszystkim brakuje zarówno miejsc jak i warunków pogodowych. Bo często jest mało śniegu poza trasą, nie wiem też jak jest z przejezdnością naszych lasów i nie wiem czy są odpowiednie spady... W każdym razie na Dolnym Śląsku nie potrafiłbym wskazać miejsca (ON) gdzie można byłoby się uczyć. Najbliżej jest w w Austrii (Chopoka nie liczę). Masz tam multum ośrodków z kapitalnym potencjałem blisko wyciągów i wiele z nich jest blisko Polski. I na to bym namawiał. Natomiast warto abyś pamiętał, że 50 m od trasy narciarskiej to jest inny świat, gdzie bez problemu można zginąć, i od początku traktować to poważnie. Czyli jeździć w ekipie, mając abc i umiejąc tym się posługiwać, warto pomyśleć o plecaku lawinowym. Opanować metodę redukcyjną Muttera (ocena zagrożenia lawinowego). Można spróbować jakoś się doklejać, jak jeździłem z Jurasem to dość często matkowałem takim nowicjuszom. Ekipa to podstawa. W każdym razie bariera wejścia jest poważna bo to koszt sprzętu (niemały), koszt jazdy bardzo duży (uważam, ze po 100 dniach w terenie można mówić o pewnym obyciu), a przecież nie będziesz miał 100% czasu na off piste. Nawet ja, przy mega determinacji, nie przekraczałem 80% ( na końcu bo zaczynałem od 20%). A dosłownie jeśli jest jakikolwiek, nawet najgorszy warun to jadę gdzieś obok. Dalej kurs, jeden albo i dwa. No i praca nad ekipą bo po pewnym czasie wiesz, że to rzecz najcenniejsza. Jazdę na jako takim poziomie (skuteczną) trzeba opanować szybko bo wtedy można odbić się dalej i wejść w skitury czy skialp. To jest zupełnie inna jakość - nikogo z tego kierunku już do ON nie ciągnie. Chyba, ze na freeride czy tam freetour. -
Narty pod FR z opcją podejścia.
Wujot2 odpowiedział SzymQ → na temat → Biegówki / Skitury / Ski-alpinizm
Przede wszystkim jeśli mówimy tutaj o narciarstwie poza trasowym, takim powiedzmy permanentnym, to spektrum śniegów jakie się spotyka jest wprost trudne do wyobrażenia. Od puchu po beton z zastrugami albo lód. Taki autentyczny świecący. Jeździ się na depozytach przechodzących w gips, co dwa metry zmiana. Jeździ się na szreniach. Jeździ się po jagodzinach i trawie, w zapadających się pustkach, w sytuacji gdy śnieg jest już tak nawodniony, że traci spoistość, albo hamuje jakbyś był na gumie. Są warunki na których nie ma mocnych i jak wyjdziesz ze schroniska to możesz się pośmiać (przez łzy). Nikt, nawet czołówka świata, tam nie wygląda. Mój kumpel, który jest jednym z nestorów polskiego skituringu, ukuł na to powiedzenie "zdobywanie niskości" (to na wzór zdobywania wysokości). Każdy kto po ciężkiej walce dotarł kiedyś cało na dół i oddychał z ulgą, że to już się skończyło, doskonale to rozumie. Najgorsze z najgorszych warunków powstają gdy po deszczu przyjdzie ochłodzenie i góra złapie lód. Kanaliki z deszczu rzeźbią strukturę w głąb warstwy śniegu osłabiając jego nośność absurdalnie i jak się wywalisz to dosłownie znikasz pod powierzchnią. Wobec tego czasem możesz sobie delikatnie pompując, skakać po zasypanych garbach w puchu mając niewyobrażalny fun a innym razem rozpaczliwie walczyć o każdy skręt w szreni korzystając z półpługu. Przekładanka też jest całkiem przydatną techniką i całkiem stosowaną. W świecie poza ośrodkowym każdy chwyt jest dozwolony, także i jazda na tyłach jak na nartach wodnych. Jedziesz jak warun pozwala. -
Narty pod FR z opcją podejścia.
