Skocz do zawartości

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Masz całkowitą rację, po prostu za bardzo zaufałem. To jedyny serwis w Przemyślu więc po prostu, tu nigdy nie zostawiajcie nart 🙂
  3. parkos

    Kompresja w sporcie

    Różnica między medyczną kompresjoterapią a sportowymi gadżetami jest taka że produkty medyczne mają ściśle określony profil ucisku malejący ku górze co realnie wspomaga pompę mięśniową. W medycznych sklepach dostaniesz wyroby które są testowane pod kątem wpływu na układ krążenia co ma ogromne znaczenie przy profilaktyce zakrzepicy u osób aktywnych. Profesjonalne opaski i podkolanówki poprawiają dotlenienie mięśni i przyspieszają usuwanie kwasu mlekowego po wysiłku.
  4. Na przyszłość - bo i tak już po ptokach. Ja zawsze, ale to zawsze - po odebraniu dech z serwisu z chirurgiczną dokładnością oglądam deski. Łącznie z mierzeniem grubości krawędzi na wysokość i szerokość. Dlatego - Bo raz z 2mm w Nowych zostało mi 1,5mm. Poleć ten serwis na grupach na fejsie i tyle. Gdzieś w PL jest już podobno rzeczoznawca od nart. Można było wysłać - i wydałby opinie. Melepetow należy tępić. Trudno, jest jakaś szkoła życia.
  5. Janku,Hansie czy może Jochanie nigdy jako dziecko nie rwałeś owoców w cudzym sadzie?
  6. Dawno temu oglądałem filmy Pana Tomasza K. odnośnie serwisu maszynowego nart. Opowiadał o tym, że nieprawidłowo przeprowadzony serwis, może nie tylko zmienić ch-kę narty, ale nawet ją całkiem popsuć. Niestety, trafiło i na mnie… Na codzień sam sobie serwisuję narty, ostrzenie, polerowanie, podwieszanie, smarowanie na gorąco to nie problem. Jednak planowanie ślizgu, struktura, no nie mam do tego sprzętu. Do rzeczy! Na koniec ubiegłej zimy, wybrałem się z kolegą na wiosenne zamknięcie sezonu na Kasprowy Wierch. Zabrałem moje nowe GSXy, które miały jakieś 15 dni na stoku. Pech chciał, że przy bramkach dolnej stacji Kotła Gąsienicowego przywaliłem po niewidocznym kamieniu. Lekko uszkodziłem ślizg oraz postrzępiłem krawędź, trzeba było to zostawić, naostrzyć ręcznie, posmarować i dalej cieszyć się jazdą. Ale, to były narty które kupiłem nowe, z pudełka -idealne, bardzo mnie bolała ta rysa na ślizgu, postanowiłem oddać je do serwisu który mam niedaleko. Mieli wykonać planowanie i nałożyć nową strukturę- to był kur**ski i jak się pózniej okazało- kosztowny błąd. Kolega też w tym samym miejscu zarysował nowe Rosołki więc zawiózł swoje i moje. Nart po serwisie nie oglądałem, bo zaufałem „profesjonalistom”, nie wiedziałem (okazało się dużo póżniej),że serwisant nawet nie jeździ na nartach XD. Tak! nie potrafi, nie lubi, nie zna się! Przyszedł sezon, kolega postanowił przygotować sprzęt, wypolerować krawędzie diamentem, wycyklinować pozostawiony przez serwis smar itp. Wieczorem dzwoni do mnie: „widziałeś swoje narty od spodu!? Moje są chyba źle zrobione!” Szybko biegnę do sprzętu, odwracam. Krawędź pofalowana, drut potworny, rysa na ślizgu nadal jest. Myślę, może coś nie poszło- wziąłem swoje i Marcina, jadę na reklamację. DOPIERO TERAZ ZACZYNA SIĘ HISTORIA!! Goście niechętnie zabrali narty mówiąc, że wymagamy za dużo, że my tego nie odczujemy, to nie Puchar Świata, no