Skocz do zawartości

Veteran

Members
  • Liczba zawartości

    1 114
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Veteran

  1. Veteran

    Szybkość bezpieczna

      Witam   Moje szacunki zostały potwierdzone  "elektroniczno-informatycznie".  A szybkość bezpieczna, co nie znaczy absolutnie bezpieczna, jest tak, jak w samochodzie.   Nasz kiedyś znakomity rajdowiec Sobiesław Zasada napisał książkę "szybkość bezpieczna". Wielu starszych kolegów może ja czytało. Tam jest taki ustęp, jak na początki zimy wyjechał rano samochodem  na nieco dłuższą trasę. Śnieg, lód na drodze. Doszedł do wniosku, że nie będzie przekraczał sześćdziesiąt na godzinę. Co jak na niego było bardzo wolno!  Wracając  do Krakowa warunki się poprawiły i  znowu wrócił do swojej  znacznie wyższej szybkości bezpiecznej.   Pozdrawiam
  2. Witam   Interesuje mnie z jaką szybkością(średnią,  maksymalną) jeździ się po takich stokach, jak Mosorny, czy w  Szczyrku(COS , SMR).  I na ile jest to bezpieczne?  Biorąc pod uwagę, choćby nieszczęsny wypadek  z początku sezonu, gdzie zginął w zderzeniu nasz rodak.  Na ile niebezpieczne jest najechanie na kogoś, jeśli  różnica prędkości względnej może być 5, 10, 15, 20 m/s. W tych  przypadkach, ktoś stoi, lub jedzie w  poprzek stoku. A osoba nadjeżdżająca wpada na niego. Może też być też, że ktoś jedzie 5 m/s(18 km/g) a ktoś nadjeżdża 15 m/s(54 k/g) i wpada na niego.  Tym nadjeżdżającym może być osoba dorosła.  A  jadącym 5 m/s  ktoś uczący się lub małe dziecko.   Spróbuję oszacować prędkości rozwijane na stoku, porównując własne szybkości z  szybkościami innych. Obserwuję ludzi, widzę jak jeżdżą, jak kontrolują swoją jazdę.  Jak  mnie czasem wyprzedzają lub  też zostają w tyle, albo  mając ambicje usiłują wręcz gonić.    W tym  celu zamontowałem sobie na kasku GoPro.  Kiedyś próbowałem zmierzyć swoją średnią  prędkość na Mosornym telefonem użytym jako stoper. Ale  nie było to zbyt dokładne, ponieważ uruchomienie "stopera", włożenie do kieszeni i na końcu  wyjęcie i zatrzymanie,  nie daje dobrego wyniku(odliczałem czas włożenia  wyjęcia, jakoś go szacując). Ale GoPro ma zegar, widać kiedy ruszam, kiedy zatrzymuję  i w jakim miejscu.   Stok na Mosornym ma dokładnie(tak piszą w informacji) -1400 m. Różnica poziomów 334 m.  Jak jest  dobrze przygotowany(tej zimy wyjątkowo),  rano jeszcze twardy(ale nie beton) i pusty(nieliczne osoby), to można się pobawić w szybszą nieco jazdę. Tym bardziej, że część stoku jest bardziej płaska i można tu nieco "wypocząć". Dlatego dość często, różni zawodnicy ustawiają sobie takie treningowe wertikale dla GS, SL. Czy akademicy urządzają sobie AZS Cup.     Więc jak policzyć tą średnią, czy oszacować maksymalną.  Pierwszy szacunek. Jedzie się łukami. Nie jest to zjazd.  Na ile  trasa łukami jest dłuższa od  1400 m? Gdyby łuki składały się z  idealnych półokręgów, następujących po sobie, to dałoby 1400x "pi"/2=1400x1,57=2198 m. Ale tak nie jest.  Współczynnik 1.0, to jest szus.  Czyli  będzie to coś pośredniego między 1,0 a 1,57. Praktycznie znacznie bliżej 1,0.  Żonglując współczynnikami- 1,1, 1,2, 1,3 - otrzymamy odpowiednio długość przejechanej trasy-1540 m, 1680 m, 1820 m.   Jak są takie warunki  jw. wymienione(pusto, dobry stok, widoczność) to często jeżdżę, bez zatrzymywania się.  Pierwszy zjazd rozpoznawczy, potem szybciej. Ile jazdę? Po to GoPro. Uruchamiam kamerę. I widzę moment ruszania oraz czas. Dojeżdżając do końca widzę miejsce i czas. Ale by pomiar był bardziej wiarygodny muszę odliczyć na początku sekundy, na rozpędzanie się. Praktyka mówi, że po około stu metrach prawie szusu(nie startuję z pagórka, nie odpycham się jak szalony kijkami) szybkość się dopiero ustala osiągając  jakaś "średnią". Koniec to znowu sekundy na zatrzymanie, też  następuje gwałtowne zwolnienie. Po tych wyjaśnieniach. Otrzymuję takie wyniki.  