Wujot2 odpowiedział SzymQ → na temat → Biegówki / Skitury / Ski-alpinizm
Podstawowe jest to, że to narciarz jeździ a nie narta. Ta jest dostatecznie szeroka aby poradzić sobie w miękkich warunkach. Ale dzieląc włosa na 4 to w przypadku freeridówek gminny konsensus falenicko-otwocki mówi, że jazda zaczyna się od 95 mm i okolic +5-10 cm do wzrostu. To przy założeniu bardzo niewielkiego dojścia i traktowania wiązań szynowych jako zabezpieczenie wycofu przy źle rozpoznanej linii. W przypadku nart freeturowych gdzie dojście jest jak najbardziej obecne schodzi się w dół z szerokością do powiedzmy 85 mm i maks wzrost (to jest kompromis zagłębiacko-karpacki). Ale ta narta z innego powodu jest dziwna, czy jak wolisz nietypowa. Otóż ona jest bardzo mocno taliowana. Miało to służyć wycinaniu ładnych łuków na krawędzi na twardym (i tu działa) a szerokość ma podnosić nośność. Tyle tylko, że to tu tak nie działa. Jako umysł ścisły w jednej sekundzie zrozumiesz, ze nośność będzie najwyższa pod stopą i tam decyduje się o nacisku na podłoże. Szerokie zaś piętki i dzioby są "znakomitymi" magazynami śniegu dodatkowo utrudniającymi skręt. Idealna narta w miękkich warunkach dla mnie to taka co ma szerokość pod stopą, promień skrętu >20 m i trochę węższy tył. I oczywiście prosto ścięty, nie podgięty tył. Bardzo cenię też reaktywne przody jako, że nie zapieprzam w nieznanym terenie. Nie zmienia to postaci rzeczy, że na tych ZAG na pewno da jeździć. Jako ciekawostkę podam, ze ZAG według mnie jako pierwszy wyprodukował narty według tej koncepcji. Dość szybko podjęły ją inne firmy (Dynastar Cham, Rossignoll - Bandit, Dynastar Legend) choć w trochę mniej radykalnej formie (R ok 17 m). Jeździłem akurat na wszystkich z nich i chyba były zbyt reaktywne, na wykroty szczególnie. Legend najlepsza akurat ją bardzo lubiłem. Ale i tak wolałem Mantrę. Oddzielną kwestią jest stan kupowanych nart. Coś może świetnie wyglądać i być paździerzem bo przejechała ileś tam. U mnie czułem przy lekkich konstrukcjach, ze po 20 dniach na śniegu to już jest sporo gorzej a po 40 było do niczego (ale to przy lekkich nartach) te mogą być lepsze. Tak czy tak przy tej cenie założyłbym, że to złomy. Na pierwszy rok możesz kupić. Choć nawet wiązania później nie wykorzystasz. Jeszcze popatrzyłem na fotę i to wygląda na dziwny montaż do fr, bo strasznie z tyłu - jak do sportowej slalomki. W fr jeździ się bardziej centralnie. W warunkach miękkich, przy skręcie krótkim o wiele lepiej taka narta się rotuje, przy długim (bandowym) jest podobnie. -
W sumie to tym razem byłbym zainteresowany jakimś feedbackiem. Czy zakładając, że nie mieszkacie na Madagaskarze, bylibyście skłonni specjalnie zaliczyć taką trasę? A co gdybym zaproponował na miejscu jeszcze następne ze 3 bardzo ciekawe pętle?
-
Pojeździłem po różnych dziwnych ścieżkach i opracowałem coś takiego: ----------------- Natura Twierdzy Nysa. Jednego nie rozumiem - dlaczego nikt dotąd nie wyznaczył pętli rowerowej po tym obiekcie??? W niczym, jako całość, nie ustępuje on Twierdzy Kłodzkiej czy Srebrnogórskiej ale tylko na rowerze można ją zobaczyć w jeden dzień. I to jak zobaczyć?! Runda jest po prostu kosmiczna (!!!). Ideą opracowanej linii było jak najwięcej natury, jak najwięcej zaskoczeń oraz zobaczenia tylko tego co jest naprawdę warte. Mamy więc jazdę po wypieszczonych asfaltach w wypielęgnowanych kanionach umocnień, by skręcić na kameralną ścieżkę na ich top i poczuć się jak w górach. A za moment, dalej przeciąć swoją linię podziemną bramą, kilkanaście metrów... niżej. W Forcie II możemy zadzwonić do zarządcy i otworzą nam bramę zdalnie (i przyjmą