-
Liczba zawartości
18 037 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
267
Zawartość dodana przez Mitek
-
Jesteś pewien, że widzisz wszystkie szczegóły i wiesz jak to powinno wyglądać? Tak czy nie?
-
To ja tak mogę poglądać takich Glaschanów ale nie dziewczynę, która NAPRAWDĘ potrafi jeździć.
-
Cześć I dokładnie to kurwa napisałem w pierwszym poście, który rozpoczął tą idiotyczną wymianę zdań- to co wyczerniłem. Chodzi o to, że gawiedź docenia jazdę nieczystą, z błędami, bo nie ma obrazu dobrej czystej jazdy, nie jest on prezentowany. Prezentowane jest to co może się sprzedawać albo to co gawiedź polubi. Dobra zawodniczka - myślisz Widzewiak, że nie wiem kto to jest, że nie umiem obsługiwać FIS-SKI? - robi z siebie pajaca po to żeby się sprzedawał filmik - kurwa słabe!. Bartek umie jeździć. Rado - jeżeli dobrze identyfikuję osobnika - Nie. Na tym polega różnica. Kupujecie to - kupujcie i brońcie swoich wyborów - ja nie. Pozdro
-
Cześć W sportowym kajaku nie usiedziałby ani sekundy - to są jednostki obłe, bez kila albo wcięcia - siadasz jak do walca postawionego na wodzie i wysmarowanego tak aby tarcie był o jak najmniejsze. Ale: Tu nie ma mowy o żadnym profesjonalizmie. Po prostu - jak się za coś bierzesz to warto (a moim zdaniem trzeba) coś o tym wiedzieć. Są dwie rzeczy na których - w perspektywie postów pojawiających się na tym forum - znam się nieźle - narciarstwo i kajaki (zwłaszcza przeprawówki), roweru się uczę - czysta amatorka. Reszta tematów to zdanie absolutnego laika. A sorry jeszcze trochę wiem o sporcie samochodowym ale głównie rajdy. Pozdro
-
Cześć To jest sporo ale można zrobić więcej - zależy od wielu rzeczy. W pływaniu kajakiem po rzekach chodzi o to aby trzymać się w nurcie wtedy jest najszybciej i najbardziej ekonomicznie. Szybciej płynąć się po prostu nie da bo wystarczy, że dziób wyjdzie Ci z nurtu 15-10 cm i już jest obrót albo albo brzeg. Dwójką o to znacznie łatwiej bo jest dłuższa i ma znacznie większą bezwładność. Dlatego ręce odpadały bo się miotaliście trochę bezsensownie z założenia. Technika samego wiosłowania wcale nie jest prosta a do tego dochodzi powiązane z nią czytanie wody. Najprościej mówiąc trzeba się odpychać od wody a nie przepychać ją. To trochę podobnie jak na rowerze - jeżeli czujesz opór na pedałach to znaczy, że źle kręcisz. Zresztą wiesz... mówi się, że pływanie dwójkami to nie pływanie i trochę tak jest. Robimy dużo spływów i nikt kto raz wsiadł do jedynki nie chciał już później płynąć w dwójce a wierz mi, że niektóre dziewczyny broniły się dobrych parę lat. Ale zrobiłem spływ na którym było zapowiedziane - tylko jedynka albo w ogóle - i od tej pory wszyscy pływają jedynkami, nawet dziewczyna, która nie umie pływać i boi się wody. Pozdro
-
Cześć Ale ja celowo rozróżniam Hermanna od stylu jego jazdy. Pozdrowienia
-
Cześć Było mroźno ale opadów nie było za dużo i obecnie też nie ma więc... oczywiste. Poziom wód gruntowych na środkowym biegu spadł przez ostatnie 8/10 lat o metr mnie więcej. Rzeka natomiast jest na całej długości fajnie spławna, ma parę trzymających budowli. W środkowym biegu są miejsca gdzie potrafi mieć 20 metrów szerokości i 2 metry. Na zdjęciach jest już bieg dolny idzie na dużej przestrzeni przez lasy. Na całej długości naprawdę piękna ale przy tym bardzo prosta rzeka, dla każdego. No oprócz rejonu zamku w Liwie gdzie ludzie zabijają temat. To podobnie jak Adriana taka trochę moja rzeka - mam działkę 500 metrów od rzeki nad jej dopływem, dlatego tak się mądrzę. Ostatnie zdjęcie to już Bug. Pozdro
-
Cześć Gdybyś powiedział, że Hermann był subtelny jak czołg to oczywiste ale akurat jego styl był bardzo płynny i pewny. Przy takim Cuche albo Raichu to był szczyt narciarskiej elegancji i poukładanej jazdy choć niepozbawionej ryzyka. Pozdro