Sto sekund przejazd na trasie 1300 m(odliczono 100 m) x "współczynnik". Gdy przyjąć 1,2 może najbliższy prawdy, to otrzymamy 1300x1,2= 1560 m. Moja średnia szybkość to 15,6 m/s(56 km/g).  Maksymalna(za pierwszym przełamaniem) może być  80 km/g. Na dolnej ściance, podobnie. Około czterysta metrów stoku w środku jest wolne. Widać to zwolnienie dokładnie w kamerze.  Jedzie się tu chyba nie więcej niż 40-50 km/g. Tak to wygląda.  Często jeżdżę oczywiście wolniej, gdy warunki są gorsze jestem zmęczony jest dużo ludzi.   Co jest szokujące to to, że w tłumie narciarzy, dzieci, ktoś z góry pędzi  kilkadziesiąt i  często znacznie więcej kilometrów na godzinę.  To są często bardzo słabi narciarze, przemykający nieraz, niewiele metrów, od  wyprzedzanej osoby. Jakoś to się udaje.  Nie znam tutejszej statystyki. Ale w Białce się to  nie udaje.  I tam statystyka jest przerażająca.     Tak dla ciekawości. Jak wyglądał przejazd akademików w GS?  Jakby ktoś z kolegów chciał z nimi powalczyć. Trasę mieli od góry, gdzieś minus 250 m. Na dole minus 50 m(meta). Czyli 1100 m. Współczynnik  "pokręcenia". Załóżmy 1,15.  Długość przejazdu 1265 m. Jechałem na wyciągu, jak przejeżdżali i słychać było czasy. Tak średnio ok. 70 sekund przejazd. Lepsi nieco mniej. Startował tu min. Ilewicz. Daje to  średnią 18 m/s(65 km/g). W środku  trasy dużo nadrabiali ślizganiem. Ale przejazd  między tyczkami jest znacznie trudniejszy, niż  frii.  Sama średnia szybkość tego nie oddaje.   Pozdrawiam
  3. Witam   A kto mówi o oduczaniu, bez cudzysłowu. Ja?  "Oduczanie" to zaprzestanie stosowania, bez uzasadnionej przyczyny(np. trudny zjazd).  Nie jest jednak łatwo wykorzenić  pewien odruch przy inicjacji skrętu. A że da się od razu uczyć równolegle skręcać, to ja jestem przykładem. Rok  1964 stok pod Gubałówką i zakopiański instruktor, ze sprzętem austriackim. Uczył naszą grupę zupełnych nowicjuszy równoległej jazdy. Nie bawił  w żadne ewolucje kątowe.  Nie wszyscy dali  radę  tak jeździć. Może byłem najbardziej "zdolnym", ponieważ mi  to przyszło dość łatwo.  Nikt, nigdy mnie później nie uczył technik kątowych. Nie interesowałem się nimi zupełnie. Co mi nie przeszkodziło stosować czasem inicjacji z oporu. Nawet z pługu z ciężkim plecakiem w Tatrach.   Jeszcze inne moje doświadczenia, to Kuba, moja żona i paru znajomych. Nie było żadnego pługu, czy oporu(choć "opór'" się potem samorzutnie robi). Od razu próby skrętu równoległego, przez obrót nart stopami(do stoku, do zatrzymania od stoku). To działa, ale też trzeba wybrać starannie stok łatwy z wybiegiem. Mały wyciąg w pobliżu. I parę dni popracować na klientem.  Nie będę twierdził, że każdego klienta da się tak nauczyć. Ale na to nie wystarczy godzinka, czy dwie z instruktorem. Instruktor musi być , co najmniej na kilka dni. Cały dzień! I musi być mu  bardzo mu zależeć na postępach.  Najlepiej mieć dziewczynę, w której się kocha.  A ona  w nim!  A że to jest rzadki przypadek, to już nie moja wina.  Tylko proszę nie twierdzić, że zawsze musi być pług na początku.  Nie musi!    Pozdrawiam
  4. Witam   Technik "kątowych" trzeba się zacząć "oduczać", w pewnym momencie. Nie będzie dalszego postępu, jeśli coś  z nich zostanie w jeździe.  Nie musi się od tej bazy zaczynać. Jeśli uczeń jest na tyle sprawny i nie zbyt bojaźliwy, to po wyborze odpowiedniego miejsca do nauki, lepiej od nich nie zaczynać.  Zostaną i tak szybko samorzutnie odkryte przez ucznia.   Nie jest to żadna trudność. Trudnością będzie tylko zademonstrowanie ich w "instruktorski" sposób.  Taką metoda nauki unika się  wszczepionych pozostałości  technik kątowych. Wszczepionych na zawsze.     Pozdrawiam
  5. Veteran

