Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Już wiem czemu nie byłem w Livignio, Madonnie, a w Ponte Di Legno tylko jeden dzień. Może jestem jednak starszy niż wyglądam...chcę zweryfikować, czy rzeczywiście jestem bardzo dziwny i może to ja muszę popracować nad sobą? https://youtu.be/y6GfSKhjLGg?si=RD1yyTMoIMhDfoOQ
-
zastanawiam się tylko po co zakładają im wiązania bezpiecznikowe jeśli przy takim dzwonie to i tak nie wypina
- Dzisiaj
-
Cóż by tu napisać. Skiforum w pigułce 😄I tak nie jest źle, bo Mitek (jeszcze) nikogo od faszystów nie zwyzywał 😄
-
Niby tak, niby nie. Jej decyzja, jej zdrowie. Tylko po raz kolejny pokazuje, że wyczynowy sport nie ma nic wspólnego ani ze zdrowiem, ani de facto ze sportem również. Granica akceptowalnego ryzyka nie jest czarno - biała, tylko ma odcienie szarości. Zastanawia mnie też, jaki stosunek do tego miał cały sztab szkoleniowy. Wiedzieli dokładnie jaki jest jej stan i IMHO powinni ją odwodzić od tego, niezbyt mądrego pomysłu. Jak może Mitek kojarzy, liznąłem kiedyś sportu wyczynowego. Może w skeletonie to nie, ale w bobslejach bywały na świecie przypadki, że zawodnik kończył na wózku. Można powiedzieć, że w sumie to "jego problem" ale jednak niesmak potem pozostawał. I kac moralny u kadry trenerskiej również, bo jak by nie patrzeć zawodnik dorobił się trwałego uszczerbku na zdrowiu.
-
1300km w jeden dzień ? Dlaczego nie -Obertauern
Jan odpowiedział filok → na temat → Relacje z wyjazdów
I jeszcze Tobie chciało się napisać relację- pełny szacun. Jednak góry wysokie to zupełnie inne przeżycia niż góry mniejsze -
Cyt. można zgadywać kogo: Pierwsza myśl, stać, zatrzymać się. Ale jak? Narty leżą na lodzie bezwładnie. Wykręciłem się więc twarzą do lodu i "pazdury" zamknięte w grubych rękawicach wpiłem w podłoże. Skutek był taki, jak gdybym po szkle wodził palcami... Rozpacz. Stój, stać! - krzyczał mi instynkt samozachowawczy do ucha. Jechałem już bardzo szybko... Trzask prask - chmura śniegu, skończyło się. Nie, nie skończyło, bo lecę dalej, wcale nawet wygodnie leżę na śniegu i spadam... A może ta rzecz się dzieje na tamtym świecie? Nie, niedorzeczność, Czarny Staw przede mną, lecę do Czarnego Stawu, niezawodnie już spadłem ze ściany... ale cóż tam szoruje i dzwoni nade mną? Oglądam się, kij, mój własny, wzruszony widocznie moją niedolą popędził za mną, a że był mniejszy i bardziej śliski, więc mnie dogonił... Sięgnąłem ręką po niego, po chwili miałem go już pod pachą i prułem śnieg z całej mocy... uuf dobra była jazda, trochę tylko za prędka! Gorąco!... Uczestnicy wycieczki widzieli mój upadek i ze szczerym przerażeniem stwierdzili, że ze mnie już trup, albo, w najlepszym razie, nieboszczyk. Jakże byli zdziwieni, gdy wyjrzawszy u góry ze ścian progu, spostrzegli owego nieboszczyka, stojącego na nartach i zapalającego papierosa.
- Wczoraj
-
Zdarzało mi się już wyskoczyć na jeden dzień na Hochkar (570km) od Raciborza no ale dziś przeszedłem sam siebie 🙂 Zięć od córki dostał w prezencie wyjazd jednodniowy na deski więc moja mądra głowa szybko przeanalizowała prognozy i jest Obertauern 🙂 Było super ,pogoda dopisała jedynie ludu masa a śniegu bida przynajmniej poza trasami . Żona chwilę po powrocie spytała czy było warto hehehe zawsze jest jak się ma nie równo pod sufitem 🙂
-
Sport na tym poziomie to ryzko, które zawodnik musi akceptować. Nie sądzę żeby kontuzja miała tu jakiś wpływ, postawiła wszystko na jedną kartę(jadza na pół gwizdka nie miala dla niej sensu), pojechała kilka cm za blisko i tyle. Gdyby nie to pewnie by wygrała lub miala medal, a nikt by komentował że nie potrzebnie startowała/ryzykowała. Szpital podał informacje o operacji złamanej lewej nogi.
-
o dzięki -dopiero teraz doczytałem, co konkretnie masz na myśli ?
-
Chłop napisał tylko, że życzy jej przegranej, a nie utraty zdrowia. A ciśniecie po nim jak po burej suce... 😏 Niesmaczne
-
terespl obserwuje zawartość → Czechy bez kolejek i tłoku
-
Cześć Mądry chłopak. Mariusz Zaruski powtarzał zawsze: upadek jest hańbą dla narciarza. Miłe, że taki młody narciarz podświadomie czuje myśli takiego wybitnego Mistrza! Pozdro
-
Ja odpowiedź znam, bo widzę co piszesz. Ważne żeby to zostało napisane przez Ciebie.
