Moja skończyła się podobnie, gdy wyrosłem z czerwonych polsportów. Wcześniej w Sk-cach zjeżdżałem w parku z górki do rzeki, a na wsi, znaczy na Woli Wysokiej za domem z górki na bagna, moczary jak tam zwał. Byłem tam prekursorem. I tak zaczęły się skitury;-) potem jak zaczynałem ponownie to też ładowałem się w różne krzaki, wykroty, ostępy... teraz już elegancko po szlakach chodzę. Co Cię nie zabije to cię wzmocni. Tym razem zadziałało. Mimo, że nie jestem fanem tej metodologii.