Skocz do zawartości

Spiochu

Members
  • Liczba zawartości

    4 829
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    43

Zawartość dodana przez Spiochu

  1. Jakbyś chciał spróbować i nie jesteś gruby to tu masz bardziej miękki odpowiednik GS/master w niskiej cenie: https://allegro.pl/oferta/narty-head-worldcup-rebels-i-gs-rd-team-181-cm-13390605772 Tylko niech Cię nie zmyli, że napisali juniorskie. Na takich nartach trzeba umieć jeździć. Edit: Zaraz się czepicie, że do 65kg. Tak ale dla zawodnika. On i tak wygenruje większe siły niż amator 80kg.
  2. Nie wiem czy zaoszczędziłem, ale przynajmniej mam dokładnie takie komponenty jak chce. Jedynie geometrie wolałbym mieć bardziej zjazdową.
  3. Mastery to zwykle to samo co starsze fisówki. Może być za 30k albo za 40k. Nie ma dokładnej granicy. Chodzi jednak o to żeby dodatkowy wydatek coś istotnie poprawiał i był dostosowany do potrzeb użytkownika. U mnie w obecnym rowerze już za bardzo nie mam czego poprawić. Topowe są amory, napęd, kierownica, pedały, opony i szpilki w kołach. Hamulce i obręcze kół możliwe, że też do mojego zastosowania. Rama nie wiem. Może jakbym zmienił rower na inny to wtedy wyszłoby drożej. Są natomiast różne droższe komponenty, ale nie widzę na nich zysku bo Np, spadek wagi jest kosztem wytrzymałości.
  4. Wszyscy którzy kupują sprzęt kilkakrotnie droższy, jeśli ten tańszy jest tak samo dobry. Miałem kiedyś Stoclki GS, złożyłem rower za 20k ale patrzę na parametry, nie logo. Za 2-3k można kupić topowe narty. Te za 10k nie są w niczym lepsze poza prestiżem i może dla kogoś wyglądem. Rower za 20k jest sporo lepszy od tego za 10k i o wiele lepszy od tego za 3k. Rower za 100k ma juz raczej wartość snobistyczną. Jazda sportowa to jazda na tyczkach niekoniecznie w zawodach FIS. Reszta to jazda rekreacyjna. Chyba że inne dyscypliny. Może, ale zwykle jeździ na fisówkach bo tak się przyzwyczaił. A Ty jechałeś na GS 10?
  5. 1. Bo do tego one służą. Masz się poczuć prestiżowo 2. 140% różnicy w cenie. Jak ktoś ciśnie sportowo to kupuje fisówki. Tak jak napisałem powyżej, ten wynalazek nie nadaje się do jazdy sportowej, bo nie pasuje do żadnej konkurencji. Jak ktoś jeździ rekreacyjnie to max sztywna narta może się okazać gorsza a nie lepsza. Wszystko zależy też od warunków i dynamiki. Level 8-10 to zawodnicy, więc są poza tematem. 3. No różnie z tym bywa, często coś jest pro a w praktyce szrot. 4. No właśnie o to mi chodzi. Dlatego bardziej miękki model, może się okazać nawet lepszy. Bo nie mówimy tu o piankach tylko innym gatunku drewna ale dalej z dwoma blachami.
  6. Rozumiem wątpliwości ale NIE ja podałem link, tylko od tego linku zaczeła się dyskusja. I o tych nartach a nie innych modelach stoclki rozmawiamy. Można je kupiić taniej w PL - za 8500zł Podałem też podobny model do porównania. Full camber, pełny rdzeń drewniany, dwie blachy, taliowanie pseudo GS. Nieco większy promień przy tej długości to raczej zaleta.Może faktycznie będą trochę bardziej miękkie, tylko czy to wada w modelu, który NIE służy do jazdy sportowej? A nawet jak weźmiesz te PRO to jednak 3600zł vs 8500zł to dalej przepaść. Pozycjonowanie w grupie, napisy pro, szata graficzna i nazwisko zawodnika to nie są istotne paramtery narty tylko marketing. Dodam jeszcze że Slalomki FIS, kupuję w okolicach 2k zł nowe. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak wielu narciarzy uwielbia przepłacać za jakiś dziwne wynalazki. Nawet na tych 156cm mogę jeździć (rekreacyjnie) wszystko. Wliczając w to zjazdy na krechę, muldy i lekki freeride obok trasy..
  7. Narty stoclki z linka: https://www.bikesystem.pl/1028982-narty-stockli-laser-wrt-pro-marco-odermatt-edition-172.html 9500zł Podobne narty allround/pseudo GS: https://ski24.pl/narty-meskie/29117-28927-narty-gigantowe-salomon-srace-gs-10-2024-wiazanie-samonon-m12-black-z-grip-walk.html#/48-dlugosc_cm-175 1950zł Dla kupującego nie ma znaczenia czy to jest cena katalogowa, promocyjna, klubowa czy inna. Liczy się to za ile można dany produkt kupić w danym momencie. Jak stoclki zrobi promocje -70% to dopiero wtedy będzie cenowo porównywalny.