-
Cześć No właśnie aż prosi się o taką elegancką teorię. W każdym razie Franzoni jest z pewnością symbolem tego sezonu w narciarstwie. Niesamowity strzał. Weźmy pod uwagę, że narciarstwo jest sportem niezwykle niebezpiecznym i kontuzjogennym. W sezonie mniej więcej 1 na 3 zawodników ulega kontuzji. Do tego w narciarstwie jest jedne z największych odsetek kontuzji tzw. ciężkich, które wyłączają zawodnika na miesiąc lub więcej a zazwyczaj na sezon. Trzeba być naprawdę twardym jak się jest zawodnikiem bo w narciarstwie amatorskim droga większości jest taka jak piszesz: słodka niewiedza - dzwon - rozbrat z nartami. Pozdro PS Amelka jest teraz na kursie u Bartka więc może w perspektywie naszych polskich narciarskich sukcesów jeszcze takie spojrzenie zawodowca i porządnego człowieka na realia: https://skimagazyn.pl/2021/01/12/narta-muru-nie-przebijesz-paradoksy-i-porazki-polskiego-narciarstwa/
-
Są różne dzieci. Mój syn, z wyjątkiem całkowitych początków, traktował każdy upadek jako plamę na honorze. Największą satysfakcję poczuł kiedy jego instruktor się wywalił podczas lekcji. Młody miał wtedy jakieś 6 lat i już wtedy "nie akceptował" upadków. ☺️
-
Nie marnuj naszego czasu, bo nawet nie czytasz uważnie. Jakbyś czytał to byś znał odpowiedź.
-
Zdecydowanie tak! Taka cecha ludzi z charakterem-czym bardziej dostajesz po „dupie” tym szybciej osiągasz cel . Niestety większość osób odpuszcza, załamuje się …itd życie 🤷♂️
-
Ten wypadek mógł przydarzyć się każdej zawodnicze - to sport bardzo wysokiego ryzyka. Miała pecha. Nie nam oceniać jej decyzje.
-
Kwestia formalna czyli kwestia będąca nieco na uboczu, nie należąca do głównego nurtu merytorycznej dyskusji. Rozumiesz? W tym wypadku chodzi o to, że chętnie podyskutuję z osobą mającą inne doświadczenia czy inne podejście do procesu szkolenia, ale... musi to być osoba, która wie o czym mówi czyli mająca doświadczenie w szkoleniu, żebym nie marnował czasu na głupoty. W tym wypadku chodzi o to czy Ty masz doświadczenie szkoleniowe czy tak sobie piszesz. Pozdro
-
Cześć Chciałem zwrócić uwagę na jedną dość ciekawą historię. We wrześniu minionego roku na treningu w Chile zginął Matteo Franzoso. Matteo i Giovanni Franzoni znali się od lat z kadry Włoch, byli serdecznymi przyjaciółmi. Po śmierci Matteo Giovanni wielokrotnie podkreślał, że wszystkie sukcesy dedykuje swojemu "bratu" Matteo... Czy taki tragiczny impuls mógł wywołać tak niesamowitą zmianę w psychice Włocha, że nagle zaczął jeździć genialnie...? Pozdro
-
zlituj się nad sobą
-
mało kto startuje w DH, mając równo pod kopułą. to nie jest sport dla dzieci ze szkółki niedzielnej. po drugie, to są zawodowi sportowcy, podporządkowujący pod zawody całe swoje życie. pięknym przykładem jest były zawodowy kulturysta, Ronnie Coleman. obecnie wrak człowieka, z nowym m.in. prawym i lewym biodrem. jak się Ronniego pytali, czy warto było żreć tyle sterydów i podnosić ponad 350kg w martwym/przysiadzie, z pełną konsekwencją ryzyka dla zdrowia w przyszłości, to Ronnie wprost odpowiedział: warto było. bo dzięki koksowi i takim obciążeniom zdobył 6x tytuł Mister Olimpia.
-
Jakie formalności masz na myśli?
-
Jasne, chodzi mi o element bólu i łez, też uczyłem się jako dziecko i odczucia były. Nawet jeżeli była to zabawa.
-
Cześć W kwestii formalnej. Czy Ty masz jakiekolwiek doświadczenie w szkoleniu czy tylko koledzy i znajomi? Akurat w Szczyrku miałem okazję sporo razy oglądać znakomitych deskarzy na twardych zestawach. Obecnie to rzeczywiście dość rzadki widok a szkoda po porządny zawodnik czy zawodniczka na twardym na kątach powyżej 80 stopni to cymesik. Natomiast na miękkich zestawach sam znam przynajmniej kilkanaście świetnych osób ale może nie jestem wymierny bo dużo jeździłem z deskarzami - wolałem ich towarzystwo niż bufoniastych narciarzyków patrzących na innych z nieuzasadnioną wyższością. Pozdro
-
Czyli pozostaje parasol... pozdro