    Brutalna prawda

      Witam   Jest "szybka" jazda!  Szybka to pojęcie bardzo względne.  Mój post o szybkości nie został zrozumiany. Mimo, że pisałem o wężykach. Szybkość w  wężykach dwóch narciarzy(porównanie szybkości). Wykonujących identyczne wężyki na identycznych nartach na identycznym śniegu i  identycznym miejscu na tym stoku.  Gdy tego kolegę  z  forum  porównać powiedzmy z przyzwoitym zawodnikiem. Robiącym na tych samych nartach, co kolega, takie identyczne skręty. To co prawdopodobnie zobaczylibyśmy?  Bardziej dynamiczne skręty. Jakieś większe "wyłożenie" i  większą szybkość chwilową, średnią.  Ale o ile? dziesięć, dwadzieścia procent?  Nikt na płaskim terenie. Żaden Hirscher, czy  zjazdowiec nie osiągnie kosmicznej szybkości. To nie chodzi  o dosłowną szybkość w km/h. Tylko o porównanie szybkości, gdy  są różne poziomy techniki. A jak szybko w tych identycznych skrętach pojedzie dobrze jeżdżący amator, gdy jego narty będą skręcać o wiele bardziej płaskie na śniegu?   Właśnie szybkość w wężykach jest porównywana na slalomie. Dochodzi jeszcze taki element, jak wybór toru jazdy.  Ale najpierw musi się te wężyki opanować i być w nich szybkim.   Pozdrawiam
  6. Witam   To ja strzelam!   Zacząć od minus pięć( w dół).  Ale jeszcze szerokość pod butem?  Powiedzmy ok.  do 70 mm.  Sprężystość(gdy byłby wybór jw.) - na wyczucie, oparte na podłodze i chwycone za dziób.   Pozdrawiam
  7. Veteran

    Brutalna prawda

    Witam   Prędkość bardzo świadczy o umiejętnościach.  Ale  kiedy, w jakich warunkach?  Ideałem jest przecież jazda wężykami. Kiedy jeden łuk o  różnym promieniu przechodzi w drugi, bez jazdy w skos stoku. Gdy robi się takie wężyki, które w przybliżeniu wyglądają, jak dwa połączone półokręgi.  Kiedy  wtedy jedzie  szybko?  Wszyscy powiedzą  karwingiem. Jak "najlepszym" karwingiem. Tak jeżdżą zawodnicy. Tak jeżdżą różnej maści demonstratorzy.  Podobną nieco jazdę  powinien demonstrować dobrze wyszkolony technicznie instruktor.  Ograniczyłem się tu do stoku  dobrze przygotowanego.  Ale są też już zniszczone, tereny obok. Tu też  szybkość zjazdu o czymś świadczy.   Oczywiście najważniejsze jest bezpieczeństwo. Własne i innych.  Więc  życzmy sobie, by  wszyscy narciarze na stoku posiadali takie umiejętności, by to bezpieczeństwo było jak największe.  To już mam od dawna opanowane. Ale zawsze rajcowały mnie wężyki. Teraz też.  "Dłuższe" wężyki, na dłuższych nartach.  Na  równym dość twardym stoku.    Dyskutowałem dziś na Mosornym, jadąc z żoną  wyciągiem do góry. Wlecze się i jest dużo czasu. Podpowiadam jej czasem  coś, gdy zauważę, że  tak jest lepiej. Kończy się łuk i narty wjeżdżają  tak dynamicznie w następny. To moja żona już zauważyła. Nie zawsze jej to wychodzi. Częściej, gdy nie jest zbyt stromo, ale też i nie płasko. Ale czuje to. I to przyspieszenie nart. Taka mamy zabawę.  Muszę pracować nad moją wychowanką. Bardzo lubi narty!     Pozdrawiam
  8. Witam   Są ludzie, którym  pewne sporty poszły "łatwo". W tym sensie, że ktoś ich dobrze nauczył podstaw. Potem uczył ich dalej. Mają  pewien wrodzony talent do danej dyscypliny. Nigdy się nie zastanawiali bliżej  na tym, jak dany element się wykonuje. Myślał za nich ktoś inny. Kto rozebrał to na części, miał doświadczenie w nauczaniu  różnych osób. Nie samych tylko najbardziej zdolnych.   Można się zdenerwować, że ktoś pewne sprawy rozważa. Dzieli na części, na ułamki. Teoretyzuje. Wspomniana wyżej osoba nie dzieliła na części, na niuanse. Nawet o nich teoretycznie nie wie. Zresztą po co jej teoria.  Skoro  świetnie sobie radzi z  nimi praktyczne.  To umiejętności wzięła z jazdy.  Z ciągłej jazdy...     I radzi innym jeździjcie, pływajcie, grajcie w tenisa... Trzeba to robić, jak najwięcej czasu. Ale  niektórzy(a raczej większość) robi to wiele lat,  przez całe życie. I wynik jest marny.   Same gadki - jeździj, popraw swoje błędy. Nic nie dają To są rzeczy oczywiste.  I nie trzeba ich mówić.  Trzeba zlokalizować swój błąd(lub zrobi to inna osoba). Zastosować jakąś metodę korekcji(to wymaga dużego doświadczenia). Następnie korygować.  Trwa to nieraz całymi latami. Właśnie w jeździe. W coraz trudniejszych warunkach, szybkości itp. Nieoceniona jest osoba, która taki sposób eliminacji błędu podpowiedziała i nas obserwuje, jak się męczymy.   A jak jej nie ma. Albo, jak wyliczył  nasz kolega, musimy mieć kasę na  200-300 godzin. Albo nawet na parę tysięcy godzin. To cóż  pozostaje. Jazda i imitacja.  Daje  niektórym na początku pewne wyniki.  Niekonieczne dobre.  Dobrze zrozumiana teoria pozwala być  bardziej krytycznym,  w poszukiwaniu wzorów do imitacji.     Pozdrawiam
  9. Witam   To chyba  ten sam żleb.  Nie wiedziałem jak się nazywa. Ale Słowacy tam się wybierali, więc ja też. Miałem lepiej, bo z górnej stacji krzesełka. Śnieg był bardzo przyzwoity. Narty da się wytrzymać.   Fajna jazda na wiosnę.   Pozdrawiam Załączone miniatury
  10.   Witam   Biegi są dobre. Szczególnie sprinty.  Filmowe przeskakiwanie przez wysoki płot też się bardzo przydaje.  Całoroczna kondycja, tak ważna na nartach,  może czasem uratować zdrowie.   Pozdrawiam
  11. Veteran

