a_senior
Members-
Liczba zawartości
3 119 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
42
Zawartość dodana przez a_senior
-
A nie lepiej ciut wyższy. Ja mam Thule Pacific 600 o wys. 39 cm. Narty, również bokiem, i buty na płask wchodzą bez problemu. Nawet 4 pary. Narty warto kłaść naprzemiennie by wiązania nie kolidowały ze sobą. I jeszcze coś tam dodatkowo wchodzi do boxa. Ale tak tylko do kwatery, jak Monika. Na codzień wozimy buty w bagażniku a ja nawet w środku samochodu by im ciepło było (wyjątkowo ciężko się je wkłada). A dalej to zależy. Jeśli podjeżdżamy samochodem to ubieramy buty narciarskie na parkingu. Niekiedy, gdy np. podjeżdżamy skibusem to jak Marek, biorę buty do plecaka lub przewieszone przez ramię (spięte rzepami) i zakładam przed jazdą. Plecak z butami turystycznymi wożę ze sobą lub zostawiam w przechowalni o ile taka istnieje. Plecak tak czy tak wożę ze sobą. Woda, kanapki... Czasem zostawiam go gdzieś na stacji, ale niechętnie, bo raz mi go częściwo rozkradziono. We Francji.
-
Muszę to żonie zacytować. 🙂 Ale już znam odpowiedź: "trzeba się było nie żenić". 🙂 Szczerze mówiąc noszenie dwóch par nart mi nie przeszkadza. Nawet wkładanie ich do koszy jakoś ogarniam. Ale i tak wolałbym nosić jedną parę, nawet ciężką. 🙂
-
Też bym zapytał. Zając (jak masz na imię?) dlaczego takie długie? 🙂 Ale ja sie na tego typu nartach nie znam. Może właśnie takie mają być. Ale mam pytanie. Będziesz woziła dwie (a może trzy) pary nart i je w zależności od warunków i okoliczności zmieniała? Czy z góry zdecydujesz które z nich, ale tylko jedną parę, bierzesz na wyjazd? Do tego, jak rozumiem, nie ciągnie Cię poza trasy. No i ciężko Ci się nosi jakiekolwiek narty, jak sama wyżej pisałaś. BTW, bardziej bym chłopa uruchamiał. Sam swojej pani od lat noszę narty. A ona za to moje kijki. 🙂
-
Ale uczciwie pisząc to koledzy nie tyle zostali wykopani co zdecydowali się wykopać. Z Pawłem też jeździłem wiele lat temu. Dobry narciarz. Nieźle narciarsko zakręcony.
-
Tak, na dzisiejsze standardy. Ale ja pisałem o "dawnych" standardach. Wyciągałeś rękę, zginałeś w nadgarstku i narta miała sięgać pod nadgarstek. Dlatego przez wiele lat jeździłem na nartach 210 cm przy wzroście 186 cm (patrz zdjęcie, które już chyba kiedyś wstawiałem :)). Dopiero w latach 90. przeszedłem na 200 i to była duża różnica. Na plus. 🙂 A gdy kupiłem swoje pierwsze karwingi o długości 184 cm (Elan Integra 10) to czułem jakbym jeździł na łyżwach. 🙂 Chodziło mi o to, że te "dawne" narty wymuszały zupełnie inną technikę. Trudno było na nich skręcać równolegle jakkolwiek. Dlatego było tak wielu narciarzy, jak np. mój ojciec, którzy skręcali wyłącznie techniką oporową. Wtedy to się nazywało skręt z oporu, dziś z pługu czy półpługu, w sumie nazwa bez znaczenia. I dlatego trudno, a w każdym razie trudniej niż dziś, było w tych przedkarwingowych czasach nauczyć się jeździć nawet na podstawowym poziomie. Marku, cieszę się, że Twoi koledzy po 40. biorą sie za narty. Naprawdę i szczerze. Lepiej później niż wcale. Narciarstwo to wspaniała dyscyplina pozwalająca nie tylko przeżyć trudną dla zwierzęcia, także ludzkiego 🙂, porę roku, ale jeszcze się z niej cieszyć. I to jak. 🙂 Najlepiej w rodzinnym gronie i wsród przyjaciół czy znajomych. Sprawia, że życie jest piękniejsze i ciekawsze. I życzę im wszystkiego najlepszego w tej dziedzinie.