zapłatę blikiem - 10 zł). Byliśmy tam sami, zwiedzając m.in podziemia i chodniki minerskie. Znakomity obszerny obiekt, na godzinę biegusiem. Później, dla resetu, zaplanowaliśmy kilkaset metrów wertepów i kolejny epicki moment gdy z leśnej drogi, o charakterze mtb, wjeżdżamy w hajlajf fortu Prusy - tam niepełna rundka i wieża widokowa. Teraz zaczyna się część przygodowa. Bo jeśli uda się Wam odnaleźć niewielką "dziurę" w ścianie zieleni to znajdziecie się w trzydziestometrowym podziemnym przejściu, o szerokości dobrej kiery mtb, i możecie zaliczyć przy latarce, jazdę w wyjątkowych okolicznościach. Kończycie w cudownym kanionie pokrytym bluszczem. Coś nieprawdopodobnego. Po drugiej stronie ulicy zaczniemy zaś część enduro. To są Obwałowania Jerozolimskie, nasza pętla jest takim typowym mtb, ale co i rusz przecinają ją linie dla rasowych jeźdźców enduro lub dh. Zadzierając głowę w prawo widać widać dróżki które są wyżej, jak dalej, i to samo w lewo, tylko tam jest klif. Ukoronowaniem będzie objazd Reduty Króliczej gdzie jedziemy metr, dwa od kanionu obwałowań. Teraz punkt widokowy, stromy wjazd na Wysoką Baterię (nieobowiązkowe). A później już część tonująca - piękne dróżki nad rzeką, wzdłuż jeziora i dwa (opcjonalnie), komercyjnie zagospodarowane, forty gdzie chętnie nas ugoszczą. Czerwona linia (z niej są foty) to 15 km. Opcja przerywana to plus 7 km. Razem spokojnie na dzień. A tutaj topo z Obwałowań Jerozolimskich - jest tam mnóstwo ścieżek, w tym niezwykle wymagające.
-
Warto przypomnieć, ze pis miał 43,59 % oddanych głosów co oznacza, że 56,41% Polaków nie głosowało na nich. Jeśli podzielimy pierwszą liczbę przez drugą to wychodzi, że pis zdobył tylko 77% tego co reszta. Ale dzięki D'Hontowi ten wynik przekształcił im się w realną większość sejmową (konkretnie to 104% tego co reszta). Tymczasem ta banda, z dość miernym poparciem, zawłaszczyła całą sferę życia publicznego i traktują ją jako swoją własność. Każdy kto zna kulisy sukcesów nazizmu w Niemczech (Hitler też wygrał wybory) łatwo doszuka się analogii. Oczywiście we właściwych proporcjach bo system pisowski nie zabija przeciwników. Robi to subtelniej przez opluwanie w zawłaszczonych mediach, szpiegowanie i napuszczanie służb oraz pompowanie na te wszystkie działania gigantycznych pieniędzy podatników (w tym tych 56,41% co pisu nie chciała). O złodziejstwie, nepotyzmie i nieudolności w rządzeniu oraz psuciu co się da nie wspomnę bo to już drobiazgi. 🙂
-
D'Hondt?
-
Widzisz, tutaj na forum np. dla Mitka nie jest problemem twierdzić, ze przeciętny rowerzysta powinien bez problemu przejechać 200 km w terenie, Ty twierdzisz, że nie jest problemem osiągnąć w rok na nartach poziom PI. Czyli w działalności móżdżkowej - wszystko zależy od nas. Ale jak rozmawiamy o działalności mózgowej to nagle mówisz o przeciętnej (na wzór tej narciarskiej z BT). Trochę dziwi mnie ta zmiana postawy. Bo tu i tu jest podobnie - masz zaparcie i chęć pracy to osiągniesz wiele. Mój średni syn wszedł do branży programistycznej bardzo późno - gdzieś mając 27 lat. Bo wcześniej na parę lat ugrzązł w McKinsey & Co. Już samo wbicie się na ten rynek było lekkim problemem, bo parę "straconych" po studiach lat trzeba było szybko nadrobić. Popracował w software housie, później podkupił go startup, syn doszedł do wniosku, że tylko czołówka światowa jest warta uwagi. I po pracy przychodził do domu gdzie siedział przy podręcznikach, zadaniach i problemach które udostępniały te firmy. Procesy i wymagania były tam dokładnie opisane. Każdy ma to dostępne, i każdy może się przygotować. Co miesiąc, dwa, startował do wybranych przez