  8. Też wymaga, mamy lakiernie w fabryce i to wcale nie jest takie banalne. Do tego każda zmiana wymaga aktualizacji rysunków, instrukcji, innych dokumentów a to właśnie koszty ludzkie. Nowy modle to oczyiwście jeszcze większe koszty a tych w nartach też nie brakuje. Jak sprzedajesz pudełko po XX groszy/szt to dla Ciebie jest istotny koszt produkcji. Jak klient docelowy będzie w tym pudełku sprzedawał leki po 200zł/szt to już ten koszt pudełka ma marginalne znaczenie. Problemem jest łańcuszek posredników którzy stosuj\ą narzut procentowy a nie kosztowy. Czyli jak koszt produkcji nart wzrośnie ze 100zł do 200zł to w sklepie często cena nie wzrośnie z 2000 do 2100 tylko z 2000 do 4000zł. No właśnie, cykl zautomatyzowany czyli tym bardziej koszt pracy ma małe znaczenie. Odpowiadam za kontakty z dostawcami (głównie polskimi). Żeby to skutecznie przenieść do indii, trzeba zmienić dostawców na indyjskich. Jak na razie się nie oplaca. Za małe serie, zbyt duża różnorodność części, zbyt krótkie oczekiwane czasy dostawy. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz, że całą naszą firmę wykosi konkurent z biedniejszego kraju. Mógłbyś próbować też zatrudnić hindusa, żeby współpracował zdalnie z polskimi dostawcami. To teoretycznie możliwe, ale raczej nie opłacalne. Mój/jego koszt pracy jest znikomy w porównaniu do wartości zakupów za jakie odpowiadamy. Już 1% większa skuteczność może być ważniejsza niż wysokość pensji.
  9. Nie musisz jeździć pickupem żeby wiedzieć, że to nie gokart. Dla mnie już SL 165cm jest za dluga. Slalomy nalepiej mi wychodzą na 156cm. Nawet część zawodników używałaby krótszych niż 165cm, gdyby przepisy zezwalały. Za to w GS, poniżej 180cm jest słabo ze stabilnością a narty wolniejsze. Do tego te "sztekle" mają taliowanie slalomki, więc do GS się nie nadają.
  10. Ale o czym Ty gadasz? Pisałem że koszt produkcji to mały % finalnej ceny - bo tak jest. Do tego koszty pracy to też tylko jakiś % kosztu produkcji. Przenoszenie produkcji to po prostu szukanie dodatkowych zysków. Gdyby koszty produkcji nart były bardzo istotne to nie byłoby szerokiej gamy modeli, aktualizowanej co sezon. Jak będzie się opłacać to na pewno przeniosią do Indii, choć raczej nie moją posadę a całą naszą fabrykę. Widocznie na razie sie nie opłaca. Ja Ci piszę jak jest, a nie jakbym chciał żeby było. Jak znajdą się tańsi/lepsi dostawcy to Twoja firma też wyleci z rynku . Jednak jakoś się utrzymujesz płacąc pracownikom kilka razy mniej niż w Szwajcarii, ale kilka razy więcej niż w Bangladeszu. Wbrew pozorom Polska wypada bardzo dobrze w kategorii koszt/kompetencje pracownika.
  11. A czemu maja rezygnowac z dodatkowych zyskow? Pracowalem kiedys w sklepie sportowym. Sam narzut detalicznego sprzedawcy przekraczal 100% a jest jeszcze lancuszek posrednikow.
  12. Moga, tylko po co jak ludzie chetnie kupia drozsze. A moze nawet dzieki temu lepiej schodza wsrod snobow. Koszt produlcji w sprzecie sportowym to zazwyczaj zinkomy % ceny.
  13. Za dluga slalomka sprzedawana jako GS. Nie nadaje sie do zadnej z wymienionych dyscyplin. Byc moze niezly allround w cenie 4 par podobnych desek.
  14. Przypadki są dwa: 1. Jak trenuje w klubie to trener powie jakie kupić. 2. Jak nie trenuje to obojętne co.
  15. @Edwin Taki typ jak te oxelo to dobry wybór. Dla paralityka nawet mniejsze kółka lepsze, ale przede wszystkim sztywny i dopasowany but, nie żadne fitnesowe. Wybrałbym jednak lepsze marki niż decathlon. Ten 1000zł to pewnie nawet nie zauważysz a z deca wszystko będzie trochę gorsze. Jak chcesz się uczyć bezpiecznie to pumptrack i slalomy na kubeczkach. Ryzyko minmalne a efekty dla koordynacji ogromne.
  16. Kup sobie osobne rolki typu urban/freeskate. Pojeździj po mieście, po pumptracku, po rampach w skateparku. Postęp na nartach będzie większy niż od wykonywania jakiś paralitycznych imitacji z kijami.
  17. Spiochu