-
Tak mi nostalgicznie przypomniałaś moje lata 90. Pod koniec 93' wróciłem z kilkuletniego pobytu z Francji. Wbrew pozorom byliśmy dość biedni. Gorzej, przez nas wyjazd nie załapaliśmy się w różne nowe układy, które w międzyczasie się porobiły. Dwie gołe, państwowe pensje w budżetówce. Na nowe granty i projekty trzeba było przez kilka lat popracować i poczekać by w nie wejść. A na utrzymaniu dwójka wciąż małych dzieci. I pewnie nie nartowalibyśmy w ogóle gdyby nie moja narciarska pasja. I jeździło się gdzie... było tanio. Ale się jeździło. Np. na Gubałówkę. Albo do Zuberca. Dzieci oddaliśmy do różnych klubów i skrobaliśmy pieniądze na ich wyjazdy klubowe. Pierwszy poważny rodzinny wyjazd w nowej Polsce w Alpy miał miejsce w 1999 r. do małej austriackiej stacji Donnersbachwald.
-
Są i ich nie ma. 🙂 Są, bo mamy średnio więcej pieniędzy niż kiedyś, dostęp do lepszych terenów, w tym Alp i łatwiej opanować podstawy jazdy karwingowej. Wystarczy przechylanie na boki by jako tako skręcać w łagodnym lub ciut trudniejszym terenie. A nie ma, bo do opanowania tego wszystkiego co trzeba do jazdy w trudniejszym terenie, a więc właściwego ustawienia ciała, dozowania ześlizgu gdy trzeba, gry krawędzi, pracy kijków, właściwego, adekwatnego odciążenia trzeba mniej wiecej włożyć tyle pracy i czasu co dawniej. No może pomaga fakt, że współczesne narty, SL czy nawet GS są krótsze od tych dawnych mierzonych na wyciągnięcie ręki.
-
Piękne. 🙂
-
Nie wiem gdzie leży prawda, może Victor kłamie a raczej mija się z prawdą 🙂, ale nie sądzę. Swoje w życiu narciarskim widziałem, "kilka" sezonów przejeździłem, nawet miałem krótki, 2-3 letni epizod instruktorski. A przede wszystkim śledziłem postępy kilku moich 30-paroletnich kolegów, którzy zaczęli przygodę z nartami późno. I jeszcze raz podkreślę, patrząc na dwa filmiki z jazdą Victora (no chyba, że podstawia inną osobę :)), który zaczynał od zera w "pewnym wieku" (jak sie domyślam po 40-ce), przejeździł tylko 5 sezonów, z tego dwa pod okiem instruktora, na jego całkiem poprawny śmig, cokolwiek przez to pojecie rozumiemy, to stwierdzam, że wynik jest rewelacyjny. Takiego szybkiego postępu w swoim życiu nie widziałem. Oczywiście, że nie wszystko w jego jeździe jest OK, że to i owo trzeba poprawić, że mam pewne zastrzeżenia do jazdy Tadeo i tego konsekwencji u jego adeptów. Ale i tak jest świetnie jak na kogoś kto do nart startuje stosunkowo późno w życiu i nie przejeżdża rocznie 100 dni na nartach. A nawet przy 100 dniach rocznie zaciekłej pracy byłbym pozytywnie zaskoczony. Narty, pływanie i jazdę samochodem, jak również kilka innych umiejętności, np. języki obce, powinno się opanować wcześnie w życiu. Inaczej nigdy nie osiągniemy dobrego poziomu, co najwyżej poprawny. Dlatego my jako rodzice staramy się by nasze dzieci załapały to wszystko jak najwcześniej. Sam to robisz z powodzeniem. 🙂 A nasze dzieci przekazują pałeczkę dalej. No więc Victor wydaje się w tym wszystkim wyjątkiem potwierdzającym regułę. 🙂
-
A śniegu, tego naturalnego, dużo więcej niż w Dolomitach.