    Brutalna prawda

    Witam   Tak się mi wydawało, że się ciągle poprawiam. Ale znalazłem film  z przed siedmiu lat(miałem 72 lata). Jazda zdecydowanie za wolna.  Tak myślałem wtedy. Reszta jakoś ujdzie. Wydawało mi się wtedy, że jak popracuję, to będą efekty.   To takie teraz modne "#10yearschallenge". Narty zmieniłem na dłuższe(niech jadą szybciej!).  I kompletne dno, po ostatnich filmach!  Nie chcę się załamywać. I dalej się łudzę. Jutro jedziemy z żoną na Mosorny. Mam nową koncepcję w głowie, jak się poprawić.   Pozdrawiam(w czerwonej puchówce) Załączone pliki  narty 011.mpg   11,36 MB   266 Ilość pobrań
  12. Witam   Nie wiedziałem, że judo tak dobrze robi. Może przez przypadek ja też "chodziłem" na judo w czasach studenckich. Kolega z grupy, i z akademika, występował w drużynie Wisły, która walczyła w pierwszej  lidze. Nawet mieli  w swoim składzie wicemistrza Europy.  Otóż z drugim kolegą  zorganizowali na fuchę kurs samoobrony dla amatorów, za  pewna sumkę.  Przez trzy miesiące padaliśmy na materace.  Być może przydało mi się to w początkowym okresie zjeżdżania. Potem skupiłem się  na tym by raczej nie padać.   A co z tymi nabytymi umiejętnościami w rzutach?  Pytam się kolegi - tobie to żaden krakowski  chuligan nie podskoczy?  Stary to nie tak. Jak jest jeden, czy dwóch z gołymi rękami to mogę sobie poradzić.  Ale mnie oskarżą przed sądem, że przekroczyłem obronę konieczną, jak któremuś  się coś stanie.  Z większą grupą z rurkami gazowymi nie dasz rady.    Pozdrawiam
  13. Witam   O, to co innego! Takim dziadkiem warto być!   Żona ma nowy, ładny kask. W tym starym na pewno też uderzyła głową o stok.    W Alpach często jeździłem z małym zgrabnym plecaczkiem "Lange". Ma już dwadzieścia lat i bardzo do niego jestem przywiązany. Woziłem termos, słodycze, suszone owoce itp. Mizerota finansowa powodowała, że wszędzie oszczędzaliśmy.  Nie mogłem zostawić go na jakimś płocie, jak na Goryczkowej. W pewnym sensie pełnił rolę żółwia(proszę się nie doszukiwać aluzji do prawdziwego żółwia).  Tylko ten termos!   Odwołuję wszystkie złe słowa o zabezpieczeniach. Nie będę jednak stosował antyżółwia,  gdy po stokach będą jeździli narciarze z żółwiami.     Bardzo za to się mi podobają. I bardzo popieram wszelkie takie poduchy, gdy ktoś się wybiera w teren, gdzie coś białego leci z góry.  I znowu  mała dziadkowa zgryźliwość...Nie, nie piszę!   Pozdrawiam  
  14. Witam   Ładny tekst o dziadku! Jak mawiają Rosjanie - "aluzju poniał"!   Żona się nie uchroniła. Chociaż sama stwierdziła, żeby nie euforia, pusty stok, fajny śnieg, to gdyby nieco obróciła głowę w prawo, co nieco robi, skręcając bardziej w poprzek stoku. To mogłaby dostrzec gościa nadjeżdżającego z prawej  i coś zrobić.  Dostała strzał w bok.  Dosłownie podrzuciło ją w górę(widziałem ten moment). I upadła na prawe ramię. Chyba dokładnie na staw ramieniowy, ponieważ ortopeda stwierdził, że główka kości przedramienia jest popękana. Nazwał to "zmasakrowana". Co by zmniejszyło siłę uderzenia(upadku na ramię) w tym przypadku. Jakieś "poduszki" na ramionach? Żółw chyba nie?    Nie należy być dowcipnym, ponieważ mimo zabezpieczeń, coś komuś może się zdarzyć.  Nigdy nie będziemy pewni, że w przypadku upadku nic się nie przydarzy, mimo zabezpieczeń. Może jednak największą pewność daje poczucie panowania nad nartami. Toczyła się przecież na forum zacięta dyskusja, czy jeździć w kasku. Znany doskonale forumowicz bronił zacięcie przez lata swojej ładnej czapeczki.  Zwracając uparcie uwagę na inne elementy, zapobiegające stukaniu czaszki o stok!   Pozdrawiam