    Powódź 2024

    Ciekawe kiedy trzeba będzie wyciągać rękę w górę by pozdrowić donka.
  18. Spiochu

    Powódź 2024

    Głupszego tłumaczenia już chyba się nie da znaleźć. Prognoza była tym razem wręcz doskonała. Dobre kilka dni wcześniej, bardzo pesymistyczna i sprawdziła się w znacznym stopniu. Na zbiorniku Nysa czy Mietków pierwszy (i niewielki) wzrost odplywu włączono dopiero po kilkunatu godzinach intensywnych opadów. To nie żadne prognozy tylko kompletna ignorancja zarządzających.
  19. Spiochu

    Powódź 2024

    To wcale się aż tak nie różni. Masa złożonych zmiennych o różnej niepwności. Kiedy i ile produktów zamówi klient, czy w trakacie 3x nie zmieni designu, czy dostawca dowiezie części na czas, czy nie będą wadliwe, czy majster przyjdzie do roboty, czy nie będzie awarii na liniii ,czy nie spali się transformator blokując produkcję na 3 dni, czy nie będzie upału/zimna na hali, czy magazyn nie pomyli paczek i tysiące innych. Tak naprawdę to na tych tamach może być nawet mniej zmiennych, choć może mają średnio wiekszą niepewność. Tylko korpo to wszystko analizuje/liczy a tutaj uznaje się, że to loteria. A nawet prognozy przecież mają jakąś statystyczną sprawdzalność. Proponowana przez Ciebie droga brzmi sensownie ale nie jest też jedyna. Suche zbiorniki w Raciborzu sprawdziły się dobrze. jeszcze kilka takich i mielibyśmy ogarnięte powodzie podobne do tegorocznej. Z wyjątkiem może najwyżej polożonych miejscowości.
  20. Spiochu

    Powódź 2024

    @Wujot2 I jeszcze jedno. Idąc Twoim tokiem rozumowania w przemysle stwierdzono by ze nalezy spuscic wode, sprawdzic stan zapor i aparatury, bo to byloby mozliwe w kilka dni. Zalecono by tez budowe nowych w przyszlosci.
  21. Spiochu

    Powódź 2024

    Zwróciłbym raczej uwagę jaki jest % wypełnienia zbiornika, który już wtedy powinien być pusty lub prawie pusty.
  22. Spiochu

    Powódź 2024

    Wiadomo, że taki cel jest nieosiągalny, ale w przemyśle zazwyczaj też nie. Porównanie wydaje Ci się dużo bardziej abstracyjne niż jest w rzeczywistości. Po prostu nie znasz specyfiki przemysłu. Tu też jest o wiele więcej zmiennych niż się spodziewasz. Technicznych, środowiskowych, czy społecznych. Operatorzy celowo wykonujący pracę niezgodnie z instrukcją, podawanie nieprawdziwych danych przez inżynierów i kierowników, codziennie inny surowiec, błędy programów CAD i maszyn, wpływ otwarcia bramy do hali na działanie procesu to tylko niektóre przykłady potencjalnych problemów. Główna różnica to to, że w przemyśle jest to wszystko bardzo szczegółowo analizowane i opisywane. Wszelkie ryzyka są indentyfikowane i kalkulowane Np. za pomocą FMEA. A później wdrażane są działania by te ryzyka minimalizować. Jeśli chodzi o 1% w ochronie powodziowej to odnoszę wrażenie że są przygtowani na zdarzenia o prawdpodobieństwie większym niż ten 1%. Lub nawet kilka %. A jak coś jest mniej prawdpodobne czyli opad większy to już robi się dramat.
  23. Spiochu