ale dobra, poprawią. Za dwa dni odbieram sprzęt, sprawdzam, rys nie ma, krawędź nadal słabo ale przecież ręcznie to wyprowadzę, struktura tylko jakaś taka nierównomierna, raz głębiej wyciśnięta, w innym miejscu całkiem brak. Pierwszy dzień sezonu, ja na narty nie poszedłem. Kolega za to był i w trakcie dnia dzwoni: „narty mi popsuli! Nie jadą, szarpią, ślizg trzyma, co jest do ku** nędzy?!” (rossi athlete 22/23- kupił nowe w folii, wiedział jak wcześnej jezdziły) Ja na to: Marcin, nie przesadzaj, szukasz sobie, może kwestia smarowania. Napewno nie jest tak źle… Do momentu aż wziąłem swoje GSX… Narty nie chcą jechać na wprost, myszkują, hamują zamiast sie rozpędzać na małym nachyleniu, przejście z krawędzi na krawędź agresywne, szarpie, nie można im zaufać. POPSULI MI NARTY! 😵 Znów na serwis, tam zadyma, że my jesteśmy głupimi amatorami, chuja się znamy, a wymagania mamy kosmiczne, że narty są idealnie zrobione. Skończyło się trzaśnięciem drzwiami. Przypominam, że serwisant nie potrafi jeździć na nartach, woli rowery. Nie zostawiałem ich na kolejne niszczenie, narty poszły do szafy- ja mam na czym jeździć, brałem inne. Kolega swoje SL dał do innego serwisu, ślizg czesciowo zrobili, ale to nadal nie było to. Ja swoje dałem na serwis w Ustrzykach Dolnych, tam próbowali to wyprowadzić ale serwisant powiedział , że nie jest w stanie ich zrobić, bo według niego narty są krzywe, zaproponowano mi wysłanie ich do Kraków Sport. Tak też zrobił ten kolega od Rossi SL, narty po wykonanym w Krakowie profesjonalnym serwisie zostały uzdrowione! Naprawdę pełen zachwyt, jadą jak nowe. Ja GSXy jeszcze zabrałem na kilkudniowy wyjazd w Alpy, ale i tak jeździłem głównie na SL. Było trochę lepiej ale nadal narty nie jechały jak trzeba. Uczucie było takie jakby każda krawedz działała trochę inaczej, jaz inna narta. Nie było wyjścia, już na serwisy wydane 400zł, a nie ma radości z jazdy. W ubiegłym tygodniu zmobilizowałem się i dałem do Kraków Sport również swoje narty. Serwisant był zaskoczony tym co zobaczył, narty nie trzymały geometrii, krawędzie nierówno zebrane, ślizg pokrzywiony, dosłownie krzywy!! Sam powiedział, że jeśli to ma jechać jak nowe i mam zamiar się na tym ścigać, to będzie musiał im znacznie skrócić żywotność bo trzeba zebrać połowę materiału, bo ktoś to planował na kolanie. Dziś odebrałem, wyglądają idealnie, nałożona struktura race + lustro przy krawędzi. Mają działać jak trzeba. Wierzę na słowo, bo narty kumpla były tak samo zepsute, a obecnie są jak nowe! Cała zabawa kosztwała mnie blisko 600zł, i zebrana blisko połowa krawędzi z boku i dołu. Ehhhh 😞 Co więcej, gdyby nie to że oba komplety mamy od nowości, to uwierzył bym serwisantowi co się nie zna i zwątpił w swoje umiejętności jazdy. Zdjęcia przedstawiają przed i po, różnice każdy zauważy. att.Uy8Nmk3S_dj9xHlMUdAEZrq4v2W6iSycoVhScRUyYlc.mp4
  7. już od dziecka kradłeś
  8. Jeśli to, co przytoczył Paweł jest faktem, to faktem jest też równie ogromna wina i klęska rodziców. To jest przerażające.
  9. Widać że Mikołów jest inny od Katowic bo u nas szło się na RAUB do sąsiada bo jego jabłka były lepsze od naszych 😜
  10. Dzisiaj
  11. grimson