-
Można powiedzieć, że jesteś żywą reklamą Tadeo, jego kursów i metod. 🙂 Przy zastrzeżeniach, które znasz.
-
Nawet gdyby przyjąć 5 sezonów to i tak rewelacja. Poważnie. Zwłaszcza, że nie mówimy tutaj o młodzieńcu, który chłonie nauki szybko. 🙂 I w końcu liczba dni narciarskich ograniczona. Mój kolega zaczął jeździć dopiero w 35. roku życia. Jak na Krakusa to wyjątek, że tak późno. Dziś dobija 70. Wyjeżdżał rocznie ok. 15 dni. Byliśmy na kilku wspólnych wyjazdach jakieś 10-15 lat temu. I jeździł zdecydowanie gorzej od Ciebie. Niezłe tam macie tereny do rowerowania.
-
Victor, gratulacje! Po dwóch sezonach tak dobrze jeździć to zakrawa na cud. Chyba że cyganisz z tymi dwoma latami. 🙂 A tym gravelem to już u siebie będziesz jeździł, nie w Sappadzie? 😉
-
No to teraz czekamy na foto i filmy. Zwłaszcza te z postępami. 😉 Swoją drogą, dlaczego tak późno zaczełaś nartować? I dlaczego w ogóle zaczęłaś? W moim otoczeniu prawie wszyscy zaczeli bardzo wcześnie. Może dlatego, że z Krakowa rzut beretem. Niektóre panie, jak moja małżonka, dopiero po poznaniu partnera, ale to wyjątek.
-
Nie znalazłem takiego tematu, więc dodaję. Sporo takich kanałów i niektóre są b. dobre. Ostatnio "odkryłem" ten: https://www.youtube.com/@Marius_Quast Sympatyczny Niemiec opowiadający o różnych aspektach narciarstwa trasowego, głównie relacje z różnych ośrodków. Sympatyczny gość, bez napinki, bez przesadyzmu, ciekawie opowiada i pokazuje. Bardzo mi się podoba jego jazda. Tam gdzie można karwing, tam gdzie nie bardzo: krótko-średni skręt mieszany. Skutecznie i ładnie. Słuchać można w różnych językach, w tym po polsku. Tłumaczenie AI, ale całkiem niezłe.
-
Dołączam się. Podobny bukiet ofiarowałem małżonce. Z Biedronki. 🙂
-
Na początku marca! Na Kasprowym jeździłem od dziecka. Przez kilka dobrych lat pod koniec lat 60. z ojcem w każdą niedzielę. Od początku stycznia do połowy kwietnia, a czesem nawet dłużej. Nigdy nie zdarzyło się byśmy nie dojechali na nartach do Kuźnic. Sporadycznie odpinaliśmy narty kilkaset m przed Kuźnicami. Nawet w ten 22 kwietnia 2007 r., z którego dałem zdjęcia, dało sie zjechać - dodajmy bez nadmiernego niszczenia ślizgów 🙂 - prawie do Kuźnic. Cóż, klimat się zmienia, choć niektórzy temu przeczą.