siebie firm, gdzie na miejsce aplikowali ludzie z całego świata. Za 7-mym razem (gdzieś blisko rok mogło to trwać) się udało. W firmie, po kolejnych rozmowach, dostał propozycję pracy nie tylko jako szeregowy programista ale też dwa inne stanowiska, w tym bycie szefem (inżynierem projektu) niewielkiego samodzielnego zespołu. Tu akurat zaprocentowały umiejętności z McKinsey, co nowa firma od razu wyłapała. Czyli w ciągu roku pracując trochę po godzinach podniósł swoją wartość lekko biorąc 3-4 x. I wszedł do ligi z której już nie spadnie. Odnosząc to do mojej drogi życiowej to takiej szansy na progres nie miałem. To były wydarte drobne procenty gdzie wynik okupiony był godzinami pracy w dni powszednie, soboty, niedziele. Efekt raczej niewspółmierny, choć tak bardzo nie narzekam, bo później trochę odpuściłem. Dlatego osią mojego rozumowania nie było mówienie o tej przeciętnej co daje się nosić przypadkowi (czyli tych co się zwożą w Białce) tylko o tym, że są teraz niesamowite możliwości dla pracowitych, zdolnych i takich co mają strategię na siebie. Być może są to jakieś promile (choć tego nie wiesz bo ich nie ma już w krajowych statystykach). Ale dla mnie to są realne osoby - koledzy moich dzieci z którymi jeździli na obozy, młodzieńcy którzy u nas bywali albo z którymi imprezowali. Jakby więcej takich znam, jak tych o których napisałeś... Dlatego, jak napisałem, zazdroszczę. Mógłbym być w życiu dobrym inżynierem, ale w komunie perspektyw dla tego nie było (w nowej Polsce na początku też nie) i trzeba było robić coś innego... Troszkę mi szkoda.
-
Dodam, że teraz o tyle się zmieniło, że dla pracowników otworzyły się bezstresowo rynki unijne. Można nawet będąc w Polsce pracować dla mocnych światowych podmiotów. Dwóch moich synów tak zarabia - jeden jest rezydentem w sąsiednim kraju, drugi mieszka tutaj, pracuje w domu, a na spotkanie z szefową lata raz na pół roku do Hiszpanii (a firma ma siedzibę na Malcie). Trzeci co prawda ma umowę z firmą polską, ale tam robi dla amerykanów. Jeśli ktoś jest wysokiej klasy fachowcem to pułapy zarobków są naprawdę grube. Moim zdaniem to droga o wiele pewniejsza, szybsza i lepsza od takiej organicznej pracy jak ją wcześniej opisałeś. Akurat sporo o tym wiem bo w moich firmach szczytowo pracowało do 50 osób (dobrych fachowców) i doskonale wiem co to znaczy żonglowanie miedzy kosztami pracy, ryzykami a rynkową ceną usług. Wbrew temu co się wydaje @Spiochu margines manewru jest tam bardzo mały, a taśmowe upadki firm z mojej branży w latach 2000-2004 dowiodły, że na rynek mocnych nie ma. Tak, że patrząc z perspektywy mojej drogi życiowej, gdzie pierwsze kilkanaście lat to był zapieprz bez chwili wolnego czasu, bez urlopu, z ciągłą walką z rynkiem i organami państwowymi (UKS, US, ZUS, PIP), które traktowały takie firmy jako dojne krowy, to patrzę na moich synów, którzy osiągnęli lepszy poziom w 20-50% czasu, nie tracąc z oczu rodziny i zwiedzając świat to najnormalniej im zazdroszczę. W ich środowisku nie są niczym nadzwyczajnym. Są rzesze takich, wśród nich też tacy z 7 cyfrowymi zarobkami rocznymi. W euro.
-
Nie bardzo wiem gdzie są te panoramy z Jagodnej o których wspomniałeś. Za to z wieży masz widok na Góry Orlickie, Bystrzyckie, Masyw Śnieżnika i Góry Bardzkie - nie skompletujesz tego w inny sposób. Co do Śnieżnika to jest po prostu coś jak Giewont - ciągnący się tłum turystów. I dobrze, bo skanalizowany - Kletno-schronisko - szczyt z wieżą i powrót. Ty możesz pójść sobie na Mały Śnieżnik i dalej przez już dużo mniej oblegany Trójmorski Wierch. Jest multum miejsc gdzie nikogo nie ma, można ominąć te popularniejsze.