    Czarna Góra

    No i cyk, już ratrakują. Jutro otwarcie ON po przerwie:
  12. To jest związane trochę z modą na wyjazdy - w tym przypadku z zimowym urlopem rodzinnym albo obozem dziecięcym/młodzieżowym w czasie ferii, podobnie modna jest nauka pływania (swoją drogą bardzo ważna umiejętność i popieram), bo bezpieczniej dziecko zostawić na basenie, nad jeziorem, nad morzem bez niepokoju że pójdzie na dno i bez konieczności stałej kontroli. Ale to są umiejętności, których nie da się nabyć bez konkretnego zainwestowania w tę naukę. Zupełnie inny model rozwoju ruchowego niż "aktywność podwórkowa", która dawała sprawność ogólną i dobrą bazę wyjściową do prawdziwych aktywności sportowych.
  13. grimson

    Czarna Góra

    Tymczasem świeża dostawa białego na CG, parę cm spadło z nieba:
  14. i to ja szanuję, Wielkanoc na nartach.
  15. Taka sytuacja teraz w COS i taki komunikat:
  16. Wiesz jak to jest. Wpływ na wychowanie i ukształowanie się człowieka mają różne czynniki, a rodzice i przykład z nich to tylko jeden z nich. Żona np. miała zupełnie niesportowych i nieruchliwych rodziców, na podwórko nie wychodziła z różnych powodów, na WF była łamagą. Ale dzięki mężowi, czyli mnie, załapała bakcyla ruchu, w tym zamiłowanie do nart i chodzenia po górach. No i do roweru. Czyli wpływ partnera. 🙂 Myślę, że dzisiejsze dzieci mają trudniej pod wieloma względami niż te z mojego czy Twojego pokolenia. Za dużo rozpraszaczy i uzależniających zajęć typu przeglądanie smartfona i udział w niewiele mądrego wnoszących social mediów. No i dzieci jest zdecydowanie mniej więc i mniej okazji do podwórkowych zabaw. Nie ma też już nigdzie trzepaków, które znakomicie służyły do zabawy i gimnastyki. 🙂 Ale nie ma co narzekać. Wiele zmieniło się na lepsze, np. infrastuktura narciarska, poziom życia, sprzęt. Pamiętam, że w mojej klasie podstawowej (jestem rocznik 50, więc były to późne lata 50-te i początek 60) w klasie jeździło nas dwóch. Kolega, syn dobrze sytuowanego lekarza i ja, syn niezbyt bogatego inżyniera, ale za to pasjonata narciarstwa zjazdowego. Na ferie zimowe w zasadzie się nie wyjeżdżało, choć akurat moja klasa była tu wyjątkiem. W liceum było nas już trochę więcej, nasza dwójka i dwie dziewczyny, ale znowu to były wyjątki. Na nartach mało kto jeździł, bo mało kogo było na nie stać. No i jeździć nie bardzo było gdzie. Kupno dobrych nart czy butów też nie było łatwe, nie tylko ze względów finansowych. A dziś? Mało które dziecko jako tako sytuowanych rodziców nie jeździ na nartach.
  17. dlaczego złego czasu, jeśli miał 10 lat temu to teraz chyba też ma
  18. Ok, wiadomo że przykład idzie z góry. Ale, np. moi rodzicie nie przywiązywali wagi do sportu, nie zapłaciliby za zajęcie sportowe pozalekcyjne (co innego jakieś kursy językowe, naukowe, artystyczne, itp.). Nie byłam jakimś wyjątkiem w tym zakresie, w klasie w podstawówce chyba tylko 1 osoba ćwiczyła coś poza szkołą (typu karate, bo wtedy pojawiały się różne szkoły walki). A więc mając generalnie zerowe wzorce i wsparcie w zakresie sportowym też powinnam być np. łamagą, tymczasem WF lubiłam, nie miałam problemów w zasadzie z żadnymi ćwiczeniami i sportami, bo od małego na podwórku osiedlowym (gdzie były tylko huśtawki i piaskownica, ale były puste parkingi i drogi wewnętrzne) graliśmy w różne gry z piłką, dziewczyny maniakalnie skakały w gumę (gdzie jak sobie przypomnę, to można już było prawie osiągnąć poziom akrobatyczny robiąc gwaizdę żeby przeskoczyć nad gumą wyciągniętą ponad głowę), skakało się w sznura, obijało rakietą do tenisa o ścianę (rarytas bo nie każdy miał), grało w tenisa stołowego, dwa ognie, potem doszły wrotki, rolki, rower od zawsze. I to było normalne i dostępne dla większości. Teraz to jest egzotyka, w związku z tym jak dzieci nie mające przykładu od rodziców ani zachęty ze strony rówieśników mają mieć jakiekolwiek "kompetencje ruchowe"? cokolwiek to znaczy.
  19. Bo nie ma podwórek w dawnym rozumieniu. Są place zabaw, ale to dla maluchów. Moje doświadczenia osobiste (byłem podwórkowym dzieckiem) i moich dzieci, które już nie miały typowych podwórek są pozytywne. Da się dziecku zaszczepić chęć do ruchu i sportu. Mój syn np. dużo biega. Ostatnio w półmaratonie (21 km) w Krakowie. Córka podobnie mając do dyspozycji niezłe tereny w Lasku Kabackim. Wakacje, zimowe i letnie w ruchu. A wnuki obserwują co robią rodzice i zapewne też będą z nich brać przykład. Smartfony i wszelkie Netflixy - mocno limitowane. Trochę różnych pozalekcyjnych zajęć typu pływanie, judo... Da się, tylko trzeba się przyłożyć.
  20. Lexi

    Materiały szkoleniowe

    I ja tam bylem miód i wino piłem... 🙂
  21. W sumie nie wiadomo czy śmiać się czy płakać... U mnie się mówiło "idziemy na chaby" (swoją drogą ciekawe kto wymyślił to sformułowanie). Ale prawda jest taka, że odkąd pamiętam większość czasu wolnego spędzało się z rówieśnikami na różnych podwórkowych zabawach ruchowych, a teraz tego nie widzę. Dzieci są odwożone przez rodziców na zajęcia zorganizowane (pływanie, piłka, judo, etc) a jakieś zwykłe "dwa ognie" to nie uświadczysz... chociaż może to dlatego że infrastruktura się polepszyła i teraz np. można zagrać w kosza na osiedlu?
  22. 😁 A Ty to pamiętasz bo byłeś przy tym stole biesiadnym.
  23. Złego czasu Janie użyłeś w pytaniu. Tak na szybko wygrzebane.
  24. Już?..dopiero się rozkręca 😉 Zobaczymy bo to w święta..
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×
×
  • Dodaj nową pozycję...