  15. Witam   Kochany! Doskonale go rozumiem! A że na forum sami wybitni sportowcy forumowi. To się nie dziwię. Ja się z nikogo nie wyśmiewam. Chyba wyraźnie piszę, że dla sportu serio są wręcz pewne zabezpieczenia konieczne.  Jeśli się ktoś chce dodatkowo chronić,  jeżdżąc tylko amatorsko, to  też mi to nie przeszkadza. I  nie będę się z niego śmiał. Ani też nie będę miał obaw, że we mnie wjedzie. Mam swoje metody unikania, nadjeżdżających z tyłu.    Napisałem tylko, że  priorytetem jest  poprawa techniki jazdy. Nie przeskakiwanie etapów w szkoleniu.  Chce się koniecznie szybciej jechać, niż pozwalają umiejętności.  Ja też kiedyś miałem pewne zapędy, nazwijmy to "sportowe". I wiem doskonale, że prawdopodobieństwo uszkodzeń ciała jest wtedy znacznie większe.  A jadąc poboczem, to  największe niebezpieczeństwo jaki nas może spotkać, to wypalenie w drzewo. Przed czym  żadne zabezpieczenie nas nie chroni. Tylko zdrowy rozsądek i pewna jazda.   Czytaj moje posty dokładniej! I staraj się zrozumieć moje  podejście.  To nie jest totalna negacja zabezpieczeń. To tylko inne spojrzenie na nie. A że  odmienne od Twojego, to trudno!  Nie lubię się przyłączać do chórów potakiwaczy w dowolnej dziedzinie.  Będę się starał  na forum reprezentować tradycję.  Tradycja kojarzy się często z "konserwą".  Dla równowagi,  w stosunku do  "nowoczesności".   Pozdrawiam    PS. Ochraniacz na zęby jest stosowany! Był taki ładny filmik w sieci, z  pewną dość znaną(supergigant) narciarką  angielską. Demonstrowała poszczególne zabezpieczenia.  I z ząbków też coś wyjęła. 
  16.   Witam   Używam tylko kasku. Nie wymienionego. Chyba się przydał na początku zeszłego sezonu, gdy jakiś obywatel najechał mnie dokładnie z tyłu i wypaliłem głową w śnieg.   Zestaw powyższy jest chyba wzięty  z zabezpieczeń profi,  w  różnych  odmianach zjazdów. Brakuje jeszcze  ochraniacza na  zęby i może jeszcze coś. Nie jestem specjalistą w  BHP na stoku.   Każdy upadek jest niebezpieczny.  Konsekwencje zależą  głównie od szybkości . Ale też w co się uderzy,  jakie 'ewolucje" wykonuje ciało po stracie równowagi narciarza itp.  Wniosek jest dziecinnie prosty - najlepszym zabezpieczeniem jest nie upadanie!   Czyli  w pierwszym rzędzie technika narciarska, kondycja, nie podejmowanie wyzwań ponad miarę.  Jak się jednak  uprawia na serio sport, to te wyzwania(ponad miarę!) są wręcz  konieczne. Stąd wzrastająca potrzeba zabezpieczeń jw.   Patrząc na to zagadnienie jeszcze z innej strony, to ich stosowanie jest "szkodliwe", dla wykształcenia narciarza amatora. Stwarzają  złudne poczucie  bezpieczeństwa.  Waląc się  przy  dzwonach, obijaniu tyk,  to się jeszcze  wyratuję.  A tu w pierwszym rzędzie należy zwracać uwagę na błędy w technice, prowadzące do upadku.  Gdy nie było zabezpieczeń, gdy stoki bez porównania były gorsze(jeździło się wolniej, to prawda), jedyną   metodą ochrony własnego ciała(kasków też nie było) była technika jazdy.  Bardzo teraz mi się przydała! Mimo, że wiele bym jeszcze poprawił.   Pozdrawiam
  17. Veteran