-
Cześć Tak jest dość niski ale targania nie ma. Tam jest dość czytelny nurt. Pozdro
-
Cześć 114 km... ooo... to raczej na wodzie bez prądu nie do zrobienia w jedne dzień zwykłym sprzętem. Dłuższy sprzęt na otwartą wodę to spokojnie ale pod warunkiem, że woda czysta i można się rozpędzić i nie trzeba zatrzymywać czy też np marnować czasu na śluzowanie. Jeden raz udało nam się przepłynąć zbliżony dystans w jeden dzień ale na środkowym i dolnym Bugu więc warunki zupełnie inne. Pozdro
-
Cześć I jeszcze wcielenie królewskie: Pozdro
-
Cześć Widzę garb i ją wybija ale to nie jest kluczowe. Kluczowy jest cały zestaw. Wolę Twoją jazdę a Ona pewnie mogłaby pojechać znacznie lepiej od Ciebie a... nie jechała. Dzwoniłeś? Tu jest - pomimo - wielu błędów jazda, którą naprawdę można się jarać a nie jakimś panienkami. Pozdro
-
Cześć Widzę, że nie ma zrozumienia za nic. Czym innym jest jazda dla zabawy a czym innym zgodna z kanonem i ekonomiką jazdy. Napisałem, że dziewczyna jest znakomita ale jedzie w sposób niezgodny z ideą porządnej jazdy w sensie idei i to podtrzymuje. Naczelnymi ideami dobrej jazdy są: narty na śniegu, płynność, eliminacja zbędnych ruchów, czyli pewien ruchowy minimalizm. Jak się ktoś nie zgadza - jego dramat. Po prostu nie wie na czym polega jazda na nartach. Pozdro
-
Cześć Jak to, nie nic nie wiesz??? Belgia zaatakowała Niemcy bo nie zapłacili im reparacji. My też się szykujemy. Pozdro
-
Cześć Na standardowej drodze do pracy mam kilka wysokich krawężników, jeden spory skok na solidnym zjeździe, ze trzy strome stopnie do podjechania, fragment nierównego bardzo wąskiego singla itd. Progi zwalniające służą do wyprzedzania samochodów przecież. Tak to rowery z geometrią stworzoną aby utrudnić jazdę ale... na takiej miejskiej damce za 700pln kumpel przejechał Pomorską-510km w terenie, Wisłę-1134km i Wschód-ponad 1400km!. Osoba nie jeżdżąca na takim rowerze jest w stanie przejechać setkę z elementami terenowymi bez specjalnego problemu a na agresywniejszej geometrii sobie nie poradzi. Przy przesiadce na gravela z MTB też masz wrażenie, że wisisz na rękach i trzeba się przyzwyczaić do nieco innych właściwości jezdnych ale jak to się opanuje to jest super. Osobiście nie za bardzo wiem po co jest montowany baranek w gravelach nie do ścigania bo korzysta się z dolnego chwytu naprawdę rzadko ale za to fajnie wygląda, jak taka rasowa kolarka. Pozdro
-
Cześć To bardzo nieekonomiczna pozycja do jazdy, mała zwrotność, duże straty energii na pedałowaniu w sensie dynamiki. Jazda z sakwami bocznymi na długich dystansach również się nie sprawdza absolutnie a już w terenie to bezsens. Pozdro
-
Cześć He he. Ja nie wiem jaki byłby mój ideał bo od 10 lat mam jeden rower, który się sprawdził - jak na razie - wszędzie, więc... to chyba mój ideał. W każdym razie z pewnością 2 tarcze z przodu i to o sporym rozstawie a reszta, może być zwyczajna. Najważniejszą rzeczą jest (tak jak w samochodach i innych preferowanych przeze mnie sprzętach) bezawaryjność. Im więcej części i większe skomplikowanie tym więcej możliwych awarii. Bezawaryjność to priorytet. Pozdro
-
Cześć Nie, to przyzwyczajenie. Robota raczej nie ma tu nic do rzeczy bo każda jest dość ciężka jak traktujesz ją poważnie. Ja nie mam z niczym problemów więc jem co lubię i piję co lubię i z pewnością nie zamierzam tego zmieniać bo czuje się OK i na nic nie narzekam. Żeby schudnąć jeżdżeniem trzeba naprawdę sporo jeździć no i - jak mawia Radek Gołębiewski: bez względu na warunki poniżej 25 nie wypada schodzić bo wstyd. A żeby jeździć trzeba sporo jeść bo to jest energochłonne zajęcie. Ale wiesz, czasami się przegina bo np. chleb pieczemy sami, no i weź tu nie jedz jak jest świeżutki. Ale zobaczymy, może w tym roku uda się złapać te 89.9 kg, jak sezon będzie intensywny... w pracy. A co to jest śmieciówka do picia? Pozdro