-
Nie widać. A dokładniej widać w sytuacji powstawania refrakcji atmosferycznej lub mirażu kiedy obserwowane obiekty są znacznie za widnokręgiem. W takim układzie łatwiej zobaczyć Mont Blanc jak np Drezno. Normalny zasięg ze Śnieżnika można policzyć ze wzoru Zakładając, że patrzymy ze Śnieżnika na Nizinę Śląską (200 m npm) maksymalny widnokrąg wychodzi 123 km. Licząc to dla wierzchołka Alp (w drugą stronę) to dla 4800 m npm wyszło mi 208 km (dla obiektu 1400 m npm). Nawiasem mówiąc nijak mi nie wychodzi, że z Śnieżnika do Alp jest te wspomniane 292 km. 😉
-
Jeśli chodzi o Śnieżnik to powodem była "rekonstrukcja" poprzedniej. Ponieważ to popularny cel wycieczek to wieża wzmacnia to miejsce. Pewnie też trochę więcej widać jak z dołu. Jagodna zaś wynosi nas nad drzewa i jest jak najbardziej potrzebna, szczególnie patrząc na to całościowo (czyli Schronisko na Spalonej, singletracki). Ja jestem "za wieżami" bo przecież Sudety są bardzo zarośnięte, po drugie od zawsze była tradycja budowania na tym terenie (wieże Bismarca). Wiele z obecnych konstrukcji jest bardzo lekkich i zgrabnych i moim zdaniem nie psują krajobrazu (szczególnie jak wystają tylko nieznacznie nad linię lasu). Parę starych i parę nowych wież. Odpowiedz sobie, które są ładniejsze.
-
Tak jest, bo przy wynajmie instytucjonalnym może być o wiele niższy czynsz. Działa to w ten sposób, że nabywca setek mieszkań może uzyskać bardzo duży rabat na kosztach budowy, dalej wliczyć je w koszty działalności, podobnie jak i wszystkie koszty administrowania, remontów itd, oczywiście też koszty pożyczek bankowych. Po wliczeniu wszystkich kosztów przez całe lata może nie być podatków CIT i VAT do płacenia. A to oznacza mniej więcej 1/3 taniej jak muszą liczyć indywidualni (fizyczni) wynajmujący. Jeśli w Polsce rozwinie się najem instytucjonalny (a u nas już się mocno pojawia) to nie będzie sensu kupować "własnego" mieszkania. W przypadku domków pewnie byłoby podobnie ale to już bardziej skomplikowany produkt i pewnie będzie trudniej go zaoferować. Ale osiedla dla nestorów, myślę, że też szybko się pojawią.
-
Ten przekaz o "nieosiągalnych" mieszkaniach jest od zawsze. Gdy kupowaliśmy pierwsze (pierwsze też wtedy na "wolnym" rynku) to wydawało się, że nie spłacimy tego nigdy. I w zasadzie chyba zawsze tak było. W całej Europie w miejscach gdzie ludzie żyją mieszkania są bardzo drogie. Pewnie relatywnie najlepiej jest w Polsce bo tutaj o dziwo bardzo wielu (68%!) rodaków jest właścicielami. Zupełnie inaczej (45%) jest w takich "bogatych" Niemczech. Więc to jest zastanawiające, że nas stać a ich nie. Myślę jednak, że najem instytucjonalny to jest jedyna logiczna droga na przyszłość bo po prostu dużo tańsza. I wbrew pozorom jest dużo zysków z tej formy też dla najemcy.
-
Tylko to są długie. To też mi nie odpowiada. 😉 Wolę za kolana (na jesień i zimę) i długie skarpety lub krótkie i nogawki. Daje mi to regulację temperatury.
-
Bo się powtarza (podjazd) ze Stroniem a jest od niego ciekawsza. Nie wiem czy nie najlepsza z singletrack glacensis. Jak chcesz Rudkę zrobić (a to ważne) to musisz dwa razy zrobić podjazd. Po prawdzie to nie musisz ale lepiej zrobić.
-
Strasznie przykre i w jakiś sposób uczące (?) są też wątki nie poruszone w tym linku. Razem to materiał na ciężką książkę. Samo życie. Ja mam, od zawsze, awersję do poruszania się rowerem w ruchu samochodowym. Niby wypadki się tak często nie zdarzają, ale widać jak bardzo można ucierpieć w takim starciu...
-
oczywiście: natura - denaturat
-
A cholera wie. Bo jeśli na milion kąpiących się w zdecydowanej większości trzeźwych, topi się tylko 100 ale za to też pijanych to wyjdzie, że główną przyczyną jest alkohol.
-
Widziałeś kiedyś może oponę na piaski?
