Raz tak miałem, ale nie że o zwrot kasy, takim pizdoklepom to ja aż nie jestem;-) Lola wiatr i deszcz, wybierało się lepszy lód do skrętu większość lodu na wprost, płynęła woda strumieniami. Jechałem sam Pani upewniała się czy chce jechać na górę, zawzięty byłem, jeszcze młody gniewny a nie stary wkurwiony jak teraz. Tak więc zjechałem raz, a długo jechałem, bo czasem obczajałem trasę po zatrzymaniu, zmęczony nieziemsko, spakowałem narty po zjeździe dziękując Bogu że w jednym kawałku ja i sprzęt. No i jak tchórzofredka bo przecież nie pizdoklep bez szarpania się przy kasie, wszak pani przestrzegała i jechałem w górę na własną odpowiedzialność... narty do auta i do domu... Skręty były długie bo głównie na wprost;-)