-
Cześć Pisałem jedynie o węglowych widelcach w gavelach - nic o ramach. Full dla mnie ma sens tylko w ciężkim terenie ewentualnie w solidnych górach, podobnie regulowana sztyca. Pozdro
-
Cześć Pytam o naszych lotników, pamiętasz, miała dzwonić.... itd. Pozdro
-
Cześć Nie o to chodzi. Nigdy nie przygotowywałem się do żadnego Ultra (poza niezbędną minimalną logistyką). Cała idea polega na tym aby taki Ultra pojechać po prostu z marszu bo to też jest zajebista zabawa. W tym roku na przykład jeszcze nie przejechałem żadnej dłuższej wycieczki - wstyd. To zawsze jest zabawa, musieć trzeba tylko wyjść z domu. Pozdro
-
Cześć W zimie są problemy, których się nie przeskoczy: - temperatura - oblodzenie i śnieg W wypadku jednorazowej nawet długiej wycieczki można sobie z tym poradzić ale w wypadu codziennej jazdy do pracy przy 28km zmiennymi drogami niestety nie da rady. Musiałem dać dupy i jeździć samochodem. Spoko. Rower mam, dopasowany objeżdżony, niewyeksploatowany choć ma przejechane pewnie z 70000km. W każdym razie jedno koło już zmieniłem bo zaczęła felga pękać zmęczeniowo. To wszystko co mi jest potrzebne do jazdy. Ma jedną bardzo ważną zaletę - bezawaryjność. Narty - pożyczam dowolne takie jak lubię przygotowane idealnie za gorsze. A jak trzeba to mam jakieś na strychu. Absolutnie wystarczą do każdej jazdy. Rower podobny jak ze zdjęcia (Rybelek dostał w prezencie) czeka na restaurację u przyjaciela w Izerach - jeden z pierwszych modeli produkowanych w Polsce po wojnie. Ale jeździć na nim nikt z nas nie zamierza. Pozdro
-
Cześć Zajmuje, chciałeś powiedzieć. To nie jest takie proste. Nie wystarczy raz w tygodniu pojechać sobie na wycieczkę. Trzeba robić 3-4 razy w tygodniu po 60-80km - to jest minimum i to w tempie. Poza tym przytyłem parę kilo i to tez trzeba ogarnąć normalnym działaniem a nie jakąś dietą cud bo nie o to chodzi żeby się katować tylko żeby było fajnie. Musi potrwać. Niestety mam już nieco inny układ pracowy niż 4 czy 5 lat temu i nie dam rady czasowo jeździć 10000-12000km rocznie. Taki czas, ale wróci lepszy. Pozdro
-
Cześć Ja jedno wiem Marek (trochę a propos tych wiertarek): We wszystkich działaniach amatorskich sprzęt jest elementem właściwie pomijalnym, zaczyna mieć znaczenie w ściganiu, ewidentnie natomiast amatorski przerost sprzętowy jest odwrotnie proporcjonalny do możliwości i umiejętności. Dzielenie i antagonizowanie pewnych pokrewnych grup jak narciarzy i deskarzy czy rowerzystów MTB i szosowców albo to co pisałeś o motocyklistach to działania charakterystyczne dla grup snobów, którzy w ten sposób chcą wykazać swoją wyższość w imię... nie wiadomo czego. Po prostu są ludzie, którzy lubią dzielić i koniec. Ja jeździłem na rowerze z szosowcami (normalnymi), którzy potrafili 80km jechać wolniej żebym nie odstawał. Na nartach często jeździłem z deskarzami bo byli po prostu fajni. W latach 90 braliśmy udział z Rybelkiem nie raz w zlotach motocyklowych bo jako heavy metalowiec miałem tam sporo kumpli choć sam jeździłem samochodem i nikt tam mnie puszkarzem nie nazwał. Jak ktoś miał kiedyś jakieś żale to dostał w ryj wcześniej od swoich, nim się zorientowałem, bo takie są zasady, że gość jest święty. Motocykle były przeróżne i nikt na to uwagi nie zwracał bo nikt się wtedy tak nie sadził. Pozdro serdeczne
-
Lexi, cieszysz się? Twoje zachowanie jest prawidłowe, nawet bardzo prawidłowe, co nie zmienia faktu, że jesteś puszkarzem podobnie jak ja. Ocenił kolega, który na motorku drugą młodość sobie funduje.