    Powódź 2024

    @Wujot2 Mimo że duża pewność w głoszeniu tez, często łączy się zgłupotą to jednak nie podejrzewam żebym był idiotą. inaczej nie zdałbym egzaminów z automatyki i teorii sterowania (matematyczne modelowanie obiektów i regulacji), czy nie rozwiązał samodzielnie trudnych zadań z mechaniki, z którymi nie poradzili sobie wynajęci korepetytorzy mający magista z MiBM. 1. Przeczytaj co napisałem w poście wyżej. Uwzględniłem to co piszesz. Dodatkowo, przed powodzią liczy się zrzut z obu bo można zdążyć pozbyć się zalegającej wody ze wszystkich zbiorników zanim osiągniemy max. przepustowości dolnego. Na samym początku wzrostu dopływu podobnie. Z górnego trzeba zrzucać dopuki jeszcze zdąży się to przepchnąć przez dolny, dopiero potem piętrzyć. 2. Głośne wskazywanie oczywistych błedów ma na celu uzyskanie reakcji. Jeśli sam będziesz poddawał w wątpliwość swoją teorię to zostanie ona zignorowana. Dopuszczam, że w moich teoriach są pewne błędy, ale chodzi mi o to by je wykazać i dzięki temu odpowiednio zmodyfikować teorię. Dzięki temu możemy uzyskać rozwiązanie lepsze od istniejącego. 3. Zgadzam się 4. Wielu strat nie dało się uniknąć. W niektorych aspektach, postępowanie było bliskie optymalnego. Część elementów jednak zwiodła. W obecnej sytuacji każdy "zysk" byłby istotny bo wiele miejscowości zostało zalanych. W wielu innych woda jest na granicy przelania. Nawet 5% różnicy to ileś dodatkowo zniszczonych domów czy innej infrastruktury. 5. W przemyśle popularna jest zasada jakościowa Six Sigma. Czyli dążenie do sytuacji gdy błędny produky wystąpi tylko w w 3,4 przypadkach na milion. W ochronie powodziowej jeśli dobrze widzę to już 1 % błędów jest uznawany za wystarczający poziom. Dlatego widać jak wiele jest do zrobienia.
  24. Spiochu

    Powódź 2024

    Urodziłeś się wczoraj? Lista afer PO jest równie długa jak tych PISu. Jeśli udajesz, że ich nie było to albo jeteś fanatycznym wyznawcą, albo sam na tym korzystasz. I komu to niby możesz zgłosić i co to da? Nazwisko piszę celowo z małej litery. To dla mnie taka sama kanalia jak kaczor. Proponuję jednak zostawić już temat polityki. A jak już tak lubisz poprawną polszczyznę to zwrot "z dużej litery" jest błędny. Krytykuje działania, gdzie widać błędy, lub kiepskie rezultaty i próbuję znaleźć odpowiedż jakie rozwiązanie byłoby lepsze. Tak, też mogę się mylić, ale by ustalić, czy coś jest błędne czy nie to trzeba to dokładnie wyjasnić/wyliczyć. Nie wystarczy stwierdzić, że ekspert tak powiedział. Jeśli nie będziemy analizować podjętych działań to będziemy przez lata powtarzać te same błędy. W przemyśle jak jest jakiś problem to zbiera się zespół i analiazuje jaka była przyczyna. W grupie zalecany jest również udział osób z poza kregu specjalistów. Jak już ustali się przyczyny to proponuje się działania korygujące. W korpo jest to robione na raportach 8D. W mniejszych firmach niekoniecznie, ale idea podobna. I żeby nie było, że tylko krytykuję. Zbiorniki Racibórz i Buków wykorzystano dobrze i w odpowiednim momencie. Czy wystarczy ich pojemności to osobna kwestia. Słusznie też zalano polder koło Olawy i pewnie kilka innych. Wały we Wrocku, które ogladałem (nie znam wszysktich) są zadbane, regularnie koszone itd. Niestety wały w Oławie poza miastem już nie. Natomiast w Nysie, Mietkowie i pewnie kilku innych miejscach zawalili kwestię wykorzystania zbiorników i to wymaga znacznej poprawy.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...