    Brutalna prawda

    Witam   Trzeba się zacząć uczyć na łatwych trasach(niebieskich bez  ścianek, gładkich). Nauczyć się przede wszystkim jeździć równolegle i pilnować tej równoległości nart.  To daje poczucie panowania nad nartami, ponieważ w każdym momencie możemy  bardziej zakręcić(np. pod stok). Zmniejszając tym samym szybkość  jazdy, czy wręcz zatrzymać się.   Kolejny etap, to  próby skrętu na krótkich ściankach. Ale znowu dążyć, by skręt był wykonany na idealnie równoległych nartach. To ważne, ponieważ  może się pojawić  mały pług lub skręt z oporu.  Z nimi należy walczyć. Szybkość jazdy regulujemy  mocniejszym skrętem a nie  ślizgiem(obrotem na rozchodzących się tyłach nart).  To sobie trzeba wbić do głowy! Krótkie ścianki są ważne, ponieważ  zmniejszają obawy, jak mi nie wyjdzie to co? A tak się wyjedzie na płaskie.   Po opanowaniu równoległego skrętu na coraz stromszych ściankach(które są na czerwonych trasach), mamy już prawie wszelkie  cywilne stoki w zasięgu.  Tylko jeździć, pilnować równoległego prowadzenia nart.  Na bardziej stromym terenie będzie zawsze tendencja do odchylania się do tyłu. Ponieważ skręt na równoległych nartach, w takim terenie, wymaga ustawienia ciała "prostopadle" do stoku.  Stąd, jak narty będą  w skręcie równoległym, to to ustawienie będzie prawidłowe. Tego skrętu nie da się zrobić w odchyleniu do tyłu(na tym poziomie).   Nie ma tu nic o jeździe na krawędziach. Dzisiejsze narty zakręcając(obie równoległe!) będą  samoczynnie jechać nie płasko, ale też i na na krawędziach. To się łatwo samemu zauważy, przy mocniejszym skręcie, na bardziej stromym stoku.    Na tym można skończyć swoja edukację.  Wystarczy na długie lata. Jeździć tylko szybciej, urozmaicać skręty.  Dłuższe, krótsze w czasie tego samego zjazdu.  Jazdę  karwingową,  tylko na krawędziach, zostawmy najbardziej ambitnym.  To co co osiągniemy i tak jest wielu osobom jeżdżących po stokach niedostępne.   Pozdrawiam        
  18. Veteran

    Brutalna prawda

    Witam   Trzeba się zacząć uczyć na łatwych trasach(niebieskich bez  ścianek, gładkich). Nauczyć się przede wszystkim jeździć równolegle i pilnować tej równoległości nart.  To daje poczucie panowania nad nartami, ponieważ w każdym momencie możemy  bardziej zakręcić(np. pod stok). Zmniejszając tym samym szybkość  jazdy, czy wręcz zatrzymać się.   Kolejny etap, to  próby skrętu na krótkich ściankach. Ale znowu dążyć, by skręt był wykonany na idealnie równoległych nartach. To ważne, ponieważ  może się pojawić  mały pług lub skręt z oporu.  Z nimi należy walczyć. Szybkość jazdy regulujemy  mocniejszym skrętem a nie  ślizgiem(obrotem na rozchodzących się tyłach nart).  To sobie trzeba wbić do głowy! Krótkie ścianki są ważne, ponieważ  zmniejszają obawy, jak mi nie wyjdzie to co? A tak się wyjedzie na płaskie.   Po opanowaniu równoległego skrętu na coraz stromszych ściankach(które są na czerwonych trasach), mamy już prawie wszelkie  cywilne stoki w zasięgu.  Tylko jeździć, pilnować równoległego prowadzenia nart.  Na bardziej stromym terenie będzie zawsze tendencja do odchylania się do tyłu. Ponieważ skręt na równoległych nartach, w takim terenie, wymaga ustawienia ciała "prostopadle" do stoku.  Stąd, jak narty będą  w skręcie równoległym, to to ustawienie będzie prawidłowe. Tego skrętu nie da się zrobić w odchyleniu do tyłu(na tym poziomie).   Nie ma tu nic o jeździe na krawędziach. Dzisiejsze narty zakręcając(obie równoległe!) będą  samoczynnie jechać nie płasko, ale też i na na krawędziach. To się łatwo samemu zauważy, przy mocniejszym skręcie, na bardziej stromym stoku.    Na tym można skończyć swoja edukację.  Wystarczy na długie lata. Jeździć tylko szybciej, urozmaicać skręty.  Dłuższe, krótsze w czasie tego samego zjazdu.  Jazdę  karwingową,  tylko na krawędziach, zostawmy najbardziej ambitnym.  To co co osiągniemy i tak jest wielu osobom jeżdżących po stokach niedostępne.   Pozdrawiam        
  19. Veteran

    Moja jazda

    Witam   Obejrzałem sobie wszystkie filmy na 0,25 szybkość. Mógłbym nawet je zapisać i oglądać klatka po klatce. Nie jest to ważne.   Najważniejszą rzeczą, na która zwróciłem uwagę to dogięcie nart.  Widać to w pewnym momencie na drugim, filmie. Narty się nie dognie, jeśli  będzie bardziej płasko.  U Ciebie jest piękne wyłożenie nóg.  I ten kąt narta  śnieg. Już na drugim filmie widać było wyłożenie nogi zewnętrznej. Wewnętrznej jeszcze nieco brakowało. Stąd  A. Ale A, bez obciążania tej narty, to zdarza się i zawodnikom.  Masz  bardzo dużą swobodę w biodrach.  Ta nie wymuszona swoboda, pozwalająca jechać nartom na krawędzi, to chyba klucz do sukcesu. Gadanie o wkładaniu biodra tylko zamąca obraz. Samo się wkłada.  Nic się nie włoży jak się jest "sztywnym", wolnym reakcjach, albo za starym w tej  i  innych częściach ciała.  Poprawić to sobie można wbicie kijka   Do pełni obrazu warto oby zrobić sobie film na slalomkach jadąc na dość stromych stoku w linii spadku.  I kolejny film na nartach gigantowych, ale ze zmiennym rytmem skrętów(dłuższe na zmianę z krótszymi).   Pozdrawiam
  20. A może dziewczyna się zakochała....?
  21. Veteran