-
I dobrze zrobiliście. 🙂 Piękne zdjęcia. Przypomniał mi się mój rodzinny wyjazd na Kasprowy 22 kwietnia 2007 r. Też była piękna pogoda, ale zdjęcia kręcone niezłym na owe czasy kompaktem, już nie tak piękne jak Twoje. Śnieg bardzo grząski co widać na końcowym filmiku. Trochę się zmieniło od tego czasu. 🙂 https://photos.app.goo.gl/a9i4J6QUk96pMCVc7
-
Te 0.5 promila to nie jest mało wbrew pozorom. Ja je już mocno czuję. Mieszkając we Francji, obowiazywał wtedy limit dla kierowców 0.7 promila (a np. w Irlandii - 1 promil). Dla mnie to ok. pół butelki wina. I zdarzyło mi się nieraz przy takim oprocentowaniu prowadzić samochód. Dziś trochę wstyd, ale formalnie byłem zgodny z przepisami. I choć nie mam natury kozackiej po spożyciu, to prowadziło mi się samochód tak sobie, by użyć eufemizmu. 🙂 Nie próbowałem na nartach dobić do 0.5, ale sądzę, że też jechałoby mi się wtedy tak sobie. 🙂
-
Nie. Jak pisałem gdzieś wyżej, zapomniałem o tym. Przypuszczam, że Dekalog jest tam, gdzie go zaznaczyłem na zdjęciu. To akurat z wyjazdy na Panoramę.
-
Wszystko i nic. 🙂 Pierwsze dwa punkty są na tyle ogólne, że można każde zachowanie pod nie podłożyć. Wadliwe lub nie. Zwłaszcza 2. punkt. Jak ocenić moją prędkość (raczej niż "szybkość") czy sposób jazdy? Czy on już jest (np. karwinguję po niepustym stoku) dostosowany czy nie?. 🙂 W 4. punkcie owe "niezamierzone", które wychwycił star. Oczywiście, przykładając do tych punktów tzw. zdrowy rozsądek wszystko jest OK, ale opierając sie literalnie na zapisach czujemy lekką dezorientację, delikatnie mówiąc. Warto też dla kompletu dorzucić pozostałe punkty, bardziej jednoznaczne. 7. Podchodzenie i schodzenie na nogach Narciarz lub snowboarder musi podchodzić lub schodzić na nogach wyłącznie skrajem trasy. 8. Przestrzeganie znaków narciarskich Każdy narciarz lub snowboarder winien stosować się do znaków narciarskich i oznaczeń tras. 9. Wypadki W razie wypadku każdy narciarz lub snowboarder winien udzielić poszkodowanym pomocy. 10. Obowiązek ujawnienia tożsamości Każdy narciarz, snowboarder, obojętnie czy sprawca wypadku, poszkodowany czy świadek musi w razie wypadku podać swoje dane osobowe.
-
Gdyby, gdyby... Pewnie zrobiłby inną głupotę, np. nie sprawdził na zielonym, że pakuje sie w niego samochodziarz. Takie wjeżdżanie rowerem na czerwonym trzeba robić z głową. Jak zresztą wszystko w życiu. 🙂 I tu sie z Tobą zgodzę. Przynajmniej do czasu aż czynniki nie ogłoszą oficjalnie depenalizacji przechodzenia na czerwonym czyli pozwolą na takie przechodzenie w pewnych warunkach. Gdy widzę rodziców z małymi dziećmi na przejściu czekających na zmianę świateł, nie przechodzę na czerwonym. Podobnie gdy idę z wnukiem.
-
Niepolityczne. 🙂 Jak tak można pisać? 🙂
-
Rozumiem, że z Mitkiem nie masz już ochoty dyskutować? Bo forum to nie tylko Mitek. Swoją drogą się Tobie dziwię. Przecież poznałeś Mitka od różnych jego stron. Jak to w Szwejku było: "Wy mnie jeszcze nie znacie! — wrzeszczał podporucznik Dub — wy mnie znacie może z dobrej strony, ale jeszcze mnie poznacie i ze złej strony." 🙂 Trzeba go brać lekko, bo na poważnie się nie da. 😉
-
Nie stosuję, bo w Krakowie nie jeżdżę samochodem. Nie da się, za dużo stania w korkach. Nawet rowerem ostatnio przestałem jeździć, bo wolę chodzić. Bardziej się wtedy zmęczę. Zresztą sądzę, że po 70. powinno sie ludziom zakazać jeździć samochodem. Nie ten refleks, nie to czucie. A po 80. to... jak kiedyś robiły plemiona afrykańskie. Na drzewo i... 🙂