    Brutalna prawda

    Witam   Najlepiej jeżdżę pod wiosnę.  Lepsze światło, dzień cieplejszy i dłuższy. Śnieg bardziej miękki.  Zawsze wydawało mi się, że zrobiłem w tym sezonie pewien postęp.     W następnym wszystko się zaczyna od początku(nie wszystko, tylko ten osiągnięty postęp). Co dobitnie pokazują  własne filmy.  Gdybym może startował, to być może zegar by mi to unaocznił wyraźniej.  W klasyfikacji, nie wykluczone, że  przesunąłbym się wyżej w grupie.  Z  braku niektórych konkurentów, z powodów całkowicie naturalnych...   A może jednak największy postęp polega na tym, że jeszcze się jeździ. I ciągle się łudzi człowiek, że robi postępy.   Pozdrawiam
  22. Veteran

    Brutalna prawda

      Witam   Obawiam się, że taka konfrontacja z zawodnikami też jest zafałszowana.  Ile może stracić amator do  b dobrego zawodnika na przysłowiowych Kalatówkach( w %). A na  Streifie?    Dla mnie jest o wiele przekonywująca tabela, którą zamieścił kiedyś JOUBERT w swojej książce.    Otóż zaczynamy od elity(kadry) krajowej. Kadra B, to  plus 5 % czasu w stosunku do zawodnika z elity, który bierze udział w zawodach z kadrą B. Z tym, że trasa jest nieco łatwiejsza.  Tak  to idzie  w dół. Kolejni zawodnicy z kadry C(tak to nazwijmy) , trasa znowu łatwiejsza. Mniejsza różnica poziomów. Mniej bramek. Odniesieniem jest zawodnik z  kadry o stopień wyżej.  Jest  pięć, czy sześć  poziomów zawodników(nie pamiętam, bo nie mam przy sobie książki). Na dziesiątki tysięcy takich(może więcej), jak Francja. Są w ten sposób klasyfikowani.  Niżej procenty plus wzrastały do 10.   Gdzieś na siódmym miejscu pojawiał się "najlepszy" instruktor. Było dla nich ze trzy stopnie. Z tym, że cały czas obowiązywała ta sama reguła.  Stopień niżej.  Przejazd łatwiejszy.   Ostatnią grupą byli amatorzy. Rywalizacja była o odznakę "Kozica". Złota, srebrna, brązowa.     Można sądzić, że  czołówka na zawodach  Kozica złota. To kandydaci na kurs instruktorski.   A swoją drogą jechałem na zawodach Klubu Wysokogórskiego(gigant), gdzie jako forlaufera puścili Bachledę  Jana brata  Andrzeja. Był w kadrze Polski, ale sukcesów międzynarodowych nie miał. Start był poniżej  Świnskiego Kotła na Goryczkowej. Meta na "Polaku".  Miał coś 40 sek. Mój czas plus 20 sek. Jakoś się utrzymałem w tych dziurach na bramkach  na nogach. Nie będę się tłumaczył nartami z Szaflar, smarem itp.  W końcu to było ze trzydzieści bramek. I trasa nie taka stroma. Bulę nad "Polakiem" jechało się żlebkiem z lewej strony.  To o niczym nie świadczy. Jak się ma trzydzieści lat.  Jest się w pełni werwy, trasa jest b łatwa, to   wygra się z zawodnikiem sześćdziesięcioletnim, a nawet młodszym.  Tylko na bardziej wymagającej trasie, może  być zupełnie inaczej. Po to się je utrudnia, by nie było przypadków.   Pozdrawiam
  23. Witam   Błąd błędowi nierówny. Czasem jego wpływ na zmniejszenie chwilowej szybkości jazdy jest pomijalny.   Moja żona reaguje na wszelkie takie minimalne zahaczenia nart w czasie transmisji.  I widać było u Shifrin takie  minimalne zahaczenie zewnętrzna narta,  pod koniec która minimalnie "odeszła" w bok.  Na mono zwolnionym filmie byłoby więcej widać. Na takie  momenty nabierają się doświadczeni komentatorzy-gdzie stracił(ła) te ułamki sekund?. Lepsze "smarowanie", ciężar są "niewidoczne" w jeździe. Wszystko Ok! A tu sekunda do tyłu! Bardziej jest  widoczna pasywna jazda.  Szaleństwo też nie gwarantuje dobrego wyniku. Dlatego te zawody są takie ciekawe.  Jak się odpuści kilku etatowych kandydatów na pudło. To reszta się pięknie tasuje, z zawodów na zawody, ze stoku na stok.   Pozdrawiam
  24. Witam   Prosiłem żonę, by mi zrobiła kilka filmów telefonem na Mosornym.  Zawsze nad czymś pracuję. Nawet muszę! Co mam robić na stoku? Zjeżdżać?  Bić swoje rekordy w szybkości?  Rekordów nie da się bić. Raz dla mnie niebezpieczne. Dwa - dla innych.  Siedzieć na tarasie i podziwiać góry. Podziwiam.     Jeżdżę pewnie. Gleby od lat nie doświadczyłem.  Jazda mi sprawia wiele frajdy. Obserwuję innych i   rzadko ktoś na mnie robi wrażenie. Może nie wrażenie, bo to wielkie słowo. Bardziej jego jazda wydaje się mi poprawna.  Może na  innym stoku  można częściej spotkać  kogoś robiącego wrażenie. Z doświadczenia wiem, że  takich stoków u nas praktycznie nie ma. No, może trenujący zawodnicy Na FIS na Skrzycznym. To widziałem nieraz. Czy część z  AZS Cup Bachledy na Mosornym.   Ludzie mnie wyprzedzają, ale często ktoś jedzie o  wiele prostym torem a ja staram się zawsze kręcić.  Ta moja szybkość, to nie powód do frustracji. Sztuką jest  kręcić w miarę mocno i jechać szybko.  Co ja właściwie chcę?   Zostać Morganem z  filmów Francuza.  Nie mam problemów z jazdą między ludźmi na czerwonej trasie. Jadę płynnie, nikomu nie grożę. Więc o co chodzi?   Chodzi o to, że zapatrzyłem się na filmy z sieci.  Nie chodzi o czołówkę PŚ. Tylko o tych demonstratorów. Japońskich,  Reilly Mc Glashan, Harb. Itd.  Jakby tak coś  poprawić.  Tak zbliżyć się do moich wzorów.  Tu rączka opada, Tu wewnętrzna  mniej zakrawędziowana, niż  zewnętrzna.  A kąt tego mojego zakrawędziowania powinien być pomnożony przez dwa. A szybkość skrętów(podobny łuk)? Wyrabiam się w sekundzie. U nich  prawie dwa.     No więc potrzebny jest film. Zrobiła moja dama kilka.  Analizuję każdą klatkę.  Tragedia!  Jazda po stoku jakaś taka wolna. A mnie się wydawało, że  grzeję zdrowo. Niby wszystko prawidłowo.  Niby na krawędziach. Nie widać ześlizgów, mimo, że dosyć stromo. Tylko dlaczego tak wolno!  Wolno, bo krawędzie w porywach(maksimum) to góra 45 stopni. Gdy było sześćdziesiąt, to i szybkość byłaby większa.  Ja chyba lepiej wychodziłem na slalomkach dziesięć lat temu. I szybkość jazdy była większa i częstość skrętów też.   Mówię do żony.  Trzeba sobie powiedzieć szczerze, po partyjnemu. Zabrzmi to brutalnie! Jeżdżę od ponad pół wieku. Liczba dni na stokach  zliczona daje ze trzy lata, lub więcej, codziennie.  Przestudiowałem  wiele książek o technice, artykułów.  Mam w wyobraźni idealny układ  w skręcie karwingowym, czy na muldach. To z filmów, zwolnionych, z poszczególnych klatek.   No i co?  Jakim ja jestem narciarzem? Mimo, że  nieraz mi mówiono, że bardzo  dobrze jeżdżę. I to mówili ludzie, nie całkiem ludzie przypadkowi.  Należy sobie powiedzieć, bez ogródek. Jestem narciarzem, jak pianista, który nauczył się brząkać "wlazł kotek na płotek". Na imieninach cioci  wystarczy. Ale  oglądam demonstratorów. To porządnie wykształceni muzycy. Przyjemnie się ich słucha(ogląda). Ale oni są daleko od prawdziwych wirtuozów, których podziwia świat.     Więc chłopie daj se na wstrzymanie! Ciesz się, że jeszcze żyjesz, że jeszcze jeździsz. Może pobijesz maleńki rekord i przekroczysz na nartach osiemdziesiątkę. Ale nie zaniedbuj pracy nad sobą. Masz jakiś cel. To ważne dla zdrowia fizycznego i psychicznego!     Filmu nie załączę. Nie dlatego, bym się go wstydził. Zresztą  niedawno się ujawniłem.  Nie po raz pierwszy na forum.  Wiem co robię źle.  Nie jestem  wzorem. Wzorem dla kolegów są demonstratorzy z sieci, dla bardziej ambitnych   czołówka z PŚ.  Ja się zrobi rachunek sumienia to człowiek  zawsze lepiej się czuje.     Pozdrawiam
  25. Witam   Powrócisz jeszcze na równiny! To kwestia czasu.  Dla mnie to muzyczka dawno przebrzmiała. Ale wtedy nie było innej, więc z konieczności się jej słuchało. Teraz jest gładko i łatwo.  Też z powodu instrumentu.  Więc szybko skrada się nuda, jeszcze  dojściem do przyzwoitego poziomu gry na nim.  Wybrałeś na początku trudniejszą kompozycję.  Może się nie zniechęcisz....?   Pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...